św. Jan od Krzyża

Rozdział 29-37

–   DROGA NA GÓRĘ KARMEL – KSIĘGA TRZECIA –


Rozdział 29


Wskazuje na korzyści, jakie dusza odnosi odrywając swą radość od dóbr moralnych.

1. Dusza odnosi wielkie korzyści, jeśli jej wola nie czerpie zwodniczej radości z tych właśnie dóbr.

Uwalnia się najpierw od licznych pokus i oszustw szatańskich, ukrywających się w radości z dobrych uczynków. Można to poznać z tego, co mówi Księga Joba: “Pod cieniem sypia w kryjówce trzcinowej i na miejscach wilgotnych” (40, 16). Słowa te odnoszą się do szatana, [który przebywa w wilgoci próżnych radości i w próżności trzciny (t j. w próżnych czynach), oszukując duszę] (10). I nie ma w tym nic dziwnego, że w tej radości daje się skrycie oszukać przez szatana, gdyż i bez oszustw szatańskich sama próżna radość uwodzi już duszę. Dzieje się to zaś szczególnie wtedy, gdy obudzi się w sercu chełpliwość z powodu tych dobrych uczynków. Wyraża to prorok Jeremiasz, mówiąc: Arrogantia tua decepit te; “Hardość twoja uwiodła cię” (49, 76). Bo i jakaż może być większa ułuda niż chełpliwość? I właśnie od tej szkody uwalnia się dusza przez oczyszczenie z próżnej radości.

2. Druga korzyść polega na tym, że człowiek wykonuje pracę roztropniej i doskonalej. Nie bywa tak wtedy, gdy w tych uczynkach kryje się skłonność do radowania się i upodobanie w niej, a to dlatego, że przez tę skłonność do radowania się gniewliwość i pożądliwość stają się tak nadmierne, iż nie dopuszczają do spokojnego zastanowienia się. I wtedy zwykle zmienia się człowiek w swych czynach i postanowieniach, porzucając jedne, a inne zaczynając i nie doprowadzając niczego do końca. Gdy bowiem pracuje się dla swego upodobania, które choć u jednych w mniejszym, u drugich w większym stopniu, zawsze jednak jest zmienne, z chwilą gdy ono przemija, zaprzestanie się pracy i postanowień, choćby one były najważniejsze. U takich ludzi duszą i siłą czynu jest radość, jaką w nim znajdują, gdy zaś radość minie, kończy się i czyn, gdyż brak wytrwałości. Tego rodzaju ludzie należą do tych, o których mówił Chrystus, że przyjmują słowo Pańskie z radością, lecz wkrótce wybiera je szatan z ich serca, gdyż nie mają wytrwałości (Łk 8, 13). Dzieje się to zaś dlatego, że siłą i korzeniem ich czynów jest próżna radość. Oczyszczenie i uwolnienie woli od tej radości przynosi pewność wytrwania i stałości. Wielka to więc jest korzyść dla duszy, podobnie jak i wielka jest szkoda temu przeciwna. Człowiek roztropny patrzy na samą istotę i na pożytek czynu, a nie na smak i przyjemność, jaką on przynosi. Nie trudzi się więc na próżno, nie sprowadza na siebie zniechęcenia, lecz w czynach swoich znajduje prawdziwą radość.

3. Trzecia korzyść należy do rzędu boskich. Polega ona na tym, że człowiek, oderwany od próżnej radości w swych uczynkach, staje się ubogi duchem, czyli zasługuje na błogosławieństwo, które wypowiedział Syn Boży: “Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest królestwo niebieskie” (Mt 5, 3).

4. Czwartą korzyścią jest to, że człowiek odrzucający próżną radość jest w swych uczynkach łagodny, pokorny i roztropny. Nie czyni bowiem nic gwałtownie i gorączkowo pod wpływem drażliwości i radości. Nie popada w zarozumiałość z powodu zbytniego upodobania w swych uczynkach [i nie popełnia niedorzeczności, gdyż nie zaćmiewa jego sądu próżna radość],

5. Piąta korzyść jest ta, że człowiek uwolniony od próżnej radości jest miły Bogu i ludziom, wolny od chciwości, łakomstwa, lenistwa duchowego, zazdrości i od wielu innych występków. (s.372)

 

Rozdział 30

Zaczyna mówić o piątym rodzaju dóbr, którymi może się wola radować. Są to dobra nadprzyrodzone. Określa ich istotę i podaje, czym różnia się od dóbr duchowych. Poucza, jak dusza powinna odnosić radość z nich do Boga.

1. Wypada nam teraz mówić o piątym rodzaju dóbr, z których dusza może czerpać radość, a mianowicie o dobrach nadprzyrodzonych. Przez dobra nadprzyrodzone rozumiemy tu wszystkie dary i łaski udzielone przez Boga, przekraczające możność i zdolność naturalną. Określić je można jako gratis datas, darmo dane. Należą do nich dar mądrości i wiedzy, jakiego Bóg udzielił Salomonowi, jak również łaski, które wymienia św. Paweł (7 Kor 12, 9-11): wiara, łaska uzdrawiania, czynienie cudów, dar proroctwa, dar rozpoznawania duchów, tłumaczenie mów i rozmaitość języków.

2. Chociaż te dobra nadprzyrodzone są również duchowe, jak i te, o których później będziemy mówić, to jednak wielka pomiędzy nimi zachodzi różnica. Dlatego też chcę ją tu podać. Używanie tych dóbr pozostaje w ścisłej zależności od korzyści, jaką ludzie z nich odnoszą, i w tym celu Bóg ich udziela. Wyraża to św. Paweł, mówiąc: “Każdemu dostaje się objaw Ducha dla ogólnego pożytku” (7 Kor 12, 7). Odnosi się to do wspomnianych łask. Jeśli zaś chodzi o dobra duchowe, to ich udzielanie i odbieranie dokonywa się wyłącznie pomiędzy duszą a Bogiem, i Bogiem a duszą. Udziela się też rozumowi, woli itd., jak to później objaśnimy.

