św. Teresa z Avila

Mieszkanie siódme

–  TWIERDZA WEWNĘTRZNA  –


MIESZKANIE SIÓDME


ROZDZIAŁ l

Mówi o wielkich łaskach, jakich Bóg użycza duszy, która dostąpi szczęścia wejścia do tego mieszkania siódmego. — Jak między duszą a duchem, choć to jedna istność, zachodzi pewna różnica. — Są to rzeczy ważne.

l. Po tylu wielkich rzeczach, które wam dotąd o tej drodze duchowej powiedziałam, może wam się zdaje, siostry, że nic już nie pozostaje do powiedzenia. Wielki byłby to błąd tak sądzić. Wielmożność Boga nie ma granic, nie mają granic i dzieła Jego. Kto obliczy wszystkie zmiłowania Jego i wszystkie cuda łaski Jego? Takiemu rachunkowi żaden umysł nie sprosta, więc nie dziwujcie się temu wszystkiemu, choć to rzeczy niesłychane, co się dotąd tu powiedziało, ani tym rzeczom jeszcze większym, które jeszcze powiem. Wszystko to jedna maleńka cyfra w olbrzymiej sumie nieskończonych spraw Bożych.

Wielkie w tym uznawajmy nad nami miłosierdzie Jego, iż raczył jednej udzielić tych boskich darów swoich, abyśmy przez nią wszystkie mogły o nich się dowiedzieć. Im lepiej bowiem poznamy tę łaskawość, z jaką nieskończony Majestat Pana udziela siebie stworzeniom, tym większe będziemy Jemu oddawały dziękczynienia i chwałę, tym usilniej będziemy się starały nie ważyć sobie lekko tej duszy, w której On takie ma upodobanie. Prawda, że każdy ma duszę, ale nie wszyscy tak wysoko ją cenimy, jak tego jest godne stworzenie, na wyobrażenie i podobieństwo Boga uczynione, i dlatego mało kto wie o tych przedziwnych tajemnicach, jakie się w niej zawierają. Niechaj Pan, jeśli taka będzie boska wola Jego, raczy sam ręką (s.414) moją kierować, dać mi zrozumienie i natchnąć mi słowa odpowiednie, abym umiała choć w cząstce jakiej opisać wam te wielkie rzeczy, które mam do powiedzenia, a które On objawia duszy, wprowadzonej do tego mieszkania. Długo i gorąco o to Go prosiłam; boć wiadomo Jemu, przed którym nic nie ma ukrytego, że nic innego nie mam tu na celu, jeno to, by zmiłowania Jego nie zostały w ukryciu, by głośniej było chwalone i sławione święte Imię Jego.

2. Ufam, siostry, że nie dla mnie, ale dla was, nie odmówi mi tej łaski, byście dobrze zrozumiały, czego wam potrzeba, aby nie było z waszej strony przeszkody do tych błogosławionych między Oblubieńcem a duszą waszą zaślubin, które takie niewypowiedziane, jak zobaczycie, skarby bogactw niebieskich na duszę sprowadzają. O Boże wielki! Jakże może nie drżeć takie nędzne jak ja stworzenie, gdy ma mówić o takiej rzeczy, tak nieskończenie wyższej nad wszelką jego zasługę i nad samoż jego pojęcie! Wielki mię, przyznaję, na samo to wspomnienie wstyd ogarnia, i już myślałam sobie, czy nie byłoby lepiej w kilku krótkich słowach to ostatnie mieszkanie zakończyć, zwłaszcza że mógłby kto sądzić, że mówię o tych rzeczach z własnego doświadczenia, co byłoby nieopisanym dla mnie zawstydzeniem, bo znając siebie taką, jaką jestem, nie zniosłabym takiego o mnie mniemania ludzkiego; byłaby to rzecz straszna. Po głębszym jednak zastanowieniu się przyszłam do uznania, że wszystkie te strachy o to, co kto o mnie pomyśli, są tylko pokusą i małodusznością. Byleby Pan Bóg choć nieco więcej miał chwały, byleby ludzie choć nieco lepiej Go znali, co mi to szkodzi, choćby wszystek świat na mnie powstawał? Tym bardziej, że gdy to pisanie się ukaże, ja może już żyć nie będę. Niech będzie błogosławiony On, który żyje i żyć będzie na wieki, amen (1).

3. Gdy Pan ulituje się już nad tą duszą, która z tęsknoty do Niego taką mękę cierpiała i cierpi, a którą już sobie wybrał za oblubienicę, wtedy, nim dopełni duchowych z nią zaślubin, (s.415) wprowadza ją do tego siódmego mieszkania, które jest Jego własnym mieszkaniem. Podobnie bowiem jak mieszka w niebie, tak snadź ma w duszy drugie mieszkanie, w którym Jego boska wielmożność przebywa, które zatem możemy nazwać jakby drugim niebem (2). Łatwo stąd zrozumiecie, siostry, jak wiele na tym zależy, byśmy, dlatego że nie widzimy duszy, nie wyobrażały jej sobie jakby jakąś masę ciemną. Pospolicie ludzie widzą tylko tę światłość dzienną, która ich zewnątrz oświeca, a nie wiedząc o tym, że jest inna światłość wewnętrzna, która oświeca duszę, wnoszą, że w duszy muszą panować pewne ciemności. Że ciemno jest w duszy, nie żyjącej w stanie łaski, tego nie przeczę. Nie dla braku światła, gdyż Słońce Sprawiedliwości jest w niej, ale ona uczyniła siebie niezdolną, by mogła ogarnąć światłość, jak o tym, jeśli dobrze pamiętam, mówiłam w mieszkaniu pierwszym. Znam osobę, której było dano oglądać w widzeniu duszę w stanie grzechu śmiertelnego. Widziała tę nieszczęsne duszę, pogrążoną jakby w ciemnym lochu, związaną za ręce i nogi, niezdolną uczynić nic dobrego, co by miało zasługę przed Bogiem, i ślepą i niemą. Słusznie więc powinnyśmy się litować nad taką niedolą grzeszników, nie zapominając przy tym, że był czas, kiedy i my w podobnym stanie żyłyśmy i że nad nimi także może Pan jeszcze okazać miłosierdzie swoje, jak je okazał nad nami.

4. O to Go, siostry, ustawicznie błagajmy i niech ten będzie główny cel i przedmiot modlitw naszych. Modlić się za dusze w grzechu śmiertelnym leżące, prawdziwie to wielka jałmużna i uczynek w najwyższym stopniu miłosierny. Przedstawmy sobie człowieka, okutego w ciężkie kajdany, przywiązanego za ręce do słupa, umierającego z głodu, nie iżby mu brakło pożywienia, owszem, ma je tuż pod bokiem i wyborne, ale mając ręce związane, sięgnąć po nie i do ust go podnieść nie może. I tak mdlejąc od nieznośnej czczości we wnętrznościach, już kona, już prawie umiera. Czy nie byłoby to okrucieństwem (s.416) patrzeć na niego z założonymi rękami, a nie podać mu strawy, którą by się posilił? Ale co znaczy wszystka niedola tego człowieka w porównaniu z tysiąckroć gorszym, okropnym stanem duszy grzesznej, która skuta kajdanami, spętana więzami grzechu, pozbawiona łaski, która jest pokarmem i życiem jej, umiera śmiercią nie jak tamten doczesną, ale śmiercią wieczną! Czy nie widzicie, jakie by to było szczęście i dla niej, i dla was, gdybyście modlitwą waszą skruszyły jej kajdany? A więc na miłość Boga was proszę, nigdy w modlitwach waszych nie zapominajcie o tych nieszczęsnych duszach.

5. Ale tutaj nie o nich chcę mówić, lecz o duszach, które przez miłosierdzie Boże już uczyniły pokutę za grzechy swoje i żyją w stanie łaski. Dusza nie jest to, jak może która gotowa ją sobie przedstawić, jakaś drobina, gdzieś schowana w kącie i w ciasnych granicach zamknięta. Jest to prawdziwy świat wewnętrzny, w którym dosyć jest miejsca na tyle wielkich i pięknych mieszkań, o których wam mówiłam; i tak słusznie być powinno, skoro we wnętrzu tej duszy jest mieszkanie Boga samego.

Do tego swego mieszkania Pan nasamprzód wprowadza duszę, gdy chce ją uszczęśliwić łaską tych boskich zaślubin. Spełniają się one w inny sposób, niż kiedy przedtem dawał jej zachwycenia albo ów rodzaj duchowego złączenia, które się zowie modlitwą odpocznienia. I tam, jestem o tym przekonana, jednoczył ją z sobą, ale dusza wtedy miała to uczucie, jakoby cząstką pewną tylko dano jej było wejść do tego wnętrza, do którego tu ją w tym mieszkaniu siła niepowstrzymana całą pociąga. Lecz to w gruncie nie stanowi różnicy, czy w ten sposób, czy w inny, zawsze ją Pan z sobą jednoczy; tylko że zarazem czyni ją ślepą i niemą, jak Pawła świętego w chwili jego nawrócenia, odbierając jej wszelką władzę, że nie może poznać, jaka to łaska, którą się cieszy, i jakim sposobem nią się cieszy. Wielka rozkosz, w jaką wtedy opływa, polega na tym, że czuje siebie tak bliską Boga i złączoną z Bogiem; ale samaż ta rozkosz i to złączenie zawiesza wszystkie jej władze, tak iż nic nie jest zdolna poznać i zrozumieć. (s.417)

6. Tu dzieje się inaczej. Tu już Bóg w swojej dobroci zdejmuje duszy łuski z oczu, aby sposobem nadzwyczajnym ujrzała choć w części i poznała łaskę, jaką Pan ją zaszczyca. Wprowadzona do tego mieszkania siódmego, dostępuje wysokiego widzenia umysłowego. Cudownym, Bogu samemu wiadomym, sposobem ukazuje jej się Trójca Przenajświętsza, w płomiennej jasności, na podobieństwo olśniewającego obłoku, która naprzód ogarnia duchowy szczyt duszy i w tej jasności, niewypowiedzianym sposobem poznania, widzi dusza wszystkie razem trzy Osoby i każdą oddzielnie, i z przewyższającą pewnością prawdy poznaje, jako wszystkie te trzy Osoby są jedną istnością, jedno wszechmocnością i mądrością, jednymże Bogiem. I to, co tu poznajemy przez wiarę, to tam, rzec można, poznaje dusza przez widzenie, choć oczy ciała zarówno jak i duszy nic nie widzą, bo nie jest to widzenie przez wyobraźnię. W takim widzeniu trzy Osoby Boskie siebie duszy udzielają i mówią do niej, i dają jej zrozumienie tego, co Pan mówi w Ewangelii, że jeżeli Go kto miłuje, będzie zachowywał Jego naukę, a Ojciec Jego umiłuje go i przyjdą do niego, i będą u niego przebywać (3).

