św. Jan od Krzyża

Rozdział 13-20

–   DROGA NA GÓRĘ KARMEL – KSIĘGA TRZECIA –


Rozdział 13

Mówi o korzyściach, jakie dusza odnosi, odrzucając pojmowania wyobrażeniowe. Odpowiada na niektóre zarzuty i objaśnia różnicą, jaka zachodzi pomiędzy pojmowaniami wyobrażeniowymi naturalnymi i nadprzyrodzonymi.

l. Korzyści, jakie płyną z opróżnienia wyobraźni z form wyobrażeniowych można jasno ocenić na podstawie pięciu szkód, jakie wspomniane formy powodują w duszy, jeśli pragnie je w sobie zatrzymać, podobnie, jak to powiedzieliśmy o formach naturalnych.

Prócz tego jednak dusza odnosi jeszcze dla ducha inne korzyści, tj. odpocznienie i ukojenie. Pomijając już bowiem fakt, że dusza, gdy jest wolna od tych form i obrazów, posiada w sposób naturalny to ukojenie (s.330) ducha, ma jeszcze tę korzyść, że wolna jest od trosk o to, czy one są dobre czy złe i o to, jak się ma zachować w stosunku do jednych i drugich. Będzie też wolna od trudu i straty czasu na rozmowę z kierownikami duchowymi, gdyby chciała się upewnić, czy są one złe czy dobre, tego lub innego rodzaju. Tego wszystkiego nie potrzebuje dusza wiedzieć, gdyż i tak nie powinna do tego przywiązywać wagi.

Może więc czas i siły, jakie by straciła na badanie tych rzeczy, użyć na lepsze i owocniej sze ćwiczenie. Ćwiczeniem tym jest całkowite zdanie się na wolę Bożą oraz staranie o ogołocenie i ubóstwo tak co do ducha, jak i co do zmysłów. Polega ono na wyrzeczeniu się wszelkiej, tak wewnętrznej jak i zewnętrznej, podpory pociech i pojmowań. To ubóstwo duchowe wyrabia się najwięcej przez odrywanie się i uwalnianie od wszystkich form wyobrażeniowych. Przynosi ono duszy tę największą korzyść, że zbliża ją do Boga, który nie ma kształtu, formy, ni wyobrażenia. Zbliżenie to jest tym większe, im bardziej dusza ogołoci się ze wszystkich form, obrazów i podobieństw wyobrażeniowych.

2. Może ktoś zapytać: dlaczego kierownicy duchowi radzą, aby dusze wykorzystały dla siebie te łaski i uczucia pochodzące od Boga, i dlaczego polecają, by ich nawet pragnęły od Niego, aby Mu miały z czego złożyć dary? Jeśli bowiem Bóg nam niczego nie da, to z czegóż Mu coś damy? Św. Paweł też mówi: “Ducha nie gaście” (l Tes 5, 19). Również Oblubieniec z Pieśni nad pieśniami mówi do oblubienicy: “Przyłóż mię jako pieczęć do serca swego, jako pieczęć do ramienia twego” (8, 6). A to wszystko przecież oznacza pewne pojęcie. W odpowiedzi na to twierdzę, że nie tylko nie trzeba się starać o te rzeczy, ale chociaż je Bóg daje, należy je odsuwać i uwalniać się od nich. Równocześnie jednak nikt nie może wątpić, że Bóg udzielając tych łask, udziela je dla dobra i sprawia przez nie dobry skutek, a nam tych pereł nie wolno rozrzucać i marnować. Przecież byłoby to pychą nie chcieć przyjmować łask od Boga, bo bez nich sami z siebie nic nie możemy.

3. Dla lepszej odpowiedzi na te zarzuty, trzeba tu przypomnieć to, o czym mówiliśmy w 16 i 17 rozdziale drugiej księgi, gdzie po większej części odpowiedziano na tę wątpliwość. Mówiliśmy tam, że korzyści wynikające dla duszy z dobrych pojmowań nadprzyrodzonych udzielają się biernie w tej samej chwili, w której się uobecniają dla zmysłu. Władze zaś wtedy nic od siebie nie czynią.

Nie ma więc potrzeby, by dusza na to przyzwalała. Gdyby bowiem chciała wówczas działać za pomocą swoich władz, to swym niskim i naturalnym działaniem przeszkodziłaby raczej nadprzyrodzonemu dobru, jakie Bóg w niej sprawuje przez te pojmowania. Z posługiwania się swymi władzami nie odniosłaby zaś żadnej korzyści. Ponieważ duch owych pojmowań wyobrażeniowych udziela się duszy biernie, ona również powinna się wobec nich zachować biernie, nie czyniąc nic swymi władzami ani wewnętrznie, ani zewnętrznie.

Tak postępując, zachowa dusza uczucia Boże i nie utraci ich przez swoje nieudolne działanie. To będzie również zachowaniem ducha, by go nie zgasić. Zgasiłaby go dusza wówczas, gdyby chciała postępować inaczej, jak Bóg ją prowadzi. Postępowałaby zaś inaczej, gdyby wtedy, gdy Bóg jej udziela ducha biernie, co zawsze zachodzi przy tych pojmowaniach, chciała być czynna, działając rozumem lub pragnąc czegoś odnośnie do nich.

Jest to zupełnie zrozumiałe, bo jeśliby dusza chciała wówczas na siłę działać, takie działanie byłoby tylko naturalne, sama bowiem niezdolna jest do czego innego. Jeśli chodzi o działanie nadprzyrodzone, sam Bóg je w niej rozbudza i do niego ją wprowadza, gdyż sama tu nic uczynić nie może. Jeśli w takich chwilach dusza chciałaby na siłę coś uczynić, o ile to w ogóle leży w jej mocy, jej czynne dzieło przeszkadzałoby biernemu dziełu, to jest duchowi, jakiego Bóg jej udziela. To dzieło bowiem duszy jest czysto naturalne i o wiele niższe aniżeli to, jakiego Bóg jej udziela. Działanie Boże zaś jest nadprzyrodzone, sprawujące skutki w stanie bierności duszy, działanie zaś duszy jest naturalne i czynne, zdolne tylko zgasić ducha.

4. Jest to zrozumiałe, że własne działanie duszy jest nieudolne i niskie, gdyż władze duszy nie mogą same przez się czynić i rozważać niczego jak tylko to, co jest ujęte w pewne formy, kształty i obrazy. To wszystko zaś jest tylko łupiną i przypadłością samej substancji i ducha, który się pod tą zewnętrzną osłoną ukrywa.

Substancja i duch dopóty nie złączą się z władzami duszy w prawdziwym zrozumieniu i miłości, dopóki nie ustanie działanie tychże władz. Zamierzeniem i celem działania jest przygotowanie duszy, by ona mogła przyjąć zrozumiałą i umiłowaną substancję tych form. Taka więc zachodzi różnica pomiędzy czynnym a biernym działaniem, jak pomiędzy tym, co się czyni, a tym, co już zostało zrobione; jak pomiędzy dążeniem do czegoś, a osiągnięciem już tego.

