
René Lejeune
Święty Ludwik Maria
Grignion de Montfort
– UKRZYŻOWANY APOSTOŁ
Spis treści:
1) Żywot świętego Ludwika
2) Z Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny
św. Ludwika Grignion de Montfort: Rozdział 3 pt. ROLA MARYI PRZY DRUGIM
PRZYJŚCIU CHRYSTUSA PANA.
Jesień 1692: 19-letni młodzieniec kroczy drogą do
Paryża. Ma na sobie piękne nowe ubranie, a w kieszeni czuje ciężar dziesięciu
złotych talarów. Droga jest długa. Młody człowiek ma do pokonania 300 kilometrów w
czasie dwóch niekończących się tygodni.
I oto drogę zachodzi mu biedak o nędznym wyglądzie i
błagalnym spojrzeniu. Młodzieńcowi widok ten rozdziera serce. Opróżnia kieszeń i
podaje biedakowi dziesięć złotych talarów.
Ludwik Maria Grignion de Montfort był przekonany, że swój
skarb powierzył samemu Jezusowi. Powziął decyzję, w sposób wolny, że wyrzeknie się
wszystkiego, a oblecze się w Chrystusa. Ludwik Maria jest jeszcze bardzo młody, lecz jak
orzeł wzbija się już na olśniewające szczyty świętości.
Nieco później spotyka drugiego nędzarza. Ma bose stopy,
odziany jest w łachmany. Ludwik Maria posiada jeszcze tylko swoje całkowite oddanie Bogu
i... nowe ubranie. Niechże i to się nie liczy! Zdejmuje ubranie i zamienia je na
strzępy odzienia nieszczęśnika. Potem idzie dalej drogą, lekki jak ptaszek, z
rozśpiewaną duszą...
Cel podróży: seminarium św. Sulpicjusza w Paryżu. U
kresu podróży przyjmują go w przybudówce, w której gromadzą się synowie ubogich
rodzin...
Ludwik Maria płonie jedynym pragnieniem: zostać kapłanem.
Opuściwszy Montfort-la-Cane (1) odbył połowę drogi dyliżansem. Drugą
część – naśladując Jezusa w jego wędrówkach – przebył pieszo. Za sobą
pozostawił ojca, adwokata Jana Chrzciciela Grignion i matkę – łagodną, spokojną,
otoczoną gromadką dzieci. Joanna Grignion wydała na ich świat 18, przeżyło –
jedenaścioro (2). Rodzina ma często pustą sakiewkę.
Niezależnie od tych materialnych niedostatków, Ludwik
Maria zakochany w Absolucie, złożył ślub nie posiadania nigdy niczego. Ubóstwo
ewangeliczne, oto jego bogactwo! W łachmanach, zmuszony żebrać na długiej drodze do
Paryża, młody Bretończyk czuł jak wyrosły mu skrzydła. Czyż nie jest cały w
rękach Ojca Niebieskiego?
SULPICJAŃSKIE PIĘTNO
Cały Grignion de Montfort jest w tym niewiarygodnym
epizodzie na drodze do Paryża. I cała Ewangelia w najwyższym stopniu. Żarliwa dusza,
wiara, która góry przenosi. Ten typ świętych wzbudza pytania i prowokuje wrogie
reakcje ze strony tych, którzy zamykają się w młynie rutyny i przyzwyczajenia. Ludwik
Maria szybko się o tym przekona.
Tak wstępuje do Seminarium św. Sulpicjusza.
Towarzystwo Kapłanów św. Sulpicjusza zostało założone
w odpowiedzi na dalekie echo postanowień Soboru Trydenckiego (1545-63), który
podkreślił pilność solidnej kapłańskiej formacji.
To tak w 1641 roku Jan Jakub Olier (1608-57), proboszcz u
św. Sulpicjusza założył przy tym kościele pierwsze seminarium. Wkrótce
oddziaływało ono na wsze strony. Soborowe przynaglenie zakorzeniło się w katolicyzmie,
we Francji, choć proces głębokich reform jest zawsze powolny (3). Zawsze
najpierw musi skrystalizować się w duchu, w sercach. W tej epoce zrodziła się we
Francji wspaniała konstelacja owocnych fundacji: Oratorianie, Eudyści, Zgromadzenie
Dobrego Pasterza, Małe Siostry Ubogich, Lazaryści, Siostry św. Wincentego a Paulo.
