św. Jan od Krzyża

Rozdział 21-28

–   DROGA NA GÓRĘ KARMEL – KSIĘGA TRZECIA –


Rozdział 21

Mówi o tym, jak próżne jest pokładanie radości woli w dobrach naturalnych. Poucza, jak należy ich używać w dążeniu do Boga.

l. Przez dobra naturalne rozumiemy tu piękność, wdzięk, przymioty, kształtną budowę i inne dary ciała. Co do duszy zaś rozumiemy jej dary, jak zdolności i rozsądek wraz z innymi przymiotami umysłu.

Radość, jaką człowiek odczuwa, [że sam lub jego bliscy posiadają takie przymioty] jest według słów Salomona marnością i złudzeniem. “Zwodnicze wdzięki i marna jest piękność: bojąca się Boga, ta będzie chwalona” (Prz 31, 30). Człowiek bowiem powinien Bogu za te dary dziękować i starać się, by przez nie był On bardziej znany i miłowany. Raczej więc powinien się człowiek obawiać tych darów naturalnych, gdyż przez nie łatwo może być zwiedziony i popaść w próżność, a tym samym odstąpić od miłości Boga. “Zwodnicze są wdzięki ciała”, gdyż sprowadzają z drogi właściwej, pociągając go ku zgubie. Próżna radość i upodobanie w sobie czy w innym jest tego przyczyną. “Mama również jest piękność”, gdyż przez nią człowiek wielokrotnie upada. Można się nią radować jedynie wtedy, jeśli przez nią my sami lub inni służymy Bogu. Człowiek powinien odczuwać bojaźń, by jego dary i wdzięki naturalne nie były powodem obrazy Boga.

Dzieje się zaś tak zawsze wówczas, gdy człowiek z próżną zarozumiałością zważa na nie i zbytnio się do nich skłania uczuciowo. Komu więc Bóg udzielił tych przymiotów, niech się wystrzega, zachowując skromność, próżnego wystawiania ich na pokaz, by nie odwrócić, choćby na krótko, czyjegoś serca od Boga. Wdzięki i dary naturalne są bardzo niebezpieczne i łudzące zarówno dla tego, kto je posiada, jak i dla tego, kto je podziwia, tak że trudno jest uniknąć usidlenia w nich serca. Toteż wiele osób duchowych, obdarzonych hojnie tymi przymiotami a powodowanych bojaźnią, wypraszało sobie u Boga zniekształcenie wyglądu, by nie były dla siebie ani dla innych okazją do uczuciowej skłonności i próżnej radości.

2. Niech więc człowiek duchowy oczyszcza i uwalnia swą wolę z próżnej radości w takich rzeczach. Niech pamięta, że piękność i wszystkie dary naturalne to marny pył ziemski. Z ziemi powstały i wracają do ziemi; wdzięk i powab, to dym i para ziemi. Kto tak je będzie oceniał i tak na nie patrzył, nie popadnie w próżność. Wśród tych przymiotów serce jego zwracać się będzie do Boga z radością i weselem, że w Nim wszystkie te radości i wdzięki istnieją w stopniu najdoskonalszym. On bowiem nieskończenie przewyższa wszystkie stworzenia, które przy Nim, jak mówi Dawid, jako szata zwietrzeją i zaginą, a tylko On jeden i tenże sam zostanie zawsze (por. Ps 101, 27-28). Jeśli dusza nie zwraca się we wszystkim ku Bogu, jej radość będzie zawsze fałszywa i zwodnicza. Do tego bowiem odnoszą się słowa Salomona, mówiącego o radości stworzeń: “A do wesela rzekłem: co mię darmo zwodzisz?” (Koh 2, 2). To się zdarza wtedy, kiedy serce ludzkie pozwala się pociągnąć do stworzeń. (s.352)

 

 

Rozdział 22

O szkodach, jakie ponosi dusza pokładając radość swej woli w dobrach naturalnych.

l. Liczne rodzaje szkód i korzyści, o jakich mówię, mają jedno wspólne źródło: radość i upodobanie, lub oderwanie się od niej. Radość ta powstaje z któregokolwiek rodzaju tych sześciu dóbr, o których [mówię] i w każdym tym dobru jest jakaś szkoda lub pożytek, gdyż łączą się one wszystkie razem w związku z radością, jaką w nich znajduje wola.

Głównie jednak chcę tu omówić niektóre [szczególne] szkody i korzyści, jakie wynikają dla duszy z każdej rzeczy, jeśli wola pokłada w niej swą radość lub się od niej odrywa. Określam je tutaj jako szczególne korzyści lub szkody, gdyż wynikają w pierwszym rzędzie i bezpośrednio z danego rodzaju radości. Inne zaś są tylko drugorzędne i pośrednim ich następstwem. Tak na przykład przyczyną oziębłości ducha jest każdy rodzaj radości, dlatego ta szkoda wynika ze wszystkich sześciu wspomnianych dóbr. Natomiast nieczystość jest szkodą szczególną, wynikającą bezpośrednio z radości w dobrach naturalnych, o których obecnie mówimy (7).

2. Jest sześć różnych rodzajów szkód, do których się sprowadzają wszystkie szkody ducha i ciała, dotykające bezpośrednio duszy, jeśli ona pokłada swą radość w dobrach naturalnych.

Pierwsza szkoda to chełpliwość, zarozumiałość, pycha i pogarda dla bliźnich. Nie można bowiem patrzeć z nadmiernym uznaniem na jedną rzecz, by równocześnie nie odwracać oczu od innych. Stąd rodzi się w duszy rzeczywiste lekceważenie wszystkiego, co jest poza nią. Przykładając bowiem zbytnio wagę do jednego przedmiotu, siłą rzeczy zacieśnia się serce co do innych. Z tej rzeczywistej pogardy łatwo jest wejść w zamierzoną i dobrowolną pogardę innych rzeczy poszczególnych lub w ogóle. Objawia się ona nie tylko w ocenie wewnętrznej, lecz i w wypowiedziach: taka lub inna rzecz, ta lub tamta osoba jest lepsza lub gorsza od innych.

 

Druga szkoda polega na tym, że zmysły zostają pobudzone do upodobania w rozkoszy zmysłowej oraz do nieczystości.

Trzecia szkoda sprawia, że dusza lubuje się w pochlebstwach i w próżnych pochwałach, a to wszystko jest oszukanie i próżność, jak mówi Izajasz prorok: “Ludu mój, którzy cię błogosławionym zowią, ci cię zwodzą” (Iz 3, 12). I rzeczywiście tak jest, bo choć czasem chwali się prawdziwe wdzięki i piękność, to jednak trudno uniknąć tu szkody. Takie bowiem pochwały wzbudzają w bliźnich próżne upodobanie w sobie, radości, afekty i niedoskonałe pragnienia.

