św. Jan od Krzyża |
Rozdział 22-25 |
– DROGA NA GÓRĘ KARMEL – KSIĘGA DRUGA – |
|
Rozdział 22
Rozwiązuje pewną wątpliwość, mianowicie czemu nie wolno teraz w Nowym Zakonie pytać Boga sposobem nadprzyrodzonym, skoro to dozwolone było w Starym Zakonie. Uzasadnia to świadectwami św. Pawia.
1. Ustawicznie nasuwają się różne wątpliwości i dlatego nie możemy tak szybko postępować naprzód, jak byśmy pragnęli. Trzeba bowiem usuwać wątpliwości i wyjaśniać prawdę, aby nauka zachowywała zawsze swą wyrazistość i siłę. Wątpliwości, jak i ta obecna, mają zawsze tę dobrą stronę, iż przyczyniają się do pogłębienia i rozjaśnienia naszych zagadnień.
2. W poprzednim rozdziale orzekliśmy, że niezgodne jest z wolą Bożą, aby dusze ubiegały się sposobem nadprzyrodzonym o dostąpienie nadzwyczajnych objawień w rodzaju wizji, słów itp. Z drugiej zaś strony, widzieliśmy w tym samym rozdziale świadectwa, dowodzące tego, iż w Starym Zakonie używano takich sposobów obcowania z Bogiem. Sposób ten nie tylko był dozwolony, lecz sam Bóg go nakazywał, a gdy nie słuchano, upominał. Widać to wyraźnie u Izajasza proroka, gdzie Bóg wypomina synom Izraela, iż bez zapytania się Go chcieli pójść do Egiptu: Et os meum non interrogastis; “A nie pytaliście się ust moich” (Iz 30, 2), co wam czynić należy. Również w Księdze Jozuego czytamy, że gdy ci sami synowie Izraela dali się zwieść Gabaonitom, Duch Święty wypomina im ten błąd: Susceperunt ergo de cibariis eorum, et os Domini non interrogaverunt; “Przyjęli tedy z żywności ich, a ust Pańskich się nie pytali” (9, 14). Z Pisma świętego widać, że Mojżesz zawsze zapytywał Boga, co ma czynić, tak samo król Dawid i inni królowie Izraela w swych wojnach i potrzebach, (s.270) kapłani też i prorocy. Bóg zaś odpowiadał im i nieraz mówił z nimi, nie gniewając się za to. Przeciwnie, gniewał się, gdy nie chcieli Go pytać. Dlaczego teraz w Nowym Zakonie, zakonie łaski, ma być inaczej?
3. W odpowiedzi na to twierdzę, że główną przyczyną, dla której w Starym Zakonie tak prorokom jak i kapłanom dozwolone było zapytywać Boga oraz żądać objawień i znaków, było to, że wiara nie była jeszcze dobrze ugruntowana. Nie było jeszcze ustanowione prawo Ewangelii, dlatego też musieli ludzie zapytywać Boga i On im odpowiadał czy to przez słowa, widzenia, objawienia, czy też przez obrazy, podobieństwa i inne rodzaje znaków. Wszystko zaś, co Bóg wtedy mówił i działał, były to tajemnice naszej wiary i to wszystko, co się jej tyczy i do niej prowadzi. Ponieważ zaś prawdy wiary nie pochodzą od człowieka, ale z samych ust Bożych, którymi je też wypowiedział, dlatego wówczas było nieodzowne zapytywanie samych ust Bożych i dlatego Bóg sam upominał tych, którzy w sprawach swoich nie pytali ust Jego, żeby im odpowiedział, kierując w ten sposób ich sprawami według wiary, której jeszcze nie mieli, bo nie była jeszcze ugruntowana.
Dzisiaj, w obecnym okresie łaski, kiedy wiara jest już utwierdzona w Jezusie Chrystusie i ogłoszone jest już prawo Ewangelii, nie ma potrzeby pytać Boga dawnym sposobem ani też nie potrzeba, by przemawiał jeszcze i odpowiadał, jak wówczas. Dał nam bowiem swego Syna, który jest jedynym Jego Słowem - bo nie posiada innego - i przez to jedno Słowo powiedział nam wszystko naraz. I nie ma już nic więcej do powiedzenia.
4. Taki też jest sens świadectwa, jakie daje św. Paweł Żydom, chcąc wykazać, że powinni odstąpić od dawnych sposobów przestawania z Bogiem prawa Mojżeszowego, a zwrócić oczy jedynie do Chrystusa: Multifariam multisque modis olim Deus loquens patribus in prophetis: novissime autem diebus istis locutus est nobis in Filio; “Po rozlicznych i przeróżnych sposobach, jakimi niegdyś mówił Bóg do ojców przez proroków, na koniec w tych czasach przemówił do nas przez Syna” (Hbr l, 1-2). Daje tu Apostoł do zrozumienia, że Bóg jakby już zamilknął i nie ma już nic więcej do powiedzenia. To bowiem, o czym częściowo mówił dawniej przez proroków, wypowiedział już całkowicie, dając nam Wszystko, to jest swego Syna.
5. Dzisiaj zatem, jeśliby ktoś jeszcze pytał Boga albo pragnął od Niego jakichś widzeń czy objawień, postąpiłby nie tylko błędnie, lecz również obraziłby Boga, nie mając oczu utkwionych w Chrystusie całkowicie, bez pragnienia jakichś innych nowości.
