
René Lejeune
Święta Teresa z Lisieux czyli „mała droga" szczęścia
«JAKŻE TO MOŻE BYĆ, BY DUSZA TAK NIEDOSKONAŁA JAK MOJA, PRAGNĘŁA
POSIĄŚĆ PEŁNIĘ MIŁOŚCI?...»
Doskonałe wiersze aleksandryjskie, tchnące autentyczną
poezją, wyrażają krystaliczną duchowość św. Teresy od Dzieciątka Jezus i od
Najświętszego Oblicza. W okresie od lutego 1893 do maja 1897 ulubiona święta XX wieku
często dawała się ponieść natchnieniu. Zachowało się jej 60 wierszy, nie licząc
tych, które włączyła do 8 rekreacji, małych sztuk teatralnych, przeznaczonych do
rozweselenia surowego klauzurowego życia.
Te kilka linijek, stanowiących motto, pochodzi z wiersza
Moja pieśń na dzień dzisiejszy, który Teresa ułożyła 1 czerwca 1894 roku,
naśladując rytm kantyku Bóg pokoju i miłości. Nie znała zasad prosodii ani nie
posługiwała się słownikiem rymów. Oddawała się poezji wiedziona intuicją. Jej
intuicja była bardzo pewna, kierowało nią pragnienie absolutu i nieskończoności.
Biblia, a szczególnie psalmy, jak i teksty liturgiczne, stanowiły dla niej źródło
natchnienia. Niektóre z jej wierszy stanowią arcydzieło spontaniczności, świeżości
i głębi duchowej. Zdolne są one wzbudzić w sercu czytelnika falę radości lub
wywołać zalew łask. Są wiersze, które poruszają wrażliwość, ale jest i taka
poezja, która karmi duszę swoim pięknem i przenikliwością. Pierwsze są wdziękiem,
drugie - to pokarm. Teresa karmi pożywnie tak przez swoje wiersze, jak i przez pisma. W
miarę jak czyni żwawym krokiem postępy w świętości, wszelka myśl wymykająca się w
jakiejkolwiek postaci z jej ogromnego serca jest myślą kierownika duchowego,
przewodnika, który sprawia, że odkrywa drogę szczęścia. Nie szczęścia zbuntowanej
przeszłości lub przyszłości, która do nas nie należy, lecz szczęścia, które jest
w zasięgu ręki, szczęścia dnia dzisiejszego, tego, które możemy uchwycić,
przytrzymać, wyryć w całej naszej istocie. Co to za szczęście? Miłość! To znaczy
"kochać Cię, Panie". Teresa wiedziała, jak nikt inny, że szczęście –
inne imię miłości – przechodzi przez tego, który JEST miłością.
"Ukażesz mi ścieżkę życia, pełnię radości u
Ciebie, rozkosze na wieki po Twojej prawicy" – mówi Psalm 16. "Nie ma dla
mnie dobra poza Tobą..." – mówi dusza Bogu w tym samym psalmie. A mama, która
kocha swe dzieci? A małżonek, który kocha swą małżonkę? A św. Wincenty, który
kocha ubogich? Święta Tereska ukazuje wspaniale, że w istocie swej wszelka miłość
przechodzi przez Serce Boga. Szczęście, jakie daje mi moja małżonka, dzieci,
przyjaciele, płynie z ich miłości. Jednak każde uczucie miłości, każdy akt
miłości jest cząstką Bożego Serca. To właśnie oznaczają słowa "nie ma dla
mnie dobra poza Tobą..." Przeszłość to zgromadzone cząstki miłości,
teraźniejszość to rodzące się cząstki miłości. A jedynym sensem przyszłości jest
zdolność, jaką posiadamy mnożenia do nieskończoności cząstek miłości, Boskiej
złotej nitki, z której utkane jest nasze życie. Teresa poucza nas o tej podstawowej
prawdzie przez swoje życie i swoje pisma.
«POJĘŁAM,
CZYM JEST ŻYCIE... NIEUSTANNYM CIERPIENIEM I ROZŁĄKĄ...»
Ostatnia z dziewięciorga dzieci, z których czworo umarło
bardzo wcześnie, Teresa wzrastała otoczona miłością rodziców i czterech sióstr.
Zanurzona w miłości, a więc ukryta w Bożym Sercu. Miłość ta nie pozostanie bez
cienia. Całe ludzkie życie jest bowiem tajemniczą próbą.
