Vassula przeżywa Mękę Jezusa

crucifix.gif (1677 bytes)


Odkąd otrzymała od Boga charyzmat wewnętrznego słyszenia, wiele razy przeżywała Mękę Jezusa.
Oto dwa doniesienia o takich doświadczeniach. Jedno miało miejsce 12 czerwca 1993 w Omaha, Nebraska (w USA). Drugie zaś w Katowicach i w Chorzowie, w Polsce (zostało zarejestrowane kamerą video), w okresie Wielkiego Postu w 1994.

 
12 czerwca 1993, przed konferencją, podczas której o. Ljudevic Rupcić, ofm. miał zabrać głos, Vassula Rydén, o. Michael O'Carroll, Chris Lynch (wydawca angielskiej wersji orędzi), Pat Callahan (z Trinitas), wydawca wersji rękopisowej i John Lynch znajdowali się razem w pokoju, w hotelu Vassuli, żeby przedyskutować sprawy związane z dystrybucją Orędzi Prawdziwe Życie w Bogu.

Doświadczenie Vassuli rozpoczęło się krótko po rozpoczęciu spotkania. Po relacji Vassuli jest przedstawiona relacja ojca Michaela , Pata Callahana i Chris Lynch. (Te świadectwa zostały skrócone dla potrzeb internetu)

Przed spotkaniem Vassula otrzymała od Jezusa następujące orędzie:
«Moje dziecko, Moje dziecko, daję ci Mój Pokój. Pozostaw Mi wolność posługiwania się twoją ręką. Daj Mi swobodę posługiwania się twoimi wargami. Pozostaw Mi wolność posługiwania się twoim umysłem i twoim sercem. Pozwól Mi nad tobą zapanować. Jakże będziesz Moim echem przekazującym Moje Orędzia, jeśli Mój Duch nie zapanuje nad twoim duchem? Jakże mogłaby przeżyć latorośl, gdyby nie otrzymywała soku z winnego krzewu? Odetnij ją od Winnego Krzewu, a zobaczysz, jak szybko zwiędnie. Mój Święty Duch jest jak sok wlewający się w was, aby zachować was przy życiu. To dlatego, Moja córko, musisz liczyć na Mojego Świętego Ducha, Szafarza Życia, Szafarza wiernej miłości, Szafarza radości i pokoju. Tak, Mój Święty Duch jest Ogniem, który ugina i topi serca, aby podążały za Moimi Wskazaniami, odwracając wasze oczy od pustych obrazów. Mój Święty Duch jest hojnym Szafarzem Moich Słów, prowadzącym całe wasze umysły i wasze serca do poszukiwania Mądrości. Szczególnie w tych czasach proście stale, z całego waszego serca o dary Mojego Świętego Ducha. On stanie się waszą Pochodnią, aby was ocalić od Śmierci i nie dopuścić do zachwiania się waszych stóp. Och! Czegóż nie uczyniłby dla was Mój Święty Duch! Mój Święty Duch doprowadzi was do spędzania waszego życia w Mojej Obecności i na Dziedzińcach Mojego Królestwa. Mój Święty Duch jest najważniejszy dla odbudowy Mojego Kościoła. On jest Kamieniem Węgielnym Mojego Kościoła, lecz wasze pokolenie go odrzuca. Ponownie mówię wam: budowniczowie są tutaj, lecz muszą zostać uformowani i pouczeni. Śpieszcie się, aby odbudować Mój Kościół, używając każdego kamienia, lecz nie zapominajcie o najważniejszym: Nie odrzucajcie Kamienia Węgielnego! Teraz, Moje dziecko, powtórz za Mną: Panie, należę do Ciebie. Ocal mnie i ocal również moich braci przez Twoją Odkupieńczą Miłość. Amen.»

 
Sprawozdanie Vassuli:

Na początku spotkania oni dyskutowali, a ja słuchałam. Po około 10 minutach ich głosy zaczęły mącić pokój mojej duszy, stawały się monotonne i straszne, raniące moją duszę. Ukazywał mi się taki obraz: jak bardzo świat, także ja, jesteśmy daleko od świętości i jak brakuje świętości we wnętrzu każdej duszy.

Ogarnął mnie ból tak wielki, że odczuwałam agonię. Pochyliłam się ku o. O'Carrollowi i powiedziałam, że nie czuję się dobrze. W tej chwili poprosił Pata Callahana o pozostanie przy mnie, a sam poszedł do swego pokoju po jakiś dokument.

Kilka sekund po tym, jak agonia osiągnęła szczyt, czułam, że upadam. Pat pomgół mi położyć się na podłodze, byłam udręczona. Moja dusza odczuwała wielki ból i gorzko płakałam. Płakałam i była przykuta do podłogi, gdyż Jezus zawładnął całą moją osobą tak, że ja odczuwałam to, co On odczuwa. Kiedy działał i przemawiał przeze mnie, ciężar mojego ciała stał się tak wielki, że było jak ołów, choć ja sama nie odczuwałam tej zmiany.

Czułam, jak cały świat dręczył Ciało Chrystusa. Doświadczałam tego. Odczuwałam, że brakowało Pokoju w każdej osobie i że zamiast podnieść głowy i spojrzeć na Chrystusa, my byliśmy zajęci dzieleniem się, bez zajmowania się Jego Świętą Obecnością pośród nas.

Widziałam, jak świat jest zwodzony, nawet ci, którzy są blisko Chrystusa, i jak brakuje miłości. Odczułam, jak Najświętsza Trójca jest znieważana, gdyż jesteśmy zbyt zajęci małostkowością i mściwością wobec siebie. Odczułam złośliwość świata i to jaką przyjemność sprawia nam krzywdzenie siebie nawzajem. Odczułam wszystko, co biczuje i krzyżuje Chrystusa. Kontrast pomiędzy Jego Świętą Twarzą a naszymi brudnymi duszami był wstrząsający! Jak daleko jesteśmy wszyscy od świętości i czystości.

Potem Jezus przemówił moimi ustami. Błagał bez przerwy: «Pokój», w czasie gdy Jego Ciało było dręczone naszym okrucieństwem. Czasem to słowo było wypowiadane szeptem. Potem odczułam krzyżowanie. Agonia ukrzyżowania przenikała mnie, nie pamiętam już, jak długo. Pamiętam, że moje ciało przyjęło pozycję śmierci. Głowa pochylona na klatkę piersiową, a ramiona wyciągnięte i wzniesione ponad podłogą. Dość długo byłam w takiej pozycji. Przez cały ten czas moje nadgarstki były jak przykute do podłoża. Kiedy to się skończyło odczułam, jakby ktoś podniósł moją prawą rękę i kreślił nią znak bizantyjskiego krzyża. Odczułam, że ogromna siła pomaga mi w tym błogosławieństwie, wyraźnie nad każdą osobą. Ja nie mogłam sobie przypomnieć tego szczegółu. Kiedy to się działo, odczuwałam pokój i już nie czułam agonii.