7. O Boże wielki! Jakaż to różnica słyszeć te słowa i z wiarą je przyjmować, a czuć i rozumieć w taki sposób całą ich prawdę! Dusza, o której mówię, w ciągłym żyje zdumieniu, rosnącym z dniem każdym. Ma to uczucie, że te Boskie trzy Osoby nigdy nie odeszły od niej; jasno widzi, w sposób wyżej opisany, że mieszkają we wnętrzu, w najgłębszym wnętrzu jej, jakby w głębi jakiejś bezdennej. Nie mając nauki, nie potrafi wytłumaczyć, jaka to głębia, ale czuje to, że tam mieszka z nią to boskie towarzystwo (4).

8. Myślicie może, że takiej dostąpiwszy łączności z Bogiem, dusza powinna w ciągłym być zachwyceniu, a cała pochłonięta tym wewnętrznym widzeniem, niczym się już zająć nie potrafi. — Mylicie się; z większą owszem niż (s.418) przedtem swobodą i zapałem oddaje się ona wszystkiemu, co się odnosi do służby Bożej, i tylko w chwilach wolnych od zajęć rada przestaje sam na sam z słodkim towarzystwem swoim. I nigdy, chybaby pierwsza sprzeniewierzyła się Bogu, nie odbierze jej Bóg tego jasnego, oczywistego poznania swojej w niej obecności. Ona też wielką ma ufność, że Bóg, skoro jej użyczył tej łaski, nie dopuści tego, by ją miała postradać. Ale choć wie i czuje, że słusznie to sobie obiecywać może, nie zaniecha jednak z większą jeszcze niż dotąd pilnością czuwać nad sobą, by snadź nie obraziła czym Pana i Oblubieńca swego.

9. Rozumie się, że ustawiczne to widzenie Bożej obecności nie jest w dalszym ciągu tak zupełne, czyli raczej tak jasne, jak gdy pierwszy raz się objawi, albo gdy spodoba się Bogu w danej chwili wznowić duszy tę łaskę w pierwszej jasności jej i sile. Gdyby bowiem ta jasność trwała ciągle, niepodobna byłoby duszy widzieć nic innego, ani nawet obcować z ludźmi. Ale choć jasność się zmniejsza, zawsze jednak dusza, ile razy wejdzie w siebie, znajdzie tam to najświętsze swoje towarzystwo. Gdyby w chwili, gdy znajdujesz się, dajmy na to, w jasnym i widnym pokoju w towarzystwie z drugimi, nagle zamknięto okiennice, już byś nie widziała obecnych, bo zrobiło się ciemno. Ale choć ich w tej ciemności nie widzisz i, póki nie będzie światła, widzieć nie możesz, wiesz przecież i masz pewność, że zawsze są w pokoju. Tak jest poniekąd i z tym widzeniem wewnętrznym; z tą tylko różnicą, że gdy okiennice otworzysz, towarzystwo twoje znowu zobaczyć możesz, a tutaj dusza nie może tego. Nie jest w jej mocy, gdy zechce wznowić w sobie owo widzenie; na to potrzeba, by na rozkaz Pański otworzyły się okiennice umysłu i to zrządza Pan, gdy zechce, nie wedle upodobania duszy, jeno wedle upodobania swego; dość tej łaski i tego miłosierdzia Jego, że nigdy jej nie opuszcza i taką jej daje niewątpliwą pewność obecności swojej.

10. Boska wielmożność Jego chce snadź duszę przygotować tu do większych rzeczy, bo jasna rzecz, że taka łaska skuteczną musi jej nieść pomoc do wszelkiego postępu w (s.419) doskonałości, jak i do pozbycia się strachów, jakimi inne łaski nieraz ją przejmowały, o których w swoim miejscu mówiłam. Tak i było z tą duszą (5). Widziała w sobie postęp pod każdym względem i, w najcięższych nawet utrapieniach i w sprawach najtrudniejszych, rdzeniem duszy nigdy, tak jej się zdawało, nie wyszła z onego wewnętrznego swego z Bogiem mieszkania. Stało się w niej, rzekłbyś, jakby rozdwojenie między wyższą a niższą częścią duszy. W ciężkich, jakie niebawem po użyczeniu jej tej łaski. Bóg na nią dopuścił krzyżach, ta druga narzekała na pierwszą, jak Marta na Marię (6), i nieraz wymawiała jej, że ciągle tylko siedzi sobie, używając do woli błogiego odpocznienia, a ją pozostawia samą wśród tylu utrapień i posług i do uczestnictwa w rozkoszach swoich jej nie dopuszcza.

11. Wyda się wam to dziwne, córki, ale tak jest prawdziwie. Chociaż dusza, jak wiemy, jest jedną niepodzielną istnością, to, co mówię o onym w niej rozdwojeniu, nie jest tylko przywidzeniem, jest to, owszem, stan zwykły duszy do tej wysokiej łaski podniesionej. Rzeczy wewnętrzne w taki sposób, powtarzam, jej się przedstawiają, że jakkolwiek dusza i duch są jedno, bardzo wyraźnie jednak czuje w sobie pewną między tym dwojgiem różnicę (7). Rozdzielenie to w wysokim stopniu subtelne, ale daje się sprawdzić w sposób niewątpliwy, i zdarza się nieraz, że jedna strona duszy działa tak, a druga inaczej, wedle smaku, jakiego spodoba się Panu im udzielić. Między duszą również a władzami jest, zdaniem moim, różnica, i te dwie rzeczy nie są zupełnie jedno (8). Ale tyle jest we wnętrzu naszym subtelnych różności, że zuchwałością byłoby z mojej strony, gdybym się ważyła je objaśniać. Przyjdzie (s.420) dzień, że to wszystko jasno ujrzymy i zrozumiemy, jeśli Pan w miłosierdziu swoim raczy nas dopuścić tam, kędy wszelkie tajemnice będą wybranym Jego objawione.

ROZDZIAŁ 2

Mówi dalej o tym samym. — Objaśnia, czym się różni duchowe zjednoczenie z Bogiem od rzeczywistych duchowych zaślubin. — Objaśnienie tej różnicy za pomoc;) odpowiednich porównań.

1. Mówmy teraz o owych duchowych boskich zaślubinach, chociaż wielka ta łaska nie może się dokonać w tym życiu w sposób zupełnie doskonały. Póki bowiem żyjemy w ciele, zawsze jeszcze możemy oddalić się od Boga i tym samym wysokie to szczęście postradać.

Pan, gdy pierwszy raz użycza duszy tej łaski, ukazuje się jej przez widzenie wyobraźni w swoim najświętszym Człowieczeństwie, aby dobrze wiedziała i wątpić o tym nie mogła, że dostępuje tak niesłychanego daru. Innym może objawia się w innym kształcie; lecz ta, o której tu mówię, w takiej Go postaci widziała. Było to w chwilę po przyjęciu Komunii świętej. Pan stanął przed nią z wielką jasnością, wdziękiem i majestatem, takim, z jakim zmartwychwstał i rzekł do niej, że czas już, aby Jego sprawy wzięła za swoje własne, a On będzie miał pieczę o jej. Inne jeszcze potem dodał słowa, które łatwiej sercem odczuć, niż usty wyrazić.

2. Mogłoby się zdawać, że widzenie to nie było rzeczą nową, bo już przedtem nieraz Pan ukazał się jej w takiej samej postaci. Ale taka tu była ogromna różnica, że po tym widzeniu pozostała całkiem nieprzytomna i przerażona; raz, dla samej, nierównie potężniejszej jego siły; po wtóre, dla głębokiego znaczenia słów, które Pan do niej mówił; po trzecie wreszcie dlatego, że Pan jej się ukazał w najgłębszym wnętrzu duszy, a podobnego widzenia, całkiem wewnętrznego, z wyjątkiem jedynie tego, o którym była mowa w poprzedzającym rozdziale, (s.421) nigdy jeszcze nie miała (9). Trzeba wam wiedzieć, że między wszystkimi widzeniami poprzednich mieszkań, a widzeniami tego siódmego, różnica jest ogromna, a zrękowiny duchowe, które się zawierają w tamtych, tak się mają do duchowych zaślubin, spełniających się w tym ostatnim, jak się ma zobopólny do siebie stosunek dwojga narzeczonych do stosunku dwojga małżonków, którzy związani węzłem dozgonnym, już się, póki żyją, rozłączyć nie mogą.

3. Używam, jak już mówiłam, tych porównań, w braku innego, odpowiedniejszego sposobu objaśnienia rzeczy. Lecz ma się rozumieć, że nie ma tu myśli o ciele, jak gdyby dusza już w nim nie mieszkała i była czystym duchem. Tym bardziej jeszcze nie ma tego w tym małżeństwie duchowym, bo tajemnicze to zjednoczenie spełnia się w najgłębszym wnętrzu duszy, które snadź jest miejscem, kędy mieszka sam Bóg, i nie potrzeba Mu drzwi, aby wszedł do niego. O drzwiach tu mówię, bo wszelkie łaski, o jakich dotąd mówiłam, przez zmysły i władze, jakby drzwiami wnikały do duszy, a i samo ono ukazanie się boskiego Człowieczeństwa nie inaczej, jak mniemam, się stało. Ale przy zawarciu tego duchowego małżeństwa rzecz się ma zupełnie inaczej. Tutaj Pan zjawia się w onym wnętrzu duszy nie w widzeniu przez wyobraźnię, jeno w widzeniu umysłowym i to jeszcze subtelniejszym od poprzednich; wchodzi drzwiami zamkniętymi, jak wszedł do Apostołów i pozdrowił ich, mówiąc: “Pokój wam” (10). Tak głęboka to tajemnica, tak wysoka łaska, której Bóg tu w jednej chwili duszy udziela, tak niewypowiedziana rozkosz, która tu duszę przenika, że nie wiem, z czym to wszystko porównać. Bo snadź chce Pan w tej chwili, sposobem wyższym nad wszelkie widzenia albo smaki duchowe, objawić duszy chwałę, która ją czeka w niebie. Inaczej tego objaśnić nie zdołam i to jedno tylko wiem i rozumiem, że dusza, to jest sam duch tej duszy, staje się jedno z Bogiem, który, będąc najczystszym i najwyższym duchem, ducha tego z sobą jednoczy, chcąc tym (s.422) sposobem okazać miłość, jaką nas Boski Majestat Jego miłuje, i dać poznać niektórym duszom, do jakiego niepojętego stopnia ta miłość Jego dochodzi, abyśmy wszyscy znali i wysławiali boską nad nami łaskawość Jego. Taki ogromny, nieogarniony Majestat tak się raczy łączyć ze stworzeniem swoim, że na podobieństwo małżonka, nierozerwalnym węzłem związanego, nigdy nie opuści tej duszy, którą sobie poślubił.