Konstelacja ta powstaje idąc śladem francuskiej szkoły duchowości. Jest ona prosta:
ukazywać Jezusa społeczeństwu takiemu jakie jest, a Jego – takim jaki On jest. W Nim
dotykamy Boga, widzimy Go. On do nas mówi. Historia ludzkości jest nie czym innym, jak
powolnym, bolesnym, promiennym budowaniem mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa. Dlatego
trzeba niestrudzenie głosić Jezusa i Jego Dobrą Nowinę, uczynić dotykalną miłość
Jezusa do każdego człowieka, kimkolwiek jest.
Daleko stąd do abstrakcyjnych spekulacji teologicznych.
Ludwik Maria nasyca się tą duchowością w sposób dla niego charakterystyczny – to
znaczy radykalny. Przez osiem lat otrzymuje sulpicjański odcisk. Wykuje pod nim
spójność swego życia duchowego. „Tylko Bóg": to jego dewiza. To oznacza
oderwanie się od stworzeń, słuchanie Ducha Świętego, który w nas chce tego, czego
pragnie Bóg (por. Rz 8,26n). W ciągu tych lat, spędzonych w Paryżu, rodzi się i
wzrasta w jego sercu pasja, która dosłownie go pochłonie: płomień misyjny. Oderwać
się od stworzeń nie oznacza odwrócić się od nich, a jeszcze mniej: ignorować, lecz
kochać je w Bogu, tak jak Stwórca je kocha, takimi jakie są.
Przez 4 pierwsze lata u św. Sulpicjusza Ludwika Marię
prowadzi wymagającą drogą duchowy kierownik, zgodnie ze wskazówkami M. Oliera,
założyciela. Począwszy od roku 1696 raczej wytrąca go z równowagi niż kieruje nim M.
Leschassier, narzucając wychowankowi swe psychologiczne piętno moralizatorskie. Przypada
to na promienne lata, gdy zamieszkuje w Ludwiku ogień wiary. M. Leschassier stawia sobie
pytanie, czy Ludwik jest prowadzony przez ‘dobrego ducha’, choć robi na nim wrażenie
wspaniałomyślność seminarzysty. Mimo to wkład sulpicjański w to, co stanie się
duchowością montfortiańską jest znaczący. Między innymi koncentruje na Chrystusie
maryjną pobożność odziedziczoną w środowisku rodzinnym i bretońskim. Pogłębia ją
w zetknięciu z takimi autorami maryjnymi jak P. Poiré, którego dzieło mówi o roli
Maryi w łonie Trójcy Świętej lub M. Boudon, archidiakon Evreux. Rozmyśla nad jego
dziełem pt. Tylko Bóg albo Święte Niewolnictwo Godnej Podziwu Matki Boga. W budowli
pobożności maryjnej św. Ludwika przybywają kolejne warstwy. Powstanie dzięki temu
pobożność maryjna silna, ludowa, która będzie nosić jego piętno i oświetli
niezliczone dusze aż do naszych dni.
PRAWDZIWE NABOŻEŃSTWO DO
NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
Dwa największe dzieła, które opublikuje św. Ludwik Maria
są poświęcone Matce Jezusowej: Tajemnica Maryi oraz Traktat o prawdziwym
nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. (4)
Wybrana na Matkę Zbawiciela, Maryja stała się przez to
Matką wszystkich odkupionych. Kochać Ją to kochać Chrystusa. Miłość Maryi nie ma
innego zadania, jak prowadzić do Jezusa – to podstawa każdego nabożeństwa.
Poświęcenie się Maryi jest w swej istocie poświęceniem się Jezusowi przez Jego
Najświętszą Matkę. Maryja szuka jedynie tego, by upodobnić powoli Swe dzieci do
Jezusa. Jesteśmy naprawdę synami i córkami Maryi w takim stopniu, w jakim upodobniamy
się do Jezusa. Od początku misji Swego Syna Maryja wskazała drogę upodobniania się do
Niego mówiąc: „uczyńcie wszystko, co On wam powie" (por. J 2,5). Poświecić
się Maryi to żyć w uzależnieniu od Niej, by być prowadzonym pewniej, drogą
najkrótszą do Jezusa. To czynić wszystko, przedsiębrać wszystko każdego dnia z
Maryją, w Jej matczynym cieniu. Dusza doświadczona używa wreszcie słowa „my"
– stale jest bowiem w obecności Maryi. Wynika z tego zażyłość nieskończenie
słodka. Natura Maryi oddziałuje z każdym dniem na naturę Jej dzieci. I jak Matka
cieszy się widząc dzieci przypominające coraz bardziej Jezusa, tak Pana napełnia
radość, kiedy odkrywa stopniowo u nich charakterystyczne cechy Swej Najświętszej
Matki. Żyć w takiej zażyłości z Maryją, to postępować wielkimi krokami po drodze
świętości. To odbijać coraz bardziej intensywnie w swym życiu i oddziaływać na
innych jedyną świętością Bożą. Człowiek osiąga ją naśladując Jezusa, Boga
wcielonego. Maryja prowadzi Swe dzieci do Jezusa tak pewnie jak koryto rzeki prowadzi wody
do oceanu.
