św. Teresa od Dzieciątka Jezus |
Listy |
– LISTY: część druga – |
|
LISTY
Listy
DO KSIĘDZA BELLIERE (114)
jej pierwszego “duchowego brata”
Jezus +
Karmel w Lisieux, 21 października 1895.
Przewielebny Księże!
Nasza Przewielebna Matka jest chora, wobec tego poleciła mi, abym odpowiedziała na list Księdza. Żałuję, że Ksiądz będzie pozbawiony świętych słów dobrej naszej Matki, ale jestem szczęśliwa, że mogę być jej tłumaczką i zapewnić Księdza o jej radości, jaką miała dowiadując się o działaniu Pana naszego w Jego duszy. Będzie się dalej modliła, aby Bóg dokonał swego dzieła.
Sądzę, że byłoby zbyteczne zapewniać Wielebnego Księdza, iż biorę żywy udział w radosnych uczuciach naszej Matki. List z lipca zmartwił mnie bardzo, walki bowiem, jakie Ksiądz musiał staczać, przypisuję mojemu brakowi gorliwości (115). Błagam nieustannie słodką Królową Apostołów, by raczyła wspierać Księdza macierzyńską swoją opieką, toteż wielką było to dla mnie pociechą, gdy otrzymałam niejako bukiet imieninowy, upewniający, że biedne moje modlitwy zostały wysłuchane.
Teraz, gdy burza minęła, dziękuję Bogu, że kazał ją Księdzu przebyć, bo czytamy w Księgach Świętych te piękne słowa: "Błogosławiony mąż, który wytrwał w pokusie (116), i jeszcze "Kto nie jest doświadczony, cóż wie?” (117).
W rzeczywistości, gdy Jezus powołuje duszę do kierowania, zbawienia mnóstwa innych dusz, jest jej bardzo potrzebne, aby przeszła przez ogień pokus i licznych doświadczeń. Skoro udzielił Księdzu łaski przetrwania zwycięsko walki, to ufam, że słodki nasz Jezus spełni również jego pragnienia. Proszę Go, by Ksiądz był nie tylko dobrym Misjonarzem ale świętym, rozpłomienionym miłością Boga i dusz. Błagam, by Ksiądz wyjednał mi także tę miłość, aby mogła skutecznie wspomagać Księdza w Jego apostolskiej działalności; Wiadomo przecież Księdzu, że Karmelitanka, która by nie była apostołką, oddaliłaby się od celu swego powołania i przestałaby być córką Seraficznej świętej Teresy, która pragnęła tysiąckrotnie oddać życie, byle zbawić choćby jedną duszę.
Nie wątpię, że Ksiądz zechce przyłączyć swoje modlitwy do moich, dla uproszenia u Pana Jezusa zdrowia dla czcigodnej naszej Matki.
W Najświętszych Sercach Jezusa i Maryi będę zawsze szczęśliwa z nazwy
niegodnej siostrzyczki Księdza Teresy od Dzieciątka Jezus od Najśw. Oblicza zak. karm. nieg.
II
26 grudnia 1896
Zapewniam, że robię wszystko, co tylko ode mnie zależy, by wyjednać Księdzu potrzebne łaski; te łaski będą udzielone z wszelką pewnością, bo Pan nasz nie żąda nigdy ofiar przewyższających nasze siły. Niekiedy, co prawda, Boski Zbawiciel pozwala nam odczuć całą gorycz zawartą w kielichu, jaki podaje duszy naszej. Gdy zażąda od nas ofiary z tego, co nam najdroższe na świecie, niepodobna, bez szczególniejszej łaski, nie wołać, jak On w ogrodzie agonii: “Ojcze, oddal ode mnie ten kielich... Wszakże nie moja wola ale Twoja niech się stanie” (118).
Jakież to dla nas pocieszające, gdy pomyślimy, że Jezus, Bóg Mocny, poznał słabości nasze, że i On drżał na widok kielicha tak gorzkiego a przecież przedtem jakże gorąco pragnął wypić ten kielich aż do dna...
Doprawdy, cząstka Księdza jest przepiękna, skoro Pan Jezus obrał ją dla siebie i pierwszy umoczył wargi w kielichu, jaki Księdzu podaje.