4. Zrękowiny duchowe nie mają tej trwałości; zaręczeni mogą sią rozejść i nieraz się rozchodzą. Tak jest i z duchowym duszy złączeniem z Bogiem. Każde złączenie, choć z natury swojej jest skojarzeniem dwu rzeczy czy istot w jedno, może przecież się rozłączyć i każde pójdzie znowu w swoją stronę. Jakoż i w życiu duchowym tak bywa, że łaska zjednoczenia, której Bóg użyczy duszy na modlitwie, prędko przemija i dusza pozostaje znowu bez tej błogiej z Bogiem swoim społeczności, to jest, już jej nie czuje. Nie tak w tych zaślubinach duchowych, tu dusza ciągle zostaje z Bogiem swoim w owym wnętrzu najgłębszym i nigdy się z Nim nie rozłącza. Chcąc to o ile możności objaśnić, powiedziałabym, że zjednoczenie w zrękowinach jest to jakoby tak ścisłe spojenie dwu świec, iżby obie jedno światło dawały, albo jak samaż świeca, w której wosk, knot i płomień w jedną całość się schodzą. Można jednak rozdzielić te świece i będą znowu dwie, albo i samą świecę można tak rozłożyć, iż będzie osobno knot a osobno wosk. Po drugie zaś, w zaślubinach duchowych, zjednoczenie jest to jakby woda z nieba, deszczem czy rosą padająca do rzeki albo do zdroju i z wodą tychże się zlewająca. I tu już nikt tych dwóch wód nie rozdzieli ani nie rozróżni, która jest z nieba, a która ze zdroju czy z rzeki. Można je porównać jeszcze do strumienia wpadającego do morza i nierozdzielnie w nim wody swoje zanurzającego, albo jeszcze do światłości dziennej, dwoma oddzielnie oknami do pokoju wpadającej, a przecież jedną światłość stanowiącej.

5. Może to miał na myśli święty Paweł, gdy mówił, że “kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem (11), (s.423) wskazując na owo wzniosłe małżeństwo, w którym Majestat Boski sprawuje takie między sobą a duszą zjednoczenie. I te drugie słowa Apostoła: “Dla mnie bowiem żyć — to Chrystus, a umrzeć — to zysk” (12), dusza tu może, jak sądzę, zastosować do siebie. Tu bowiem już duchowy on motyl, o którym mówiliśmy, umiera z rozkoszą, bo już życiem jego jest Chrystus.

6. Że tak jest, to w dalszym następstwie dusza coraz lepiej poznaje po skutkach. Czuje bowiem coraz wyraźniej, że Bóg sam jest sprawcą i dawcą jej życia; świadczą jej o tym tajemne natchnienia i porywy, częstokroć tak żywe i głębokie, że żadną miarą nie może wątpić o boskim ich źródle, a które, choć ich wyrazić i opisać nie zdoła, nieraz jednak do takiej dochodzą potęgi, że mimo woli jej wybuchają w słowach gorącej miłości i tęsknoty. O życie życia mego! O podporo, która mię wspierasz! — takie i tym podobne słowa, w niepowstrzymanym uczuć tych wezbraniu, dusza jakby poniewolnie z siebie wydaje. Wtedy z piersi Miłości wiekuistej, którymi Bóg bezprzestannie karmi tę duszę, falami spływa mleko pociech niebieskich na pokrzepienie wszystkiej czeladzi twierdzy. Chce Pan, by i im dostała się jaka cząstka tej nieogarnionej rozkoszy, w jaką opływa dusza, i dlatego, z tej głębokiej rzeki, w której się pogrążyła maluczka ona kryniczka, chwilami wypuszcza strumyki wody żywej, aby i ci, którzy w potrzebach domowych służą tym dwojgu oblubieńcom, mieli z niej ochłodę i pokrzepienie. Podobnie jak ten, kto by został nagle polany wodą, uczułby to bez wątpienia i nie mógłby nie uczuć, choć się tego nie spodziewał, tak, i z większą jeszcze pewnością, dusza tu czuje te ukryte w niej działania i boskie ich źródło. Jak bowiem woda spływająca jawnie świadczy o tym, że jest źródło, z którego ona wypływa, tak również jasno dusza czuje i widzi, że jest we wnętrzu jej Wyższy nad nią, który ją wodą żywą, z Niego płynącą, ochładza i wypuszcza te strzały, które ją ranią, i życie daje duchowemu jej życiu. Że jest w niej Słońce, wielką światłością jaśniejące, które z wnętrza jej (s.424) promienie tej światłości swojej na wszystkie jej władze rozsyła. Sama zaś — jak mówiłam — nigdy nie wychodzi z tego ogniska swego wnętrza i nic tam nie zdoła pokoju jej zakłócić, bo ma w pośrodku siebie Tego, który jak apostołom zgromadzonym przyniósł i oznajmił swój pokój, tak mocen jest i jej go dać i zachować.

7. Przychodzi mi na myśl, że to pozdrowienie Pana, równie jak te słowa, które rzekł do świętej Magdaleny, by szła w pokoju (13), musiały w swoich skutkach dużo więcej zdziałać niż to, co oznajmiało samo ich brzmienie. Słowo Boga do nas jest w nas czynem; zatem i owe słowa w tych duszach, już należycie przysposobionych, musiały zdziałać ten skutek, że usunęły z nich wszystko, cokolwiek w duszy ludzkiej jest cielesnego i uczyniły je czysto duchowymi, aby duchem mogły zawrzeć te niebieskie zaślubiny z Duchem nie stworzonym. Bo rzecz pewna, że gdy dusza wypróżni siebie z wszelkiego przywiązania do rzeczy stworzonych, i oderwie się od nich dla miłości Boga, Bóg niechybnie napełni ją samym sobą. W tej myśli Pan Jezus — nie pamiętam, w którym miejscu to napisano — modląc się za apostołami swymi, prosił Ojca, aby byli jedno z Ojcem i z Nim, jak Pan nasz Jezus Chrystus jest w Ojcu a Ojciec w Nim (14). Powiedzcie, jaka może być większa miłość nad tę, która się w tych słowach objawia? A do tej miłości przystęp nikomu z nas nie jest wzbroniony, bo tak jeszcze mówi Pan: “Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie”. I dodaje: “Ja w nich”.

8. Wielki Boże, jakże te słowa prawdziwe! Jak je rozumie dusza, gdy w tych zaślubinach duchowych widzi je sprawdzone na sobie! I jakże moglibyśmy wszyscy je zrozumieć, gdybyśmy z własnej winy naszej nie pozbawiali siebie tego szczęścia! Słowo Jezusa Chrystusa, Króla i Pana naszego, nie może zawodzić; ale my Jemu i sobie czynimy zawód, nie starając się o należne przysposobienie siebie, nie uchylając się (s.425) od tego wszystkiego, co może nam tę światłość przysłonić i dlatego, nie mając światła, nie widzimy siebie w tym zwierciadle, na które patrzymy, a którym jest wyobrażenie nasze.

9. Gdy więc, jak mówiłam, Pan wprowadzi duszę do tego swego mieszkania, którym jest jej własne wnętrze, dusza ta staje się podobna do nieba empirejskiego, w którym mieszka Bóg. Bo jak ta najwyższa sfera nieba nie obraca się, zdaniem uczonych, jak inne (15), tak i w duszy, gdy wejdzie do tego siódmego mieszkania, ustają wszelkie poruszenia, jakim przedtem podlegała w swoich władzach i w wyobraźni, które tu już szkodzić jej ani pokoju jej zakłócić nie mogą.

Czy to ma znaczyć, że dusza, gdy dojdzie do tego stanu i tę łaskę otrzyma od Boga, już jest pewna zbawienia swego i zabezpieczenia od upadku? Bynajmniej; oświadczam, owszem, i ostrzegam, że gdziekolwiek, pisząc o tych rzeczach, mówię o bezpieczeństwie duszy, zawsze to ma się rozumieć z tym warunkiem, że jeśli boska łaskawość Pana nie przestanie trzymać jej w swym ręku i jeśli ona Jego w niczym nie obrazi. To przynajmniej wiem z pewnością, że dusza ta (15a), na którą wciąż tu się powołuję, choć podniesiona do tego stanu i już lata całe (16) w nim zostaje, nie ma siebie za bezpieczną, ale raczej z większą niż przedtem bojaźnią Bożą postępuje, strzeże się wszelkiej najmniejszej obrazy Bożej i najgorętszą, jak się w dalszym ciągu powie, pała żądzą służenia Bogu. Ciągły przy tym czuje żal i wstyd, że tak mało dla Niego uczynić jest zdolna, kiedy tak wiele Mu jest winna. Jest to dla niej niemały krzyż i prawdziwa, bardzo ciężka pokuta. Co do umartwień bowiem i surowości, im ostrzejszą czyni pokutę, tym większej doznaje z niej rozkoszy. Prawdziwa dla niej pokuta jest wtedy, gdy Bóg jej odbiera zdrowie i siły do czynienia pokuty. Choć w poprzednich już mieszkaniach mówiłam, jak wielkie to dla (s.426) duszy utrapienie, to przecież jest ono bez porównania większe. Wszystko to pochodzi z gruntu, z którego teraz życie jej wyrasta, bo wszak drzewo zasadzone nad ściekaniem wód i większą ma świeżość, i obfitszy owoc wydaje. Cóż zatem dziwnego, że takie w tej duszy pragnienia mnożą się i rosną, kiedy istotny duch jej jedno się stal z ową wodą z nieba, o której mówiliśmy.