«Przychodzą z wielkiego ucisku...» – mówi Apokalipsa o
tłumie wybranych, którzy opłukali szaty we krwi Baranka. Teresa ma zaledwie 4 lata,
kiedy rozpoczyna doświadczać cierpienia. Poznaje boleść najokrutniejszą, która może
dotknąć dziecko: pozbawiona zostaje matki, która umiera nagle w wieku 45 lat, jako
ofiara raka. W jej krótkim życiu doświadczenia się spiętrzą. Mogłyby one zniszczyć
każdą wrażliwą duszę. Teresa – dusza najwrażliwsza wytrzymuje wobec ataków.
Całkiem mała, a już posiada niezwyciężoną siłę,
swoją drogę, drogę zadziwiająco prostą i cudownie skuteczną. Drogę świętości w
zasięgu wszystkich, która czyni z Teresy niezrównanego przewodnika duchowego na nasze
czasy i na czasy, które nadchodzą. A jednak ta siła i ta droga nabiorą kształtów
dopiero przez zadziwiającą interwencję Bożą po Mszy św. pasterskiej w Boże
Narodzenie 1886 r.
Po śmierci mamy rodzina żegna się z Alençon, w którym
przedsiębiorstwo «point d’Alençon» zrujnowało zdrowie Pani Martin. Osierocona
rodzina przeprowadza się do Lisieux i mieszka z bratem mamy, Izydorem Guérin, w
Buissonnets, w pięknej posiadłości otoczonej murami i zatopionej w zieleni. Usytuowana
na obrzeżach Lisieux, może cieszyć się piękną panoramą miasta. Maleńka Teresa
doświadcza tu czułości sióstr. Paulina, najstarsza z nich, wybrana na "drugą
mamę", doskonale wywiązuje się ze swej roli. Ojciec, jej "ukochany
król", podwaja swą czułość, darząc ją "miłością iście
matczyną". W Buissonnets Teresa zaznała głębokiego szczęścia, które trwało
prawie 11 lat. Czas ten zaznaczył się jednak także zawieruchami, które nią
gwałtownie wstrząsnęły.
Pierwsza w jej życiu wichura nadchodzi w październiku 1881
roku, kiedy wstępuje do szkoły przy klasztorze benedyktynek. Teresa ma 8 lat, przebywa
tam jako pensjonariuszka. Małe pisklę, które wypadło z gniazda i z "ziemi
obiecanej" znalazło się na "wspólnej ziemi". Jest nieszczęśliwa.
Doświadczenie to potrwa 5 długich lat "najsmutniejszych z całego życia" –
jak napisze. Jest tam ofiarą swej wrażliwości: delikatna i czuła jak płatek róży.
Drugie doświadczenie, jakie dotyka ją w tym czasie,
nadchodzi gdy Paulina, jej "druga mama" kończy 21 lat. Oczekiwała
pełnoletności, aby móc zrealizować marzenie, jakie dojrzewało w niej od dawna:
wstępuje do Karmelu w Lisieux, przyjmując imię Agnieszki od Jezusa. 2 października
1882, mała Tereska, zalana łzami, otrzymuje "ostatni pocałunek". Jej rozpacz
jest tak wielka, że wkrótce podupada na zdrowiu. "Dziwna choroba" nasila się
w okresie od 25 marca (Zwiastowanie) do 13 maja (Zesłanie Ducha Świętego). Dziecko
cierpi na halucynacje i stany lękowe, majaczy. Rodzina i Karmel wzywają wstawiennictwa
Matki Bożej Zwycięskiej. 13 maja 1883 r. w dniu Pięćdziesiątnicy i w dniu tak
umiłowanym przez Matkę Bożą Maryja ukazuje się dziewczynce. Widzi ona rodzinną
figurkę Matki Bożej Zwycięskiej, jak się ożywia i uśmiecha. "Cudowny uśmiech
Najświętszej Dziewicy" uwalnia ją nagle od podstępnej boleści, z powodu której
tak straszliwie cierpi.
Teresa ma 10 lat. Dojrzała dzięki doświadczeniu. Gwiazda
wzeszła w głębi jej duszy. Marzenie powoli staje się pewnością: ona także, jak
Paulina zostanie karmelitanką, nie dla Pauliny, ale "dla samego Jezusa".
8 maja 1884 r. to wzniosły dzień dla Teresy: przystępuje
po raz pierwszy do Komunii Świętej. Odczuwa wielkie wylanie miłości. "Kocham Cię
i oddaję Ci siebie na zawsze" - szepcze 11-letnia Teresa Umiłowanemu Panu,
Jezusowi.