Dusza więc, chcąc zajmować swe władze czynnym działaniem wśród tych pojmowań nadprzyrodzonych, przez które Bóg chce jej (s.332) udzielić biernie ich ducha, postępowałaby tak, jak ten, co chce na nowo czynić to, co już jest zrobione. Nie będzie wtedy miała radości z tego, co otrzymuje, a własnym działaniem, nie tylko że nic nie sprawi, ale jeszcze zniweczy to, co już było zrobione. Władze bowiem duszy nie są same przez się zdolne do przyjęcia ducha, którego im Bóg w ich biernym stanie udziela. Jeśli więc dusza je ceni, jest to jakby gaszenie ducha, którego Bóg udziela duszy przez pojmowania wyobrażeniowe. Powinna więc dusza porzucić tutaj działanie czynne, a zachować się pasywnie i stosować wyrzeczenie się. Wtedy Bóg pobudzi ją do większych rzeczy, niż ona sama mogłaby i umiała. W tej myśli mówi prorok: “Na straży mojej stać będę i zatrzymam się w twierdzy, a przypatrzę się, żeby ujrzeć, co mi powiedzą” (Ha 2, l). To znaczy: wzniosę się ponad straż władz moich i nie pójdę dalej w działaniu. Wtedy będę mógł kontemplować to, co mi powiedzą, zrozumiem i zakosztuję tego, co mi będzie udzielone sposobem nadprzyrodzonym.

5. Również słowa Oblubieńca w Pieśni nad pieśniami wyrażają tę Jego miłość do oblubienicy, która ma ich wzajemnie upodobnić podług głównej części ich natury 5. Dlatego mówi do niej: “Przyłóż mię jako pieczęć do serca swego” (8, 6). Przyłóż mię do serca jako znak, w którym utkwiłyby wszystkie strzały z kołczana miłości, czyli wszystkie uczynki i motywy miłości. Wszystkie one dążą bowiem do tego celu, gdyż są dla niego. Takim również sposobem upodabnia się dusza do Boga przez uczynki i poruszenia miłości, dopóki się w Niego nie przeobrazi. Mówi również, żeby Go położyła jako “znak na ramieniu swoim”, gdyż ramię oznacza ćwiczenie miłości, które podtrzymuje i pieści Ukochanego.

6. We wszystkich pojmowaniach nadprzyrodzonych, wyobrażeniowych czy innych, jak widzenia, słowa, uczucia i objawienia, niech dusza nie przywiązuje wagi do tego, co one oznaczają, przedstawiają lub dają do zrozumienia, gdyż jest to tylko litera i łupina. Lecz poprzez wszystko niech szuka jedynie tej miłości Boga, jaką sprawiają wewnątrz duszy. W ten tylko sposób ma cenić sobie uczucia nie dla ich smaku, słodyczy lub kształtów, lecz jedynie dla uczuć miłości, jakie powodują.

W tym też celu, by ducha pobudzić znowu do miłości, można sobie niekiedy przypomnieć jakiś obraz lub poznanie rozbudzone przez miłość. Wspomnienie to, chociaż nie sprawia takiego skutku, jak wówczas, gdy Bóg udzielał jej tej łaski, odnawia miłość i podnosi umysł ku Bogu. Szczególnie jest to skuteczne, jeśli się wspomni takie obrazy, formy czy uczucia nadprzyrodzone, które tak głęboko przeniknęły duszę, że trwały dłuższy czas, a niektóre nawet zupełnie nie dały się zatrzeć. Przypomnienie takich przeżyć ponownie sprawia te same boskie skutki miłości, co za pierwszym razem. Przynoszą one również w większym lub mniejszym stopniu słodycz, światło itp. dary, w tym celu bowiem zostały duszy udzielone. Wielką łaskę czyni Bóg duszy, udzielając jej tego daru, bo wtedy dusza posiada w sobie jakby niewyczerpane złoża wszelkich dóbr.

7. Kształty i obrazy sprawiające te błogosławione skutki są żywo wrażone w duszę, a nie tak powierzchownie jak inne obrazy i kształty, jakie się przechowują w fantazji. Dlatego też dusza nie musi korzystać z tej władzy, by je sobie przypomnieć. Czuje bowiem, iż one są w niej i ogląda je jakby w zwierciadle. Kiedy więc zdarzy się jakiejś duszy, że posiada w sobie formalnie wspomniane obrazy, może je sobie przypominać spokojnie w celu pobudzenia się do miłości. Nie przeszkadza to zjednoczeniu miłości w wierze, chyba żeby ktoś upajał się tymi obrazami. Kto zaś pozostawi na boku wyobrażenia, a zwróci się do miłości, odniesie zawsze korzyść.

8. Trudno jest poznać, kiedy takie obrazy odbite są w duszy, a kiedy w fantazji. Te bowiem, co się odbijają w fantazji, pojawiają się częściej. Nadto są takie dusze, które zazwyczaj przechowują równocześnie w wyobraźni i fantazji różne widzenia wyobrażeniowe. Wtedy ukazują się im one najczęściej w taki sam sposób, ponieważ fantazja jest władzą bardzo wrażliwą i zaledwie ktoś o czymś pomyśli, już się przedstawia i odbija dana postać. Czasem znów nasuwa takie obrazy szatan. Bóg udziela również takich wizji, które formalnie nie odbijają się jeszcze w duszy.

Pochodzenie ich można najlepiej poznać po skutkach. Obrazy bowiem powstające drogą naturalną albo podsunięte przez szatana, choćby się wydawały najpewniejsze, nie czynią jednak żadnego dobrego skutku w duszy i nie sprawiają odnowienia duchowego. Dusza patrząc na nie pozostaje zimna. Te jednak z nich, które są dobre, przywołane do pamięci sprawiają pewien skutek podobny do tego, jaki ujawniał się za pierwszym ich ukazaniem. Natomiast przypomnienia tych obrazów, jakie Bóg wycisnął w duszy formalnie, są zawsze obfite w skutki. (s.334)

9. Kto tego doświadczył, łatwo rozpozna jedne i drugie. Dla doświadczonego bowiem różnica jest zupełnie zrozumiała. Zaznaczam tylko tutaj, że te wizje, które odbijają się w duszy formalnie i trwają przez dłuższy czas, zdarzają się bardzo rzadko. Wszystko zresztą jedno, jakie one są, czy jedne czy drugie, dla duszy będzie najlepiej nie chcieć tu nic rozumieć, lecz dążyć do Boga przez wiarę i nadzieję.

Na ten zarzut, że zdaje się to być pychą, gdy się odrzuca takie rzeczy, jeśli one są dobre, odpowiadam, że raczej jest to pokora. Wtedy bowiem, jakośmy poradzili, korzysta się z nich roztropnie i w najlepszy sposób, oraz kieruje się tym, co pewniejsze.

 

Rozdział 14

Mówi o poznaniach duchowych, które pamięć może przyjmować.

1. Poznania duchowe zaliczyliśmy do trzeciego rodzaju pojmowań pamięciowych, nie dlatego, żeby one należały, jak poprzednie, do cielesnego zmysłu fantazji - nie posiadają bowiem wyglądu ani formy cielesnej - lecz dlatego, ponieważ podpadają pod władzę odpominania i pamięć duchową. Dusza bowiem może sobie przypominać udzielone jej wiadomości. Nie będzie to przypomnienie za pomocą kształtu czy obrazu, gdyż pojęcie nie zostawiło go w zmyśle cielesnym, niezdolnym pojąć formy duchowe. Będzie to jednak przypomnienie umysłowe i duchowe, przez formę, jaką wiadomość ta wycisnęła w duszy. Takie odbicie jest również formą, wiadomością, obrazem duchowym albo formalnym i przez to, jak również ze skutków, jakie one sprawiały, można je sobie przypomnieć. Dlatego też zaliczam te pojmowania do pamięciowych, choć nie należą one do fantazji.