Kiedy to się skończyło na nowo zaczęłam odczuwać agonię przenikającą moją duszę i boleść Chrystusa ogarnęła mnie całkowicie. Przypominam sobie, że leżałam na podłodze i że nagle usiadłam i wydawało mi się, że bardzo mocno krzyczę. Potem na nowo zostałam odrzucona w tył. Moje ręce złożyły się jak do modlitwy. Usłyszałam, że odmawiam powoli "Ojcze nasz...", płacząc. Każde słowo, które wychodziło z moich ust było oddzielone od następnego o dwie lub trzy sekundy. Każde słowo wymawiałam z wielkim trudem, a mój głos był ledwie słyszalny. Przypominam sobie, że akurat gdy miałam powiedzieć: "ale nas zbaw ode złego", czułam, jakby moje ciało było rozszarpane na kawałki i ból stał się tak intensywny, że sądziłam, że umrę.

Zaraz po modlitwie, odczułam wielkie pragnienie ujrzenia Ojca. Zaczęłam Go szukać. Moje wargi wiele razy powiedziały: «Abba?», jakbym mówiła: «Gdzie jesteś?»

Sądziłam, że wszystko się skończyło. Agonia mnie opuściła i wyszeptałam imię Pata. On się pochylił nade mną i przyłożył ucho do moich warg, gdyż mój głos był ledwie słyszalny. Poprosiłam, żeby mnie podniósł i żeby mnie posadził na krześle, gdyż usłyszałam, jak o. O'Carroll mówił, żeby mnie położyć na łóżku. Wtedy Pat próbował mnie posadzić. Widziałam jego wielkie wysiłki, jakie podejmował, a mimo to nie potrafił mnie podnieść nawet o jeden centymetr. Zrozumiałam, z powodu wcześniejszych doświadczeń, że Chrystus jeszcze mnie zatrzymywał. Musiałam prosić ich jeszcze dwa lub trzy razy, po kilku minutach przerwy, żeby mnie podnieśli. Lecz nie udawało się im to. Także o. O'Carroll próbował to uczynić sam, lecz nie potrafił.

Uśmiechnęłam się, gdyż oni wydawali się całkowicie zmieszani wobec tego, co nadprzyrodzone. Postanowili spróbować razem, lecz bez powodzenia. Niemal natychmiast, bez wysiłku, usiadłam sama. Moje ruchy były bardzo powolne. Nie potrafiłam mówić. Przyniesiono mi herbatę, ale nie umiałam pić. Uświadomiłam sobie, że Jezus jeszcze panował nade mną i po chwili znowu osunęłam się w pozycji Ukrzyżowanego. Po raz drugi odczuwałam agonię. Na koniec dałam znak Patowi oczyma, gdyż nie potrafiłam się poruszać. Moje usta były wysuszone jak pergamin. Poprosiłam Pata o zwilżenie mi warg. Zanurzył palce w płynie i zwilżył mi wargi. Uczynił to kilka razy, żeby ugasić moje pragnienie.

Myślę, że moja ręka została na nowo podniesiona i że wykonała znak krzyża bizantyjskiego. Kiedy spojrzałam na o. Rupcicia, (zob. sprawozdanie Pata Callahana) ponownie moja ręka została użyta do błogosławieństwa. Potem Jezus przemówił przez moje usta i wypowiedziałam proroctwo:

Powiedz ojcu Rupciciowi, że na koniec Chorwaci zostaną uwolnieni.
Wszystko nie jest daremne.
Wszystko jest dla Mojej Chwały.
Szczęśliwi pokój czyniący, oni zostaną nazwani dziećmi Bożymi.
Błogosławieni czystego serca, gdyż oni ujrzą Boga.
Błogosławieni ubodzy w duchu, gdyż do nich należy Królestwo Niebieskie.
Cieszcie się! Wasz Król jest na drodze powrotu. Zbawienie jest bliskie!

Kiedy wszystko się skończyło, poczułam się dobrze i już nie powtórzył się ten stan.

(W czwartek, 17 czerwca 1993, kiedy byłam w podróży na Filipinach, otrzymałam stygmat na prawej stopie, który mam jeszcze do dziś.)


 
Relacja o. Michaela O'Carrolla:

Spotkanie rozpoczęło się o godz. 10.00. Niemal natychmiast Vassula odwróciła się do mnie i wyszeptała: «Nie czuję się dobrze». Powiedziałem to innym, przypuszczając, że zaczekają, żeby widzieć, co się będzie działo i wyszedłem na kilka minut z pokoju. Kiedy wróciłem ujrzałem Vassulę osuwającą się w ramiona Pata Callahana. Potem leżała już na podłodze. Widziałem Vassulę przeżywającą Mękę już conajmniej dwa razy, jeden raz w Szwajcarii, a drugi - w Pittsburgu. Doświadczenie to nie powtórzyło się przez ostatnie 18 miesięcy. Rozpoznałem, że doświadczenie to się powtarza, obserwując zjawiska, które widziałem wcześniej: badawczy wzrok, cała twarz napięta, uniesione ramiona, co jakiś czas drżenie całego ciała, czemu towarzyszyły krzyki niepokoju lub jęki. Tym razem płakała od czasu do czasu.

Niektórzy z obecnych byli wzruszeni do łez. Pat Callahan klęczał przy Vassuli i zapisywał to, co mówiła. Słowo "Pokój" powtórzyło się wiele razy. Było też przesłanie dla o. Ljudevicia Rupcicia, ofm. i orędzie na spotkanie. Przypominając sobie wcześniejsze doświadczenia, w chwili gdy Vassula wydawała się wychodzić z tego doświadczenia przyniosłem jej herbatę. Trochę wypiła. Potem zaś, nieoczekiwanie, powiedziała do Pata, że doświadczenie zaczyna się znowu. Tak się stało. Pani Lynch wróciła do biura sprzedaży. Później John poszedł po nią.

Pat i ja zwilżyliśmy wargi Vassuli kroplami herbaty czy też wody, na co się zgodziła. Każdy z osobna i razem próbowaliśmy podnieść Vassulę. Pat w przedsiębiorstwie budowlanym miał okazję podnosić wielkie ciężary. Tymczasem nie mogliśmy nawet poruszyć ciała Vassuli. Ona widziała nasze wysiłki. Ona jest raczej szczupła i w normalnym stanie nie byłoby trudno ją podnieść. Ponieważ nasze wysiłki były daremne, uśmiechnęła się, jakby chciała zażartować, jakby chciała powiedzieć: «No, dalej ».

