św. Teresa z Avila

Mieszkanie szóste. Rozdziały 7–11

– TWIERDZA WEWNĘTRZNA  –


MIESZKANIE SZÓSTE


ROZDZIAŁ 7

Opowiada, w jaki sposób dusze, łaskami wyżej opisanymi od Boga obdarzone, boleją i żalem się kruszą na wspomnienie swoich grzechów. — Jak wielki to błąd, nie ćwiczyć się, choćby kto był już wysoko, w pamięci na człowieczeństwo Pana i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, na Jego Mękę i życie, i na Jego chwalebną Matkę i świętych. — Jakie nieocenione z tej pamięci płyną dla duszy korzyści.

1. Może wam się będzie zdawało, siostry (tym mianowicie, które nigdy jeszcze tych łask nie dostąpiły, tak się zdawać może, bo które już cieszyły się tymi darami prawdziwymi, te rozumieją, o czym tu chcę mówić), że te dusze, którym Pan w tak niewypowiedzianie bliski sposób udziela siebie, bezpieczne są i pewne, iż Go już posiadają na zawsze, za czym już i nie mają czego się lękać, ani grzechów swoich opłakiwać. W wielkim byłybyście błędzie tak sądząc, gdyż żal za grzechy tym wyżej rośnie, im większe łaski dusza od Boga otrzymuje. Jest to ból, który, sądzę, że nigdy nas nie opuści, póki nie znajdziemy się tam, gdzie nic już boleć nie może.

2. Prawda, że ból ten w różnych czasach żywiej lub mniej żywo dojmuje, a także tutaj w inny niż zwykle sposób się objawia. Dusza tu nie myśli o karach, na które za grzechy swoje zasłużyła; to tylko ją boli, że tak była niewdzięczna Temu, któremu tyle zawdzięcza i który tak jest godzien tego, by Mu wszystko stworzenie Jego służyło. Tym głębiej boleje nad tą niewdzięcznością swoją, im jaśniej w świetle tych wielkich rzeczy, których Pan jej użycza, staje jej na oczy boska wielmożność Jego. Zdumiewa się, przerażona, nad niepojętą zuchwałością swoją; płacze nad zaślepieniem swoim, że Boga, nieskończonej czci godnego, tak sobie lekceważyła; tak wielce nierozumną przedstawia jej się głupota jej, że utulić się z żalu (s.374) nie może, zwłaszcza gdy wspomni, dla jakich to nędznych i niskich rzeczy ważyła się wzgardzić takim wysokim Majestatem. Żywiej stoją jej przed oczyma te grzechy jej, niż wszystkie łaski, które otrzymuje. Łaski te i następne, które w dalszym ciągu opiszę, niewypowiedzianie są wielkie, ale spływają na nią na kształt bystrej rzeki, w pewnych czasach tylko. Grzechy zaś są jakby kałuża błota, którą wciąż ma przed oczyma i ustawicznie w pamięci jej się odnawiają. Jest to doprawdy krzyż nielekki.

3. Znam jedną osobę (31), która tęsknie pragnęła śmierci, nie dla samego tylko widzenia Boga, ale i dla uwolnienia się od tego nieustannego, jaki w sobie nosiła bólu, iż tak była niewdzięczna Temu, któremu tyle była i będzie winna. Miała to o sobie przekonanie, że na całym świecie nie znajdzie się taki grzesznik, który by jej w niegodziwości dorównał, bo nie ma na całym świecie takiego, nad którym by Bóg tak wielką, jak nad nią, cierpliwość i hojność okazał. Co do bojaźni piekła, tej tu nie znają. Czasem tylko, ale rzadko, bardzo je dręczy obawa postradania Boga. Wszystka ich bojaźń do tego jedynie się ściąga, by Bóg nie wypuścił ich kiedy z rąk swoich i by Go już nigdy nie obraziły i nie wróciły do tego stanu nędzy duchowej, w jakim przedtem żyły. O własną w przyszłym życiu mękę czy chwalę się nie troszczą. A jeśli pragną dla siebie niedługiego zatrzymania w czyśćcu, nie tyle im chodzi o skrócenie kar, które tam cierpieć będą, ile raczej o to, by nie były długo oddalone od Boga.

4. Jakkolwiek by zresztą dusza opływała we wszelkie najwyższe łaski od Boga, nie sądzę, by kiedy mogło być dobrze ' dla niej puścić w niepamięć nędzny stan, w jakim dawniej zostawała. Przykre to wspomnienie, ale z wielu względów bardzo pożyteczne. Chociaż może to mnie tylko tak się zdaje i dlatego, że taka byłam grzeszna, ciągle mam w pamięci grzechy moje. Inne, cnotliwsze ode mnie, nie mają może za co żałować, choć dopóki żyjemy w tym śmiertelnym ciele, nikt (s.375) chyba nie zdoła uchronić się całkiem od zmazy. Ufność i pamięć na to, że Pan nasz już odpuścił i w niepamięć podał grzechy nasze, żadnej temu bólowi nie przynosi ulgi, raczej mu nowej jeszcze dodaje siły na wspomnienie takiej niewyczerpanej dobroci, łaskami obsypującej niegodne stworzenie, któremu się tylko piekło należy. Świadomość ta, tak sobie wyobrażam, dla takiego świętego Piotra, dla takiej świętej Magdaleny, prawdziwym musiała być męczeństwem. Przy takiej bowiem żarliwej miłości, jaką oboje ci Święci pałali, przy tylu łaskach najwyższych, przy takim jasnym poznaniu, jakie mieli o wielkości i wielmożności Boga, pamięć na dawne grzechy srogim snadź żalem krajała im serce i najtkliwszą je skruchą przenikała.

5. Może też która z was pomyśli sobie, że dusza, ciesząca się posiadaniem łask tak wysokich, nie będzie już się zajmowała rozmyślaniem o tajemnicach najświętszego Człowieczeństwa Pana naszego, ale cała będzie oddana ćwiczeniu się w miłości.— Jest to przedmiot, o którym szeroko pisałam na innym miejscu (32). Niektórzy wprawdzie mocno mię za to zganili dowodząc, że nie rozumiem tych rzeczy, że różne są drogi, którymi Pan dusze prowadzi, a zatem dusza, która przebywszy już pierwsze początki i postąpiła wyżej, powinna zajmować się wyłącznie tajemnicami Bóstwa samego, a wystrzegać się myśli o rzeczach cielesnych. Mnie jednak wszystkie te ich dowodzenia nie zdołały przekonać, by droga przez nich zalecana była dobra. Może być, że się mylę, może też w słowach tylko się różnimy, a w gruncie rzeczy i oni i ja mówimy toż samo. Ale doświadczyłam na sobie, że czart próbował tą drogą wyprowadzić mię w pole. Własnym więc kosztem nauczona, choć o tym już niejednokrotnie mówiłam, chcę tu raz jeszcze to powtórzyć, abyście miały ostrzeżenie, jak pilnie powinnyście w tym punkcie mieć się na baczności, owszem, nie wierzcie temu, kto by was chciał uczyć inaczej. Postaram się tu dokładniej, niż to tam uczyniłam, wyrazić myśl moją. Kto zaś utrzymuje przeciwnie, (s.376) jeśli w piśmie zechce szerzej i jaśniej rozwinąć zdanie swoje, może się okaże, że ma słuszność, ale tak pobieżnie i w krótkich słowach tylko zbywając rzecz tak wzniosłą i ważną, łatwo może takim, jak my, mało oświeconym niemałą wyrządzić szkodę.

6. Będzie się więc zdawało niejednej duszy, że nie powinna rozmyślać o Męce Pańskiej; tym bardziej zatem nie powinna rozmyślać o życiu Najświętszej Panny i Świętych, choć pamięć o nich tak wielką nam przynosi pociechę i zachętę do dobrego. Przyznaję, że nie mogę pojąć, jak oni uzasadniają swoje pojęcia. Nic wspólnego nie mieć z ciałem i z żadną rzeczą cielesną, wiecznie płonąć jednym nieprzerwanym nigdy zapałem miłości, to rzecz duchów niebieskich. Ale nam, żyjącym w ciele śmiertelnym, potrzeba obcować ze Świętymi i żyć duchem w ich społeczności, i rozważać te wielkie bohaterskie czyny, które oni dla miłości Boga spełnili. Jakże więc daleko bardziej jeszcze nie godzi się nam odwracać rozmyślnie od tego najświętszego Człowieczeństwa Pana naszego Jezusa Chrystusa, które jest wszystkim dobrem naszym i niezawodnym na wszelkie nędze nasze lekarstwem. Doprawdy, niepodobna mi przypuścić, by która dusza pobożna zdolna była tak się świadomie i rozmyślnie oddalić od wcielonego Boga swego, a którzy tak radzą, ci chyba sami nie wiedzą, co mówią i szkodę wielką i samym sobie, i drugim wyrządzają. Za to przynajmniej ręczę, że tacy nie wejdą do tych ostatnich dwu mieszkań, bo opuściwszy przewodnika, którym jest Jezus najsłodszy, jakże mogą iść naprzód? Wielkie to już szczęście, jeśli choć w dalszych mieszkaniach zdołają bezpiecznie się utrzymać. Sam Pan nam mówi, że On jest drogą, i również mówi, że On jest światłością, i że nikt nie przychodzi do Ojca, jeno przez Niego, i że “kto ujrzał Jego, ujrzał i Ojca” (33). Może mi kto zarzuci, że słowa te mają się rozumieć w innym znaczeniu. O innych znaczeniach nic nie wiem; znam tylko to, które zawsze czułam w głębi duszy, że jest prawdziwe i zawsze mi bardzo z nim było dobrze. (s.377)

7. Są dusze — i niejedna z nich z tym mi się zwierzała — że gdy je Pan podniesie do tego stanu doskonałej kontemplacji, chciałyby już na zawsze w nim pozostać. To być nie może. Ale to prawda, że po otrzymaniu tej łaski pewna w nich następuje zmiana, że mianowicie nie potrafią już, jak przedtem, rozumem rozmyślać o tajemnicach życia i Męki Chrystusowej. Skąd to pochodzi, tego dobrze nie wiem, ale najczęściej tak bywa, że po takich łaskach i widzeniach nadprzyrodzonych rozum staje się mniej sposobny do rozmyślania. A ponieważ rozmyślanie całe zasadza się na szukaniu Boga, więc gdy dusza Go znajdzie i nawyknie do szukania Go wciąż na nowo samą tylko wolą, już nie chce i nie potrzebuje zadawać sobie trudu szukania Go jeszcze rozumem. Może też, jak mnie się zdaje, skutkiem rozpłomienienia woli, szlachetna ta władza chce już działać sama i obchodzić się, jeśli może, bez pomocy tamtej. Nic by w tym nie było złego, ale będzie to rzecz niemożliwa, zwłaszcza dla duszy, która jeszcze nie doszła do tych dwu mieszkań ostatnich; najczęściej skończy się na daremnym traceniu czasu, bo bardzo często, chcąc zagrzać wolę, dusza potrzebuje wezwać na pomoc rozum.

8. Zważcie to dobrze, siostry, że jest to punkt bardzo ważny, dlatego też bliżej jeszcze chcę go wam objaśnić. Choćby dusza pragnęła całkiem i wyłącznie oddać się miłości, o niczym więcej myśleć nie chcąc, nie potrafi przecież tego okazać. Dlaczego? Bo choć wola nie zamarła, ale przymiera w niej ogień, który zwykł ją zapalać, potrzeba więc, by go kto rozdmuchał, aby znowu buchnął płomieniem. Czy byłoby to dobrze, gdyby dusza w tej posusze wewnętrznej czekała z założonymi rękoma, ażeby ogień zstąpił z nieba i pochłonął tę ofiarę, którą z siebie chce uczynić Bogu, jak to niegdyś uczynił święty nasz Ojciec Eliasz? (34) Niekoniecznie, bo niedobrze jest czekać cudów od Boga. Pan sam, jak mówiłam i bliżej jeszcze objaśnię, czyni, gdy zechce, cuda dla tej duszy. Chce jednak także, byśmy pamiętali na nędzę naszą i że nie jesteśmy godni takiej cudownej od Niego pomocy, byśmy zatem sami sobie (s.378) pomagali, jak możemy. I mam to przekonanie, że jakkolwiek byśmy wysoki już stopień modlitwy osiągnęli, zawsze to nam będzie potrzebne.