Czwarta szkoda jest raczej ogólna. Radość bowiem w dobrach naturalnych, w większym jeszcze stopniu niż radość w bogactwach, przytępia rozum i osłabia wyczucie duchowe. Dobra naturalne bliższe są człowiekowi od bogactw doczesnych, więc i radość z nich wciska się skuteczniej i szybciej, zostawia w zmysłach ślad i przywiązanie, a tym samym bardziej je zwodzi. Pod ich wpływem rozum traci jasność i swobodę sądu, jest bowiem przyćmiony uczuciami radości tak bardzo z nim związanej.

Piąta szkoda jest następstwem czwartej i polega na tym, że umysł człowieka rozprasza się na stworzenia.

Rodzi się wtedy oziębłość i słabość duchowa. I to jest szósta szkoda również ogólnej natury. Czasem dochodzi ona do takiego stopnia, że dusza w rzeczach Bożych znajduje tylko wielką odrazę, smutek, a niejednokrotnie zupełnie je sobie obrzydza. W tej radości, przynajmniej w początkach, zatraca się niezawodnie czystość duchowa. A jeśli się zachowa jakiegoś ducha, będzie on bardzo zmysłowy i przyziemny, mało duchowy, mało wewnętrzny i skupiony. Opiera się bowiem więcej na upodobaniu zmysłowym niż na sile ducha. I duch ten wówczas jest tak niski i słaby, że nie zdoła zwalczyć w sobie przyzwyczajenia do tych radości. (Taki zaś habitualny stan niedoskonałości, chociażby nawet bez przyzwolenia na pewne akty takiej radości, wystarczy, by splamić czystość duchową). W takim stanie dusza żyje pewnego rodzaju słabością zmysłów, a nie siłą ducha. Ujrzy to jasno wówczas, gdy przy danej sposobności powróci znów do doskonałości i odwagi. Co prawda, nie wyklucza to posiadania wielu cnót, które jednak będą połączone z wielu niedoskonałościami, gdyż w tej radości nie zwalczonej nie można zachować ani czystości, ani wewnętrznej słodyczy ducha. Króluje bowiem wówczas ciało i walczy przeciw duchowi (por. Ga 5, 17), który, chociażby nie odczuwał tej szkody, otrzymuje jednak stąd co najmniej ukryte roztargnienie.

3. Wracam jednak do owej drugiej szkody, zawierającej w sobie tak wielką ilość innych, że nie da się tego powiedzieć ani opisać. Nie jest żadną tajemnicą, do jakiego stopnia dochodzi i jak wielkie jest nieszczęście zrodzone z radości opartej na piękności i wdziękach naturalnych. Codziennie bowiem wielu ludzi traci z tej przyczyny swe życie, cześć, popełnia wiele niegodziwych czynów. (s.354) Z tej również przyczyny wielu traci majątki, daje się porwać zawiści i kłótniom, popełnia cudzołóstwa, gwałty i wszeteczeństwa. Dla tej przyczyny upada tylu świętych, że porównuje się ich do trzeciej części gwiazd strąconych z niebios na ziemię ogonem węża (Ap 12, 4). Z tej przyczyny czyste złoto traci swój blask i wpada w błoto. “Szlachetni Syjonu ubrani w przedniej sze złoto: jakże poczytani są za naczynia gliniane, za robotę rąk garncarzowych!” (Lm 4, 1-2).

4. O, jakże daleko rozlewa się jad tej szkody! I któż, mniej lub więcej, nie pije ze złoconej czary tej niewiasty babilońskiej, o której mówi Apokalipsa (17,4)? Siedzi ona na owej wielkiej bestii, mającej siedem głów i dziesięć rogów. Rozumie się przez to, że nie ma tak wzniosłego człowieka ani tak niskiego, świętego ani grzesznika, którego by nie raczyła winem swoim. Ujarzmia ona na różny sposób serca, bo powiedziano o niej, że wszyscy królowie ziemi upili się winem jej wszeteczeństwa (Ap 17,2). Ulegają jej ludzie ze wszystkich stanów aż do wzniosłego i najwyższego sanktuarium, aż do boskiego kapłaństwa, gdyż ona, jak mówi Daniel, stawia swoje obrzydliwe naczynie w miejscu świętym (9, 27). Nie daje spokoju i najodpomiejszemu, by go nie częstować, mniej lub więcej, winem z tego kielicha, tj. próżnym upodobaniem. Mówiąc zaś, że “upili się jej winem wszyscy królowie ziemi”, daje poznać, że i wśród świętych znajduje się niewielu, których by nie nęcił i nie odurzał ten napój radości i upodobania w piękności i wdziękach naturalnych.

5. Należy zastanowić się nad tym, iż powiedziane jest, że “upili się”. Samo już zakosztowanie kielicha tych radości opanowuje serce i pociąga za sobą zaćmienie rozumu, podobnie jak u tych, co się winem upijają. I jeśli się natychmiast przeciwko tej truciźnie nie zastosuje takiego środka, który by ją unieszkodliwił, to życiu duszy grozi niebezpieczeństwo. Człowiek bowiem pozbawiony sił duchowych popada w taką nędzę, że jest jak ów Samson z wyłupionymi oczyma i z obciętymi włosami jako niewolnik (por. Sdz 16, 21). Otaczają go zewsząd wrogowie i ginie wtedy wtórną śmiercią, jak Samson poległ razem ze swymi wrogami (tamże, 30). Picie tych radości sprowadza na człowieka te nieszczęścia duchowo, podobnie jak na Samsona sprowadziło je cieleśnie. Wtedy, ku wielkiemu zawstydzeniu zwyciężonego, szydzą z niego wrogowie, mówiąc mu: Tyżeś to jest, któryś rozrywał po trzykroć więzy, rozdzierałeś lwy, zabijałeś tysiące Filistynów, wywalałeś bramy i uwalniałeś się ze wszystkich nieprzyjaciół twoich?

6. Na koniec podajemy skuteczne lekarstwo przeciw tej truciźnie. Gdy człowiek poczuje, że serce jego pociąga próżna radość z jakiegoś dobra doczesnego, niech przypomni sobie, że próżna jest wszelka radość oprócz samej służby Bożej. Niech również pamięta, jak niebezpieczna i zgubna może być ta radość dla niego. Niech rozważy, jaką to klęską stała się dla aniołów owa radość i upodobanie w swojej piękności i w darach naturalnych, iż przez to wpadli w otchłanie brzydoty. Niech się zastanowi, ile nieszczęść wynika dla ludzi z tej próżności na każdy dzień i niech odważnie użyje w porę przeciwdziałającego środka, o którym mówi poeta, zwracając się do tych, którzy się skłaniają ku takiej radości: “Zaraz z początku szukajcie lekarstwa, bo gdy dacie czas złu wzrosnąć w sercu, bezużyteczne będą środki i lekarstwa” (8). Mędrzec zaś podaje przestrogę: “Nie patrz na wino, gdy się rumieni, gdy się rozjaśni w szklanicy barwa jego; łagodnie wchodzi, ale na końcu ukąsi jak wąż i jak żmija jad rozpuści” (Prz 23,31-32).