10. Wracając wszakże do tego, co mówiłam wyżej o pokoju, jakiego dusza w tym mieszkaniu używa, nie sądźmy, by i władze, i zmysły, i namiętności zostawały zawsze w takimże pokoju; dusza sama tylko nigdy go nie traci. I w tym mieszkaniu nie brak takich chwil, kiedy srożą się walki, dolegają utrapienia i trudy; bywa to nawet stan zwyczajny. Ale utrapienia te dusza tutaj nie tak odczuwa, by mogły zamącić jej pokój.

Co się zaś tyczy tego wnętrza duszy, tego ducha, o którym tu mówię, jest to rzecz tak trudna do wytłumaczenia, a także i do uwierzenia, że obawiam się, siostry, byście wobec mojej nieudolności nie miały pokusy odmówienia wiary moim słowom. Może to w rzeczy samej wydawać się niepodobną do pogodzenia sprzecznością, że dusza, jak mówię, cierpi utrapienia i smutki, a przy tym jednak w doskonałym zostaje pokoju. Spróbuję wam to wytłumaczyć za pomocą jednego lub drugiego porównania; daj Boże, by one miały jaki sens; ale choćby go nie miały, tego zawsze pewna jestem, że tak jest, jak wam mówię.

11. Król, na przykład, choć może w rządach swoich ciężkie ma zawikłania i kłopoty, choć może wojny srożą się w jego królestwie, sam przecież spokojnie mieszka w swoim pałacu. Tak i tu, choć w innych mieszkaniach zdarzają się różne rozruchy, pełzają gady jadowite, słychać krzyki i zgiełk, wszystko to nie dosięga duszy w tym siódmym mieszkaniu będącej, ani jej nie zdoła stamtąd wyprowadzić. Wrzawa i zgiełk, dochodzące do jej uszu, sprawują jej niejaką przykrość, ale zmieszać jej i pokoju jej odebrać nie zdołają, bo tu (s.427) namiętności już są pokonane i boją się bliżej przystąpić, wiedząc, że będą tylko z tym większym wstydem odparte.

Albo drugie porównanie. Boli kogo ciało, ale głowa zdrowa, więc choć cierpią wszystkie członki, głowa nie cierpi.

Sama się śmieję z tych moich porównań i widzę ich niedoskonałość, ale nie mam lepszych. Wszakże, jakkolwiek one wam się wydadzą, to, co powiedziałam, jest prawdą.

ROZDZIAŁ 3

Opowiada o wielkich skutkach, jakie sprawia ten najwyższy stopień modlitwy. — Jaka jest uwagi godna różnica między tymi skutkami a łaskami, jakie dusza osiąga w mieszkaniach poprzednich.

1. Już więc możemy powiedzieć, że umarł nasz motyl, niewypowiedzianym radując się weselem, iż znalazł w sobie miejsce odpocznienia, iż żyje w nim Chrystus. Zobaczmy teraz, jakie jest życie tej duszy w Chrystusie umarłej i czym się ono różni od tego, jakim żyła sama w sobie? Po skutkach poznamy, czy jest w niej prawdziwie to, co się o tym siódmym mieszkaniu powiedziało. Skutki te, o ile rzecz rozumiem, są następujące:

2. Najprzód, zapomnienie o sobie tak zupełne, jakby ta dusza już nie istniała. Bo, jak już mówiłam, cała jej istność takiego kształtu i kierunku nabrała, że już nie zna siebie, ani już nie myśli dla siebie, ani o niebie, ani o życiu, ani o czci własnej, jeno wszystka jest oddana i poświęcona szerzeniu czci Bożej. Snadź owe słowa, które Pan rzekł do niej, aby miala pieczę o sprawach Jego, a On będzie pamiętał o sprawach jej, wydały swój skutek i w czyn się zamieniły. Nie troszczy się o siebie, cokolwiek by na nią przyjść mogło i w tak zupełnym żyje zapomnieniu o sobie, jakby jej zgoła nie było. Sama przynajmniej w niczym już nie chciałaby być czymś, chyba tam tylko, gdzie widzi, że może w czymkolwiek przyczynić się, (s.428) choćby w rzeczy najmniejszej, do pomnożenia czci i chwały Bożej, bo za to każdej chwili ochotnie jest gotowa oddać życie.

3. Nie sądźcie jednak, córki, by dusza w tym zapomnieniu o sobie zaniedbała wszelkiej myśli o jedzeniu i śnie (jakkolwiek konieczność zaspokajania tych potrzeb niemałą dla niej jest męką), i nie troszczyła się o to, co z obowiązku stanu swego czynić powinna. Mówię tu tylko o rzeczach wewnętrznych. O sprawach bowiem i pracach zewnętrznych dość powiedzieć to jedno, że nie tylko się od nich nie uchyla, ale owszem, najwięcej cierpi, że to, co uczynić zdoła, w jej oczach jest niczym. Ale cokolwiek może i w czym tylko widzi służbę należną Panu, to z pewnością uczyni i żadna rzecz na świecie od tego jej nie powstrzyma.

4. Drugi skutek, jest to wielkie pragnienie cierpienia, ale nie takie już, jak przedtem, by jej pokój wewnętrzny odbierało. Tak głęboko bowiem tkwi w tej duszy górująca nad wszystkim żądza, by spełniła się w niej wola Boża, iż cokolwiek Boski Majestat zrządzi, to poczytuje za najlepsze. Każe jej Pan cierpieć — i owszem; nie każe — dobrze i tak, nie będzie się już tym udręczała, jak to czyniła dawniej.

5. Dusza taka czuje wielką radość wewnętrzną, gdy ją spotka prześladowanie, spokój, z jakim je znosi, o wiele jest głębszy niż w poprzednich mieszkaniach. Żadnego nie ma uczucia nienawiści czy urazy ku tym, którzy jej szkodzą albo szkodzić chcą, przeciwnie, szczególną ogarnia ich miłością, tak iż gdy ujrzy ich w jakim utrapieniu, serdecznie ich żałuje, gotowa wszystko ucierpieć dla uwolnienia ich od cierpienia. Szczerym też sercem poleca ich Bogu, a co większa, z radością zrzekłaby się łask, jakie otrzymuje od Pana, aby wszystkie przeszły na nich, aby już nie obrażali Boga.

6. Lecz jedna rzecz zwłaszcza nad wszystkie inne wydaje mi się dziwna. Widziałyście, jak wielkie utrapienia i cierpienia znosiła ta dusza, aby wreszcie mogła już umrzeć i cieszyć się Panem swoim. A teraz, kiedy osiągnęła to, czego pożądała, tak gorąco pragnie służyć Panu, przyczynić Mu chwały i duszom być pożyteczna, że już nie tylko nie chce umrzeć, ale raczej (s.429) chciałaby najdłuższe lata żyć w najsroższych cierpieniach, byleby przez nie mogła oddać chwałę Panu, choćby w rzeczy najmniejszej. I chociażby miała pewność, że dusza jej, wyszedłszy z ciała, natychmiast dostąpi szczęśliwości oglądania Boga, i chociażby jej jasno stała przed oczyma chwała, jaką cieszą się Święci, nie pragnie tej szczęśliwości i chwały zaraz osiągnąć. Chwałę swoją na tym zasadza, by mogła w czymkolwiek służyć Panu Ukrzyżowanemu, zwłaszcza gdy widzi, jak ciężko ludzie Go obrażają i jak mało jest tych, którzy by z zapomnieniem o sobie Jego chwały naprawdę we wszystkim szukali.

7. Zdarza się wprawdzie niekiedy, gdy na chwilę mniej żywo staje jej na myśli ten główny cel jej życia, a szczególnie gdy widzi, jak mało Jemu służy, że wracają jej znowu dawne owe tęskne pragnienia posiadania Boga i wyzwolenia się z tego wygnania. Niebawem jednak przyszedłszy do siebie i czując w sobie nieustającą obecność Bożą, na niej poprzestaje i znowu ofiaruje Boskiemu Majestatowi Jego gotowość swą do życia, jako najtrudniejszą ofiarę, jaką Mu może złożyć z siebie.

Śmierć bynajmniej nie jest jej straszną, przeciwnie, przedstawia jej się, jak słodkie zachwycenie. A wszystko to nie pochodzi z niej samej, ale od Boskiego Oblubieńca, który jak przedtem wzniecał w niej one żądze, z tak niesłychaną dla niej męką połączone, tak teraz daje jej te ciche i spokojne pragnienia. Niech będzie pochwalony za wszystko i błogosławiony na wieki.

8. Ostatecznie pragnienia jej nie mają już na celu, jak przedtem, pociech i smaków wewnętrznych; dość jej tego, że ma z sobą Pana swego, że już nie ona żyje, ale On w niej. A jako życie Jego na tej ziemi było jednym ciągłym krzyżem i męką, tak też, rzecz jasna, w niej działa, by życie jej było podobne do życia Jego, przynajmniej w pragnieniu, kiedy niedołężność jej nie zdoła dorównać mu czynem. Ale i do czynu, gdy widzi tego potrzebę, nie odmawia jej dobry Pan boskiej siły swojej.

Wielkie w tej duszy panuje oderwanie się od wszystkiego, (s.430) połączone z nieustającym pożądaniem albo samotności, albo też takiej pracy, z której by dusze miały pożytek. Żadnych już nie doświadcza oschłości ani udręczeń wewnętrznych, a myśli jej ciągle są złączone z Boskim Panem swoim z takim rzewnym i tkliwym uczuciem, że chciałaby nic innego nie czynić, jeno chwalić Go i chwalić. Jeśli zaś kiedy opuści się na chwilę. Pan sam ją budzi w sposób wyżej opisany. I widzi wtedy z zupełną jasnością, że ten impuls, nie wiem jak go nazwać inaczej, pochodzi, tak samo jak i owe gwałtowne, wspomniane już porywy, z głębi samegoż jej wnętrza. Tu daje się on odczuwać z wielką słodkością, ale źródło jego nie jest ani w myśli, ani w pamięci, ani w jakiej bądź innej władzy i w niczym dusza sama nie przyczynia się do jego wywołania. Jest to rzecz tak zwyczajna i tak często się powtarza, że dusza z wszelką uwagą przypatrzeć się mogła, że tak jest rzeczywiście. Jak ogień, choćby go najsilniej rozniecić, nigdy płomienia swego nie opuszcza w dół, ale niezmiennie w górę się wzbija ku niebu, tak i to poruszenie wewnętrzne, w głębinach duszy poczęte, wstępuje w górę i władze duszy rozbudza.

