św. Teresa z Avila

1-4

–   SPRAWOZDANIA DUCHOWE –

 


SPRAWOZDANIA DUCHOWE (część 1)


l (1)

Data prawdopodobna: klasztor Wcielenia w Awili, 1560.

1. Sposób, w jaki obecnie odbywam modlitwę wewnętrzną jest następujący. Rzadko się zdarza, bym znajdując się na rozmyślaniu, zdołała rozważać rozumem. Od pierwszej bowiem chwili skupia się dusza i wpada w stan odpocznienia albo zachwycenia, tak iż z władz i zmysłów żadnego nie mogę czynić użytku; tyle tylko, że słyszę — a i tego co słyszę, nie rozumiem — i do niczego więcej nie jestem zdolna.

2. Często tak bywa, że (gdy wcale nie mam zamiaru myśleć o rzeczach Bożych, gdy owszem zajęta jestem rzeczami obcymi, gdy nawet zdaje mi się, że choćbym usiłowała zdobyć się na modlitwę wewnętrzną, nie mogłabym z powodu wielkiej oschłości wewnętrznej i cierpień fizycznych) tak nagle i z taką niepowstrzymaną siłą przychodzi na mnie to skupienie i uniesienie ducha, że oprzeć mu się niepodobna i w jednej chwili czuję w sobie skutki i korzyści duchowe, jakie ono sprowadza. Dzieje się to bez żadnego widzenia, bez żadnych słów i bez zrozumienia, co się ze mną dzieje. To jedno tylko widzę i czuję, że dusza moja, w chwili gdy zdawało mi się, że gubi się i ustaje, napełnia się nagle takimi dobrami niebieskimi, iż choćbym rok cały ze wszystkich sił starała się o (s.8) pozyskanie ich, nie sądzę, bym zdołała nabyć ich tyle, ile ich w tej jednej chwili bez żadnej pracy doznaję.

3. Innym razem przychodzą na mnie wielkie zapały, z takim omdlewaniem za Bogiem, że prawie odchodzę od siebie. Zdaje mi się, że życie we mnie ustaje i mimo woli muszę krzyczeć i wołać do Boga, taka jest niepowstrzymana gwałtowność tego zapału. Czasem nie mogę usiedzieć na miejscu, jak gdyby mnie mdłości zbierały i cierpienie to przychodzi mi bez żadnego działania z mojej strony. A taki to rodzaj cierpienia, że dusza nigdy już nie chciałaby wyjść z niego, póki żyje. Pochodzi ono z nieugaszonego pragnienia, jakie w sobie czuję, bym mogła już nie żyć i z tej świadomości, że żyję i nie mam na to lekarstwa. Jedynym bowiem na to lekarstwem byłoby widzenie Boga, a jedynym sposobem, aby widzieć Boga, jest śmierć, a śmierci sobie sama zadać nie mogę. I w tym stanie zdaje się duszy, że wszyscy wkoło niej są najszczęśliwsi, tylko ona nieszczęśliwa i wszyscy mają lekarstwo na swoje cierpienia, tylko ona go nie posiada. Jest to męka tak dominująca, że niepodobna byłoby ją znieść, gdyby Pan jej nie zaradził, zsyłając zachwycenie, od którego wszystko się ucisza i dusza napełnia się wielkim uspokojeniem i uszczęśliwieniem. Albo (jak to bywa niekiedy, dając jej widzenie tego, czego pragnie, czy znowu w innych zdarzeniach) dając jej słyszeć mowy i objawienia niebieskie.

4. Czasem znowu powstają we mnie nieopisane pragnienia służenia Bogu, z porywami tak gwałtownymi, że brak mi słów na wyrażenie ich siły, a przy tym żal czuję i ból, że tak na nic się nie zdam. W takich chwilach zdaje mi się, że nie ma takiego trudu czy utrapienia, ani takiej przeszkody czy przeciwności, choćby to była śmierć, choćby to było męczeństwo, których bym nie zniosła z łatwością. I to również przychodzi bez uprzedniego zastanowienia; przychodzi nagle, w jednej chwili i całą mię wstrząsa i ani wiem skąd taka siła się bierze. Chciałabym wtedy wołać na cały głos, aby wszyscy mogli mię słyszeć i zrozumieć, by nie poprzestawali w służbie Bożej na byle czym i jak wielkie jest dobro, które Bóg nam daje, jeśli my (s.9) uczynimy się sposobnymi do jego przyjęcia. Taka jest gwałtowność tych pragnień, że sama w sobie szarpię się i dręczę, widząc, że pożądam tego, czego spełnić nie mogę. Zdaje mi się wówczas, że tylko ciało krępuje mię i więzi, iż nie jestem zdolna w niczym służyć Bogu i memu stanowi (2). Gdyby nie ono, czyniłabym rzeczy wielkie, ile by mi sił na to stało; i tak widząc siebie pozbawioną wszelkiej możności służenia Bogu, taki z tego powodu cierpię ból, że go i wyrazić nie zdołam. Wreszcie po tym wszystkim przychodzą łaski duchowe, skupienie i pocieszenie w Bogu.

5. Niekiedy, wśród tych zapałów do służby Bożej, zdarzało mi się, że chciałam zadawać sobie pokuty, ale nie mogę. Wielką by mi przyniosło ulgę, i w rzeczy samej ulgę i pociechę mam z tych, które sobie zadaję, choć są one prawie niczym skutkiem niedołęstwa mego ciała. Wszakże, gdyby ono na to pozwalało, przy tych pragnieniach, jakie mam, sądzę, że przebrałabym miarę.

6. Nieraz wielką mi przykrość sprawia konieczność rozmawiania z ludźmi i tak mię to martwi, że gorzkie łzy wylewam, bo jedynym pragnieniem moim jest samotność. I chociaż, będąc sama, nie zawsze się modlę, albo czytam, sama przecie samotność jest dla mnie pociechą. Rozmowa, przeciwnie, szczególnie z krewnymi i powinowatymi, ciąży mi i jestem między nimi jakby nieswoja, z wyjątkiem tych tylko, z którymi mogę mówić o rzeczach wewnętrznych i potrzebach duszy. Z takimi ochotnie rozmawiam, chociaż czasem i oni mi się przykrzą i wolałabym nie widzieć ich i pozostać sama; ale to rzadko się zdarza. Szczególnie też rozmowa z tymi, przed którymi sumienie moje otwieram, zawsze jest dla mnie pociechą.

7. Potrzeba jedzenia i spania bardzo mi nieraz jest przykrą, zwłaszcza teraz, gdy widzę, że więcej niż inni obyć się bez tego nie mogę (3). Czynię to dla spełnienia woli Bożej i Jemu (s.10) też to ofiaruję. Czas zawsze mi się wydaje krótki i zawsze mi go mało do modlitwy; bo zostawać samej, choćby najdłużej, nigdy mi się nie sprzykrzy. Pragnę mieć czas na czytanie, bo bardzo je zawsze lubiłam. Czytam jednak bardzo mało, naprzód dlatego, że w chwili, gdy wezmę książkę do ręki, skupiam się w sobie z wewnętrznego zadowolenia i tak czytanie zamienia się w modlitwę; a potem trwa to zawsze bardzo krótko, bo mam dużo zajęcia, które, choć dobre, nie daje mi jednak tego zadowolenia, jakie sprawiałoby tamto. Tak więc wciąż wzdycham za czasem swobodnym i stąd to, zdaje mi się, pochodzi, że wszystko co robię, wydaje mi się niesmaczne, bo widzę, że nie robię tego, co bym robić chciała i pragnęła.

8. Wszystkie te dobre pragnienia, wraz z pomnożeniem cnoty, dał mi Pan od czasu, jak mi użyczył tej modlitwy odpocznienia, połączonej z zachwyceniami. Od tego czasu taki znajduję w sobie postęp ku lepszemu, że poprzednie życie moje wydaje mi się jakby stanem zatracenia. Zachwycenia te i widzenia wielkie mi przynoszą korzyści, jak je zaraz opiszę. Twierdzę bez wahania, że jeśli jest we mnie co dobrego, nie skądinąd mi to przyszło, jeno z tego źródła.