9. Prawda, że kogo Pan już dopuści do mieszkania siódmego, ten, z powodów, które, jeśli mię pamięć nie zawiedzie, w swoim miejscu objaśnię, rzadko kiedy jeszcze, albo może i nigdy, nie będzie potrzebował uciekać się do tej pracy rozumu. Ale tam dusza, niewypowiedzianym sposobem z Chrystusem Panem złączona, nigdy nie odchodzi od boku Jego i Pan, wedle Bóstwa zarazem i Człowieczeństwa swego, do nieustającej ją dopuszcza z sobą społeczności.

Gdy więc ogień on, o którym mówiłam, w woli nie płonie, gdy dusza nie czuje w sobie obecności Boga, wtedy potrzeba i Pan sam tego żąda, by za przykładem oblubienicy w Pieśni nad pieśniami (35) szukała Go dusza i pytała stworzeń o Tego, który je stworzył — jak tego nas uczy i święty Augustyn w Rozmyślaniach czyli w Wyznaniach swoich (36). — Nie możemy zaś siedzieć z rękoma założonymi, niemądrze czas tracąc na oczekiwaniu, aż znowu przyjdzie ta łaska doskonałej kontemplacji, którą raz otrzymaliśmy. Powtórzenia tej łaski, zwłaszcza w początkach, może Pan przez cały rok, a nawet przez kilka lat odmówić. On w boskiej mądrości swojej wie dlaczego, nam pytać o przyczynę ani potrzeba, ani pożyteczne. Wiemy, jaką drogą nam iść trzeba, aby spodobać się Bogu; jest to droga przykazań i rad Jego. Tą drogą idźmy z wszelką, na jaką nas stać pilnością, rozpamiętywając przy tym życie i śmierć Zbawiciela i jako wiele jesteśmy Mu dłużni, reszta zaś sama przyjdzie, gdy Pan zechce.

10. Tu będzie w swoim miejscu odpowiedź na zarzut niektórych, utrzymujących, że nie potrafią zatrzymać umysłu na takich rozmyślaniach; i po tym, co mówiłam wyżej, być może, że z pewnego względu mają słuszność. Wiecie, że co (s.379) innego jest rozmyślać rozumem, a co innego przedstawiać rozumowi dane prawdy, obecne w pamięci. Ale może mi tu powie która, że nie rozumie tego, co mówię. Moja to wina, snadź sama dość jasno rzeczy nie rozumiem, skoro nie umiem jej zrozumiale wyrazić; wszakże postaram się objaśnić ją jak potrafię. Rozmyślaniem nazywam dłuższe nad daną prawdą zastanawianie się rozumem, co odbywa się w sposób następujący. Zaczynamy rozmyślać nad nieogarnioną wielkością łaski, jaką Bóg nam uczynił dając nam jednorodzonego Syna swego; po czym, postępując dalej, przechodzimy w myśli wszystkie tajemnice boskiego życia Jego. Albo też zaczynamy od modlitwy w Ogrójcu, i rozum, z tego punktu wychodząc, idzie za Panem bolesną drogą, aż do zawieszenia Jego na krzyżu. Albo jeszcze bierzemy jaki fragment Męki Pańskiej, na przykład pojmanie Pana Jezusa, i przedstawiając sobie wszystkie szczegóły tej tajemnicy, zdradę Judasza, ucieczkę Apostołów i tak dalej, zastanawiamy się nad uwagami, które one nam nastręczają, nad uczuciami, które w nas wzbudzają. Jest to doskonały sposób modlitwy i wielka z niego dla duszy zasługa.

11. Wszakże od tego sposobu rozmyślania, słusznie poniekąd — jak mówiłam — mogą się wymawiać niemożnością dusze, które doszły już do wyższego stopnia modlitwy, które Bóg podniósł do stanu widzeń nadprzyrodzonych i kontemplacji doskonałej. Jaka tego przyczyna, tego, powtarzam, nie wiem; ale rzeczywiście tak jest, że tego rodzaju dusze rozumem rozmyślać najczęściej nie są zdolne. Lecz żadną miarą taka dusza nie miałaby słuszności, gdyby utrzymywała, że nie zdoła zupełnie zatrzymywać się przy tych tajemnicach, ani mieć je czasem w pamięci, a przynajmniej w czasach, kiedy Kościół pamiątkę ich obchodzi. Nie może być, by dusza, tak hojnie od Boga obdarzona, zdołała w takie szczególne dni wypuścić z pamięci te najdroższe dowody miłości, jakie Pan jej daje w tych tajemnicach. Są to przecież jakby żywe iskry, coraz mocniej podniecające w niej ogień miłości. Tylko że dusza nie poznaje już tych tajemnic rozumowaniem; poznaje je w sposób doskonalszy. Tak ma nimi umysł przeniknięty, tak je nosi głęboko wyryte w pamięci, że jedno wejrzenie sercem na przykład na Pana, leżącego twarzą na ziemi w Ogrójcu, i na ów straszliwy Jego pot dość jej daje zajęcia i pożywienia nie na jedną godzinę, ale na cale dni. Jednym prostym wejrzeniem widzi nieskończoną wielkość i świętość Pana w tym dobrowolnym dla nas Jego poniżeniu i całą brzydkość naszej niewdzięczności, jaką Mu za taką miłość Jego i takie dla nas Jego cierpienie odpłaciliśmy. Za czym zaraz i wola, choć bez tkliwych uczuć, zapala się pragnieniem wywdzięczenia się w czymkolwiek za taką wielką łaskę i żądzą ucierpienia coś niecoś dla Tego, który dla niej tak srodze cierpiał; takimi i tym podobnymi rzeczami umysł swój i pamięć zajmuje. Dlatego więc dusza taka nie potrafi już rozumem rozmyślać o Męce Pańskiej, i wobec tej niemożności zdaje jej się, że i myśleć o niej nie może.

12. Jeśli zaś istotnie na nią nie pamięta, dobrze jej będzie postarać się, aby pamiętała. Żaden najwyższy sposób modlitwy, pewna tego jestem, nie stanie jej w tym na przeszkodzie, a niemałą, zdaniem moim, miałaby szkodę, gdyby zaniechała jak najczęstszego ćwiczenia się w tym. Co innego, jeśli spodoba się Panu zesłać na nią zachwycenie; wtedy już rozmyślać nie zdoła, choćby chciała. Ale w takim razie, poddanie się bez oporu porywającej ją sile, żadną nie będzie dla niej przeszkodą, będzie jej, owszem, pomocą do wszystkiego dobrego. Przeszkodę raczej sama kładłaby sobie, gdyby w takim stanie siliła się jeszcze na takie, jak mówiłam wyżej, rozmyślanie rozumem, do którego, zdaniem moim, dusza na ten stopień wyniesiona nie jest zdolna. Może zresztą być, że która potrafi, bo różne i niezliczone drogi, którymi Bóg dusze prowadzi. Ale nie potępiajmy przynajmniej tych, które tą drogą iść nie mogą i nie odsądzajmy ich za to od możności korzystania z tych niewypowiedzianych skarbów, jakie się zamykają w tajemnicach życia i śmierci najwyższego dobra naszego. Pana naszego Jezusa Chrystusa. Nikt we mnie nie wmówi, choćby najbardziej uduchowiony, by zaniechanie tych skarbów mogło wyjść na dobre. (s.381)

13. Są dusze, które w początkach albo w dalszych już postępach duchowego życia, gdy dojdą albo dochodzić zaczną do modlitwy odpocznienia i zakosztują rozkoszy i smaków, jakich Pan im w tym stanie użycza, wyobrażają sobie, że byłoby to najwyższym dla nich szczęściem, gdyby mogły w tym stanie pozostać na zawsze i bez przerwy używać tych rozkoszy. Takim radzę — jak o tym już mówiłam (37) — niech się tak bardzo nie oddają temu upojeniu. Życie jest długie i sporo w nim różnych utrapień. I abyśmy je umieli znosić jak należy, potrzeba nam zapatrywać się na wzór nasz, Chrystusa, jak On je znosił, jak je za przykładem Jego znosili apostołowie i święci. Dobrze jest być z najsłodszym Jezusem i z Najświętszą Matką Jego; nie odłączajmyż się od tego towarzystwa tak dobrego, że nie masz nad nie lepszego. Bardzo nam rad jest Boski nasz Zbawiciel, gdy przychodzimy do Niego rozważać i sercem podzielać bóle i cierpienia Jego, chociażby z wyrzeczeniem się własnych pociech i smaków naszych. Tym bardziej, że wszak wiemy o tym, córki, iż pociechy nie tak często przychodzą na modlitwie i nie trwają ustawicznie, więc zawsze będzie czas i na jedno, i na drugie. Która by zaś dowodziła, że pociechy u niej są ciągłe, że zatem nigdy nie ma możności zastanowienia się nad tajemnicami Męki Chrystusowej, takiej stan uważałabym za podejrzany i radziłabym jej, aby go sama miała w podejrzeniu i ze wszystkich sił starała się z niego wytrzeźwieć. Jeśli zaś własne siły jej nie starczą, niech się uda do przeoryszy i prosi o naznaczenie jej takiego obowiązku, który by ją zmuszał do ciągłej pilności i uwagi i tym sposobem grożące jej niebezpieczeństwo zażegnał. Bo rzeczywiście niebezpieczeństwo, gdyby stan taki się przedłużał, grozi tu wielkie, szczególnie pod względem czystości serca i porządku w głowie.

14. Sądzę, że dostatecznie wykazałam, jak wielka i rażąca byłaby to niewłaściwość, gdyby dusza, choćby najwyżej uduchowiona, tak chciała stronić od wszelkiej myśli o rzeczach (s.382) cielesnych, by nawet pamięć o najświętszym Człowieczeństwie wydawała się jej szkodliwa. Powołują się tu na słowa, które Pan mówił do uczniów, że lepiej, aby odszedł (38). Przyznam się, że takiego argumentu znieść nie mogę. Z pewnością nie powiedział Pan tych słów do swojej Najświętszej Matki. Wiedział bowiem, że mocna jest w wierze, że w Jego osobie czci Boga i człowieka, i że choć więcej Go miłuje niż oni, przecież tak doskonała jest Jej miłość, iż Jego obecność wedle ciała nie tylko jej nie osłabia, ale owszem, coraz mocniej podnieca. Mówił zaś te słowa do apostołów dlatego, że oni wówczas nie mieli jeszcze tak mocnej wiary, jaką mieli później, a jaką i nam dziś mieć przystoi. Raz jeszcze upewniam was, córki, takie stronienie od świętego Człowieczeństwa, jakby od jakiej do nabożeństwa przeszkody, jest drogą bardzo niebezpieczną. Łatwo nią diabeł może doprowadzić aż do utraty czci i miłości najświętszego Sakramentu.

15. Zostawałam i ja w tym błędzie. Nie dochodził on wprawdzie, zdaje mi się, do tej ostatniej skrajności, zawsze jednak nie tyle, ile należało, podobałam sobie w pamięci na Pana naszego Jezusa Chrystusa, a usiłowałam utrzymywać się w onym upojeniu, czekając ponowienia się tych rozkoszy, z których ono powstało. Jasno potem poznałam, że byłam na złej drodze. W niemożności posiadania i używania zawsze tych rozkoszy, myśl moja rozpraszała się i błąkała się na wszystkie strony. Dusza moja, na podobieństwo trzepoczącej się ptaszyny, nie mającej kędy by spoczęła, traciła dużo czasu na próżno, ani w cnotach nie postępując, ani z modlitwy nie odnosząc pożytku. Nie mogłam jednak dojść, jaka by tego była przyczyna, i podobno nigdy bym nie doszła, bo zdawało mi się, że dobrze robię. Dopiero pewna osoba świątobliwa, gdym się przed nią zwierzyła i opisała jej mój sposób modlitwy, oświeciła mię. Wtedy dopiero jasno zrozumiałam, na czym mój błąd polegał. I nigdy nie przestanę żałować tego, że był w życiu moim czas, w którym nie wiedziałam tego, że trudno (s.383) spodziewać się zysku, gdy się go z taką stratą szuka. Ale choćby i był jaki zysk na tej drodze, nie chcę żadnego zysku ani żadnego dobra, które by inną drogą mi przyszło, jeno przez Tego, od którego wszystko dobro pochodzi. Jemu chwała na wieki, amen.

