św. Teresa z Avila |
11-17 |
– WOŁANIA DUSZY DO BOGA – |
|
WOŁANIA DUSZY DO BOGA
O katuszach piekła. — Jakże straszne będzie położenie duszy, która tu żyła w wygodach i przyjemnościach, gdy zostanie wtrącona w otchłań mąk wiekuistych! — Ciemności jej nie rozświetli żaden promyk nadziei, bo cierpienia jej będą bez końca. — Jakże zaślepieni są ludzie, że o tym nie chcą pamiętać i dla przemijających rozkoszy zaprzepaszczają całą swą wieczność. — Nawołuje ich do opamiętania i blaga dla nich zmiłowania dla zasług Jezusa Chrystusa, który za nich umarł na krzyżu.
1. O wielki Boże, wielki Boże! Jakaż to niewypowiedziana męka dla mnie, gdy wspomnę, co się będzie działo w duszy, która tu na ziemi całe życie swoje otoczona była i pieszczona względami, przywiązaniem, usługami, szacunkiem, wygodami i przyjemnościami, gdy nagle, w chwili śmierci ujrzy siebie zatraconą na zawsze z jasnym poznaniem, że zatraceniu jej nigdy nie będzie końca! Wtedy już nie będzie w jej mocy zamykać oczy (jak to rozmyślnie czyniła za życia, na te prawdy wiary), które ją tam całą grozą oczywistej pewności swojej przytłoczą! I stanie na progu wieczności odarta z wszystkiego, w czym się lubowała, oderwana siłą od swoich rozkoszy, których ledwo, jak jej się będzie zdawało, zdążyła zakosztować (i słusznie tak jej się będzie zdawało, bo wszystko, co się kończy z tym życiem, jest jako oddech, który wychodzi z ust człowieka i znika). I wtedy ujrzy się otoczona ohydną, bez serca ni litości zgrają potępionych, z którymi będzie cierpiała wiecznie! I będzie wrzucona do onego jeziora cuchnącego, pełnego gadów, ubiegających się między sobą, który jej ukąszeniem swoim więcej bólu zada! I będzie pogrążona w przerażających ciemnościach, w których nic rozróżnić nie zdoła, jeno to, co jej przyczyni udręczenia i męki. I nigdy innego światła nie ujrzy, jeno ponure, bez jasności, płomienie! O, jakże mdły i nieudolny ten opis, w porównaniu z rzeczywistością! (16)
2. O Panie! Któż to takim gęstym błotem zaślepił oczy tej duszy, że nie widziała tej otwartej przed nią przepaści, aż teraz dopiero, gdy już bezpowrotnie w nią wpadła? O Panie, kto jej (s.169) tak zamknął uszy, że nie słyszała tego, co jej tyle razy mówiono o okropności i wieczności tej męki? O życie, bezprzestannie umierające! O męko wieczna! O męko bez końca! Jakim cudem nie lękają się ciebie te dusze, tak pieszczące swoje ciało, że lękają się twardej dla niego pościeli?
3. O Panie Boże mój! Płaczę nad tym, że był czas w życiu moim, kiedym tych prawd nie rozumiała. Ale dzisiaj, gdy widzisz, Boże mój, jaką boleść czuję na widok tego mnóstwa dusz zaślepionych, błagam Cię Panie, niech choć jedna z nich przejrzy! Choć jedną z nich oświeć, aby przez nią przejrzeli inni! Nie dla mnie to uczyń, Panie, bom tego niegodna, ale dla zasług Twego Syna! Wejrzyj na Jego rany i jak On odpuścił tym, którzy Mu je zadali, tak i Ty zmiłuj się i racz nam przebaczyć!
O niewdzięczności. — Zuchwałość tych, którzy się ośmielają obrażać Boga, przechodzi wszelką miarę. Zapoznają oni dobrodziejstw Bożych i jak obłąkani szukają śmierci, i zguby własnej. — Lękają się szatana i ulegają mu, a nie lękają się Boga, który ich kiedyś sądzić będzie z nieubłaganą surowością. — Nawołuje do opamiętania się, do wejścia w siebie, do przypomnienia sobie Męki Chrystusowej, by w ten sposób obrzydzić grzech, a rozbudzić w sobie miłość ku Bogu.