Pat sądził, że w jej ciele Zbawiciel został zmiażdzony grzechami świata. Kiedy doświadczenie się skończyło Vassula, bez jakiegokolwiek wysiłku, sama usiadła i powróciła na krzesło. Pat ocenił, że to doświadczenie trwało dłużej niż 3 godziny. Przekonaliśmy Vassulę, żeby zjadła jakiś podwieczorek. O 16.00, w czasie przewidzianej konferencji, była już gotowa do jednogodzinnego wystąpienia.


 
Sprawozdanie Pata Callahana:

Zgromadziliśmy się w hotelu, w pokoju Vassuli, żeby przedyskutować sprawy publikacji orędzi Prawdziwe Życie w Bogu. Na początku spotkania Vassula powiedziała, że nie czuje się dobrze. O. O'Carroll wyszedł do swego pokoju po jakieś dokumenty. Vassula spojrzała na mnie i poprosiła, żeby podszedł, mówiła: «Pat, chciałabym, żebyś był przy mnie. Nie czuję się dobrze.» Pochyliła się do przodu jakby miała stracić przytomność. Podszedłem do niej, żeby jej pomóc. W chwili gdy podchodziłem, zaczęła upadać w przód. Chwyciłem ją, żeby zapobiec upadkowi i pomogłem jej położyć się na podłodze. Było oczywiste, że bardzo cierpi.

Kiedy staliśmy przy niej, zaczęła jęczeć i cicho płakać, jak ktoś strapiony i cierpiący. Jej cierpienie stało się tak gwałtowne, że wielki smutek, jaki odczuwała w swym ciele, był widoczny. To było tak, jakby z ledwością potrafiła objąć i pomieścić tak wielkie cierpienie. Jej ciało skręcało się w agonii. Nie wiem, jak długo to trwało.

Zaczęła się skręcać to w jedną stronę, to w drugą, reagując na ból. Jej ruchy stały się gwałtowne, niemal takie, jakby ją w jakiś sposób do czegoś przymuszano i jakby chciała się wyrwać. Potem, nagle, jej ramiona zostały wyrzucone w tył, jak na krzyżu. Kiedy jej ramiona i ręce pozostawały nieruchome, głowa i klatka piersiowa poruszały się w wielkim cierpieniu. Jej klatka piersiowa, aż do bioder podnosiła się na 15 - 20 cm od podłogi, a głowę miała skłonioną na lewe ramię. Była jakby podniesiona w takiej pozycji, podczas gdy jej dłonie pozostawały przy podłodze. Stopy miała połączone, jedna na drugiej, jej lewe kolano było lekko zgięte, a kolano prawe - zgięte i lekko uniesione.

Było coś nierzeczywistego w uczestniczeniu w tym, co przypominało Mękę Pańską. Ponieważ miała klatkę piersiową uniesioną ponad podłogę, wydawała mi się kimś, kto jest na krzyżu. Jej jęki i krzyki agonii były od czasu do czasu przerywane słowami: "Pokój... pokój... pokój..." (wiele razy). Nie wiem, jak długo to trwało, lecz jej ciało stale się poruszało, a ona pozostawała jakby zawieszona ponad podłogą, jak to opisałem.

Nieco później całkowicie przywarła do podłogi i podniosła obie ręce. Otwarła oczy i jej twarz się rozpromieniła tak, jak nigdy wcześniej tego nie widziałem. Trzy razy zawołała cicho: «Abba», z uniesionymi rękoma. Jej wargi poruszały się, jakby mówiła coś, lecz nic nie słyszałem. Uspokoiła się, ale wiedziałem, że nadal cierpi. W pewnej chwili skłoniła głowę na lewo i znieruchomiała, jakby była martwa.

Wyszeptała głosem ledwie słyszalnym słowa: «Pić.» O. O'Carroll przyniósł jej szklankę wody, lecz nie umiała pić... Byłem na kolanach przy niej, przy jej prawym ramieniu. Leżała z wyciągniętymi ramionami i wydawała się mniej cierpieć. Uniosła rękę w geście błogosławieństwa. Czasem tak przedstawia się Jezusa błogosławiącego. Następnie, bardzo powoli, pobłogosławiła każdego z nas. Cały czas poruszając prawym ramieniem, cierpiąc, w sposób stanowczy wskazała każdą z osób, choć wcale nie otwarła oczu. Miałem świadomość, że to Jezus nas błogosławił z Krzyża. Znieruchomiała, złożyła ręce na piersiach. Trwała tak nieruchoma z otwartymi oczyma. W tej chwili jedna z obecnych osób musiała wyjść.

Wtedy poszedłem uklęknąć przy jej stopach, po prawej stronie. Pozostała nieruchoma przez jakiś czas. Lekko odwróciła głowę, jakby po to, żeby na mnie spojrzeć, jakby chciała coś powiedzieć. Pochyliłem się nad nią, żeby usłyszeć. Poprosiła, żebym jej pomógł wstać. Wydawało się, że jej cierpienie jest prawie skończone. Wsunąłem rękę pod jej lewe ramię, a drugą pod prawe, żeby ją podnieść. Usiłując to uczynić zdałem sobie sprawę, że nie mogłem jej unieść. To było dziwne wrażenie. To tak jakbym próbował podnieść żyjącą siłę, nie coś ciężkiego, jak wtedy gdy pracowałem na budowie. Vassula popatrzyła mi w oczy, jakby wiedziała, że ja nie potrafię jej podnieść, a ona - nie potrafi mi pomóc... Potem lekko sie uśmiechnęła, kiedy ja opadłem na pięty. Nie rozumiałem, co oznaczał ten uśmiech.

Byłem przy jej stopach. Prosiła mnie wiele razy, głosem cichym, ledwie słyszalnym, żebym jej pomógł wstać. Próbowałem, lecz zawsze bez skutku. Za każdym też razem na jej ustach pojawiał się natychmiast lekki uśmiech. Zastanawiałem się, co mógł oznaczać ten uśmiech. To tak jakby Pan mówił mi: «Jakże niewiele możesz uczynić bez Mojej pomcy. Nie potrafisz nawet tak małej osobie pomóc usiąść.» To było też tak jakby Pan chciał mi powiedzieć: «W porządku. Nie musisz robić wszystkiego, bo Ja trzymam wszystko w Mojej dłoni. Odpocznij i trwaj w pokoju.»

