
Ks. Ryszard Ukleja Maria Kuzemko
Amsterdam 2005: „Miłość – drogą Matki ku jedności i pokoju” (ks. Sigl )
Niedzielny program popołudniowy Międzynarodowych Dni Modlitw do Matki i Pani Wszystkich Narodów, w dniu 8 maja 2005, miał w Amsterdamie charakter wybitnie ekumeniczny. Stało się tak dzięki słowom wypowiedzianym przez ks. P. M. Sigla (na zdjęciu) i dzięki świadectwom przedstawicieli różnych wyznań chrześcijańskich i religii.
Ks. Sigl, założyciel Zgromadzenia „Rodzina Maryi” i jeden z głównych organizatorów tych Dni Modlitw nadał swej prelekcji tytuł: „Miłość - drogą Matki ku jedności i pokoju”. Jej treść ilustrował na telebimach obrazami wydarzeń w Kościele i na świecie.
Jedność Serc
Zwrócił on zaraz na wstępie uwagę, że
do Matki i Pani Wszystkich Narodów przybyli dziś również nasi bracia w wierze
pozostałych wy
znań
oraz żydzi, muzułmanie, buddyści i hindusi. Maryja bowiem jest Matką wszystkich,
których wita z otwartymi ramionami i zachęca słowami: „Kimkolwiek jesteście
przyjdźcie do Pani Wszystkich Narodów” (6.04.1952). „Kimkolwiek jesteście,
jestem dla was Matką i Panią Wszystkich Narodów” (31.05.1954).
Wystąpienia i świadectwa przedstawicieli różnych wyznań nie powinny być odebrane tak, jakby było obojętne do jakiego wyznania czy religii się należy – wyjaśnił na początku ks. Sigl. W żadnym wypadku! Przeciwnie, każdy złoży własne świadectwo osobistej miłości do Maryi jako swej Matki. Usłyszymy od nich jak Maryja pozwala odczuć swoją macierzyńską miłość i kierownictwo względem braci protestantów, jak opiekuje się buddystami, hindusami i uzdrawia muzułmanów. Nie może przecież być inaczej, gdyż Ona jest Matką wszystkich narodów. Wobec tak bezgranicznej i uniwersalnej miłości, którą obejmuje Ona wszystkich ludzi, nasza miłość do Boga winna się pogłębiać, a miłość do bliźnich bardziej się poszerzać!
Wszyscy tęsknimy za miłością, prawdą, sprawiedliwością i pokojem. Tymczasem korupcja, wyzysk, ucisk milionów niewinnych, wojny, rzezie narodów, terror, odwety, otworzyły przepaść nienawiści, która wydaje się nie do pokonania. Dotyczy to także ludzi wierzących, którzy również są głęboko poranieni tą okrutną rzeczywistością. Kto zdoła te bariery i przepaść przełamać i przekroczyć? Tylko Bóg jest w stanie tego dokonać. Dlatego w tych czasach wielkiej próby posyła On do nas swoją Matkę, która przypomina nam prawo miłości: „Ludzie muszą zachowywać i przestrzegać pierwsze i najważniejsze przykazanie” (20.09.1951). Lecz miłość ta wymaga uczynienia pierwszego kroku ze strony miłujących. Prawdziwa miłość realizuje się i wyraża przez przebaczenie.
Taką miłość przejawiającą się w przebaczeniu względem wszystkich, jako drogę ku jedności obrał i ukazał nam maryjny papież, Jan Paweł II. Jego miłość do Maryi skłaniała go do czynienia tego, co i Ona by czyniła.
On, jak żaden inny przed nim, szedł pierwszy do odłączonych braci w wierze, wyciągając do nich rękę ku pojednaniu i prosząc pokornie o przebaczenie. Obrał więc drogę Matki ku jedności i pokojowi, a jego pastoralna działalność jest dla nas wskazówką jak powinniśmy jako chrześcijanie ustosunkować się do innych wierzących w przyjacielskim dialogu, i jak wspólnie modlić się z nimi.
Kiedy zamachowiec Ali Agca został
skazan
y
na dożywocie, papież odwiedził go w więzieniu, gdzie wspólnie rozmawiali przez
20 minut. Po wyjściu z celi papież powiedział: „Rozmawiałem z nim jak brat z
bratem, któremu przebaczyłem, i zyskałem jego zaufanie”. Być może mało znany
jest inny epizod odnoszący się do matki zamachowca. Otóż matka Ali Agcy wkrótce
po tym wyczynie swego syna napisała list do Ojca Świętego, w którym m.in.
prosiła go o przebaczenie za zbrodniczy czyn syna. Po przeczytaniu tego listu,
Papież zaprosił ją do Watykanu, objął ją i ucałował. Ten gest przebaczającej
miłości ukazuje w sposób oczywisty nieomylną drogę ku jedności.