Zachodzi więc pomiędzy nimi różnica przedmiotowa. Dary duchowe bowiem dotyczą Boga i duszy, zaś nadprzyrodzone odnoszą się do innych stworzeń. Zachodzi pomiędzy nimi również różnica co do istoty, a tym samym co do ich działania oraz co do nauki o nich.

3. Mówiąc o darach i łaskach nadprzyrodzonych, tak jak je tu rozumiemy, powinniśmy zaznaczyć dwie korzyści wynikające z oczyszczenia duszy z próżnej radości, jaką te dary i łaski wzbudzić mogą: korzyść doczesną i duchową.

Doczesna polega na darze uzdrawiania chorych, przywracania wzroku ślepym, wskrzeszania umarłych, przepowiadania przyszłości, wyrzucania czartów itp.

Duchową zaś i wieczną korzyścią jest, że przez te uczynki poznają Boga i służą Mu ci, którzy je spełniają oraz ci, dla których i wobec których się je spełnia.

4. Co do pierwszej korzyści, tj. doczesnej, wszystkie te dzieła czy cuda nadprzyrodzone na małą albo wcale żadną nie zasługują radość. Albowiem, oprócz drugiej korzyści, mało lub nic nie pomagają człowiekowi, gdyż same w sobie nie są środkiem zjednoczenia duszy z Bogiem. Środkiem tym jest jedynie miłość. Dzieł tych można dokonywać lub doznawać na sobie ich skutków nawet bez stanu łaski i miłości. Bóg bowiem udziela rzeczywiście takich darów i łask, jak na przykład udzielił ich niegodnemu Balaamowi (Lb 22, 20) i Salomonowi. Kiedy indziej zaś dokonują się one za pomocą złego ducha, jak to widać u Szymona czarnoksiężnika, lub wreszcie na podstawie znajomości tajemnic natury. Jeśli niektóre z tych łask i cudownych rzeczy mają duszy przynieść pożytek, to jedynie te, prawdziwie pochodzące od Boga.

Ile zaś znaczą one bez drugiej korzyści (tj. wzrostu miłości), wskazuje św. Paweł, gdy mówi: “Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym jako miedź dźwięcząca albo cymbał brzmiący. I gdybym miał dar proroctwa, znał wszystkie tajemnice i posiadał wszelką wiedzę, a wiarę miałbym taką, iżbym przenosił góry, a miłości bym nie miał, niczym nie jestem” itd. (7 Kor 13, 7-2). Toteż do tych, którzy do tego stopnia ufali swoim dziełom, gdy za nie będą żądali chwały, mówiąc: “Panie, czyśmy w imię Twoje nie prorokowali i wiele cudów nie czynili?” - powie kiedyś Chrystus: “Idźcie precz ode mnie, którzy czynicie nieprawość” (Mt 7, 22-23).

5. Człowiek zatem powinien się radować nie z tego, że takie laski otrzymuje, lecz z tego, że odnosi z nich korzyść duchową i służy przez nie Bogu z miłością, a tym samym zasługuje na żywot wieczny. Toteż gdy uczniowie radowali się z mocy danej im nad złymi duchami, upomniał ich Zbawiciel, mówiąc: “Z tego się nie weselcie, że duchy wam ulegają, ale weselcie się z tego, że imiona wasze zostały zapisane w niebie” (Łk 10, 20). Według zdrowej nauki teologicznej można by to wyrazić tak: weselcie się, jeśli wasze imiona zapisane są w księdze żywota. Jest więc jasne, że człowiek może się radować jedynie z postępowania drogą wiodącą do życia wiecznego, a tą drogą są czyny spełniane w miłości. Na co bowiem się przyda i jaką ma wartość wobec Boga to, co nie jest miłością Bożą? Nie może zaś być miłości gruntownej i rozumnej bez oczyszczenia radości ze wszystkich (s.374) tych dóbr, a złożenia jej w pełnieniu woli Bożej. Tym bowiem sposobem, za pośrednictwem dóbr nadprzyrodzonych, wola łączy się z Bogiem.

 

Rozdział 31

O szkodach, jakie odnosi dusza, gdy pokłada radość woli we wspomnianych dobrach nadprzyrodzonych.

1. Sądzę, że następujące trzy główne szkody ponosi dusza, która raduje się dobrami nadprzyrodzonymi: oszukiwanie siebie i innych, umniejszanie wiary, próżność i zarozumiałość.

2. Co do pierwszej szkody, jest rzeczą bardzo łatwą oszukać innych i siebie samego przez radowanie się tymi właśnie sprawami.

Dla poznania bowiem, które z nich są prawdziwe, a które fałszywe, oraz jak i kiedy należy je spełniać, potrzeba wielkiej mądrości i obfitego światła Bożego. Temu zaś staje na przeszkodzie radość z tych dzieł i zbytnie ich przecenianie.

Dzieje się to z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że radość osłabia i zaćmiewa sąd. Po drugie zaś dlatego, ponieważ przez nią człowiek nie tylko zapala się coraz większą żądzą spełniania ich jak najprędzej, ale w dodatku przynagla go, aby ich dokonał w niewłaściwym czasie.

W wypadku, gdy cuda i cnoty są prawdziwe, wystarczą te dwa uchybienia, by nas po wiele razy w błąd wprowadzać. Nie pozwalają bowiem rozumieć tych spraw jak należy, wykorzystać ich właściwie i posługiwać się nimi z roztropnością. Chociaż bowiem jest prawdą, że Bóg dając te dary i łaski, udziela również światła i poznania, jak i kiedy należy je używać, mimo to ludzie używają ich często niewłaściwie. Dzieje się to przez właściwą naturze ludzkiej niedoskonałość i przez stosowanie ich nie z taką wiernością i doskonałością, jak i kiedy tego Bóg wymaga. Widać to w Księdze Liczb, gdzie czytamy, że prorok Balaam wbrew woli Boga chciał pójść i złorzeczyć narodowi izraelskiemu. Rozgniewany za to Bóg chciał go ukarać śmiercią (Lb 22, 22-23). Również święci Jakub i Jan pragnęli sprowadzić ogień z nieba na Samarytan za to, że nie chcieli przyjąć Zbawiciela. Pan nasz zganił ich za to (Łk 9, 54-55).