Ojciec O'Carroll usiadł w pobliżu. Ona znowu poprosiła o pomc we wstaniu. Nawet gdy próbowaliśmy we dwójkę, nie udawało nam się jej poruszyć. Znowu odnosiło się wrażenie, jakby chciało się podnieść nie coś ciężkiego, lecz żywą siłę. Po chwili, po tym, jak wraz z o. O'Carrollem, próbowałem ją unieść, wstała sama i usiadła. To było tak, jakby Pan dawał nam znać: «Wszystko się dzieje w Moim czasie. Nic nie uczynicie, jesli nie udzielę wam Mojej pomocy.»

Vassula, siedząc na podłodze, wydawała się bardzo osłabiona. Podsunęliśmy jej krzesło, a o. O'Carroll przyniósł jej szklankę herbaty. Wyjaśnił mi, że czasem ona chce się napić herbaty po tego rodzaju doświadczeniu. Pomogliśmy jej usiąść na krześle, przy stole. Pozostała bardzo spokojna i nieruchoma, osłabiona. Po zamówieniu herbaty spojrzałem na zegarek. Była 12.15. Kiedy przyniesiono herbatę, podaliśmy jej ją, ale nie potrafiła utrzymać filiżanki. Podaliśmy jej łyżeczkę, lecz nie przyjęła. Wydawała się bardzo słaba. Sądząc, że doświadczenie Męki zakończyło się o. O'Carroll wrócił do swego pokoju. Sądzę, że John także wyszedł.

Znowu próbowałem pomóc Vassuli napić się herbaty. Spojrzała na mnie i rzekła: «Pat, nie sądzę, żeby to już się skończyło» czy coś podobnego. I natychmiast pochyliła się ku przodowi po raz drugi, jakby spadała z krzesła. Wtedy znowu podszedłem, żeby ją podtrzymać i położyć na podłodze. Trwało to podobnie jak za pierwszym razem, ale już nie tak długo ani głęboko. Były jęki, krzyki i łzy obfite i rozpaczliwe. Ona znowu była rozciągnięta jak na krzyżu, w wielkiej agonii i w wielkich cierpieniach. Po chwili spojrzała na mnie. Wiedziałem, że coś chce powiedzieć. Cichym i łagodnym głosem rzekła: «Chce mi się pić».

Przypomniały mi się pierwsze próby o. O'Carrolla, żeby jej dać pić oraz to, kiedy pielęgnowałem członków mojej rodziny. Moczyliśmy kawałki waty i zwilżaliśmy wargi. Tu nie mieliśmy waty, więc zamoczyłem palec, żeby jej zwilżyć usta (usta naszego Pana). Kiedy tak siedziałem na piętach, w milczeniu, usłyszałem słowa przesłania: «Moje wargi są wysuszone z braku miłości.» Byłem przygnębiony ze smutku. Najpierw uświadomiłem sobie, jak niewiele miłości dajemy naszemu Panu. Następnie rzeczywiście przyjąłem orędzie! Jak niewiele miłości ja daję mojemu Panu! A jak wielka jest miłość i czułość, jaką On ma dla mnie. Uświadomiłem sobie prosty i zarazem głęboki dar, jaki mi uczynił: mogłem zwilżyć «Jego» wysuszone wargi. Tak niewielki gest miłości i dobroci, a jednak dał mi poznać, jakie to było ważne dla Niego.

Podnosząc głowę uświadomiłem sobie, że Vassula patrzy na mnie tak, jakby chciała mi coś jeszcze powiedzieć. Pochyliłem się, żeby słuchać. Dała mi orędzie dla o. Rupcicia. Bardzo cicho i powoli powiedziała: «Powiedz o. Rupciciowi, że Chorwaci zostaną na koniec uwolnieni.» Kiedy zaczynała mówić dalej, wziąłem kartkę papieru, żeby to zanotować. Zaczęła: «Wszystko nie jest daremne. To wszystko jest dla Mojej Chwały.» Mówiła najpierw bardzo cicho i powoli, potem, stopniowo zaczęła mówić coraz szybciej. Denerwowałem się, chcąc za nią nadążyć. Zacząłem pisać czwarte przesłanie: «Błogosławieni pokój czyniący... (potem opuściłem jakąś część... Ujrzą Boga.)» Piąte zdanie: «Błogosławieni czystego serca, oni Boga oglądać będą.» Potem szóste: «Błogosławieni... (znowu nie zdążyłem).» Udało mi się zapisać ostatni fragment, czyli: «Cieszcie się! Wasz Król jest na drodze powrotu. Zbawienie jest bliskie!» Cierpiała bardzo w czasie mówienia. Ja byłem cały czas na kolanach.

Kiedy podawałem orędzie ojcu O'Carrollowi, ktoś zapukał do drzwi. To był ojciec Rupcić. Obydwaj kapłani wyszli na korytarz na kilka minut, a ja pozostałem na kolanach przy Vassuli. Powiedziała: «Poproś o. Rupcicia, żeby przyszedł.» Następnie poprosiła mnie, żebym mu przekazał fragment orędzia: «Powiedz o. Rupciciowi, że Chorwaci na koniec zostaną uwolnieni.» On był po prawej stronie Vassuli, z boku. Ona patrzyła przed siebie.

Kiedy była w tym stanie jej twarz zmieniła się: była rozpromieniona, ekstatyczna, bardzo piękna, radość pomieszana z bólem, przemieniona. Jej oczy były szeroko otwarte i patrzyła prosto przed siebie. W chwilę po odczytaniu orędzia o. Rupciciowi, podniosła ramię w jego kierunku w geście błogosławieństwa. Tym samym co uprzednio powolnym, zdecydowanym gestem. Patrzyła przed siebie, a nie na ojca.

Nieco później o. Rupcić wyszedł z pokoju z kartkami, na których było napisane orędzie. Wrócił później i oddał mi kartki, zostawiając sobie to, co było przeznaczone dla niego.

Vassula nadal cierpiała Mękę w strasznych boleściach, z ramionami najpierw wyciągniętymi, a potem skrzyżowanymi na piersiach. Patrzyła gdzieś w dal z tym dziwnym wyrazem oczu: pięknym, rodzajem pomieszania głębokiego pokoju z wyraźnym bólem. Byłem przy jej prawym ramieniu. O. O'Carroll usiłował ułożyć ją w wygodniejszej pozycji. Jeszcze raz usłyszałem jak mówi: «Pić.» Ojciec wziął wodę i lekko zwilżył jej wargi palcem. Wydawała się spokojniejsza.