Pewien Święty powiedział: “Największym zaszczytem udzielonym duszy przez Boga nie jest to, że daje jej wiele, lecz to, że wiele żąda od niej” Jezus traktuje zatem Księdza jako uprzywilejowanego. Chce, by Ksiądz teraz już zaczął misyjną pracę, ratując dusze mocą cierpienia, przyjętego w tej intencji. Czyż on sam nie odkupił świata cierpiąc i umierając? Wiem, że Ksiądz pragnie i dąży do tego szczęścia, aby ofiarować życie za Boskiego Mistrza, ale męczeństwo serca jest nie mniej płodne i owocne od przelania krwi, a oto już w chwili obecnej jest ono udziałem Księdza. Mam zatem zupełną słuszność, gdy mówię, że cząstka Księdza jest piękna, godna apostoła Chrystusowego.
Przewielebny Ksiądz przychodzi szukać pociechy u tej, którą Jezus dał Mu za siostrę i ma wszelkie prawo do tego (119). Skoro nasza Przewielebna Matka pozwala mi pisać do Księdza, to chciałabym odpowiedzieć tej słodkiej, powierzonej mi misji, czuję jednak, że najpewniejszym środkiem, by dojść do mego celu, jest modlić się i cierpieć... Pracujmy razem dla zbawienia dusz, mamy tylko jeden dzień życia, by je ratować i w ten sposób oddawać Zbawicielowi dowody miłości naszej. Następnym dniem będzie wieczność; a wówczas Jezus odda Księdzu stokrotnie te radości tak słodkie i słuszne, z jakich obecnie złożył ofiarę; On zna wielkość tej ofiary; wie doskonale, że cierpienie osób drogich Księdzu dolega mu bardziej niż własne. Ale On także cierpiał to męczeństwo, by zbawić dusze nasze, opuścił Matkę, widział Niepokalaną Dziewicę stojącą pod Krzyżem, z Sercem przebitym mieczem boleści; toteż mam nadzieję, że Boski nasz Zbawiciel pocieszy dobrą Matkę Księdza i proszę Go usilnie o to. Ach! gdyby Boski Mistrz pozwolił dojrzeć tym, których Ksiądz opuści dla Jego miłości, chwałę, jaką Księdzu gotuje, mnóstwo dusz, które będą Mu towarzyszyć do Nieba, byliby już wynagrodzeni za wielką ofiarę poniesioną wskutek wyjazdu Księdza.
III
9 czerwca 1897.
O, Bracie mój! jakże jestem szczęśliwa, że umrę wkrótce!... Tak, jestem szczęśliwa, nie dlatego, że będę uwolniona od cierpień doczesnych (przeciwnie, cierpienie wydaje mi się jedyną rzeczą upragnioną na tym łez padole), ale dlatego, że czuję doskonale, iż taką jest wola dobrego Boga.
Nasza dobra Matka chciałaby mnie jeszcze zatrzymać na ziemi; w tej chwili odprawia się nowenna Mszy św. w kościele Najświętszej Panny Zwycięskiej. Ona uzdrowiła mnie w dzieciństwie, obecnie jednak sądzę, że jedynym cudem będzie pocieszenie naszej Matki, miłującej mnie tak serdecznie.
Drogi Braciszku, w chwili gdy mam stanąć przed Bogiem, rozumiem bardziej niż kiedykolwiek, że jednej tylko rzeczy potrzeba, a to pracować wyłącznie dla Niego, a nie czynić nic dla siebie ani dla stworzeń.
Jezus chce posiadać całkowicie Twoje serce, chce, żebyś był wielkim świętym. W tym celu będziesz musiał wiele cierpieć, ale natomiast jakaż radość przepełni Twoją duszę; gdy nadejdzie szczęśliwa chwila twego wejścia do życia wiecznego!...
Bracie mój, wszystkim Twoim przyjaciołom w Niebie zaniosę Twoje pozdrowienie i oznajmię im miłość Twoją; poproszę, by się Tobą opiekowali. Chciałabym Ci powiedzieć tysiączne rzeczy, które rozumiem stojąc na progu wieczności. Nie umieram jednak, wstępuję w życie, a wszystko czego nie mogę Ci powiedzieć tutaj, dam Ci zrozumieć z wysokości Niebios.