Pokorną miłość praktykował Papież Jan Paweł II w jeszcze większej mierze względem odłączonych chrześcijan od Kościoła Chrystusowego. Odwiedzając w maju 2001 r. Grecję, w której 99% mieszkańców stanowią prawosławni, powiedział w Atenach: „Prosimy Pana o przebaczenie za te wszystkie grzechy i krzywdy, jakie synowie i córki Kościoła katolickiego w przeszłości i teraźniejszości wyrządzili prawosławnym braciom i siostrom... Prosimy Boga..., by uleczył te rany, które ciągle jeszcze bolą ducha greckiego ludu”. Wspólna modlitwa nie była wówczas zaplanowana. Ale Ojciec Światy zapytał spontanicznie: „Dlaczego by nie odmówić wspólnie Ojcze nasz?”. Wówczas patriarcha Christodollos wraz z obecnymi podjął słowa modlitwy Pańskiej: „i odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Był to kulminacyjny moment tego spotkania, tak że grecki patriarcha powiedział: „To był niezapomniany historyczny dzień”.
Owocem tej pokornej prośby o przebaczenie była wspólna modlitwa. A owocem tej wspólnej modlitwy będzie kiedyś, jak ufamy, upragniona jedność. Tak więc papież i patriarcha Grecji uczynili to, co Maryja wyraziła w swym orędziu: „Podajcie sobie ręce” (6.04.1952).”Szukajcie, a znajdziecie” (15.06.1952).
Odwiedzając z kolei Syrię, Jan Paweł II
odwiedził po raz pierwszy meczet. Wielki Mufti Ahmed Kuftoro witając gościa z
Rzymu, powiedział: „Dla nas muzułmanów jest to historyczna chwila, czujemy się
bowiem
głęboko zaszczyceni, ponieważ Papież po raz pierwszy w historii nawiedził
meczet”. Objęty serdecznie przez Muftiego Jan Paweł II, zawołał: „As-salamu
alaikum! – Pokój niech będzie z wami” – prosząc go o wzajemne przebaczenie.
Zeitoun – znakiem Miłości Matki
Uważam – mówił dalej ks. Sigl – że to spotkanie winno być dla nas lekcją na przyszłość, szczególnie tu w Europie. Żyjemy przecież wspólnie z milionami ludzi przybyłych do nas z krajów muzułmańskich. Po 30 latach ich obecności tylko w Niemczech zbudowano ponad 2 tysiące meczetów dla 3 milionów muzułmanów. Czy nasze dzieci będą umiały współżyć pokojowo z naszymi braćmi i siostrami islamskimi? Wspólny dialog zobowiązuje do tego obie strony. A jest to możliwe do osiągnięcia przy wzajemnym szacunku i pokornej miłości. Te dary zaś ofiarowuje nam Bóg przez Maryję, naszą wspólną Matkę. Potwierdzają to także jedyne w swoim rodzaju objawienia maryjne w Zeitoun (Egipt), uznane przez Kościół, gdzie okazało się możliwe pokojowe współżycie ludzi różnych ras i religii, wśród których siłą integrującą i jednoczącą te narody stała się miłość Maryi – Matki.
W latach 1968/69 w Kairze nad kopułą koptyjskiego maryjnego kościoła na tle krzyża ukazywała się wiele razy świetlista postać Niewiasty. Setki chrześcijan, wyznania koptyjskiego, greckiego, a także żydów, muzułmanów, a nawet niewierzących przybywało na to miejsce, by zobaczyć tę Panią. Niekiedy objawienia trwały 8 godzin. Miały miejsce także w szczytowym punkcie konfliktu arabsko-izraelskiego, który groził wybuchem III wojny światowej. Maryja poruszała się w kierunku ze wschodu na zachód w milczeniu, wznosząc przy tym ręce do błogosławieństwa. Wszyscy obecni modlili się w skupieniu i śpiewali hymny ku czci Matki Bożej. Nigdy dotąd nie widziano takiej spontanicznej wspólnej modlitwy na miejscu publicznym ludzi różnych wyznań. Autorytety kościelne Kairu różnych wyznań jednomyślnie wyraziły swą aprobatę, uznając te objawienia za autentyczne. W historii podzielonych Kościołów była to ekumeniczna aprobata objawień Maryi, które spowodowały ożywienie pobożności wobec Matki Bożej i większą tolerancję względem siebie zwaśnionych ras i wyznań w Egipcie.
Jan Paweł II – wzór pojednania z Żydami
W roku 2000 Ojciec Święty odwiedził Ziemię Świętą. W Jerozolimie, w miejscu pamięci holokaustu, Yad Vashem, w imieniu Kościoła katolickiego prosił cały naród żydowski o przebaczenie za nienawiść i antysemickie wykroczenia ze strony chrześcijan przeciw Żydom w przeszłości. Poruszyło do Żydów. A papież apelował: „Chciejmy budować nową przyszłość, w której nie będzie antyżydowskich uczuć ze strony chrześcijan i antychrześcijańskich uczuć ze strony Żydów przeciw chrześcijanom”. Trzy dni później papież udał się pod „mur płaczu”! włożył do wnęki między kamieniami pisemną prośbę o przebaczenie ze swym podpisem.