Mógłby wtedy Bóg powiedzieć: “Wszystko już powiedziałem przez Słowo, będące moim Synem i nie mam już innego słowa; czyż mogę ci więcej odpowiedzieć albo objawić coś więcej ponad to? Na Niego więc zwróć swe oczy, gdyż w Nim złożyłem wszystkie słowa i objawienia. Odnajdziesz w Nim o wiele więcej niż to, czego pragniesz i o co prosisz. Prosisz bowiem o słowo czy objawienie częściowe, jeśli zaś na Niego wejrzysz, znajdziesz wszystko w pełni. On jest całą moją mową, odpowiedzią, całym widzeniem i objawieniem. To objawienie wam wypowiedziałem, dałem i ukazałem, przez nie odpowiedziałem, dając wam Syna mego za brata, mistrza, przyjaciela, za cenę i nagrodę. Powiedziałem niegdyś na Górze Tabor, zstępując na Niego z Duchem moim: Hic est filius meus diiectus, in quo mihi bene complacui, ipsum audite; “Ten jest Syn mój miły, w którym dobrze upodobałem sobie: Jego słuchajcie” (Mt 17, 5). Od tej chwili odjąłem niejako rękę od wszelkiego nauczania i odpowiadania, zdając wszystko na Niego. Powiedziałem: Jego słuchajcie, bo ja już nie mam do objawienia więcej wiary ani do ogłoszenia więcej prawdy. To, co mówiłem dawniej, było obietnicą Chrystusa. Jeśli mnie zaś pytano, to w związku z nadzieją Jego przyjścia i z błaganiem o Niego. W Nim bowiem znaleźć miano wszelkie dobro, jak to widać z nauki Ewangelistów i Apostołów. Kto by zaś dzisiaj pytał mnie dawnym sposobem i prosił, abym doń mówił, czy też objawił cośkolwiek, byłoby to jakby powtórnym błaganiem mnie o Chrystusa i o nową wiarę oprócz tej, którą objawiłem, byłoby więc brakiem wiary, jaka jest dana w Chrystusie. Byłaby to nadto ciężka obraza umiłowanego mego Syna, nie tylko przez brak wiary, lecz przez domaganie się niejako powtórnego Jego wcielenia oraz przejście przez życie i śmierć. Nie znajdziesz już, o co byś mnie mógł prosić lub czego byś przez objawienia i widzenia mógł żądać ode mnie. Patrz dobrze, a w Chrystusie odkryjesz spełnione i urzeczywistnione swe pragnienia, a nadto jeszcze wiele więcej.
6. “Jeżeli szukasz u mnie słowa pociechy, spojrzyj na mego Syna, posłusznego z miłości ku mnie i uciśnionego, a znajdziesz prawdziwą pociechę. Jeśli chcesz, bym ci objawił jakieś skryte rzeczy czy zdarzenia, podnieś tylko oczy na Niego, a znajdziesz najskrytsze tajemnice i mądrość, i cuda Boże. On jest ich skarbnicą, według słów mego Apostoła: In quo sunt omnes thesauri sapientiae et scientiae Dei absconditi; (s.272) “W którym ukryte są wszystkie skarby mądrości i wiedzy” (Koi 2, 3). Te skarby mądrości są o wiele większe, słodsze i cenniejsze dla ciebie niż to, co byś wiedzieć pragnął. Dlatego Apostoł chlubił się nimi i pragnął nic nie rozumieć, byle tylko znać Chrystusa Ukrzyżowanego (l Kor 2, 2). Również gdy pragniesz wizji i objawień Bożych czy cielesnych, patrz także na mego Syna w ludzkiej postaci. Znajdziesz wtedy więcej, niż sądzisz, bo mówi o Nim św. Paweł: In ipso inhabitat omnis plenitudo divinitatis corporaliter; “W Nim cała pełność Bóstwa zamieszkuje cieleśnie” (Kol 2, 9).
7. Nie można więc zapytywać teraz Boga w taki sposób jak w Starym Testamencie i nie ma już konieczności, aby do nas mówił. Przez Chrystusa bowiem objawił nam całość wiary i nic nowego już nie będzie nam objawiał. Gdyby zaś ktoś chciał teraz otrzymywać cośkolwiek drogą nadprzyrodzoną, to niejako zarzucałby Bogu, że nie dał nam w Synu swoim wszystkiego co potrzebne. Bo chociażby to czynił, podporządkowując się wierze i polegając na niej, tym niemniej byłaby to ciekawość rodząca się z małej wiary. Przeto nie powinniśmy oczekiwać nauki ani jakiejś innej rzeczy drogą nadprzyrodzoną.
W chwili śmierci na krzyżu wyrzekł Chrystus: Consummatum est; “Wykonało się” (J 19, 30). Chciał powiedzieć, że spełniły się nie tylko wszystkie dawne sposoby (obcowania z Bogiem), lecz i wszystkie obrzędy i ceremonie Starego Testamentu. Dzisiaj musimy się we wszystkim kierować po ludzku i widzialnie nauką Chrystusa-Człowieka, [nauką Kościoła i jego sług i tą drogą krocząc leczyć ciemności naszej niewiedzy i nasze słabości duchowe, na niej bowiem jest wystarczające lekarstwo. Kto z tej drogi schodzi i oddala się od niej, grzeszy nie tylko ciekawością, lecz i wielkim zuchwalstwem. Co zaś dotyczy rzeczy nadprzyrodzonych, nie można im zawierzyć, lecz polegać należy tylko na nauce Chrystusa-Człowieka] i Jego sług, ludzi, i do tego stopnia, jaki wskazuje nam św. Paweł: Quod si angelus de coelo evangelizaverit, praeterquam quod evangelizavimus vobis, anathema sit; “Choćby nawet anioł z nieba głosił wam coś ponad to, cośmy wam głosili, niech będzie przeklęty” (Ga 1,8).
8. Trzeba więc zawsze trzymać się nauki Chrystusa Pana, a niczemu innemu nie ufać, bo niczym jest, jeśli z nią jest niezgodne. Niepotrzebnie trudzi się dzisiaj ten, kto chce przestawać z Bogiem na sposób Starego Testamentu. Zresztą i dawniej nie każdy mógł pytać Boga i nie każdemu Bóg odpowiadał. Do tego byli wybrani kapłani i prorocy i przez ich usta poznawał lud naukę i prawo. Kto więc chciał dowiedzieć się czegoś od Boga, nie sam Go pytał, lecz przez proroka lub kapłana. Król Dawid sam wprawdzie czasem zapytywał Boga, ale dlatego, że był prorokiem, a i wówczas przywdziewał szaty kapłańskie. Mówi o tym pierwsza Księga Królewska, gdzie król zwraca się do kapłana Abiatara: Applica ad me ephod; “Przyłóż mi efod” (l Sm 30, 7). Efod zaś był najważniejszą częścią kapłańskiego stroju i w nim to król radził się Boga. Najczęściej jednak czynił to Dawid przez proroka Natana lub innych kapłanów. Z ust więc kapłanów i proroków, a nie na podstawie własnego sądu, mógł każdy się upewnić, że to, co mu zostało powiedziane, pochodzi od Boga.