l. O Boże mój, prawdziwa Mocy moja! Jak to się dzieje, że do niczego nie mamy odwagi, a mamy ją przeciw Tobie? Do walki z Tobą wytężają wszystkie siły swoje synowie Adamowi. Gdyby nie to, że rozum mają zaślepiony, bez wątpienia nie ważyliby się, choćby mieli w swoim ręku zebraną wszystką potęgę tego świata, porwać się przeciw swemu Stwórcy i nieustającą wojnę wydawać Temu, który mocen jest w jednej chwili strącić ich do przepaści. Ale w swoim zaślepieniu, jak szaleni szukają śmierci wyobrażając sobie, że znajdą życie; zupełnie jak ludzie pozbawieni rozumu! Cóż zdołamy uczynić, Boże mój, dla tych nieszczęśliwych, dotkniętych chorobą szaleństwa? Jakie dla nich znaleźć lekarstwo? Powiadają, że (s.170) człowiek w malignie, choć wycieńczony chorobą, nadzwyczajnej siły nabiera, tak jest i z tymi, którzy odstępują od Boga. Chorzy na duchu, zaślepieni w rozumie, martwi w wierze, tym silniej miotają się w malignie złych pożądliwości swoich i wszystką zapamiętałość swego szału obracają przeciw Tobie, najwyższemu Dobroczyńcy swemu.
2. O Mądrości nieogarniona! Potrzeba tu było zaiste całej tej nieskończonej miłości, jaką miłujesz Twoje stworzenia, byś mógł, o Boże, tak długo znosić tę szaloną głupotę i tak cierpliwie czekać na nasze z tego szaleństwa wyzdrowienie! I sam jeszcze o to się starasz, tyle różnych dróg i sposobów ku temu używając. Jest to sprzeczność prawdziwie zdumiewająca, jak w jednymże człowieku mogą iść w parze: taka nędzna niedołężność, z taką zapamiętałą zuchwałością! Gdy chodzi o porzucenie jakiej okazji do grzechu, o uchylenie się od jakiego niebezpieczeństwa, grożącego zgubą duszy — wtedy człowiekowi temu brak odwagi do zwyciężenia siebie choćby w rzeczy najlżejszej i naprawdę wmawia w siebie, że chciałby, ale nie może. A w tejże samej chwili grzesząc, może i ma odwagę i siłę czoło stawiać ogromnemu Majestatowi Twemu, o Boże, i wyzywać taką straszliwą, jaką Ty jesteś Potęgę! Co to znaczy, Dobro serca mego, co to znaczy? Kto jest ten, co ludzi w taką siłę uzbraja? Czyż ten wódz piekielny, za którym oni do tej walki z Tobą występują, nie jest Twoim niewolnikiem, czy nie jest okuty w kajdany ognia wiecznego? Jakoż on jeszcze może powstawać przeciw Tobie? Jak, pobity na głowę, może jeszcze komu odwagi dodawać? Jak może jeszcze iść kto z tym nędzarzem, wyrzuconym z królestwa chwały wiecznej, odartym z wszystkiego bogactwa skarbów niebieskich? Co może dać ten, który nic nie ma własnego, oprócz nędzy bez granic? Co to znaczy, Boże mój, Stwórco mój? Skąd w ludziach taka odwaga przeciw Tobie, a takie tchórzostwo wobec diabła? Gdybyś jeszcze Ty, Panie, nie obsypywał łaskami tych, którzy Ci służą! Gdybyśmy jeszcze cokolwiek winni byli temu księciu ciemności! Gdybyś Ty, Boże, nie ostrzegał nas, i nie ukazywał nam, jako wszelkie uciechy i rozkosze, które on obiecuje, nie są (s.171) czym innym, jeno fałszem i zdradą! Bo i czegóż innego spodziewać się po tym, który naprzód był zdrajcą przeciw Tobie?
3. O jakaż to niepojęta ślepota, Boże mój! Jakaż to brzydka niewdzięczność. Królu mój! Jakież to nie uleczone głupstwo i szaleństwo, byśmy czartu oddawali na usługi to, co od Ciebie bierzemy! Byśmy za tę wielką miłość, którą Ty nas miłujesz, odpłacali Tobie, miłując tego, który tak Ciebie nienawidzi i wiecznie nienawidzić będzie! Byśmy po tej krwi, którą za nas przelałeś, po tych biczach i srogich bólach, które poniosłeś, po tych mękach okrutnych, które wycierpiałeś, nie tylko nie poczuwali się do obowiązku pomszczenia (nie Ciebie, bo Ty pomsty nie szukasz. Tyś wszystko odpuścił), pomszczenia chwały Ojca Twego takim sponiewieraniem Syna Jego znieważonej, ale jeszcze, o zgrozo, przystając do piekielnego ich wodza za towarzyszów i przyjaciół sobie obierali tych, którzy tak się z Nim obeszli! Jeśli nas więc miłosierdzie Twoje nie wybawi, przywodząc nas do upamiętania i odpuszczając nam przeszłe nieprawości nasze, rzecz jasna, że na wieki pozostaniemy w tym ohydnym, jakie sami sobie obraliśmy, towarzystwie i na wieki będziemy podzielali z tymi potępieńcami ich los okropny!