DO O. ROULLAND (120)
z Misji Zagranicznych
23 czerwca 1896,
Zdaję sobie sprawę, że bardzo niegodna jestem zaszczytu szczególniejszej współpracy z jednym z Misjonarzy naszego Jezusa godnego Uwielbienia, ale skoro posłuszeństwo poleciło mi to słodkie zadanie, pewna jestem, że Boski mój Oblubieniec uzupełni słabe moje zasługi (na których zupełnie się nie opieram) i wysłucha pragnienia mej duszy, aby praca apostolska Ojca obfite wydawała owoce. Będę doprawdy bardzo szczęśliwa współpracując z Ojcem dla zbawienia dusz, w tym celu przecież wstąpiłam do Karmelu, i nie mogąc być misjonarką czynną, chciałabym być nią mocą miłości i pokuty, jak święta Teresa, moja seraficzna Matka.
Błagam, aby Przewielebny Ojciec zechciał poprosić Jezusa w tym dniu, w którym raczy po raz pierwszy na głos Ojca zstąpić z Nieba, abym płonęła ogniem miłości Jego, a tak mogła skutecznie wspomagać Ojca w szerzeniu tego płomienia w wielu sercach.
Już od dawna pragnęłam poznać Apostoła, który by zechciał wymówić imię moje przy świętym Ołtarzu w dniu pierwszej swojej Mszy św... Pragnęłam również przygotować sama poświęconą bieliznę i białą hostię przeznaczoną na to, by osłonić Króla Niebios... Ten Bóg Dobroci nieskończonej raczył urzeczywistnić moje marzenie i okazać mi raz jeszcze, jak podoba Mu się obsypywać dobrodziejstwami dusze miłujące jedynie Jego samego.
Gdybym się nie lękała, że to będzie brakiem dyskrecji z mojej strony, poprosiłabym jeszcze Ojca, by w memento przy codziennej Mszy św. raczył pamiętać o mnie...
Gdy ocean oddzieli Ojca od Francji, to Ojciec przypomni sobie, patrząc na palkę, którą malowałam z taką radością, że na górze Karmel pewna dusza prosi nieustannie Boskiego Więźnia Miłości o obfite plony dla chwalebnej pracy misjonarskiej Ojca.
II
W przeddzień jego wyjazdu, na Misje.
J. M. J. T.
Jezus +
Karmel w Lisieux, 30 lipca 1896.
Mój Bracie!
Ojciec pozwoli — nieprawdaż? — bym Mu dawała to imię, skoro Jezus raczył połączyć nas duchowo dla wspólnej pracy apostolskiej? Bardzo mi słodko pomyśleć, że na całą wieczność zawarte zostało z woli Pana naszego to zjednoczenie, aby służyło zbawieniu dusz dla Jego chwały, i że to On stworzył mnie, abym była siostrą misjonarza... Wczoraj otrzymałyśmy list Brata, a nasza dobra Matka wprowadziła Brata do klauzury. Pozwala zachować mi fotografię mego brata; to szczególniejszy przywilej, karmelitanka nie ma nawet portretu najbliższej swojej rodziny. Nasza Matka wie jednak dobrze, że fotografia Brata nie przypomni mi bynajmniej świata, ani ziemskich związków przyjaźni, uniesie natomiast duszę moją do wyższych regionów, skłaniając do zapomnienia o sobie dla chwały Bożej i zbawienia dusz. Tak więc, Bracie mój, gdy ja towarzysząc Ci przekroczę ocean, fotografia Twoja zostanie przy mnie, ukryta w ubogiej naszej celi” (121).
Wszystko co mnie otacza przypomina mi Brata. Mapa Su-Tchuen (122) przypięta jest do ściany zakrystii, w której pracuję, a obrazek dany mi przez Brata (123) spoczywa na moim sercu, wraz z książeczką Ewangelii, z którą nie rozstaję się nigdy. Wkładając obrazek, natrafiłam przypadkowo na werset następujący: “Wszelki, który by opuścił wszystko dla imienia mego, sto razy tyle weźmie na tym świecie i żywot wieczny odzierży” (124). Słowa Jezusa sprawdziły się już, skoro Brat pisze: “Wyjeżdżam szczęśliwy” (125).