2. Jakie są te poznania i jak dusza wobec nich powinna się zachować, by dojść do zjednoczenia z Bogiem, wskazaliśmy wystarczająco w 26 rozdziale drugiej księgi. Były one tam omawiane jako pojmowania rozumowe. Należy przypomnieć, co tam mówiliśmy, że bywają one podwójne. Jedne dotyczą rzeczy niestworzonych, drugie rzeczy stworzonych.

Jest tam wskazane, jak powinna się zachować wobec nich pamięć, by dojść do zjednoczenia. Niech dusza postępuje w ten sposób, jak powiedziałem w rozdziale poprzedzającym, mówiąc o pojęciach formarnych, albowiem tego samego rodzaju są te właśnie, odnoszące się do rzeczy stworzonych. To znaczy, że jeżeli one sprawiają dobre skutki, można je wspominać, ale nie dlatego, żeby je zatrzymywać dla siebie, lecz żeby przez nie ożywiać miłość i poznanie Boga. Lecz jeśli takie wspomnienie nie sprawia tych skutków, nie należy go nigdy nasuwać pamięci.

Co zaś do poznań dotyczących rzeczy niestworzonych, radzę niech dusza wspomina je tak często, jak tylko może, gdyż wielką korzyść z nich odniesie. Są to bowiem dotknięcia i odczucia zjednoczenia z Bogiem, czyli prowadzą do tego celu, do którego dusza powinna dążyć. O tych dotknięciach i uczuciach przypomina sobie pamięć nie za pomocą jakiejś formy, obrazu, albo figury wyciśniętej na duszy, jako że nie mają ich te dotknięcia i uczucia zjednoczenia ze Stwórcą, lecz za pomocą skutku, tj. światła, miłości, rozkoszy, odnowienia duchowego itd. Za każdym bowiem razem, gdy pamięć je wspomina, odnawia się w niej coś z owych przeżyć.

 

Rozdział 15

Podaje ogólne wskazówki, jak człowiek duchowy ma się posługiwać władzą pamięci.

l. U kresu zagadnień, dotyczących pamięci, pożytecznie będzie podać ogólny sposób postępowania, by i w kręgu tej władzy dojść do zjednoczenia z Bogiem. Chociaż bowiem mówiliiśmy już o tym i podawali pewne wskazówki, to jednak streszczając to wszystko razem, łatwiej obejmie się całość.

Przypominamy więc, że dążymy tutaj do tego, by dusza zjednoczyła się z Bogiem według władzy pamięci - w nadziei. Nadzieja zaś odnosi się do tego, czego się nie posiada. Im mniej zatem posiada się innych rzeczy, tym więcej ma się zdolności i możności w odniesieniu do nadziei, a co za tym idzie, więcej nadziei. Im więcej zaś posiada się w sobie jakichś rzeczy, tym mniejszą ma się zdolność i możność spodziewania się czegoś, a co za tym idzie, mniej nadziei. Stąd też im więcej dusza ogołoci pamięć z form i przedmiotów pamięciowych, nie będących Bogiem, tym bardziej utkwi pamięć w Bogu i dusza będzie ją miała opróżnioną, by Bóg mógł ją wypełnić. Aby więc żyć prawdziwą i czystą nadzieją, powinna dusza, gdy się jej nasuwają jakieś (s.336) wiadomości, formy i obrazy szczegółowe, zwracać się natychmiast do Boga, nie skłaniając ku nim uwagi. Ogołocona z wszelkich wspomnień, nie rozważając i nie zatrzymując się nad tymi rzeczami, niech się zwraca do Boga w uniesieniu miłości. O tyle zaś może je sobie przypominać, jeśli one są dobre, by wiedzieć i czynić to, do czego jest obowiązana. Niech nie pokłada w tym wszystkim afektu i upodobania, gdyż same formy nic nie dadzą duszy, zwłaszcza, że człowiek nie może nie myśleć i nie pamiętać o tym, co powinien znać i czynić. Takie przypomnienie jednak, jeśli się do niego nie przywiązuje, nie wyrządzi jej szkody. Mogą tu być wielce pomocne wiersze, umieszczone pod obrazem Góry, podane w 13 rozdziale pierwszej księgi.

2. Zaznaczamy tutaj, że podając te wskazówki, nie zgadzamy się bynajmniej z nauką tych bezbożnych ludzi, którzy opanowani szatańską pychą, chcieli usunąć sprzed oczu wiernych świętą i konieczną praktykę chwalebnej czci obrazów Boga i świętych. Nasza nauka jest całkowicie odmienna od ich nauczania. Przez to, cośmy powiedzieli, nie można rozumieć, że nie powinny istnieć obrazy święte i że się im, jako takim, nie powinno oddawać czci. Podaliśmy tylko różnicę, jaka zachodzi pomiędzy nimi a Bogiem. Do wizerunków świętych tak powinniśmy się odnosić, by nie przeszkadzały nam one przez zbyteczne przywiązanie w dążeniu do tego, co jest istotne i duchowe.

Środek może być dobry i pożyteczny, ponieważ np. obrazy święte przypominają nam Boga i świętych. Gdybyśmy jednak do nich przywiązywali większą wagę i nie używali ich tylko jako środka, stałyby się równie wielką przeszkodą, jak jakakolwiek obca rzecz. Tym więcej, że mam tu na myśli obrazy i widzenia nadprzyrodzone, przy których napotyka się wiele złudzeń i niebezpieczeństw.

Co do pamięci bowiem i czci obrazów, jaką Kościół katolicki nam zaleca, nie może być żadnej złudy ani niebezpieczeństwa. Nie czcimy bowiem w nich nic innego nad to, co przedstawiają. Pamięć o nich przynosi pożytek duszy, rozbudza bowiem miłość do tych, których obrazy przedstawiają. Jeśli dusza będzie uwzględniać tylko ten cel, obrazy pomogą jej zawsze do zjednoczenia się z Bogiem, byleby od malowanego wizerunku, gdy Bogu spodoba się dać jej tę łaskę, wznosiła się do Boga żywego, zapominając o wszystkim, co jest stworzone.

 

Rozdział 16

Zaczyna objaśniać “noc ciemną” woli. Podaje różne rodzaje skłonności woli.

1. Niewiele by pomogło oczyszczenie rozumu, by go utwierdzić w cnocie wiary, i oczyszczenie pamięci, by ją utwierdzić w nadziei, gdybyśmy nie oczyścili również i woli. Wola bowiem odnosi się do trzeciej cnoty, jaką jest miłość i przez nią to czyny spełnione w wierze stają się żywe i zasługujące. Bez miłości wszystko jest niczym, bo jak mówi św. Jakub: “Wiara bez uczynków miłości martwa jest” (2, 20).

Mówiąc o nocy woli i o czynnym ogołoceniu tej władzy, by ją wprowadzić i wdrożyć w cnotę miłości Bożej, nie znajduję odpowiedniejszych słów niż te, które zapisał Mojżesz w rozdziale 6 Księgi Powtórzonego Prawa. Jest tam napisane: “Będziesz miłował Pana, Boga twego, ze wszystkiego serca twego, ze wszystkiej duszy twojej i ze wszystkiej siły twojej” (5). W tych słowach zawiera się wszystko, co człowiek duchowy powinien czynić, i wszystko też, czego tu chcę nauczyć, ażeby rzeczywiście można było dojść do Boga w zjednoczeniu woli przez miłość. Przez miłość bowiem powinien człowiek władze, pożądania, czyny i odczucia swej duszy wypełniać Bogiem, by do tego dążyły wszystkie zdolności i wysiłki jego duszy, jak to wyraża Dawid, mówiąc: Fortitudinem meam ad te custodiam; “Moc moją przy Tobie zachowam” (Ps 58, 10).