 

Rozdział 23

Mówi o korzyściach, jakie dusza odnosi nie pokładając radości w dobrach naturalnych.

1. Liczne korzyści odnosi dusza odrywając się od takich radości. Najpierw czyni się sposobną do umiłowania Boga i do osiągnięcia innych cnót. Następnie, bezpośrednio przygotowuje miejsce dla pokory w stosunku do siebie oraz dla powszechnej miłości bliźniego. Nie skłaniając się uczuciowo do nikogo, z powodu dóbr naturalnych, pozornych i zwodniczych, dusza jest wolna i czysta, oraz może wszystkich kochać rozumnie i duchowo, zgodnie z wolą Bożą. Rozumie wtedy, że kochać należy jedynie dla cnót, jakie ktoś posiada. Miłość taka jest miłością wedle woli Bożej, daje swobodę duchową, a jeśli lgnie, to lgnie do Boga. Ze wzrostem tej miłości wzrasta również miłość Boga, z tą zaś wzrasta i miłość bliźniego. Jeden bowiem i ten sam jest ich motyw i ta sama przyczyna w Bogu.

2. Inną szczególną korzyścią, wynikającą z wyzucia się z takiego (s.356) rodzaju radości jest to, że dusza wypełnia radę naszego Zbawiciela: “Kto chce za Mną iść, niech się zaprze samego siebie” (Mt 16, 24). Nie mogłaby dusza spełnić tej rady, gdyby pokładała radość w swych dobrach naturalnych, kto bowiem zbyt pamięta o sobie, nie idzie drogą zaparcia i nie postępuje za Chrystusem.

3. Dalszą korzyścią, wypływającą dla duszy z oderwania się od tegoż rodzaju radości, jest wielkie uciszenie duszy i odsunięcie roztargnień, oraz skupienie zmysłów, zwłaszcza zmysłu wzroku. Kto bowiem nie szuka radości w przedmiotach naturalnych, nie pragnie ich ani widzieć, ani pojmować innymi zmysłami. Nie pociągają go one wówczas, nie traci czasu na zajmowanie się nimi, staje się podobny do roztropnego węża, stulającego uszy, aby nie słyszeć zaklęć (Ps 57,5), i by te nie czyniły na nim wrażenia. Kto strzeże bram duszy, którymi są zmysły, zachowuje i pogłębia jej uciszenie i czystość.

4. Inny rodzaj korzyści, równie wielkiej i zbawiennej, wynikającej z umartwienia tego rodzaju radości jest ten, że żadne przedmioty i żadne zgubne myśli nie mącą i nie brudzą duszy, tak jak to czynią z tymi, których jeszcze zadowala cośkolwiek z tego. Z umartwienia i wyrzeczenia się tych próżnych radości rodzi się czystość duszy i ciała, a więc ducha i zmysłów i osiąga się anielskie obcowanie z Bogiem, gdyż dusza uczyniła z siebie i swego ciała godną świątynię Ducha Świętego. Do takiej czystości nie może dojść dusza, jeśli jej serce raduje się w dobrach i wdziękach naturalnych. I nie chodzi tu ani o przyzwolenie pamięci na rzeczy brzydkie, bo sama radość starczy, by zabrudzić duszę i zmysły takimi wiadomościami. Mędrzec powiada, że “Duch Święty oddala się od myśli bezrozumnych”, czyli od tych, które nie dążą ku Bogu właściwą drogą (Mdr 1,5).

5. Dalszą korzyścią natury ogólnej jest to, że dusza nie tylko unika wspomnianych nieszczęść, lecz także uwalnia się od wielu innych próżności. Unika wielu szkód, tak duchowych jak i doczesnych, a szczególnie lekceważenia, jakiego w końcu doznają wszyscy, którzy cenią sobie i radują się ze wspomnianych przymiotów naturalnych, własnych lub cudzych. Stąd uchodzą za roztropnych i statecznych (jakimi są rzeczywiście) ci, którzy nie cenią takich rzeczy, ale tylko te, które podobają się Bogu.

6. Z tych wszystkich korzyści na pierwszy plan wysuwa się ostatnia, którą jest owo szlachetne dobro duszy, niezbędne dla prawdziwej służby Bogu, tj. wolność ducha. Przez nią łatwo zwycięża się wszystkie pokusy, pokonywa wszystkie trudności i pomnaża się pomyślnie cnoty.

 

Rozdział 24

Mówi o trzecim rodzaju dobra, którym wola może się radować. Sq to dobra zmysłowe. Objaśnia ich istotę i podaje odmiany. Poucza, jak wola powinna dążyć do Boga oczyszczając się z tych radości.

1. Będziemy mówili z kolei o radości z dóbr zmysłowych, będących trzecim rodzajem ogólnego dobra, z którego wola może się radować. Przez dobra zmysłowe rozumiemy tutaj to wszystko, co podpada pod zmysły, tzn. pod wzrok, słuch, powonienie, smak, dotyk. Również to wszystko, co jest wewnętrzną przyczyną działania wyobraźni, bo wszystko to należy do wewnętrznych lub zewnętrznych zmysłów ciała.

2. Dla zaciemnienia i oczyszczenia woli z radości w przedmiotach zmysłowych, by mogła przez to zbliżać się do Boga, trzeba pamiętać o tym, co już nieraz mówiliśmy. Zmysły stanowią niższą część człowieka, tym samym więc nie mają możności poznania i pojęcia Boga takim, jakim On jest. Oko bowiem człowiecze nie może Go widzieć, ni żadnej rzeczy Jemu podobnej. Ucho nie może posłyszeć Jego głosu lub jakiegoś dźwięku zbliżonego do niego, węch nie odczuje woni tak słodkiej, smak nie zakosztuje dobra tak wzniosłego, dotyk nie odczuje rozkoszy tak wzniosłej, ani nawet rzeczy podobnej do boskiej. Ani myśli, ani wyobraźnia nie są w stanie odtworzyć postaci Boga ani Jego podobieństwa; tego, czego, jak mówi Izajasz: “oko nie widziało, ucho nie słyszało i co w serce człowiecze nie wstąpiło” (Iz 64, 4; 1 Kor 2, 9).