Ojciec wyszedł z pomieszczenia. W tym czasie, na kolanach, u stóp Vassuli, modliłem się. Wiele się modliłem w czasie, gdy ona cierpiała. Poruszyła się, spojrzała na mnie i powiedziała: «Pić.» Bardzo wzruszony znowu zwilżyłem jej wargi palcem. Moje serce się rozpływało na myśl, że Jezus pragnie odrobiny miłości. To była taka radość móc w ten sposób Jemu służyć.

Po jakimś czasie, zaczęła się poruszać, jakby chcąc usiąść. Odsunąłem się nieco, żeby mogła wygodnie usiąść. Chwyciła się mojego ramienia, aby się łatwiej podnieść. Kiedy się jej to udało była tak słaba, że wsparła się na mnie. Trwało to jakiś czas. Tak bardzo napełniała mnie świadomość cierpień Jezusa za moje grzechy, że miałem wrażenie, jakbym podtrzymywał naszego Pana po ukrzyżowaniu. Wydawało mi się, że nasza Mama Maryja pozwala mi przeżyć odrobinę wielkiego bólu i wielkiej serdeczności, jaką Ona miała dla Swego Syna. To było tak, jakbym przez chwilę "był Maryją" i podtrzymywał "Syna". Nie umiem tego inaczej wyrazić.

Vassula stopniowo wracała do sił i pomogłem jej usiąść na krześle przy stole. Zapytałem, czy chciałaby się jeszcze napić herbaty. Chciała, więc ją przygotowałem. Była tak słaba, że nie mogła utrzymać szklanki. Podałem jej ją więc łyżeczką. Tym razem napiła się trochę. Wydawało się, że stopniowo "wraca do siebie".

Znowu spojrzałem na zegarek. Była 13.45. Ojciec O'Carroll wrócił i czekał na brzegu łóżka. Siły wracały jej powoli. Wydawała się bardzo zmęczona. Skończyła pić herbatę i powiedziała, że czuje się dobrze. Ojciec O'Carroll zapytał, czy chce coś zjeść przed wystąpieniem, które miało mieć miejsce po południu o 15.00. Postanowiła zjeść odrobinę zupy.

Zanim wyszliśmy z pokoju Vassula serdecznie uścisnęła o. O'Carrolla. Potem poszliśmy do restauracji. Wtedy pokazałem Vassuli kartki, na których pisałem przesłanie. Uczyniła kilka poprawek i dodała to, czego brakowało: «Błogosławieni pokój czyniący, gdyż oni zostaną nazwani dziećmi Bożymi.» Oraz: «Błogsławieni ubodzy w duchu, gdyż do nich należy Królestwo Niebieskie.»

Vassula nie miała czasu, żeby odpocząć pomiędzy swym przeżywaniem Męki a publicznym wystąpieniem. To cud, że tak szybko wróciła do sił. Po szybkim podwieczorku, komitet organizacyjny towarzyszył jej, odprowadzając ją na spotkanie. O 16.00 mówiła już o Orędziach Jezusa.


 
Relacja Chris Lynch:

Zostałam zaproszona na spotkanie do pokoju hotelowego Vassuli, w sobotę, 12 czerwca 1993, żeby omówić sprawy związane z publikacją Orędzi. Akurat rozpoczęliśmy rozmowę, gdy Vassula powiedziała coś po cichu do o. O'Carrolla. Ojciec wstał, powiedział nam, że Vassula nie czuje się dobrze i że będziemy rozmawiać w jej pokoju. John i ja wstaliśmy, także ojciec udał się w stronę drzwi. Pat Callahan siedział przy Vassuli i podtrzymywał ją, jakby była bardzo słaba.

Potem stało się coś dziwnego. Vassula całkowicie położyła się na podłodze tuż przy miejscu, gdzie wcześniej siedziała. Choć patrzyłam na nią, nie widziałam, żeby upadła czy też obsunęła się. Po prostu nagle ujrzałam ją na podłodze, patrzącą w górę, z ramionami przy sobie, stopami założonymi jedna na drugą. Sądzę, że wszyscy uświadomiliśmy sobie, że działo się coś niezwykłego, gdyż nikt się nie poruszył ani nie uczynił nic, żeby jej pomóc. Pozostaliśmy po prostu przyglądając się jej. To co działo się przez 1,5 godziny było bardzo szczególne i dziwne, a jednak piękne. Czas jakby się zatrzymał. Patrzyliśmy wszyscy na tę kruchą sylwetkę, na jej jasne włosy, rozrzucone na podłodze. Widzieliśmy jak powoli przyjmuje pozycję Chrystusa na Krzyżu. Jej ramiona podniosły się powoli ponad jej głowę, aż do uformowania kąta 45 stopni, kolana: jedno przy drugim, lekko zgięte ku lewej stronie. Po kilku chwilach, jej ramiona i głowa dosłownie podniosły się w pozycji nienaturalnej: dłonie były cały czas przy podłodze. Następnie głowa opadła na lewe ramię, jak widać to na figurach Chrystusa przybitego do krzyża, gdy Jego ciało słabnie i głowa opada Mu w przód i na ramię.

Dochodziły nas jej lekkie jęki. Pozostała w tej pozycji przez chwilę. Jak długo, nie umiem powiedzieć. Byłam jakby poza czasem i przestrzenią. Potem jej ramiona i głowa opadły na podłogę. To powtarzało się kilka razy, przez trzy godziny.

W czasie chwil spokoju pomiędzy tymi pozycjami «ukrzyżowania», ojciec ofiarował jej coś do picia, ale tego nie przyjęła. Próbował dać jej łyk zimnej wody, ale nie umiała unieść głowy. Za trzecim razem, próbowała mówić, bardzo powoli i z trudnością, jakby miała wysuszone usta i jakby jej to sprawiało ból. Powoli wymówiła pięć razy słowo: «pokój». Byłam zalana łzami niemal przez cały czas, bardzo świadoma mojej grzeszności i ogarniał mnie jakiś szacunek wobec tego, co się stało.

W pewnej chwili, po wyjściu z pozycji ukrzyżowania Vassula opuściła ramiona. Po chwili przerwy swymi brązowymi, łagodnymi oczyma, które cały czas patrzyły w górę, spojrzała na nas troje (byliśmy u jej stóp). Powoli uniosła swe prawe ramię i dłonią zakreśliła znak krzyża: kciuk i dwa mniejsze palce zgięte do wnętrza dłoni, dwa duże palce wyprostowane. To powtórzyło się trzy razy, w kierunku, gdzie się znajdowaliśmy, Pat, ojciec i ja. Potem długotrwający znak [błogosławieństwa] w kierunku Johna, który stał po jej prawej stronie. Tym razem powiodła głową i oczyma, żeby na niego spojrzeć.