3. Z tych przykładów widać jasno, że ludzie niedoskonali chcą spełniać te dzieła, kiedy nie wypada, powodowani niedoskonałą namiętnością ukrytą w radowaniu się i zbytnim cenieniu tych rzeczy. Jeśli zaś są wolni od tych niedoskonałości, to kierują się tylko wolą Bożą, działają, gdy ich Bóg pobudza i zachęca, by czynili to, czego inaczej i kiedy indziej czynić się nie powinno. Bóg skarżył się na niektórych proroków przez Jeremiasza, mówiąc: “Nie posyłałem proroków, a oni biegali; nie mówiłem do nich, a oni prorokowali” (23, 21). l na innym miejscu: “Zwiedli lud mój kłamstwem swym i cudami swymi, gdym ja ich nie posłał ani im nie rozkazywałem” (tamże, w. 32). Mówi tam również, iż widzieli urojenia serca swego i prorokowali o nich (tamże, w. 26). Do tego nie posunęliby się nigdy, gdyby nie mieli wstrętnego przywiązania do tych dzieł.

4. Z powagi Pisma świętego widać jasno, że szkody, jakie przynosi próżna radość, sprawiają, iż człowiek niegodnie i przewrotnie nadużywa łask udzielonych mu przez Boga. Widać to u Balaama i innych wyżej wspomnianych. Uwodzili oni lud swymi cudami, a nadto oszukiwali go urojonymi objawieniami, których Bóg im nie udzielał. Podobni byli do tych, którzy ogłaszali ludowi własne urojenia i widzenia, bądź zmyślone przez siebie, bądź też podsunięte przez szatana. Szatan bowiem, gdy zobaczy u ludzi skłonność ku takim rzeczom, daje im po temu szerokie pole i mnóstwo zainteresowań, mieszając się w nie sam na różne sposoby. Oni zaś rozwijają żagle i nabierają bezczelnej odwagi, porywając się na te cudotwórcze praktyki.

5. Nie na tym koniec zła. U ludzi tego rodzaju tak dalece wzrasta radość z tych dzieł i ich żądza, że jeśli mieli z szatanem jaki tajemny układ (wielu na mocy takiego układu nadzwyczajnych dokonywa rzeczy), to nieraz zawierają z nim układ wyraźny i jawny. Tym samym popadają w zależność od szatana, stając się jego uczniami i zwolennikami. Stąd to wywodzą się czarownicy, zaklinacze, wieszczbiarze, magowie i kuglarze.

Przywiązanie do tych czynów dochodzi do takiego stopnia zła, że niektórzy ludzie nie tylko chcą kupić za pieniądze dary i łaski, jak to czynił Szymon czarnoksiężnik (Dz 8,18), by przez nie służyć diabłu, lecz starają się również o posiadanie rzeczy świętych. I nie można o tym mówić bez drżenia, że jak to już widziano, zdobywali rzeczy boskie, że używali Ciała Pana naszego Jezusa Chrystusa do tak złych i ohydnych praktyk. Oby im Bóg okazał swe nieskończone miłosierdzie!

6. Każdy więc może jasno zrozumieć, jak tacy ludzie unieszczęśliwiają siebie i jak szkodliwi są dla całego chrześcijaństwa. Stąd też warto (s.376) przypomnieć, że Sauł pozbawił życia wszystkich owych wróżbiarzy i magów spomiędzy synów Izraela (Sm 28, 3), którzy udawali prawdziwych proroków i oddawali się tym obrzydliwościom i oszustwom.

7. Komu więc Pan Bóg udzielił łaski i daru nadprzyrodzonego, niech oderwie od nich swe pragnienie i radość. Niech ich nie wywołuje samowolnie, gdyż Bóg, udzielający tych darów nadprzyrodzonych dla pożytku swego Kościoła i jego członków, natchnie go również nadprzyrodzonym sposobem, kiedy i gdzie powinien ich używać. I jak Pan przykazał swoim wiernym, żeby nie troszczyli się o to, co i jak mają mówić (Mt 10,79), dotyczyło to bowiem nadprzyrodzonego ćwiczenia wiary, tak i teraz ich pouczy, jako że pełnienie cudów nie jest mniejsze od tamtego. Niech więc człowiek pamięta, że Bóg jest głównym twórcą i On porusza serce. Jego mocą działa wszelka siła (Ps 59,15). Dlatego też uczniowie, jak opowiadają Dzieje Apostolskie, chociaż otrzymali od Boga te łaski i dary, zwrócili się do Niego z modlitwą, by zechciał wyciągnąć rękę swoją ku uzdrawianiu, aby w ten sposób za ich pośrednictwem do serc ludzkich przemknęła wiara w Jezusa Chrystusa (4,29-30).

8. Druga szkoda wynika zazwyczaj z tej właśnie pierwszej, a jest nią osłabienie wiary. Objawia się to w dwojaki sposób. Pierwszy odnosi się do innych ludzi. Kto bowiem usiłuje czynić rzeczy nadzwyczajne i cudowne w niewłaściwym czasie i bez potrzeby, nie tylko kusi Boga, co jest ciężkim grzechem, lecz naraża się na niepewność i wpaja w serca innych nieufność oraz lekceważenie wiary. A chociaż czasem, gdy Bóg tego chce dla względów Jemu wiadomych, uda się im to, co zamierzają, jak to widać na przykładzie Saula - jeżeli rzeczywiście ukazał mu się Samuel (7 Sm 28,12 nn.), to jednak nie zawsze tak się dzieje. A jeśli nawet im się udaje, nie są bynajmniej przez to bez błędu i bez winy, gdyż posługują się tymi łaskami w nieodpowiednim czasie.