Rozumiem, że ta radość musi być wyłącznie duchowa; niepodobna opuścić ojca, matkę, ojczyznę, nie odczuwając bólu rozstania... O mój Bracie cierpię wraz z Tobą, z Tobą składam Jezusowi tę wielką ofiarę i błagam Go, by obdarzał obfitymi pociechami drogich Twoich Rodziców, zanim niebiańskie zjednoczenie rozraduje ich widokiem chwały Twojej, a wówczas już więcej płakać nie będą, tylko cieszyć się i weselić błogosławionym szczęściem wiekuistym.
Dziś wieczór, w czasie modlitwy, rozważałam niektóre fragmenty z Izajasza, które wydały mi się tak doskonale dostosowane do Brata, że nie mogę się powstrzymać od przytoczenia ich:
"Rozprzestrzeń miejsce namiotu twego... Bo na prawo i na lewo przenikniesz, a potomstwo twoje odziedziczy narody i w miastach spustoszonych mieszkać będzie... Podnieś wokoło oczy twoje i oglądaj: ci wszyscy zgromadzili się, przyszli do ciebie; synowie twoi z daleka przyjdą, a córki twoje zewsząd powstaną. Wtedy zobaczysz i opływać będziesz; zdziwi się i rozszerzy serce twoje, gdy się obróci ku tobie bogactwo morza, moc pogan przyjdzie do ciebie” (126).
Czyż to nie jest owa stokrotna przyobiecana nagroda? czyż nie możesz z kolei zawołać: “Duch Pański na mnie, przeto że mnie Pan pomazał; posłał mnie, aby oznajmił cichym słowo Jego, abym leczył skruszonych sercem i opowiedział więźniom wyzwolenie... abym pocieszył wszystkich płaczących” (127).
“Weseląc się będę się weselił w Panu i rozraduje się dusza moja w Bogu moim... Bo jako ziemia daje urodzaj swój i jako ogród rodzi nasienie swe, tak Pan Bóg zrodzi sprawiedliwość i chwałę przed wszystkimi narodami.
"Mój lud będzie ludem sprawiedliwych, będą jako gałązki, które ja szczepiłem... Pójdę do wysp odległych, do tych; którzy nigdy nie słyszeli mowy o Panu. Oznajmię Jego chwałę narodom i ofiaruję ich jako dar mojemu Bogu” (128).
Gdybym chciała przepisać wszystkie fragmenty, które mnie najbardziej wzruszyły, zabrałoby to zbyt wiele czasu. Kończę zatem, ale mam jeszcze małą prośbę: Oto gdy znajdzie Brat chwilę wolną, proszę mi wypisać najważniejsze daty swego życia, będę mogła wówczas łączyć się w szczególniejszy sposób z Nim, by dziękować Bogu za łaski otrzymane.
Bogu oddaję Cię, mój Bracie... oddalenie nie wpłynie nigdy na rozłąkę naszych dusz; śmierć zjednoczy nas ściślej jeszcze. Jeżeli pójdę wkrótce do Nieba, to poproszę Jezusa, by mi pozwolił odwiedzić Brata w SuTchuen a tak będziemy wspólnie spełniać nasz apostolat. Tymczasem będę zawsze zjednoczona z Bratem modlitwą, a proszę Pana Jezusa, by nie pozwolił mi nigdy radować się, gdy Brat cierpi. Owszem, chciałabym, aby Brat miał zawsze same tylko pociechy, a ja doświadczenia, ale może to zbyt samolubne pragnienie?... Ależ nie, skoro jedyną moją bronią jest miłość i cierpienie, a mieczem Brata jest słowo i prace apostolskie.
Raz jeszcze Bogu oddaję i proszę, by Brat raczył pobłogosławić tę, którą Jezus Mu dał, by była Jego Siostrą.
Teresa od Dzieciątka Jezus i Najśw. Oblicza zak. karm. nieg.
III
1 listopada 1896.
Pozwolę sobie powierzyć Bratu tajemnicę, którą odkryłam, odczytując kartkę z najważniejszymi pamiątkowymi datami Jego życia.