9. Wszystko, co Bóg wtedy objawiał, nie miałoby powagi i siły powodującej wiarę, gdyby nie zatwierdziły tego usta kapłanów i proroków. Bóg bowiem pragnie, aby kierownictwo nad ludźmi mieli również ludzie im podobni i żeby człowiek kierował się i rządził rozumem naturalnym. Stanowczo też żąda, abyśmy temu, co nam objawia sposobem nadprzyrodzonym ani nie dawali wiary, ani się w tym nie upewniali, dopóki to nie przejdzie - jak przez przewód - przez usta człowieka. Dlatego zawsze, ilekroć coś mówi czy objawia duszy, udziela jej również pewnej skłonności, dzięki której sama dusza zwierza się z tym komu należy. Zanim to nastąpi, nie daje jej Bóg pełnego zadowolenia, bo chce, ażeby człowiek osiągnął je za pośrednictwem drugiego, podobnego sobie człowieka.
Czytamy w Księdze Sędziów, że chociaż Pan Bóg powiedział niejednokrotnie Gedeonowi, że zwycięży Madianitów, on wahał się i wątpił, bo Bóg zostawił go w tej niepewności. Upewnił się dopiero wtedy, gdy z ust ludzich posłyszał potwierdzenie tego, co mu Bóg przepowiedział. Bóg, widząc jego niepewność, rzekł mu: “Wstań, a idź do obozu”; Et cum audieris quid loquantur, tunc confortabuntur manus tuae, et securior ad kostium castra descendes; “A gdy usłyszysz, co mówią, wtedy się wzmocnią ręce twoje i bezpieczniej ruszysz na obóz nieprzyjacielski” (7, 9-11). Tak się też stało. Gedeon bowiem usłyszał, jak jeden z Madianitów opowiadał drugiemu swój sen, według którego Gedeon miał ich zwyciężyć. Umocniony tym na duchu, z radością począł przygotowywać się do bitwy. Bóg nie chciał widocznie, żeby ten mąż polegał jedynie na tym, co sam mu objawił drogą nadprzyrodzoną, skoro nie udzielił mu pewności, aż zostało to potwierdzone sposobem naturalnym.
10. Widać to jeszcze jaśniej w postępowaniu Mojżesza. Otrzymał (s.274) on rozkaz wyprowadzenia z niewoli synów Izraelowych. Rozkaz był jasny, pewny i poparty cudownymi znakami: laski przemienionej w węża i ręki obsypanej trądem. Mojżesz jednak okazał taką słabość i niezdecydowanie w swoim posłannictwie, że chociaż Bóg gniewał się na niego, nie mógł się zdobyć na [mocną] wiarę. Bóg wzbudził w nim dopiero wiarę przez jego brata Aarona, mówiąc: Aaronfrater tuus Leyites scio quod eloquens sit: ecce ipse egredietur in occursum tuum, vidensque te, laetabitur corde. Loquere ad eum, et pone verba mea in ore eius: et ego ero in ore tuo, et in ore illius, etc.; “Aaron, brat twój, Lewita, wiem, iż wymowny jest. Oto ten wynijdzie naprzeciw ciebie, a ujrzawszy cię rozraduje się sercem. Mów do niego i połóż słowa moje w usta jego, a ja będę w ustach twoich i w ustach jego” itd. (Wj 4, 14-15), ażeby jeden upewnił się z ust drugiego.
11. Skoro to Mojżesz posłyszał, rozradował się nadzieją umocnienia i rady ze strony swego brata. Taka bowiem jest właściwość duszy pokornej, że nie śmie sama przestawać z Bogiem i nie może znaleźć pełnego zaspokojenia bez ludzkiego kierownictwa i rady. Tego Bóg żąda i chętnie zbliża się do tych, którzy razem się jednoczą w celu rozważania prawdy, ażeby ją, opartą już na naturalnym rozumie, potwierdzić i rozjaśnić. Takie właśnie było jego postępowanie z Mojżeszem i Aaronem, był bowiem w ustach jednego i drugiego.
Potwierdza to Ewangelia: Ubi fuerint duo vel tres congregati in nomine meo, ibi sum ego in medio eorum; “Gdzie bowiem dwaj albo trzej są zgromadzeni w imię moje, tam ja jestem pośród nich” (Mt 18, 20), to jest: Rozjaśniam i umacniam w ich sercach prawdy Boże. Trzeba podkreślić, że nie powiedział Chrystus: “gdzie jest jeden”, tam ja jestem, ale: jestem tam, gdzie jest przynajmniej “dwóch”. Dał nam zrozumieć, że nie powinniśmy zachowywać dla siebie tego, co nam Bóg udzielił, ani się w tym upewniać bez zasięgnięcia rady i potwierdzenia Kościoła czy jego sług. Prawda bowiem nie rozjaśni się i nie umocni w sercu osamotnionego i dlatego zostanie w niej słaby i zimny.
12. Mówi o tym Eklezjastes: Vae soli, quia cum ceciderit, non habet subleyantem se. Si dormierint duo, fovebuntur mutuo: unus quomodo calefiet? et si quispiam praevaluerit contra unwn, duo resistent ei; “Biada samotnemu, bo jeśli upadnie, nie ma nikogo, kto by go podniósł. Jeśli dwaj spać będą, zagrzeje się jeden od drugiego (miłością Bożą, która jest w pośrodku); a jakże jeden się zagrzeje? To znaczy, jak przestanie być oziębły w rzeczach Bożych? Jeśli też kto przemoże kogoś jednego (a mianowicie szatan, który może przemóc tych, co sami chcą się kierować w rzeczych Bożych), dwóch, (tj. uczeń i mistrz, jeśli się złączą społem w poznawaniu i czynieniu prawdy) oprze mu się” (4, 10-12). Człowiek sam, bez pomocy drugiego czuje się słaby i niepewny w odniesieniu do rzeczy Bożych, choćby ich wiele słyszał. Św. Paweł, chociaż długo już głosił Ewangelię, którą, jak sam mówi, nie od człowieka, ale od Boga był przyjął, pragnął jednak zasięgnąć co do niej rady św. Piotra i Apostołów: Ne forte in vacuum currerem, aut cucurrissem; “Abym snadź nie na próżno stawał do zawodów” (Ga 2, 2). To znaczy, aby nie biegał na próżno, nie czując się bezpieczny, dopóki nie otrzyma upewnienia od człowieka. Dziwna to rzecz, Pawle! Czyż Ten, który ci objawił Ewangelię, nie mógł cię też zabezpieczyć przed błędem, w jaki mógłbyś popaść głosząc Jego prawdę?