Każda miłość winna wyrazić się w czynie miłości bliźniego. Spójrzmy jeszcze raz na pomnik ofiar holokaustu w Jerozolimie. Prowadzi do niego tzw . „aleja sprawiedliwych”, z sześciu tysiącami drzewek oliwnych, które przypominają 6000 ludzi nie należących do narodu żydowskiego, którzy w czasie wojny, ujawnili heroiczną miłość, z narażeniem własnego życia ratując życie Żydom. Jednym z takich bohaterów był szwedzki ambasador na Węgrzech Raoul Wallenberg, który ocalił 13 tysięcy Żydów od deportacji. Ks. Sigl nie wspomniał o Polakach. Warto jednak wiedzieć, że najwięcej nazwisk na drzewkach oliwnych to polskie nazwiska.
Heroiczna miłość bł. Matki Teresy, bez względu na wyznanie
Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty świadczyła tę heroiczną miłość najbiedniejszym w Indiach. Poruszona słowami Chrystusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40) poświęcała się bez reszty najbiedniejszym. Powtarzała często: „Poznaję Boga w każdej ludzkiej istocie. Kiedy opatruję rany trędowatego, to jestem przekonana, że świadczę tę usługę samemu Panu”. Ekstremalną formą biedy dla niej był brak miłości. Była więc przekonana, że miłość prowadzi do Boga, nawet bez słów. Doświadczając tego często osobiście, zilustrowała to następującym przykładem: „Któregoś dnia przyszedł do umieralni człowiek, kiedy byłam sama. Przechadzając się przez chwilę wśród umierających, podszedł w końcu do mnie i powiedział: kiedy tu wszedłem, moje serce było pełne nienawiści do Boga i ludzi. Ale kiedy zobaczyłem siostrę jak z delikatnością wyświadcza chorym służbę miłości, zrozumiałem, że Bóg nas jeszcze kocha. Zmieniły się moje przekonania i uczucia. Teraz ponownie wierzę, że Bóg nas kocha”.
Pokorna i służebna miłość wcześniej czy później przemienia serce każdego człowieka, który w następstwie to serce okaże innym. Oto inne doświadczenie Matki Teresy, jakim się podzieliła: „Któregoś dnia poprosiła mnie pewna rodzina hinduska z 8 dzieci, nie mająca nic do jedzenia, by ich odwiedzić. Wzięłam torebkę ryżu i poszłam. Kiedy weszłam do ich domu, dojrzałam w roziskrzonych oczach dzieci cierpienie, którego przyczyną był głód. Podałam matce torebkę z ryżem, którą ona zaraz podzieliła na połowę. Wychodząc z domu, powiedziała: inni też cierpią głód. Pomyślała ona o sąsiadce, pragnąc się z nią po dzielić. To, co mnie najbardziej uderzyło, był nie ten detal, że ona też ryż podzieliła na połowę, ale to, iż ona pamiętała o głodzie rodziny swej sąsiadki. Przeżyła bowiem ona radość dzielenia się z bliźnim, okazując miłość sąsiadce. Obdarowana sąsiadka była hinduską, a dzieląca się z nią ryżem muzułmanką. Było to dla mnie bardzo wzruszające”. Tak, Ewangelię miłości trzeba umieć czytać nie tylko w Piśmie św., ale także w codziennym życiu i realizować ją wobec wszystkich bez różnicy.
Kiedy Matka Teresa przybyła do Rzymu, by odebrać pokojową nagrodę Nobla, oczekiwało na nią wielu dziennikarzy. Podarowała każdemu „cudowny medalik”. Nie pytając o wyznanie, chciała po prostu podarować im Maryję. Jeden z nich zagadnął ją prowokująco: „Matko, masz już 70 lat. Kiedy umrzesz, świat pozostanie taki jakim był. Nic się nie zmieni po tylu twoich trudach. Daj sobie spokój, odpocznij trochę. Świat się nie zmieni”. Matka Teresa z uśmiechem odpowiedziała: „Nigdy nie miałam zamiaru przemiany świata. Chciałam tylko być małą kroplą czystej wody, w której odzwierciedla się miłość Boga. Czy wydaje się to panu za mało?”. Zmieszany dziennikarz zamilkł. A Matka Teresa po chwili dodała: „Niech pan postara się być taką kroplą czystej wody wówczas będzie nas już dwoje. Jest pan żonaty?” „Tak, siostro”! „Dobrze. To proszę powiedzieć żonie, by też była taką kropelką wody, to będzie nas już troje. Ma pan dzieci?” – „Tak, Matko. Troje”. „Pięknie. Kiedy one staną się takimi kroplami, będzie nas już sześcioro”.
Te zachęcające słowa Matki Teresy odnoszą się także do nas, gdyż każdy z nas - zawiera w sobie pewną miarę, miłości, dzięki której powinien się przyczyniać do tego, by jego środowisko zmieniało się na lepsze.