9. Stąd powstała we mnie mocna wola i niezachwiane postanowienie, nigdy w niczym nie obrazić Boga, nawet grzechem powszednim i raczej wolałabym tysiąc razy umrzeć, niżbym miała świadomie i z zastanowieniem taką rzecz uczynić. Stąd postanowienie, że cokolwiek uznam za doskonalsze i z większą chwałą Bożą, zwłaszcza, gdy ten, kto ma pieczę o mnie i mną rządzi powie mi, bym to uczyniła, choćby mi to było przykre i trudne, za żadne skarby świata uczynić tego nie zaniecham. I gdybym inaczej postąpiła, jużbym nie miała śmiałości prosić Pana o żadną łaskę, ani stanąć przed Nim na modlitwę; mimo tego jednak, wiele jeszcze popełniam błędów i niedoskonałości.

Stąd także wypływa posłuszeństwo temu, kto mię spowiada (4), jakkolwiek niedoskonałe; wszakże, co rozumiem, że ode (s.11) mnie żąda albo mi zaleca, tego spełnić nie zaniedbam; i gdybym zaniedbała, uważałabym to za wielki błąd.

Pragnę także ubóstwa, choć nie bez niedoskonałości; ale choćbym miała skarby wielkie, nie chciałabym, zdaje mi się, pobierać z nich dochodów, ani trzymać pieniędzy ukrytych do własnego użytku. Zupełnie o to nie dbam, i niczego nie pragnę nad ścisłą potrzebę. Z tym wszystkim czuję to, że wiele mi jeszcze nie dostaje do doskonałości w tej cnocie; bo jakkolwiek niczego nie pragnę posiadać dla siebie, pragnęłabym przecie mieć z czego dawać drugim. Dochodów tylko mieć nie chcę, ani żadnej rzeczy na własność.

10. Z każdego prawie widzenia, jakie miałam, odniosłam pożytek i postęp ku lepszemu. Jeśliby to miało być oszukanie diabelskie, zdaję się w tym na moich spowiedników.

11. Ile razy nasunie mi się co pięknego albo okazałego: wody, błonia, kwiaty, zapachy, muzyka itp., nie chciałabym widzieć tego ani słyszeć — tak dalece nie dorównywa to tym pięknościom, które zwykłam oglądać. Zatem i wszelka ochota do nich mię odchodzi. I do takiej doszłam obojętności względem tych rzeczy, że z wyjątkiem chyba pierwszego, mimowolnego poruszenia, żadnego one na mnie wrażenia nie robią. Wszystko to w oczach moich zda się bardzo niskie.

12. Gdy wypada mi z konieczności przestawać i rozmawiać z ludźmi światowymi, chociażby o rzeczach życia wewnętrznego, chociażby dla rozrywki, jeśli rozmowa się przeciąga nad konieczną potrzebę, tak wielką mi to przykrość sprawia, że muszę się gwałtem opanowywać. Wesołe zabawy i inne rozrywki światowe, które dawniej lubiłam, dziś mi są wstrętne i patrzeć na nie nie mogę.

13. Pragnienia miłowania Boga i oglądania Go, które, jak mówiłam, miewam, nie powstają za pomocą pobożnych rozważań, jakim oddawałam się dawniej, kiedy mi się zdawało, że jestem bardzo pobożna, i moc łez wylewałam. I taki w nich płonie zapał i żar nadmierny, że gdyby Bóg, jak już mówiłam, nie zaradził, zsyłając zachwycenie, przez co dusza, jak mniemam,(s.12) ucisza się i znajduje zaspokojenie, rychło by, sądzę, od tej nawały życie ustało.

14. Gdy spotkam duszę wyżej stojącą w doskonałości, mocną w takich, jak mówiłam, postanowieniach, oderwaną od rzeczy ziemskich, odważną i mężną, bardzo mię ona pociąga, pragnęłabym z nią przestawać, pewna, że znajdę u niej pomoc i korzyść duchową. Przeciwnie, gdy widzę dusze bojaźliwe, ostrożnie słaniające się po takich tylko rzeczach, które ziemski rozsądek uznaje za możliwe, sprawiają mi przykre uczucie i mimo woli zwracam się od nich do Boga i do świętych, którzy właśnie takie rzeczy czynili, które dziś wydają się nam straszne i niepotrzebne. Nie, iżbym sama poczytywała siebie za zdolną do czego, ale mam to przekonanie, że tych, którzy dla miłości Boga zdobywają się na wielkie rzeczy, Bóg łaską swoją wspomaga i nigdy nie zawiedzie tego, kto w Nim samym ufność swą położy. Toteż chciałabym znaleźć jak najwięcej takich, których bym mogła przekonać, iżby się nie troszczyli o to, co będą jeść i czym się przyodziewać, ale wszystką troskę swoją zdali na Boga. Nie znaczy to, bym w taki sposób zdawała na Boga troskę o rzeczy potrzebne i żebym sama o nie się nie starała. Owszem, staram się o nie, ale bez tej gorączkowości, która by mi zakłócała swobodę wewnętrzną. I od czasu, jak mi Pan użyczył tej swobody, dobrze mi jest z tym i staram się ile mogę zapomnieć o sobie. Nie ma jeszcze roku, zdaje mi się, jak mi Pan dał tę łaskę.

15. Do próżnej chwały, o ile znam siebie i rozumiem, nie mam dzięki Bogu żadnego powodu. Jasno bowiem widzę, że w tych rzeczach, które mam od Boga, nie ma nic mojego. Owszem, Bóg daje mi żywe uczucie mojej nędzy tak, że z wszelkim, na jakie bym się zdobyć mogła, zastanawianiem się i rozmyślaniem, nie zdołałabym dojrzeć tylu prawd, ile ich w jednej chwili poznaję.

16. Gdy mówię o tych rzeczach, jak to musiałam uczynić kilka dni temu, zdaje mi się, że mówię o kim innym. Przedtem nieraz jakbym się wstydziła, że te rzeczy, które dzieją się we mnie, doszły do wiadomości innych. Teraz jednak rozumiem, (s.13 ) że przez nie w niczym nie jestem lepsza, że owszem, jestem gorsza, tak wielkie łaski biorąc, a tak mały z nich czyniąc pożytek. Szczerze mówię, że nie było, w moim przekonaniu, i nie ma na całym świecie istoty gorszej pod każdym względem ode mnie. Jestem przekonana, że cnoty drugich daleko większą mają zasługę. Ja bowiem nic nie robię, tylko biorę łaski i to, co mnie Bóg raczy dawać tutaj, to snadź dla drugich chowa na przyszłość, za czym błagam Go, by nie dopuszczał tego, bym nagrodę moją otrzymała w tym życiu i snadź dlatego Bóg prowadzi mię tą drogą słodkości i łask nadprzyrodzonych, że niedołężna i grzeszna nie zniosłabym innej.

17. Na modlitwie i w każdym niemal, na jakie się zdobędę, choć krótkim rozmyślaniu, nie potrafię, choćbym się starała, pragnąć ulg i pociech i Boga o nie prosić. Widzę bowiem, że Jego życie całe było jednym cierpieniem i męką; więc i dla siebie proszę Go, aby mi dawał cierpienia i łaskę mężnego ich znoszenia.

18. Wszystkie tego rodzaju rzeczy i łaski bardzo wysokiej doskonałości wrażają mi się do duszy, o ile rozumiem, na modlitwie wewnętrznej tak, iż sama sobie się dziwię i zdumiewam, iż widzę tyle prawd tak wysokich, a tak jasnych, że wobec nich rzeczy tego świata wydają mi się czczą marą i głupstwem. I trudno mi zrozumieć samą siebie, gdy wspomnę, jak dawniej zachowywałam się względem tych rzeczy. Dziś bowiem martwienie się śmiercią lub utrapieniami tego świata i zbytnie poddawanie się bólowi, albo przywiązaniu do krewnych, do przyjaciół itp. — wydaje mi się niedorzecznością. Dlatego, jak mówię, trudno mi zrozumieć samą siebie, gdy zważę, jaką dawniej byłam i jakimi uczuciami się powodowałam.