13. Widać tu jasno, że tylko tym sposobem, jaki wskazaliśmy, można się upewnić co do rzeczy objawionych przez Boga. Przypuśćmy bowiem, że ktoś ma taką pewność, jaką miał św. Paweł co do swej Ewangelii, jako że już zaczął ją głosić, to jednak, choćby objawienie było od Boga, jeszcze człowiek może się pomylić odnośnie do niego i tych rzeczy, które go dotyczą. Bóg bowiem, chociaż mówi jedno, nie zawsze objawia drugie, a często wyjawia rzecz samą, ale nie sposób jej spełnienia. Zazwyczaj bowiem nie objawia, choćby nawet długo przestawał z duszą, tego wszystkiego, co może być osiągnięte rozumem i za radą ludzką. To właśnie zrozumiał dobrze św. Paweł i chociaż wiedział, że Ewangelię Bóg mu objawił, chciał ją jednak omówić z tymi, do których to należało.
To samo widzimy w Księdze Wyjścia, gdzie Bóg, mimo iż tak poufnie przestawał z Mojżeszem, nie dał mu jednak tak zbawiennej rady, jakiej mu udzielił teść Jetro. Powiedział mu bowiem, że powinien wziąć sobie do pomocy sędziów, by lud nie był zmuszony czekać od rana do wieczora (Wj 18, 21-22). Bóg potwierdził tę radę, ale sam jej nie dał, bo leżała ona w zasięgu ludzkiego sądu i uznania. W widzeniach i objawieniach, i słowach nadprzyrodzonych Bóg zazwyczaj nie objawia takich rzeczy, żąda bowiem, by ludzie, o ile to tylko możliwe, posługiwali się rozumem, korzystali z rady innych i do niej się stosowali. Jest tylko jeden wyjątek, który dotyczy spraw wiary, gdyż te, chociaż nie są sprzeczne z rozumem, przewyższają wszelki jego sąd i poznanie.
14. Nikt nie powinien sądzić, że Bóg czy święci, choćby o wielu (s.276) rzeczach mówili z nim poufnie, muszą mu wyjawić błędy popełnione przez niego w jakiejkolwiek dziedzinie, jeśli może to poznać inną drogą. W tych sprawach nie należy zbyt ufać sobie. Czytamy bowiem w Dziejach Apostolskich, że św. Piotr, choć był głową Kościoła i Bóg oświecał go bezpośrednio, błędnie jednak postąpił odnośnie do pewnego obrzędu, który stosował między poganami. Bóg wtedy milczał. Dopiero św. Paweł upomniał go, jak sam o tym mówi: Cum vidissem, quod non recte ambularent ad veritatem Evangelii, dixi Cephae coram omnibus: Si tu Judaeus cum sis, gentiiiter vivis, quomodo gentes cogis judaizare? - “Ale gdym ujrzał, że nie postępowali szczerze według prawdy Ewangelii, rzekłem do Piotra wobec wszystkich:
Jeśli ty będąc Żydem, żyjesz zwyczajem pogan, jak możesz zmuszać pogan, by żyli obyczajem Żydów?” (Ga 2, 14). Pan Bóg zwrócił uwagę Piotra na ten błąd nie osobiście, lecz przez innych, gdyż to uchybienie było sprawą, którą można było poznać i zaradzić jej zwykłą drogą rozumu.
15. Wiele błędów i grzechów będzie Pan Bóg karał w dniu sądu u tych dusz, z którymi blisko przestawał i którym wiele światła i pomocy udzielał. Poniosą one karę za to, że ufając owej łasce obcowania z Bogiem oraz cnotom, które miały od Niego, opierały się na nich, a zaniedbywały to, o czym wiedziały, że powinny czynić. Przerażone poczną wtedy pytać, jak to sam Chrystus mówi w Ewangelii: Domine, Domine, normę in nomine tuo prophetavimus, et in nomine tuo daemonia ejecimus, et in nomine tuo virtutes multas fecimus? “Panie, Panie! Czyśmy w imię Twoje nie prorokowali? I czy w imię Twoje nie wypędzaliśmy czartów? I w imię Twoje wiele cudów nie czynili? - A Pan im wtedy odpowie: Et tunc confitebor illis, quia numquam novi vos: discedite a me omnes qui operamini iniquitatem; “A wtedy wyznam im: nigdym was nie znał. Idźcie precz ode mnie, którzy czynicie nieprawość” (Mt 7, 22-23). Do takich ludzi należał i prorok Balaam i inni jemu podobni, którzy trwali w grzechach, mimo że Bóg do nich przemawiał. Ukarze On kiedyś i wybranych przyjaciół swoich, z którymi poufale przestawał na ziemi, a uczyni to za ich błędy i zaniedbania, na jakie nie potrzebował sam zwracać im uwagi, bo można je było już spostrzec przy pomocy prawa i naturalnego rozumu, których im udzielił.