4. O synowie ludzcy, wnijdźcie w siebie! Wznieście oczy do waszego Króla: dziś jeszcze znajdziecie Go łaskawym! Połóżcie już koniec tak bezbożnej złości! Zapalczywość i siłę waszą obróćcie już przeciw temu wrogowi, który czyha na was, aby was zgubić i wydrzeć wam dziedzictwo wasze. Wnijdźcie, wnijdźcie w siebie! Otwórzcie już oczy! Wołaniem wielkim i ze łzami błagajcie, aby was oświecił Ten, który jest światłością świata! Poznajcie już, na miłość Boga, co robicie, bo z wytężeniem wszystkich sił waszych godzicie w Tego, na nowo krzyżujecie Tego, który, aby wam życie przywrócić, własne życie oddał w ofierze! Zważcie to dobrze, że On sam tylko mocen jest i chce obronić was od waszych nieprzyjaciół! A jeśli tego wszystkiego nie dosyć, niechże starczy na powstrzymanie was choć ta prawda niezawodna, że przeciwko wszechmogącej (s.172) potędze Jego nic nie dokażecie i że prędzej czy później za tę straszliwą zuchwałość, z jaką Mu taką wzgardę wyrządzacie, poniesiecie zasłużoną zapłatę w ogniu wiecznym. Czy może to was tak przeciw Niemu ośmiela, że widzicie Go spętanego i związanego więzami tej miłości, którą was miłuje? Cóż tedy gorszego od was uczynili bezecni oni Jego oprawcy? I oni naprzód Go związali, a potem zadawali Mu bicze i rany!
5. O Boże mój, jakże Ty srogo cierpisz za tych, którzy tak mało boleją nad Twymi boleściami! Przyjdzie czas, Panie, kiedy objawi się Twoja sprawiedliwość i wtedy się okaże, czy surowość jej nie równa się wielkości Twego miłosierdzia! Przypatrzmy się, chrześcijanie, zobaczmy i rozważmy to dobrze! Nigdy, nigdy nie zdołamy myślą ogarnąć, ile jesteśmy winni Panu Bogu naszemu i jaka jest hojność i wspaniałość Jego miłosierdzia! Jeśliż tedy równie wielka, jak miłosierdzie, jest Jego sprawiedliwość — o biada! o biada! — jakiż będzie los tych, którzy zasłużą na to, aby się na nich spełniła i okazała z całą straszliwą potęgą nieubłaganej surowości swojej?
O duszach błogosławionych w niebie. — Podziwia ich szczęście, że za cenę krótkich cierpień, zdobyły sobie szczęście wiekuiste. — Prosi ich o wstawiennictwo, by dobrze umiała wykorzystać skarby ukryte w Boskiej Eucharystii.
l. O dusze święte, które już cieszycie się szczęśliwością waszą bez obawy postradania jej, i upojone rozkoszą domu Bożego bezprzestannie śpiewacie Panu hymny uwielbienia, jakiż błogi los przypadł wam w udziale! Jakże słusznie wznosicie bez przerwy wasze pienia chwały! Jakże wam szczęścia waszego zazdrości dusza moja, iż już jesteście wyzwolone od tej boleści, jaką tu cierpieć musi, kto miłuje Pana, na widok tych ciężkich zniewag i zelżywości, zadawanych Bogu mojemu w tych nieszczęśliwych czasach! Na widok tej brzydkiej niewdzięczności, jaką Mu ludzie za dobrodziejstwa Jego odpłacają i tej martwej ich obojętności na zgubę tylu (s.173) dusz, które szatan w przepaść wieczną porywa. O błogosławione dusze niebieskie! Wspomóżcie nędzę naszą, wstawcie się za nami do miłosierdzia Boga naszego, aby nam dał do serca kropelkę jaką waszych rozkoszy i zesłał do naszych dusz promień jaki tego jasnego poznania, jakim wy się cieszycie!
2. Ty sam, Boże mój, daj nam choć w cząstce zrozumieć tę ogromną wiekuistą chwałę, zgotowaną tym, którzy mężnie potykają się w walkach tego nędznego, krótkiego jak sen żywota! Uproście nam światło, o dusze miłością wieczną płonące, abyśmy choć z daleka pojąć zdołali rozkosz i to szczęście, które was wciąż nową radością upaja na myśl, że radość ta nigdy się nie skończy! O jakże nędzni jesteśmy, Panie mój! Znamy dobrze te prawdy i wierzymy w nie, ale skutkiem tego, że nigdy się nie zastanawiamy nad nimi, stają się one tak obce naszej duszy, jak gdybyśmy ich nie znali i znać nie chcieli. O rodzaju samolubny, chciwy swoich tylko upodobań i rozkoszy, aż tak nie rozumiesz własnego dobra, że nie chcesz poczekać czas krótki na rozkosz przeobfitą i niewyczerpaną? I nie chcąc na nią poczekać rok jeden, może dzień jeden, może jedną godzinę, może jedną chwilę tylko, wolisz utracić ją na zawsze, rzucając się do tej nędznej uciechy, która ci się nasuwa na oczy i zmysły nęci!