Drugi rodzaj szkody dotyczy samej osoby działającej, mianowicie pozbawia ją zasługi wiary. Kto bowiem przywiązuje zbytnią wagę do tych cudownych zjawisk, umniejsza w sobie istotny i trwały stan wiary, który jest stanem ciemnym. Im więcej jest znaków i potwierdzeń wiary, tym mniej jest w niej zasługi. Stąd św. Grzegorz twierdzi, że wiara nie ma zasługi, jeśli rozum ludzki pojmuje ją doświadczalnie (11).

Pan Bóg też działa cuda tylko wówczas, gdy są one potrzebne dla wzmocnienia wiary. Dlatego to, by nie pozbawić swych uczniów zasługi wiary, w razie gdyby sami stwierdzili Jego zmartwychwstanie zanim jeszcze się im ukazał, uczynił wiele znaków, by, zanim Go ujrzeli, uwierzyli. Marii Magdalenie ukazał najpierw pusty grób, a potem oznajmił jej przez usta aniołów prawdę zmartwychwstania (Mt 28, 1-8). “Wiara bowiem jest ze słuchania” (Rz 10,17), mówi św. Paweł; stąd Magdalena najpierw uwierzyła temu, co usłyszała, a potem dopiero ujrzała. A gdy ujrzała Chrystusa, przedstawił się jej jako człowiek zwyczajny (J 20, 11-18), aby dopełnić jej wiarę swą obecnością. Do uczniów posłał najpierw niewiasty z oznajmieniem, a dopiero później przyszli oni oglądać grób (Mt 28,7-8). Podobnie, zanim się objawił uczniom idącym do Emaus, najpierw rozpalił ich serca wiarą, ukrywając się przed nimi. Później dopiero zganił ich niedowiarstwo, iż nie wierzyli temu, co mówiono o Jego zmartwychwstaniu (Ł k 24, 25). Św. Tomaszowi, pragnącemu dotknąć ran Jego, powiedział, iż “błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29).

9. Nie jest zgodne z normalnym Bożym działaniem, żeby się cuda działy, bo, jak mówią, Bóg czyni je wtedy, gdy nie ma już innego wyjścia. Toteż ganił faryzeuszów, iż wierzyli tylko dla znaków: “Jeśli nie widzicie znaków i cudów, nie wierzycie” (J 4,48). Wiele więc tracą z zasługi wiary ci wszyscy, którzy radują się z tych znaków nadprzyrodzonych.

10. Trzecia szkoda polega na tym, że przez tę radość z czynów nadzwyczajnych dusze popadają zazwyczaj w próżność i chełpliwość. Sama już bowiem taka radość z czynów, nie będących w pełni w Bogu i dla Boga, jest próżnością. Widać to z tego, że Pan nasz zganił uczniów za to, że się radowali, iż złe duchy były im posłuszne (Łk 10, 20). Gdyby ta radość nie była próżnością, nie ganiłby jej Pan.

 

Rozdział 32

Wskazuje na pożytki, jakie dusza odnosi powściągając swą radość z łask nadprzyrodzonych.

l. Powściągając swą radość z łask nadprzyrodzonych, uwalnia się dusza od wspomnianych trzech szkód, a nadto odnosi dwie wielkie korzyści. (s.378)

Pierwsza polega na uwielbieniu i wysławianiu Boga. Druga na wywyższeniu samej duszy. Dusza bowiem może w podwójny sposób Boga wysławiać: najpierw przez oderwanie serca i radości woli od wszystkiego, co nie jest Bogiem, by je następnie złożyć w Nim całkowicie. Wyraził to Dawid w psalmie, który przytoczyliśmy przy omawianiu nocy woli: “Przystąpi człowiek do głębokiego serca, a Bóg wywyższony będzie” (Ps 63, 7). Jeśli bowiem człowiek wznosi serce ponad wszystkie rzeczy, wznosi się również dusza ponad wszystko.

2. Odrywając swe serce od wszystkiego, składa je dusza w samym Bogu, a przez to wysławia i uwielbia Boga, ukazującego jej równocześnie swą wielkość i chwałę. W tym odnoszeniu radości do Niego, Bóg ukazuje duszy, kim On sam jest. Nie można dojść do tego bez uwolnienia woli od radości i pociechy z jakichkolwiek rzeczy. Wskazuje na to Dawid, mówiąc: “Uspokójcie się i zobaczcie, żem ja jest Bogiem” (Ps 45, 11). A na innym miejscu mówi: “W ziemi pustej, bezdrożnej i bezwodnej, stawiłem się przed Tobą, aby widzieć moc Twoją i chwałę Twoją” (Ps 62,3). Bo jeśli wywyższa się Boga przez oderwanie radości od wszelkich rzeczy, to tym bardziej się Go uwielbia, odrywając te radości od owych rzeczy nadzwyczajnych, a pokładając ją w Nim samym. Rzeczy te bowiem, jako nadprzyrodzone, mają o wiele większą wartość niż wszystkie inne. Kto więc odrywa się od nich, a raduje się jedynie w Bogu, tym samym oddaje Mu większą cześć i chwałę. Im większe bowiem i cenniejsze rzeczy ktoś opuszcza dla kogoś, tym bardziej okazuje, że go ceni i uwielbia.

3. Oprócz tego uwielbia się Boga i drugim sposobem, gdy się odrywa wolę od tych spraw. Z im większą bowiem wiarą służy się Bogu, bez zewnętrznych dowodów i znaków, tym bardziej jest On uwielbiony przez taką duszę. Wtedy bowiem wierzy ona więcej samemu Bogu aniżeli temu, co jej mogą dać do zrozumienia znaki i cuda.