16. Na zakończenie tego, cośmy mówili, powtarzam, że cokolwiek i w jakikolwiek sposób odbiera dusza drogą nadprzyrodzoną, powinna to niebawem przedstawić swojemu kierownikowi otwarcie, jasno, wyraźnie i z prostotą. Choć na pozór wydaje się, że nie ma z czego zdawać sprawy, że szkoda na to czasu, bo odrzucając to i nie ceniąc ani pragnąc tego, jakośmy już powiedzieli, dusza czuje się bezpieczna, to jednak chociażby duszy wydawało się, że nie ma o czym mówić, wyznanie wszystkiego jest konieczne, szczególnie gdy chodzi o sprawy widzeń, objawień czy innych udzielań nadprzyrodzonych, bez względu na to czy są jasne, czy nie. Musi to zrobić dla trzech powodów:
Pierwszy jest ten, że Bóg udziela wielu rzeczy, ale ich skutku, mocy, światła i pewności nie utrwala w duszy całkowicie, dopóki nie będą one przedstawione temu, kogo Bóg pragnie mieć jej sędzią duchowym. Ma on bowiem władzę wiązać i rozwiązywać, zatwierdzać lub odrzucać, według tego cośmy uzasadnili na podstawie wyżej przytoczonych dowodów. Widzimy też niemal codziennie z doświadczenia, że tak jest. Dusze pokorne, doświadczające tych rzeczy, po przedstawieniu ich komu należało, odczuwają nowe zadowolenie, umocnienie, oświecenie i pewność, tak że niektórym się zdaje, iż dopóki tego nie powiedziały, nic się im odczuć nie dało i niczego nie otrzymały, a teraz odbierają je jakby na nowo.
17. Druga przyczyna na tym się zasadza, że dusza potrzebuje zwykle pouczenia o tym, co jej się zdarza, aby mogła postępować w ogołoceniu, tj. wśród nocy ciemności. Pozbawiona takich pouczeń, choćby sama nie pragnęła rzeczy nadprzyrodzonych, pobłądzi, zejdzie z drogi duchowej na zmysłową, przez którą po części przechodzą także rzeczy szczegółowe.
18. Trzeci powód jest ten, że dusza celem osiągnięcia pokory, posłuszeństwa i umartwienia, musi zdobyć się na ofiarę ze wszystkiego, choćby nawet to wszystko było dla niej bez znaczenia i ona za nic to miała. Są czasem dusze, które wiele kosztuje wyznawanie takich rzeczy, gdyż wydają się im czymś i lękają się sądu tych, z którymi muszą o nich mówić. Takie usposobienie jest znakiem niedostatecznej pokory, a więc dla tego samego dusza powinna owe rzeczy wyznać. Inne bardzo się wstydzą wyznawać te rzeczy. Nie chciałyby bowiem przyznać się, że doznają rzeczy, które zdają się być właściwe świętym. Nie chcą ich także wyznawać z powodu innych wrażeń, jakich przy tym doznają. Gdy zaś sądzą, że nie ma o czym mówić, bo wagi do tego nie przywiązują, tym bardziej potrzeba, by się umartwiały i wyjawiały je, aż staną się pokorne, proste, uległe i ochotne w wyznawaniu. Potem będą to zawsze wyznawały z łatwością. (s.278)
19. W związku z tym, co zostało powiedziane, należy zauważyć, że jeśli położyliśmy nacisk na potrzebę odrzucenia takich rzeczy oraz na to, że spowiednicy nie powinni wdawać się z duszami w długie o nich rozprawy, to nie dlatego, ażeby ojcowie duchowni mogli w tych sprawach okazywać duszom niezadowolenie czy też odtrącać je ze wzgardą. Takie postępowanie staje się dla dusz okazją do udręczenia i nieśmiałości w ich wyjawianiu. Stąd zaś okazja do wielu niewłaściwości, jeśli zostanie zamknięta brama wyznania. Objawienia te, jak mówiliśmy, są środkiem i okazją do postępu i przez nie Bóg podnosi dusze. Z tego powodu nie można źle o nich sądzić, lękać się ich czy gorszyć się nimi. Trzeba raczej wielkiej łagodności i dobroci dla takich dusz, trzeba dodawać im odwagi i ułatwiać im wyznanie. Dobrze też będzie, gdyby zaistniała taka potrzeba, rozkazać im to formalnie, ponieważ w wyznawaniu ich niektóre dusze zwykły odczuwać taką trudność, że aż tego rodzaju środkami trzeba je przymuszać. Trzeba je prowadzić przez wiarę, ucząc je łagodnie odwracać oczy od wszystkich tych rzeczy i podając im naukę, w jaki sposób dla postępu swego mają z nich ogołacać pożądanie i ducha. Trzeba pouczać je, że przed Bogiem więcej znaczy jeden czyn czy akt woli spełniony w miłości, niż wszystkie widzenia i obcowania niebieskie. Nie są one bowiem ani zasługujące, ani naganne i wiele dusz, chociaż nie doświadcza tych rzeczy, stoi o wiele wyżej niż inne. które wiele ich doznają.
Rozdział 23
Zaczyna mówić, o pojmowaniach rozumowych, które przychodzą drogą czysto duchową. Wyjaśnia, czym one są.
l. O wiele więcej można by powiedzieć o pojęciach rozumowych, przychodzących przez zmysły. Nie chcę się tu jednak zbytnio rozwodzić, gdyż odnośnie do celu i tak zbyt długo zatrzymaliśmy się tutaj. Celem tym jest wyzwolenie rozumu i wprowadzenie go w noc wiary.
Będziemy teraz mówili o czterech rodzajach pojmowań rozumowych, tj. o tych, które w rozdziale 10 nazwaliśmy czysto duchowymi. Są to widzenia, objawienia, słowa i uczucia duchowe. Nazywamy je czysto duchowymi, ponieważ nie udzielają się rozumowi drogą zmysłów i ciała, tak jak cielesne, wyobrażeniowe. Przychodzą one bez pośrednictwa zmysłów cielesnych zewnętrznych czy wewnętrznych i przedstawiają się rozumowi sposobem nadprzyrodzonym jasno, wyraźnie i biernie, tzn. że dusza przy tym nie działa nic ze swej strony, przynajmniej czynnie.