3. O, o, jakże mało masz wiary u nas, Panie! Jakże wspaniałomyślniej Ty nam zawierzyłeś! Jakże większe bogactwa i skarby nam powierzyłeś, gdy po onych trzydziestu i trzech latach ubogiego, w trudach i cierpieniach, życia Twego Syna i po onej tak okrutnej i żałosnej śmierci Jego, jeszcze i Jego samego nam oddałeś i to na tyle lat i wieków naprzód, kiedy nas jeszcze nie było na świecie! A uczyniłeś to w jasnym boskiej wszechwiedzy Twojej przewidywaniu, jak Ci się za tę łaskę Twoją odpłacimy! I wszystka ta niewdzięczność nasza nie zdołała powstrzymać Twojej miłości i uczyniłeś wszystko, co mogłeś, abyśmy, korzystając z tego skarbu, osiągnęli to, co przez tego Twego Syna, u Ciebie, Ojcze miłosierdzia, możemy osiągnąć.
4. O wy, dusze błogosławione, któreście tak dobrze (s.174) umiały z niego korzystać i za tę cenę najdroższą takie sobie rozkoszne i niepożyte kupiłyście dziedzictwo — nauczcie nas przykładem waszym, jak mamy cenić nad wszystko to dobro nieskończone, jak z niego korzystać! Wspomóżcie nas waszą przyczyną i, kiedy tak blisko jesteście źródła żywota, zaczerpnijcież z niego i dla nas wody żywej, bo giniemy tu z pragnienia.
O sądzie Bożym. — Przeraża ją myśl jak straszne będzie wejrzenie Chrystusa Sędziego na tych, co tu się Go nie lękali i nadużywali Jego dobroci. — Wszystkie cierpienia ziemskie niczym są w porównaniu z utratą szczęścia wiecznego. — Zachęca nas, byśmy się wszyscy starali kochać Boga i strzegli skarbu naszej duszy, którym jest Chrystus.
1. O Panie, prawdziwy mój Boże! Kto Ciebie nie zna, nie miłuje Ciebie! O, jakże to wielka prawda! Lecz biada, ach biada, Panie, tym, którzy znać nie chcą Ciebie! Straszna jest godzina śmierci, lecz ach, Stworzycielu mój, jaki będzie strach w on dzień, gdy sądzić będzie sprawiedliwość Twoja! Często rozmyślam o tym, Chryste mój, jak słodkim, jak zachwycającym wejrzeniem oczy twoje spoczywają na tych, którzy Ciebie miłują, na których Ty, Dobro moje, raczysz spoglądać z miłością. Jedno takie wejrzenie, taką słodką radością napełniające duszę, którą przyjąłeś za swoją, sądzę, że starczy za sowitą nagrodę po najdłuższych latach Twojej służby! O wielki Boże, jak trudno o tym dać pojęcie ludziom! Ten tylko to zrozumie, kto już sam w sobie doznał, “iż słodki jest Pan” (17).
2. O chrześcijanie, chrześcijanie, pomnijcie, że ten wielki Bóg raczył was przybrać za braci! Poznajcież Go, nie lekceważcie Go, bo jako wejrzenie Jego pocieszające jest dla miłujących Go, tak płonie straszliwą zapalczywością dla tych, którzy Go prześladują. O, czemuż tego zrozumieć nie chcemy, że grzech jest otwartą walką przeciw Bogu, walką wszystkich zmysłów i wszystkich władz duszy? Im większą w kim te (s.175) władze mają bystrość i siłę, tym większą przez grzech wyrządzają zdradę swemu Królowi. Ty wiesz, Panie, że samo wspomnienie o tym, czy w on straszliwy dzień sądu ostatecznego nie ujrzę i ja zagniewanego na mnie boskiego oblicza Twego, większą mię nieraz trwogą przerażało, niż wszelkie męki i okropności piekła. I jak zawsze błagałam Twego miłosierdzia, tak i dziś błagam, byś mię uchował od tego najstraszniejszego nieszczęścia! Co mię może spotkać na tej ziemi, co by się z tym nieszczęściem równało? Wszystkie inne cierpienia i bóle ochotnie przyjmę; niech przyjdą na mnie wszystkie razem, tylko od tej najsroższej niedoli wybaw mię, mój Boże! Nie daj, bym kiedy odstąpiła od Ciebie, szczęśliwości moja! Nie daj, bym pozbawiona była rozkoszy oglądania w pokoju boskiej piękności Twojej! Skoro Ojciec Twój oddał nam Ciebie, niechaj nie tracę, Panie mój, tej perły, wszelką cenę przewyższającej! Wyznaję to przed Tobą, Ojcze Przedwieczny, że źle jej strzegłam; ale jeszcze, póki żyjemy na tym wygnaniu, da się ta szkoda naprawić. Panie, jeszcze da się naprawić!