Ponad godzina upłynęła pomiędzy początkiem tego niezwykłego wydarzenia, a naszym pytaniem do Vassuli, czy chce, żeby ją przenieść na krzesło lub łóżko. Dała znak oczyma, zamykając je, że tak. Uklękłam z boku, a Pat z drugiej strony. Usiłowaliśmy wsunąć ręce pod jej ramiona, żeby podźwignąć jej drobne ciało. Byłam zaskoczona i zmieszana widząc, że nie potrafię tego uczynić. Nie umiałam nawet włożyć ręki pod jej głowę. Była jak figura z kamienia, solidna, nie do poruszenia. Ojciec, który stał za mną, wyszeptał: «To ciężar grzechów świata.»


 
Cierpienie Męki Jezusa, które co jakiś czas przeżywa Vassula, zdarzyło się także, w obecności licznych świadków
W POLSCE

Maryja powiedziała do Vassuli (7.09.87):«Twoje cierpienia będą wielkie: staniesz się jak lustro odbijające obraz Jezusa. Na tobie odbiją się Jego Cierpienia.» Vassula zapytała: «Chcesz powiedzieć, że Jezus będzie cierpiał, kiedy oni okażą niedowiarstwo i lekceważenie?» Otrzymała odpowiedź: «Jezus rzeczywiście będzie cierpiał. Na tobie będą widoczne Jego cierpienia...»

WPROWADZENIE
Zgodnie ze świadectwem kierownika duchowego Vassuli, o. Michaela O'Carrolla oraz kilku osób w Szwajcarii i USA, Vassula przeżywała już wielokrotnie cierpienie Ukrzyżowania. Jednym ze świadków tego był również ks. prof. René Laurentin, który napisał o tym piękne świadectwo:
«W latach 1990-91 Vassula została zaproszona do przeżywania Męki Chrystusa, w piątki około 3 po południu. Jej doświadczenie to doświadczenie stygmatów częstsze, niż moglibyśmy myśleć. Odczuwa cierpienie i śmierć Chrystusa, lecz bez zewnętrznych znaków fizycznych. Byłem tego jeden raz świadkiem. Cierpi mocno, lecz nie ma w tym nic teatralnego ani uczuciowego, wielka prostota» (Jak rozpoznać znak dany przez Boga?, Wyd. Vox Domini, str. 74) R. Laurentin uznał to za jeden z ważnych znaków świadczących na korzyść autentyczności misji Vassuli. Nikt nie przypuszczał, że doświadczenie to powtórzy się tak niespodziewanie w czasie pobytu Vassuli w Polsce i w obecności dużej grupy osób.

Relacja Ewy Bromboszcz (tłumacza polskiego wydania "Prawdziwego Życia w Bogu"):

Było to w Wielkim Poście, 25 marca 1994, w Bazylice pod wezwaniem Wniebowziecia Najświętszej Maryi Panny w Katowicach. Zaplanowane spotkanie modlitewne, w czasie którego Vassula miała dać świadectwo nawrócenia i wiary, nie mogło się odbyć. Zapytana, czy zechce w milczeniu uczestniczyć ze zgromadzonymi we Mszy św., zgodziła się. Jednak po przyjeździe skierowano ją i o. M. O'Carrolla do górnego oratorium. Tam, po otwarciu okien, można było słuchać, co dzieje się w kościele. Vassula usiadła w ławce.
W wypełnionej ludźmi Bazylice rozpoczęła się po godz. 14.00 Msza św. Vassula spojrzała na zgromadzonych ludzi przez otwarte okno, potem znowu usiadła. Na parapecie obok niej stał wizerunek ukoronowanego cierniem Jezusa. W chwilę potem Vassula podeszła do o. O'Carrolla i powiedziała coś do niego. Dał mi znak, abym podeszła. Powiedział, że Vassula zaczyna przeżywać Mękę Chrystusa. Początkowo sądził, że będzie to jedynie cierpienie wewnętrzne, lecz po chwili musieliśmy przenieść jej bezwładne ciało na podłogę. Ułożyliśmy ją pod ołtarzem. Miała rozkrzyżowane ręce i stopy założone jedna na drugą, jakby przytwierdzone do niewidzialnego krzyża... Palce jednej ręki były lekko skurczone, w drugiej – trzy wyprostowane w symbolu zmartwychwstania. Co jakiś czas ciało wstrząsane było bólem... Mówiła niewiele, szeptem...

«Popatrzcie na ciernie, które Mnie przebijają... Sam je powyciągam... Wyjmę włócznię, która Mnie przeszywa...»

Z ogromną trudnością wypowiadała każde słowo... Prosiła, aby jej nie dotykać: każde dotknięcie sprawiało jej ból. Wydawało się, że przeżywa Mękę świadomie i jest przytomna. Patrzyła na nas jednak rzadko, z trudnością otwierając oczy. Nie reagowała na to, co działo się wokół... Była spokojna i skupiona. O. O'Carroll pochylał się, przykładając ucho do jej ust, aby usłyszeć, co mówi... Zwilżył jej wargi wodą... Potrafiła poruszać jedynie głową...
Kiedy wydawało się, że cierpienie ustało chcieliśmy ją podnieść... Próbowały tego równocześnie trzy osoby, lecz nie byliśmy zdolni nawet na kilka centymetrów oderwać jej od podłogi. Ciało było bezwładne i niewypowiedzianie ciężkie: znak, że ekstaza się nie skończyła i że cierpienie trwa nadal. Po jakimś czasie udało się ją posadzić na ławce... Jednak po chwili Vassula znowu osunęła się na podłogę i cierpienie zaczęło się na nowo.
Co jakiś czas z nadal rozkrzyżowanymi rękami i stopami jakby przybitymi do krzyża całe ciało podrywane było w bólu w górę. Powtarzało się to od samego początku ekstazy... Czy chciała się oderwać od niewidzialnego krzyża? Same ręce i stopy pozostawały jednak unieruchomione przy podłodze.