19. Gdy widzę w kim jakie rzeczy, które widocznie zdają się być grzechem, nie mogę jednak zdobyć się na stanowcze przypuszczenie, by istotnie obraził Boga, i choćbym się kiedy nieco zastanowiła nad tym — co czynię rzadko albo nigdy — nigdy się na taki sąd nie zdobyłam, jakkolwiek grzech widziałam jasno. Zawsze mi się zdawało, że jak sama pragnę i staram się wiernie służyć Bogu, tak tego pragną i o to się starają (s.14) wszyscy. Dał mi Bóg tę wielką łaskę, że nad rzeczą złą, jeśli mi się potem przypomni, nigdy się nie zatrzymuję myślą, a gdy się przypomni, zawsze patrzę na to, co w takiej osobie jest dobrego. Tym sposobem takie rzeczy nigdy mi nie sprawiają udręczenia, ale za to często mię dręczy widok występków powszechnych, mianowicie herezji. I ile razy na nie wspomnę, zawsze mi się zdaje, że to jest istotne nieszczęście, nad którym słusznie boleć należy. Boleję również, gdy widzę duszę, która już oddawała się modlitwie wewnętrznej, a cofnęła się wstecz, taka niewierność martwi mię, ale nie bardzo, bo staram się o tym nie myśleć.

20. Pod względem próżnych ciekawostek, w których dawniej miałam upodobanie, widzę w sobie poprawę, ale niezupełną. Nie zawsze widzę siebie w tym względzie umartwioną, chociaż niekiedy bywa i tak.

21. Wszystko to, co tu mówię, jest to zwykły mój stan i o ile rozumiem siebie, to zwykle dzieje się w duszy mojej, przy ciągłej prawie pamięci na obecność Boga. I choć rozmawiam o innych rzeczach, nie czyni mi to roztargnienia, chyba że — jak mówiłam — sama chcę; i to nie zawsze, tylko wówczas, gdy rozmawiam o rzeczach ważnych, a i to, dzięki Bogu, chwilami tylko myśl mi odrywa i nie zajmuje mnie ciągle.

22. Przychodzą na mnie chwile — choć nieczęsto, a trwa to jakie trzy, cztery do pięciu dni — że wszystkie te rzeczy dobre, zapały i widzenia, jakby mię opuszczają i tracę o nich pamięć tak, że nawet, gdy chcę coś przypomnieć, nie widzę, co kiedyś było we mnie dobrego. Wszystko to wydaje mi się jakby sen, albo przynajmniej nic sobie wyraźnego przypomnieć nie mogę. Przy tym i cierpienia fizyczne męki mi zadają. Wszystko mi się miesza w głowie, na żadną myśl o Bogu zdobyć się nie mogę, ani nie wiem, po co żyję. Choć czytam, nic nie rozumiem; wydaje mi się, że jestem pełna grzechów, bez żadnej chęci i odwagi do cnoty. Wielkie męstwo, jakie zwykle czuję w sobie, tak gdzieś zanika, że najmniejszej pokusy czy szemrania ze strony świata nie zdołałabym, zdaje mi się, znieść i zwyciężyć. Przychodzą mi wtedy myśli takie, że jestem do (s.15) niczego; czemu więc wdaję się w rzeczy wyższe nad miarę pospolitą? Ogarnia mię smutek, zdaje mi się, że oszukuję wszystkich, którzy mają o mnie dobre mniemanie. Chciałabym wówczas ukryć się gdzieś tak głęboko, by nikt mnie nie widział i pragnę samotności, nie dla wyższego postępu w cnocie, jeno przez małoduszność. Gotowa bym, zdaje mi się, sprzeczać się z każdym, kto mi się sprzeciwi. W ciągłej walce wewnętrznej, Bóg daje mi jednak tę łaskę, że Go nie obrażam więcej niż zwykle, ani Go proszę, by mię z tego udręczenia wybawił, ale proszę Go, jeśli taka jest wola Jego, by ono trwało zawsze, by mię tylko podtrzymywał ręką swoją, abym Go nie obraziła. Z całego też serca zgadzam się z wolą Jego, a w tym, że nie zawsze mię w takim stanie trzyma, widzę szczególną nade mną Jego łaskę.

23. Co mię zdumiewa w tym stanie to to, że od jednego słowa, jakie posłyszę w duszy, od jednego widzenia, od jednej chwili zebrania wewnętrznego, choćby nie trwało dłużej nad jedno Zdrowaś Maryjo, jak również za przyjęciem Komunii świętej — zupełnie mi i w duszy i na ciele wraca uspokojenie, i zdrowie, i zupełna jasność w umyśle, i cała moc, i gorącość ducha, jaką mam w zwyczajnym czasie. Mam już w tym względzie nabyte doświadczenie, bo wiele razy tak bywa. Co do Komunii św. już więcej niż od pół roku czuję po każdej wyraźnie i jasno uzdrowienie na ciele. Podobnie bywa nieraz i z zachwyceniem. Wtedy to przez trzy godziny i więcej, czasem nawet i cały dzień znacznego doznaję polepszenia. Nie sądzę, by to było przywidzenie, bo miałam sposobność sprawdzić co mówię i pilną na to zwracałam uwagę. Stąd też, gdy jestem w stanie tego skupienia wewnętrznego, żadnej się choroby nie boję. Winnam tu jeszcze dodać, że na zwyczajnym rozmyślaniu, jakiemu się przedtem oddawałam, polepszenia tego nie czuję.

24. Z tego wszystkiego, co dotąd powiedziałam, jestem przekonana, że są to rzeczy od Boga. Znając bowiem siebie, jaką byłam i jako szłam drogą wiodącą na zatracenie, do którego w prędkim czasie byłabym doszła — nie mogłam się (s.16) opanować ze zdumienia, gdy w duszy mojej ujrzałam takie rzeczy i wszystkie te cnoty. Nie poznawałam samej siebie, widocznie była to rzecz darowana, nie własną pracą nabyta. Z całą jasnością to widzę i wiem, że się nie mylę, iż Bóg użył tych rzeczy za środek, nie tylko do pociągnięcia mnie do swojej służby, ale i do wyrwania mnie z piekła, jak o tym wiedzą spowiednicy moi, ci zwłaszcza, przed którymi odbyłam spowiedź z całego życia.

25. Stąd też, gdy spotkam kogo, kto słyszał coś o mnie, chciałabym opowiedzieć mu przeszłe moje życie. Wszystką cześć bowiem i sławę moją na tym opieram, aby Pan był pochwalony i nie dbam o nic więcej. On wie dobrze, chyba, że zupełnie ślepa jestem, że ani honor, ani życie, ani chwała, ani żadne dobro ciała czy duszy nie ma dla mnie powabu, że nie chcę ani nie pragnę własnego pożytku, jeno Jego chwały. Nie mogę temu dać wiary, by diabeł tyle powynajdywał sposobów na pozyskanie mojej duszy, na to tylko, aby ją po tym wszystkim stracił; nie mam go za tak głupiego. Ani temu uwierzyć nie mogę, by Bóg, chociażbym sama za grzechy moje zasłużyła na takie oszukanie, nie wysłuchał tylu modlitw, jakie tyle dusz cnotliwych od dwóch lat za mną zanosi — bo ustawicznie proszę wszystkich o modlitwy — aby Pan dał mi poznać, czy jest w tym Jego chwała; jeśli nie, by mnie inną drogą prowadził. Nie wierzę, by Pan, w boskiej łaskawości swojej, dopuścił ciągłego wzmagania się we mnie tych rzeczy, gdyby nie były Jego sprawą.

26. Te uwagi i te modlitwy tylu świętych, dodają mi otuchy, gdy przychodzą mi obawy, że może to wszystko nie jest od Boga, kiedy ja taka jestem grzeszna. Ale, gdy jestem na modlitwie i w dni takie, kiedy mam pokój wewnętrzny i myśl utkwioną w Bogu, choćby się razem zebrali wszyscy uczeni i święci i wszelkimi, jakie by wymyślić zdołali, strachami mię dręczyli i choćbym chciała im uwierzyć — nie dokazaliby tego, bym uwierzyła, że to sprawa diabelska, bo uwierzyć w to nie mogę. I kiedy oni chcieli mię znaglić do tego, bym uwierzyła, strach mię ogarniał, i bacząc na powagę tych, którzy mi to (s.17) oznajmiali, mówiłam sobie, że tacy ludzie chyba mówią prawdę, i że ja, taka nędzna i grzeszna, snadź muszę być w błędzie. Ale za pierwszym słowem tej mowy, którą słyszę w sobie, za pierwszą chwilą skupienia wewnętrznego czy widzenia, wniwecz spełzały wszystkie ich dowodzenia. Uwierzyć im w żaden sposób nie mogłam i znowu utwierdzałam się w przekonaniu moim, że to sprawy Boże.