4. Drugą korzyścią, przez którą wznosi się dusza wyżej, jest to, że oderwawszy wolę od wszelkich świadectw i znaków widzialnych, wzbija się w sferę czystej wiary. Wiarę tę wlewa jej wtedy Pan Bóg i powiększa ją z wielką obfitością. Równocześnie pomnaża w duszy dwie inne cnoty teologiczne: miłość i nadzieję. Tym samym zaś przez ten ciemny i ogołocony stan wiary dusza raduje się najwyższym poznaniem Boga. Doznaje również rozkoszy miłowania dzięki temu, że miłość jej nie raduje się żadną rzeczą, a tylko w żywym Bogu. Doznaje również zaspokojenia pamięci przez nadzieję. Wszystko to jest niezmierną korzyścią, gdyż bezpośrednio i istotnie zmierza do doskonałego zjednoczenia duszy z Bogiem.

 

Rozdział 33

Zaczyna mówić o szóstym rodzaju dóbr, którymi wola może się radować. [Określa je i dokonuje pierwszego ich podziału].

1. Celem naszym w tym traktacie jest doprowadzenie duszy poprzez wszystkie dobra duchowe aż do zjednoczenia z Bogiem. Ponieważ będziemy to rozważali teraz przy omawianiu szóstego rodzaju dóbr, jakimi są dobra duchowe, czyli najsposobniejsze do wyznaczonego celu, zarówno ja sam, jak i czytający, musimy do tego przyłożyć szczególną uwagę. Niewątpliwie bowiem, ludzie niektórzy, z powodu małej swej wiedzy, korzystają z tych rzeczy duchowych tylko dla zmysłów, pozostawiając ducha próżnego. I trudno znaleźć takich, w których by smak zmysłowy nie wyniszczył lepszej części duchowej, wypija bowiem wodę zanim dojdzie do ducha, a tym samym pozostawia go oschłym i próżnym.

2. Wracając do rzeczy, zaznaczam, że przez dobra duchowe rozumiem tu to wszystko, co porusza i wspomaga duszę w rzeczach boskich, czyli w jej obcowaniu z Bogiem i w udzielaniu się Boga jej samej.

3. Zakreślając najogólniejszy podział, zaznaczam, że dobra duchowe dzielą się na dwa rodzaje: przyjemne i bolesne.

Każdy z tych rodzajów dzieli się na dwa dalsze. Jedne dobra przyjemne pochodzą z rzeczy jasnych i wyodrębnionych, drugie zaś pochodzą z rzeczy niejasnych i niezrozumiałych. Podobnie również dobra bolesne, jedne wynikają z rzeczy jasnych i wyodrębnionych, drugie z ciemnych i tajemniczych.

4. Wszystkie te dobra można także rozróżnić według władz duszy. Jedne bowiem, jako poznania, odnoszą się do rozumu; drugie, jako uczucia, przynależą do woli; inne wreszcie, wyobrażeniowe, należą do pamięci.

5. Dobra bolesne omówimy później, gdyż należą one do nocy biernej (12). Również pomijamy dobra przy jemne, wynikające z rzeczy niewyodrębnionych (s.380) i ciemnych, jako należące do owego ogólnego, ciemnego i miłosnego poznania, w którym dokonuje się zjednoczenie duszy z Bogiem, objaśnialiśmy je bowiem w drugiej księdze, [kiedy przeprowadzaliśmy podział pojmowań umysłowych (13)]. Teraz zajmiemy się tym rodzajem dóbr przyjemnych, które pochodzą z rzeczy jasnych i wyodrębnionych.

 

Rozdział 34

Mówi o dobrach duchowych, które umysł i pamięć może pojmować wyraźnie. Podaje wskazówki, jak wola powinna się zachować czerpiąc z nich radości.

1. Trzeba by wiele mówić o różnych pojmowaniach rozumowych i pamięciowych, by wolę nauczyć, jak powinna się ustosunkować do radości z nich wypływającej, gdybyśmy już szeroko nie omówili tych zagadnień w drugiej i trzeciej księdze. Mówiliśmy bowiem tam, jak władze duszy mają się ustosunkować do tych pojmowań, ażeby dusza doszła do zjednoczenia z Bogiem. Ponieważ dotyczy to również zachowania się woli odnośnie do radości z tych rzeczy, nie będziemy tego powtarzali. Przypomnijmy tylko jedną sprawę, na którą tam położyliśmy wielki nacisk, mianowicie, konieczność opróżnienia władz z tych oto pojmowań. Jasne jest bowiem, że wola tak samo powinna się opróżnić z radowania się nimi. Rozum bowiem i inne władze nie mogą niczego przyjąć ani odrzucić bez udziału woli. Z tego wynika, że dla tej władzy wystarczą te same przestrogi.

2. Należy więc przypomnieć sobie, co tam przy odnośnych zagadnieniach zalecano. Bowiem te niebezpieczeństwa i szkody, jakie tam wspomniano, grożą duszy i tutaj, jeśli wśród tych wszystkich pojmowań nie zwróci ku Bogu radości woli (14).

 

Rozdział 35

Mówi o przyjemnych dobrach duchowych, które wyraźnie przedstawiają się woli. Wylicza ich rodzaje.

1. To wszystko, co wyraźnie daje radość woli, możemy sprowadzić do czterech następujących rodzajów: dobra pobudzające, wzywające, kierujące i doskonalące. Będziemy o nich mówili po kolei, zaczynając od pobudzających. Należą do nich obrazy i figury [świętych, kaplice i obrzędy religijne.

2. Co do obrazów i figur świętych,] spotyka się wiele próżności i marnej radości. Mają one wprawdzie w nabożeństwie wielkie znaczenie i służą ku rozbudzeniu woli do pobożności, jak to [stwierdza] wprowadzenie ich przez św. Matkę naszą Kościół (stąd potrzeba, byśmy się nimi posługiwali w celu otrząśnięcia się z naszej oziębłości), lecz wiele osób pokłada swą radość raczej w samej sztuce malarskiej i jej pięknie, niż w tym, co one przedstawiają.