W pewnym momencie gwałtownie podrywając ciało wyszeptała nagle nieco głośniej z nadludzkim wysiłkiem i jakby ze strachem: «Czy widzisz? Czy widzisz?» O. O'Carroll powiedział, że to cierpienie korony cierniowej. Vassula zaczęła gwałtownie kręcić głową jakby chciała zrzucić coś z głowy... Wydawało się, że w ogromnym bólu powstrzymywała się od krzyku. Zamknęliśmy okna oratorium. Kiedy cierpienie minęło pomogliśmy jej usiąść. Po krótkim czasie znowu osunęła się na podłogę i nadal leżała w pozycji Chrystusa na krzyżu z rozkrzyżowanymi ramionami i ze stopami jedna na drugiej. Około godz. 16.00 po zakończeniu Mszy św. zgromadzeni w Bazylice odmówili Koronkę do Miłosierdzia przed Najświętszym Sakramentem. Trzy palce prawej ręki Vassuli były wyprostowane. Ciało lekko wstrząsane było bólem. Potem uspokoiła się, fala cierpienia odeszła. Oderwała jedno ramię od niewidzialnego krzyża i przesunęła wolno ręką po obecnych. Był to jakby gest błogosławieństwa wyczerpaną z wysiłku ręką... Wreszcie cierpienie zupełnie ustało...

Pomogliśmy jej usiąść na podłodze... Vassula poruszała się ociężale, z wysiłkiem.

Po jakimś czasie bardzo wolno, z trudem wyszła z kaplicy podtrzymywana przez czterech kapłanów. Sądziliśmy, że cierpienie się zakończyło. W drodze przez długi korytarz upadła jednak trzy razy. Wszyscy zatrzymywaliśmy się, pomagając jej wstać. Doświadczenie to wywarło na obecnych kilku osobach silne wrażenie. Odrzucenie, potępienie, poniżenie, jakie spotkało Vassulę w kościele, do którego została zaproszona, ogromny smutek i bezsilność, przypominały niewątpliwie wielkie rozdarcie apostołów wobec tajemnicy Krzyża Chrystusowego. Pytanie "dlaczego?", z którym musieli borykać się – przybici zgodą Jezusa na cierpienie i śmierć – uczniowie, towarzyszyło mi i z pewnością niejednej obecnej osobie. Nasza bezsilność wobec mocy zła i pozorne zwycięstwo nienawiści, podobne do dylematów, jakie musieli przeżywać bliscy Chrystusa... Światło nadziei pozostaje jednak w wypowiedzianych do nas słowach w oratorium:
«Popatrzcie na ciernie, które Mnie przebijają... Sam je powyciągam... Wyjmę włócznię, która Mnie przeszywa...»
Spotkanie w Bazylice nie doszło więc do skutku. Wielu zgromadzonych odeszło nie wiedząc nawet, że Vassula przybyła, gdyż odmówiono jej prawa powiedzenia kilku słów w każdym z autobusów, jakie przybyły na spotkanie.

Od 18.00 byliśmy w przypadkowo udostępnionej sali w Chorzowie. Okolica ta mieści się w regionie określanym czasem jako «trójkąt śmierci» ze względu na poziom zanieczyszczenia, śmiertelność, upośledzenie dzieci. Sala była przepełniona, wiele osób nie zmieściło się w środku.

Przed przyjazdem Vassuli zgromadzeni w oczekiwaniu na nią modlili się wspólnie. Ktoś zawiesił na ścianie ikonę Świętej Rodziny i obrazek Pana Jezusa Miłosiernego. Vassula weszła uśmiechnięta, lecz na jej twarzy widać było zmęczenie i ślad przeżytego cierpienia. Na tłumaczenia witających ją osób – zawstydzonych ubóstwem otoczenia – odpowiedziała, że «Ważniejsze jest serce niż miejsce...»

Kiedy o. O'Carroll skończył mówić uprzedził, że Vassula może mówić bardzo wolno z powodu przeżytego cierpienia. Chciała przedstawić Orędzia. Dotknęła mojej ręki. Jej dłoń była zupełnie lodowata. W sali było gorąco. Powiedziała cicho: «To znak.» (Znak zbliżania się cierpienia). Po odmówieniu modlitwy, nie potrafiąc drżącą ręką utrzymać mikrofonu i nie umiejąc już nic powiedzieć, poprosiła o. O'Carrolla o kontynuowanie jej świadectwa. Po kilku zdaniach osunęła się na krześle, poprosiła mnie o przerwanie. Po raz drugi zaczynało się cierpienie Krzyża.

Położyliśmy ją na materacu gimnastycznym; wiele osób wyścieliło go okryciami, płaszczami, kurtkami. Leżała z rozkrzyżowanymi rękami i ze stopami jedna na drugiej. Prosiła o modlitwę w ciszy i o to, aby jej nie dotykać: każde dotknięcie sprawiało jej ból. Na twarzy widać było cierpienie. O. O'Carroll zwilżył jej usta. Po jakimś czasie podniosła z wielkim trudem prawą rękę, w której trzy palce pozostawały cały czas wyprostowane i poruszyła ją, jakby w geście błogosławieństwa. Potem zaczęła mówić powoli, ledwie słyszalnym głosem, przekazując orędzie cierpiącego Jezusa:

«Kocham was wszystkich.»

Dalszych słów nie mogłam zrozumieć, Vassula mówiła zbyt cicho. Ojciec O'Carroll pochylił się nad nią i po chwili wyjaśnił: «Jezus skarży się z powodu braku jedności Kościoła. Prosi, aby się modlić o jedność.» Dalsze słowa, wypowiadane szeptem, udało się usłyszeć z wielką trudnością:

«Dwa razy cierpię Mękę. Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Kochajcie swoich nieprzyjaciół. Wprowadzajcie w życie wszystko, co wam dałem. Praktykujcie to całym sercem, a nie tylko waszymi wargami. Bądźcie błogosławieni. Nieście wasz krzyż z radością. Idźcie za Mną, a nie upadniecie. A nawet jeśli upadniecie, Ja was podniosę. Nie porzucam nikogo. Wszyscy jesteście Moi i należycie do Mnie. Ja jestem zawsze z wami.»

Na koniec poprosiła, aby jej pomóc usiąść, a potem zaproponowała wspólne odmówienie Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo. Podtrzymywana opuściła salę.

Wyjeżdżając z Polski Vassula powiedziała, że drugi raz przeżycie przez nią Męki zdarzyło się publicznie. Jednak po raz pierwszy w obecności tak licznych świadków. W sali było około 500 osób, reszta – stała za oknami. Uznała to za wielką łaskę, jaka dotknęła obecnych i Polskę. Nigdy nie przeżywała cierpienia Krzyża tak długo. Cierpienie przychodziło i odchodziło falami przez 8 godzin. Pierwsze znaki odczuła zaraz po wjeździe do Katowic. Uświadomiła też sobie, że sama Męka i słowa przekazane w czasie przeżywania Ukrzyżowania były «Orędziem dla Polski», na które tak wiele osób czekało.