9. Zaprawdę, chociażby z tej wzniosłej łaski innego nie było pożytku nad ten, że objawia nam tę szczególną troskliwość Boga do udzielenia nam siebie i prośbę Jego niejako — bo inaczej tego nazwać nie można — byśmy zechcieli zostawać z Nim, to jedno już przeobfitą byłoby zapłatą za wszelkie trudy i cierpienia, jakie podjąć zdołamy dla doznania na sobie tych tak słodkich i przenikających podniet boskiej miłości Jego.

Wy, siostry, sądzę, już ich doznałyście, skoro, jak mam nadzieję, doszłyście już do modlitwy zjednoczenia, bo na tym stopniu Pan, jak mniemam, nigdy nie zaniecha wszczynać tych swoich zabiegów około duszy, jeśli tylko ona nie zaniecha chować przykazań Jego. Ile razy więc uczujecie w sobie te wewnętrzne poruszenia, pomnijcie, że pochodzą one z tego ostatniego mieszkania, kędy Bóg mieszka w duszy naszej i dzięki Mu czyńcie najgłębsze. Jest to bowiem poselstwo od Niego, jest to list miłosny, pisany do was ręką niewypowiedzianej (s.431) miłości Jego, a pisany w taki tajemniczy sposób, iżbyście wy same tylko treść jego i prośbę w nim wyrażoną rozumiały. Nie zaniedbujcie nigdy odpowiedzieć godnie na to wezwanie Jego Boskiego Majestatu, chociażbyście miały wiele zajęć zewnętrznych i stosunków z ludźmi. Czasem bowiem wśród takich zajęć spodoba się Panu dać wam to wezwanie miłosne. I bardzo łatwo możecie odpowiedzieć na nie, gdyż chodzi tu tylko o rzecz wewnętrzną: o jeden akt miłości, o powiedzenie tego, co mówił św. Paweł: “Panie, co chcesz, żebym uczynił?” (17) A On wam wtedy podda różne sposoby, przez które możecie Mu sprawić radość. Chwile takich natchnień są bardzo cenne, bo wówczas Pan nas i słucha, i usposabia duszę przez owe słodkie poruszenia do uczynienia mężnym sercem wszystkiego, czego On żąda.

10. Tym się różni mieszkanie to od poprzednich, że nigdy tu nie ma oschłości, ani wewnętrznych niepokojów, jakim w tamtych dusza chwilami podlegała. Tu cieszy się pokojem prawie nieustannym. Nie tylko nie ma tu już żadnej obawy, by diabeł mógł udawać tę łaskę tak wzniosłą, ale, przeciwnie, bezpieczne ma i niezachwiane przeświadczenie, że jest to łaska od Boga; bo — jak mówiłam — zmysły i władze przyrodzone żadnego w tym nie mają udziału. Pan tu objawia jej boską wielmożność swoją i trzyma ją przy sobie, w miejscu bezpiecznym, do którego, nie sądzę, by diabeł ważył się przystąpić, a choćby się ważył. Pan go nie dopuści. A wszystkie te łaski, które tu na nią spływają, dusza otrzymuje bez żadnego własnego trudu, prócz tego jednego, że na samym wstępie cała oddała siebie w ręce Boga.

11. I dzieje się to wszystko w najgłębszym pokoju i ciszy, bez najmniejszego rozgłosu i szmeru, podobnie jak przy budowie kościoła Salomonowego, przy której nie było słychać ani zgiełku głosów ludzkich, ani łoskotu młotów i siekier (18). Prawdziwy tu kościół Boży, świątynia i mieszkanie Boga samego, w którym On sam z duszą samą, a dusza z Nim cieszą (s.432) się w najgłębszym milczeniu. Rozum tu nie ma czego działać ani szukać; Pan, który go stworzył, każe mu tu spoczywać i tylko jakby przez małą szczelinę pozwala mu przypatrywać się temu, co się dzieje. Chwilami może traci on z oka ten widok i szczelina jakby się zasuwa, ale są to chwile tylko, bo władze, o ile rzecz rozumiem, nie gubią się tutaj, tylko nie działają, są jakby pogrążone w zdumieniu.

12. Zadziwia mię tu, że dusza, gdy dojdzie do tego stanu, nie doświadcza już gwałtownych zachwyceń. Zdarzają się one jeszcze niekiedy, ale bez tych porywów i wzlotów ducha, którym dawniej podlegała; a i te bardzo rzadkie przypadki prawie nigdy nie zdarzają się przy świadkach, jak to przedtem zwykle bywało. Dawniej, gdy jeszcze szukała Oblubieńca, dość było lada okazji, jakiego obrazka pobożnego, albo zasłyszanego ledwo pierwszego słowa kazania, albo jakiejś muzyki, a już dusza odchodziła od siebie; wszystko płoszyło biednego motyla i straszyło, i z miejsca spędzało. Teraz i najsilniejsze pobudki zewnętrzne już na niej tego wrażenia nie wywierają i z wewnętrznego spokoju jej nie wypłoszą. Czy to, że znalazła już miejsce odpocznienia swego; czy że tyle tutaj napatrzyła się wielkich rzeczy, iż nic już jej nie zadziwia; czy że już nie jest samotna jak przedtem, ale takim się boskim cieszy towarzystwem; czy wreszcie z innej jakiej niewiadomej mi przyczyny, dość, że od chwili, jak Pan zaczął jej objawiać tajemnice, w tym ostatnim mieszkaniu ukryte, i w nim ją umieścił, dusza pozbyła się tej wielkiej słabości, której przedtem pokonać nie była zdolna. Może być, że Pan ją umocnił, rozszerzył i uczynił zdolną do znoszenia nawału takich wielkich łask; albo też może chciał wówczas, by jawne się stało przed ludźmi to, co w ukryciu działał w tej duszy, mając w tym objawieniu cel boskiej tylko mądrości Jego wiadomy, bo sądy Jego nieskończenie są wyższe nad wszelkie na tej ziemi myśli i domysły nasze.

13. Takich przedziwnych skutków, oprócz tych łask, których dusza dostępuje na poprzednich stopniach modlitwy, użycza jej Bóg, gdy ją w tym siódmym mieszkaniu z sobą (s.433) złączy, wraz z owym pocałunkiem, którego pożąda Oblubienica (19). Tu bowiem, sądzę, spełnia się ta jej prośba. Tu łania zraniona w obfitości znajduje zdroje wód, których pragnęła. Tu raduje się w rozkoszach przybytków Bożych. Tu gołębica, przez Noego wypuszczona z korabia dla sprawdzenia, czy już minęła nawałność potopu, znajduje gałązkę oliwną oznajmując, że natrafiła na grunt stały wśród burz i powodzi tego świata. O Jezu, kto by to umiał dojść ukrytego znaczenia wszystkich, a musi ich być tyle, miejsc Pisma świętego, opisujących całą głębokość tego pokoju duszy! Boże mój, Ty widzisz, ile nam zależy na posiadaniu tego pokoju! Dajże wszystkim wiernym Twoim dobrą wolę do szukania go, a którym już darowałeś ten pokój, spraw w miłosierdziu Twoim, aby go nigdy nie stracili. Bo ostatecznie, dopóki nie dasz im pokoju prawdziwego i nie doprowadzisz ich tam, kędy jest pokój bez końca, zawsze nam grozi ta utrata, zawsze nam potrzeba jej się obawiać. Prawdziwego pokoju, powiadam, nie iżby ten, o którym tu mówię, nie był prawdziwym, ale że jeszcze może się wznowić pierwsza walka, jeślibyśmy oddalili się od Boga.

14. Co musi się dziać w takiej duszy, na samo wspomnienie o tym, że mogłaby kiedy ujrzeć siebie pozbawioną tego największego dobra swego? Wspomnienie to przerażające pobudza ją do tym usilniej szego czuwania nad sobą; stara się moc dobywać z niemocy swojej, aby nigdy z winy własnej nie zaniechała żadnej, jaka jej się nadarzy, sposobności do czynienia tego, co jest dobre i przyjemne w oczach Majestatu Boskiego. Im hojniej Pan ją obdarował, tym więcej ona się lęka obrazy Jego i nie dowierza sobie. Poznawszy jaśniej w tych użyczonych jej wielmożnościach nędzę swoją, tak mocno czuje gniotące ją brzemię grzechów swoich, że nieraz, jak celnik w Ewangelii, nie śmie wznieść oczu w niebo (20). Czasem przychodzą jej pragnienia zakończenia już tego życia i znalezienia się tam, gdzie będzie już bezpieczna; ale miłość, jaką pała dla (s.434) Oblubieńca swego, zaraz tym pragnieniom jej przeciwny nadaje kierunek i znowu pragnie żyć — jak mówiłam — aby mogła Mu służyć, los swój własny z ufnością zdając na miłosierdzie Jego. Czasem znowu, na widok ogromu i mnóstwa łask jej użyczonych, czuje siebie jakby unicestwioną i lęka się, by nie było z nią jak z okrętem, który zbytnio naładowany, zanurza się i idzie na dno.

15. Nie brak, upewniam was, siostry, nie brak i takiej duszy krzyżów; ale krzyże te nie sprawiają jej udręczenia i nie odbierają jej pokoju. Są to jakoby fale na chwilę wezbrane, jakby burza letnia, która prędko przechodzi i znowu po niej pogoda. Mając bowiem zawsze przy sobie Pana obecnego, dusza rychło zapomina o wszystkim co ją boli. Wieczna chwała Jemu i dziękczynienie od wszystkiego stworzenia Jego, amen.