Radość i cierpienia pozostają ściśle połączone w jej
życiu. 14 czerwca przyjmuje "sakrament Miłości", jak nazywa bierzmowanie.
Przygotowuje się do niego w stanie "świętego uniesienia". Szczęście
przerywa nowe rozstanie: jej siostra Maria, "trzecia mama", idąc w ślady
Pauliny, wstępuje do Karmelu. Przyjmuje imię Marii od Najświętszego Serca.
Dorastająca i tak bardzo wrażliwa Teresa wylewa potoki łez. Płacze tak bardzo, że
zadaje sobie pytanie, czy ona sama, ze swą naturą, stanie się kiedykolwiek godna
świętej Teresy z Avila...
Doświadczenie spowodowane odejściem Marii, które spada na
nią 15 października 1886 roku jest tym okrutniejsze, że 8 dni później także Leonia,
która zajmowała szczególne miejsce w jej sercu przez całe dzieciństwo, opuszcza dom:
wstępuje nieoczekiwanie do klarysek w Alençon.
Boże Narodzenie 1886 roku zostanie naznaczone pięknym
wspomnieniem w życiu dorastającej Tereski. Kiedy po Mszy świętej pasterskiej wchodzi
po schodach, Duch Jezusa wlewa w nią dar, jakiego tak bardzo jej brakowało, dar mocy i
siły. Teresa nazywa ten szczególnie ważny moment "nawróceniem". "W
jednej chwili dzieło, którego nie potrafiłam dokonać przez 10 lat, Jezus wykonał
zadowalając się moją dobrą wolą". Wraz z tym darem Ducha Świętego rozpoczyna
się w jej życiu okres "najpiękniejszy ze wszystkich, najbardziej wypełniony
łaskami z Nieba."
«PRAGNĘ...»
Zaczyna dzielić pragnienie dusz, które odczuwał
Ukrzyżowany. Słyszy rozmowy o Pranzinim, wielkim zbrodniarzu, który – skazany na
szafot – trwa w niewierze, mimo że znajduje się u progu śmierci. Teresa dosłownie
szturmuje Niebo, aby wyjednać łaskę nawrócenia dla Pranziniego. Ofiarowuje Bogu
nieskończone zasługi Jezusa, skarby Kościoła Świętego, prosi o odprawienie Mszy Św.
czując, że z siebie samej "nic nie mogła uczynić". I cud dokonuje się na
samej szubienicy. Zanim skazaniec włożył głowę w ponury otwór, dotąd niewzruszony
na prośby kapłana, który mu towarzyszył, Pranzini odwrócił się nagle, złapał
krucyfiks, który kapłan niósł w swojej ręce, i "trzykroć ucałował święte
rany". Potem rzucił się w ramiona śmierci i Boskiego miłosierdzia. Było to 31
sierpnia 1887.
Rok 1887 był rokiem najszczęśliwszym ze wszystkich.
Teresa ma 14 lat. Wzrasta fizycznie i intelektualnie. "Pociąga ją najwyższe
pragnienie wiedzy". Uwolniona w dniu Bożego narodzenia od powłoki, która
oddzielała ją od zewnętrznego świata, otwiera się na innych, na cierpiących, na
spragnionych miłości, których świat nie może zaspokoić.
W dniu Zesłania Ducha Świętego 1887 roku Teresa powierza
swój sekret Paulinie i ukochanej siostrze Celinie – ostatniej, która jeszcze
pozostała z nią w domu. Powierza tę tajemnicę także ojcu: i ona chciałaby bardzo
szybko wstąpić do Karmelu, bez względu na swój wiek.
Spotyka w ogrodzie ojca, który siedzi na brzegu basenu, ze
złożonymi rękoma. "Piękna postać Tatusia sprawiała niebiańskie wrażenie,
czułam, że w jego sercu panuje pokój. Nic nie mówiąc usiadłam obok niego, z oczami
pełnymi łez. Popatrzył na mnie z czułością i obejmując moją głowę, przytulił
ją do serca mówiąc: "Co ci jest, moja królewno?" I ten ojciec, tak przecież
doświadczony, powiedział we wspaniałym porywie wiary, że "Dobry Bóg uczynił mu
wielki zaszczyt prosząc go o jego dzieci". On sam także marzył przez długi czas o
klasztornym życiu i ożenił się mając dopiero 38 lat.