2. Siła duszy polega na jej władzach, namiętnościach i pożądaniach. Wszystkim tym zaś rządzi wola. Gdy więc wola podnosi do Boga te władze, namiętności i pożądania, a odrywa je od wszystkiego, co nie jest Bogiem, wówczas zachowuje dla Boga siły duszy. Dochodzi ona wtedy do miłowania Boga ze wszystkiej siły swojej.

Dla pouczenia duszy jak to powinna czynić, będziemy mówili o oczyszczeniu woli ze wszystkich nieuporządkowanych uczuć. Z nich bowiem powstają pożądania, afekty i nieuporządkowane uczynki, na skutek czego dusza nie zachowuje wszystkiej swej siły dla Boga.

Uczucia te albo namiętności są cztery: radość, nadzieja, ból i obawa. Trzeba je rozumnie uporządkować i zwrócić ku Bogu. Dusza nie powinna się radować z niczego, jak tylko z czci i chwały Boga; nie powinna w niczym innym pokładać nadziei, ni cierpieć z innego powodu, (s.338) ani wreszcie lękać się kogoś, jak tylko samego Boga. Bo tylko wówczas zwróci wszystkie swe siły i zdolności ku Bogu oraz zachowa je dla Niego. Im zaś więcej radować się będzie czymś innym, tym mniejsza będzie jej radość w Bogu. Im bardziej spodziewać się będzie czego innego, tym mniejsza będzie jej nadzieja w Bogu. To samo można powiedzieć o innych jej namiętnościach.

3. Aby jaśniej wyłożyć tę naukę, omówimy osobno (według naszego zwyczaju) każdą z tych czterech namiętności i każde z pożądań woli. Droga prowadząca do zjednoczenia z Bogiem polega bowiem na tym, żeby oczyścić wolę z jej uczuć i pożądań. Tym właśnie sposobem nieudolna wola ludzka zbliży się do woli Bożej i stanie się z nią jednym.

4. Te cztery namiętności tym są mocniejsze i tym więcej królują w duszy, im wola słabsza jest w Bogu i więcej zależna od stworzeń. Wtedy bowiem cieszy się z tego, co na radość nie zasługuje, a ufa temu, co jest dla niej bez żadnego pożytku, cierpi z powodu tego, z czego raczej powinna się cieszyć, wreszcie lęka się tego, przed czym nie powinna mieć obawy.

5. Te uczucia duszy, jeśli są nieopanowane, bywają źródłem wszystkich błędów, trudności i niedoskonałości, w jakie dusza wpada.

Przeciwnie zaś, jeśli są w duszy uporządkowane, stają się źródłem wszystkich cnót. Są one tak zależne od siebie, że gdy jedną z nich się porządkuje, tym samym normują się pozostałe. W jakim bowiem kierunku idzie jedna z tych czterech namiętności, w tym również wirtualnie dążą i pozostałe. Jeśli jedna skupia się aktualnie, czynią to wirtualnie i inne. I tak, gdy wola cieszy się z jakiejś rzeczy, odczuwa również nadzieję, a wirtualnie dołącza się wówczas obawa i ból odnośnie do danego przedmiotu. W miarę zaś jak zmniejsza się upodobanie woli, wyzbywa się ona bólu i obawy, i zmniejsza się jej nadzieja.

Wola z jej czterema namiętnościami wyobrażona jest przez tę postać, którą widział Ezechiel (l, 8-9). Były to cztery twarze i czworo skrzydeł, połączonych razem. Każde chodziło przed swoim obliczem, a kiedy chodziły, nie zwracały się wstecz. Tak samo złączone są pióra innych. I jeśli któreś z nich podniesie twarz swoją, tzn. zacznie coś czynić, wirtualnie muszą iść za nim i inne. Gdy zaś jedno z nich, jak napisano, opuści skrzydła, opuszczą je wszystkie. Skoro zaś jedno podniesie je, podniosą je wszystkie. Oznacza to, że gdzie pójdzie twoja nadzieja, tam pójdzie również twoja radość, twoja obawa i twój ból. Gdy zaś nadzieja zawróci, wrócą się również i tamte namiętności.

6. Musisz więc pamiętać, [człowieku duchowy!], że w jakimkolwiek kierunku pójdzie któraś z tych namiętności, w takim kierunku pójdzie również cała dusza, jej wola i inne władze. Będą wtedy wszystkie niewolnicami tej namiętności, a nadto wzrosną w niej pozostałe trzy, by dręczyć duszę. Skrępują ją wtedy swymi więzami, by się nie wzniosła do wolności, odpocznienia słodkiej kontemplacji i zjednoczenia. Toteż miał słuszność Boecjusz, gdy mówił: “Jeśli chcesz jasno poznać prawdę, musisz odrzucić radość, nadzieję, obawę i ból” (6). Jak długo bowiem te namiętności panoszą się w duszy, nie dają jej uciszenia ani pokoju. Bez tego zaś dusza nie jest zdolna do przyjęcia mądrości, którą może otrzymać sposobem naturalnym oraz nadprzyrodzonym.

 

Rozdział 17

Zaczyna mówić o pierwszym uczuciu woli. Wyjaśnia, co to jest radość i podaje rozróżnienie rzeczy, którymi wola może się radować.

1. Pierwszą z namiętności duszy i z uczuć woli jest radość. Odnośnie do naszego zagadnienia, radość jest to pewne zadowolenie woli połączone z pewną oceną rzeczy, którą uważa się za odpowiednią. Wola bowiem raduje się tylko wtedy, gdy posiada coś, co dla niej ma wartość i sprawia jej zadowolenie.

Odnosi się to do radości czynnej, która jest wówczas, gdy dusza jasno i wyraźnie pojmuje przedmiot swej radości i może się z niego radować lub nie. Oprócz tej czynnej radości istnieje jeszcze inna radość - bierna. Może ją wola odczuwać i radować się nią, ale bez jasnego i wyraźnego poznania jej przedmiotu. Czasami tylko ma to poznanie i w stosunku do takiej radości nie leży w jej możliwości radować się lub nie. Będziemy o tym jeszcze mówili później.

Teraz zastanowimy się nad radością czynną i dobrowolną, pochodzącą z rzeczy wyraźnych i zrozumiałych.

2. Radość może pochodzić z sześciu rodzajów rzeczy lub dóbr, tj. z doczesnych, naturalnych, zmysłowych, moralnych, nadprzyrodzonych i duchowych. (s.340) Przejdziemy j s po kolei pouczając wolę, by się nimi nie zaprzątała, lecz całą siłę swej radości złożyła w Bogu.

Na początku należy położyć fundament, który będzie dla nas punktem oparcia. Musimy o nim pamiętać i wspierać się na nim jak na lasce, gdyż jest to światło, mające nam wskazywać drogę do zrozumienia tej nauki i radość naszą wśród tych wszystkich dóbr kierować ku Bogu. Fundamentem jest prawda, że wola powinna się radować tylko tym, co jest ku czci i chwale Bożej. Najwyższą zaś cześć możemy oddać Bogu służąc Mu w doskonałości ewangelicznej. Wszystko zaś, co jest poza tym, nie ma żadnej wartości i nie przyniesie człowiekowi żadnej korzyści.

 

Rozdział 18

Mówi o radości z dóbr doczesnych. Poucza, jak mamy odnosić do Boga radość z tych dóbr.

l. Pierwszym rodzajem wspomnianych dóbr są dobra doczesne. Przez dobra doczesne rozumiemy tu: bogactwo, stanowiska, urzędy i tym podobne przedmioty ubiegania się, oraz dzieci, rodzinę, małżeństwo itd. Wszystko to są rzeczy, którymi wola może się radować.