ROZDZIAŁ 4

Kończy objaśnieniem, jaki cel i zamiar ma Pan w użyczaniu duszy takich wzniosłych łask. — Ważna i pożyteczna nauka, jak Marta zawsze powinna iść w parze z Marią.

1. Nie sądźcie, siostry, by dusza, złączona z Bogiem przez łaskę małżeństwa duchowego, zawsze w tym samym stopniu doznawała tych wielkich skutków, jakie ta wzniosła łaska przynosi. Opisując je powyżej, przedstawiłam wam zwyczajny stan tej duszy. Lecz niekiedy bywa i tak, że Pan ją pozostawia własnemu jej przyrodzeniu, a wtedy wszystkie gadziny jadowite, ile ich jest w podwalach i w niższych mieszkaniach twierdzy, sprzysięgają się z sobą, aby się pomścić na niej za wszystek czas, w którym dosięgnąć jej nie mogły.

2. Wprawdzie niedługo to trwa, najczęściej dzień tylko albo mało co dłużej. I właśnie wśród takiej srogiej zawieruchy, zrywającej się zwykle z okazji jakiego niespodzianego zdarzenia, pokazuje się, jaki to zysk dla duszy, że w takim dobrym żyje z Bogiem swoim towarzystwie. Daje jej Pan w takich (s.435) chwilach wielką stanowczość, aby w niczym nie odstąpiła do służby Jego i nie zachwiała się w dobrych postanowieniach swoich, które większej jeszcze w tej próbie siły nabierają, ani najmniejszym nawet pierwszym poruszeniem z drogi swojej nie zboczyła. Stan ten, jak mówiłam, rzadko się zdarza, ale niekiedy Pan go dopuszcza, najpierw dlatego, bo chce, by dusza nie zapomniała, czym jest sama z siebie. A po wtóre, by zawsze była pokorna i coraz lepiej poznawała, jak wiele jest winna boskiej dobroci Jego i dziękowała Mu za to i coraz większym sercem Go chwaliła.

3. Nie przypuszczajcie tej myśli do głowy, by przy wielkiej wysokości jej pragnień, przy takim niezłomnym jej postanowieniu, by nie popełnić za nic w świecie żadnej choćby tylko niedoskonałości, dusza ta jednak nie popełniała ich wiele, a czasem nawet i grzechów. Grzechów nie rozmyślnych, bo takiej duszy Pan dodaje skutecznej pomocy, aby się ustrzegła wszelkiej z rozmysłem obrazy Jego, ale grzechów powszednich. Od śmiertelnych bowiem, świadomych przynajmniej, jest wolną, choć nie jest od nich bezpieczną (21). Ale być może, że ma jaki grzech, śmiertelny nawet, o którym nie wie; i ta myśl niemałą zadaje jej mękę. I drugą jeszcze ta dusza cierpi mękę, gdy widzi dusze idące na zatracenie. A choć wielką ma nadzieję, że do nich nie będzie zaliczona, wszakże, gdy wspomni na tyle smutnych przykładów, zapisanych w Piśmie świętym, na nieszczęsny upadek niejednego, który, zdawało się, wielką miał łaskę u Pana, na takiego na przykład Salomona, który tak bliskie miał obcowanie z Boskim Majestatem Jego (22), nie może, jak mówiłam, nie bać się o siebie. Która by więc z was najwięcej czuła się w sobie bezpieczna, ta niechaj najwięcej się lęka, bo mówi Dawid, że “szczęśliwy mąż, który się boi Pana” (23). Niech nas boska moc Jego zawsze ma w swojej obronie. Prośba o łaskę, byśmy Go nie obrażały, to jest (s.436) największe, jakie możemy mieć bezpieczeństwo. Niech będzie błogosławiony na wieki, amen.

4. Nie będzie tu od rzeczy objaśnienie, w jakim celu Pan tak wielkich łask użycza na tym świecie duszom wybranym. Z samych już skutków, jakie te łaski sprawiają, mogłyście cel ten wyrozumieć, ale wolę jeszcze wam bliżej rzecz wytłumaczyć. Niech sobie żadna nie wyobraża, by łaski miały służyć jedynie dla pociechy dusz, które je otrzymują. Byłby to wielki błąd. Bo nie może Pan użyczyć nam większej łaski nad tę, gdy nas powoła do takiego życia, które by się zasadzało na naśladowaniu życia Jego najmilszego Syna. Mam to więc za rzecz najpewniejszą — jak to już kilkakrotnie w tej księdze mówiłam — że te wzniosłe łaski mają na celu wzmocnienie naszej słabości, abyśmy zdolne były, za przykładem Pana, wielkie znosić cierpienia.

5. Widzimy bowiem, że którzy bliżej złączeni z Chrystusem Panem naszym, ci też więcej cierpieli. Wspomnij, jakie boleści zniosła Najświętsza Matka Jego, jakie prześladowania i męki wycierpieli chwalebni apostołowie. A święty Paweł szczególnie, skądże czerpał siłę do przetrwania tylu, zdawałoby się, przewyższających siły ludzkie trudów i utrapień? Na jego zwłaszcza przykładzie możemy się przekonać, jakie skutki sprawiają widzenia i kontemplacja gdy są prawdziwe, gdy przychodzą z łaski Pana, nie zaś ze złudzenia wyobraźni lub ze zmamienia diabelskiego. Gdy przeżył wizję raju i usłyszał tajemne słowa, których człowiekowi nie godzi się powtarzać (24), czy może skrył się gdzie na osobności, aby cieszyć się do woli owymi rozkoszami i o niczym więcej nie myśleć? Przeciwnie, o ile wiemy, całe dnie trawił na trudach apostolskich, a i w nocy snadź nie dawał sobie wytchnienia, rękoma swymi pracując na pożywienie (25). Serce mi się raduje, gdy wspomnę na świętego Piotra, jak w chwili gdy uchodził przed więzieniem. Pan mu się ukazał na drodze i rzekł do niego, że idzie do Rzymu dać się (s.437) drugi raz ukrzyżować. Ile razy w porządku nabożeństwa kościelnego powraca święto, w które się ta pamiątka obchodzi (26), zawsze myślę sobie z niewypowiedzianą pociechą, co też działo się w duszy świętego Piotra, gdy usłyszał te słowa Pańskie, i co, usłyszawszy je, uczynił. Co uczynił? Z radością prosto poszedł na śmierć. I wielkie to miłosierdzie Boże, jeśli komu da znaleźć podobną łaskę.

6. O siostry moje, pomyślcie, jaka musi być wzniosłość uczuć tej duszy, w której Pan w tak niewypowiedziany sposób zamieszka! Jaka obojętność na wszelkie wczasy i spokój własny! Jaka wzgarda czci i honorów świeckich! Jaka wzgarda samej siebie, daleka od wszelkiej najlżejszej chęci pragnienia szacunku i uznania u ludzi! Bo jeśli ustawicznie jest przy Nim, nigdy nie myśli o samej sobie; wszystka jej myśl do tego zmierza, aby Mu coraz bardziej stawała się przyjemną, aby coraz nowe wynajdywała sposoby, jak i w czym okazać Mu miłość swoją. To jest, córki, kres modlitwy; do tego ma służyć i to małżeństwo duchowe, aby z niego rodziły się czyny, i jeszcze raz czyny.

7. Ten jest — jak wam mówiłam — jedyny nieomylny znak łask i widzeń, prawdziwie od Boga pochodzących. Bo co mi to pomoże, choćbym na samotnej modlitwie najgłębiej była w sobie skupiona i najgorętsze do Pana zasyłała akty miłości, i cuda Mu przyrzekała czynić w służbie Jego, jeślibym potem, wyszedłszy z modlitwy, za pierwszą, jaka mi w drogę wejdzie, okazją czyniła wręcz przeciwnie? Ale źle powiedziałam: co mi to pomoże? Bardzo pomaga, owszem, i wielki pożytek przynosi każda chwila spędzona z Bogiem, a i to postanowienie, choć dla nieudolności naszej pozostaje potem bez skutku, boska łaskawość Jego czasem dopomaga nam spełnić. Może kiedy ześle nam tę pomoc swoją w sposób zrazu dla nas nieprzyjemny, jak to nieraz czyni z duszą nazbyt małoduszną, że zsyła na nią wielkie jakie, wstrętne dla niej, utrapienie, z którego potem (s.438) zwycięsko ją wyprowadzi. I dusza, poznawszy w tym przejściu skuteczność łaski Jego, łatwiej pozbywa się strachów, które ją wstrzymywały, i ochotniejszym sercem ofiaruje siebie Panu na spełnienie wszelkiej woli Jego. Chciałam więc tylko powiedzieć, że z samych uczuć, aktów i postanowień czynionych na modlitwie, mały jest pożytek w porównaniu z tym wielkim, jaki dusza odnosi, gdy z aktami i słowami zgadzają się uczynki. Choć nie każda zdoła wykonać od razu wszystko, co sobie postanawia, niech stopniowo zdąża do celu, wciąż na nowo pobudzając ku temu wolę swoją. Niech jednak pamięta, że bez tego nałamywania woli, do którego w tym zakątku klasztornym obfitą co dzień znajdzie sposobność, modlitwa, chociażby tego pragnęła, nie przyniesie jej wielkiego pożytku.

8. Zrozumiejcie to dobrze, gdyż jest to rzecz bardzo ważna, nierównie ważniejsza, niżbym wam zdołała słowami wyrazić. Patrzcie na Ukrzyżowanego, a wszystek trud tej walki wyda się wam lekki. Gdy Boski Majestat Jego takimi zdumiewającymi czynami i mękami miłość nam swoją okazał, wy chciałybyście, by poprzestał na tym, że Mu się odwdzięczycie słowami? Czy wiecie, co to znaczy być prawdziwie duchowym? Znaczy to uczynić siebie niewolnikiem Boga, oddać Bogu tak wszystką wolność swoją, iżby On, naznaczywszy tego swego niewolnika piętnem, to jest swoim krzyżem, mógł sprzedać go i wydać za niewolnika całemu światu, tak jak sam był sprzedany i wydany dla zbawienia świata, iżby niewolnik nie widział w tym żadnej dla siebie krzywdy, ale raczej za niemałą łaskę to sobie poczytywał. Kto nie ma do tego mocnej i stanowczej woli, ten niech się nie spodziewa wysokiego postępu. Cała bowiem ta duchowa budowa stoi — jak wam mówiłam — na fundamencie pokory; kto nie założył w sobie naprawdę tego fundamentu, temu Pan nie pozwoli wznieść się wysoko, dla własnego nawet dobra jego, bo tym głębszy byłby z takiej wysokości budowy upadek. Jeśli więc chcecie, siostry, aby dobry był i mocny wasz fundament, starajcie się każda być najmniejszą, niewolnicą wszystkich, pilnie upatrując, jak i czym mogłybyście jedne drugim zrobić przyjemność czy (s.439) oddać jaką usługę. Cokolwiek uczynicie w tym duchu, więcej uczynicie dla siebie samych niż dla innych, mocne przez to i trwałe kamienie kładąc w wasz fundament, aby wam się twierdza wasza nie zawaliła.