3. Trzeba zaznaczyć, że zmysły mogą kosztować słodyczy i rozkoszy albo ze strony ducha za pośrednictwem jakiegoś udzielania wewnętrznego, [pochodzącego od Boga, albo ze strony rzeczy zewnętrznych, udzielających się] przez zmysły. Część zmysłowa człowieka, jak to już powiedzieliśmy, ani drogą duchową, ani drogą zmysłową nie może pojąć Boga. Nie ma bowiem odpowiedniej zdolności po temu i zarówno duchowe, jak i zmysłowe rzeczy pojmuje tylko zmysłowo. Gdyby więc wola zatrzymywała swą radość na takich pojmowaniach, byłoby to najmniej rzeczą próżną i stanowiłoby przeszkodę dla jej działania. Nie pokładając w Bogu swej radości, nie mogłaby się Nim zajmować. Nie może więc dusza prawdziwie zbliżyć się do Boga bez oczyszczenia się i zaciemnienia co do radości w dobrach zmysłowych, podobnie zresztą jak i we wszystkich innych. (s.358)

4. Zwróciłem uwagę na to, że zatrzymywanie radości na jakiejkolwiek ze wspomnianych rzeczy jest czymś próżnym. Natomiast wielkim jest pożytkiem, jeśli wola nie zatrzymuje się nad tym, ale natychmiast od tego, co czuje, widzi, słyszy i czego dotyka wznosi się do radości w Bogu. Wtedy bowiem tamto staje się dla niej podnietą i niejako przydaje jej siły. Nie tylko więc nie należy unikać podobnych wzruszeń, jeśli one służą ku pobożności i modlitwie, lecz ze względu na to, tak święte ćwiczenie, można i trzeba je wykorzystać. Niektóre bowiem dusze wznoszą się do Boga raczej za pośrednictwem przedmiotów działających na uczucia.

Lecz i tutaj potrzebna jest przezorność, a zwłaszcza zwrócenie uwagi na skutki, jakie wynikają z takiej radości. Wiele bowiem dusz oddaje się wspomnianym wytchnieniom uczuciowym pod pozorem modlitwy i oddania się Bogu. Wtedy nie jest to modlitwa, lecz raczej wytchnienie, nie jest to spełnienie upodobania Bożego, lecz raczej upodobania własnego. Intencja wprawdzie zwraca się do Boga, ale skutki zmierzają do wytchnienia uczuciowego. Dusza odczuwa wówczas więcej słabości i niedoskonałości niż ożywienia woli i oddania jej Bogu.

5. Chcę zatem podać tu pewną wskazówkę, za pomocą której można będzie poznać, kiedy wspomniane smaki zmysłowe są pożyteczne, a kiedy nie. Gdy ktoś, słysząc muzykę lub inne dźwięki, patrząc na rzeczy miłe, odczuwając słodkie wonie i doznając przyjemności w dotyku, zaraz za pierwszym poruszeniem zwraca swe myśli i uczucia woli do Boga, jest to znakiem, że więcej znajduje upodobania w tym poznaniu niż w podnietach zmysłowych, które rozbudzają to poznanie. Jest to równocześnie znakiem, że te wrażenia są dla niego pożyteczne i że w tym wypadku podniety zmysłowe wspomagają ducha. Wtedy można z nich korzystać, gdyż tym sposobem rzeczy zmysłowe służą dla tego celu, dla którego Bóg je stworzył, tj. by przez nie był lepiej poznany i miłowany.

Dusza, w której te poznania zmysłowe sprawiają czysto duchowe skutki, nie pożąda ich i nie ma do nich przywiązania. Gdy jednak przychodzą, odczuwa wielki smak, gdyż przez nie ma większe upodobanie w Bogu. Nie zaprząta się też nimi zbytecznie, bo gdy przychodzą, wola natychmiast wznosi się do Boga, pozostawiając je na boku.

6. Przyczyna, dla której dusza nie przywiązuje się do tych podniet, choć one zbliżają ją do Boga, jest ta, że duch jej jest tak ochoczy do wznoszenia się z wszystkim i poprzez wszystko do Niego i tak jest nasycony i napełniony samym Bogiem, że niczego poza Nim nie zna i nie pragnie. Pragnąc bowiem tych podniet tylko dla zbliżenia się ku Bogu, natychmiast zapomina o nich i nie zwraca na nie uwagi.

Dla tego jednak, kto nie ma tej swobody ducha przy owych przedmiotach i upodobaniach zmysłowych, bo jego wola zatrzymuje się i karmi nimi, są one szkodliwe i powinien zaprzestać posługiwania się nimi. Choć bowiem rozum pragnie wykorzystać je dla postępu ku Bogu, to jednak pożądanie smakuje w nich, ponieważ są zmysłowe; a ponieważ skutek zawsze jest zgodny z tym smakowaniem, stąd będą mu one raczej zawadą niż pomocą. Raczej więc szkodę przyniosą niż korzyść. Kto więc spostrzega w sobie pożądanie takich wytchnień, powinien je zwalczać i opanowywać. Im bardziej bowiem ono wzrośnie, tym więcej będzie miało w sobie niedoskonałości i słabości.

7. Człowiek duchowy powinien w każdym upodobaniu zmysłowym, które samo się nadarza lub też jest przez niego wywołane, szukać korzyści do zbliżenia się ku Bogu i do odniesienia do Niego radości duszy. Wtedy bowiem ta radość duszy będzie doskonała i pożyteczna. Wszelka zaś radość, która nie opiera się na zaparciu i wyniszczeniu wszelkiej innej radości, choćby się wydawała pozornie bardzo wzniosłą, jest próżną i bezużyteczną. Staje się też przeszkodą do zjednoczenia woli z Bogiem.

 

Rozdział 25

Mówi o szkodach, jakie ponosi dusza, pokładając w dobrach zmysłowych radość swej woli.

1. Trzeba najpierw zaznaczyć, że jeżeli dusza nie zaćmiewa i nie gasi radości, jaka powstaje z rzeczy zmysłowych i nie kieruje jej ku Bogu, naraża się na wszystkie te ogólne szkody, jakie powstają z każdej radości, jak to już mówiliśmy. Z rzeczy zmysłowych bowiem rodzą się: przyćmienie umysłu, odraza, oziębienie ducha, niechęć do rzeczy duchowych itd.

Prócz tego jednak wiele jest szkód szczegółowych, tak duchowych jak cielesnych, czyli zmysłowych, na jakie naraża się dusza przez tę radość.

2. Przede wszystkim z radości w rzeczach widzialnych, jeśli się (s.360) od niej nie odrywa by dążyć ku Bogu, rodzi się wprost próżność duchowa, roztargnienie umysłu, nieopanowana chciwość, nieład i zamieszanie wewnętrzne i zewnętrzne, wreszcie nieczystość w myślach i zazdrość.

3. Z radości słuchania rzeczy niepożytecznych powstaje zamieszanie wyobraźni, gadulstwo, zazdrość, nieuzasadnione sądy, próżne myśli i wiele tym podobnych bardzo szkodliwych następstw.

4. Z radości w miłych zapachach powstaje odraza do ubogich, tak sprzeczna z nauką Chrystusową. Rodzi się również niechęć do usługiwania bliźnim, brak skłonności serca do dzieł pokornych i nieczułość duchowa wzrastająca w miarę potęgowania się tego pożądania.

5. Z radości w smakowaniu pokarmów powstaje wprost obżarstwo i opilstwo, gniew, niezgodliwość oraz brak miłości dla bliźnich i dla ubogich, jakie okazał względem Łazarza ów bogacz, “codziennie ucztujący wystawnie” (Łk 16, 19). Z tego powstają osłabienie fizyczne i choroby, budzą się złe poruszenia, gdyż wzrastają podniety do nieczystości. Duszą owłada ociężałość duchowa i niechęć do rzeczy duchowych i to w takiej mierze, że nie tylko nie ma w nich upodobania, lecz nie może się nimi zajmować i im oddawać. Powstają również z tej radości roztargnienia innych zmysłów i serca oraz niezadowolenie z wielu rzeczy.