Jest jednak jasne, jak próżna bywa ta radość ludzka, pochodząca z majętności, tytułów, zaszczytów i urzędów, czy też z innych podobnych rzeczy, o jakie ludzie zwykli się ubiegać. Gdyby człowiek bogaty tym większym był sługą Bożym, im więcej posiada, radość z bogactw byłaby uzasadniona. W rzeczywistości jednak bogactwa bywają dla niego przyczyną obrazy Boskiej. Naucza tego Mędrzec, mówiąc: “Synu, jeśli będziesz bogatym, nie będziesz wolny od występku” (Syr 11, 10). Wprawdzie bogactwa doczesne nie sprawiają same przez się i z konieczności grzechu, zazwyczaj jednak słabość ludzkiej skłonności przywiązuje do nich serce człowieka i oddala od Boga. Jest to grzechem, bo oddalenie się od Boga jest grzechem. Dlatego mówi Mędrzec: “Nie będziesz wolny od występku”.

Dlatego też zapewne i Chrystus nazwał w Ewangelii bogactwa “cierniami”, aby wskazać, że ten, co do nich przylgnie wolą, zostanie zraniony grzechem (Mt 13, 22; Łk 8, 14). Zaś na innym miejscu Ewangelii przez okrzyk: “Jakże trudno ci, którzy mają bogactwa, wejdą do królestwa Bożego” (Łk 18, 24), tłumaczy również, że człowiek nie powinien radować się z bogactw. Nie powinien w nich pokładać radości, gdyż one grożą wielkim niebezpieczeństwem. Zachęcając duszę do oderwania się od bogactw, mówi Dawid: “Jeżeli wam przybędzie majętności, nie przykładajcież serca!” (Ps 61, 11).

2. Nie będę już więcej przytaczał dowodów, bo jest to rzecz zupełnie jasna. Na potwierdzenie tej prawdy jest tyle świadectw z Pisma świętego, że można by je przytaczać bez końca. Tak samo bez końca można by mówić o nieszczęsnych skutkach wynikających z bogactw. Wyraża to w Księdze Eklezjastesa Salomon, człowiek, który posiadał wielkie bogactwa, a wiedząc, czym one są, powiedział:

“Wszystko, co jest pod słońcem, jest marnością nad marnościami, utrapieniem ducha i próżną troską duszy” (Koh l, 14). “Kto miłuje bogactwa, nie będzie miał z nich pożytku” (tamże, 5, 9). “Bogactwa zachowane są na nieszczęście właściciela ich” (tamże, 5, 12). Potwierdza to Ewangelia, gdy opowiada, że do człowieka, który się radował, iż zebrał wiele zbiorów na długie lata, powiedziano z nieba:

“Szaleńcze, tej nocy zażądają duszy twej od ciebie, a to, coś przygotował, czy jeż będzie?” (Łk 12, 20). Na to samo wskazuje Dawid, mówiąc, byśmy nie czuli zazdrości, jeżeli się wzbogaci nasz bliźni. Bogactwa bowiem nie przydadzą mu się na nic w życiu przyszłym (Ps 48, 17-18). Tłumaczy przez to, że raczej powinniśmy czuć dla takiego człowieka litość.

3. Z tego wszystkiego widać, że człowiek nie powinien się radować ani z tego, że sam posiada bogactwa, ani że je posiada jego brat, lecz jedynie wtedy, gdy widzi, iż przez nie ludzie służą Bogu. Jedynym bowiem powodem radowania się bogactwami jest to, że można ich użyć na służbę Bożą. Innej korzyści nie przynoszą.

To samo dotyczy wszystkich innych doczesnych dóbr: tytułów, [godności], urzędów itp. Próżna jest radość z tego wszystkiego, jeżeli człowiek nie służy przez nie lepiej Bogu i nie dąży pewniejszą drogą do żywota wiecznego. Ponieważ zaś trudno mieć całkowitą pewność co do tego, czy się rzeczywiście służy Bogu, bezrozumną byłaby radość takiego, który zdecydowanie radowałby się bogactwami. Mówi bowiem Pan, że choćby kto zyskał cały świat, może utracić swą duszę (por. Mt 16, 26). Jedynym więc powodem radości jest ten, że się dobrze służy Bogu.

4. Nie należy również radować się z dzieci, z tego że ich jest wiele, że są bogate, obdarzone przymiotami i wdziękami naturalnymi, że dobrze im się powodzi. Jedynie tym można się radować, że służą Bogu. Absalomowi na przykład, synowi Dawida, nie pomogły (s.342) ani piękność, ani bogactwa, ani ród, gdyż nie służył Bogu (2 Sm 14, 25). Radość więc z powodu tych rzeczy byłaby próżną.

Pragnienie potomstwa jest również próżnością. A są tacy, co całkiem pogrążyli się w tym pragnieniu i z tego powodu niepokoją wszystko wokoło, a nie wiedzą przecież, czy dzieci ich będą dobre i czy będą służyły Bogu. Nie mogą bowiem wiedzieć, czy zadowolenie, jakiego się od nich spodziewają, nie będzie bólem, odpocznienie i pociecha - uznojeniem i przygnębieniem, chluba wreszcie - niesławą i obrazą Boga, jak to się wielu zdarza. O takich powiada Chrystus, że obchodzą morza i lądy, aby wzbogacić swe dzieci, i czynią je synami piekła dwa razy bardziej niż są sami (por. Mt 23, 15).

5. Chociaż więc wszystko człowiekowi idzie po jego myśli i uśmiecha się do niego, niech raczej odrywa się od tego, niż się raduje. W takim bowiem położeniu wzrasta okazja i niebezpieczeństwo zapomnienia o Bogu [i obrażania Go]. Dlatego mówi Salomon w Księdze Eklezjastesa, że uważał to wszystko za próżność: “Śmiech poczytywałem za błąd, a do wesela rzekłem: co mię darmo zwodzisz?” (2, 2). Znaczy to, jeśli mi się uśmiechają rzeczy, uważam za błąd i oszukaństwo radować się z nich i bez wątpienia jest to wielki błąd i głupota człowieka radować się z tego, co okazuje się pomyślne i wesołe, nie wiedząc na pewno, czy z tego wyniknie jakieś dobro wieczne. “Serce głupiego, mówił Mędrzec, jest tam gdzie wesele, zaś serce mądrego tam, kędy smutek” (por. Koh 7, 5). Wesołość bowiem zaślepia serce i utrudnia należyte ocenianie rzeczy, smutek zaś pozwala otworzyć oczy i dojrzeć wynikające z nich szkody lub pożytki. Stąd też powiada tenże Mędrzec: “Lepszy jest gniew niźli śmiech” (tamie, 7, 4). Radzi również, że “lepiej iść do domu żałoby niż do domu uczty, bo w tamtym przypomina się koniec wszystkich ludzi”, jak mówi tenże Mędrzec (7, 3).