Powołanie misjonarza zostało uratowane 8 września 1890, za przyczyną Maryi, Królowej apostołów i męczenników(129); tego samego dnia mała karmelitanka została oblubienicą Króla Niebios. Żegnając się na zawsze ze światem, uczyniła to w tym jedynym celu, by zbawiać dusze a zwłaszcza dusze apostołów. Jezusa, Boskiego swego Oblubieńca, prosiła szczególniej o duszę apostolską; nie mogąc być kapłanem, chciała, by zamiast niej jakiś kapłan otrzymał upragnione przez nią łaski, miał te same pragnienia co ona...
Znana jest Bratu ta niegodna karmelitanka, która się o to modliła. Czy nie myśli Brat, podobnie jak ja, że nasze zjednoczenie, zatwierdzone w dniu Jego święceń kapłańskich, zaczęło się 8 września?
Sądziłam, że dopiero w niebie spotkam apostoła, brata, o którego prosiłam Jezusa, ale umiłowany nasz Zbawiciel, unosząc niejako “rąbek tajemniczej zasłony, która okrywa sekrety wieczności, raczył udzielić mi już na ziemi wygnania tej pociechy, ze poznałam brata mej duszy i mogę współpracować z nim nad zbawieniem biednych dusz.
O jakże wielką jest wdzięczność moja, gdy widzę tę delikatność Jezusa! Co przygotowuje nam w Niebie, skoro już tutaj miłość Jego tak rozkosznymi obdarza nas niespodziankami.
Bardziej niż kiedykolwiek rozumiem, że najmniejsze wypadki życia naszego kierowane są ręką Boga, On budzi nasze pragnienia i On także je spełnia...
IV
9 maja 1897.
List Brata brzmi prawie jakby słowa: “Do widzenia w Niebie”. Czytając go, zdawało mi się, że słyszę opowiadanie poprzedników Brata o doświadczeniach w pracy apostolskiej. Na tej ziemi, gdzie wszystko jest tak zmienne, jedno tylko jest stałe, postępowanie Króla Niebios względem swoich przyjaciół. Od czasu gdy wzniósł w górę sztandar Krzyża, wszyscy muszą walczyć pod jego cieniem i odnosić zwycięstwa (130). “Życie każdego misjonarza obfituje w krzyż”, mówił Teofan Vénard, a dalej: “Prawdziwym szczęściem jest cierpienie; aby żyć, trzeba nam umrzeć”.
Bracie mój, początki Twego apostolatu naznaczone są piętnem Krzyża, Pan Jezus traktuje Cię jako uprzywilejowanego: On daleko bardziej przez prześladowanie i cierpienie chce utrwalić panowanie swoje w duszach, niż przez wspaniałe kazania. Mówisz Bracie: “Jestem jeszcze małym dzieckiem, które nie umie mówić” (131). Ojciec Mazel otrzymał tego samego dnia co Brat święcenia kapłańskie, i on nie umiał przemawiać do niewiernych, a jednak zerwał już palmę.. (132)
O jakże myśli Boże wznoszą się wysoko ponad nasze! Dowiadując się o śmierci tego młodego misjonarza, o którym słyszałam po raz pierwszy, czułam się pobudzona do wzywania jego wstawiennictwa, zdawało mi się, że widzę go w Niebie w chwalebnym chórze męczenników. Wiem, że w oczach ludzkich męczeństwo jego nie zasługuje na tę nazwę, ale w oczach Bożych ta ofiara bez chwały nie jest mniej cenna i płodna niż ofiary pierwszych chrześcijan, gdy wyznawali wiarę swoją wobec trybunałów. Prześladowanie zmieniło swoją postać, apostołowie Chrystusa nie zmienili swych uczuć, toteż Boski Mistrz nie mógłby zmienić nagrody: chyba że chce ją pomnożyć, aby im wynagrodzić za odmówienie tej chwały, której tu na ziemi im odmówiono.