3. Używanie obrazów świętych wprowadził Kościół dla dwóch głównie celów: dla uczczenia przez nie świętych oraz dla poruszenia i pobudzenia woli do pobożności. Służąc temu celowi, są pożyteczne i konieczne. Należy więc posługiwać się takimi obrazami, które ujęte w sposób żywy i należyty bardziej pobudzają wolę do pobożności. I na to trzeba zważać więcej niż na to, co w dziele wzbudza ciekawość, lub na ozdoby. Wiele jest takich osób, które pilniej baczą na oryginalność wykonania i wartość obrazu niż na to, co on przedstawia. Skutkiem tego, zamiast zwracać w duchowy sposób swą wewnętrzną pobożność ku niewidzialnemu świętemu, którego obraz przedstawia, zapominając o samym obrazie mającym być tylko pobudką do pobożności, nasycają się jego oryginalną pięknością zewnętrzną. Zmysły doznają wtedy rozkoszy i przyjemności, i zatrzymują przez to miłość i radość woli, tworząc tym sposobem całkowitą przeszkodę dla ducha, który wymaga wyniszczenia afektów, zwracających się ku jakimkolwiek przedmiotom.

4. Widać to choćby z tego zgubnego zwyczaju, jaki niektórzy wprowadzają dzisiaj. Nie mają oni odrazy do zbyt światowych strojów i przyozdabiają nimi postacie świętych. Przedstawiają je w modnych strojach, wymyślanych codziennie przez ludzi próżnych dla zadowolenia (s.382) swych rozrywek i próżności. Ozdabiają postacie świętych strojami, które były im i muszą być wstrętne. Tak więc, razem z szatanem, usiłują kanonizować swoje próżności, wkładając je na świętych, nie bez ciężkiej ich obrazy. Takim to sposobem głęboka i poważna pobożność duszy, wykluczająca sama przez się wszelką próżność, a nawet jej ślad, staje się powoli strojeniem manekinów, i to do tego stopnia, że niektórzy posługują się obrazami świętych jakby figurkami bożków, które ich radują. Są i tacy, którzy nie zadowalając się gromadzeniem obrazów, wybierają pewne ich rodzaje, tak ujęte, że więcej rozkoszy przynoszą zmysłom, natomiast pobożność serca jest im obojętna. I tak są do nich przywiązani, jak byli Michas lub Laban przywiązani do swych bałwanów. Pierwszy z nich, gdy mu je zabrano, z krzykiem wypadł z domu, a drugi jechał daleko za tymi, co mu je odebrali i rozzłoszczony, w poszukiwaniu ich rozrzucił wszystkie rzeczy Jakuba (Sdz 18, 24; Rdz 31, 34).

5. Osoba prawdziwie pobożna opiera swą pobożność na tym przede wszystkim, co niewidzialne. Nie potrzebuje wielu obrazów, używa ich mało i tylko takich, które bardziej odpowiadają rzeczom boskim niż ludzkim. Dostosowuje je, podobnie jak i samą siebie, do strojów i stanu tamtego, a nie do tego świata. Nie tylko bowiem nie pociągają jej próżności tego świata, ale nawet, mając przed oczyma coś ukazującego świat [lub jego rzeczy], nie myśli o nim. Nie przywiązuje również serca do obrazów, którymi się posługuje i nie martwi się zbytnio ich utratą. Przede wszystkim szuka w swej duszy żywego odbicia Chrystusa ukrzyżowanego i w Nim ma największe upodobanie.

Dla Niego gotowa jest wszystkiego się wyzbyć i znosić braki. Nawet gdy się pozbawi środków i pobudek, które podnoszą ją do Boga, pozostaje w spokoju. Większą doskonałością duszy jest uciszenie i radość, gdy takich rzeczy jest pozbawiona, niż ich posiadanie z pożądaniem i przylgnięciem do nich. I chociaż zbawienną rzeczą jest upodobanie w posiadaniu obrazów i świętych przedmiotów, pomagających duszy do pobożności (dlatego trzeba wybierać takie, które więcej rozbudzają pobożność), to jednak nie jest doskonałością tak się przywiązać do ich posiadania, iżby się smucić w razie ich utraty.

6. Niech dusza uważa to za pewne, że im większe ma przywiązanie do posiadania jakiegoś obrazu, czy innego środka, tym niedołężniej będzie się wznosić ku Bogu jej pobożność i modlitwa. Chociaż bowiem jest prawdą, że jedne obrazy są lepsze od drugich i więcej pobudzają do pobożności, i więcej ku jednym niż ku drugim skłaniać się należy, to jest tak jednak tylko dla wspomnianego powodu, [jak to obecnie kończę wyjaśniać]. Ten środek bowiem powinien pomóc duszy w jej wzlocie ku Bogu, po czym od razu należy go usunąć; gdy zaś zmysły zajmują się tym środkiem, aby na nim skupić swą radość, wtedy to, co miało być pomocą do osiągnięcia celu, staje się przeszkodą i to nie mniej, niż przylgnięcie i posiadanie jakiejkolwiek innej rzeczy.

7. Jeżeli ktoś mógłby się tłumaczyć, że nie rozumiał dobrze ogołocenia i ubóstwa duchowego co do obrazów, nie będzie mógł tego uczynić przy tak powszechnej niedoskonałości, jaka zachodzi co do różańców. Niewielu bowiem jest takich, którzy by nie mieli dla nich jakiejś słabości. Jedni chcą je mieć takiego, a nie innego wyrobu, z takiego a nie innego materiału, takiego a takiego koloru, lub ze specjalnymi ozdobami. Wszystko to nie ma żadnego znaczenia ani też Bóg nie przyjmuje chętniej modlitwy odmawianej na tym czy innym różańcu. Przyjmuje tylko taką, co płynie z prostego i czystego serca, mającego tylko jedno pragnienie, by się Bogu podobać, nie ceniącego jednego różańca więcej niż inny, chyba jedynie dla odpustów, jakie są do niego przywiązane.