ROZDZIAŁ 8

Opowiada, w jaki sposób Bóg udziela siebie duszy przez widzenie umysłowe i daje pewne przestrogi. — Jakie skutki sprawuje to widzenie, gdy jest prawdziwe. — Jak bardzo należy podobne łaski chować w milczeniu.

1. Abyście lepiej jeszcze się przekonały, że tak jest, jak mówię: że im wyżej dusza postąpi, tym bliższe ma obcowanie i towarzystwo z najsłodszym Jezusem, nie będzie od rzeczy, że wam tu pokażę, jak Pan, gdy zechce, zniewala duszę do tego z Nim towarzystwa. Czyni to zaś tak, iż choćby nawet chciała, nie jest w jej możności ani na chwilę odłączyć się od Niego. Jasno to widać z cudownych dróg i sposobów, jakimi On w boskiej łaskawości swojej nam siebie udziela i w niewypowiedzianie dziwnych zjawieniach i widzeniach miłość nam swoją okazuje. O tym chcę tu nieco powiedzieć, raz, abyście wy — gdyby wam Pan podobnych łask użyczyć raczył — nie dziwiły się im i nie przeraziły się, a po wtóre, abyśmy wszystkie, jeśli z łaski Pana zdołam choć w części przynajmniej te rzeczy wyjaśnić, wspólnie z całego serca Go wysławiały. A chociażby nam samym tych wysokich darów odmówił, za innych przecież, nimi zaszczyconych, dzięki Mu winnyśmy czynić, iż On, taki wielki Pan i Mocarz, tak łaskawie raczy się udzielać stworzeniu swemu.

2. Otóż bywa tak, że w chwili, gdy dusza ani się spodziewa, by miała otrzymać taką łaskę i nigdy jej nawet przez myśl nie przeszło, by mogła na coś podobnego zasłużyć, nagle czuje przy sobie Pana naszego Jezusa Chrystusa, choć Go ani oczyma ciała, ani wzrokiem wewnętrznym nie widzi. Nazywają (s.384) to, nie wiem dlaczego, widzeniem umysłowym (39). Jedna osoba, której Pan tę łaskę uczynił, prócz innych, o których niżej będzie mowa, z początku wielkie miała z tego powodu strapienie, bo nic nie widząc, nie mogła pojąć, co to jest. Czuła wprawdzie z największą pewnością, że Ten, który jej się w taki sposób objawia, jest to sam Pan Jezus. Jawnie też świadczyły jej o tym przedziwne skutki, jakie w niej to widzenie sprawiało, mimo to jednak, nie mogła się obronić obawie i wątpliwości, czy to widzenie, choć takie wyraźne, że o rzeczywistości jego wątpić nie mogła, istotnie od Boga pochodzi, a nie raczej od złego ducha. Tym bardziej, że o widzeniu umysłowym nigdy przedtem nie była słyszała ani nawet nie przypuszczała, by mogło być takie widzenie. Jasno też wówczas poznała, że Ten, który przedtem już wielokrotnie do niej mówił w sposób wyżej w swoim miejscu opisany, był to nie kto inny, jeno tenże Pan, którego czuła przy sobie. Do chwili bowiem otrzymania tej ostatniej łaski, choć zawsze słyszała i rozumiała słowa, nie wiedziała nigdy, kto mówi.

3. Strwożona więc tym widzeniem (zwłaszcza, że ten rodzaj nie przemija prędko, jak widzenia przez wyobraźnię, ale trwa dużo dłużej, po kilka dni, niekiedy i przeszło rok cały), dusza ta udała się z tym swoim ciężkim strapieniem do zwykłego spowiednika. Ten ją zapytał, skąd może wiedzieć, że to Pan, kiedy nic nie widzi i jak ten Pan wygląda z twarzy? Na to ona odrzekła, że nie wie, że żadnej twarzy nie widzi i nic nie może powiedzieć nad to, co powiedziała, ale to tylko wie, że nie kto inny mówi do niej, jeno Pan, i że nie jest to żadne złudzenie. Jakoż, choć ciągle ją na różny sposób straszono i choć te strachy mocno ją przerażały, najczęściej jednak niepodobna jej było wątpić o tym, że w tych zjawieniach istotnie Pan jest przy niej obecny, zwłaszcza gdy słyszała od Niego te słowa: Nie bój się, to Ja jestem. Słowa te taką miały potęgę, że wobec nich znikała wszelka wątpliwość. Za czym, dziwnie pokrzepiona na duchu i ucieszona, że w takim dobrym (s.385) znajduje się towarzystwie, czuła wyraźnie, jak wielką cudowna ta łaska jest jej pomocą do ciągłej pamięci na obecność Boga i do usilnej w czuwaniu nad sobą pilności, aby niczego nie uczynić, co by mogło obrazić oczy Boskiego Majestatu Jego, patrzące na nią bezustannie. Ile razy przystępowała do rozmowy z Panem na modlitwie, zawsze czuła Go tak blisko siebie, iż niepodobna, by każdego słowa, każdego westchnienia jej nie słyszał. Ona jednak Jego słowa nie zawsze słyszała, tylko chwilowo i niespodzianie, kiedy Pan widział, że jej tego potrzeba. Czuła Go stojącego przy sobie, z prawej strony, ale nie w taki sposób, w jaki zwykle czujemy czyjąś przy nas obecność. Tu bowiem jest zupełnie inny rodzaj uczucia, a tak subtelny, że nikt by go, sądzę, opisać nie zdołał. Uczucie to jednak jest równie wyraźne jak tamto i taką samą pewność daje, owszem, i dużo większą, wrażenie zmysłowe bowiem może nas omylić, to uczucie nigdy. A takie wielkie z niego wypływają dla duszy korzyści i takie przedziwne skutki wewnętrzne, że niepodobna, by uczucie to mogło się rodzić z melancholii, jak również niepodobna, by zły duch mógł być sprawcą takich łask, jakich tu dusza dostępuje: takiego pokoju, takich nieustających pragnień podobania się Bogu, takiej wzgardy dla wszystkiego, co nie podnosi do Niego. Jakoż później, w miarę jak Pan coraz wyraźniej się jej objawiał, dusza ta z wszelką już pewnością przekonała się, że widzenia jej nie są sprawą czartowską.

4. Przedtem jednak długo wielkim chwilami podlegała obawom (40), czasem znowu wielkie czuła zawstydzenie, nie mogąc pojąć, skąd i za co taka niesłychana łaska jej się dostała w udziale. Byłyśmy z sobą tak jedno, że nic się nie działo w duszy tamtej, o czym bym ja nie wiedziała. Możecie więc być pewne, że cokolwiek wam mówię o tych przejściach wewnętrznych, wszystko to rzetelną jest prawdą (41).

Łaska ta, tym samym, że jest od Pana, sprawia w duszy głębokie zawstydzenie i pokorę; gdyby pochodziła od złego (s.386) ducha, skutki jej byłyby wprost przeciwne. Widząc jasno, że jest to rzecz dana od Boga, żadna bowiem usilność ludzka nie zdołałaby jej sprawić, nie może dusza żadną miarą poczytywać jej sobie za swoje dobro, ani nie uznać tego, że otrzymała ją z ręki Boga. I choć z tych łask, o których mówiłam poprzednio, niektóre, zdaniem moim, są większe, ta jednak tę ma wyższość, że daje duszy szczególnie jasne poznanie Boga, a to nieustające, które za nią idzie z Majestatem Boskim towarzystwo, wzbudza w niej miłość ku Niemu najtkliwszą i gorętsze jeszcze niż tamte, pragnienia poświęcenia całej siebie na służbę Jego. Wielką przy tym daje czystość i jasność sumienia, bo towarzysząca jej wszędzie Boża obecność zniewala ją do ciągłej uwagi na siebie. Wiemy wprawdzie, że Bóg jest wszędzie obecny i że patrzy na wszystkie sprawy nasze, ale taka jest nieudolność naszej natury, że łatwo się o tej prawdzie zapomina. Tutaj zaś zapomnieć o niej niepodobna, bo Pan przy boku duszy stojący, wciąż jej obecność swoją przypomina. Wreszcie i tamte łaski, poprzednio opisane, skutkiem nieustającego zapału miłości, jakim tu dusza płonie ku Temu, którego widzi przy sobie, częściej jeszcze niż przedtem przychodzą.

Słowem, po tych korzyściach, jakie stąd odnosi, dusza poznaje i czuje, jak niesłychanie wielkiej ceny jest ta łaska, której dostąpiła, dziękuje więc za nią Panu i nie oddałaby jej za żadne skarby i rozkosze tej ziemi. Stąd też, gdy spodoba się Panu odjąć od niej tę łaskę, bolesne czuje osamotnienie i tęsknotę. I choćby wówczas z wszelką możliwą usilnością starała się o odzyskanie tego boskiego towarzystwa, nic jej to nie pomoże, łaskę tę bowiem daje Pan, kiedy i komu chce, własną zaś wolą i staraniem nikt jej nie nabędzie. Nieraz też w tym widzeniu odczuwa się obecność którego ze Świętych, co także wielki jej przynosi pożytek.

6. Zapytacie, jakim sposobem, nic nie widząc, może dusza wiedzieć, że jest przy niej Pan Jezus albo Najświętsza Matka Jego, albo jakiś święty? — Tego wam dusza nie wytłumaczy, bo i sama nie zdoła rozpoznać, jakim sposobem to poznaje; to tylko wie z zupełną pewnością, że poznaje. Że (s.387) poznaje Pana, kiedy mówi do niej, to, zdaje się, łatwiej jeszcze zrozumieć, ale że poznaje świętego, który nic nie mówi, którego Pan snadź tylko dla wspomożenia lub dla towarzystwa jej daje, to rzecz dziwna. Bywają tu inne jeszcze rzeczy duchowe, których niepodobna opisać. Z tego samego okazuje się jasno, jaka jest niskość i nieudolność natury naszej ku zrozumieniu nieogarnionych wielmożności Boga, kiedy i tych nawet, które nam tu wyraźnie objawia, pojąć i wypowiedzieć nie zdołamy. Przeto i ten, komu Pan tej łaski użyczyć raczy, to jedno tylko uczynić może, że ją przyjmie z podziwieniem i z uwielbieniem Boskiego Majestatu Jego. Niechaj za nią szczególne Panu dzięki składa, bo jest to łaska, której nie udziela się każdemu. Niechaj ją ma w jak najwyższej cenie i tym silniej się stara doskonałą Bogu służbę oddawać, kiedy boska łaskawość Jego tak hojnej mu ku temu pomocy użycza. Stąd także nie ma obawy, aby taka dusza miała siebie za lepszą od drugich; przeciwnie, ma ona o sobie to przekonanie, że nikt na całym świecie gorzej Bogu nie służy niż ona, bo czuje to, że na całym świecie nie ma nikogo, kto by Mu do większej niż ona obowiązany był wdzięczności, w czym zupełną ma słuszność. Dlatego też najmniejsze uchybienie żalem serdecznym, jakby ostrym grotem, przeszywa jej wnętrzności.

7. Po tych znakach i skutkach, które ta łaska pozostawia w duszy, każda z was, którą by Pan zechciał tą drogą prowadzić, może się przekonać, że nie jest to ani oszukanie diabelskie, ani złudzenie wyobraźni. Niepodobna bowiem — powtarzam — by proste urojenie fantazji tak długo trwało, a jeszcze bardziej, zdaniem moim, niepodobna, by widzenia, z których takie na duszę spływają korzyści i tak wielki spokój wewnętrzny, mogły być sprawą złego ducha. Nie diabelski to obyczaj wzbogacać dusze w cnoty, ani też nie zdoła on, choćby chciał, sprawić takiej rzeczy dobrej. Toteż, gdyby w tym była ręka jego, zaraz by, pod wpływem takich widzeń, w duszy, zdradą jego oszukanej, powstawały mgły i wyziewy wysokiego rozumienia o sobie i poczytywania siebie za coś lepszego od drugich. Lecz ustawiczne złączenie duszy z Bogiem i zanurzenie się w Nim (s.388) myślą, tak jest wstrętne diabłu i do takiej doprowadza go wściekłości, że choćby istotnie spróbował kiedy tą drogą kusić dusze' i oszukać, z pewnością drugi raz tej próby nie powtórzy. Bóg też wierny jest i nie dopuści nieprzyjacielowi opanować duszy, która tego jedynie pragnie, by była Jemu przyjemna i gotowa jest życie swoje oddać dla czci i chwały Jego. Nie opuści jej Pan w pokusie i rychło jej odkryje zdrady kusiciela.