2. Trzeba zaś wiedzieć, że w szerszym i ogólnym znaczeniu te cztery rodzaje pojmowań nazwać można widzeniami duszy, ponieważ zdolność pojmowania duszy nazywamy także jej wzrokiem. Wszystkie te doznania, ponieważ są zrozumiałe dla umysłu, można zatem określić jako widzenia duchowe. Kształtujące się zaś z nich w umyśle pojęcia nazywamy widzeniami rozumowymi. Wszystkie przedmioty reszty zmysłów, to znaczy to wszystko co można widzieć, słyszeć, wąchać, smakować i dotykać, są przedmiotem rozumu, o ile podpadają pod pojęcia prawdy lub fałszu. Stąd też jak we wzroku ciała powoduje widzenie wszystko to, co jest cielesne i widzialne, tak we wzroku duchowym duszy, czyli w rozumie, to co jest zrozumiałe, daje widzenie duchowe. Dla rozumu bowiem, jak powiedzieliśmy, pojmować coś znaczy widzieć to. Dlatego więc te cztery rodzaje doznań można w szerszym znaczeniu określić jako widzenia. Tego uogólnienia nie można zastosować do innych zmysłów w takiej mierze jak do wzroku, bo żaden zmysł nie jest tak zdolny jak wzrok przyjmować przedmiot innego zmysłu.
3. Widzenia te przedstawiają się jednak duszy sposobem właściwym wszystkim zmysłom. Dlatego określimy je ściśle i według ich właściwości. Tak więc to, co rozum przyjmuje na sposób widzenia (może bowiem patrzeć na rzeczy duchowe tak jak oczy patrzą na cielesne), nazywamy widzeniem (26). To zaś, co rozum przyjmuje sposobem pojmowania i zrozumienia rzeczy nowych (podobnie jak słuch słuchaniem dowiaduje się rzeczy nowych), nazywamy objawieniem. To, co przyjmuje sposobem słyszenia, nazywamy słowami. Wreszcie to, co przyjmuje na sposób innych, pozostałych zmysłów, jak odczucie słodkiej woni duchowej, smaku i rozkoszy duchowej, a czego dusza może kosztować w sposób nadprzyrodzony, nazywamy uczuciami duchowymi. Z tych doznań tworzy dusza pojęcie albo widzenie duchowe, wolne od jakiejkolwiek formy, postaci albo obrazu, które by pochodziły z wyobraźni lub fantazji naturalnej. Te pojęcia bowiem (s.280) udzielają się duszy bezpośrednio, nadprzyrodzonym działaniem i nadprzyrodzonymi środkami.
4. I od tych także pojęć (podobnie jak to czyniliśmy z wszystkimi wrażeniami cielesnymi wyobrażeniowymi) należy wyzwolić umysł, a doprowadzić i kierować go poprzez nie w duchowej nocy wiary do boskiego i substancjalnego zjednoczenia z Bogiem. Chodzi o to, ażeby nie zajmować i nie obciążać nimi umysłu, co przeszkadzałoby mu w drodze samotności i ogołocenia we wszystkim, co do osiągnięcia celu jest konieczne. Choćby widzenia te były wyższe, pożyteczniejsze i pewniejsze od cielesnych wyobrażeniowych, jako że są wewnętrzne i czysto duchowe, nie prowadzą one jednak do celu. Jakkolwiek są także mniej dostępne dla szatana, gdyż udzielają się duszy w sposób głębszy i subtelniejszy bez jakiegokolwiek, przynajmniej czynnego jej działania czy działania wyobraźni, to jednak rozum nie tylko mógłby utrudnić drogę do zjednoczenia, lecz nawet zbłądzić przez swą niedostateczną ostrożność.
5. Moglibyśmy zakończyć to rozważanie o czterech rodzajach doznań rozumowych przez podanie ogólnej rady, takiej samej, jaką podaliśmy we wszystkich innych. Polega ona na tym, by się o te widzenia nie starać ani ich nie pragnąć. Ponieważ jednak przy dłuższym zatrzymaniu się można będzie wyjaśnić, jak to należy czynić, oraz wiele rzeczy z tym przedmiotem związanych, sądzę, że dobrze będzie omówić każde to doznanie z osobna. Zaczniemy od pierwszego, tj. od widzeń duchowych albo rozumowych.
Rozdział 24
Mówi o dwóch rodzajach widzeń duchowych, udzielających się sposobem nadprzyrodzonym.
l. Jeśli chodzi o widzenia ściśle duchowe, przychodzące bez pośrednictwa jakiegokolwiek zmysłu cielesnego, to umysł może otrzymywać je w dwojaki sposób. Jedne, to wizje substancji cielesnych, drugie substancji oddzielonych, czyli bezcielesnych. Wizje cielesne obejmują wszelkie rzeczy materialne na niebie i ziemi, dostrzegalne dla duszy za pośrednictwem pewnego światła nadprzyrodzonego, mimo że znajduje się ona jeszcze w ciele. Światło to spływa od Boga i w nim oglądać może dusza wszelkie nieobecne (dla niej) rzeczy w niebie czy na ziemi. Czytamy o tym w Objawieniu św. Jana w rozdziale 21, gdzie opisuje on cudowną piękność niebieskiego Jeruzalem. O św. Benedykcie piszą również, że w pewnym widzeniu oglądał cały świat (27). Św. Tomasz objaśnia to widzenie w Quodlibetales i powiada, że było ono udzielone Świętemu w świetle spływającym z góry (28).
2. Natomiast widzenia substancji bezcielesnych nie mogą być oglądane nawet w tym świetle pochodzącym od Boga. Można je oglądać w innym, wzniosłej szym świetle, które nazywamy światłem chwały. Widzenia zatem substancji bezcielesnych, jakimi są aniołowie i dusze, nie dostrajają się do tego życia i w ciele śmiertelnym nie mogą być oglądane. I gdyby Bóg chciał ich udzielić duszy esencjalnie, tak jak one są, dusza natychmiast wyszłaby z ciała i skończyłoby się jej doczesne życie. Dlatego Pan Bóg, gdy Go Mojżesz prosił, by mu okazał swe oblicze, odpowiedział: Non videbitme homo, et vivet; “Nie może bowiem człowiek ujrzeć mię i żyw pozostać” (Wj 33, 20). Toteż Żydzi, gdy sądzili, że mieli ujrzeć Boga, lub że widzieli Jego albo choćby anioła, lękali się, że pomrą. I tak czytamy w Księdze Wyjścia, że przerażeni mówili do Mojżesza: Non loquatur nobis Dominus, ne forte moriamur, “Niech Pan do nas nie mówi, byśmy snadź nie pomarli” (20, 19). W Księdze Sędziów, Manue, ojciec Samsona, sądząc, że oboje z żoną rzeczywiście widzieli mówiącego z nimi anioła, który ukazał się im w postaci urodziwego męża, rzekł do żony: Morte moriemur, quia vidimus Dominum; “Śmiercią pomrzemy, bośmy widzieli Boga” (13, 22).