W OGNIU
WALKI
Rozpoczyna się ostra walka w celu zrealizowania marzenia
Teresy. Ma zaledwie 15 lat. Sama się postarza, czesząc sobie kok na czubku głowy. Musi
jednak błagać władze kościelne o stosowne dyspensy, aby móc przekroczyć progi
Karmelu pomimo młodego wieku. Przełożony Karmelu odrzuca jej prośbę, podtrzymuje to
veto pomimo nalegania karmelitanek. Ukrycie sprzeciwia się także biskup diecezji –
Hugonin. "Dusza moja była pogrążona w goryczy, lecz także w pokoju, ponieważ
szukałam jedynie woli Bożej." I tak w głębi jej serca Bóg podtrzymuje ją w
postanowieniu. Oświadczyła: "jeśli Biskup nie zechce mi pozwolić na wstąpienie
do Karmelu w piętnastym roku życia, to pójdę aż do Ojca Świętego"... I
istotnie zdarzyło się coś niezwykłego. Podczas pielgrzymki do Rzymu, którą odbyła z
ojcem i siostra Celiną, wykorzystała okazję, by upaść do stóp Ojca Świętego i
osobiście poprosić go o dyspensę od wieku. Leon XIII słucha jej ze wzruszeniem, nie
zniechęca, lecz odsyła ją do biskupa diecezji.
Pielgrzymi powracają do Lisieux 2 grudnia. Podróż
nauczyła Teresę więcej o świecie niż mogła się dotąd dowiedzieć. Wśród
pielgrzymów byli liczni członkowie normandzkiej arystokracji oraz 73 kapłanów. W
czasie tak długiego przebywania razem ujawniają się wszystkie strony dobre i złe
osób, które zazwyczaj ukrywają te ostatnie pod maską... Teresa odkrywa próżność
wielkich i utytułowanych, a zachowanie niektórych kapłanów umacnia ją w postanowieniu
częstej za nich modlitwy. Zaczyna rozumieć powołanie Karmelu, bo potrzeby tej modlitwy
dotąd nie rozumiała. Tak o tym pisze: "Zachwycała mnie modlitwa za grzeszników;
ale modlić się za dusze kapłanów, które uważałam za czystsze nad kryształ,
wydawało mi się rzeczą dziwną!.. Jakże piękne jest powołanie Karmelu, ponieważ
jedynym celem naszych modlitw i ofiar jest to, abyśmy jako apostołki apostołów
błagały za nimi, podczas gdy oni głoszą duszom Ewangelię słowem, a nade wszystko
przykładem."
UPRAGNIONE
ZWYCIĘSTWO: «PRZYSZŁAM RATOWAĆ DUSZE...»
Po powrocie z Rzymu biskupa diecezji Bayeux po raz drugi
dosięga prośba dorastającej panienki. Teresa poluje co dnia na odpowiedź J. E.
Hugonina. Nie przestaje "ufać wbrew wszelkiej nadziei". Słuszność jest
przecież po jej stronie! 28 grudnia Matka Maria od św. Gonzagi, przeorysza Karmelu w
Lisieux, otrzymuje – to prawdziwy cud! – pisemne zezwolenie biskupa. 9 kwietnia 1888
r. Teresa przekracza progi Karmelu. Pozostanie tu do śmierci i za kratami wypełni
misję, jaką na siebie wzięła: "Przyszłam ratować dusze i przede wszystkim po
to, aby się modlić za kapłanów". Jezus pozwolił jej zrozumieć, że da jej dusze
przez krzyż. Ona zaś coraz bardziej miłowała cierpienie.
W okresie 9,5 lat spędzonych za milczącymi murami
karmelitańskiego klasztoru skrystalizowała się w duszy tej pokornej zakonnicy
duchowość prosta i jaśniejąca, porównywalna z najbardziej owocnymi w całej historii
Kościoła. "Mała droga" terezjańska pociągnie swym świetlistym śladem
ogromne tłumy wiernych aż do końca czasów.
«MAŁY
KWIATEK PRZESZCZEPIONY NA GÓRĘ KARMEL ROZKWITAŁ W CIENIU KRZYŻA...»