8. Powtarzam więc i wciąż to powtarzać będę, że jeśli jeno dusza czuje i widzi w sobie te skutki, które, jak mówiłam, widzenia owe sprawują, bezpieczna jest i może być spokojna. Bo chociażby kiedy z dopuszczenia Bożego diabeł ważył się ją napastować. Pan ją zwycięsko i z większą dla niej korzyścią wyprowadzi z pokusy, a czart odejdzie, sromotnie pobity na głowę. Przeto, córki, która z was idzie tą drogą, niechaj się nie trwoży. Co innego bojaźń Boża; ta zawsze jest dobra i zawsze ją mieć powinnyśmy, abyśmy zawsze czuwały, jak Pan przykazał i w niczym nie ufały samym sobie. Bez takiej świętej bojaźni łatwo mogłybyście, widząc siebie tak wzbogaconymi, opuścić się w pracy wewnętrznej, a to byłoby znakiem, że widzenia wasze nie są z Boga, skoro nie sprawują w was owych skutków, o których mówiłam. W pierwszych początkach tych widzeń dobrze będzie pod sekretem spowiedzi zasięgnąć zdania jakiego prawdziwie uczonego teologa, bo takim z urzędu przystoi oświecać nas, lub też jakiego męża wysoko duchowego, jeśli wam się taki nadarzy. Jeśli nie ma takiego, pożyteczniej jest znieść się z mężem gruntownie uczonym, a najlepiej jest udać się do takiego, który by to dwoje w sobie łączył. Jeśliby wam powiedział, że widzenia wasze są tylko urojeniem, nie frasujcie się o to. Urojenie takie, zapewne, że pożytku wielkiego duszy nie przyniesie, ale i szkody wielkiej wyrządzić jej nie może. Polecajcie tylko siebie miłosierdziu Pana, aby wam nie dopuścił ulec oszukaniu. Gorsze byłoby strapienie, gdyby wam powiedziano, że jest to sprawa złego ducha. Teolog prawdziwie uczony, sądzę, że takiego wyroku o tych widzeniach nie wyda, jeśli jeno takie z nich skutki wynikają, jak je opisałam. Ale chociażby on tak rzecz osądził, (s.389) Pan sam, przy boku waszym stojący, pocieszy was, pewna tego jestem, i otuchy wam doda, a jemu przymnoży oświecenia wewnętrznego, aby i was wedle prawdy oświecił.

9. Jeślibyście, szukając rady, trafiły na spowiednika, którego Pan, choćby i nie zaniedbywał rozmyślania, tą wyższą drogą nie prowadzi, taki od pierwszego słowa przerazi się wyznaniem waszym i od razu wszystko zgani i odrzuci. Dlatego, jak mówiłam, radzę wam udać się raczej do uczonego teologa, chociażby nie był mężem modlitwy. Najlepiej zaś będzie trzymać się takiego, jeśli się nadarzy, który by z głęboką nauką łączył nabytą z własnego doświadczenia znajomość rzeczy duchowych. Przełożona zaś pozwolenia na zniesienie się z takim doradcą niechaj nie odmawia, bo jakkolwiek by o duszę takiej siostry, patrząc na cnotliwe życie jej, była spokojna, zawsze jednak, dla zobopólnego bezpieczeństwa, ścisły ma obowiązek nie tylko nie stawiać siostrze żadnych przeszkód, ale i zrobić jej wszelkie ułatwienia, jakie od niej zależą. A gdy już tak przed upatrzonym powiernikiem się otworzy i stosowne od niego otrzyma wskazówki, niech już ta dusza się uspokoi i nikomu więcej o tym nie mówi. Chociaż zdarza się niekiedy, że diabeł, tam gdzie nie ma żadnego powodu do obawy, takie przecież wznieci w niej niepomierne strachy, że zmuszona będzie, nie poprzestając na onym jednym zwierzeniu się, dalej jeszcze szukać rady i światła u drugich. Zwłaszcza wtedy, jeśli ma spowiednika niedoświadczonego i bojaźliwego, będzie do tego zmuszona, bo on sam będzie ją odsyłał do drugiego i trzeciego po radę. Tym sposobem rzecz, która słusznie miała być trzymana w głębokiej tajemnicy, rozgłasza się i dusza, która pragnęłaby, by nikt o niej nie wiedział, nagle staje się przedmiotem głośnych rozmów i sądów ludzkich, z czego wynikają dla niej ciężkie utrapienia, a i samże Zakon w takich czasach, jak te obecne, może na tym ucierpieć (42). Wielkiej więc potrzeba tu roztropności i baczności, co zwłaszcza przeoryszom bardzo usilnie zalecam. (s.390)

10. I to także każda powinna mieć na uwadze, by w postępowaniu swoim nie robiła różnicy między siostrami i tej, która miewa podobne widzenia, nie poczytywać zaraz za lepszą od drugich. Pan każdą duszę prowadzi taką drogą, jaką widzi być dla niej potrzebną. Zapewne, że podobne łaski są dla duszy nimi obdarzonej przysposobieniem do wysokiego postępu w świętości, jeśli czyni z nich należny pożytek; ale nieraz też Bóg tą drogą prowadzi dusze bardzo słabe w cnocie. Samo więc posiadanie tych łask nie stanowi jeszcze osobliwej dla duszy zalety, tak samo jak nieposiadanie ich żadnej jeszcze nie czyni ujmy. Miarą świętości są cnoty; która wierniej i żarliwiej służy Panu w umartwieniu, w pokorze, w czystości sumienia, ta będzie świętsza nad drugie. Ale o tym my tu na ziemi pewności mieć nie możemy, będziemy ją mieli dopiero w on dzień, kiedy Sędzia sprawiedliwy odda każdemu wedle zasług jego. Tam ze zdumieniem ujrzymy, jak dalece sądy Jego różne są od sądów naszych, jak wysoko przewyższają wszelką myśl i pojęcie nasze. Chwała Jemu i dziękczynienie na wieki, amen.

ROZDZIAŁ 9

Objaśnia, w jaki sposób Bóg udziela się duszy w widzeniu przez wyobraźnię i jak nic należy nigdy pragnąć tej drogi. — Przyczyny tej bardzo ważnej przestrogi. — Korzyści z niej wypływające.

l. Przystępuję teraz do widzeń przez wyobraźnię, do których, jak mówią, łatwiej niż do poprzednich może zakraść się diabeł; i sądzę, że tak jest. Wszakże, gdy pochodzą od Pana, widzenia te, zdaniem moim, większy z pewnego względu pożytek przynoszą, ponieważ lepiej odpowiadają naszej naturze. Nie przewyższają jednak tych, których Pan użycza w mieszkaniu ostatnim, a które są tak wysokie, że żadne inne im nie dorównają. W rozdziale poprzedzającym mówiłam wam, jako w widzeniu umysłowym Pan daje poznać duszy swoją obecność przy niej, toż samo dzieje się i tu, tylko w inny (s.391) sposób, który postaram się wam objaśnić za pomocą następującego porównania.

2. Przedstawmy sobie, że mamy w posiadaniu naszym skrzynkę złotą, a w niej zamknięty kamień drogi, niezmiernie wielkiej ceny i cudownej skuteczności. Kamienia tego nigdy na oczy nie widzieliśmy, ale wiemy z zupełną pewnością, że mamy go ukrytego w tej skrzynce i, nosząc ją przy sobie, czujemy po skutkach, jakie sprawuje, dzielność zamkniętego w niej klejnotu. Choć go więc nie widzimy, cenimy go sobie wysoko, bo wiemy z własnego doświadczenia, że ma on moc uzdrawiania pewnych ran, z jakich i nas uzdrowił (43). Patrzeć nań ani skrzynki otwierać nie śmiemy i, choćbyśmy chcieli, nie moglibyśmy, bo sekret otworzenia jej zna tylko właściciel klejnotu, i choć go nam dla pożytku naszego użyczył, klucz przecież, jako do własności swojej, zatrzymał przy sobie i nie otworzy, aż gdy mu się spodoba pokazać nam on skarb ukryty. I gdy zechce, znowu zamknie i skarb ukryje; jakoż w rzeczy samej tak czyni.

3. Przypuśćmy teraz, że w danej chwili, dla pociechy tego, komu tę skrzynkę powierzył, nagle ją przed nim otworzy. Rzecz jasna, że cudowny blask kamienia, tego, kto go tak ujrzy, nieopisaną napełni radością i głęboko się w pamięci jego wyryje. Otóż podobnie się dzieje w widzeniu przez wyobraźnię, gdy spodoba się Panu duszę nim uszczęśliwić. Jasno jej wtedy ukazuje swoje najświętsze Człowieczeństwo, w tej czy w innej postaci, jak zechce; czy takim, jak się przedstawiało oczom ludzkim, gdy jeszcze mieszkał śmiertelny na tej ziemi, czy też jakim jaśnieje w nieśmiertelnej chwale zmartwychwstania. I choć to widzenie tak szybko przemija, że można by je porównać z szybkością błyskawicy, wszakże wspaniały ten obraz tak pozostaje w wyobraźni wyryty, że niepodobna, jak sądzę, by kiedy mógł się w niej zatrzeć, dopóki dusza nie ujrzy go tam, kędy jej dano będzie cieszyć się nim bez końca. (s.392)

4. Obraz, mówię, ale nie znaczy to, by dusza widziała Człowieczeństwo Pana, jakby malowane. Widzi je, owszem, prawdziwe i żywe; nieraz nawet do niej przemówi, nieraz i głębokie tajemnice jej objawia. Dodać tu jednak należy, że chociażby to widzenie nie tak szybko przemijało, jak mówiłam, chociażby dłuższy czas trwało, tak samo zawsze niepodobna byłoby utkwić w nim oczy, jak niepodobna utkwić je w słońcu. Przyczyna jednak tu jest inna; na słońce patrzeć nie możemy, bo blask jego razi cielesne oczy nasze; blask zaś tego nadziemskiego widoku nie razi wewnętrznego oka duszy, w której się całe to widzenie odbywa. (Czy może ono kiedy być widome i dla oka zewnętrznego? O tym nic powiedzieć nie mogę, bo ta dusza, z którą jestem tak blisko i której sprawy wewnętrzne tak dokładnie znam, jak swoje własne, nigdy nic podobnego nie doznała, a czego się nie zna z własnego doświadczenia, o tym trudno powiedzieć coś pewnego). Blask i jasność najświętszego Człowieczeństwa jest to jakby światłość wlana do duszy, jakby blask słońca przykryty dziwnie subtelną i przeźroczystą zasłoną z diamentu utkaną; szata jego biała i powiewna, jakby z najcieńszej tkaniny holenderskiej (44). Dusza, której Pan użyczy łaski tego widzenia, zawsze wpada w zachwycenie, bo niskość jej nie jest zdolna znieść tak przerażającego widoku.

5. Przerażającego, mówię, bo chociaż to widzenie tak wdzięczne i tak rozkoszne, jakiego nikt, choćby i tysiąc lat na to się myślą wysilał, nie zdołałby sobie wyobrazić (tak dalece ta piękność przewyższa wszelką objętość wyobraźni i pojęcia ludzkiego), sama przecież obecność Pana ogromnym majestatem swoim mimo woli duszę strachem i przerażeniem przenika. Nie ma tu dusza potrzeby pytać, kogo ma przed sobą, wie ona dobrze i czuje, kto On, i On sam jasno jej siebie oznajmia, Pan wszechmogący nieba i ziemi. Nie jak królowie tego świata, których nikt by nie poznał, gdyby nie blask zewnętrznej okazałości i orszaku królewskiego, którym się otaczają. (s.393)

6. O Panie, jakże mało Ciebie znamy, choć imię chrześcijańskie nosimy! Cóż będzie w on dzień, gdy przyjdziesz nas sądzić, jeśli tu, gdy z taką łaskawością przychodzisz do duszy, którą sobie za oblubienicę obrałeś, widok Twój takie w niej sprawia przerażenie? Cóż będzie, o córki, gdy strasznym głosem rzeknie: “Idźcie precz, przeklęci” (45), od Ojca mojego?