27. Przyznaję jednak, że nieraz i zły duch może się wtrącać w te rzeczy — że tak jest, sama to widziałam i mówiłam — ale skutki są inne; i kto tego doświadczył na sobie, tego, sądzę, diabeł nie oszuka. Z tym wszystkim jednak świadczę się, że jakkolwiek wierzę, że te rzeczy niezawodnie są od Boga, nigdy przecie nie uczyniłabym niczego bez zgody tego, który ma pieczę o mnie i bez upewnienia się z jego strony, że w tym, co chcę uczynić, jest większa chwała Boga. Nigdy też niczego więcej nie miałam na myśli, jeno bym była posłuszną i nie ukrywała niczego, bo tego mi potrzeba.

28. Bywam bardzo często karcona za moje uchybienia, w sposób dominujący aż do wnętrzności; słyszę również często rady i przestrogi, ile razy w tym, co czynię, jest albo może być jakie niebezpieczeństwo. Przestrogi przyniosły mi wielki pożytek, przywodząc mi często na pamięć dawne moje grzechy, co mię mocno pobudza do żalu i skruchy.

29. Bardzo szeroko się rozpisałam, ale tak mówiłam jak jest. Choć i to rzecz pewna, że temu dobru, jakie widzę w sobie, wychodząc z modlitwy, źle odpowiadam, bo widzę w sobie wiele niedoskonałości, mało postępu, a wielką nędzę. Może też te rzeczy, które mi się zdają dobre, źle rozumiem i oszukuję siebie. Różnica wszakże zaszła w moim życiu jest wielka i to mi daje do myślenia, że to, co tu powiedziałam, wydaje mi się być prawdą i tego istotnie w sobie doznałam.

Te są rzeczy wzniosłe i doskonałe, które czuję, że Pan zdziałał we mnie, tak niedoskonałej i nędznej. Zdaję to wszystko na sąd waszej miłości, bo znasz całą duszę moją. (s.18 )

 

2 (5)

Pałac Luisy de la Cerda, 1562.

 

1. Przeszło rok temu, zdaje mi się, napisałam to, co się tu zawiera. Przez cały ten czas Bóg dopomagał mi, że nie stałam się gorsza; owszem, w tym, co powiem, widzę znaczne polepszenie. Niech będzie pochwalony za wszystko.

2. Widzenia i objawienia nie ustały, ale są o wiele wyższe. Nauczył mię Pan pewnego sposobu modlitwy, w którym znajduję skuteczną pomoc do szybszego postępu, większe oderwanie się od rzeczy tego życia, większą odwagę i swobodę ducha. Zachwycenia spotęgowały się; przychodzą one nieraz jawnie, gdy jestem w towarzystwie, nagle i z taką niepowstrzymaną siłą, że nie zdołam ich zewnętrznie opanować, skutkiem czego obecni to widzą. I nie ma sposobu ich ukrywać — chyba, że uda mi się złożyć je na moją chorobę sercową — aby patrzący sądzili, że to zwykłe omdlenie; choć staram się ze wszystkich sił oprzeć się z początku, często jednak nie mogę.

3. Co się tyczy ubóstwa, Bóg użyczył mi wielkiej łaski tak, iż chciałabym i rzeczy potrzebnych do życia nie mieć, jeno z jałmużny; owszem, chciałabym żyć w takim ostatecznym niedostatku, iżby każdy kawałek chleba, który jem, zależał od cudzej łaski. Żyjąc w domu, w którym mam pewność, że nie zabraknie mi pożywienia i okrycia, nie tak doskonale, zdaje mi się, spełniam ślub ubóstwa i radę Chrystusową, jak gdy się znajdę w takim domu, który nie będzie miał dochodów, gdzie zatem i rzeczy potrzebnych nieraz może zabraknąć. Dobra zaś, których się prawdziwym ubóstwem nabywa, są tak wielkie, iż nie chciałabym ich utracić. Tak wielką nieraz czuję w sobie wiarę, że Bóg nie może zrobić zawodu temu, kto Mu służy, i że nie ma i nie będzie nigdy przykładu, by słowo Jego zawiodło, (s.19) że nie potrafię zmienić mojego w tym względzie postanowienia, ani dopuścić do siebie żadnej o to obawy. Za czym i wielką przykrość odczuwam, gdy mi radzą, bym zapewniła sobie dochody i od tych doradców odwołuję się do Boga (6).

4. Daleko większą niż dawniej, mam teraz, zdaje mi się, litość dla ubogich, bardzo nad nimi boleję i pragnę mocno zaradzić ich nędzy, tak iż gdybym mogła, oddałabym im wszystką moją odzież. Żadnego do nich wstrętu nie czuję, choć przestaję z nimi i rękoma ich dotykam; jasno w tym widzę nowy dar od Boga, bo dawniej, choć dla miłości Jego dawałam jałmużnę, ale tego przyrodzonego uczucia litości nie miałam. Bardzo wyraźną w tym względzie czuję w sobie poprawę.

5. Podobnie i w znoszeniu krzywdzących sądów i szemrań — a bywa ich wiele i z wielką ujmą dla mnie — widzę znaczny w sobie postęp. Takie, zdaje mi się, robią one na mnie wrażenie, jak gdybym była niepojętna i nic nie rozumiała i prawie zawsze uznaję, że obmawiający mnie mają słuszność. Ale tak mało mię to obchodzi, że nie widzę nawet, co bym tu mogła ofiarować Bogu, wiedząc z doświadczenia, jak wielką korzyść dusza moja z tego odnosi. Uważam więc takich raczej za dobroczyńców moich. Wszelka uraza do nich znika we mnie bez śladu, jak tylko uklęknę na modlitwę. W pierwszej chwili, gdy takie rzeczy słyszę, trochę mi to sprawia przykrość, ale bez niepokoju, ni wzburzenia. Gdy zaś widzę, jak nieraz to bywa, że ktoś mnie żałuje, wtedy szczerze mówiąc, w duchu się śmieję, bo wszystkie przykrości tego życia tak małej są wagi, że nie ma czego się martwić. Wszystko to przedstawia mi się jakby sen, po którym, za przebudzeniem, nic nie pozostanie.

6. Daje mi Bóg żywsze pożądanie, silniejszy pociąg do samotności, o wiele większe — jak mówiłam — oderwanie się od wszystkiego, za sprawą tych widzeń, w których poznałam to, co jest wszystkim. Chociażbym opuściła wszystkich przyjaciół i przyjaciółki i powinowatych, nie odczuwam braku, bo (s.20) wszystko to tylko cząsteczki; owszem, pokrewieństwa wszelkie mocno mię nużą. Bylebym o jedną odrobinkę lepiej mogła służyć Bogu, gotowam opuścić ich wszystkich z wszelką swobodą ducha i z przyjemnością. Tak będąc usposobiona, znajduję pokój we wszystkim.

7. Niektóre rzeczy, które zostały mi objawione na modlitwie sposobem rady albo przestrogi, okazały się w skutkach zupełnie prawdziwe. Tak więc, ze strony Boga — i z coraz większej hojności łask Jego — odczuwam w sobie wielki postęp ku lepszemu. Z mojej strony jednak widzę siebie w Jego służbie daleko gorszą, bo daleko więcej otrzymywałam pociech, które mi Pan dawał, chociaż często daje mi i wielkie cierpienia. Pokuty czynię bardzo mało; czci, choć często wbrew woli mojej, doznaję wiele. Słowem, widzę, że żyję w rozkoszach, a nie w pokucie (7). Niechaj Bóg według swej woli temu zaradzi.