8. Nasza próżna żądza jest tego rodzaju, że pragnie się do wszystkiego przywiązać. Jest ona jak robak wgryzający się w rzeczy zdrowe i psuje zarówno złe, jak i dobre rzeczy. Czymże bowiem jest chęć posiadania osobliwego różańca o takim czy innym wyglądzie, jeśli nie pokładaniem radości w samym narzędziu? Czymże jest przedkładanie jednego obrazu nad drugi, gdyby się przy tym nie zważało na miłość Bożą, jeśli nie cenieniem rzeczy bardziej kosztownej i interesującej? Jeśli chcesz podobać się Bogu i w tym pokładasz swą radość i swe pożądanie, by Go miłować, takie rzeczy będą ci obojętne. Jakże smutne jest to, że wiele osób duchowych tak bardzo przywiązuje się do zewnętrznego wyglądu tych narzędzi pobożności, [i że tyle mają w nich próżnego upodobania. Nie są takie osoby nigdy zadowolone, lecz zamieniają jedne przedmioty pobożności na drugie, a szukając coraz to nowych i przywiązując się do tych widzialnych środków, zapominają o duchu prawdziwej pobożności]. Posiadają i przywiązują się do tych [przedmiotów podobnie jak do innych] ziemskich klejnotów [i stąd ponoszą wiele szkody]. (s.384)

 

Rozdział 36

Mówi w dalszym ciągu o obrazach i wskazuje na brak należytego o nich pojęcia spotykany u niektórych osób.

1. Wiele można by powiedzieć na temat braku zrozumienia dla sprawy obrazów u niektórych osób. Niezrozumienie to sprawia, iż niektórzy większą pokładają nadzieję w jednych obrazach niż w innych. Sądzą, że Bóg wysłucha ich prędzej przed tymi niż przed innymi obrazami, chociaż jedne i drugie przedstawiają to samo, np. Chrystusa czy Matkę Najświętszą. To niezrozumienie stąd pochodzi, że kierują się one tylko większą skłonnością do jednego wykonania niż do drugiego. Jest to gruba ciemnota, jeśli chodzi o obcowanie z Bogiem i oddawanie Mu należnej czci i chwały, Bóg bowiem patrzy na wiarę i czystość modlącego się serca.

Zdarza się wprawdzie czasem, że Bóg udziela więcej łask przed jednym niż przed drugim obrazem, chociażby nawet obydwa to samo przedstawiały. Przyczyną tego nie jest jednak większa skuteczność jednego niż drugiego obrazu (mimo różnicy, jaka mogłaby zachodzić w ich wykonaniu), lecz to, że ludzie więcej rozbudzają swą pobożność za pośrednictwem któregoś z tych obrazów. Gdyby zaś potrafili wzbudzić tę samą pobożność przed jednym i przed drugim, albo i bez pomocy żadnego z nich, otrzymaliby od Boga te same łaski.

2. Przyczyną zatem, dla której Bóg czyni cuda i udziela łask raczej za pośrednictwem pewnych obrazów, niż jakichś innych, nie jest to, że ludzie im większą cześć oddają, lecz że za pośrednictwem nowego cudownego zdarzenia zwiększa się w sercach wiernych pobożność i zamiłowanie do modlitwy. Stąd więc, jak za pośrednictwem tego obrazu rozpala się pobożność i przedłuża modlitwa - jedno zaś i drugie jest koniecznym środkiem, żeby Bóg nas wysłuchał i udzielił łask - tak również za pośrednictwem tegoż obrazu, skłoniony modlitwą i pobożnością, nadal udziela Bóg łask i czyni przed nim cuda. Nie jest to dla samego obrazu, który sam przez się nie jest niczym więcej niż malowidłem, ale dla pobożności i wiary w świętego, którego on przedstawia. Kto więc będzie miał tę samą pobożność i ufność ku Matce Najświętszej przed tym czy innym Jej obrazem (a także i bez pomocy obrazu, jak mówiliśmy), otrzyma te same łaski. Z doświadczenia wiemy, że Bóg udziela łask i czyni cuda zwykle za pośrednictwem obrazów ani zbyt pięknych, ani artystycznie wykonanych. Ogół bowiem wiernych nie przywiązuje wagi do artystycznej wartości obrazów.

3. Bardzo często udziela Bóg łask przez obrazy znajdujące się w miejscach ustronnych i samotnych. Bywa tak dlatego, że przez trud, jakiego wymaga dojście na te miejsca, wzrasta uczucie i siła pobożności. Następnie dlatego, że ludzie usuwają się wtedy od zgiełku świata, aby się lepiej pomodlić, jak to czynił Pan nasz Jezus Chrystus (Mt 14,23; Łk 6,12).

Kto więc odbywa pielgrzymkę, dobrze czyni, jeśli ją odbywa samotnie, chociażby w innym, niż zwyczajnie, czasie. Nigdy bym zaś nie radził podejmować wtedy pielgrzymki, gdy idzie wielki tłum ludzi. Wówczas bowiem ludzie wracają bardziej roztargnieni, niż byli przedtem. Są również tacy, którzy idą z pielgrzymką raczej dla rozrywki niż dla pobożności.

Z tego, cośmy powiedzieli, jest taki wniosek, że dla otrzymania łask wystarczy każdy obraz, jeśli będzie pobożność i wiara. Jeśli wiary i pobożności nie będzie, żaden obraz nic nie pomoże. Żywym i prawdziwym obrazem był Chrystus, gdy żył na tym świecie. A jednak wielu, chociaż z Nim przebywało i patrzyło na Jego cuda, nie odnosiło korzyści, gdyż nie mieli wiary. To także było przyczyną, że w swej ojczyźnie nie czynił On wielkich cudów, jak mówi Ewangelia (Mt 13,58; Łk 4,24).