3. Życie doczesne nie dostraja się do takich widzeń, dlatego zdarzają się one bardzo rzadko. Bywają one możliwe tylko wtedy, gdy Bóg wyjątkowo, w cudowny sposób, zatrzyma w człowieku życie naturalne, całkowicie od niego odrywając ducha. Łaska zastępuje wtedy naturalny związek duszy z ciałem. Św. Paweł, któremu danym było ujrzeć w trzecim niebie takie bezcielesne substancje, powiada następująco: Sive in corpore, nescio, sive extra corpus, nescio, Deus scit; “Czy w ciele, nie wiem, czy poza ciałem, nie wiem; Bogu to wiadomo” (2 Kor 12, 2). Z tych słów widać jasno, że za szczególnym Bożym działaniem wyszedł z granic życia naturalnego. Czytamy również, że gdy Bóg miał się ukazać w swojej istocie Mojżeszowi, postawił go w rozpadlinie skały i osłonił (s.282) prawicą swoją, aby nie umarł w chwili przejścia chwały Jego. Przejście to było błyskawicznym ukazaniem się Boga i tylko prawica Boża utrzymała Mojżesza przy życiu (Wj 33, 22).
Te, tak substancjalne widzenia, jak św. Pawła, Mojżesza i naszego Ojca Eliasza, który zasłonił twarz swą przed słodkim tchnieniem Boga, chociaż bywają przelotne, zdarzają się niezmiernie rzadko, prawie nigdy i bardzo niewielu ludziom. Udziela ich Bóg przeważnie tym tylko, którzy są bardzo mocni duchem Kościoła i prawa Bożego, jakim byli wyżej wymienieni.
4. Te widzenia substancji duchowych nie mogą być oglądane przez umysł w porządku naturalnym, w tym życiu, jasno i bez zasłony. Dają się jednak one odczuć w samej substancji duszy, wśród najsłodszych dotknięć i uścisków, czyli tzw. uczuć duchowych. Za łaską Bożą będziemy o nich później mówili, gdyż do nich, jako do oznaki zjednoczenia duszy z Bogiem, zdąża nasze pióro. Miejsce ku temu będzie wtedy, gdy będziemy mówili o poznaniu mistycznym, niewyraźnym i ciemnym, przez które Bóg łączy się z duszą wzniosłym i boskim sposobem. Bowiem to ciemne i miłosne poznanie, którym jest wiara, jest w tym życiu takim samym środkiem do boskiego zjednoczenia, jakim do jasnego oglądania Boga jest w życiu wiecznym światłość chwały.
5. Zajmiemy się teraz widzeniami substancji cielesnych. Albowiem jak oczy widzą przedmioty za pośrednictwem światła naturalnego, tak i dusza za pośrednictwem światła nadprzyrodzonego widzi rozumem wewnętrznie te same przedmioty naturalne lub inne, które Bóg jej chce ukazać. Różnica zachodzi tylko w samym sposobie ich ukazania. Przedmioty bowiem duchowe lub rozumowe ukazują się o wiele jaśniej i subtelniej aniżeli cielesne. Bóg bowiem chcąc udzielić duszy tej łaski, daje jej światło nadnaturalne, w którym jasno i łatwo ogląda te przedmioty, jakie Bóg jej chce pokazać. I czy one będą z nieba czy z ziemi, nie napotykają na żadną przeszkodę, bez względu na bliskość czy oddalenie. Jest to tak, jak gdyby się otwarła najjaśniejsza brama i w niej, jakby w blasku błyskawicy, ukazuje się widzenie. Blask ten, wśród ciemnej nocy rozświetla nagle wszystko wokoło jasno i wyraziście i równie nagle wszystko zostawia w ciemnościach. Formy jednak i kształty tego widzenia zostają w fantazji. W duszy wszelako dokonuje się to o wiele doskonalej. Tak bowiem pozostają w pamięci, że ilekroć dusza przypomni je sobie, widzi je tak, jak niegdyś widziała. Jest tu podobnie jak ze zwierciadłem, w którym zawsze można oglądać przedmioty, gdy się je przed nie postawi. Kształty tych widzeń nigdy już całkowicie nie ustępują z duszy, chociaż czasem cośkolwiek się zacierają.
6. Widzenia te sprawiają w duszy następujące skutki: pokój, oświecenie, radość podobną do chwały, słodycz, czystość, miłość, pokorę oraz skłonność i podniesienie duszy do Boga, czasem w mniejszym, to znów w większym stopniu. Przeważają te uczucia jedne nad drugimi, zależnie od woli Bożej i od usposobienia ducha.
7. Również i szatan może sprawić te widzenia w duszy za pomocą jakiegoś światła naturalnego. W świetle tym, na skutek sugestii duchowej, rozjaśnia duchowi rzeczy obecne i nieobecne. Niektórzy doktorzy sugestią duchową szatana tłumaczą scenę, podaną u św. Mateusza, w której szatan ukazał Chrystusowi wszystkie królestwa świata i chwałę ich: Ostendit ei omnia regna mundi; “Ukazał Mu wszystkie królestwa świata” (Mt 4, 8). Oczyma ciała niepodobna bowiem ogarnąć tyle, by móc widzieć wszystkie królestwa świata i ich chwałę.
Wielka jest jednak różnica pomiędzy widzeniami wywołanymi przez szatana, a tymi, których udziela Bóg. Albowiem skutki wywołane w duszy przez widzenia szatańskie nie są takie, jak wywołane przez widzenia dobre. Powodują one w niej raczej oschłość duchową w przestawaniu z Bogiem, skłonność do cenienia siebie, dopuszczanie tych widzeń i przywiązywanie do nich wagi. Nie przynoszą zaś nigdy słodyczy, pokory ni miłości Bożej. Formy tych widzeń nie przenikają duszy z taką słodką jasnością i trwałością jak formy widzeń Bożych. Zacierają się one w niej natychmiast, wyjąwszy jeśli dusza je ceni, bo wówczas jej własne uznanie sprawia, iż często je sobie przypomina w sposób naturalny. Jest ono jednak suche, pozbawione słodyczy, miłości i pokory, jakie zawsze idą w ślad za przypominaniem widzeń Bożych.