3. O bracia, o bracia, synowie tego Boga i Ojca naszego! Usiłujmy przebłagać Boski Majestat Jego! Wszak On sam obiecał nam, że z żalem nawrócimy się do Niego, puści w niepamięć nasze winy i nieprawości. O dobroci bez miary! Czegóż możemy pragnąć więcej? Czy nie jest to łaska tak wielka, że niemałej potrzeba odwagi, aby o nią prosić, że prawie niepodobna, prosząc o nią, nie wstydzić się takiej śmiałości? Czas nam już, czas brać to, co sam nam daje do ręki miłościwy Ten Pan i Bóg nasz! I kiedy On raczy żądać naszej przyjaźni, któż jeszcze będzie miał serce odmówić jej Temu, który nie wahał się wszystką krew swoją przelać dla nas i własne życie oddać za nas w ofierze? Zważmy, że nie jest to rzecz małej wagi, czego od nas żąda, że dla własnego dobra naszego musimy spełnić to Jego żądanie.
4. O Boże wielki, użal się twardości serc ludzkich! Użal się ich niepojętej ślepoty i nierozumu. Straci kto szpilkę czy fraszkę jaką, zginie mu czy ucieknie kanarek, z którego (s.176) żadnego nie miał pożytku, prócz przyjemności patrzenia na jego trzepotanie się w klatce, a pocieszyć się nie może. A tutaj straci obiecane mu szczęście oglądania wspaniałego, jak orzeł królujący w obłokach, Majestatu Bożego i posiadania królestwa i rozkoszy bez końca, a nic o to nie dba! Co to znaczy? Jak to być może? Pojąć tego nie mogę! O Boże wielki! Otwórz nam oczy, ulecz nierozumne serca nasze.
Cierpienia duszy miłującej. — Życie ziemskie staje się jej męką, gdyż pragnie ujrzeć Oblubieńca w życiu wiecznym. — Zgadza się jednak na wszystko, by spełnić wolę Umiłowanego, by Mu dowieść swojej miłości.
1. Ach Panie, Panie! Jakże mi się dłuży to wygnanie! Jakie ciężkości znoszę, tęskniąc do mego Boga! Cóż pocznie, Panie, dusza zatrzymana w tym więzieniu? O Jezu! Jakże długie jest życie człowieka, choć mówią, że jest krótkie! Krótkie jest, prawda, w porównaniu z tym życiem bez końca, na które tu sobie zapracować mamy, ale długie jest, ach jak długie! — dla duszy pragnącej oglądać oblicze swego Boga! Jakie dasz jej, Panie, lekarstwo na to cierpienie? Nie ma innego jeno to, by je znosiła dla Ciebie.
2. O słodkie odpocznienie miłośników mojego Boga! Nie uchylaj się od serca, które Cię miłuje, bo przez Ciebie tylko może wzmagać się i uśmierzać zarazem ta męka, którą sprawia Umiłowany w duszy do Niego tęskniącej! Pragnę być Tobie pociechą, Panie, a pociecha moja, czuję to dobrze, nie polega na żadnym ze śmiertelnych, więc Ty zapewne nie odrzucisz mego pragnienia! Oto mię masz, Panie! Jeśli potrzeba tego, bym jeszcze żyła dla oddania Tobie jakiejkolwiek usługi, nie wzbraniam się od pracy ani od żadnych cierpień, jakie by w tym życiu na mnie przyjść mogły. Tak ongi świadczył się Tobie Twój miłośnik, św. Marcin, tak za nim i ja Ci powtarzam (18). (s.177)
3. Lecz jakiż ból czuję, Panie! On miał uczynki, ja mam tylko słowa i na więcej zdobyć się nie potrafię. Niech mi będą zaliczone przed boskim obliczem Twoim choć te moje pragnienia! Czyńmy siebie wszyscy godnymi tego, byśmy mogli miłować Ciebie, Panie! Kiedy już trzeba żyć, niechże będzie życie dla Ciebie, niech zginą już i przepadną wszelkie pożądania i względy własne! Co może być godniejszego pożądania, jaki może być większy zysk, nad szczęście zadowolenia Ciebie? O zadowolenie duszy mojej, o Boże mój! — cóż ja uczynię, by Ciebie zadowolić, by Tobie być przyjemną? Nędzne są usługi moje, choćbym ich najwięcej oddała mojemu Bogu. Po cóż mi więc jeszcze zostawać w tej smutnej nędzy? Pytasz duszo: po co? Po to, aby się spełniła wola Pańska! Bo jakiż może być większy zysk dla ciebie, duszo moja? Czekaj więc, czekaj, “bo nie znasz dnia ani godziny” (19). Czuwaj pilnie, wszystko prędko przemija, choć tęsknota twoja wątpliwym ci czyni to, co jest pewne, i czas krótki — długim. Pomnij, że im więcej walk tu przetrwasz, tym lepiej dowiedziesz, jak miłujesz twego Boga! Tym hojniej też potem z Umiłowanym będziesz się cieszyła rozkoszą i szczęśliwością, którym nie będzie końca.