4. Chcę tu również powiedzieć o pewnych zjawiskach nadprzyrodzonych, jakie sprawiają niektóre obrazy u poszczególnych osób. Mianowicie Pan Bóg udziela niektórym obrazom szczególnego daru, tak że ich wyobrażenie i pobożność, jaką wzbudzają, przenikają głębiej w umysł i tam pozostają. Gdy zaś dusza przypomni sobie taki obraz, napełnia się w mniejszej czy większej mierze takim samym uczuciem, jak wtedy, gdy go oglądała. Inne natomiast obrazy, chociażby doskonalej wykonane, nie sprawiają takiego skutku.

5. Wiele osób ma większe nabożeństwo do jednych obrazów niż do drugich. Często jest to tylko skłoność i upodobanie naturalne, tak jak komuś podoba się więcej twarz jednej osoby niż drugiej. Wtedy skłania się do niej bardziej pod wpływem natury i częściej ją sobie przypomina, chociażby nie była tak piękna, jak inne; jego to bowiem natura skłania się do jakiegoś typu, kształtu czy figury. Sądzą te osoby, (s.386) że przywiązanie do takiego obrazu jest pobożnością, tymczasem może to być zwykła skłonność i naturalne upodobanie.

Zdarza się również, że niektóre osoby, patrząc na obraz, widzą jak się porusza, czyni pewne znaki, zmienia wygląd, mówi i daje zrozumieć pewne rzeczy. Te objawy nadprzyrodzone zdarzają się rzeczywiście, i niejednokrotnie są prawdziwe i skuteczne. Bóg sprawia je, aby pomnażać pobożność i udzielać duszom pomocy w chwilach słabości i roztargnienia. Często jednak i szatan czyni podobne rzeczy, by usidlić duszę i wyrządzić jej szkodę. Dlatego też w rozdziale następnym podam pewne wskazówki dotyczące tych spraw.

 

Rozdział 37

Mówi, jak wola powinna podnosić ku Bogu swa radość z oglądania obrazów, aby nie zbłądzić [i aby jej nie przeszkadzały].

1. Obrazy, używane należycie, są wielce pożyteczne, ponieważ przypominają nam Boga i świętych, oraz pobudzają wolę ku pobożności. Mogą jednak być również przyczyną wielkich błędów, gdy mianowicie dotyczą rzeczy nadprzyrodzonych, a dusza nie wie, jak ma się względem nich zachować, by dążyć do Boga. Szatan posługuje się nadzwyczajnymi rzeczami nadprzyrodzonymi i przez nie zwodzi wiele dusz naiwnych, utrudniając im drogę prawdy. Raz ukazuje im różne obrazy materialne, jakimi posługuje się Kościół święty, kiedy indziej znowu odtwarza w ich wyobraźni postacie świętych, pod którymi się sam ukrywa, przemieniając się w anioła światłości, aby łatwiej oszukać (2 Kor 11, 4). Ten podstępny duch ciemności używa ku naszej zgubie tych samych środków, jakie mamy ku naszemu postępowi duchowemu i umocnieniu. Dlatego też dusza rozsądna musi być bardziej ostrożna w tym, co się wydaje dobre, zło bowiem samo o sobie mówi.

2. Dla uniknięcia wszelkich szkód, jakie by dusza mogła ponieść, tj. zatrzymania się w drodze do Boga, niewłaściwego posługiwania się obrazami, oszukania naturalnym czy nadprzyrodzonym sposobem, o czym już mówiliśmy, chcę tu zrobić jedną uwagę. Starczy ona za wszystkie i przyczyni się do oczyszczenia woli z próżnej radości, oraz do zwrócenia duszy ku Bogu, wedle celu zamierzonego przez Kościół w używaniu obrazów. Ponieważ obrazy mają skierować naszą uwagę ku rzeczom niewidzialnym, powinniśmy w nich szukać jedynie uczuć i radości rodzących się ze spotkania z osobami żywymi, które one przedstawiają.

Wierni powinni się starać, by patrząc na obrazy nie przepajali nimi zmysłów, obojętne czy będzie to obraz materialny, czy umysłowy, piękny i artystyczny, czy wzbudzający uczuciową lub duchową pobożność, czy wreszcie powodujący jakieś nadprzyrodzone objawy. Do tego wszystkiego niech dusza nie przywiązuje żadnego znaczenia i nie zważa na te przypadłości, lecz uczciwszy obraz czcią przez Kościół zaleconą, niech podnosi myśli do tego, co obraz przedstawia. Niech w Bogu złoży słodycz i radość woli, swoją pobożność i modlitwę ducha. Może je również złożyć w świętym, którego wzywa, ponieważ w ten sposób to, co się ma odnosić do żywej osoby, przedstawionej na obrazie i do ducha, nie zostanie odniesione do zmysłów i malowidła. Uniknie wtedy oszukania, ponieważ dusza nie będzie zważała na to, co jej obraz powie i nie będzie zajmowała tym zmysłów i ducha, dzięki czemu duch będzie się mógł swobodnie wznieść ku Bogu. Nie będzie też ufała więcej jednemu niż drugiemu obrazowi. Wtedy także ten obraz, który w sposób nadprzyrodzony pomnaża jej pobożność, uczyni to jeszcze obficiej, jako że natychmiast zwraca się ona afektem do Boga. Zawsze bowiem, gdy Bóg udziela tych czy innych łask, czyni to, skłaniając afekt i radość woli do tego, co niewidzialne. Pragnie On, byśmy tak czynili, odrywając siłę i żywotność władz duszy od wszelkich rzeczy widzialnych i zmysłowych.


(10) Tekst zaczerpnięty z editio princeps dla uzupełnienia tekstu kodeksu z Alcaudete.

(11) Tekst cytowany brzmi dokładnie w oryginale: Nec fides habet meritum, cui humana ratio praebet experimentum. S. Gregorius M.: Homilia 26 in Evang., Migne PL 76, 1197.

(12) Spełni tę zapowiedź w drugiej księdze Nocy ciemnej.

(13) Patrz Droga na Górę Karrnel, ks. II, r. 10, n. 4; tamże, r. 14, n. 6 i 14.

(14) W n. 2 tekst przedstawiamy w wersji dłuższej, według kodeksu z Alba.