Nie rozumiem, mój Bracie, dlaczego zdajesz się wątpić w to, że pójdziesz wprost do Nieba, w razie gdyby niewierni pozbawili cię życia. Wiem, że trzeba być bardzo czystym, by stanąć przed Bogiem wszelkiej świętości, ale wiem również, że Pan Nasz jest nieskończenie sprawiedliwy, a ta właśnie sprawiedliwość, która przeraża tyle dusz, jest dla mnie źródłem radości i ufności. Być sprawiedliwym, to nie oznacza jedynie wymierzać surową karę winowajcom, ale także uznać intencje prawe i wynagradzać cnotę. Spodziewam się tyleż od sprawiedliwości Bożej ile od Jego miłosierdzia; a właśnie dlatego, że jest sprawiedliwy, to równocześnie “litościwym i miłościwym jest Panem, powolnym do karania a hojnym w miłosierdzie... On zna ułomność naszą, wspomniał iżeśmy proch... Jako lituje się ojciec nad synami swymi, tak zlitował się Bóg nad nami” (133). O Bracie mój! Słysząc te piękne i pocieszające słowa Króla-Proroka, jakżeż można wątpić, by dobry Bóg nie zechciał otworzyć drzwi królestwa swego tym dzieciom swoim, które umiłowały Go do tego stopnia, że wszystko poświęciły dla Niego, opuściły nie tylko rodzinę i ojczyznę, aby dać Go poznać i umiłować, ale pragną ponadto oddać życie za umiłowanego swego Pana... Jezus słusznie powiedział, że nie masz większej ponad tę miłość (134). Jakżeż więc pozwoliłby przewyższyć się w hojności?
Jakże miałby oczyszczać w płomieniach czyśćcowych dusze trawione ogniem miłości Bożej? To prawda, że niczyje życie nie jest wolne od win i upadków, a jedynie Dziewica Niepokalana stanęła absolutnie czysta wobec Boskiego Majestatu. Jakaż to radość, gdy pomyślimy, że Najświętsza Panna jest Matką naszą! Skoro Ona nas miłuje, a zna słabość naszą, czegóż mamy się lękać? Oto wielu zdań użyłam, by wyrazić myśl jedną, a raczej, by tego nie uczynić; chciałam tylko powiedzieć po prostu, ze wszyscy Misjonarze są męczennikami przez pragnienie i ofiarną gotowość, stąd słuszne, aby żaden z nich nie poszedł do czyśćca. Jeżeli pozostaje w ich duszy w chwili stawienia się przed Bogiem jakiś ślad ludzkiej słabości, Matka Najświętsza wyjedna im niezawodnie łaskę wzbudzenia aktu miłości doskonałej, a tak otrzymają palmę i koronę, na którą zasłużyli.
Oto Braciszku mój, co myślę o sprawiedliwości dobrego Boga. Droga moja jest wyłącznie drogą ufności i miłości; nie rozumiem dusz, które boją się tak tkliwego Przyjaciela. Kiedy czytam niekiedy traktaty duchowne, w których doskonałość ukazana jest poprzez liczne przeszkody, osaczona mnóstwem złudzeń, mój biedny mały umysł męczy się szybko, zamykam uczoną księgę, która zamęt wywołuje w mej głowie a serce napełnia oschłością i biorę Pismo święte. Wówczas wszystko staje się jasne i świetlane, jedno słowo otwiera przed duszą horyzonty nieskończone, doskonałość wydaje mi się tak łatwa; widzę, że wystarczy tylko uznać swą nicość i oddać się jak dziecko w ręce dobrego Boga.
Zostawiając wielkim duszom, wielkim umysłom piękne książki, których nie rozumiem, a tym mniej potrafiłabym zastosować je w praktyce, cieszę się, że jestem małą, skoro tylko dzieci i podobni im zostaną dopuszczeni do uczty niebieskiej (135). Cieszę się, że w Królestwie Bożym jest mieszkań wiele (136), bo gdyby było tylko to jedno, którego opis i droga tak są dla mnie niezrozumiałe, nie mogłabym się tam dostać. Pragnęłabym jednak nie być zbyt oddaloną od mieszkania Brata; ze względu na zasługi Brata ufam, że Bóg udzieli mi łaski uczestnictwa w Jego chwale, podobnie jak na ziemi siostra zdobywcy, chociażby była pozbawiona darów naturalnych, uczestniczyłaby mimo swego ubóstwa w zaszczytach przyznanych bratu.