7. Pamiętajmy na to, póki tu żyjemy i to niech będzie dla nas owocem tych łask, tych cudownych widzeń. Najlepszy to będzie owoc. Święty Hieronim, choć taki święty, nigdy, póki żył, z pamięci swej nie wypuszczał onego dnia sądu strasznego. Czyńmy podobnież, a niczym nam się wydadzą wszelkie cierpienia i surowości zakonne, w których żyjemy;' choćby one najdłużej trwać miały, zawsze to będzie chwila tylko w porównaniu z tą wiecznością, która trwa bez końca. Co do mnie, szczerze wam wyznam, że choć taka grzeszna jestem, nigdy wspomnienie na męki piekielne takiego we mnie strachu nie wzbudzało, jakiego doznawałam na samą myśl o tym straszliwym wejrzeniu gniewu i zapalczywości, jakim w on dzień sądu oczy Pana naszego, te oczy tak piękne, tak słodkie, tak łaskawe, spoglądać będą na potępionych. Serce mi się kraje na to wspomnienie i tak było zawsze przez całe życie moje. Zważcie teraz, jak daleko bardziej tego lękać się musi owa dusza, której Pan sam w taki sposób się objawiał! Widok ten tak głębokim przenika ją uczuciem, że ją aż czucia pozbawia. I ta jest przyczyna, dla której Pan w tych widzeniach sprawia w niej zawieszenie władz i zmysłów, przychodząc tym sposobem w pomoc jej słabości, aby wyszedłszy z siebie mogła się w tym tak wysokim obcowaniu złączyć z boską wielmożnością Jego.

8. Widzenie, w którym by dusza zdolna była przez dłuższy czas wpatrywać się w Pana, nie byłoby, jak sądzę, widzeniem, jeno gwałtownym jakimś natężeniem myśli, sztucznym w wyobraźni utworzeniem postaci, ale martwej w porównaniu z tym, co dusza w prawdziwym widzeniu ogląda.

9. Zdarzają się także dusze (wiem o tym, bo sama miałam do czynienia z takimi, a było ich nie trzy albo cztery, ale wiele), które mają tak chorobliwą wyobraźnię czy też umysł (s.394) tak niespokojny, że przejmują się tworami swej imaginacji, że cokolwiek im stanie na myśli, to zdaje im się, że na oczy widzą. Gdyby takie dusze ujrzały widzenie prawdziwe, przekonałyby się bez najmniejszej wątpliwości, że rzekome ich widzenia są tylko zmamieniem. Same sobie tworzą w wyobraźni to, co widzą, za czym i z tej pracy swojej nie tylko żadnego nie odnoszą pożytku, ale jeszcze tak po niej zostaną chłodne i obojętne, że prędzej jeszcze i łatwiej zagrzałby je widok jakiegokolwiek obrazka pobożnego. Przy tym, widziadła te od razu zacierają się w pamięci, prędzej jeszcze niż sen, co samo już dowodzi, że żadnej do nich wagi przywiązywać nie warto.

10. Zupełnie inaczej się dzieje w prawdziwych widzeniach, o których tu mówimy. W chwili, gdy dusza ani się spodziewa, ani jej przez myśl nie przejdzie, by miało się z nią stać coś nadzwyczajnego, znienacka zjawia się przed nią Pan i, wznieciwszy zrazu we wszystkich zmysłach i władzach wielkie poruszenie przestrachu i trwogi, natychmiast potem ucisza je w błogim onym pokoju. Podobnie, jak gdy św. Paweł, nagle zatrzymany w swym zapędzie, legł obalony na drodze do Damaszku, wielka nad nim zawrzała z nieba nawałnica (46), tak i tu, w tym świecie wewnętrznym, w głębi duszy, wielkie nagle staje się wzburzenie, aż w chwilę potem — jak mówiłam — nastaje głębokie uciszenie. Dusza wtedy tak jasnego dostępuje poznania prawd najwyższych, że nie potrzeba jej już innego nauczyciela; Ten, który sam jest Mądrością prawdziwą, oświeca przyrodzoną jej nieudolność i czyni ją zdolną do poznania tych rzeczy. Przez pewien czas niezachwiana trwa w niej pewność, że łaska ta pochodzi od Boga i żadne, jakie by jej czyniono zarzuty, nie zdołają zakłócić tej pewności obawą, że może zły duch ją oszukuje. Później dopiero, zwłaszcza gdy spowiednik ją nastraszy, że może Bóg jako karę za grzechy jej dopuścił na nią takie oszukanie, zachwieje się nieco w tej pewności, ale nie tak, by ją zupełnie straciła. Tak samo zupełnie, jak w pokusach przeciwko wierze, którymi może (s.395) diabeł dręczyć i niepokoić duszę, ale nie dokaże tego, by wbrew pokusom jego nie stała mocno w wierze. Owszem, im natarczywiej wmawiają w nią te wątpliwości, tym mocniej ona utwierdza się w przekonaniu, że łaska, której dostąpiła, nie może być zmamieniem diabelskim, bo zły duch z pewnością nie sprawiłby w niej tych szczęśliwych skutków, jakie ona z widzeń swoich odnosi. Nie jest on też w mocy tak głęboko wniknąć do samego wnętrza duszy ani, wreszcie, choć może wywołać w wyobraźni pewne widziadła, nigdy jednak nie zdoła nadać im takiej prawdy, takiego majestatu i takiej dzielności, jak je mają widzenia od Boga.

11. Co do spowiednika, może on tu się lękać, i bardzo słusznie; tajników duszy on nie widzi, może też ta, która podobnych łask dostąpiła od Pana, nie potrafi mu jasno wytłumaczyć tego, co w niej się dzieje. Potrzeba tu więc wszelkiej oględności i powściągliwości, pozostawiając rzecz czasowi, aż się okaże, jakie z tych widzeń będą owoce. Trzeba spokojnie, nie spiesząc się, śledzić za tą duszą, jakie postępy robi w pokorze, jak utwierdza się w cnotach, diabeł, jeśli to jego sprawa, rychło się zdradzi i łatwo go zdybać na tysiącznych kłamstwach. Jeśli spowiednik ma doświadczenie i sam tych rzeczy na sobie doznał, prędko tu dojdzie prawdy i z samego przedstawienia rzeczy od razu pozna, czy to, o czym mu mówią, pochodzi od Boga czy też od złego ducha, czy wprost tylko z imaginacji. Jeśli nadto Pan mu użyczył daru rozpoznawania duchów i jeśli ma gruntowną naukę, choćby nie miał własnego w tych rzeczach doświadczenia, zrozumie dobrze, o co chodzi.

12. Ale jednej tu rzeczy, siostry, z waszej strony potrzeba, mianowicie wielkiej szczerości i rzetelności w waszych przed spowiednikiem wyznaniach; nie co do grzechów tylko, bo to się rozumie samo przez się, ale i co do wewnętrznych przejść waszych na modlitwie. W braku tego warunku nie ręczyłabym za to, czy jesteście na dobrej drodze i czy Bóg sam was prowadzi. Albowiem Bóg chce tego i bardzo w tym sobie podoba, byście z tym, który wam miejsce Jego zastępuje, z (s.396) taką samą, jak z Nim samym, postępowały szczerością i prostotą i szczerze pragnęły tego, by spowiednik znał wszystkie myśli, a tym bardziej jeszcze wszystkie postępki wasze, choćby w rzeczach najmniejszych. Tak postępując na spowiedzi, bądźcie spokojne i o nic się już nie trwóżcie. Choćby to diabeł mamidła swoje wam nasuwał, jeśli jeno macie pokorę i dobre sumienie, nic one wam nie zaszkodzą. Pan wszechmogący umie ze złego wyprowadzić dobre i sprawi to, że tą właśnie drogą, którą diabeł chciał was pociągnąć na zgubę, większą jeszcze korzyść odniesiecie. Mając to, choć mylne, przekonanie, że widzenie, które wam się przedstawia, pochodzi od Boga i uznając w nim dowód szczególnej dla was łaskawości Jego, będziecie tym usilniej się starały czynić wolę Jego we wszystkim i postać Jego, jak wam się ukazała, zawsze chować w pamięci. W tej myśli pewien bardzo uczony teolog mówił (47), że nie gniewałby się, gdyby diabeł, będąc znakomitym artystą, odmalował mu jakby żyjące wyobrażenie Zbawiciela. Patrząc na nie, pobudzałby siebie widokiem Jego do większej pobożności i tak zwojowałby diabła własnymi piekielnymi sztukami jego; bo, dodawał, chociażby malarz był najgorszym człowiekiem, obraz przecież, ręką jego malowany, gdy przedstawia wyobrażenie Tego, który jest wszystkim dobrem naszym, zawsze będzie godzien czci i poszanowania.

13. Stąd też mocno ganił pewnych spowiedników, którzy penitentkom swoim zalecali oznakami lekceważenia i pogardy znieważać takie wyobrażenie, gdyby im się w widzeniu ukazało. Gdziekolwiek bowiem, mówił, i w jakimkolwiek kształcie ujrzymy obraz Króla naszego, zawsze Mu cześć oddawać powinnyśmy. I wielką, zdaniem moim, miał słuszność. Jeśli bowiem już tu, w ziemskich i ludzkich naszych z ludźmi stosunkach, nikt by tego spokojnie nie zniósł, gdyby widział w podobny sposób poniewierany portret przyjaciela swego, jakże daleko bardziej boleć nas to powinno, gdyby kto w oczach naszych krucyfiksowi czy jakiemu bądź wyobrażeniu Boskiego (s.397) Pana i Wodza naszego, miast należnego Mu poszanowania, takie zniewagi wyrządzał. Choć na innym miejscu już obszernie o tym mówiłam (48), chętnie przecież i tu powtórnie o tym wspominam. Wiem, jakie było strapienie jednej duszy, dobrze mi znajomej, gdy spowiednik, jako skuteczny sposób na widzenia jej, zdaniem jego pochodzące od złego ducha, kazał jej Panu Jezusowi, gdy jej się ukaże, figę pokazywać (49). Dziwny to sposób i nie wiem, kto go mógł wymyślić. Dobry chyba tylko na udręczenie duszy, która, przekonana, że powinna słuchać spowiednika we wszystkim, miałaby siebie za zgubioną, gdyby takiego nawet polecenia jego nie spełniła. Ja, przeciwnie, zaleciłabym wam w podobnym zdarzeniu, z pokorą przedstawiając racje wasze, wymówić się, a gdyby spowiednik mimo to przy rozkazie swoim obstawał, nie słuchać go. Tak przynajmniej radził mi ten, którego zdania w tym wypadku zasięgałam i przyznaję, że racje, jakie mi dawał, w najwyższym stopniu wydały mi się dobre i trafiły mu do przekonania (50).

14. Jedną między innymi wielką korzyść odnosi dusza z tej łaski od Pana jej dane), tę mianowicie, że gdy rozmyśla o Nim, o życiu lub o męce Jego, widok najsłodszego, zachwycająco pięknego oblicza Jego, jak na nie patrzała w widzeniu, żywo jej się przedstawia w pamięci i wielką, niewypowiedzianą napełnia ją pociechą; podobnie jak łatwiej i milej nam myśleć o kimś, co nam wiele uczynił dobrego, gdy go znamy z twarzy, niż gdybyśmy go nigdy nie byli widzieli. Wielką, upewniam was, pociechę i wielką korzyść przynosi duszy to słodkie wspomnienie.

Wiele innych, jeszcze szczęśliwszych skutków sprawiają te błogie widzenia, ale po tym wszystkim, co tu już powiedziałam i co później jeszcze mam powiedzieć w tym przedmiocie, dłuższym ich wyliczaniem teraz was i siebie trudzić nie będę. Jedną tylko dodam tu ważną przestrogę. Jakkolwiek wiecie albo słyszycie o duszach, którym Bóg takich łask użycza, same (s.398) dla siebie nigdy nie pragnijcie ani Pana nie proście, by was tą drogą prowadził. Słusznie ta droga wydaje nam się bardzo dobrą, słusznie ją bardzo wysoko cenić i poważać macie, ale, byście się same na nią wpraszały, to wam nie przystoi z wielu różnych powodów, z których tu wymienię główniejsze.