9 kwietnia 1888 roku o poranku, po Mszy św. Ludwik Martin,
w wieku 65 lat, pobłogosławił płacząc swoją "królewnę", która
opuszczała go na zawsze. Postulantkę przyjmuje w drzwiach klasztoru wspólnota sióstr
złożona z 26 karmelitanek, otaczających przeoryszę. Najpierw przełożony Karmelu,
ojciec Delatroette, zwraca się do sióstr z napomnieniem: "Jako delegat biskupa
przedstawiam wam to 15-letnie dziecko, którego wstąpienia pragnęłyście. Życzę, by
ona nie zawiodła waszych nadziei, lecz jeśli tak się stanie, przypominam wam, że
jedynie wy poniesiecie ciężar tej odpowiedzialności". Przełożony zagniewany,
pozbawiony rozeznania...
Cela, w której spędzi 5 lat, posiada jedynie siennik
położony na deskach i elementarne wyposażenie. Nie ma ani wody, ani ogrzewania, tylko
mała spirytusowa lampka. Widok zasłania dach. Czym się zajmuje? Nabożeństwa i
modlitwy, zamiatanie, cerowanie, praca w ogrodzie. Wywiązuje się wspaniale z prostych
rzeczy, to jest jej droga do świętości. "Ani jednego słowa, które można jej
powiedzieć, wszystko jest doskonałe..." – pisze przełożona do pani Guérin,
ciotki Teresy. Bez zwłoki dosięga ją kolejne doświadczenie: tracąc zmysły ojciec
popada w chorobę. Z tego powodu obłóczyny Teresy odwlekają się. Po wylewie, kilku
atakach i halucynacjach, ojciec znalazł się w szpitalu Dobrego Zbawcy w Caen. Jego pobyt
tam trwa 3 lata.
Przez pierwsze 5 lat w Karmelu Teresa otrzymuje
"więcej kolców aniżeli róż". W dniu obłóczyn, 10 stycznia 1889 Teresa od
Dzieciątka Jezus dorzuca do swego imienia i od Najświętszego Oblicza, zaznaczając tak
wolę przyjęcia – jak Jezus w czasie Męki – doświadczeń, ran i cierpień na okup
za grzeszników. Zostaje "przeszyta ukłuciami szpilek" przez niektóre siostry.
"Stworzenia, ach te stworzenia!" – jęczy. Jednak czuje, że wzrasta jej
wiara: "Oderwać się od wszystkiego, co nie jest Nim" – oto czego uczy się
młoda zakonnica w wieku 16 lat: Jezus, centrum jej życia.
20 miesięcy nowicjatu. Ukłucia są liczniejsze. Boli ją
szczególnie choroba ojca. Przed zakrwawionym Obliczem Jezusa uczy się, że
"Miłość pokorna, to ta co się unicestwia, miłość hojna to ta, co zapomina o
sobie". Takie są jej aspiracje. Karmi się tekstami biblijnymi. Czwarta pieśń
Sługi Jahwe (Iz 52,13 - 53,12) przeszywa jej serce. Będzie wpatrzona w jej słowa aż do
śmierci.
Podczas gdy jansenizm odbiera pokój kilku zakonnicom Teresa
zagłębia się w pismach św. Jana od Krzyża, "Doktora Miłości". Całkowicie
zdaje się na Jezusa, odtąd jej jedynego kierownika: " On nie uczy mnie liczenia
moich uczynków, lecz uczy mnie robienia wszystkiego z miłości. To Jezus czyni wszystko,
ja nie robię nic."
8 września 1890 – dzień profesji, poprzedzonej
rekolekcjami przeżytymi "w zupełnej oschłości, prawie w opuszczeniu".
"W przeddzień – pisze Teresa – podniosła się w mej duszy zawierucha, jakiej
dotąd nie przechodziłam. Dotychczas nigdy nie przyszła mi na myśl żadna wątpliwość
co do mego powołania; trzeba było, abym przeszła i przez tę próbę. Wieczorem, po
jutrzni, kiedy odprawiałam Drogę Krzyżową, powołanie moje wydało mi się urojeniem i
mrzonką... Ciemności stały się tak wielkie, że widziałam i rozumiałam już tylko to
jedno: ja nie mam powołania!.." Jednak w dniu profesji "zalała jej duszę
rzeka pokoju", pomimo strasznego cierpienia z powodu nieobecności ojca, uwięzionego
chorobą.