6. [Radowanie się żoną lub mężem, bez jasnego poznania, czy w małżeństwie swoim lepiej służą Bogu, jest również próżnością. Małżonkowie bowiem powinni być raczej zakłopotani tym, że według słów św. Pawła, oddając z powodu małżeństwa serce jedno drugiemu, nie mogą ich całkowicie oddać Bogu (por. 1 Kor 7, 33-34). Mówi bowiem ten Apostoł: “Wolny jesteś? Nie szukaj żony. Ale... aby ci, którzy żony mają, stali się jakoby nie mieli” (tamże, 7, 27 i 29), to znaczy, by zachowali wolność serca. Tego wszystkiego, o czym tu mówiliśmy co do dóbr doczesnych, naucza nas św. Paweł, dając nam ogólne wskazania: “To wam powiadam, bracia: czas krótki jest, nie zostaje nic innego, aby ci, którzy żony mają, stali się jakoby nie mieli, a ci, którzy płaczą, jakoby nie płakali, i którzy się weselą, jakoby się nie weselili; którzy kupują, jakoby nie posiadali, i którzy używają świata tego, jakoby nie używali” (tamże, 7, 29-31)]. Mówi to wszystko, by wskazać, żeśmy wszystką radość powinni tylko w tym pokładać, co dotyczy Boga, a nie w czymkolwiek innym. Wszystko bowiem inne jest próżne i niepożyteczne. Radość, która nie jest wedle Boga, nie przynosi [duszy] żadnego pożytku.

 

Rozdział 19

Mówi o szkodach grożących duszy, która pokłada swą radość w dobrach doczesnych.

1. Szkody, jakie wynikają dla duszy, jeśli ona afekt swej woli położy w dobrach doczesnych, są tak wielkie, że zabrakłoby atramentu, papieru i czasu, by je należycie przedstawić. Z małej rzeczy dochodzi się do wielkich upadków i marnuje się wielkie dobra. Dzieje się podobnie jak z ogniem. Mała iskierka, nie zagaszona zawczasu, może wzniecić wielkie, obejmujące świat pożary.

Wszystkie te szkody mają swój korzeń i początek w jednej głównej szkodzie pozbawiającej, która kryje się w takiej radości oddalającej od Boga. Dusza bowiem, jeżeli zbliża się do Boga przez uczucia woli, nabywa wszelkie dobra. Jeśli się zaś oddala od Niego przez afekty do stworzeń, nabywa wszelkiego zła, tym większego, im większa jest jej radość i afekt do stworzeń. Łącząc się bowiem ze stworzeniami, oddala się tym samym od Boga. Stąd, według większej lub mniejszej miary oddalenia, będzie mógł każdy poznać, czy szkody jego są liczniejsze, czy poważniejsze, czy też zarówno liczne jak i poważne, jak się to najczęściej zdarza.

2. W owej szkodzie pozbawiającej, będącej źródłem wszystkich innych szkód negatywnych i wprost szkodzących, są cztery stopnie coraz to gorsze. Po nich schodzi dusza coraz to niżej, a kiedy zejdzie na czwarty stopień, spadają na nią wszystkie możliwe nieszczęścia i szkody. O tych czterech stopniach wyraźnie mówi Mojżesz w Księdze Powtórzonego Prawa: “Roztył się mity i odwierzgnął; otyły, stłuściały, zgrubiały, opuścił Boga, Stworzyciela swego, i odstąpił od Boga, Zbawiciela swego” (32, 15). (s.344)

3. “Roztycie” duszy, która była mila zanim się roztyła, jest to nic innego, jak zanurzenie się w radości stworzeń. Stąd powstaje pierwszy stopień szkody: cofanie się wstecz. Cofanie to idzie w ślad za przytępieniem umysłu w poznawaniu Boga. Przytępienie bowiem umysłu przesłania dobra Boże, podobnie jak gdy mgła przysłoni widnokrąg, nie mogą go rozświetlić promienie słoneczne. Człowiek duchowy, jeśli pokłada swą radość w jakiejś rzeczy i daje folgę pożądaniu rzeczy niestosownych, staje się tym samym ciemny w rzeczach dotyczących Boga. Zaćmiewa w sobie jasność sądu, według tego, co mówi Duch Święty w Księdze Mądrości: “Urok marności zaciemnia dobro, a niestateczna pożądliwość wywraca umysł niezepsuty” (Mdr 4, 12). Poucza tu Duch Święty, że nawet bez świadomej złości w duszy, samo pożądanie i radość ze stworzeń przynoszą jej ten pierwszy stopień szkody. Jest to przytępienie umysłu i zaciemnienie sądu w rozpoznawaniu prawdy i w należytym rozsądzaniu każdej sprawy podług rzeczywistego jej stanu.

4. I nie wystarczy ani świętość, ani zdrowy rozsądek człowieka dla zabezpieczenia go przed tą szkodą, jeśli będzie pożądał rzeczy doczesnych i z nich się radował. Ostrzegając nas przed tym, powiedział Bóg przez Mojżesza: “Darów brać nie będziesz, bo i mądrych zaślepiają” (Wj 23, 8). Słowa te były wyrzeczone szczególnie do tych, którzy mieli być sędziami. Takim bowiem najwięcej trzeba czystego i prawego sądu, zaś dary i ich żądza mogą sąd wypaczyć. Dlatego również rozkazał Bóg Mojżeszowi, by wybrał na sędziów takich, którzy brzydzą się chciwością, iżby się nie przytępił ich rozsądek przez uleganie namiętnościom (tamże, 18, 21-22).

I rozkazał Bóg, by nie tylko nie byli chciwi, ale żeby nienawidzili chciwości, gdyż ten, co się chce doskonale obronić przed tym afektem miłości, musi ją znienawidzić i walczyć z nią tym, co jest jej zupełnie przeciwne. Samuel byt zawsze sędzią sprawiedliwym i roztropnym, gdyż (jak sam mówi w Księdze Królewskiej) nie przyjął od nikogo żadnego daru (Sm 12, 3).

5. Drugi stopień tej szkody pozbawiającej jest następstwem pierwszego. Widać to z dalszych słów Pisma świętego: “Utyły, stłuściały, zgrubiały” (Pwt 32, 15). Drugim stopniem zatem tej szkody jest większa swoboda woli w rzeczach doczesnych, która polega na tym, że już nawet nie zwraca uwagi i nie martwi się tym, że tak się raduje i ma upodobanie w rzeczach stworzonych. Dzieje się to na skutek zbytniego początkowo pobłażania radości, pod której wpływem dusza “tłuścieje”, jak powiedziano w Piśmie. Ten przerost radości i pożądań powoduje zbytnie rozszerzenie się woli na stworzenia.

To zaś pociąga za sobą wielkie szkody. Ponieważ ten drugi stopień oddala duszę od Boga i świętych ćwiczeń, nie smakuje już ona w nich, ma bowiem upodobanie w innych rzeczach. Popada w wiele niedoskonałości i niedorzeczności, kaprysów i czczych upodobań.

6. W ogóle ten drugi stopień, skoro się go przekroczy, pozbawia człowieka poprzedniej stałości w wykonywaniu ćwiczeń duchowych i sprawia, że cały jego umysł i żądza kierują się ku rzeczom światowym. Ci, którzy zeszli na ten drugi stopień, mają nie tylko sąd i umysł przyćmiony w rozpoznawaniu prawdy i sprawiedliwości, jak ci, którzy pozostają na pierwszym stopniu, ale nadto ulegają wielkiej słabości, oziębłości i niedbalstwu w myślach i uczynkach. Do nich stosują się słowa Izajasza: “Wszyscy miłują dary i idą za nagrodą. Sierocie nie czynią sprawiedliwości, a sprawa wdowy nie przychodzi przed nich” (Iz 1, 23). Popadają oni w te niedoskonałości nie bez swojej winy, zwłaszcza jeśli coś z urzędu czy z obowiązku powinni wykonać. Zszedłszy bowiem na ten stopień nie są wolni od złego, przynajmniej nie w tej mierze jak ci, którzy zostają jeszcze na pierwszym stopniu. Oddalają się coraz bardziej od sprawiedliwości i cnoty, ponieważ wola ich coraz bardziej rozszerza swój afekt do stworzeń.