6. Z radości w dotykaniu rzeczy miłych i przyjemnych powstają o wiele jeszcze większe i zgubnie j sze szkody, tak że w krótkim czasie wypaczają zmysły i przygaszają żywotność i siły ducha. W miarę bowiem takiej właśnie radości rodzi się zgubny występek miękkości i skłonności do niej. Stąd powstaje rozpusta, duch staje się zniewieściały i bojaźliwy, a zmysły pobudliwe i rozmiłowane w rozkoszy, skłonne do grzechu i do wyrządzania szkody. To upodobanie napawa serce próżną radością i zadowoleniem, daje swawolę językowi i wzrokowi, i w miarę jak wzrasta, odurza i osłabia wszystkie zmysły. Przyćmiewa jasny sąd rozumu, poddając go ogłupieniu i duchowej tępocie, zaś co do moralnej strony rodzi tchórzostwo i niestałość. Przez zaćmienie duszy i osłabienie serca sprawia, że człowiek lęka się wszystkiego nawet tam, gdzie nie ma powodu do obawy. Z tej radości powstaje często zamieszanie sumienia, niedołęstwo duchowe i brak wewnętrznej wrażliwości. Ona bowiem osłabia rozum do tego stopnia, że nie może przyjąć dobrej rady, jest nieudolny w sprawach duchowych i moralnych - bezużyteczny jak rozbite naczynie.

7. Wszystkie te szkody wywodzą się z owej radości w rzeczach zmysłowych. U jednych są one mniejsze, u innych większe, według stopnia tej radości, jak również odpowiednio do skłonności, słabości i niestałości poszczególnych ludzi. Jest to bowiem naturalne, że jedni z małej jakiejś rzeczy więcej szkody odnoszą niż inni z wielkiej.

8. Streszczając to wszystko możemy powiedzieć, że z tego radowania się dotykiem można popaść w takie szkody i nieszczęścia, jakie grożą każdej duszy przy wszelkim upodobaniu w dobrach naturalnych. Ponieważ o tym już mówiliśmy, nie będę tu powtarzał, dodaję tylko, że jeszcze wiele innych szkód, oprócz wyliczonych, zagraża duszy. Są to między innymi lenistwo w ćwiczeniach duchowych i w pokucie cielesnej, oraz oziębłość i brak pobożności w przystępowaniu do sakramentów Pokuty i Eucharystii.

 

Rozdział 26

Wskazuje na korzyści, jakie odnosi dusza wyzbywając się radości w rzeczach zmysłowych. Korzyści te są duchowe i doczesne.

1. Przedziwne korzyści odnosi dusza, wyzbywając się tej radości; dotyczą one spraw ducha i rzeczy doczesnych.

2. Pierwsza korzyść jest ta, że dusza powściągając radość w rzeczach zmysłowych, odnawia się i skupia w tym roztargnieniu, w jakie popadła przez nadmierną czynność zmysłów. Skupia się wtedy w Bogu, a zachowując ducha i cnoty, które już nabyła, powiększa je i ubogaca równocześnie.

3. Druga korzyść duchowa, jaką dusza odnosi, odrywając się od radości zmysłowych, jest szczególnej wagi. Staje się bowiem dusza wtedy ze zmysłowej duchową i ze zwierzęcej rozumną, tak że człowiek zbliża się niejako do stanu aniołów i z doczesnego i czysto ludzkiego czyni się boskim i niebiańskim. Człowieka bowiem, który szuka upodobania w rzeczach zmysłowych i w nich pokłada swą radość, nie możemy nazwać inaczej, jak na to zasługuje, tzn. jest on człowiekiem zmysłowym, zwierzęcym, ziemskim itd. Ten zaś, co podnosi swe radości z rzeczy doczesnych do boskich, zasługuje na nazwę człowieka duchowego, niebiańskiego itd.

4. Że to jest prawdą, można łatwo poznać. Wszelkie bowiem czynności zmysłów i siła zmysłowości sprzeciwia się, jak powiada (s.362) Apostoł, mocy i czynności ducha (Ga 5,17). Kto więc niszczy i opanowuje jedne z tych sił, daje możność wzrostu innym, im przeciwnym, których wzrost te pierwsze wstrzymywały. Jeśli zatem człowiek udoskonala swego ducha, będącego przednią częścią duszy, gdyż odnosi się do Boga i ma w Nim wspólnotę, zasługuje na wszystkie wspomniane przymioty. Udoskonala się bowiem w dobrach i darach Bożych, duchowych i niebiańskich.

Jedno i drugie można uzasadnić świadectwem św. Pawła, który człowieka zmysłowego, tzn. tego, który swą wolę wprowadza do rzeczy zmysłowych, nazywa zwierzęcym i nie pojmującym spraw Bożych. Tego zaś, co podnosi wolę do Boga, nazywa człowiekiem duchowym, który przenika i sięga do głębokości Bożych ( l Kor 2, 14). Dusza więc odrywając się od radości zmysłowych, odnosi tę wielką korzyść, że przysposabia się na przyjęcie dóbr Bożych i duchowych darów.

5. Trzecią korzyścią jest to, że powiększa się niezmiernie i docześnie wzrasta upodobanie i radość woli. Mówi bowiem Boski Zbawiciel, że w tym życiu za jedno będzie dane sto (Mt 19, 29). Jeśli więc odrzucisz jedną radość, Zbawiciel udzieli ci w zamian w tym życiu sto i to tak odnośnie do rzeczy duchowych, jak i doczesnych. Podobnie jak z jednej radości, jaką będziesz miał w rzeczach zmysłowych, zrodzi się sto żałości i zniechęceń.

W rezultacie, ze wzroku oczyszczonego już w radości widzenia wynika dla duszy radość duchowa, zwracająca się do Boga we wszystkim, co widzi, czy to jest boskie czy ludzkie. Ze słuchu oczyszczonego z radości słuchania rodzi się dla duszy stokroć większa radość duchowa, odnosząca do Boga wszystko, co słyszy, tak z rzeczy boskich jak i ludzkich. Tak samo jest ze wszystkimi innymi oczyszczonymi zmysłami.

Jak bowiem w stanie niewinności wszystko, co nasi pierwsi rodzice widzieli, o czym rozmawiali i co pożywali w raju, służyło do większego smakowania w kontemplacji, bo mieli stronę zmysłową poddaną całkowicie rozumowi, podobnie dzieje się i tutaj. Kto bowiem oczyścił zmysłowość ze wszystkich widzialnych rzeczy i poddał ją duchowi, odnosi zaraz za pierwszym poruszeniem rozkosz, doświadczając słodko obecności Boga i w Niego się wpatrując.