Bł. Matka Teresa jako katoliczka wierzyła, że jest tylko jeden Bóg, który kocha wszystkie swoje dzieci, dlatego przed Bogiem winny być traktowane jako równe sobie. W takim świetle patrzyła ona także na niewierzących i komunistów. Zapytana kiedyś w Chinach przez funkcjonariusza państwowego, kim dla niej jest komunista, odpowiedziała bez wahania: „dzieckiem Bożym” . Następnego dnia prasa zacytowała słowa Matki Teresy. Bardzo się ucieszyła z tego powodu, że po wielu latach w gazetach chińskich pojawiło się wspomnienie o Bogu.
W pogrzebie Matki Teresy wzięły udział setki tysięcy ludzi różnych wyznań, ras i klas społecznych zjednoczony jakby w jeden łańcuch modlitewny. Wszystkich darzyła Bożą miłością, dlatego teraz wszyscy odczuwając tę Jej miłość, jednoczyli się solidarnie we wspólnej modlitwie. Jeśli tyle dokonała miłość tej pokornej siostry, to o wiele więcej może dokonać miłość niebieskiej Matki, której wszystkie narody ziemi zostały powierzone w macierzyńską opiekę.
Symbolika Amsterdamskiego Obrazu
Na obrazie amsterdamskim ta uniwersalna macierzyńska miłość Maryi jest przedstawiona nader jasno. Maryja stoi na kuli ziemskiej z mistycznie przebitymi dłońmi, z których spływają promienie łask na wszystkie owce, symbolizujące wszystkie rasy i narody. Widząca Maryję Ida widziała często ten obraz: „Widziałam wiele ludzi, nawet różne rasy, o których nie wiedziałam nawet, że są takie” (1.04.1951). Tak, Maryja, Matka Wszystkich Narodów nie jest przeznaczona tylko dla jednego narodu, lecz dla wszystkich ludzi. Ona kocha każde swe dziecko tak, jakby było Jej jedyne. Taką uniwersalną miłością darzy więc każdego z nas. W tym celu przekazała swą modlitwę światu, aby Duch Święty, który jest Miłością, zamieszkał w sercach wszystkich ludzi. I tak należy się modlić.
Ta idea z pewnością odpowiada ekumenicznemu duchowi Ojca Świętego, Benedyktowi XVI, który wkrótce po swoim wyborze wołał na Placu św. Piotra do wiernych różnych wyznań: „Pełen sympatii kieruję swoje pozdrowienie także do wszystkich ochrzczonych..., którzy nie są jeszcze w pełnej wspólnocie z nami, a także do was moi bracia z narodu żydowskiego, z którym jesteśmy związani przez wielkie wspólne duchowe dziedzictwo. W końcu moje myśli, jak rozszerzająca się fala, biegną do wszystkich ludzi naszych czasów, do wierzących i niewierzących”.
Świadectwa przedstawicieli innych wyznań i religii
Pastor protestancki H. De Vries, przełożony wspólnoty w Ternaard we Frieslandii, który przybył do Amsterdamu z żoną i 5 dzieci, mówił na zaskakujący temat: „Maryja w moim sercu”.
Protestanci nie przyznają Maryi tak
doniosłej roli i miejsca w życiu wiary, jak katolicy. Maryja jednak była tą
jedynym świadkiem życia Jez
usa na ziemi od samych Jego narodzin do śmierci na
krzyżu. Nikt z nas nie przeszedł drogi, jaką Ona przeszła.
Uważam – mówił pastor – że my wszyscy szukamy wzoru do dobrego życia – w matce. Dla mnie Maryja – Matka Jezusa Chrystusa stała się takim wzorem. Pragnę dlatego uczestniczyć w Jej drodze. Ona bowiem prowadzi mnie do swego Syna i mego Pana. Wpatrując się w Maryję, widzę Jej Syna. Przez myśli, słowa i milczenie, postępowanie, radości i smutki, Maryja wskazuje mi Jezusa. Ona ręczy za mnie, pośredniczy i pomaga mi, aby mnie zbliżyć do Chrystusa, choć protestantowi trudno jest w to uwierzyć i to zrozumieć. Jako protestant pragnę oddawać Maryi należną Jej cześć, której wielu w naszym Kościele Jej odmawia. Kiedy czcimy Maryję, nie zabieramy niczego Jezusowi.
My, katolicy i protestanci, z jednej strony – jesteśmy sobie obcy. Z drugiej zaś – stanowimy jedność w Duchu Świętym i w miłości. To tchnienie Ducha, może niekiedy być bolesne, burzyć mury i obalać nasze zasady. Ten ból i cierpienie zawiera w sobie jednak elementy ekumeniczne. Czasy, w których żyjemy są czasami zamętu. Wszyscy szukamy właściwej drogi. Jako ludzie słabi, nie możemy sami sobie poradzić w znalezieniu tej drogi. Dlatego ważną rzeczą jest, by ktoś wziął nas za rękę i prowadził. Człowiek powinien się pozwolić prowadzić przez Maryję. Ona także pozwoliła się prowadzić przez Ojca niebieskiego, nie rozumiejąc wszystkiego, lecz krocząc Bożą drogą w ciszy, milczeniu, wiernie i wytrwale, cierpliwie i w modlitwie. Tak więc Maryja prowadzi też nas do swego Syna, nie zatrzymując Go wyłącznie dla siebie. Przyjmując nas za swoje dzieci, na mocy testamentu Jezusa: „Niewiasto, oto syn Twój...” (J 19,26), pragnie dopomóc nam Ona dojść do Niego. Protestantom trudno jest modlić się do Maryi czy też do świętych jako pośredników, gdyż zwracamy się tylko do Boga w Trójcy Świętej.