Jezus powiedział kiedyś do Vassuli:
«Moje Święte Oblicze zostanie od czasu do czasu objawione poprzez ciebie i na tobie. Kiedy będziesz się zajmować Moimi Sprawami, Ja będę objawiać Siebie w taki sposób, że wyspy, góry i każde miejsce uwierzy, iż jesteś posłana przez Najwyższego, że Ja Jestem jest Autorem "Prawdziwego Życia w Bogu", że ty jesteś Moim rzecznikiem i że to, co ty mówisz, Ja mówię. Ten kto ciebie odrzuca – odrzuca Moje Słowa.» (30.09.93)

«Moja Święta Postać będzie lśnić nad tobą jak błogosławieństwo, potwierdzając, że Ja Jestem jest prawdziwym i jedynym Autorem "Prawdziwego Życia w Bogu" i że ty jesteś Moim darem dla ludzkości. Oto sposób, w jaki przypieczętuję Moje Orędzie...» (7.12.93)

Jej Cierpienie, odbijające Mękę Chrystusa, przypominające o Jego cierpieniu, ukazujące Jego Samego jakby przypieczętowało – zgodnie z zapowiedzią Jezusa – Orędzie «Prawdziwe Życie w Bogu». Ważny był na pewno symboliczny fakt przeżycia przez Vassulę w tym dniu Męki dwa razy oraz to, w jakim miejscu się to zdarzyło: Chrystus krzyżowany w kościele... Chrystus krzyżowany wśród ludzi... Chrystus towarzyszący w cierpieniu tym, którzy «ukrzyżowani» zostali przez innych...

Wiele osób obecnych na sali zwróciło uwagę na ogromne zmiany twarzy Vassuli. Wraz z nasilaniem się cierpienia jej rysy stawały się ostre, jakby męskie. Widać to również wyraźnie na nagranej w tym dniu przypadkiem kasecie magnetowidowej. Jej pozycja na niewidzialnym krzyżu była lustrzanym odbiciem tradycyjnej pozycji Chrystusa. Odbijała więc duchowo i fizycznie obraz cierpiącego Boga, cierpiącego nieustannie z powodu naszych grzechów... braku miłości i pokory... z powodu rozbicia Kościoła... z powodu odrzucania Ojca Świętego... z powodu lekceważenia Maryi... z powodu znieważania Eucharystii...

Świadectwo uczestniczki spotkania w Panewnikach, Alicji Bromboszcz:

25 marca 1994 pragnęłam wziąć udział we Mszy św. i spotkaniu z Vassulą Ryden. Ogromnie cieszyłam się na to wspólne przeżycie Święta Zwiastowania.
Wiedziałam już o niespodziewanym zakazie zorganizowania tego spotkania i tym bardziej chciałam być wśród pielgrzymów w Bazylice. Modliliśmy się na długo przed zapowiedzianą na godzinę 14.00 Mszą św. Klęczałam blisko ołtarza. Nagle przyszła mi do głowy myśl, że powinnam wyjść z Bazyliki. W przedsionku spotkałam się z franciszkaninem, organizatorem spotkania w Panewnikach. Nic nie mówiąc, zaprowadził mnie do klasztoru na 2 piętro nad Bazyliką, do oratorium.

Weszłam tam i już w progu wstrząsnął mną widok wewnątrz kaplicy. Na podłodze pod ołtarzem leżała z rękami rozłożonymi na niewidzialnym krzyżu postać kobiety – Vassuli. Przerażona tym widokiem uklękłam pod samymi drzwiami, około 1,5 m od niej. Zaczęłam się modlić z oczami utkwionymi w to cierpiące ciało. Modliłam się i płakałam. Rozważałam kolejne fazy agonii na krzyżu. W pewnym momencie męka konania nasiliła się. Ciało było wstrząsane bólem i kilkakrotnie tułów odrywał się od krzyża, a ręce i nogi pozostawały przymocowane do niego. Patrzyłam na ręce: trzy palce w jednej dłoni wyprostowane, dwa przykurczone. Stopy złożone razem, jedna na drugiej.
W pewnym momencie usłyszałam cichutki jęk, westchnienie, wtedy klękając obok rozłożonych ramion o. O'Carroll zwilżył zamoczonym w wodzie palcem wyschnięte, spieczone usta. Zauważyłam też napięte żyły na czole i poszarzałą z bólu twarz. Klęczałam tak około 1,5 godziny. Nie miałam odwagi wstać, będąc świadkiem misterium Męki Chrystusa, którą przeżywała.
Dwukrotnie chciano ją podnieść z podłogi, ale było to niemożliwe, ponieważ ręce i nogi były wciąż przybite do niewidzialnego krzyża. W pewnym momencie sama opuściła ręce. Leżała tak obok nas, ale zupełnie «nieobecna». Po jakimś czasie z wielkim trudem podniosły ją z podłogi trzy osoby i posadziły na ławce. Jednak nie potrafiła siedzieć. Popatrzyłam na jej twarz. Nabierała kolorów i malowało się na niej nie dające się określić piękno i wyraz szczęścia. Potem znowu leżała w bólu... Na koniec skuliła się pod ołtarzem i siedziała tak, kiedy opuszczałam kaplicę. W Bazylice w tym czasie zakończyła się już Msza św., podczas której odczytane zostało Orędzie z 23 grudnia 1993. Następnie odmówiono koronkę do Miłosierdzia Bożego przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Wiele osób mówiło mi potem o ogromnej powadze, skupieniu i głębi wspólnej modlitwy w tym świątecznym dniu, który wielu zakończyło jeszcze wspólną Drogą Krzyżową na kalwarii.
Nadzwyczajna łaska, jaką zostałam obdarowana bez żadnej z mojej strony zasługi umocniła moją wiarę, nadzieję, miłość, wzmocniła też moje fizyczne siły i radość wypełniania woli Bożej w codziennym, zwyczajnym życiu.

Z listu Janiny:

«...Byłam na spotkaniu z Vassulą w Katowicach i Chorzowie. Zrozumiałam, co mówił do Vassuli Pan Jezus, dając jej «klejnoty»: Krzyż, gwoździe i koronę cierniową. «Klejnoty» są po to, aby upiększać!... Gdy tam byłam i patrzyłam, jak Vassula cierpiała mękę, cierpienie ją zdobiło. Jej twarz była objawieniem samego piękna. Była cisza, spokój, zjednoczenie z Bogiem-Miłością. Cierpiąca, ale cierpiąca w Miłości. Nie ma większej miłości... jak życie oddać za braci...»



powrót do strony glównej


[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]