8. Ponieważ te widzenia odnoszą się do stworzeń, z którymi Bóg nie stoi w żadnej proporcji ani nie ma istotnego do nich podobieństwa, nie mogą one służyć rozumowi za najbliższy środek do zjednoczenia z Bogiem. Powinna więc dusza w stosunku do nich być równie oporna, jak i względem innych, o których już mówiliśmy. Winna natomiast iść naprzód przez wiarę, będącą najbliższym środkiem dojścia do Boga. Niech więc nie czyni sobie archiwum czy skarbca z owych widzeń i niech się na nich nie opiera. Obciążałaby się wtedy w swym wnętrzu formami, obrazami, kształtami i postaciami i nie posiadłaby Boga przez zaparcie się wszystkiego. Jeśli dusza nie zwraca (s.284) na nie uwagi, to choćby te formy widzeń pojawiały się jej ustawicznie, nie będą jej przeszkodą w postępie. Wprawdzie przypominanie sobie tych rzeczy pobudza duszę do miłości Bożej i kontemplacji, ale o wiele więcej pobudza i podnosi duszę czysta wiara. To samo sprawia ogołocenie duchowe i pozostawanie w ciemności, gdy dusza pozbawiona jest wszystkiego i nie zdaje sobie sprawy jak i skąd jej to przychodzi.
I tak postępuje rozpalona udrękami czystej miłości Boga, nie wiedząc skąd pochodzą i na czym się opierają. Kiedy bowiem wiara zakorzeni się w duszy i obejmie ją na skutek opróżnienia i ciemności i zupełnego ogołocenia czy duchowego ubóstwa, co wszystko jest jednym i tym samym, równocześnie coraz bardziej zakorzenia się i wlewa w nią miłość Boża. Im więcej więc dusza wchodzi w ciemność i odrywa się od wszystkich rzeczy zewnętrznych i wewnętrznych, jakie może poznać, tym głębiej wypełnia ją wiara, a co za tym idzie miłość i nadzieja. Te trzy cnoty teologiczne łączą się bowiem ściśle ze sobą.
9. Niekiedy tej miłości nie rozumie i nie czuje jej, ponieważ miłość taka nie ma siedziby w czystym zmyśle, lecz w duszy mocnej, bardziej ożywionej i odważniej szej niż przedtem. Niekiedy miłość ta przelewa się także na zmysły i wtedy okazuje się słodką i czułą. Stąd [dla dostąpienia] miłości i wesela, jakie owe widzenia przynoszą z sobą, musi dusza być rozmiłowana, mężna i umartwiona. Musi pragnąć pozostać w próżni, a miłość i radość opierać na tym, którego ani nie widzi, ani nie odczuwa, bo w tym życiu niezdolna jest do tego. Jest to Bóg niepojęty i ponad wszystko, do którego wznosić się powinniśmy przez całkowite zaparcie się wszystkiego. W przeciwnym razie, przypuściwszy nawet, że dusza byłaby tak bystra, pokorna i silna, że szatan nie mógłby jej zwieść ani spowodować, że popadnie ona w jakąś zarozumiałość, jak to zwykł czynić, nie będzie postępowała naprzód. Nie wejdzie bowiem w ogołocenie duchowe, ubóstwo ducha i w próżnię wiary, a to wszystko jest nieodzowne do zjednoczenia z Bogiem.
10. Ponieważ do tych widzeń odnosi się również to wszystko, cośmy mówili w rozdziałach 19 i 20 (29) na temat nadprzyrodzonych widzeń zmysłowych, nie będziemy tu tracić czasu na powtarzanie tego.
Rozdział 25
Mówi o objawieniach i ich istocie. Podaje pewne rozróżnienie.
1. Z kolei wypada nam mówić o drugim rodzaju pojmowań duchowych, tj. o objawieniach, które należą do ducha proroctwa. Trzeba przede wszystkim wiedzieć, że objawienie to nic innego, jak tylko odsłonięcie jakiejś zakrytej prawdy lub też wyjawienie jakiejś tajemnicy. Przez te objawienia Bóg daje duszy zrozumienie danego zdarzenia, rozjaśniając w umyśle prawdę, która tego dotyczy, albo odkrywa jej pewne rzeczy, które uczynił, obecnie czyni lub zamierza czynić.
2. Możemy więc powiedzieć, że są dwa rodzaje objawień. Jedne z nich to te, które odkrywają rozumowi jakieś prawdy. Są to tzw. poznania rozumowe. Drugie natomiast wyjawiają tajemnicę, a tym samym właściwiej niż tamte zasługują na nazwę objawień. Pierwsze, tj. poznania rozumowe, biorąc rzecz ściśle, nie mogą się nazywać objawieniami, gdyż, oczywiście za sprawą Bożą, polegają na rozumieniu nagiej prawdy nie tylko odnośnie do rzeczy doczesnych, lecz także i duchowych. Chcę jednak podciągnąć je pod nazwę objawień, gdyż stoją w bliskim z nimi związku, a i dlatego też, by nie wprowadzać zbyt wielu rozróżnień.
3. Podzielimy więc objawienia na dwa rodzaje pojmowań. Jedne nazwiemy poznaniami rozumowymi, a drugie wyjawieniem ukrytych spraw i tajemnic Bożych. Rozpatrzymy je w dwóch rozdziałach, o ile możności krótko i zwięźle. Zaczniemy od poznań rozumowych.
(26) Występuje tutaj szereg terminów właściwych symbolicznemu językowi mistyki. Powyższą terminologię uzasadnia Święty podobieństwem niektórych aktów duchowych do działań zmysłów zewnętrznych.
(27) S.Gregorius M.: Dialogi, lib. II, c, 35; Migne PL 66, 198.
(28) Quaestiones quodlibetales, q. I, a. l, ad l.
(29) Wspomniany temat został faktycznie omówiony w 17 i 18 rozdziale.