15. Naprzód, nie zgadza się to z pokorą żądać dla siebie tego, na co się nigdy nie zasłużyło. Kto więc takiej rzeczy śmie pragnąć, ten chyba, jak sądzę, nie daje dowodu, by wysoko w tej cnocie postąpił. Jak prostemu wieśniakowi ani na myśl nie przyjdzie, by miał zostać królem, bo między niskością stanu swego a wysokością godności królewskiej widzi przedział do przebycia niepodobny, tak i dusza prawdziwie pokorna ani zamarzy o tym, by mogła być godną łask tak wysokich. Nigdy też, mniemam, niepokorny takich łask nie otrzyma, bo komu Pan chce im użyczyć, temu naprzód daje łaskę jasnego poznania siebie samego. Dusza zaś, znająca samą siebie, nicość i niegodność swoją, jakżeby mogła tak wysoko sięgać myślą i pragnieniem, kiedy już, jak jest istotnie, za wielką łaskę sobie poczytuje, że Bóg dawno jej nie strącił do piekła? — Po wtóre, kto się waży podobne żywić pragnienie, ten już jest oszukany przez diabła, albo co najmniej bardzo bliskie mu grozi od niego niebezpieczeństwo. Diabłu bowiem dość upatrzyć jaką, choćby najciaśniejszą furtkę do duszy uchyloną, a zaraz przez nią się wciśnie i krocie sideł swoich na niebaczną zastawi. — Po trzecie, każda żądza, gdy jest silna i niepowściągnięta, roznieca i porywa za sobą wyobraźnię. Człowiek wyobraża sobie wówczas, że istotnie widzi i słyszy to, czego pożąda, tak jak kto na jawie z upodobaniem i długo o czym myśli, temu często to, o czym myślał za dnia, potem i w nocy się przyśni. — Po czwarte, wielka to śmiałość i zuchwalstwo, by kto sam sobie obierał drogę, jaka mu się podoba, nie wiedząc, czy to droga dla niego odpowiednia i bezpieczna. Każdy z nas ma obowiązek zdać się na Pana, który lepiej nas zna niż my sami siebie, aby nas prowadził, kędy wie, że najlepiej, i aby we wszystkim działa się wola Jego. — Po piąte, czy sądzicie, że małe mają cierpienia i bóle do znoszenia ci, których Pan takimi łaskami (s.399) obdarza? Zaiste, cierpią oni niezmiernie i na wszelki sposób. A wy, skądże macie tę pewność, że stanie wam siły na zniesienie takich cierpień? — Po szóste, kto wie, czy w tym, w czym upatrujesz zysk i szczęście dla siebie, nie znalazłabyś właśnie pewnej zguby? Przypomnij sobie, jak Saul wyszedł na swoim wyniesieniu na królestwo (51).

16. Podobnych racji wiele jeszcze mogłabym wam przytoczyć. Wierzajcie, siostry, jedna jest tylko droga bezpieczna: chcieć tego, czego chce Bóg, który zna nas lepiej niż my same siebie. Oddajmy się w ręce Jego, niech czyni z nami i w nas wedle woli swojej. W takim postanowieniu trwając wolą niezachwianą, nigdy nie zbłądzimy i zbłądzić nie możemy. A zważcie jeszcze i to, że z otrzymania, choćby najobfitszego podobnych łask, żadne nie przybywa duszy pomnożenie chwały w niebie; przybywa tylko ściślejszy obowiązek służenia Panu, bo komu więcej dano, od tego i więcej żądać będą. Możności przymnożenia sobie zasług Pan nikomu nie odmawia, choć nie każdemu użycza tych łask nadzwyczajnych; zasługa nasza zawsze od nas samych zależy. Są święci, którzy nigdy widzeń nie mieli ani nie wiedzieli nawet, co to jest miewać widzenia, jak i przeciwnie, są tacy, którym była dana ta łaska, a świętymi nie są. Nie sądźcie, by te widzenia ciągle się powtarzały; na jedną taką łaskę, której Pan jej użyczy, sto i tysiąc dusza wycierpi utrapień i krzyżów; ani też o tym nie myśli, czy i kiedy znowu tę łaskę otrzyma, jeno o tym, by za otrzymaną już wywdzięczyła się Panu, jak zdoła.

17. Zapewne, że te dary niebieskie dzielną powinny być dźwignią i pomocą do cnoty i wyższej doskonałości; ale kto je osiągnie własnym kosztem i nakładem swoim, w nagrodę cierpienia i pracy, ten nierównie większą ma zasługę. Znałam jedną osobę — czyli raczej znałam ich dwie, jedną z nich był mężczyzna (52) — którym Pan podobnych łask użyczał, a one tak (s.400) gorąco pragnęły służyć Jemu na koszt własny bez tych nadprzyrodzonych rozkoszy i taką miały nieugaszoną żądzę cierpienia, że żaliły się i jakby wymawiały Panu, na co im daje te pociechy. Chętnie uchyliłyby się od tych pociech i słodkości, jakimi Pan zwykł darzyć na modlitwie dusze bogomyślne, jednak nie od widzeń samych, które same z siebie, jak każdy to widzi i jak ci także, o których tu mówię, dobrze to zrozumieli, i pożytek niezmierny w duszy sprawują i najwyższego poszanowania są godne.

18. Prawdę mówiąc, wzniosłe takie pragnienia same już są, jak sądzę, darem nadprzyrodzonym; są one udziałem dusz, czystą, wielką miłością płonących, które zatem rade by dowiodły Panu, że nie służą Jemu jak najemnice dla żołdu. Stąd też — jak mówiłam — nigdy dla pobudzenia siebie do służenia Panu nie dopuszczą do siebie myśli o chwale, jaka je za to czeka; myślą tylko o tym, aby zadośćuczyniły swej miłości. Miłość bowiem z natury swojej ma to do siebie, że bezustannie pracuje i działa jedynie dlatego, że miłuje. Rada by taka dusza, gdyby to było w jej możności, wynalazła sposób spłonięcia do szczętu w tym Bogu, który taki w niej ogień miłości swojej zapala, i gdyby tego była potrzeba, ochotnym sercem wydałaby siebie na zupełne na wieki unicestwienie dla większej chwały Jego. Chwała Jemu i dziękczynienie na wieki, amen, iż tak się raczy poniżać i tak udzielać siebie nędznym stworzeniom swoim, i tak im objawiać nieskończone bogactwa wielmożności i miłości swojej.

ROZDZIAŁ 10

Mówi o innych jeszcze łaskach, jakie Bóg, w sposób odmienny od poprzednich, na duszę wylewa, i jakie z nich wielkie wypływają dla niej korzyści.

l. Na różny sposób Bóg udziela w tych widzeniach siebie duszy: dla pocieszenia jej w smutku; dla przygotowania jej do wielkiego, które na nią ma przyjść, strapienia; bądź wreszcie (s.401) dlatego, że chce się cieszyć nią, aby ona nawzajem cieszyła się posiadaniem Jego. Nie mam potrzeby wchodzić tu w bliższe szczegóły. Chciałam tylko wskazać wam, siostry, o ile ja sama rozumiem, różne odmiany zjawisk na tej drodze, abyście poznać mogły ich właściwości i skutki. Poznanie to, jak z jednej strony uchroni was od złudzeń, bo będziecie pamiętały, że nie każde urojenie wyobraźni jest widzeniem, tak z drugiej strony, dając wam tę pewność, że prawdziwe widzenia są rzeczą możliwą, oszczędzi wam próżnej obawy, jakiej mogłybyście ulec, diabłu tylko na uciechę. Piekielny ten złośnik bowiem ma w tym swój interes, gdy może wsiać do duszy niepokój i strapienie, wiedząc dobrze o tym, że w takim zamieszaniu wewnętrznym nie będzie już zdolna oddać się całkiem Bogu i bez podziału miłować Go i chwalić.

Inne jeszcze Pan ma drogi i sposoby udzielania siebie, nierównie wyższe, a nie mniej, jak sądzę, niebezpieczne od poprzednio opisanych, bo tych chyba diabeł naśladować nie zdoła, tak głęboko są one we wnętrzu duszy ukryte. Dlatego też daleko trudniej o nich mówić, niż o tamtych wyobrażeniowych, które łatwiej dają się opisać.

2. Bywa tak, że w chwili gdy dusza jest na modlitwie zupełnie przytomna i zmysłami swymi władająca, nagle Pan zsyła na nią zawieszenie i objawia jej wzniosłe tajemnice, które tak jej się przedstawiają, jakby je w Bogu samym oglądała. Widzi tu już nie Człowieczeństwo najświętsze Zbawiciela, lecz co innego; chociaż źle się wyrażam mówiąc, że widzi, bo w istocie, nic tu nie widzi. Jest to bowiem widzenie nie przez wyobraźnię, ale umysłowe, w którym poznaje, jak wszystkie rzeczy widome są w Bogu i jak Bóg je wszystkie w sobie obejmuje. Niezmierną dusza z tego widzenia korzyść odnosi; bo chociaż przemija ono w jednej chwili, głęboko jednak pozostaje w umyśle wyryte i niewypowiedzianym duszę przenika zawstydzeniem, ukazując jej jasno, jak wielką jest niegodziwość grzechów naszych, kiedy nie tylko w oczach Boga, ale w Bogu samym — w pośrodku Boga, mówię — takie złości są popełniane. Spróbuję to bliżej objaśnić, za pomocą porówna (s.402) nią, jeśli zdołam. Chociaż bowiem wszyscy od dzieciństwa słyszymy, że grzech jest złością okropną, snadź przecież nad tym się nie zastanawiamy albo i zrozumieć tego nie chcemy; bo gdybyśmy rozumieli i pamiętali, co to jest grzech, chybabyśmy się nie ważyli na taką straszną zuchwałość.

3. Przedstawmy sobie Pana Boga na kształt ogromnej, nieskończonych rozmiarów komnaty czy pałacu wspaniałego; a w tym pałacu zawiera się wszystek świat, a tym pałacem jest sam Bóg. Powiedzcież teraz, czy może grzesznik, gdy chce popełnić grzech swój, uchylić się, wyjść poza obręb tego pałacu bez granic? Nie może żadną miarą; a więc w pośrodku, w samymże pałacu, to jest w Bogu samym, dzieją się wszystkie te brzydkości i niegodziwości, które my grzesznicy popełniamy. O, jakże by nas ta myśl przerażać powinna! Jakżeby nam potrzeba zastanawiać się nad nią we dnie i w nocy! Jakież to światło z niej płynie na oświecenie nas ciemnych i nędznych, którzy nie możemy się zdobyć na zrozumienie takiej jasnej prawdy. Gdybyśmy ją bowiem zrozumieli, nie mielibyśmy odwagi zdobyć się na taką szaloną zuchwałość! Zważmy, siostry, jak wielkie jest miłosierdzie, jaka niewyczerpana cierpliwość Boga, że nas wówczas nie strąca do przepaści. Najgłębsze Mu za to czyńmy dzięki, ale i wstydźmy się samych siebie, gdybyśmy jeszcze obrażać się mieli, jeśli nam kto uczyni albo powie co złego. Bo jakiż może być większy na świecie wstyd i większa nad to nieprawość, gdybyśmy, wiedząc i widząc, jak Bóg i Stwórca nasz tak cierpliwie znosi tyle zniewag przez stworzenia Jego, nie już w oczach, ale na samymże łonie Jego Mu wyrządzanych, sami znieść nie chcieli jednego słowa, które ktoś w nieobecności naszej, może bez złego zamiaru, na nas powie?

4. O nędzo ludzka! Kiedyż wreszcie zaczniemy, córki, choć z daleka naśladować przykład Pana i Boga naszego? Niechże nam już się nie zdaje, byśmy czynili co wielkiego, gdy cierpliwie znosimy krzywdy i zelżywości. Przyjmijmy je raczej ochotnie i miłujmy tych, którzy nam je wyrządzają, kiedy ten wielki Bóg, choć Go tak ciężko obrażaliśmy, nie przestał (s.403) przecież nas miłować. Słuszne zaiste ma prawo żądać od nas, byśmy i my odpuszczali wszystkim, choćby nas najciężej pokrzywdzili.

Wielką więc otrzymuje łaskę, komu Pan raczy użyczyć podobnego widzenia; choć ono prędko przemija, wielki pozostawia pożytek w duszy, która zechce z niego skorzystać i w wiernej je zachowuje pamięci.