Zapały i uniesienia miłości. — Duszy zranionej Bożą miłością nikt nie przyniesie ukojenia tylko sam Umiłowany. — Od Niego bowiem pochodzi ta miłość, która ubezwładnia wszystkie władze duszy, by w niej panował wyłącznie Boski Oblubieniec.
l. O Boże mój i Panie prawdziwy! Wielka to pociecha dla duszy, udręczonej w osamotnieniu, gdy wspomni, że Ty jesteś wszędzie! Ale gdy zapał miłości i gwałtowne tego bólu porywy więcej się wzmogą, cóż pomoże ta pociecha? Myśli wtedy się plączą, rozum się ukrywa, a prawda ta pocieszająca jakby mgłą zachodzi. Niczego już dusza nie rozumie, niczego nie widzi, tylko to jedno, że jest oddalona od Ciebie! I nie ma takiego leku, który by uśmierzył ból tego oddalenia. Bo serce, gorąco (s.178) miłujące, nie chce żadnej rady ani pociechy, jeno od Tego, który ją zranił, od Niego tylko czeka lekarstwa. Gdy zechcesz, Panie, prędko zagoisz tę ranę, którą sam zadałeś, lecz dopóki tego nie uczynisz, daremnie spodziewać się zdrowia i wesela, prócz tego jednego, jakie daje duszy samo cierpienie, dla tej miłości zniesione.
2. O Miłośniku prawdziwy! Jaką litością, słodyczą, jaką hojnością pociech i rozkoszy, jakimi niewypowiedzianymi dowodami najczulszej miłości leczysz te rany, które strzałami Twojej miłości zadałeś! O Boże mój, wszelkiego bólu i cierpienia osłodo! Jakżeż nierozum mój, że jeszcze chcę dowodzić rzeczy tak oczywistej! Jakże być może, by znalazły się jakie ludzkie środki na uzdrowienie duszy chorej od upalenia ognia Bożego? Któż by zdołał zbadać, jak głęboko sięga ta rana i skąd pochodzi? I czym by się dała uśmierzyć ta męka, tak bolesna zarazem i tak rozkoszna? Byłoby niedorzecznością przypuścić tylko, by tak wzniosłe cierpienie mogło być uśmierzone za pomocą rzeczy tak niskich, jakimi są wszelkie środki przez ludzi wymyślone. Jakże prawdziwie mówi Oblubienica w Pieśni: “Miły mój dla mnie, a ja dla mego Miłego, i Miły mój dla mnie” (20), bo niepodobna, by taka miłość boska poczęła się z tak niskiego źródła, jakim jest miłość moja.
3. Lecz jeśli tak jest niska, Oblubieńcze mój, jakimże sposobem sięga tak wysoko, że nie zatrzyma się na żadnej rzeczy stworzonej, póki nie dosięgnie Stworzyciela swego? Jak się to stało, że jestem miła i “ja dla mego Miłego”? O mój Boże, własna to sprawa Twoja! Ty, prawdziwy Miłośniku mój, pierwszy wszczynasz tę nawałność miłości! Początkiem walki bowiem jest ten niepokój, który wzniecasz w duszy, to opuszczenie władz i zmysłów, które, szukając Ciebie, biegną po ulicach i rynkach, zaklinając córki Jerozolimskie, aby im wskazały, gdzie jest ich Bóg (21). A skoro. Panie, wszczęła się już bitwa, z kimże one walczyć mają, przeciw komu wystąpią — (s.179) jeśli nie przeciw Temu, który opanował tę twierdzę, w której mieszkały? Pan zajął najwyższy szczyt duszy i wygnał je stamtąd, aby znów wróciły pokonywać Zdobywcę swego, ale same znękane już pozbawieniem Jego obecności, rychło dają się zwyciężyć i samą utratą wszystkich sił swoich tym skuteczniej walczą i składając broń przed Nim, zwyciężają swego Zwycięzcę.
4. O duszo moja, jakąż to przedziwną walkę stoczyłeś w tym strapieniu twoim, która się tak odbyła, jak ją tu opisałam! Już więc Miły mój dla mnie, a ja dla mego Miłego. Któż teraz pokusi się rozdzielić i zgasić te dwa ognie, takim płomieniem płonące? Próżny by był wysiłek, bo oba złączyły się z sobą i zamieniły się w jeden!