Odważne i niosące otuchę działanie Teresy jako
pielęgniarki i zakrystianki w czasie epidemii grypy, która spada na wspólnotę w zimie
1891-92, zabierając cztery karmelitanki, sprawia, że Przełożony mówi wreszcie:
"Ona jest wielką nadzieją dla tej wspólnoty". Teresa pisze o tym okresie:
"Podczas tego ciężkiego doświadczenia w Zgromadzeniu miałam niewymowną
pociechę, mogąc codziennie przyjmować Komunię św... Ach! Cóż to była za
rozkosz!... Jezus rozpieszczał mnie długo, znacznie dłużej niż swe wierne
oblubienice; pozwolił bowiem, by mi Go dawano, choć inne nie miały już szczęścia
przyjmować Go..."
Teresa stała się, zgodnie z opinią mistrzyni nowicjatu:
"duszą zawsze spokojną, która doskonale panuje nad sobą we wszystkim i wobec
wszystkich". Uczy się "zstępować, by służyć za mieszkanie Jezusowi."
Zstępować do żyznej doliny zamiast wspinać się na obnażone wierzchołki gór.
W lutym 1893 roku Paulina, jeszcze tak niedawno "druga
mama", zostaje wybrana przeoryszą Karmelu. Naprzemienność radości i cierpień
trwa nadal. Wyrzeczenie się trwa nadal. Myli się ten, kto sądzi, że przełożeństwo
jej siostry, Paulinki, dało jej jakieś korzyści. Przeciwnie - jest siostrą, która
najrzadziej może się z nią spotykać... Pobyty w oazach są więc krótkie, a
przejścia przez pustynie, bez wody - długie. Radość wznosi duszę, cierpienie –
oczyszcza. To w ten sposób Pan naucza tych, którzy Go kochają.
29 lipca 1894 r. umiera ukochany ojciec, po długiej drodze krzyżowej, w czasie której Teresa widziała go zaledwie jeden raz i usłyszała z jego ust tylko jedno słowo: "niebo". W trzy tygodnie później Celina wstępuje do Karmelu, po zakończonym czuwaniu u boku chorego ojca. Przyjmuje imię Genowefy od Najświętszego Oblicza. Tak spełnia się najgłębsze pragnienie Teresy: "Nie do przyjęcia była dla mnie jedynie myśl, że [Celina] mogłaby nie zostać oblubienicą Jezusa, bo kochając ją jak samą siebie, za nic nie chciałam, by oddała swe serce śmiertelnemu człowiekowi. ...Teraz nie pragnę już niczego, jak tylko do szaleństwa kochać Jezusa... Znikły już dziecinne pragnienia; to prawda, że w dalszym ciągu lubię zdobić kwiatami ołtarz Małego Jezusa, ale odkąd ofiarował mi On Kwiat, jakiego pożądałam, moją drogą Celinę, nie pragnę już innych, lecz ją składam Mu jako najwspanialszą wiązankę... Nie pragnę już ani cierpienia, ani śmierci, choć kocham jedno i drugie; tylko miłość mnie pociąga..."
MAŁA
DROGA: «WRESZCIE ODKRYŁAM MOJE POWOŁANIE!»
To pod koniec roku 1894 Teresa – rozdarta pomiędzy
ogromnymi aspiracjami a ograniczeniami natury ludzkiej nie do pokonania – czyni swoje
wielkie odkrycie: odkrycie "małej drogi" lub "drogi dziecięctwa
duchowego". Odkrywa ją w kilku wersetach biblijnych:
"Kto jest mały, niechaj tu przybędzie." (Prz 9,4).
"Najmniejszy znajdzie litościwe przebaczenie." (Mdr 6,7)
"On jak pasterz pasie swą trzodę, ramieniem swym ją zgromadza. Słabsze owieczki
niesie na swej piersi, matki karmiące prowadzi ostrożnie." (Iz 40,11)
"Ich niemowlęta będą noszone na rękach i na kolanach będą pieszczone. Jak kogo
pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę..." (Iz 66,12-13)
Wystarczy więc uczynić się całkiem małym, by zostać
przygarniętym w ramiona ukochanego Ojca, stać się jak mały baranek, by Pan
przygarnął go do serca. Uczynić się całkiem małym z miłości. Kiedy Teresa odkrywa
tę podstawową prawdę, odczuwa przejmującą radość i woła: "O Jezu, moja
miłości, wreszcie odkryłam moje powołanie. Moim powołaniem jest Miłość!"
"W Sercu Kościoła będę Miłością i w ten sposób będę wszystkim"...
Być Miłością, a cóż to oznacza? Och, nic wielkiego.