5. Zdarza się również, że Bóg nagle i w sposób trudny do opisania objawi duszy w samym sobie jaką prawdę, takim blaskiem jaśniejącą, że wobec niego gaśnie niejako wszystko, cokolwiek jest prawdy w stworzeniach. I w świetle tego objawienia dusza poznaje jakby dotykalnie, że On sam jest Prawdą i kłamać nie może. Nigdy jeszcze, choć może po tysiąc razy przedtem je słyszała, nie rozumiała tak jasno tych słów psalmu Dawidowego, że “każdy człowiek kłamie" (53), bo jeden tylko jest prawdziwy i nieomylny — Bóg. Przychodzi mi tu na myśl Piłat, który z takim lekceważeniem traktował rzecz tak wielką, gdy Panu w czasie Męki Jego tak mimochodem i z pogardą zadał pytanie: cóż to jest prawda? Ale jak ten ślepy poganin, tak podobno i my wszyscy, póki żyjemy na tej ziemi, mało co wiemy o tej Prawdzie Najwyższej (54).

6. Chciałabym to jaśniej wytłumaczyć, ale wyrazić nie umiem. Lecz z tego, co powiedzieć zdołałam, tę, siostry, weźmy dla siebie naukę, że chcąc w czymkolwiek stać się podobnymi Bogu i Oblubieńcowi naszemu, o to przede wszystkim z wielką usilnością się starajmy, byśmy zawsze chodziły w prawdzie. Nie w tym tylko znaczeniu to mówię, byśmy nigdy nie powiedziały kłamstwa. Tego, dzięki Bogu, widzę, wszystkie w tych domach naszych jak najpilniej się wystrzegacie i żadna z was za nic w świecie nie chciałaby skłamać. Lecz o to mi chodzi, byśmy we wszystkim i na wszelki sposób, i przed Bogiem, i przed ludźmi, czyniły prawdę. Byśmy nie chciały, aby nas kto miał za lepsze niż (s.404) jesteśmy; byśmy w uczynkach naszych oddawały Bogu, co jest Bożego, a sobie przypisywały to, co jest naszego, to jest nędzę i grzech; byśmy się starały każdą rzecz poznawać taką, jaką jest prawdziwie, z czego wyniknie, że mało sobie będziemy ważyły świat, który jest wszystek kłamstwem i fałszem, a zatem i trwać nie może.

7. Zastanawiałam się któregoś dnia nad pytaniem, dlaczego Pan tak bardzo kocha cnotę pokory, i nagle — bez własnego, jak mnie się zdaje, namysłu mego — stanęła mi przed oczyma ta racja, że Bóg jest Prawdą najwyższą, a pokora niczym innym nie jest, jeno chodzeniem w prawdzie. Nie ma zaś prawdy większej nad tę, że sami z siebie nic nie mamy dobrego, że nasza jest tylko nędza i nicość. Kto tego nie rozumie, ten chodzi w kłamstwie. Im zaś kto szczerzej uznaje tę prawdę, tym przyjemniejszy staje się Prawdzie najwyższej, bo sam chodzi w prawdzie. Daj nam Boże, siostry, byśmy z łaski Jego nigdy nie traciły z oczu tego prawdziwego poznania samych siebie, amen.

8. Takich to łask Pan użycza duszy, gdy jako prawdziwej oblubienicy swojej, mocno już utwierdzonej w postanowieniu czynienia we wszystkim woli Jego, chce dać niejakie poznanie tej woli swej i boskich wielmożności swoich. Więcej podobnych łask wymieniać nie mam tu potrzeby. I te dwie, o których była mowa w niniejszym rozdziale, dlatego tylko szerzej wam opisałam, że wielki w tym widzę dla was pożytek, byście o nich wiedziały. Tym bardziej, że żadnego tu zgoła nie ma powodu do obawy, i spokojnie może dusza brać te dary, i dziękować za nie Temu, od którego one pochodzą. Ani diabeł bowiem, ani imaginacja żadnego, zdaniem moim, nie mają do nich przystępu, bezpiecznie więc dusza nimi cieszyć się może. (s.405)

ROZDZIAŁ 11

Mówi o tęsknotach za Bugiem, które Pan wznieca w duszy, a które są tak gwałtowne, ze mogą odebrać życie; jak wspaniały dusza z tej łaski odnosi owoc.

1. Po tylu i tak wielkich łaskach, jakich Oblubieniec użyczył duszy Mu poślubionej, czy sądzicie, że gołębica czy motyl nasz już na tym poprzestaje (nie myślcie, że zapomniałam o nim), i że wreszcie znalazł sobie miejsce odpocznienia, aby na nim życie swoje zakończył? — Bynajmniej, siostry, owszem, gorzej mu teraz niż przedtem. Chociaż od wielu lat już wciąż otrzymuje te łaski, wciąż jednak dusza jęczy i płacze; bo każda z tych łask nowej i coraz większej dodaje jej boleści. Pochodzi to stąd, że w miarę jak coraz lepiej poznaje wielmożności Boga swego, w miarę jak coraz jaśniej widzi, jakiej nieskończonej miłości godzien jest ten wielki Pan i Bóg, tym więcej też i goręcej Go miłuje. A iż widzi siebie rozłączoną jeszcze z Nim i daleką od szczęścia posiadania Go, wraz z miłością rodzi się w niej i rośnie coraz większa za Nim tęsknota. Tęsknota ta, trwając całe lata, tak się wciąż wzmaga i potęguje, że w końcu doprowadza duszę do tego stanu męki wewnętrznej, o którym tu mówić zamierzam. Całe lata, powiedziałam, bo tak było z tą duszą, której przejścia tu opisuję, ale nie znaczy to, bym przepisywała Bogu czasy i granice. Bóg może w jednej chwili podnieść duszę do wszelkich, jakie tu opisuję, wysokich stanów i do najwyższego ich szczytu. Wszechmogący jest bowiem i mocen uczynić, cokolwiek zechce, i zawsze się skłania do czynienia nam wielkich rzeczy.

2. Wśród tęsknot tych, łez i wzdychań, i gwałtownych porywów, o których wyżej wspominałam (bez wątpienia, że rodzą się one z miłości, płonącej w głębi duszy i sprawują jej cierpienia, dojmujące wprawdzie, ale jeszcze znośne, bo jest to jakoby ogień dymiący, jeszcze nie rozpalony), przychodzą chwile, że gdy dusza ustaje z miłości i płonie tak we własnym ogniu swoim, na jedno jakieś wspomnienie, na jedno słowo, przypominające jej, że śmierć się opóźnia, nagle — sama nie wie jak i skąd — czuje w sobie jakby uderzenie gromu, jakby (s.406) grot ognisty, przeszywający jej wnętrzności. Nie mówię, żeby to był grot rzeczywisty. Trudno określić dokładnie, co to jest, ale cokolwiek jest, to czuje się wyraźnie i jasno, że jest to coś, co nie może pochodzić z naszej natury. Nie jest to również, choć tak to nazwałam, grom rzeczywisty, ale jest to coś, co ostrzej niż grom razi i rani. I rana ta, o ile rozumiem, nie tam boli, gdzie zwykle czujemy ból, jeno w najgłębszej głębi i wnętrzu duszy, gdzie piorun ten, w mgnieniu oka niknący, wszystko, cokolwiek napotka ziemską naturą naszą tracącego, do szczętu w popiół obraca (55). Dopóki trwa ten stan, niepodobna, by dusza zachowała jakąkolwiek świadomość własnej istności swojej. Siła ta wyższa w jednej chwili tak więzi i zawiesza jej władze, że nic innego czynić nie są zdolne, jeno to, co wciąż potęguje ten ból jej, to jest kochać, pragnąć i tęsknić.

3. Nie chciałabym, by kto w tym, co mówię, posądzał mnie o przesadę, przeciwnie, czuję to i widzę, że mało jest tego, co mówię, a słów mi nie staje na powiedzenie więcej, bo są to rzeczy niewypowiedziane. Jest tu, powtarzam, zachwycenie zmysłów i władz i zupełna ich niezdolność do wszystkiego, z wyjątkiem jedynie tego, co zwiększa dotkliwość tego bólu. Rozum, przy zupełnym zwykłych czynności jego zawieszeniu, to jedno rozumie najwyraźniej, iż dusza słusznie tym się smuci, że zostaje daleko od Boga. Pan zaś dolewa jeszcze oliwy do tego ognia, żywsze i jaśniejsze dając poznanie boskiej piękności i nieskończonych doskonałości swoich, przez co męka tej duszy do tego stopnia się wzmaga, że z piersi i z ust mimo woli dobywają się głośne jęki i krzyki. Osoba, o której mówię, choć wyćwiczona w cierpliwości i do wielkich cierpień nawykła, nie mogła przecież od tych krzyków się powstrzymać; bo ból ten — jak mówię — nie jest w ciele, jeno we wnętrzu duszy. Dowiedziała się wówczas z własnego doświadczenia, że cierpienia duchowe nierównie bardziej dojmującą mają siłę, niż wszystko, co człowiek może ucierpieć na ciele. W taki (s.407) sposób, myślała sobie, muszą cierpieć dusze w czyśćcu, które choć ciała nie mają, daleko większe przecież znoszą tam męki i katusze, niż wszelkie najsroższe bóle, jakich, żyjąc w ciele, doznać by mogły.

4. Widząc ową osobę w tym stanie, sądziłam naprawdę, że już umiera i nie dziw, bo niebezpieczeństwo śmierci istotnie tu jest bliskie. Zachwyt ten miłości i bólu, choć krótko trwa, rozluźnia w ciele wszystkie stawy i kości. Puls w tym stanie tak słabo bije, jak gdyby dusza za chwilę miała opuścić ciało, co też mogłoby łatwo nastąpić, bo ciepło żywotne uchodzi, a w duszy za to taki pali się ogień, że gdyby jeszcze nieco się wzmógł, już by i stanęła u celu swoich pragnień i z więzów śmiertelności wyzwolona, spoczęłaby w objęciach Boga. Bólu fizycznego, dopóki trwa ta męka wewnętrzna, nie czuje żadnego, chociaż ciało, jak mówiłam, tak się całe rozstraja i tak jest zbolałe, że jeszcze w dwa i trzy dni potem nie ma nawet siły pióra utrzymać w ręku, i nadal też, jak mnie się zdaje, więcej pozostaje osłabione niż przedtem. Że dusza mimo to bólu tego nie czuje, pochodzi to snadź z tej przyczyny, że daleko większy cierpi ból wewnętrzny, z którym się żadne cierpienie fizyczne ani z daleka równać nie może. Podobnie jak gdy w jednym członku ciała ostry nam ból dolega, inne, choćby ich było więcej, wydają się małe albo i zgoła na nie uwagi nie zwracamy. Doświadczyłam tego aż nazbyt na samej sobie. Tutaj, choćby krajano ciało na sztuki, dusza, pewna tego jestem, niczego by nie czuła.

5. Powiecie może: czy takie zapamiętałe pragnienie nie jest dowodem niedoskonałości? Czemuż ta dusza, kiedy tak jest Bogu oddana, nie zgadza woli swojej z wolą Jego? — Tak ona czyniła, póki mogła i z tej zgodności z wolą Bożą jedynie czerpała siłę i chęci do życia. Teraz nie może pod nawałem tego bólu, który ją pożera, nie jest już panią rozumu swego; rozum jej o niczym innym myśleć nie zdoła, jeno o tym, co jest przyczyną jej męki. Kiedy ma żyć rozłączona z jedynym dobrem swoim, co jej jeszcze po takim życiu? Czuje w sobie i (s.408) wokoło siebie nieopisaną samotność (56). Żadne stworzenie, ile ich jest na całej ziemi, nie zdoła jej towarzystwem swoim tej pustki zapełnić, ani bodaj żaden nawet z mieszkańców niebieskich, jeśliby tam nie było Tego, którego miłuje. Wszystko, cokolwiek jest na świecie, miast pociechy i ulgi, sprawia jej tylko mękę i udręczenie. Jest jakby człowiek zawieszony w powietrzu, który ani na ziemi nogi postawić, ani głową nieba dosięgnąć nie może. Dręczona pragnieniem, a wody dostać nie może, owszem, takie jest jej pragnienie, że choć ustaje od niego, żadna woda tej ziemi ugasić go nie zdoła. Sama też na ugaszenie jego nie chce innej wody, jeno tej, o której Pan mówił Samarytance (57), a tej nikt jej nie daje.