Cechą charakterystyczną dusz, zostających na drugim stopniu, jest wielka oziębłość w rzeczach duchowych i niedbałe ich spełnianie. Wykonują je bowiem raczej z obowiązku, z przymusu albo dla korzyści, jaką w tym znajdują, a nie z pobudki miłości.

7. Trzecim stopniem tej szkody pozbawiającej jest całkowite opuszczenie Boga, przekraczanie Jego prawa i popełnianie grzechów ciężkich z powodu chciwości. To wszystko zaś przychodzi stąd, że dusza nie chce utracić rzeczy i dóbr światowych. Na ten trzeci stopień szkody wskazują słowa Pisma świętego, które już przytaczaliśmy: “Opuścił Boga, Stworzyciela swego”.

Na ten stopień schodzą ci wszyscy, którzy władze swojej duszy tak mają pogrążone w rzeczach świata, w jego bogactwach i interesach, że zupełnie nie starają się spełnić tego, czego wymaga prawo Boże. Mało interesują się rzeczami dotyczącymi zbawienia, natomiast wykazują wielkie zainteresowanie i zręczność w sprawach światowych. Takich Chrystus Pan nazywa w Ewangelii synami tego świata i mówi o nich, że są roztropniejsi w swych interesach i zręczniejsi niż synowie światłości w swoich (por. Łk 16, 8). Odnośnie do rzeczy Bożych są (s.346) oni niczym, zaś w sprawach światowych są wszystkim. Do nich należą przede wszystkim ludzie chciwi, którzy mają tak wielkie pożądanie rzeczy stworzonych, taką z nich odczuwają radość i tak są w nich rozmiłowani, że te nie mogą ich zaspokoić. Pożądania ich raczej wzrastają ustawicznie w miarę, jak oddalają się od źródła, które jedno mogłoby ugasić ich pragnienie. Tym źródłem jest Bóg. On też mówi o nich przez Jeremiasza: “Mnie opuścili, źródło wody żywej, a wykopali sobie cysterny, cysterny rozwalone, które nie mogły wody zatrzymać” (2, 13). Tak być musi, gdyż człowiek chciwy nie zdoła w stworzeniach ugasić swego pragnienia, lecz raczej będzie je zwiększał. Tacy chciwi ludzie popadają przez miłość dóbr doczesnych w rozliczne grzechy i narażają się na niezliczone straty. Mówi o nich Dawid: Transierunt in affectum cordis; “Puścili się za żądzami serca” (Ps 72, 7).

8. Czwarty stopień tej szkody pozbawiającej zaznaczony jest w ostatnich słowach Pisma świętego, które przytaczaliśmy: “Odstąpił od Boga, Zbawiciela swego” (Pwt 32, 15). Jest on naturalnym następstwem szkód trzeciego stopnia, o którym mówiliśmy. Kto lekceważy prawo Boże i obojętny jest względem niego, a kocha dobra doczesne, staje się chciwy i oddala się daleko od Boga rozumem, pamięcią i wolą. Zapomina o Nim, jak gdyby nie był Bogiem, bo chciwiec uczynił sobie bogów z mamony i dóbr doczesnych, jak mówi św. Paweł. Nazywa on chciwość bałwochwalstwem (Kol 3, 5). Ta czwarta szkoda jest tak zgubna, że doprowadza człowieka do całkowitego zapomnienia Boga. Zamiast bowiem w Nim złożyć całkowicie swe serce, składa je formalnie w pieniądzach, jakby ponad nie nie było innego Boga.

9. Na ten czwarty stopień zstępują ci, którzy rzeczy [boskie i] nadprzyrodzone podporządkowują sprawom doczesnym, będącym dla nich jakby jakimiś bożkami. Czynią więc zgoła przeciwnie, niż czynić powinni, gdyż właśnie zgodnie z nakazami rozumu rzeczy doczesne powinni podporządkować Bogu. Do takich ludzi należał zuchwały Balaam, który sprzedał łaskę daną przez Boga (Lb 22, 7). Również czarnoksiężnik Szymon, który chciał podobną łaskę kupić za pieniądze (D z 8, 18-19). [Cenił on więcej pieniądze, mniemając, że ktoś, co podobnie sądzi, odda mu za zapłatę łaskę czynienia cudów].

I dzisiaj wielu po różnych drogach schodzi na ten czwarty stopień. Są to ludzie, którzy przez swe pojęcia zaćmione chciwością rzeczy duchowych, służą raczej pieniądzom aniżeli Bogu. I więcej pracują dla bogactwa aniżeli dla Boga. Przenoszą oni zapłatę pieniężną ponad nagrodę Boga i wartości duchowe. Posługując się wieloma sposobami, czyniąc pieniądz swym głównym bożkiem i celem oraz przeciwstawiają go najwyższemu celowi, którym jest Bóg.

10. Na tym ostatnim stopniu znajdują się również ci nieszczęśnicy, którzy są tak rozmiłowani w bogactwach, że uważając je za swego bożka, nie wahają się oddać za nie życia, gdy widzą, że temu bożkowi grozi jakaś doczesna strata. Rozpaczają wtedy i zadają sobie śmierć, własnymi rękami wskazując na tę nieszczęsną zapłatę, jaką się od takiego bożka odbiera. Bogactwa, gdy zawiodą, sprowadzają rozpacz [i śmierć], a jeśli do tej ostateczności nie doprowadzą, sprawiają, że człowiek, który w nich nadzieję położył, żyjąc niejako umiera ze zmartwień, trosk i wielu nędz. Nie dopuszczają one radości do serca i nie pozwalają, by przed nimi zabłysnął jakiś blask dobra na ziemi. Rozmiłowani w bogactwach, muszą zawsze składać daninę swych serc pieniądzom i martwić się z ich powodu. W końcu dochodzą do ostatecznej zguby i sprawiedliwej zatraty, jak to wyraża Mędrzec: “Bogactwa zachowane na nieszczęście ich właściciela” (Koh 5, 72).

11. [Na tym czwartym stopniu znajdują się ludzie, o których mówi św. Paweł, że tradidit illos in reprobum sensum; “Zostawił ich na łup nierozsądnych zmysłów” (Rz 1, 28). Do takiej bowiem utraty doprowadza człowieka radość, gdy się ją oprze jako na ostatecznym celu na posiadaniu rzeczy doczesnych.

Chociażby jednak nie wyrządziła tak wielkiej szkody, zawsze jest nieszczęściem, bo, jak już mówiliśmy, zawraca duszę z drogi Bożej. Dlatego też powinno się tak postępować, jak mówił Dawid: “Nie bój się, gdy się wzbogaci człowiek - to znaczy, nie miej zazdrości, jeśli cię kto sławą przyćmi - albowiem, gdy umrze, nie weźmie wszystkiego ani zstąpi z nim sława jego” (Ps 48, 17-18)].