 

3 (8)

 

Klasztor Św. Józefa w Awili, 1563.

l. Dziewięć miesięcy, mniej lub więcej, upłynęło od czasu, jak napisałam to, co wyżej. Od tego czasu aż dotąd nie cofnęłam się do tych łask, które mi Pan uczynił; zdaje mi się, owszem, że nowych dostąpiłam, mianowicie łaski swobody ducha o wiele większej, niż przedtem miałam. Dawniej bowiem zdawało mi się, że nie mogę się obyć bez drugich i wielką ufność pokładałam w pomocy od świata. Teraz zrozumiałam jasno, że wszystko to jest jak łodygi suchej trzciny, na których nie można się oprzeć bezpiecznie, bo łamią się, gdy je przygniecie brzemię przeciwieństwa lub sądów nieprzychylnych. (s.21) I tak z własnego doświadczenia przekonałam się, że jeden tylko jest prawdziwy sposób uchronienia się upadku, to jest, oprzeć się na krzyżu i ufać w Tym, który dał się do niego przybić. On sam tylko, przekonałam się, jest przyjacielem prawdziwym i na Nim polegając, czuję w sobie moc i pewność taką, iż zdołałabym czoło stawić całemu światu, przeciwko mnie powstającemu, byleby On mnie nie opuścił.

2. Przedtem lubiłam bardzo i pragnęłam życzliwości u ludzi. Odtąd zrozumiałam tę prawdę tak jasną, nic już o to nie dbam, owszem, rzec mogę, przyjaźń ludzka poniekąd mi ciąży, z wyjątkiem tych, przed którymi otwieram duszę moją, albo tych, którym mam nadzieję być pomocną do postępu w cnocie. Tamtych życzliwości pragnę, aby mię znosili, tych drugich dlatego, aby mając dla mnie przychylność, łatwiej uwierzyli temu, co im mówię o marności wszystkich rzeczy ziemskich.

3. W niemałych utrapieniach, prześladowaniach i przeciwieństwach, jakie miałam do zniesienia w ciągu tych miesięcy (9) Bóg mi dodawał wielkiej odwagi, tym większej, im większa na mnie uderzała burza, tak iż zgoła mi się nie przykrzyło cierpieć. I dla tych, którzy źle o mnie mówili, nie tylko nie czułam urazy, ale owszem, więcej jeszcze za to ich kochałam. Nie wiem jak się to stało, ala był to widocznie szczególny dar z ręki Pańskiej.

4. Z usposobienia mego, gdy czego pragnę, zwykłam pragnąć gwałtownie; teraz wszystkie pragnienia moje tak są spokojne, że gdy które się spełni, nie czuję nawet, bym się z tego cieszyła. Wszelkie przykrości czy przyjemności z wyjątkiem rzeczy tyczących się modlitwy, tak mi są obojętne, jak gdybym była bez czucia i w takim stanie pozostaję całymi dniami.

5. Zapały, które nieraz na mnie przychodzą i pobudzają mnie do zadawania sobie pokuty, są silne nad wyraz. I chociaż wtedy czynię jaką pokutę, tak mało, przy tym gorącym (s.22) pragnieniu, ją czuję, że nieraz — a raczej zawsze — wydaje mi się raczej jakby szczególną rozkoszą. Tylko że będąc bardzo schorzałą, mało mogę zadawać sobie umartwień.

6. Konieczność jedzenia jest dla mnie często wielkim, obecnie nawet wprost nieznośnym cierpieniem, zwłaszcza gdy jestem na modlitwie. Snadź musi ono być wielkie, kiedy mię przywodzi do gorzkiego płaczu i jakby mimowolnie wybucham głośnym narzekaniem, co skądinąd wcale nie jest moim obyczajem. Chociaż wielkie w życiu moim wycierpiałam utrapienia, nie pamiętam, bym kiedy pozwoliła sobie na słowo skargi, pod tym względem nic nie ma we mnie kobiecego i serce mam mężne.

7. Bardzo pragnę, goręcej niż kiedykolwiek przedtem, by znalazło się jak najwięcej dusz, zwłaszcza między uczonymi, które by z zupełnym oderwaniem się od świata Bogu służyły i do niczego z tych rzeczy ziemskich się nie przywiązywały — wiem, że wszystko to marność. Widzę i czuję wielkie potrzeby Kościoła i tak mi one ciążą na sercu, że dzieciństwem mi się wydaje, martwić się i trapić o co innego. Nie przestaję też polecać takich dusz Bogu, bo widzę to jasno, że jeden mąż doskonały i prawdziwą miłością Boga kochający, więcej może przynieść pożytku niż wielu oziębłych.

8. W rzeczach wiary o wiele większe, zdaje mi się, czuję w sobie umocnienie. Czuję, że mogłabym sama jedna stawić czoło wszystkim luteranom i wytknąć im na oczy ich błędy. Bardzo mię boli zguba tylu dusz. Wielu widzę na lepszą drogę nawróconych i nie mogę nie uznać, że spodobało się Bogu nawrócić ich przeze mnie. Widzę także i czuję, że z Jego łaski i dobroci, moja dusza z każdym dniem rośnie coraz wyżej w Jego miłości.

9. Chociażbym rozmyślnie chciała unosić się próżną chwałą, sądzę, że nie potrafiłabym i nie rozumiem, jakim sposobem mogłaby powstać we mnie myśl, by którakolwiek z tych cnót była własnym moim nabytkiem. Do niedawna bowiem przez długie lata widziałam siebie bez żadnej cnoty i dziś jeszcze z mojej strony nic nie czynię innego, jeno biorę (s.23) łaski, a nie służę wiernie i jestem najniepożyteczniejszym stworzeniem na świecie. Szczerze mówiąc, nieraz zastanawiam się nad tym, jak wszyscy wkoło mnie postępują w dobrym, tylko ja jedna sama z siebie zawsze jestem do niczego. Nie jest to, upewniam, żadna pokora, tylko sama prawda. Kiedy też widzę siebie taką niepożyteczną i żadnego postępu nie czyniącą, nieraz przychodzi mi myśl i obawa, czy nie ulegam jakiemu oszukaniu.

Tylko, że widzę także jasno, że te korzyści duchowe jedyne swe źródło mają w tych objawieniach i zachwyceniach — w których nic nie ma ze mnie; nie przyczyniam się też więcej do ich otrzymania, co głuchy pień i to mię ubezpiecza, i uspokaja. — Oddaję się w ręce Boga i polegam na moich pragnieniach, bo wiem pewno, że nic innego nie mają na celu, jeno umrzeć dla Niego, pracować i cierpieć dla Niego bez wytchnienia, cokolwiek by przyjść miało.

10. Bywają dni, że ustawicznie przychodzą mi na myśl słowa św. Pawła (10) — choć bez wątpienia we mnie tak nie jest. — Zdaje mi się, że nie ja żyję, nie ja mówię, nie ja chcę, ale żyje we mnie Ten, który mną rządzi i daje siłę. I chodzę jakbym wyszła z siebie i samo życie niewypowiedzianym jest dla mnie cierpieniem. Nie ma też większego dowodu mojej gotowości na wszelką służbę Jego, nad to, że tyle cierpiąc nad tym życiem, które mnie rozdziela od Niego, pragnę jednak żyć dla Jego miłości. Chciałabym tylko, by to życie było pełne ciężkich utrapień i prześladowań; i kiedy już niezdolna jestem do pomnażania się w doskonałości, niechże przynajmniej będę zdolna do cierpienia. Wszelkie też cierpienia, jakie są na świecie, chętnie bym zniosła za jeden najmniejszy stopień zasługi, to jest, doskonalszego spełniania Jego woli.

11. Z wszystkiego, cokolwiek słyszałam na modlitwie, chociażby dwa lata naprzód, nie ma ani jednego punktu, który by się rzeczywiście nie spełnił. A tak są wielkie te rzeczy, które widzę i słyszę o wielmożnościach Boga, o dziwnych sposobach, (s.24) jakimi wszystko rozrządza i do skutku doprowadza, że ile razy zacznę się nad tym zastanawiać, prawie zawsze ustaje mi rozum, jak człowiekowi, który patrzy na rzeczy o wiele przewyższające pojęcie jego, i wpadam w stan głębokiego skupienia.

12. Niech tylko Bóg mię strzeże od Jego obrazy! Nieraz bowiem przerażenie mię ogarnia, gdy wspomnę, jako wielkie On o mnie ma staranie, a ja z mojej strony prawie w niczym się do tego nie przyczyniam, bo nim te łaski otrzymałam, byłam przepaścią grzechów i złości i zdawało mi się, że nie jest w mojej mocy od nich się powstrzymać. I dlatego chciałabym, aby wszyscy wiedzieli o tych moich złościach, by lepiej stąd poznali, jak wielka jest moc Boga. Niech będzie pochwalony na wieki wieczne, amen.