(114)
Ksiądz Maurycy Bartłomiej Beliere, urodzony 10 czerwca 1374, był studentem drugiego roku seminarium duchownego w Sommervieu (Calvados) i zamierzał poświęcić się pracy misjonarskiej, gdy napisał 15 października 1895 do matki przeoryszy Karmelu w Lisieux, matki Agnieszki od Jezusa prosząc, “w imię i w święto wielkiej świętej Teresy” o pomoc przez modlitwę i ofiarę jednej z zakonnic Zgromadzenia tak dla jego duszy, jak i pracy apostolskiej. Matka Agnieszka od Jezusa wybrała siostrę Teresę od Dzieciątka Jezus (patrz Dzieje duszy, r. 10). Święta wspierała go modlitwą, a później także listami przez dwa lata. Ksiądz Belliere opuścił Francję 29 września 1897, by wstąpić do nowicjatu Ojców Białych w Algierze. Było to właśnie w przeddzień świętej śmierci swojej siostry duchowej, której cnoty oceniał doskonale; pisał bowiem do matki Marii Gonzagi, przed wyjazdem z Marsylii: “Siostra Teresa! Jakaż ona święta!” W rok później, po przeczytaniu “Dziejów duszy”, posłanych mu przez matkę Marię Gonzagę, napisał do niej, w liście datowanym 14 listopada 1898, następujące słowa: „odczuwam nieustanny wpływ umiłowanej Siostry na moją duszę”. Po kilku latach pracy misyjnej w Afryce, zapadł na chorobę śpiączki, której nie umiano rozpoznać; powrócił do Francji, do swojej rodziny w Langrunes (Calvados), gdzie zmarł 14 lipca 1907, mając zaledwie trzydzieści trzy lata.(115) Chodzi o walki, które ksiądz Belliere musiał stoczyć ze sobą, aby pozostać wiernym realizacji swego powołania do apostolstwa misyjnego, z chwilą gdy okoliczności pozwolą.
(116) Jk l, 12.
(117) Syr 34, 10.
(118) Mt 26, 39, Mk 14, 36; Łk 22, 42.
(119) Ksiądz Belliere pisał do Teresy: “List Siostry z poprzedniego miesiąca dodał mi odwagi i przyniósł pożytek mojej duszy. Jeżeli miłość skłoni Siostrę, by znów napisała do mnie, będzie to dla mnie wielką pociechą i nowym zasobem siły”.
(120) Adolf Jan Ludwik Eugeniusz Roulland, urodzony 13 października 1870 w Cahagnolles koło Bayeux, wstąpił do Stowarzyszenia Misji Zagranicznych w Paryżu, a na miesiąc przed święceniami kapłańskimi poprosił za pośrednictwem o. Norberta z klasztoru Norbertanów w Mondaye (Calvados) matkę przeoryszę klasztoru w Lisieux, by wybrała jedną ze swoich córek, która by współpracowała z nim, wypraszając mu łaski w przyszłym jego apostolacie misyjnym. Matka Maria Gonzaga wskazała siostrę Teresę od Dzieciątka Jezus (patrz Dzieje duszy, r. 10) i napisała do o. Roulland: “To najlepsza spośród dobrych”, a dalej: “Będzie Ojciec miał współpracownicę bardzo gorliwą, nie zaniedba niczego, co tylko będzie mogła zrobić dla zbawienia dusz, droga siostra jest całkowicie oddana Bogu”. O. Roulland wyjechał do Chin w r. 1896. Był misjonarzem w SuTchuen, w r. 1909 wezwany do Francji pełnił funkcje dyrektora, potem ekonoma w Seminarium Misji Zagranicznych w Paryżu. Składał zeznania w procesie kanonicznym duchowej swojej siostry. Mianowany kapelanem zakonnic „od Dziękczynienia” w Dbrmans (Marne) zmarł w roku 1934, 12 maja. Z pokory odmówił w r. 1917 przyjęcia godności biskupa, mimo iż wybrany został jednomyślną uchwałą Stowarzyszenia Misji Zagranicznych.