Modlitwa Amsterdamska, przekazana przez Maryję, jest jednak skierowana do Chrystusa. Dlatego modlitwa ta ma w swej istocie charakter ekumeniczny. Kiedy patrzę na obraz Pani Wszystkich Narodów, na Maryję stojącą na tle krzyża, dostrzegam w nim cierpiącego Chrystusa i wartość Jego ofiary zbawczej, która wraz z Jej udziałem stanowi integralną całość misterium zbawienia.
Muzułmanie – Dzieci Maryi
Przedstawicieli wyznania grecko-prawosławnego reprezentowali ks. P. Esber, delegat patriarchy Ignacego IV z Damaszku, oraz siostra Teodora Elias ze wspaniałego klasztoru Seydnaya. Mówili o cudownych uzdrowieniach muzułmanów. W tym słynnym miejscu pielgrzymkowym na Bliskim Wschodzie znajduje się cudowna Ikona Maryi, której namalowanie przypisuje się św. Łukaszowi. Wierni wypraszają tu niezwykłe uzdrowienia.
Ks. Esber powiedział między innymi:
Mahometanin Abib Al Ashagar Ibn Mhammad Ibn Said opowiedział przełożonej klasztoru zdarzenie, jakiego był świadkiem przed 45 laty. Na wstępie zaznaczył, że jest muzułmaniniem związanym bardzo ze swoją religią i koranem. Kiedy jego 5-letni syn Sanair chorował chodził w Damaszku do różnych lekarzy: Żyda, muzułmanina i chrześcijanina. Nie było jednak nadziei na uzdrowienie jego syna. Według jego tradycji religijnej umierającym czytało się fragmenty Koranu, ale on udał się jeszcze na to miejsce, gdzie Bóg mówi przez Maryję. Poprosił żonę, by z chorym synem też pojechała. „To ostatni lekarz, do którego go wieziemy”.
Kiedy przybyli na to miejsce łask, do Seydnaya, wziął syna Samira, prawie już martwego, ale jeszcze płaczącego i zaniósł w pobliże ogrodzenia otaczającego sanktuarium. Modlił się: „O Maryjo, błagam Ciebie i Twojego Syna, uratuj mojego synka. Pan mówi bowiem, że Twój Syn wskrzesza umarłych i uzdrawia chorych.”
Potem wrócił do Damaszku. W trzy dni później Samir wstał z łóżka, jakby nigdy nie chorował. Pojechali więc ponownie do Seydnaya, by podziękować Maryi i Jej Synowi za łaskę uzdrowienia Samira.
Po 3 latach zachorowała na raka jego żona. We francuskim szpitalu dowiedział się od lekarza: „Proście o łaskę Boga, nie mnie. W całym organizmie są przerzuty”. Codziennie odwiedzał żonę w szpitalu. Jako jedyna muzułmanka leżała w pokoju z trzema chrześcijankami. Odwiedzając żonę każdego wieczoru, słyszałem cichą modlitwę tych trzech kobiet za moją żonę, która sama je poprosiła: „Módlcie się też za mnie, bo wierzę w pomoc Jezusa i Maryi.” I tak wytrwałą modlitwą wyprosiły poprawę zdrowia żony, a w końcu – jej całkowite wyzdrowienie. Dziś kobieta ta ma 72 lata i jest zdrowa.
Dwie podróże misyjne do Ziemi Świętej
Pani G. M. Drent z Holandii mówiła o działalności na rzecz propagowania kultu Pani Wszystkich Narodów w Izraelu:
„Uczestnicząc w 1997 r. w pierwszych Międzynarodowych Dniach Modlitw, otrzymałam od biskupa Bomersa obraz Maryi i prośbę, aby szerzyła Jej kult w swoim środowisku. W ubiegłym roku odwiedziłam dwa razy Izrael, by w tym kraju tak umiłowanym przez Boga, a zarazem tak oddalonym od Niego i pełnym napięć, szerzyć kult Pani Wszystkich Narodów.
Latem 2004 r. przebywałam w Izraelu od 17 lipca do 8 sierpnia. Odwiedziłam wiele klasztorów i sanktuariów. Nie znałam nikogo i działałam bez planu. Towarzyszyła mi tylko świadomość, że czynię wszystko dla Pani i pragnę, aby Ona mnie prowadziła. Po takiej modlitwie kierownictwo Matki odczułam wprost namacalnie.