 

I H S

13. Pierwsza część sprawozdania niniejszego nie jest pisana moją ręką, jak druga, ale ją ustnie opowiadałam spowiednikowi (11), a on, nic nie opuszczając i nic nie dodając, swoją ręką ją spisał. Był to mąż wysoce duchowy i uczony teolog — jemu wyznawałam wszystkie sprawy mej duszy — a on naradzał się w tych sprawach z innymi uczonymi, między którymi był i Ojciec Mancio (12). Niczego w wewnętrznych przejściach moich nie znaleźli, co by się nie zgadzało całkowicie z Pismem świętym. Odtąd już jestem spokojna, lubo rozumiem dobrze, że dopóki Bóg mię prowadzi tą drogą, nie wolno mi koniecznie w niczym ufać samej sobie, za czym też zawsze wyznaję wszystko, choć mię to dużo kosztuje.

Proszę waszej miłości, żeby wszystko to pozostało pod sekretem spowiedzi, jak o to usilnie prosiłam. (s.25)

 

4 (13)

 

Sewilla, na przełomie 1575 i 1576.

IHS

1. Zakonnica, która to pisze, przyjęła habit lat temu czterdzieści. Od pierwszego roku swego powołania poczęła rozmyślać o Męce Chrystusa Pana, rozważając po kolei jej tajemnice po kilka razy dziennie i zastanawiając się przy tym nad swymi grzechami. O rzeczach, które by wychodziły nad zwykły porządek przyrodzony, nigdy nie myślała, zapatrywała się tylko na stworzenia, albo na takie rzeczy, które jej przypominały, jak prędko wszystko się kończy. W takim stanie przeżyła około dwudziestu i dwóch lat, wielkie wciąż cierpiąc oschłości. A nigdy jej ani w myśli nie powstało, pragnąć czego więcej, bo za taką poczytywała siebie, że i pomyśleć o Bogu nie była warta.

2. Będzie temu jakoby osiemnaście lat (na dwa albo trzy lata) przed podjęciem sprawy pierwszego klasztoru Karmelitanek Bosych, który założyła w Awili, jak zaczęło się jej zdawać, że słyszy nieraz kogoś wewnętrznie do niej mówiącego i że widzi pewne widzenia i objawienia. Oczyma ciała nigdy nic nie widziała, obrazy zaś, jakie jej się w tych widzeniach wewnętrznych przedstawiały, po największej części przemijały szybko jak błyskawica. Tak jednak głębokie i trwałe pozostawiały po sobie wrażenie i większe sprawiały w niej skutki, jak gdyby je oglądała oczyma cielesnymi.

3. Była też tak nadmiernie lękliwego usposobienia, że nieraz i w biały dzień bała się zostawać sama. Nie mogąc zaś, jakkolwiek o to się starała, zapobiec tym widzeniom i od nich się uchylić, bardzo tym się dręczyła, z obawy czy nie ma w tym jakiej zdrady diabelskiej. Poczęła tedy szukać na to rady i (s.26) pomocy u mężów duchownych z Towarzystwa Jezusowego, między innymi byli to: O. Araoz, który będąc Komisarzem Towarzystwa, bawił jakiś czas w tych stronach (14), O. Franciszek — były książę Gandii (15), z którym rozmawiała dwa razy; Gil Gonzalez, prowincjał — obecnie powołany do Rzymu na asystenta; także obecny prowincjał Kastylii, choć z tym mniej miała styczności (16); Baltasar Alvarez, obecnie Rektor w Salamance, który w tym czasie całe sześć lat ją spowiadał; obecny Rektor w Cuenca, nazwiskiem Salazar; Rektor w Segowii, Santander; Rektor w Burgos, nazwiskiem Ripalda, który dowiedziawszy się o tych rzeczach zrazu źle był o niej uprzedzony, dopóki jej potem sam nie wysłuchał; doktor Pablo Hernandez w Toledo, konsultor Inkwizycji; były Rektor w Awili, nazwiskiem Ordońez. I inni jeszcze, którzy jej się zdawali świadomi rzeczy duchowych, a do których się udawała, ponieważ znajdowali się w miejscach, w których przebywała chwilowo dla nowych fundacji.

4. Z Ojcem Piotrem z Alkantary dużo rozmawiała, i on to głównie przyczynił się do tego, że w końcu uznano, iż działa w niej duch dobry.

5. Przez sześć lat przeszło wystawiano ją na ciężkie próby, a ona łzami się zalewała i głęboko była strapiona. Im więcej jednak mnożyło się prób, tym częstsze miewała zawieszenia i zachwycenia na modlitwie i nawet poza nią. Wiele modlitw zanoszono do Boga, wiele Mszy świętych ofiarowano, aby Pan raczył ją na inną drogę wprowadzić, bo niezmiernie wielka bojaźń ją udręczała w chwilach, kiedy nie była na modlitwie. We wszystkim, co się odnosi do powyższego postępu duszy, wielka się w niej okazywała odmiana na lepsze, a przy tym ani śladu próżnej chluby, ani nawet pokusy do unoszenia się próżnością lub pychą. Owszem, raczej wstydziła się tych rzeczy i rumieniła się na myśl, że ludzie o nich wiedzą. Z nikim też o tych rzeczach nie mówiła; a i przed spowiednikiem ciężej (s.27) jej było te przejścia swoje wyznawać, niż gdyby to były grzechy, bo zawsze jej się zdawało, że ją wyśmiewać będą i że poczytają to wszystko za czcze mrzonki kobiece.

6. Będzie temu może lat trzydzieści, jak przybył do miasta tego Salamanki, który był Inkwizytorem, zdaje mi się w Toledo (17). Ona postarała się o posłuchanie u niego, dla większego swego uspokojenia. Zdała mu sprawę o wszystkim. On, wysłuchawszy jej, oznajmił, że nie jest to sprawa, która by należała do jego urzędu inkwizytorskiego, skoro wszystko to, co ona widzi i słyszy, utwierdza ją coraz bardziej w wierze katolickiej, w której zawsze trwała niewzruszona, żywiąc przy tym najgorętsze pragnienia chwały Bożej i dobra dusz, dla których i dla każdej z osobna, tysiąc razy dałaby swe życie. Widząc ją tak znękaną, poradził jej, by się udała do Magistra w Awili, męża w rzeczach modlitwy wewnętrznej bardzo doświadczonego; by jemu opisała wszystko, a co on jej odpowie, na tym będzie mogła spokojnie polegać. Usłuchała tej rady i spisała grzechy i całe swoje życie. Odpowiedź była bardzo pocieszająca i uspokajająca. Sprawozdanie to tak było napisane, że wszyscy teologowie — spowiednicy jej — którzy je czytali, znaleźli w nim wiele pożytecznych uwag o rzeczach duchowych. Skutkiem czego zalecili jej, by je dała przepisać i ułożyła drugą książeczkę (18) z podobnymi radami i przestrogami dla swoich córek, których była przeoryszą.

7. Z tym wszystkim jednak od czasu do czasu jeszcze się w niej odzywały dawne jej obawy. Nieraz jeszcze przychodziło jej na myśl, że i ludzie wysoko duchowni tak samo mogą się mylić jak ona. Oznajmiła spowiednikowi pragnienia zasięgnięcia zdania najznakomitszych uczonych i teologów, chociażby nie bardzo oddanych modlitwie; bo o to jedno tylko jej chodziło, by się upewniła, czy to, co w niej się dzieje, zgadza się z Pismem świętym. Chwilami znowu pociechę i uspokojenie znajdowała w tym przeświadczeniu, że choć sama dla (s.28 ) grzechów swoich zasłużyła na to, by stała się pastwą zmamień złego ducha, jednak być nie może, by Pan tylu ludziom dobrym i cnotliwym, szczerze pragnącym ukazać jej prawdę, dopuszczał błądzić i utwierdzać ją w błędzie.