(121) Po śmierci Świętej znaleziono, wśród jej przyborów do pisania, fotografię o. Roulland wraz z papierem, na którym napisała: “Ta fotografia nie należy do mnie, nasza Matka powiedziała mi, by ją przechować dla niej wśród naszych przyborów do pisania; weźmie ją, gdy będzie jej potrzebowała”. Teresa od Dzieciątka Jezus zak. karm. nieg.
(122) Prowincja Chin, do której o. Roulland wysłali przełożeni.
(123) Obrazek pamiątkowy święceń kapłańskich o. Roulland. Na odwrocie tegoż napisał na prośbę swojej siostry duchownej, następujące słowa: “Tu na ziemi pracujemy wspólnie, w Niebie podzielimy nagrodę”.
(124) Mt 19, 29.
(125) O. Roulland wyjeżdżał z Marsylii 2 sierpnia.
(126) Iz 54, 2—3; 60, 4—5.
(127) Iz 61, l i nast. Wersety te odczytał Chrystus w synagodze w Nazarecie i zastosował je do siebie: patrz Łk 4, 18 n.
(128) Iz 61, 10—11, 9; 66, 19. Podajemy dosłowny przekład tekstu cytowanego przez św. Teresę, który jednak znacznie odchyla się od ustalonego tekstu Pisma św.
(129) A oto świadectwo o. Roulland w tej sprawie: “8 września 1890 r. wahałem się co do mego powołania i wstąpienia do Seminarium. Podczas gdy modliłem się w kaplicy Najśw. Panny Maryi de la Delivrande (kościół w Normandii, miejsce licznych pielgrzymek), zostałem nagle i definitywnie utwierdzony w powołaniu. Otóż dowiedziałem się później, że tego samego dnia - był to dzień Profesji Służebnicy Bożej — prosiła ona Pana Jezusa, by dał jej duszę kapłana, i podała mi związek, jaki zaistniał wówczas między dwoma zdarzeniami, w liście z l listopada 1896” (Summarium Procesu Nr 1523)' Należy zauważyć, że Teresa lubiła nadawać Matce Najświętszej imię Królowej Apostołów i Męczenników. Ułożyła pod datą 16 lipca 1896 wiersz zatytułowany: “Do Najświętszej Panny Zwycięskiej; Królowej Dziewic, Apostołów i Męczenników” (wydany w jej Poezjach), gdzie sławi radość swoją, że jest zjednoczona z o. Roulland modlitwą i ofiarą; wyraża swoje pragnienia apostolskie i nadzieje, że będzie “siostrą męczennika”.
(130) Solitaire des Sept-Fonts, Méditation pour le jeudi de la vingt-quatrieme semaine apres la Pentecôte, 3 point. W: Méditations sur les Mysteres de la Foi et sur les Epîtres et les Evangiles.
(131) O. Roulland nie umiał jeszcze po chińsku.
(132) O. Mazel (ze Zgromadzenia Misji Zagranicznych) był w Chinach od niedawna. Gdy miał udać się na posterunek naznaczony przez przełożonych, został zamordowany l kwietnia 1897 przez rozbójników, dlatego że był Europejczykiem i Francuzem.
(133) Ps 102, 8, 14, 13.
(134) J 15, 13. W liście z 23 lutego, na który właśnie Święta odpowiada, o. Roulland pisał: “W tej chwili życie nasze nie jest narażone na niebezpieczeństwo bezpośrednie, ale każdego dnia możemy otrzymać pchnięcie nożem; nie bylibyśmy wówczas męczennikami w ścisłym słowa tego znaczeniu, ale gdybyśmy udoskonalili intencje, mówiąc: ,Panie Boże, dla Twojej miłości przyjechałem tutaj, przyjm ofiarę życia naszego a nawróć dusze niewiernych’, czyż nie bylibyśmy dostatecznie męczennikami, by pójść do Nieba?... Wreszcie oddajemy się Bogu, by rozporządzał nami, jak zechce, a jeżeli złoczyńcy zamordują mnie a nie byłbym od razu przyjęty do Nieba, ufam, że Siostra moja wyciągnie mnie z czyśćca i będę jej oczekiwał u wrót Raju”.
(135) Mt 19, 14, Mk 10, 14; Łk 18, 16.
(136)
J 14, 2.