Czytałam wiele ostrzeżeń przed samobójczymi atakami terrorystycznymi wobec podróżujących publicznymi środkami komunikacji. Chodziłam więc często pieszo. Spotkałam jednak pewnego Belga, który bardzo oddany sprawie kultu Pani Wszystkich Narodów, zaczął wozić mnie samochodem. Tak dotarłam do wielu kościołów w Jerozolimie, Betlejem, Nazarecie, Kafarnaum, Hajfie, Abbu Gosch, Em-maus, Betanii.
Miałam wiele spotkań z kapłanami, osobami zakonnymi i świeckimi. Rozmawiałam z młodymi ludźmi różnych religii i rytów, otwartych duchem dla Maryi, np. z grupą kobiet hinduskich, które spotkałam w Getsemani, a także z 18-19-letnimi żołnierzami, o których nawet nie myślałam, że będą tak otwarci. Wcześniej ostrzegano mnie, abym nie ujawniała intencji misjonarskich, bo to niebezpieczne. Uderzało mnie jedno: wszyscy ci ludzie, Palestyńczycy czy Żydzi, Ormianie czy Chrześcijanie, wszyscy byli spragnieni pokoju.
Maryja nazwała się tu, w Amsterdamie, Panią Wszystkich Narodów. Bazylika w Getsemani nazywa się „Kościołem Wszystkich Narodów”. Nie mogłam jednak w niej znaleźć żadnego akcentu Maryjnego. I pomyślałam sobie: ”Do tego Kościoła Wszystkich Narodów musi rzeczywiście wejść także Maryja - Pani Wszystkich Narodów” Miejsce to nawiedza wielu pielgrzymów i turystów z wielu narodów różnych wyznań i religii. Na tym międzynarodowym miejscu mogłabym propagować orędzie amsterdamskie i rozpowszechniać obrazki z modlitwą do Pani Wszystkich Narodów.
W czasie ostatnich 10 tygodni pobytu w Izraelu do 7.01.2005 r. żyłam, modliłam się i pracowałam nawet na pustyni i doszłam do przekonania, że Maryja jako Matka wyjedna i przyczyni się do osiągnięcia pokoju na tej ziemi. Matkę kocha przecież każdy. Doświadczyłam tego spotykając wielu dostojników Kościoła różnych obrzędów, np. katolickiego bpa pomocniczego J. Chrzciciela Gourion, palestyńskiego bpa Jerozolimy msra Sabbaha, arcypatriarchę Torkom Manoogian II, przełożonego ormiańskiego Kościoła, jak też patriarchę kopt. Kościoła, Abrahama. Wszyscy oni przyjęli amsterdamskie orędzie i obrazki. Rozpowszechnianie tych orędzi oraz kult obrazu z modlitwą Maryi w Izraelu rozwija się pomyślnie. Nawet w 15 palestyńskich chrześcijańskich sklepach w Jerozolimie wisi obraz Maryi - Pani Wszystkich Narodów i odmawia się Jej modlitwę o pokój”.
Pokój dla Izraela
Taki tytuł nadało swemu świadectwu troje młodych przyjaciół z Izraela, wyrazili swe przekonanie, że pokój w ich kraju jest możliwy dzięki zgodnemu współżyciu Żydów i Palestyńczyków.
Ofer Golany, Żyd, wyraził to w następujący sposób:
Dla zrealizowania dzieła zbawienia świata potrzebna była kobieta. Dla chrześcijan tą kobietą była Maryja. Taką rolę w moim życiu spełniła moja żona Marion, urodzona w Holandii, skąd wywodzi się modlitwa przekazana przez Maryję w Amsterdamie. Moją macierzystą mową jest mowa hebrajska, dlatego odmawiam tę modlitwę po hebrajsku, w tym języku, w którym mówiła św. Elżbieta, matka Jana Chrzciciela w Ein Karim. Mieszkam również blisko Jerozolimy, a na mojej posesji stoi figura Matki Bożej.
Nabil Abu Nicola pochodzenia arabskiego, wyznania grecko-melchickiego powiedziała:
Urodziłam się w Nazarecie i Maryja kierowała moim życiem od dzieciństwa. W 1993 r. zaprowadziła mnie do świątobliwego kapłana, przy którym pozostałam. Chorował on od 25 lat na stwardnienie rozsiane. Przyjmując święcenia kapłańskie, obrał on sobie jako dewizę życiową: „Nie ma większej miłość nad tę...” (J 15,13) Modlił się też często słowami: „Panie, udziel mi łaski, bym mógł swoje życie poświęcić wszystkim bez różnicy ras lub wyznania”.
Ta modlitwa oraz idea zaowocowała zawiązaniem się wspólnoty osób, do której należy Sarnia i ja. Staramy się żyć i praktykować tę miłość, która wzięła początek w Nazarecie i zrealizowała się w heroiczny sposób na krzyżu - dla zbawienia ludzkości. Jezus przez swoją mękę i śmierć na krzyżu zjednoczył wszystkie narody w jeden lud Boży. My także pragniemy w naszej wspólnocie poświęcić nasze życie osobiste dla osiągnięcia prawdziwego pokoju, który pochodzi z wysoka.