O pełnieniu woli Bożej. — Bóg wie najlepiej, co jest najlepsze dla nas, więc o to jedynie winniśmy się starać, by w nas spełniała się Jego wola święta. — Wśród smutku i opuszczenia dusza tęskni do Boga, dłuży się jej to ziemskie wygnanie, przeraża ją myśl, że może nie wytrwać. — Woła więc do Boga i cieszy się tą nadzieją, ze kiedyś przyjdzie dzień, w którym spocznie na wieki. — W milczeniu i nadziei czeka tego dnia.
l. O Boże mój! Mądrości nieskończona, bez miary ni granic i nad wszelki rozum anielski i ludzki! O Miłości, która mię miłujesz więcej niż ja sama siebie miłować zdołam! Czemu bym miała pragnąć czegoś więcej nad to, co Ty mi dać chcesz? Czemuż bym miała wysilać się na błagania Ciebie o to, co bym chciała, kiedy wszystko, cokolwiek obmyślić, czego pragnąć mogę, Ty naprzód znasz i wiesz. I to nie tylko rzecz samą, ale i jej cel, a ja nie zawsze wiem, co mi jest pożyteczne. W czym dusza moja korzyść upatruje dla siebie, w tym może by właśnie znalazła szkodę. Jeślibym Cię prosiła o oddalenie ode mnie jakiego cierpienia, a cierpienie to miałoby na celu wyćwiczenie mnie w umartwieniu, cóż by znaczyła taka prośba moja? Jeślibym, przeciwnie, prosiła Ciebie, byś zesłał na mnie ten krzyż, może by mu podołała słaba jeszcze i nieudolna cierpliwość (s.180) moja? A chociażbym to zniosła, lecz nie była jeszcze dość mocno utwierdzona w pokorze, mogłabym sądzić, że to ja uczyniłam coś wielkiego, kiedy Ty sam, Boże mój, wszystko czynisz i sprawujesz! Choć pragnę cierpieć więcej, nie chciałabym może ucierpieć na sławie, nie przez wzgląd na własną cześć, ale ze względu na pożytek Twojej służby, do której postradanie szacunku i poważania u ludzi mogłoby mi stawać na przeszkodzie. A może właśnie to umniejszenie mojej sławy, z którego lękam się, by nie wynikła ujma Twojej chwały, przeciwnie, korzyść mi przyniesie i okaże się skuteczną pomocą do tego, czego pragnę, to jest do większego rozszerzenia Twojej chwały!
2. Wiele innych jeszcze mogłabym wymienić przykładów na dowód, że sama siebie nie rozumiem. Ale kiedy wiem, że Ty, Panie, wszystko to widzisz, po co to mówię? Po to, mój Boże, że gdy czuję dzisiaj, głębiej niż zwykle, gnębiącą mię moją nędzę i zaćmiony, jakby mgłą zaszły, mój rozum, próbuję, czy za pomocą ręki i pisania jej nie zdołam go odszukać. Bo nieraz, jak i dzisiaj, mój Boże, widzę siebie tak nędzną, słabą i małoduszną, że zachodzę w głowę i pytam siebie, co się stało z tą służebnicą Twoją, która, zdawało się, po tylu łaskach od Ciebie otrzymanych, dostatecznie już była uzbrojona do potykania się z nawałnościami tego świata? Nie, Boże mój, nie! Nigdy już nie będę polegała na żadnej rzeczy, której bym sama chciała dla siebie! Ty za mnie chciej i ze mną czyń, cokolwiek pragniesz! Ja chcę również tego, bo wszystko dobro moje w tym, bym czyniła Twoją wolę! Gdybyś Ty, Panie, chciał czynić moją i spełniać wszystkie moje pragnienia i chęci widzę, że byłoby to moją zgubą.
3. O jakże mizerna jest mądrość śmiertelnego człowieka, jak niepewne wszelkie jego przewidywania! (22) Ty sam Twoją mądrością i opatrznością upatruj i podaj środki potrzebne, aby dusza moja służyła Ci raczej wedle Twojego upodobania, a nie (s.181) mojego! Nie karz mnie, dając mi, czego chcę i pragnę, a czego by nie chciała Twoja miłość, która niech wiecznie żyje we mnie. Niech już umrze to moje ja! Niech żyje we mnie większy niż ja i lepszy dla mnie niżeli ja, abym Jemu służyć mogła. On niechaj żyje i mnie ożywia! On niech króluje, a ja niech będę Jego niewolnicą; innej wolności nie chce dusza moja. Jakże może być wolny, kto by obcym był Najważniejszemu? Jaka większa i nędzniejsza niewola, nad niewolę duszy, która się wyłamała z rąk swego Stwórcy? Błogosławiony, kto dobrodziejstwy miłosierdzia Bożego tak się czuje związany, jakoby mocnymi łańcuchami, iż nie ma już władzy ani siły z nich się wyzwolić. “Mocna jest jak śmierć miłość, twarda jak otchłań” (23). O, kto by już doczekał się ciosu śmiertelnego z ręki tej mocnej, jak śmierć, miłości! Kto by już ujrzał siebie wrzuconym do tej otchłani miłości, bez żadnej nadziei wyjścia z niej, czyli raczej bez obawy, by nie został kiedy jeszcze z niej wyrzucony! Lecz, ach, Panie! Póki trwa to życie śmiertelne, zawsze jeszcze jest zagrożone życie wieczne!