Św. Teresa pisze: "Mam tylko jeden sposób, by okazać Ci moją miłość: rzucanie
kwiatów, to znaczy, że nie opuszczę żadnej okazji do ofiary, choćby najmniejszej,
żadnego spojrzenia, żadnego słowa, wykorzystam najdrobniejsze nawet czyny, by je
pełnić z miłości"... "O, gdyby wszystkie dusze słabe i niedoskonałe czuły
to, co czuje najmniejsza z nich wszystkich, dusza twej małej Teresy, ani jedna nie
straciłaby nadziei, że zdobędzie szczyt góry miłości, ponieważ Jezus nie żąda
wielkich czynów, ale jedynie zdania się na Niego i wdzięczności." Jak małe
dziecko w ramionach matki, w radości i w trwodze...
To w "Liście do siostry Marii od Najświętszego
Serca" Teresa przedstawia duchowość małej drogi, swą "małą
doktrynę". To jeden ze szczytów chrześcijańskiego piśmiennictwa, tekst o
niezmierzonej głębi. Odpowiada w ten sposób na prośbę najstarszej siostry, która
jest równocześnie jej matką chrzestną.
Odtąd z całkowitą i zupełnie naturalną ufnością
dziecka, które czuje, że się je kocha i zawsze wybacza wszelkie popełnione błędy
Teresa pójdzie naprzód swoją "małą drogą ufności i miłości", bez
zatruwająćego dni lęku i skrupułów. W ten sposób pokonuje liczne przeszkody, które
opóźniały jej postęp na drodze do świętości: drodze bez końca i świętości bez
granic...
Oto stała się całkiem mała i całkowicie oddana Bogu. To
w tym momencie Paulina, czyli Matka Agnieszka od Jezusa, poprosiła ją o spisanie
wspomnień z dzieciństwa. W 1895 roku przelała więc na papier z posłuszeństwa swe
myśli o łaskach, jakich Dobry Bóg zechciał jej udzielić. Dzięki odkryciu
"małej drogi" spogląda ponownie na swe życie w świetle Boga miłości i
miłosierdzia. Stąd radosny ton przepełniający jej rękopis.
9 czerwca Teresa czyni na drodze dziecięctwa heroiczny akt:
ofiaruje siebie jako ofiarę całopalną Miłości miłosiernej. Odnawia ten akt aż do
śmierci. Pan przyjmuje Teresę jako ofiarę. Ma 22 lata. Pozostaje jej 2 lata życia.
NOC
CIEMNA...
Była na szczycie szczęścia, całkiem mała, zdana na
Boże Miłosierdzie, teraz pozna najboleśniejsze doświadczenie, najbardziej okrutne,
jakie może zostać zadane duszy rozpalonej miłością Jezusa Chrystusa. Teresa wchodzi w
noc wiary. To najwyższe doświadczenie spada na jej duszę w okresie radości paschalnej.
Przeżyje kilka rozjaśnień w tej wewnętrznej nocy, lecz ciemności nie opuszczą jej
aż do śmierci. Ona sama rozumie sens tej próby: oddała życie za ocalenie
grzeszników, musi więc pozostać siedząc za ich stołem, ratując ich nie przez
radości ani przez plan cudownej "małej drogi" – odkrytej po tylu walkach –
lecz w strapieniu, z dala od Umiłowanego, w oschłości duszy. W stanie grzesznika, choć
nie zgrzeszyła. Jak Ukrzyżowany, który niósł na Krzyżu przygniatający ciężar
wszystkich grzechów świata. W chwilach, gdy ciemności się rozpraszają i kiedy wkracza
na nowo w gorejącą światłość wiary, apostolska dusza Teresy zwiększa się do
rozmiarów Kościoła i świata. Pisze: "Być Twą Oblubienicą, o Jezu, być
karmelitanką, być przez zjednoczenie z Tobą matką dusz, to wszystko powinno mi
wystarczyć... jest jednak inaczej... Bez wątpienia te trzy przywileje stanowią moje
powołanie: być karmelitanką, Oblubienicą i matką. A jednak odczuwam w sobie jeszcze
inne powołania, powołanie wojownika, kapłana, doktora, męczennika; czuję wreszcie
potrzebę dokonania dla Ciebie, Jezu, czynów najbardziej bohaterskich..."
Ponad wszystko jednak pragnie męczeństwa: "Kiedy
myślę o udręczeniach, które w czasach Antychrysta staną się udziałem chrześcijan,
czuję, jak serce moje wyrywa się do nich... Jezu, Jezu, gdybym chciała spisać
wszystkie moje pragnienia, musiałabym się odnieść do twej księgi żywota, gdzie są
podane czyny wszystkich Świętych; tego wszystkiego chciałabym dokonać dla
Ciebie..."