6. O wielki Boże i Panie mój! Jakże srogo udręczasz miłośników Twoich! Ale jakże mało wszystkiego tego udręczenia w porównaniu z tym, co później im dajesz! Rzeczy wielkie wielkim kosztem się nabywają, tego wymaga sprawiedliwość. A w gruncie, koszt to nie tak wielki; bo jeśli te cierpienia mają służyć do oczyszczenia duszy, aby zasłużyła wnijść do mieszkania siódmego, podobnie jak kto ma wejść do nieba, pierwej oczyszcza się w czyśćcu, tedy wszystko ono cierpienie tyle znaczy, co kropla wody w porównaniu z morzem. Więcej powiem, chociaż smutek ten i ta męka tak są wielkie, że żadne chyba cierpienie na tej ziemi srogości ich nie dorówna (jak o tym upewnia osoba, która wiele różnych i ciężkich, tak na ciele, jak w duszy boleści przebyła), dusza w tym stanie nie tylko za nic je poczytuje w porównaniu z tym, co przez nie osiąga, ale i samoż to męczeństwo ceni sobie jako łaskę najdroższą, na którą niczym zasłużyć nie mogła. I chociaż to męczeństwo takie, że żadnej na nie ulgi nie ma, cierpi je (s.409) przecież ochotnie i, gdyby taka była wola Boża, gotowa jest cierpieć je całe życie, to znaczy, nie umrzeć raz, ale wciąż, całe życie umierać, bo stan ten można porównać tylko z rzeczywistym konaniem.

7. Porównajmy, siostry, to męczeństwo z męką potępionych w piekle. Nie ma tam ani tej zgodności z wolą Bożą, ani tych pociech i słodkości, jakimi tutaj Pan duszę cierpiącą pokrzepia, ani nadziei tych korzyści i nagród, jakie tutaj cierpienia zapewniają. Są tam tylko męki nieustające i coraz wyżej, jeśli chodzi o męki dodatkowe, rosnące (58); męki duszy, stokroć boleśniej dojmujące niż wszelkie cierpienia na ciele; męki bez żadnego porównania sroższe od tych, które tylko co opisałam; a męki to wieczne i potępiony wie o tym, że się nigdy nie skończą. O, któż zdoła opisać rozpacz tych nieszczęsnych dusz? I jakie mogą być na tej ziemi prace i trudy, jakie w tym krótkim życiu cierpienia, które by nam były już nie za ciężkie, ale choćby tylko wspomnienia godne, gdy chodzi o uchronienie się onej straszliwej, wiecznej męki? Niepodobna, powtarzam, wyrazić, jaka jest dojmująca siła bólu duszy, jak różny jest ten ból i niezrównanie sroższy nad wszelkie bóle ciała. Ten tylko zdoła tę różnicę ocenić, kto jej sam na sobie doświadczył. I dlatego Pan daje nam w miłosierdziu swoim przechodzić przez to doświadczenie, abyśmy zrozumiały, jaką Mu nieskończoną wdzięczność winnyśmy za to, że raczył nas powołać do stanu, w którym możemy ufać, że nam odpuści grzechy nasze i od męki wiecznej nas wybawi.

8. Wróćmy już do tego, o czym byłam zaczęła, do tej duszy, takie męczeństwo wewnętrzne cierpiącej.

Męka ta, w tym najwyższym stopniu srogości, nie bywa długą, trwa ona co najdłużej trzy do czterech godzin, i gdyby (s.410) trwała dłużej, sądzę, że przyrodzona słabość organizmu ludzkiego chyba cudem tylko zdołałaby ją wytrzymać. Raz trwało to u niej (59) kwadrans tylko, a i tak zupełnie odeszła od siebie i cała potem była złamana. Prawda, że zachwycenie to przypadło na nią z nadzwyczajną silą. (Stało się to w Poniedziałek Wielkanocny, w chwili, gdy rozmawiała z innymi, po długiej, przez cały Wielki Tydzień, tak zupełnej oschłości, że prawie zgoła nie czuła uroczystej powagi tego czasu świętego). A tu jedno słowo pobożnej pieśni, rzewnie żalącej się na długość tego wygnania, takim ją nagle ostrym bólem przeszyło, że odeszła od zmysłów (60). Oprzeć się niepowstrzymanej sile takiego pędu jest to rzecz równie niepodobna, jak gdyby kto, wpadłszy w ogień, chciał odebrać płomieniom ich gorącość, aby go nie paliły. Ani też podobna ukryć tego wielkiego bólu, by obecni skutków jego nie spostrzegli. Nie mogą oni widzieć, co dzieje się w duszy, ale widzą to, co z nią dzieje się zewnątrz. Ona zaś, choć się koło niej krzątają, żadnej z towarzystwa ich nie może mieć pomocy; wszystko, co ją otacza, i ludzie, i rzeczy, wydają jej się jakby mgła i cień.

9. Ponieważ i z was któraś może znaleźć się kiedyś w tym stanie, przytoczę wam tu jeden jeszcze szczegół na dowód, jak i do takich wysokich nadzmysłowych rzeczy może się wmieszać natura i przyrodzona ułomność nasza. Zdarza się niekiedy, wśród tych zapałów miłości, gdy tak umiera od pragnienia śmierci, gdy tak srogo cierpi, że zdaje się, tuż, tuż nastąpić musi rozłączenie jej z ciałem, dusza w tejże chwili prawdziwego doznaje strachu śmierci i chciałaby jakiego zwolnienia swej męki, aby jeszcze nie umarła. Jest to oczywiście mimowolny tylko odruch ułomnej natury, bo z drugiej strony, dusza tę samą zawsze odczuwa tęsknotę, i nie masz żadnego na ból jej lekarstwa, póki go Pan sam nie uleczy, zsyłając jej, jak to (s.411) najczęściej czyni, wielkie zachwycenie albo widzenie jakie, w którym prawdziwy ten Pocieszyciel pociesza ją i umacnia, aby była gotowa tak długo żyć, jak długo będzie wola Jego.

10. Srogie to i bolesne męczeństwo, lecz dusza niewypowiedziane odnosi z niego korzyści. Nie boi się już żadnych cierpień, jakie na nią przyjść mogą, bo w porównaniu z tym bólem, jaki przebyła, wszelkie strapienia wydają jej się niczym. I miłość Boża większej jeszcze po tym przejściu nabrała w niej siły, z rozkoszą chciałaby jeszcze i jeszcze cierpieć tę mękę. Ale to nie jest w jej mocy, bo niepodobna jej wznowić w sobie tego bólu, póki Pan nie zechce, i niepodobna oprzeć się jemu, gdy przyjdzie. I światem teraz jeszcze więcej gardzi niż przedtem, bo przekonała się w onej męce swojej, że żadna rzecz na świecie nie zdoła jej tego bólu uśmierzyć. Serce też ma nierównie swobodniejsze od wszelkiego przywiązania do stworzeń, bo już jasno ujrzała, że sam tylko Stworzyciel mocen jest pocieszyć ją i nasycić. Więcej wreszcie lęka się i wystrzega obrażenia Boga w czymkolwiek, bo sama na sobie poznała, że wielki ten Pan, jak umie hojnie pocieszać, tak umie też i cierpienia dawać.

11. Dwie rzeczy, zdaniem moim, są w tej wysoko duchowej drodze rzeczywiście grożące śmiercią. Jedną z nich jest samoż ono męczeństwo, które tu opisałam, niebezpieczeństwo to doprawdy niemałe. Drugą jest przewyższająca wszelką miarę szczęśliwość i rozkosz po nim następujące. Pod nawałem tej rozkoszy dusza prawdziwie omdlewa i zdawać się może, że dość byłoby jednej jeszcze kropelki, aby całkiem już wyzwoliła się z więzów ciała; prawdę mówiąc, byłoby to dla niej szczęście nie lada.

Lecz z tego wszystkiego widzicie, siostry, iż nie bez słuszności mówiłam wam na wstępie, że na tej drodze potrzeba odwagi i męstwa. I Zbawiciel, gdybyście Go chciały prosić o podobne łaski, słusznie mógłby wam zadać to samo pytanie, jakim odpowiedział synom Zebedeuszowym na ich prośbę, a mianowicie, czy “możecie pić kielich?” (61) (s.412)

12. Możemy, możemy — tak każda z nas, pewna tego jestem, siostry, na to pytanie odpowie. I słusznie, bo Pan w boskiej łaskawości swojej każdemu dodaje tyle siły, ile widzi, że mu jej potrzeba. I dusze, które w Nim wszystką ufność swoją położą, w każdej potrzebie zasłania i broni ich, i za nie odpowiada wśród prześladowań nie słowem tylko ale uczynkiem, jak to uczynił Magdalenie (62). I wreszcie, pierwej jeszcze, nim je z tego świata odwoła od siebie, przeobfitą oddaje im już tu zapłatę, jak to zaraz zobaczycie.

Niechaj będzie błogosławiony na wieki i niech Go chwali wszystko stworzenie, amen.


(31) Chodzi o nią samą; por. Życie 34, 10; 26, 2; Sprawozdanie l, 26; 5, 12; 53, 1.

(32) Życie, r.22

(33) J 14, 6; 8, 12; 14, 6; 14, 9.

(34) l Krl 18, 30-39.

(35) 3, 3.

(36) “Obchodziłem wszystkie rzeczy, szukając Cię — pisze św. Augustyn. — Pytałem ziemi, czyś ty jest Bogiem moim, i odpowiedziała mi — nie. Pytałem morza, przepaści, zwierząt morskich, ptaków powietrznych, i odpowiedziały mi wszystkie: szukaj Boga ponad nami” (Soliloquia, r. 31; Wyznania, ks. 10, r. 6, 9-10).

(37) Por. Twierdza VI, 4, 2, 9; IV, 3, 11-13; zob. także Życie 22, 10.

(38) J 16, 7.

(39) O widzeniach umysłowych pisze szeroko św. Teresa w r. 27, 2-5 swego Życia.

(40) Życie, r. 27.

(41) Jest jasne, że mówi tu Święta o sobie samej.

(42) Życie r. 28

(43) W czasach, w których żyła św. Teresa, było rzeczą rozpowszechnioną przypisywanie pewnym odmianom kamieni czy kruszców właściwości leczniczych. W tym celu noszono je przy sobie.

(44) Sławne podówczas tkaniny cienkie i delikatne, uchodziły za najdroższe.

(45) Mt 25, 41.

(46) Dz 9,2-5

(47) Był to o. Bańez, co sama wyjaśnia w Księdze fundacji 8,1

(48). Księga fundacji 8,3.

(49). Tamże

(50) Wskazówki te dali św. Teresie o. Bańez i o. Gracián

(51) Powody piąty i szósty odnoszą się do epizodu z synami Zebedeusza (Mt 20, 20-22) i do postępowania Saula (1 Sm 15, 10-11); obydwa teksty biblijne są przytoczone w Twierdzy VI, 11, 11; V, 3, 2.

(52) Prawdopodobnie była to samaż Święta i św. Jan od Krzyża.

(53) Ps 116, 11.

(54) J 18, 36-38.

(55) Por. Św. Jan od Krzyża, Żywy płomień miłości. I, 11-15.

(56) W takich zapewne chwilach napisała św. Teresa ten wspaniały swój hymn bólu i miłości, życia i śmierci, zaczynający się od słów:

Żyjąc nie żyję w sobie,

Nadziei skrzydła otwieram,

Umieram, że nie umieram!

Jest to sławna glosa św. Teresy od Jezusa.

(57) J 4, 7-15.

(58) Głównym i największym cierpieniem potępionych w piekle jest to, że są odrzuceni na zawsze od Boga i nie mogą Go nigdy oglądać. Prócz tego każdy potępiony cierpi męki dodatkowe (pnena sensus) stosownie do zmysłów, którymi grzeszył, a więc cierpienia w dotyku, słuchu, wzroku itd. Słowa: “i coraz wyżej, jeśli chodzi o męki dodatkowe rosnące”, Święta własnoręcznie dopisała na marginesie. Ludwik z Leonu włączył te słowa do tekstu, a za nim wszyscy wydawcy

(59) Mówi tu Święta o sobie.

(60) Zdarzyło się w Salamance, w 1571 roku. W czasie rekreacji s. Izabela od Jezusa zaśpiewała pieśń zaczynającą się od słów: “Veant mis ojos — Niech ujrzą Cię me oczy, słodki Jezu mój, niech ujrzą Cię me oczy, a zaraz umrę”. Święta Teresa, zaledwie usłyszała te słowa, wpadła w ekstazę, o której tu wspomina. (Zob. Życie św. Teresy przez karmelitankę z Caen, tom I, r. 20).

(61) Mt 20,22

(62) Łk 7, 44.