4. O życie, wrogu szczęścia mojego! Ach gdybyż było wolno koniec tobie położyć! Znoszę cię, bo znosi cię Bóg, utrzymuję ciebie, bo do Niego należysz, nie bądźże mi przynajmniej zdrajcą, nie odpłacaj mi niewdzięcznością!
Tymczasem jednak, ach, Panie, jakże się przedłuża moje wygnanie! Krótki staje się czas choćby najdłuższy, o ile jest ceną, za którą mamy kupić sobie Twoją wieczność; ale długi jest, i bardzo długi każdy dzień, każda godzina temu, kto nie wie i w ciągłej jest obawie, czy jeszcze Ciebie nie obrazi! O wolna wolo, nędzna niewolnico twojej wolności, jeśli nie żyjesz przebita i przytwierdzona gwoździami bojaźni i miłości Tego, który cię stworzył! O kiedyż nastanie ten dzień szczęśliwy, w którym ujrzysz siebie zanurzoną w tym nieskończonym morzu prawdy najwyższej i już nie będziesz miała wolności do grzechu, anibyś jej już nie chciała, bo będziesz bezpieczna od (s.182) wszelkiej nędzy i staniesz się uczestniczką natury i życia tego Boga!
5. On jest wiecznie i doskonale szczęśliwy, bo zna siebie i miłuje siebie, i cieszy się sobą, i niepodobna, by było inaczej. Choć wszystko może, nie ma przecie i mieć nie może tej wolności, bo ona byłaby zaprzeczeniem Jego boskiej doskonałości, by kiedy mógł zapomnieć siebie, albo przestać miłować siebie. I ty, duszo moja, wówczas wejdziesz do twego odpocznienia, gdy całą twoją istnością zjednoczysz się z tym Dobrem najważniejszym i będziesz znała to, co On zna, i miłowała to, co On miłuje, i tym się cieszyła, czym On się cieszy. Wonczas już ujrzysz utwierdzoną na zawsze niestałą wolę twoją! Żadnej już odtąd zmiany w niej nie będzie, bo wszechmogąca łaska Boga takie cudowne w tobie sprawi przemienienie, takie ci da doskonałe uczestnictwo boskiej natury swojej, że już nie będziesz mogła zapomnieć o tym Dobru najwyższym, ani zaprzestać choćby na chwilę cieszenia się nim, w niewypowiedzianym zjednoczeniu z Jego miłością.
6. Błogosławieni, którzy są “zapisani w księdze życia” (24). Lecz ty, duszo moja, jeśli i ty masz być w liczbie tych błogosławionych, czemuś jest smutna duszo moja, i czemu się trwożysz? Miej nadzieję w Bogu, bo jeszcze na tym wygnaniu wyznawać Mu będę grzechy moje i zmiłowania Jego (25). I z tego dwojga razem złożę pienie dziękczynienia z nieustającą tęsknotą ku Zbawicielowi mojemu i Bogu mojemu. Może przyjdzie kiedy ten dzień, że będzie Mu “śpiewała chwała moja” (26), by się nie smuciło sumienie moje, bo żalu i bólu skruchy już tam nie będzie, gdzie ustanie wszelkie wzdychanie i trwoga. A tymczasem, nim dzień ten przyjdzie, w milczeniu i nadziei będzie moc moja (27). Wolę żyć i umierać w pożądaniu i oczekiwaniu żywota wiecznego, niż posiadać na tym świecie wszystkie (s.183) stworzenia, wszystkie dobra i wszystko, co wraz ze światem się kończy. Nie opuszczaj mię, bo w Tobie, Panie, nadzieję miałam, niech nie będę zawstydzona na wieki” (28). Niechaj Tobie służę na każdy dzień, a Ty czyń ze mną, co chcesz!
(16) Porównaj, co mówi Święta o piekle: Życie, r. 32.
(17) Ps 34, 9.
(18) Tę samą myśl rozwija Święta w Twierdzy wewnętrznej VI, 6, 6.
(19) Mt 25, 13.
(20) Pnp 2, 16
(21) Pnp 3, 2.
(22) Mdr 9, 14.
(23) Pnp 8, 6.
(24) Ap 11,27.
(25) Ps 42, 12.
(26) Por. Ps 30, 13.
(27) Iz 30, 15.
(28) Ps 31, 2.