Noc duszy stanie się męczarnią. Teresa ma 24 lata.
Pochłonięta miłością, męczona nocą wiary, odczuwa, że zbliża się koniec próby.
Zgaduje, że śmierć jest blisko. Kaszle bez końca. Gorączka jej nie opuszcza. Całe
ciało jest obolałe, przychodzą krwotoki płucne. Ujawniła się gruźlica, stan jest
poważny. Niezdrowe usytuowanie klasztoru i surowość mniszego życia osłabiły
wrażliwy mały kwiatek. Przeorysza prosi ją o uzupełnienie rękopisów o jej życiu o
doświadczenia duchowe w klasztorze.
Na wiosnę 1897 roku gruźlica nasila się. Prawie co dnia
Teresa cierpi z powodu krwotoków płucnych. 30 lipca przyjmuje sakrament chorych. Dwa
ostatnie miesiące jej krótkiego życia są bardzo bolesne z wszystkich punktów
widzenia. Niepokoje, lęki, pokusy... Ofiara całopalna z 9 czerwca 1895 r. została w
sposób widoczny całkowicie przyjęta. Ona jest ofiarą, by móc w ten sposób ocalić
jak najwięcej dusz. Jedyne pytanie, jakie ją teraz nurtuje, to czy można ocalać dusze
jeszcze po śmierci? "Gdybyście wiedziały, ile czynię planów o rzeczach, które
będę robić, kiedy będę w Niebie. Zacznę moją misję." – powiedziała
siostrze Marii od Najświętszego Serca 13 lipca 1897. Tak, postanowiła spędzić czas w
Niebie sprawiając, że deszcz róż spadnie na ziemię i obiecała często na nią
schodzić...
«O,
JAKŻE GO KOCHAM!...»
W ostatnich dniach swego życia cierpi straszliwie.
Udręczona pokusami szatana błaga o modlitwę i woła: "O, jakże wiele trzeba się
modlić za konających! Gdyby o tym wiedziano!" Gruźlica pożera całkowicie jej
płuca. Od 19 sierpnia do 30 września spada na nią bardzo bolesne doświadczenie. Z
powodu częstych krwotoków nie może już przyjmować Komunii św., a tak bardzo jej
pragnie!
28 sierpnia jęczy: "Brak mi powietrza ziemskiego,
kiedyż będę oddychać powietrzem niebios?" Rozpoczyna się agonia trwająca dwa
dni: "Mój Boże, miej litość...!" – woła w straszliwych cierpieniach.
"O moja Matko, zapewniam cię, że kielich jest pełny aż po brzegi" –
powiedziała przełożonej. 30 września Teresa otoczona przez wspólnotę wypowiada
ostatnie słowa. Słowa pochodzące od duszy, która stała się tak bardzo podobna do jej
Umiłowanego Ukrzyżowanego, mogły być tylko słowami miłości: "O, jakże Go
kocham!" "Mój Boże... kocham Cię!" – wyszeptała umierając.
"Byłam świadkiem jej długiego, pięknego spojrzenia jak w ekstazie w chwili, gdy
umierała" – napisała siostra Maria od Najświętszej Trójcy, nowicjuszka Teresy.
POCZĄTEK
MISJI
Wspaniała misja świętej Teresy od Dzieciątka Jezus i
Najświętszego Oblicza rozpoczyna się 30 września 1897. "Wspaniała" misja,
która napełnia przerażeniem szatana i jego zastępy, bardziej dziś szalejące niż
kiedykolwiek dotąd. Trzeba nam szukać wstawiennictwa bardziej niż kiedyś św. Tereski.
Przede wszystkim jednak trzeba nauczyć się praktykować jej "małą drogę",
wejść na "drogę dziecięctwa", na drogę szczęścia, szczęścia na dzień
dzisiejszy!
R. Lejeune
Szwajcarski miesięcznik religijny Stella Maris, nr 9/96 str. 1-5) przekład z franc. E. B. w: „Vox Domini" nr 8/96, str. 3-6
Cytaty pochodzą z rękopisów św. Teresy wydanych przez OO. Karmelitów w zbiorze "Dzieje duszy".
[powrót do wykazu BIOGRAFII] [powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości]
[ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia
on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i
święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe
Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła
Katolickiego] [ciekawe linki religijne w
różnych językach] [przeszukiwanie witryny
"Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]