Sarnia Ashgar, pochodzenia arabskiego, wyznania grecko-prawosławnego:
Ciesz się Amsterdamie, że przyjąłeś dziewczę z Nazaretu, Miriam. Na Niej spoczęło upodobanie Boga, bo Ona została wybrana na Matkę Jego Syna. Tu w Amsterdamie nazwała się „Matką Wszystkich Narodów”. Dziś powinniśmy wszyscy wziąć Maryję do siebie, jak Jan apostoł. On przygotował dla Niej miejsce w swoim domu. Kiedy Maryja wstąpi do naszego domu, to zamieni się on w „dom Nazaretański”, gdzie Bóg stał się człowiekiem i gdzie zamieszkała „Miłość”.
Jak we wszystkich Kościołach Wschodu, tak podobnie i w naszej społeczności w Nazarecie mamy zwyczaj zaczynać modlitwy od wezwania Ducha Świętego. Myślę, że w tym czasie różnorodnych zagrożeń, powinniśmy wraz z Tobą, Amsterdamie, modlić się o przyjście Ducha Świętego. Dlatego osobiście odmawiam tę modlitwę w swoim macierzystym języku, po arabsku.
Świadectwo biskupa pakistańskiego: Maryja gromadzi wszystkich w jedną rodzinę
Ks. bp J. Couts, z diecezji Faisalabat z Pakistanu, mówił o tym, jak czuje się osobiście przyciągnięty przez ten tytuł, bo Maryja, Pani Wszystkich Narodów gromadzi nas wszystkich razem w jedną rodzinę.
„Islamską Republikę Pakistanu zamieszkuje około 145 milionów mieszkańców – mówił biskup. – 95% zaludnienia stanowią muzułmanie. Chrześcijanie wszystkich wyznań w liczbie około 3 milionów stanowią zaledwie 2%. Pozostałe 3% stanowią hindusi, sikhowie i niewielu buddystów.
Jestem biskupem w diecezji Faisalabad. Przybyłem do Amsterdamu na te Dni Modlitw, by lepiej poznać Maryję - Panią Wszystkich Narodów.
W 7 diecezjach Pakistanu zamieszkuje ok.1,5 milionów katolików. Wszyscy żywią wielką cześć i nabożeństwo do Matki Bożej. Osobiście czuję się przez ten tytuł – Maryja, Matka i Pani Wszystkich Narodów – pociągnięty, ale pragnę dowiedzieć się czegoś więcej także na temat orędzi amsterdamskich, oraz jak Maryja pragnie zjednoczyć wszystkie narody ziemi.
Mahometanie w Pakistanie mają wielki respekt względem Maryi, jako Matki proroka Jezusa. Toteż islamici chętnie biorą udział w naszych świątyniach Maryjnych. Jestem przekonany, że ten szacunek i miłość naszych islamskich braci do Maryi może przyczyniać się do wzajemnego zbliżenia się i poczucia bliższej jedności.
Cieszy mnie także wspólna obecność wielu niechrześcijan tu w Amsterdamie w czasie tych Dni Modlitw. Skoro nasza Matka Niebieska nas tu sprowadza, to ufamy, że wskaże nam również drogę, jak wielu jeszcze innych pozyskać i przyprowadzić do Niej jako Matki nas wszystkich.”
Po powrocie do kraju, bp J. Couts w przesłanym e-mailu wyraził radość, że mógł wziąć udział w tym Modlitewnym Spotkaniu i zorientować się jak ten kult wzrasta i rozszerza się na całym świecie. O Amsterdamie wiedziałem dotąd tylko tyle, napisał, co Matka Teresa z Kalkuty powiedziała: „jest to miasto grzechu”. Pomyślałem sobie jednak: „Jak godnym uwagi jest fakt to właśnie miasto wybrała Matka Boża do przekazania światu swego orędzia pokoju”. Niezbadane są plany i wyroki Boże.
Jestem buddystką, lecz kocham Maryję...
Rasamee Poppea-Sowat, buddystka powiedziała:
„Jestem buddystką, ale kocham także Maryję. Nazywam Ją „Mama” i to jest dla mnie bardzo ważne. Mieszkam w Holandii i wyszłam za mąż za Holendra. Jako fryzjerka mam kontakty z wielu ludźmi. Jeden z nich, Soe Hin, podarował mi przed 3 laty obrazek Pani Wszystkich Narodów z modlitwą, którą od tego czasu odmawiam. Stało się to w szczególnych okolicznościach, kiedy przed 3 laty miałam poważne problemy zdrowotne. Lekarze zapowiadali mi tylko kilka miesięcy życia| W tym dramatycznym okresie życia każdego wieczoru udawałam się do mojej sypialni i tam się modliłam. Mam w nim obraz Maryi, przed którym na klęcząco na białym dywaniku odmawiałam tę modlitwę najpierw po holendersku, a następnie w moim języku ojczystym thai. Czynię to do dziś. I popatrzcie: stoję przed wami zdrowa. Pragnę za to podziękować Matce, Pani Wszystkich Narodów.