8. W tym więc zamiarze gruntowniejszego oświecenia i upewnienia się, poczęła się zwracać do ojców Zakonu św. Dominika, przed którymi już przedtem nieraz się spowiadała. Ci, których się potem radziła, byli następujący: o. Vicente Barrón, naonczas konsultator Inkwizycji, który ją przez półtora roku spowiadał w Toledo. Był to wielki teolog. Uspokoił ją zupełnie, że skoro nie obraża Boga i skoro uznaje siebie grzeszną, nie ma się czego lękać. Radziła się dalej: O. Magistra Dominika Bańeza, konsultatora św. Oficjum, w Valladolid; spowiadał ją przez sześć lat, i zawsze też, ile razy zdarzyła się potrzeba, znosiła się z nim listownie. O. Magistra Chavesa (19). O. Pedra Ibańeza, który był lektorem w Awili i wielkim uczonym. Innego też dominikanina, o. Garcia de Toledo. O Magistra Bartolome de Medina, profesora w Salamance, o którym wiedziała, że z tego, co słyszał o niej, źle był dla niej usposobiony. Wnosiła zatem, że on, tak mało ją ważąc, pewniej niż kto inny nie będzie jej oszczędzał i powie jej, czy jest w błędzie (było to dwa lata temu, albo nieco dawniej). Uprosiła go, by słuchał jej spowiedzi, przez czas jej pobytu tamże. Zdała mu najdokładniejszą sprawę o wszystkim i toż samo, aby lepiej zrozumiał, podała mu na piśmie. Po tym wszystkim, on także, tak samo i więcej niż inni, kazał jej być spokojną i od tego czasu pozostał najlepszym jej przyjacielem. Bawiąc w Valladolid jakiś czas dla założenia nowego klasztoru, spowiadała się u Ojca Felipe de Meneses, który wówczas był Rektorem miejscowego Kolegium Św. Grzegorza, i przedtem już, usłyszawszy o tych rzeczach, przyjeżdżał do Awili dla rozmówienia się z nią, w tym najżyczliwszym zamiarze, że jeśli się przekona, iż ona jest w błędzie, oświeci ją, a w przeciwnym razie będzie jej bronił przeciwko wszelkim szemraniom. Był też z jej stanu (s.29) zupełnie zadowolony. W szczególności też zasięgała rady Prowincjała Zakonu św. Dominika, nazwiskiem Salinas, męża wysoko duchowego, i drugiego teologa, który jest obecnie w Segowii, o. Diego de Yanguas.

9. Spotykała się z innymi, do czego w ciągu tylu lat, zwłaszcza gdy z powodu fundacji tak często zmieniała miejsce, koniecznością, nieraz i strachem, była zmuszoną. Przebyła prób niemało, bo każdy chciał na swój sposób ją oświecić i usilnie w nią wmawiał to, co wmówił w siebie.

10. Zawsze była i jest uległa temu, co uczy św. wiara katolicka, i głównym celem jej modlitwy i modlitwy sióstr w domach przez nią założonych, jest rozszerzenie wiary i wzrost jej Zakonu. Tym, którzy w widzeniach jej upatrywali sprawę ducha złego, odpowiadała, że gdyby które z tych widzeń nakłaniało ją do rzeczy przeciwnych wierze katolickiej i przykazaniom Bożym, nie potrzebowałaby szukać i zasięgać zdania uczonych, ani w dalsze próby się wdawać, ale sama widziałaby od razu, że to sprawa diabelska.

11. Nigdy niczego nie uczyniła, opierając się na tym jedynie, co jej było objawione na modlitwie. Owszem, jeśli kiedy spowiednicy kazali jej uczynić rzecz tym objawieniom przeciwną, natychmiast spełniała ten rozkaz i zawsze im zdawała sprawę z wszystkiego. Nigdy — choćby ją upewniano, że tak jest — nie miała tak stanowczego przekonania i wiary w to, że widzenia jej są od Boga, iżby gotowa była przysiąc na to, chociaż ze skutków i wielkich łask, jakich w niektórych rzeczach stąd doznawała, wniosła, że działa w niej duch dobry. Nad wszystko jednak pragnęła postępu w cnotach; i toż samo zaleca zakonnicom swoim, powtarzając im często, że kto będzie więcej pokorny i umartwiony ten będzie więcej duchowy.

12. Wszystko to, co tu powiedziane i napisane, podała na piśmie O.Magistrowi Dominikowi Bańezowi mieszkającemu w Valladolid, z którym najdłużej się znosiła i dotąd się znosi. O. Bańez przedstawił jej pismo świętemu Oficjum w Madrycie, jak ją o tym uprzedzał. We wszystkim poddaje się wierze (s.30) katolickiej i Kościołowi. Nikt jej tych widzeń nie poczytał za winę, bo są to rzeczy wyższe nad możność człowieka, a rzeczy niepodobnych Pan od nas nie żąda.

13. Że te sprawy wewnętrzne takiego nabrały rozgłosu, poszło to stąd, że ona, będąc w ciągłej obawie, radziła się kogo mogła, a ci znowu powiadali to drugim. Było to dla niej nad wyraz dotkliwym udręczeniem i krzyżem i kosztowało ją wiele łez; nie przez pokorę, ale z tego powodu, że brzydziła się zawsze urojeniami niewieścimi. Wystrzegała się bardzo poddania się pod kierunek takich, o których wiedziała albo domyślała się, że bezwarunkowo uznają wewnętrzne przejścia jej za działanie ducha Bożego, zaraz jej przychodziła obawa, że może ich oboje diabeł w pole wyprowadzić. Ochotnie powierzała duszę swoją takiemu, który okazywał wahanie się i niepewność w tym względzie; choć przy tym jednak przykro jej było, gdy który — dla wypróbowania jej — zupełne dla tych rzeczy okazywał lekceważenie, bo z pewnych względów rzeczy te miały w jej oczach wyraźną cechę pochodzenia od Boga. Dlatego też, jak trudno jej było zupełną dać wiarę tym, którzy je bezwarunkowo uznawali za objawienia Boże, tak również niechętna była, gdy kto, za rozpatrzeniem sprawy, tak stanowczo je odrzucał. Rozumiejąc dobrze, że w tych widzeniach może być złudzenie, zawsze się obawiała możliwego niebezpieczeństwa i nigdy się zupełnie upewnić nie mogła. Starała się według możności w niczym nie obrazić Boga i zawsze we wszystkim być posłuszną. Ufała, że pod tą podwójną obroną, chociażby te rzeczy były sprawą złego ducha, to jednak przy pomocy boskiej będzie od zdrad jego bezpieczna.

14. Od czasu, jak zaczęła otrzymywać te objawy nadprzyrodzone, duch jej zawsze się skłaniał do szukania rzeczy doskonalszych; miała przy tym wielkie, prawie ustawiczne pragnienie cierpienia. W prześladowaniach — których przebyła wiele — znajdowała dla siebie pociechę, szczególną czując w sobie miłość ku tym, którzy ją prześladowali i gorące pragnienie ubóstwa i samotności i wyzwolenia z tego wygnania, a oglądania Boga. Takie i inne tym podobne widząc w sobie (s.31) skutki, poczęła się uspokajać, bo zdawało się jej, że duch, który takie cnoty w niej sprawia, chyba nie może być złym. Podobnież i ci, którzy mieli pieczę o jej duszę, w tym mniemaniu ją utwierdzali, nie w tym zamiarze, by zarzuciła wszelką bojaźń, ale aby miała ulgę w wielkim utrapieniu. Nigdy duch nie podawał jej tej myśli, by miała zataić cokolwiek bądź; zawsze ją pobudzał do tego, by była posłuszną we wszystkim.

15. Oczyma ciała, jak już powiedziano, nigdy nic nie widziała; widzenia jej tak były czysto duchowe i tak nieuchwytne, że nieraz w początkach zdawały się jej urojeniem; czasem znowu przypuszczenie to uważała za niepodobne. Tak samo nie słyszała żadnych słów zewnętrznych z wyjątkiem dwóch wypadków, ale wtedy nie rozumiała nic z tego, co słyszała.