9. Do takiego zabezpieczenia budowy waszej potrzeba, powtarzam, byście fundament wasz zakładały nie na samej tylko modlitwie i bogomyślności. Bez usilnego starania się o cnoty, bez ciągłego ćwiczenia się w nich, zawsze pozostaniecie duchowymi niedorostkami. A daj Boże, by choć na tym się skończyło, by z braku wzrastania nie było coraz większego karłowacenia. Wiecie bowiem, że kto się nie pomnaża, ten się umniejsza, bo miłość, gdy jest prawdziwa, niepodobna, jak sządzę, by nie rosła ciągle, a jeśli nie rośnie, snadź nie jest prawdziwa.

10. Może wam się zdaje, że mówię to tylko dla początkujących, że później, gdy się dusza już napracuje, może odpocząć? Powiedziałam wam już, że dusze te, o których tu mówię, choć wielkie mają odpocznienie, mają je tylko w swym wnętrzu, i na to je mają, aby tym mniej go miały i tym mniej pragnęły zewnętrznie. Jaki cel, sądzicie, mają owe wspomniane, wewnętrzne natchnienia, czyli raczej płomienne pragnienia, które dusza z głębi wnętrza swego we wszystkie zakątki twierdzy do wszystkiej czeladzi mieszkań dalszych, poza obrębem tego siódmego, w którym ona teraz mieszka, zostających, jakby wici jakie rozsyłała? Czy do snu, do odpoczywania je zaprasza? Nie, nie, i jeszcze raz nie! Przeciwnie, do większych trudów pobudza swe zmysły i władze wszystkie, na wojnę je wzywa i sroższą wojnę im wydaje, niż gdyby jeszcze wśród nich mieszkała i z nimi cierpiała. Wówczas bowiem jeszcze nie rozumiała tak jasno, jakim zyskiem są cierpienia; one to przecież były środkiem, którego Bóg użył, aby ją pociągnął do siebie. Samo wreszcie Boże towarzystwo, którym się cieszy, nierównie większych niż przedtem sił jej dodaje. Bo jeśli, jak mówił Dawid: ze świętym święty będziesz (27), tedy niepodobna (s.440) wątpić o tym, że przez takie przewyższające ducha z duchem złączenie stawszy się jedno z Bogiem mocnym, tej Jego mocy dusza musi się stać uczestniczką, jak to dalej zobaczymy na przykładzie Świętych, którzy z tego źródła czerpali siłę i męstwo do poniesienia katuszy i śmierci męczeńskiej.

11. Jest to również rzecz pewna, że ta silą nadprzyrodzona, która się tu duszy udziela, wpływem swoim dosięga wszystkich mieszkańców twierdzy, a więc i władz, i zmysłów, i samegoż nawet ciała, które częstokroć nie czuje jakby swej słabości. Posilone bowiem ową siłą, którą dusza czerpie, pijąc wino z tej piwnicy winnej, do której wprowadził ją Oblubieniec (28) i przy sobie ją trzyma, czuje jak jej siła rozchodzi się i po słabym ciele, podobnie jak pokarm strawiony w żołądku, i głowę i członki wszystkie pokrzepia. Zatem też twarde życie ma ciało z tą duszą, póki ona w nim żyje; bo chociażby z rozkazu jej wielkie znosiło trudy i umartwienia, nigdy nie dorówna temu, do czego nagli ta siła wewnętrzna, żądająca daleko więcej. I jakkolwiek dusza ciągłą mu wojnę wytacza, wszystko to jeszcze dla niej jest niczym. Z tego snadź wynikały wielkie owe pokuty, które czynili Święci, taka, szczególnie, święta Magdalena, choć miękko wychowana i która w takich przedtem żyła rozkoszach. Stąd pochodził głód, z jakim Ojciec nasz Eliasz łaknął chwały Boga swego (29), a święty Dominik albo święty Franciszek łowili dusze Bogu, aby Go wielbiły. Z takim zapomnieniem o sobie pracując dla Pana, upewniam was, że niemało oni wycierpieli.

12. Na tę wysokość, proszę was, siostry moje, i my się wznieść usiłujemy. Nie dla pociechy naszej pragnijmy, oddawajmy się modlitwie, ale na to, byśmy z niej zaczerpnęły także siłę do służenia Bogu. Nie szukajmy nowych dróg, co byłoby tylko stratą czasu, bo i dziwną bardzo wymyśliłybyśmy sobie drogę, gdybyśmy na co innego pragnęły otrzymać te łaski, niż na to, na co On je daje, i gdybyśmy nie tędy iść chciały, (s.441) którędy szedł Pan i wszyscy za Nim święci Jego. Podobnej myśli ani na chwilę nie dopuszczajcie do głowy. 'Chcąc godnie ugościć Pana i zatrzymać Go u siebie, potrzeba, by z Marią Marta zawsze szła w parze. Ładne by to było przyjęcie, zaprosić Go do siebie, a nie dać Mu jeść. Lecz gdyby Marii, siedzącej u nóg Jego, nie przyszła w pomoc Marta, któż by Mu pokarm zgotował? Pokarm zaś, jakiego Pan od nas wygląda, jest ten, byśmy na wszelki sposób, o ile tylko zdołamy, pociągały dusze do Niego, aby dostąpiły zbawienia i wiecznie Go chwaliły.

13. Może mi tu zrobicie zarzut dwojaki. Najprzód, powiecie, gdy Maria siedziała u nóg Pańskich, pozostawiając Marcie krzątanie się około zewnętrznej posługi, Pan przecież pochwalił ją mówiąc, że “najlepszą cząstkę obrała” (30). Na to wam odpowiem, że Maria oddała już Panu posługę Marty, gdy, na pociechę Boskiego Serca Jego, umywała nogi Jego i włosami swymi ocierała (31). Czy sądzicie, że małym to było dla takiej wykwintnej pani umartwieniem, tak biec przez ulice miasta, i to zapewne samej, bo w zapamiętaniu skruchy i miłości, z jakim śpieszyła do nóg Pana, pewno nie pomyślała o zabraniu z sobą odpowiedniego jej stanowi orszaku, i tak wpaść do domu obcego, w którym nigdy jeszcze noga jej nie postała, wystawić się na urąganie faryzeusza i wszelkie szyderstwa, jakie tam od gości u niego zgromadzonych wycierpieć musiała? Wiemy przecież, jacy to byli ludzie przewrotni i złośliwi, jak zawistnym i wrogim okiem na Pana naszego patrzyli. Sama więc ta cześć i miłość, jaką Maria w ich oczach śmiała okazywać znienawidzonemu przez nich Jezusowi, musiała im być cierniem w sercu. Toteż z oburzeniem i gniewem pewno nie zaniechali wytykać jej dawnego życia i szydzić ze zmiany, jaka w niej zaszła, boć jasna rzecz, że od chwili nawrócenia swego zarzuciła kosztowne swe stroje; urągali jej, że udaje świętoszkę, jak to dziś jeszcze spotyka pobożnych, choć nie tak jak ta święta głośnych. Nie bez krzyżów więc i (s.442) ciężkich utrapień, bądźcie tego pewne, przyszła jej owa “cząstka najlepsza”. Sam już widok tej straszliwej nienawiści, jaką lud on nieszczęsny ścigał najdroższego jej Mistrza, nieznośnym musiał być dla niej cierpieniem, a cóż dopiero wycierpiała, patrząc na mękę i śmierć Zbawiciela? Choć nie jest zapisana w poczet męczenniczek, sądzę przecież, że prawdziwe poniosła męczeństwo, stojąc pod krzyżem Jezusa i potem tyle lat żyjąc z Nim rozłączona, co srogą dla tej duszy, miłością płonącej, musiało być męką. Widzicie z tego, że życie jej niecałe upłynęło u nóg Pańskich w rozkoszach kontemplacji.

14. Drugi zarzut może mi zrobicie taki, że pragnęłybyście pociągać dusze do Boga, ale nie widzicie sposobu do tego, kiedy nie jesteście apostołami i nie do was należy słowo Boże ogłaszać. Na ten zarzut niejednokrotnie już w pismach moich odpowiadałam (32), a chyba nawet już i w tej księdze Twierdzy wewnętrznej. Z uwagi jednak, że przy świętych, jakie Pan wam daje pragnieniach myśl ta zapewne nieraz wam przychodzi, i tu jeszcze powtórzę, co tam powiedziałam. Zdarza się niekiedy, że duch zły wzbudza w nas wielkie i wspaniałe pragnienia, abyśmy, nimi się uwodząc, zaniechały tego, co byśmy mogły uczynić dla chwały Bożej, pocieszając się tym, żeśmy pragnęły rzeczy wielkich, choć niemożliwych. Otóż choć modlitwą możemy rzeczywiście ogarnąć świat cały, nie sięgajmy jednak tak daleko, ale patrzmy, co możemy dobrego uczynić tym, wśród których żyjemy. Będzie to tym większa zasługa przed Bogiem, że więcej jesteśmy obowiązane tym bliższym przyjść z pomocą. Czy mały, sądzicie, będzie to zysk dla nich zarówno jak i dla was, gdy w postępowaniu waszym taką okażecie pokorę, taką wytrwałość w umartwieniu, taką ochotną do służenia każdej gotowość, taką szczerą dla wszystkich miłość, taką w pełnieniu wszelkiej cnoty stateczność, taką miłość Bożą, iżby wszystkie żarem swoim zapalała? Rzecz pewna, że będzie przyjemna w oczach Boskiego Majestatu taka służba wasza; i (s.443) tak czyniąc to — co jest w możności waszej — okażecie Panu, że uczyniłybyście więcej, gdybyście mogły, i wedle tej miary Pan odda wam podwójną zapłatę i za to, coście uczynić chciały.