6. Stąd człowiekowi oczyszczonemu wszystko to, co wzniosłe czy niskie, służy do pomnożenia czystości. Podobnie człowiek nieoczyszczony, skutkiem swej nieczystości odnosi ze wszystkiego szkodę. Kto bowiem nie zwycięża radości pożądania, nie może się radować pokojem ciągłej radości w Bogu, doznawanej przez pośrednictwo Jego dzieł i stworzeń.

Gdy zaś ktoś nie żyje już wedle zmysłów, wszystkie działania jego zmysłów i władze skierowane są do boskiej kontemplacji. Jest zasadą zdrowej filozofii, że każda rzecz działa według bytu, który posiada i życia, którym żyje. Jeżeli więc dusza po wyniszczeniu życia zwierzęcego żyje życiem duchowym, jest jasne, że wszystkie jej czynności i poruszenia, będąc duchowe, we wszystkim i zgodnie muszą się zwracać ku Bogu. To właśnie jest przyczyną, że człowiek mający serce oczyszczone, we wszystkim znajduje radosne i smakowite, czyste, jasne, duchowe, pełne wesela, miłosne poznanie Boga.

7. Z tego, co powiedzieliśmy, wysnuwam niżej podane wnioski. Dopóki człowiek, oczyszczający zmysły z radości zmysłowych, nie dojdzie do takiego ich przyzwyczajenia, ażeby za pierwszym ich poruszeniem korzystał z nich dla wzniesienia się do Boga, dopóty musi koniecznie zwalczać swą radość i upodobanie oraz wyrzec się ich. Musi je odrzucać celem uwolnienia duszy z tego życia zmysłowego. Jeśli bowiem w działaniu jego przeważa siła zmysłowa, która pomnaża, podtrzymuje i wytwarza zmysłowość, może przyjść na niego to niebezpieczeństwo, że przez upodobania zmysłowe będzie raczej potęgował zmysłowość niż samego ducha. Mówi bowiem Zbawiciel:

“Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z ducha, duchem jest” (J 3, 6).

Trzeba na to zwrócić baczną uwagę, gdyż jest to bardzo ważna prawda. Kto więc jeszcze nie umartwił w sobie radości z rzeczy zmysłowych, niech się nie posługuje zbytnio siłą i działaniem zmysłów w nadziei, że go umocnią duchowo. Siły bowiem duszy więcej wzrosłyby bez tego działania zmysłowego i raczej przez umorzenie radości i pożądań, niż przez posługiwanie się nimi.

8. Nie ma tu potrzeby mówić o chwale, jaką osiągniemy w życiu przyszłym w zamian za odrzucenie wszystkich ziemskich radości. Bowiem przymioty ciała w chwale, jak chyżość i jasność, będą o wiele większe u tych, którzy odrzucili zmysłowe upodobania, niż u tych, którzy ich nie odrzucali. Oprócz tego, istotna chwała takich dusz o tyle będzie większa, o ile większą była ich miłość ku Bogu, dla którego odrzuciły wszystkie upodobania zmysłowe. Za każdą bowiem krótką i przemijającą radość, jaką odrzuciły. Bóg sprawi w nich, jak mówi św. Paweł: “chwałę wiekuistą niezmiernej wagi” (2 Kor 4, 17).

Nie będę mówił o dalszych korzyściach moralnych, ziemskich (s.364) i duchowych, które się rodzą z tej nocy radości. Są one bowiem te same, jakie mają miejsce przy wszystkich innych ogołoceniach radości, jakich się tu dusza zapiera, są bliższe naszej naturze. Tym samym więc, wyzbywając się ich, osiąga się o tyle większą czystość.

 

Rozdział 27

Zaczyna mówić o czwartym rodzaju dóbr, tj. o dobrach moralnych. Wyjaśnia, jakie one są i o ile godzi się, aby wola nimi się radowała.

1. Czwartym rodzajem dóbr, w których wola może znajdować swą radość, są dobra moralne. Przez dobra moralne rozumiemy tu cnoty i nawyknienia w porządku moralnym, spełnianie aktów jakiejkolwiek cnoty, czynienie dzieł miłosierdzia, zachowanie prawa Bożego, polityka (9), wreszcie wykorzystanie zdolności i skłonności.

2. Te dobra moralne, posiadane i wykonywane, o wiele więcej zasługują na radość woli, niż jakiekolwiek ze wspomnianych trzech rodzajów dóbr. Człowiek może się nimi radować dla jednej przyczyny lub łącznie dla dwóch, tj. z powodu tego, czym one są same w sobie, lub też z powodu dobra, jakie mają i przynoszą z sobą będąc środkiem czy też narzędziem.

Mówiliśmy już, że posiadanie wspomnianych wyżej trzech rodzajów dóbr nie zasługuje na żadną radość woli. Nie przynoszą bowiem one człowiekowi żadnego dobra same przez się, bo i nie mają go w sobie, jako że są nietrwałe i podlegają zepsuciu. Owszem, sprawiają one i przynoszą raczej zmartwienie, ból i strapienie ducha, jak to już mówiliśmy. Zasługują one na pewne upodobanie z powodu drugiej przyczyny, tj. że człowiek może skorzystać z nich do wzniesienia się ku Bogu. Jest to jednak tak niepewne, jak to najczęściej widzimy, że raczej człowiek więcej sobie przez to szkodzi, niż pomaga.

Przeciwnie zaś, dobra moralne już dla pierwszej przyczyny, tj. dla swej wartości, zasługują na pewną radość, jaką może mieć w nich ten, kto je posiada. Przynoszą one bowiem ze sobą pokój i uciszenie, słuszne i właściwe posługiwanie się rozumem, oraz uporządkowane postępowanie. Ponadto, biorąc po ludzku, człowiek nie może posiadać w tym życiu nic cenniejszego.

3. Ponieważ cnoty same przez się zasługują na to, żeby je kochać i cenić, dlatego człowiek może się słusznie radować, że je posiada. Słusznie też może posługiwać się nimi ze względu na to, czym one są same w sobie, jak również ze względu na dobro ludzkie i doczesne, jakie mu przynoszą. Dla tych też powodów filozofowie, mędrcy i władcy starożytni cenili je, chwalili i starali się je posiadać. I chociaż będąc poganami, patrzyli na nie tylko po ziemsku, a spełniali je ze względu na korzyść doczesną i ziemską, jaką im przynosiły, dlatego nie tylko osiągali przez nie dobra doczesne, sławne imię, lecz nadto Bóg, który kocha wszystko, co dobre (choćby to było u barbarzyńcy i poganina) i nie przeszkadza, jak mówi Mędrzec, w spełnianiu żadnej rzeczy dobrej (Mdr 7,22) - przedłużał im życie, zwiększał cześć, potęgę i pokój. Tak uczynił Rzymianom posługującym się sprawiedliwym prawem, poddając im niejako cały świat. Tym sposobem dawał im nagrodę doczesną za dobre obyczaje, nie byli bowiem zdolni osiągnąć nagrody wiecznej.