Na koniec ośmielam się tu przed naszą wspólną Matką odmówić Jej modlitwę w swoim ojczystym języku thai: „Panie Jezu Chryste...”.
Świadectwo bpa Devadass A. Mariadoss z Indii
W zatoce Bengalskiej znajduje się najbardziej znane w Indiach sanktuarium Maryjne Vailankanni, określane jako „Lourdes Wschodu”. Rocznie nawiedza to sanktuarium 20 milionów pielgrzymów z Indii i południowej Azji. Początki tego sanktuarium sięgają XVII w. i mają u podstaw dwa objawienia Maryjne oraz szczególną opiekę Maryi nad portugalskimi marynarzami, których uratowała Ona od niewątpliwej śmierci.
W grudniu 2004 r. straszliwa naturalna katastrofa „tsunami” nawiedziła tę błogosławioną ziemię i pozbawiła życia tysiące istnień ludzkich. Biskup Devadass A. Mariadoss był świadkiem jak ludzie dotknięci tym nieszczęściem, nie pytając się o wyznanie religijne, solidarnie sobie pomagali w tym nieszczęściu. Oto treść jego świadectwa:
„Jako biskup diecezji Thanjavur, w której znajduje się powszechnie znane sanktuarium Maryjne „Maryja, Uzdrowienie Chorych”, pragnę wam opowiedzieć jak Maryja przyczynia się do jedności i pokoju narodów oraz jak wzrasta i umacnia się wiara i cześć względem Maryi, naszej Matki.
Sanktuarium; to jest dziś miejscem spotkań wszystkich kultur, języków, wyznań religijnych i narodów. To miejsce pielgrzymkowe jest rzeczywiście znakiem dla jedności i pokoju poprzez głęboką i powszechną pobożność Maryjną. W dniu 26 grudnia 2004 r. ten rejon świata dotknęła straszna katastrofa naturalna tsunami. W samym Vailankanni zginęło 1500 osób, wyłączając pielgrzymów. Wzdłuż wschodniej granicy mojej diecezji znajduje się 16 moich parafii na obszarze 300 km. Nieszczęście to dotknęło 5 parafii usytuowanych wzdłuż wybrzeża, m.in. także Vailankanni. Wiele placówek misyjnych zostało zalanych wodą, a ludzie pogrzebani w piasku morskim. Natychmiast pospieszyła akcja ratownicza ze strony administracji diecezji i sanktuarium. Wspólnie z moimi współpracownikami i zespołem lekarskim, udałem się także osobiście na miejsce nieszczęścia.
W poniedziałek 3.01.2005 r. po skończonej Mszy św. wychodząc z zakrystii zauważyłem pewną rodzinę katolicką z Bangalore, jak z przejęciem dziękowała Bogu za ocalenie życia. Go się stało? – zapytałem. W odpowiedzi usłyszałem:
Po wysłuchaniu Mszy św. o godz. 7 dzieci po wyjściu z bazyliki chciały pójść na plażę. Z niewyjaśnionych jednak przyczyn zdecydowali się zwiedzić muzeum przy sanktuarium, zawierające m. in. także dary-wota dziękczynne za otrzymane łaski. Dokładnie w tym właśnie czasie, rozhukane fale oceanu wdarły się na wybrzeże w pobliżu sanktuarium i zagarnęły w swą otchłań tysiące ofiar. Gdyby w tym czasie rodzina ta była na plaży, znalazłaby się w liczbie ofiar pochłoniętych przez ocean. Zostali uratowani. Wśród dziękczynnych łez powiedzieli oni: „Tylko Aroki Madha – nasza Matka z Vailankanni, Maryja, Uzdrowienie Chorych” uratowała naszą rodzinę”.
Innym jasnym promykiem światła wśród ciemnych chmur tego nieszczęścia jest następujące zdarzenie: Kolejna fala śmierci, wysokości ok. 4 m dotarła aż do głównego wejścia do bazyliki, gdzie znajduje się cudowna figura Matki Bożej. Potężne masy wód osiągnęły już pierwsze dwa stopnie prowadzące do zewnętrznego portalu bazyliki, nieoczekiwanie jednak fala cofnęła się, powracając w odmęty oceanu. Czy mógłby ktoś temu zaprzeczyć, kiedy powiem, że to wygląda na cud? Nasza Matka niebieska w tym tragicznym spustoszeniu uratowała życie tysięcy istot ludzkich. Niech Duch Święty chroni nas od wszelkich niebezpieczeństw, nieszczęść, katastrof i prześladowań. A Pan niech udziela nam sił i odwagi, byśmy mogli sprostać tym trudnościom i nieszczęściom”.
W ten sposób drugi Dzień Modlitw, główny i bardziej bogaty dobiegł końca o godz. 17. Zamknęła go modlitwa wstawiennicza młodzieży, którą reprezentowali przedstawiciele 12 różnych krajów.
Oficjalna strona: http://www.de-vrouwe.net
[powrót do strony
głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie
zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site
strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"]
[e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]