16. Widzenia te nie były objawem ustawicznym. Najczęściej przychodziły jej w chwili jakiej potrzeby, jak na przykład jednego razu, gdy przez kilka dni z rzędu cierpiała nieznośne męki wewnętrzne i znękanie duszy, pochodzące z obawy, czy nie jest pod mocą złudy diabelskiej, jak o tym szeroko napisała we wspomnianym wyżej Sprawozdaniu. Tak jawne bowiem były jej grzechy i ona tak była pod wrażeniem strachu, który ją przenikał, że pominęła wszelki wzgląd na swoją sławę. W tym stanie udręczenia tak wielkiego, że nie ma wyrazu na jego określenie, gdy usłyszała we wnętrzu swoim tylko te słowa: Jam jest, nie bój się, taki do duszy jej wrócił pokój, odwaga i ufność, że sama pojąć nie mogła, skąd takie wielkie dobro jej przyszło. I żaden spowiednik ani żaden teolog, ani cała gromada uczonych z wielką obfitością słów i dowodzeń, nie zdołaliby sprawić w niej tego pokoju i tego uciszenia, jakie od tego jednego słowa w jednej chwili w nią wstąpiły. Podobnie i w wielu innych zdarzeniach widzenia takie ją umacniały. Gdyby nie to, nie wytrzymałaby żadną miarą tak srogich utrapień, przeciwieństw i chorób rozlicznych — które jeszcze dotąd cierpi, choć w mniejszym stopniu — bo nie ma u niej dnia bez jakiego, w tym lub owym rodzaju, (s.32) cierpienia. Bywają one większe lub mniejsze, ale zawsze jej zwykłym stanem są ciągłe boleści, które gdy wstąpiła do klasztoru, srożej jeszcze niż przedtem ją nękają.

17. Łaski, jakie Pan jej czyni, prędko jej wychodzą z pamięci, choć wspomina na nie często, nigdy jednak nie zdoła dłużej się nad nimi zatrzymać, jak się zatrzymuje nad swymi grzechami, które zawsze ją dręczą i prawie bez przerwy stoją jej w oczach, jak błoto cuchnące. Pokusy do próżnej chwały nigdy nie doświadcza, zapewne wskutek tego, że tyle nagrzeszyła i tak mało Bogu służyła.

18. Nigdy w swej duszy nie miała zamiłowania i przekonania, jak tylko do tego, co jest skromne i czyste. Nigdy jej przy tym nie opuszcza głęboka bojaźń Pana Boga naszego, by Go w czym nie obraziła, by w każdym zdarzeniu czyniła wolę Jego: o to Go błaga ustawicznie. I takie jest w niej stanowcze postanowienie, by nie odstąpić w niczym od woli Bożej i ochotna gotowość do spełnienia jej we wszystkim, że nie ma rzeczy tak trudnej, której by się nie podjęła i nie wykonała, skoro tylko kierujący jej duszą — spowiednicy lub przełożeni — upewnią ją, że doskonalej przez nią może usłużyć Panu.

19. Ufna w boską łaskawość, pomija wszelki wzgląd na samą siebie i na własny pożytek — jak gdyby nie czekała jej żadna od Pana nagroda — tak przynajmniej jej się zdaje, o ile ją rozumieją jej spowiednicy. Co tu spisała na tej karcie, wszystko to jest prawdą, jak to stwierdzić mogą sami jej spowiednicy i inni, którzy od dwudziestu lat aż do tej chwili zajmowali się jej duszą. Prawie ustawicznie czuła się pobudzona w duchu do wysławiania Pana, i chciałaby, żeby wszystek świat poznał Go i chwalił, choćby miała to kupić najcięższą z samej siebie ofiarą. Stąd rodzi się w niej żądza zbawienia dusz; a widząc, jaka jest nędza wszystkich rzeczy tego świata — i o ile wyższa jest cena rzeczy wewnętrznych — przyszła tym samym do wzgardzenia światem i wszystkim, co wraz z światem przemija.

20. Co do sposobu jej widzeń, o który Wasza Miłość zapytujesz, jest on taki, że nic się nie widzi, ani zewnętrznie (s.33) ani wewnętrznie, bo nie jest to widzenie przez wyobraźnię. Ale choć się nie widzi, rozumie jednak dusza, kto się jej ukazuje i skąd pochodzi i to nierównie jaśniej niż gdyby na oczy widziała; nie przedstawia się tu tylko żaden przedmiot poszczególny. Jest to tak, jak gdyby w ciemnym pokoju jedna osoba czuła przy sobie drugą. Nie widzi jej, bo ciemno, ale wie z pewnością i czuje jej obecność, tylko że porównanie to niezupełnie odpowiada rzeczy, bo w przypuszczeniu powyższym, choć z powodu ciemności nie widzi się tej osoby, to przecie inną drogą, przez szmer, albo przez poprzednie jej poznanie można nabrać przekonania o jej obecności. Tu zaś nic nie ma podobnego, ale bez żadnego słowa, zewnętrznego czy wewnętrznego, dusza czuje i poznaje z zupełną jasnością, kto jest przy niej i z której strony, a nieraz i rozumie, co chce jej oznajmić. Skąd i jakim sposobem to rozumie, tego nie wie, ale wie, że tak jest. I póki to widzenie trwa, nie może go nie spostrzec, gdy zaś przejdzie, choćby się najusilniej starała, nie zdoła go wznowić w sobie. Każde bowiem takie wznowienie będzie tylko tworem wyobraźni, a nie rzeczywistą obecnością; i to nie jest w jej mocy, podobnie jak wszelkie inne rzeczy nadprzyrodzone. Stąd też, komu Bóg czyni takie łaski, ten nie może nie uznawać swej nicości i głębiej jeszcze niż przedtem będzie się upokarzał. Jasno bowiem widzi, że jest to rzecz darmo dana, której ani wywołać, ani gdy przyjdzie, uchylić się od niej nie jest w stanie. Za czym rodzi się w nim tym gorętsza miłość i pragnienie służenia Panu tak potężnemu, który mocen jest czynić rzeczy takie, jakich my tu na ziemi ani pojąć nie zdołamy, i jakich żaden umysł, choćby najgłębszego teologa, nie dosięgnie.

Niech będzie błogosławiony Ten, od którego są te dary, na wieki wieczne!


(1) Sprawozdanie to święta Teresa opracowała dla o. Pedra Ibańeza, dominikanina.

(2) To znaczy wiernemu wypełnieniu obowiązków stanu zakonnego, do których się zobowiązała ślubami.

(3) Skutkiem słabego zdrowia i ustawicznych chorób.

(4) Mowa o o. Baltasarze Alvarezie.

(5) Sprawozdanie to napisała św. Teresa najprawdopodobniej w pałacu Luisy de la Cerda w Toledo, gdzie przebywała z rozkazu przełożonych od stycznia do lipca 1562 roku. Napisała je Święta prawdopodobnie dla o. Ibańeza, ale dała je również do przeglądnięcia o. Garcia de Toledo. Treść tego sprawozdania jest bardzo zbliżona do tego, co mówi w 34 rozdziale Życia.

(6) Powyższy fragment stwierdza datę, na wstępie tego Sprawozdania położoną, to jest, że Święta pisała je w pierwszej połowie r. 1562, kiedy ważyła się kwestia czy nowy klasztor Sw. Józefa ma posiadać dochody (Życie, r. 35).

(7) Święta nawiązuje tu do pobytu w pałacu księżnej Luisy de la Cerda, nałożonego jej zresztą przez posłuszeństwo.

(8) Sprawozdanie to napisała Święta dla o. Garcia de Toledo lub dla o. Bańeza, którzy ją wówczas spowiadali. W autografie Sprawozdanie to jest oddzielone od poprzedniego, grubą poprzeczną kreską.

(9) Mówi tu o cierpieniach, jakie musiała znieść przy założeniu pierwszego swego klasztoru Św. Józefa w Awili (Życie, r. 36).

(10) Ga 2, 20.

(11) O. Pedro Ibańez.

(12) Dominikanin (1497-1566). Był jednym z największych współczesnych teologów; profesor na uniwersytecie w Salamance i Alkali.

(13) Sprawozdanie to napisała św. Teresa dla o. Rodriga Alvareza TJ. Ze względu na to, że miało ono być przedstawione inkwizycji, św. Teresa napisała je w trzeciej osobie. — Istnieją dwie redakcje: autograf przechowywany w klasztorze Karmelitów Bosych w Capraroli we Włoszech, i drukowany przez o. Fr. Riberę (por. R i b e r a, IV, r. 7 s. 368); nasze wydanie opiera się na autografie z Capraroli.

(14) W Awili.

(15) Św. Franciszek Borgiasz.

(16) Był nim o. Juan Suarez.

(17) Francisco de Soto y Salazar był inkwizytorem w Kordobie, Sewilli i Toledo (por. Życie 40, 16).

(18) Była do Droga doskonałości.

(19) Był to znakomity teolog i spowiednik Filipa II. Sprzyjał gorąco reformie św. Teresy i wiele jej dopomógł.