I tak dalece miłuje Bóg te dobra moralne, że Salomonowi za to tylko, że Go prosił o mądrość potrzebną do nauczania, sądzenia i sprawiedliwego rządzenia ludem sobie poddanym, udzielił o wiele więcej darów. Powiedział mu też sam, iż za to, że dla tych celów prosił o mądrość, nie tylko ona będzie mu udzielona, lecz jeszcze wiele innych darów, jak bogactwa i chwała w takim stopniu, że żaden król ani z przeszłości, ani w przyszłości nie będzie mu mógł być przyrównany (J, 11-13).

4. Chociaż chrześcijanin może się radować dobrami moralnymi i dobrymi uczynkami, jakie spełnia, dla pierwszej przyczyny, tj. dla dóbr materialnych, jakie one przynoszą, nie powinien jednak dla tej pierwszej przyczyny pokładać w nich swej radości, jak to czynili poganie, których wzrok duchowy nie sięgał poza życie doczesne. Chrześcijanin bowiem mając światło wiary, w którym spodziewa się żywota wiecznego, gdyż bez wiary żadne dobra ani stąd, ani stamtąd na nic by mu się nie przydały, powinien się radować z posiadania i spełniania dóbr moralnych przede wszystkim dla drugiego powodu, mianowicie, że kiedy je pełni dla miłości Boga, zyskują mu one żywot wieczny.

Niech więc zważa tylko na Boga, a radość swą pokłada w służbie i uczczeniu Boga przez dobre obyczaje i cnoty. Bez tego bowiem cnoty nie mają u Boga żadnego znaczenia. Widać to jasno na przykładzie (s.366) dziesięciu panien, o których mówi Ewangelia. Wszystkie one strzegły dziewictwa i pełniły dobre uczynki. Pięć z nich nie pokładało jednak swej radości w Bogu, czyli nie cieszyło się owym drugim, doskonalszym sposobem, lecz pierwszym, tj. radowało się z samego posiadania cnót. Toteż zostały wyrzucone z nieba bez żadnej nagrody i pochwały Oblubieńca (Mt 25,1-13). Podobnie także wielu mężów w starożytności posiadało liczne cnoty i spełniało różne dobre uczynki. Również i dzisiaj wielu chrześcijan posiada takie cnoty i spełnia wielkie czyny, lecz to wszystko nie ma zasługi na żywot wieczny. Nie szukają bowiem w tym wszystkim chwały i czci samego Boga.

Chrześcijanin winien się zatem radować nie tym, że spełnia dobre uczynki i naśladuje cnoty, lecz tym tylko, że czyni to dla samej miłości Boga, bez żadnego innego względu. O ile też większą nagrodę chwały będą miały dobre uczynki spełnione dla samego Boga, o tyle większym zawstydzeniem okryją się przed Bogiem czyny spełnione dla innych względów.

5. By radość z dóbr moralnych łatwiej skierować ku Bogu, powinien chrześcijanin pamiętać, że zasługa z jego dobrych uczynków, jakimi są posty, jałmużny, pokuty, [modlitwy] itd., wypływa nie tyle z ich ilości i rodzaju, ile raczej z miłości Boga, dla której są spełniane. Tym też są doskonalsze, im spełniane są z czystszą i większą miłością, a mniejszym szukaniem w nich (na ziemi czy w niebie) radości, upodobania, pociechy i pochwały. Przeto nie powinniśmy pogrążać serca w upodobaniu, pociechach, słodyczy i tym podobnych rzeczach, jakie pociągają za sobą dobre ćwiczenia i uczynki, lecz radość z nich wypływającą odnosić do Boga i Jemu samemu pragnąć służyć przez te cnoty. Należy oczyszczać się z tej radości i pozostawać co do niej w ciemnościach, pragnąc, by jeden tylko Bóg radował się tym, co czynimy i podobał sobie w tym w skrytości. Dusza, pozostająca w takim usposobieniu, nie kieruje się żadnym innym względem i ma na celu tylko cześć i chwałę Boga. Skupia się wtedy w Bogu wszystka siła woli odnośnie do tych dóbr moralnych.

 

Rozdział 28

Mówi o siedmiu szkodach, w jakie może popaść dusza, pokładając w dobrach moralnych radość swej woli.

1. Siedem jest głównych szkód, w które może popaść człowiek wskutek próżnej radości z swoich cnót i dobrych uczynków. Są one tym niebezpieczniej sze, że są duchowe.

2. Pierwsza szkoda to próżność, pycha, chełpliwość i zarozumiałość. Radowanie się bowiem z dobrych uczynków nie może się obejść bez przywiązywania do nich wielkiej wagi. Z tego zaś rodzi się samochwalstwo i inne błędy, jak to widać na przykładzie faryzeusza, o którym mówi Ewangelia święta (Łk 18,11-14). Modlił się on i dziękował Bogu przechwalając się, że pościł, dawał jałmużny i spełniał dobre uczynki.

3. Druga szkoda wynika zazwyczaj z pierwszej i polega na tym, że taki człowiek uważa innych za złych i niedoskonałych w porównaniu ze sobą. Wydaje mu się bowiem, że inni nie postępują tak doskonale jak on sam, dlatego też ma dla nich w swych myślach pogardę, która czasem objawia się i w słowach.

Widać to na przykładzie wspomnianego już faryzeusza, który modląc się mówił: “Dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, drapieżni, niesprawiedliwi i cudzołożnicy” (tamże, 11). W tym jednym swoim akcie popadł w obydwie szkody, tj. wynosił siebie, a pogardzał innymi. Dzisiaj również postępują podobnie ci wszyscy, którzy mówią: nie jestem takim jak tamten, nie postępuję tak, jak inni. Są nadto i gorsi jeszcze od owego faryzeusza, gardzącego wszystkimi i wskazującego wprost na kogoś innego przez słowa takie jak: “Nie jestem jako ten celnik”. Ci bowiem nie tylko popełniają to zło, lecz posuwają się do tego, że napełniają się gniewem i nienawiścią, gdy widzą, gdy inni są chwaleni, lub że czynią i znaczą coś więcej od nich.

4. Trzecia szkoda jest ta, że kto powoduje się własnym upodobaniem w swoich czynach, spełnia zazwyczaj dobre uczynki jedynie wtedy, gdy spodziewa się, że znajdzie w nich jakąś przyjemność i chwałę. I według słów Chrystusa wszystko czynią ut videantur ab hominibus; “Aby byli widziani od ludzi” (Mt 23,5). Nie czynią zaś niczego z samej miłości ku Bogu. (s.368)

5. Czwarta szkoda wypływa z trzeciej i polega na tym, że tacy ludzie nie będą mieli nagrody u Boga. Otrzymali bowiem już w tym życiu poszukiwaną w swych dziełach radość. I o nich to mówi Zbawiciel, że “wzięli już nagrodę swoją” (tamże, 6, 2). Zostaje im jeno trud pracy, a kiedyś zawstydzenie, bez żadnej nagrody.