15. Ale powiecie mi może: po cóż to nawracanie, wszak siostry wszystkie i tak są cnotliwe? Po cóż tak sądzić? Im przecież która będzie doskonalsza, tym przyjemniejsza będzie z ust jej chwała Panu, tym pewniejszy z modlitwy jej dla bliźnich pożytek.

Ostatecznie więc, siostry moje, na tym kończę, byśmy nie budowały wysokich wież bez fundamentów. Pan nie patrzy na wielkość czynów, tylko na miłość, z jaką je czynimy. Czyńmy wiernie, co możemy, a boska łaskawość Jego sprawi to, byśmy co dzień mogły więcej. Nie ustawajmy w pracy, nie traćmy serca, choć trud się przedłuża. Dopóki trwa to trochę życia — a którego może dla niejednej będzie mniej jeszcze niż się spodziewa — wewnętrznie i zewnętrznie zanośmy Panu taką ofiarę, na jaką nas stać. Pan zaś ją złączy z tą wielką ofiarą, jaką za nas Ojcu swemu zaniósł na krzyżu, aby przez nią ofiara nasza miała przed Nim pełną wartość i zasługę, nie wedle małości uczynku, ale wedle miary dobrej woli i miłości, z jaką Mu się bez podziału oddałyśmy.

16. Daj nam Boże, siostry i córki moje, znaleźć się wszystkim tam, kędy Go wiecznie wysławiać będziemy! I mnie niechaj użyczy łaski, bym choć w części umiała wypełnić uczynkiem to, czego was nauczam, przez zasługi Syna swego, który żyje i króluje na wieki wieczne, amen. Wstyd mię, upewniam was, wielki wstyd samej siebie i dlatego na miłość tegoż Pana proszę was, nie zapominajcie w modlitwach waszych o tej biednej nędznicy.

IHS

1. Choć z niechęcią, jak mówiłam na wstępie, do tego pisania przystępowałam, teraz przecież, gdy doszłam do końca, bardzo z niego jestem zadowolona i trudu, prawda, że bardzo niewielkiego, jaki na nie poświęciłam, nie żałuję. W tym ścisłym zamknięciu, w jakim żadnej prawie nie macie rozrywki, w tych naszych, bardzo szczupłych klasztorach, w których żyjecie, będzie to dla was pociechą oddychać swobodnie w szerokich tej twierdzy wewnętrznej przestrzeniach, do których o każdej porze, nie potrzebując na to pozwolenia przeoryszy, wejść i do woli po nich przechadzać się możecie.

2. Nie do wszystkich jednak mieszkań tej twierdzy o własnych siłach, chociażby się wam zdawały dużymi, dostać się możecie, jeśli was Pan twierdzy sam do nich nie wprowadzi. Dlatego ostrzegam was, gdybyście znalazły drzwi zamknięte, nie próbujcie dobijać się siłą, mógłby się o to zagniewać Pan i już by was nigdy nie wpuścił. On bardzo lubi pokorę. Uznając siebie za niegodne dostania się i do trzeciego mieszkania, niebawem skłonicie ku sobie wolę Jego, że was dopuści do piątego; a tam, wiernie Mu służąc i ustawicznie w tym mieszkaniu przebywając, doczekacie się w końcu tego szczęścia, że was wprowadzi do tego ostatniego, które sam obrał sobie za własny swój przybytek. Do tego mieszkania wszedłszy, nigdy go już nie opuszczajcie, chyba że was zawoła przełożona, której wolę Boski ten Pan chce, byście spełniały, jakby Jego własną. W takim razie, choćby wam z rozkazu jej przyszło długo zostawać poza tym mieszkaniem własnym, zawsze Go za powrotem zastaniecie, mającego drzwi dla was otwarte. A gdy raz zakosztujecie rozkoszy tego królewskiego pałacu, wszędzie i we wszystkim, choćby to były rzeczy najtrudniejsze, znajdziecie dla siebie odpocznienie, bo w tym wszystkim towarzyszyć wam i wszystko wam osładzać będzie nadzieja powrotu do tego waszego z Bogiem przybytku i tej nadziei nikt wam odjąć nie może.

3. Chociaż w opisie tej twierdzy mówiłam o siedmiu tylko mieszkaniach, każde z nich jednak składa się z wielu komnat, na górze i na dole, i po bokach, z wdzięcznymi ogrodami, wodotryskami, klombami, gajami i takim mnóstwem wszelkiego rodzaju rzeczy rozkosznych, że na widok ich chciałybyście rozpłynąć się w uwielbieniach tego Boga wielkiego, który te cuda stworzył na wyobrażenie i podobieństwo swoje. Jeśli w tym, co tu napisano, dla dania wam niejakiego pojęcia o tych cudach i o Tym, który je stworzył, znajdziecie co dobrego, bądźcie pewne, że Pan sam w łaskawości swej boskiej raczył wam to przeze mnie powiedzieć dla pociechy waszej; co się zaś znajdzie złego, to własna robota moja.

4. W zamian za to wielkie pragnienie moje, z jakim pragnę wedle możności dopomóc wam do tego, byście wiernie i godnie służyły temu Bogu i Panu mojemu, o jedną łaskę was proszę. Ile razy to czytać będziecie, wielkie w imieniu moim składajcie Boskiemu Majestatowi Jego dziękczynienie i proście Go, aby dawał wzrost i pomnożenie Kościołowi swemu, heretyków światłością prawdy swojej oświecił, mnie grzechy moje odpuścił i wyzwolił mię z czyśćca, w którym może będę z miłosierdzia Jego, nim ta księga dostanie się do rąk waszych, jeśli uczeni mężowie, którzy pierwej ją przejrzą, uznają ją godną ujrzenia światła dziennego. Jeśliby w tym, co napisałam, znalazł się błąd jaki, będzie to tylko skutkiem niewiadomości mojej. We wszystkim poddaję się nauce świętego Kościoła Rzymskiego, w którym żyję i świadczę się i przyrzekam, że w nim żyć chcę i umierać. (s.446) Niechaj Bóg Pan nasz będzie pochwalony i błogosławiony na wieki, amen, amen.

5. Pisanie to zostało ukończone w klasztorze Świętego Józefa w Awili, roku 1577 (1), w wigilię świętego Andrzeja, na chwałę Boga, który żyje i króluje na wieki wieków, amen.


(1) Kilka odpisów Twierdzy wewnętrznej uczyniono za życia świętej Drukiem ogłoszono książkę rzeczywiście dopiero po jej śmierci w 1588 roku.

(2) Jak można było zauważyć w tej księdze, św. Teresa podkreśla na każdym miejscu niepojętą wprost godność duszy ludzkiej. I do tego dąży całe jej usiłowanie, by czytający nie poniewierali tej godności swojej duszy, ale mieli ją w należytej cenie.

(3) J 14,23.

(4) O tym najgłębszym wnętrzu duszy mówi szeroko święty Jan od Krzyża w I strofie Żywego płomienia miłości.

(5) Święta mówi o sobie.

(6) Aluzja do Łk 10, 40.

(7) Mistycy — pisze o. Baltazar od św. Katarzyny — dzielą duszę (zgodnie zresztą z nauką psychologii) na duszę zmysłową (anima sensitwa) i na duszę rozumową (anima intellectiva). Nadto rozróżniają jeszcze trzecią niejako część, jest to sama istota duszy (essentia), nazwana przez nich najwyższą częścią albo najgłębszą istnością, i w niej to znajduje się według świętej Teresy siódme mieszkanie Twierdzy. (Splendori Riflessi di sapienza celeste , Mansioni VII, c. rifl. I).

(8) To samo mówi filozofia za św. Tomaszem, który pisze: “Nic można twierdzić, że esencja duszy to jej władza” (Summa, I-a, qu. 77, a. 1)

(9) Widzenie Trójcy Przenajświętszej.

(10) J 20, 14-21.

(11) l Kor 6,17.

(12) Flp l, 21.

(13) Łk 7, 50

(14 ) J 17, 21. — Następne dwa cytaty są z J 17. 20. 23.

(15) Trzeba tu uwzględnić ówczesne błędne pojęcia astronomiczne, jak również przedstawianie nieba na jakiejś planecie, jak to było ogólnie wówczas przyjęte.

(15a) Ona sama.

(16) Pięć lat minęło od łaski zaślubin duchowych, gdy Święta pisała Twierdzę. Samu bowiem tę datę najdokładniej oznacza (zob. Sprawozdanie 3). Otrzymała ją w listopadzie 1572 roku. Księgę zaś Twierdzy wewnętrznej pisała w roku 1577.

(17) Dz 9,6

(18) 1 Krl 6,7

(19) Pnp 1,1. — Następuje kilka aluzji biblijnych: łania pragnąca wody (Ps 42, 2); przybytek Boga (Ap 21, 3); gołębica Noego (Rdz 8, 8-12).

(20) Łk 18, 13.

(21) “Nie wie człowiek, czy jest miłości czy nienawiści godzien” (Koh 9, 1 Wlg).

(22) l Krl 11.

(23) Ps 112, l.

(24) 2 Kor 12, 4.

(25) Aluzja do Pawłowego tekstu (1 Tes 2, 9) cytowanego w Regule Karmelitańskiej jako norma postępowania.

(26) W starym brewiarzu karmelitańskim, który odmawiano za czasów św. Teresy, była wzmianka o tej pobożnej tradycji. Treść antyfony na Magnificat w uroczystość świętego Piotra (29 czerwca) opowiadała to zdarzenie przekazane przez tradycję.

(27) Ps 18, 26 Wlg.

(28) Aluzja do Pnp 2, 4.

(29) Aluzja do karmelitańskiej dewizy: “Żarliwością rozpaliłem się” wziętej z l Krl 19, 10.

(30) Łk 10, 42.

(31) Łk 7, 37-38.

(32) Droga doskonałości, r. l—3; Podniety miłości Bożej, r. 7 passim. przypisy rozdział IHS

(1) 29 listopada 1577. Zaczęła natomiast pisać tę książkę 2 czerwca tegoż roku; por. prolog, 3.