 

Rozdział 20

O korzyściach, jakie odnosi dusza wyzbywając się radości z rzeczy doczesnych.

l. Człowiek duchowy powinien pilnie uważać, by serca i radości swej nie opierał na rzeczach doczesnych. Z małej bowiem rzeczy można stopniowo dojść do wielkiej. Drobna początkowo rzecz sprowadza wielkie szkody, podobnie jak jedna iskra wystarczy dla wzniecenia pożaru, mogącego strawić wielką górę i cały świat. Nie trzeba (s.348) więc uspokajać siebie, że jakieś przylgnięcie jest nieznaczne i że oderwanie się od niego należy odkładać na później. Jeśli bowiem ktoś nie ma odwagi zerwać z małym przylgnięciem, to jakże można przypuścić, że będzie mógł je wyrzucić z duszy, gdy ono się w niej spotęguje i zakorzeni? Przecież o tym właśnie mówi nasz Boski Zbawiciel w Ewangelii: “Kto w małym jest nieprawy i w większym nieprawy bywa” (Łk 16, 10). Kto zatem unika tego, co jest małe, nie popadnie w wielkie. Zresztą w małym przylgnięciu kryje się już wielka szkoda, bo uczyniona jest już szczelina do wejścia w obręb serca. Mówi przysłowie, że ten, który zaczął, dokonał już połowy dzieła. Musimy się więc mieć na baczności, gdyż przestrzega nas Dawid, że “choćby nam przybyło majętności, nie powinniśmy do nich przykładać serca” (Ps 61, 11).

2. Jeśliby człowiek nie chciał uczynić tego dla Boga i dla obowiązku doskonałości chrześcijańskiej, to pominąwszy korzyści duchowe, dla samych doczesnych, jakie stąd wynikają, powinien doskonale wyzwolić serce swoje z wszelkiej radości ze wspomnianych rzeczy. Uwalnia się wtedy nie tylko od tych zgubnych szkód, o jakich mówiliśmy w poprzednim rozdziale, lecz nadto, odrzucając próżną radość z rzeczy doczesnych, nabywa cnotę wspaniałomyślności, będącą jedną z najważniejszych w drodze do Boga. Wspaniałomyślność bowiem nigdy nie pogodzi się z chciwością.

Prócz tego zyskuje człowiek swobodę umysłu, jasność sądu, spoczynek i uciszenie, pogodne zaufanie w Bogu, oddanie woli i prawdziwą cześć dla Boga. Więcej również zyskuje radości i wytchnienia w stworzeniach, jeśli się od nich odrywa, gdyż ten, który do nich przylgnie jako do własności, nie może prawdziwie cieszyć się nimi. Przylgnięcie bowiem powoduje pewną troskę, która krępuje ducha jakby więzami i przywiązuje go do ziemi, nie pozostawiając swobody sercu.

Natomiast człowiek oderwany od rzeczy doczesnych ma jasne poznanie i zrozumienie ich wartości, tak naturalne jak i nadprzyrodzone. Radość jego jest zupełnie inna niż tego, kto do nich jest przywiązany ze względu na ich wielkość i korzyści, jakie przynoszą. Człowiek oderwany smakuje w rzeczach doczesnych według prawdy, jaka się w nich kryje, człowiek zaś przywiązany do tych rzeczy smakuje w nich według zawartego w nich kłamstwa; [pierwszy korzysta z tego, co w nich jest lepsze, drugi z tego, co w nich jest gorsze; pierwszy pojmuje ich istotną wartość, drugi przywiązuje się tylko do ich przypadłości, obejmując je zmysłami. Zmysły bowiem mogą objąć tylko to, co jest przypadłością. Natomiast duch, oczyszczony z mgły wszelakich przypadłości, wnika w samą prawdę i wartość rzeczy, to jest bowiem jego właściwym przedmiotem]. Radość bowiem zaćmiewa sąd rozumu jakby mgłą. I nie może być dobrowolnej radości ze stworzeń, bez dobrowolnego ich posiadania, podobnie jak nie może być radości pojętej jako namiętność, gdyby nie było do niej w sercu habitualnego usposobienia. Oderwanie się i oczyszczenie od tych radości pozostawia sąd tak jasny, jak jasne jest powietrze, gdy mgły się rozpłyną.

3. Człowiek oderwany raduje się we wszystkim radością pełną, wolną od wszelkich przywiązań, tak jak gdyby wszystko posiadał. Skoro zaś patrzy na rzeczy doczesne z pragnieniem posiadania części z nich, pozbawia się ogólnego upodobania we wszystkich. Oderwawszy się od wszystkich nie ma żadnej z nich w sercu, jak mówi św. Paweł, ma je wszystkie w wielkiej swobodzie (por. 2 Kor 6, 10). Jeśli się zaś przywiąże do niektórych, wola jego zostaje skrępowana i nic nie posiada, bo raczej te rzeczy opanowują człowieka i krępują jego serce, on zaś cierpi jak niewolnik. Im zaś więcej pragnie radości w stworzeniach, tym więcej z konieczności doznaje ucisków i niepokojów w skrępowanym i opanowanym przez nie sercu.

Człowieka oderwanego od doczesności nie dręczą w czasie modlitwy, lub poza nią, troski. Może on wtedy z wielką łatwością, nie tracąc czasu, postępować w życiu duchowym. Przeciwnie, człowiek przywiązany, ustawicznie krąży jakby na uwięzi, trzymającej jego serce. Czasem tylko, i to z wielkim wysiłkiem, może się uwolnić na krótką chwilę od tych więzów, zainteresowań i radości w rzeczach doczesnych, jakimi skrępowane jest jego serce.

Człowiek duchowy powinien zatem dokładać starania, aby z chwilą budzących się radości z rzeczy doczesnych, tłumić je zawsze w pierwszym poruszeniu. Winien pamiętać o naszym twierdzeniu, że może się radować jedynie służbą Bogu, oraz staraniem się o Jego chwałę i cześć we wszystkim. Do tego niech dąży przez uwalnianie się od wszelkiej próżności, nie szukając w rzeczach doczesnych ani upodobania, ani pociechy.

4. Jest jeszcze inna korzyść wielkiego znaczenia, jaka wypływa z oderwania radości od rzeczy stworzonych. Polega ona na tym, że serce oderwane od stworzeń jest wolne dla Boga. Ta wolność jest nieodzownym warunkiem otrzymania łask Bożych. Łaski te, nawet (s.350) w życiu doczesnym, są tak obfite, że za [jedną] radość ze stworzeń, odrzuconą dla miłości Boga, wynagradza On duszę stokrotnie jeszcze w tym życiu, jak to widzimy z Ewangelii świętej (Mt 19, 29).

Choćby jednak dusza nie otrzymywała tych łask, to powinna się odrywać od tych radości w stworzeniach dlatego, by nie dać powodu Bogu do niezadowolenia. W Ewangelii świętej powiedziano, iż pewien bogacz za to tylko, że się radował z dobra nagromadzonego przez długie lata, ściągnął na siebie gniew Boga, który tejże nocy zażądał od niego rachunku (Łk 12, 20). Należy więc pamiętać, że ilekroć próżno się radujemy, Bóg patrząc na to, gotuje nam jakąś karę i kielich goryczy, na jaki zasługujemy. Zmartwienie bowiem idące za taką radością, znacznie przewyższa doznaną przyjemność. Św. Jan w Księdze Objawienia napisał, że Babilonia, “jako się wielce wynosiła i w rozkoszach była, tyle zadano jej cierpienia i smutku” (18, 7). Chociaż te słowa są prawdziwe, nie oznaczają, by [kara] nie mogła być większa od doznanych radości. Za krótkie bowiem przyjemności są wieczne męczarnie. Dał nam to zrozumieć Apostoł, że za każdą winę będzie specjalna kara. Ten bowiem, kto karę wymierzy za każde nieużyteczne słowo (Mt 29,29), nie pozostawi bezkarną i próżnej radości.


(5) Czyli według władz, o jakich była mowa pod koniec n. 4.

(6) Zobacz przypis 25 do ks. II, r. 21, n. 8 Drogi na Górę Karmel.