Tyle jest wśród ludzi słabości odnośnie do tej szkody, że uważam za rzecz niemal pewną, iż uczynki spełniane na oczach ludzkich są w większości grzeszne albo mało warte, albo niedoskonałe w obliczu Boga. Nie ma bowiem w nich oderwania się od względów ludzkich. Bo i cóż innego można sądzić o rozmaitych dziełach i fundacjach, jakich niektórzy dokonują, a których przeprowadzenia nie podjęliby się, jeśliby im to nie miało przynieść honorów, poważania ludzkiego, próżnej chwały, albo uwiecznienia ich imienia, rodu czy bogactwa. Niektórzy posuwają się tak daleko, że umieszczają w świątyniach swoje godła, nazwiska i wizerunki, chcąc niejako zająć miejsce świętych obrazów, przed którymi by wszyscy klękali. Można powiedzieć, że niektórzy przez te mniemane dobre dzieła sami siebie wynoszą i cześć sobie oddają niemal większą niż Bogu. Jest to niestety prawda, bo wszystkiego dokonują tylko dla tych względów osobistych.

Pominąwszy tych najgorszych, iluż jest takich, którzy na różne sposoby ponoszą tę szkodę w swoich czynach? Jedni bowiem chcą, by ich chwalono, drudzy, by im okazywano wdzięcznność, inni rozpowiadają szeroko, czego dokonali i podobają sobie w tym, by ten i ów, a nawet wszyscy o tym wiedzieli. Są i tacy, którzy rozdają jałmużnę za pośrednictwem innych, aby więcej ludzi o tym wiedziało. Inni wreszcie pragną i jednego, i drugiego. Wszystko to jest owym głosem trąby, o którym mówi Chrystus w Ewangelii (tamże), a którym posługują się ludzie zarozumiali, dlatego też nie będą mieli nagrody u Boga za swoje czyny.

6. Kto chce uniknąć tej szkody, niech się ukrywa ze swymi uczynkami tak, by tylko Bóg je widział. Niech nie pragnie zwracać uwagi innych na siebie czy na swe czyny. Niech ukrywa swe czyny nie tylko przed innymi, lecz i przed samym sobą, tzn. niech w nich nie szuka upodobania, niech ich zbyt nie ceni, jak gdyby niczym były i nie smakuje w nich. Do tego bowiem w duchowym znaczeniu odnoszą się słowa Chrystusa: “Niech nie wie lewica twoja, co prawica czyni” (tamże, 6, 3). Oznacza to: nie oceniaj okiem cielesnym i doczesnym dzieła, które spełniasz duchowo.

W ten oto sposób siła woli skupia się w Bogu i przed Niego przynosi owoc swoich czynów; przeto nie tylko nie traci ich zasługi, lecz ją powiększa. Do tego odnoszą się słowa Joba: “Czy radowałem się w skrytości serca mego i całowałem rękę moją usty mymi: to, co jest nieprawością największą?” (31, 27-28). Przez “rękę” rozumie się tu czyn, a przez “usta” wolę, lubującą się w czynie. To upodobanie w samym sobie wyrażone jest słowami: “Czy radowałem się w skrytości serca mego!” Jeśli tak, to takie upodobanie jest “nieprawością największą i zaparciem się Boga” (Job 31, 27). Myśl więc tych słów jest taka, że nie miał on upodobania w sobie ani nie radował się w skrytości serca.

7. Piąta szkoda bywa taka, że ludzie zadowoleni ze swoich czynów nie postępują w doskonałości. Przywiązawszy się bowiem do swoich czynów, w nich znajdują upodobanie i pociechę. Gdy go zaś nie doznają, zniechęcają się w swych usiłowaniach i tracą wytrwałość. Spotyka się to zwłaszcza wtedy, gdy Bóg dla ich postępu duchowego karmi ich twardym chlebem doskonałych, pozbawiając ich równocześnie mleka niemowląt. Czyni to doświadczając ich sił i oczyszczając ich pożądanie, by tym sposobem przysposobić ich do pokarmu dorosłych. Do tego można zastosować w duchowym znaczeniu słowa Mędrca: “Muchy zdychające psują miłą woń drogiego olejku” (Koh 10, 7). Gdy bowiem łączy się z tym jakieś umartwienie, umierają oni dla swych dobrych uczynków, zaprzestając ich spełniania. Tracą wtedy wytrwałość, zawierającą w sobie słodycz ducha i wewnętrzną pociechę.

8. Szósta szkoda jest ta, że ludzie tego rodzaju zazwyczaj “szukają samych siebie”. Uważają bowiem za najlepsze te rzeczy i czyny, które im są miłe, niemiłe zaś uważają za mało warte. Chwalą więc i cenią pierwsze, a gardzą drugimi. W rzeczywistości zaś te uczynki, które więcej sprawiają umartwienia (szczególnie osobom nie ugruntowanym jeszcze w doskonałości), są milsze i bardziej wartościowe przed Bogiem niźli te, które przynoszą z sobą pociechę. Sprawia to zaparcie się siebie, z jakim człowiek musi je wykonywać. W uczynkach, które przynoszą pociechę, łatwo człowiek może szukać siebie. Do tego odnoszą się słowa Micheasza: Malum manuum suarum dicunt bonum; “Zło rąk swoich nazywają dobrem” (7, 3). Znaczy to, że co w ich czynach jest złe, wydaje się im dobre, a to na skutek ich upodobania we własnych czynach, a nie w samym jedynie Bogu.

Zbyt długo byłoby mówić, w jakim stopniu ta szkoda panuje zarówno wśród ludzi duchowych, jak i wśród ogółu. Bo trudno jest znaleźć kogoś, kto spełniałby dobre uczynki z czystej miłości ku (s.370) Bogu, nie szukając w nich korzyści, pociechy, upodobania czy jakiegoś innego względu.

9. Siódma szkoda stąd pochodzi, że jeśli człowiek nie odrywa się od próżnej radości w dobrych uczynkach, staje się niezdolny do przyjęcia rady i korzystnych wskazówek co do swoich czynów. Krępuje go nawyk czynienia wszystkiego dla własnej próżnej radości, sprawiając, że nie uznaje za lepszą rady pochodzącej od innych. A chociażby ją i uznał, nie pójdzie za nią, nie mając do tego odwagi.

Tacy ludzie tracą powoli miłość Bożą i miłość bliźniego z powodu miłości własnej, z jaką przywiązują się do swych czynów. I ta miłość własna ostudza miłość Bożą.


(7) Na temat szkód ogólnych i wspólnych wszystkim pożądaniom wypowiedział się Święty obszernie w I księdze, rr. 6-12, Drogi na Górę Karmel.

(8) Tekst cytowany brzmi dokładnie tak: Principiis obsta, sero mediana paratur, cum mata per longas irwaluere moras. Ovidius Naso: Remedia amoris. I, 91-92.

(9) W sensie cnót obywatelskich i społecznych. Por. Św. Tomasz z Akwinu Summa theol., II, q. 48, a. l, c.