Oto prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Panny. W
sposób naturalny można je włączyć we wszelką duchowość, w każdym stanie życia,
we wszystkich okolicznościach. Czy Ludwik Grignion de Montfort, mistrz tego nabożeństwa
maryjnego, mógł nie uświadamiać sobie długotrwałego promieniowania tego
nabożeństwa, choć wyrażonego języka jego czasu, który wyda się nieco archaiczny i
niemodny dzisiejszym uszom?
OCZYSZCZENIE PRZEZ KRZYŻ
5 czerwca 1700 Ludwik Maria osiągnął swój cel tak
gorliwie realizowany: został wyświęcony na kapłana. Projekt apostolatu zrodził się w
jego sercu przez lata studiów: „Gdy widzę zagrożenie Kościoła – napisał w roku
swych święceń – nie mogę nie błagać niestrudzenie, by powstała mała, uboga grupa
dobrych kapłanów, pod sztandarem i opieką Najświętszej Dziewicy. Chodziliby od
parafii do parafii i ogłaszali Ewangelię ubogim, ufając Bożej Opatrzności." Jest
to naglące dzieło. Poświęci mu 16 krótkich lat życia pozostających mu, nim –
całkowicie wyczerpany – nie zjednoczy się z Panem i Jego Świętą Matką w Domu Ojca.
Kościół zagrożony? Główna kolumna społeczeństwa
rzeczywiście wydaje złowieszcze odgłosy. Wiara gaśnie, rozszerza się pogaństwo,
moralność jest zrujnowana odkąd nie opiera się na wierze. Z drugiej strony jansenizm
ze swymi zasadami twardymi i bezlitosnymi zniechęca wiernych. Wielu biskupów i
kapłanów prezentuje ten pogląd. Jeśli nawet janseniści przyciągają wyjątkowe dusze
ogarnięte pragnieniem Absolutu, to oddalają masy wiernych i wzbudzają nienawiść.
Wiara żywa została obecnie sprowadzona do zespołu formuł i przepisów narzuconych
przez dyscyplinę, w której brakuje czułości i miłosierdzia Boga.
Ludwik Maria marzy o zdobyciu ubogich. Usiłuje włączyć
się w ruch misyjny, zrodzony po Soborze Trydenckim, który rozkwitał przez cały XVII
wiek. „Mała uboga wspólnota dobrych kapłanów", wyobrażona przez Ludwika
Marię, chodziłaby od jednego dziekanatu do drugiego i przeszłaby wszystkie parafie.
Pozostawałaby w każdym miejscu dwa lub trzy tygodnie, głosząc kazania, nauczając
prawd wiary, poruszając serca i dusze, prowadząc je do spowiedzi i zmiany życia.
Właśnie to robił tak dobrze św. Wincenty a Paulo. To robią jeszcze teraz Lazaryści i
Eudyści. Taką metodę stosował w Auvergne M. Olier, gdy był młodym kapłanem, zanim
założył seminarium św. Sulpicjusza. Tak bardzo porywał tłumy, że czekano cały
dzień w kolejce do jego konfesjonału. Ludwik Maria nasycił się w Paryżu tymi
widokami. Chce zająć swe miejsce w ponownym zdobyciu kraju dla Chrystusa. Włącza się
w grupę kapłanów misjonarzy z Nantes. Niestety, płomienny język Ludwika Marii oraz
jego postępowanie płynące z radykalnej wiary nie zostają docenione przez współbraci
- kapłanów raczej konserwatywnego ducha. Opuszcza ich. Jest jednak szczęśliwy, że
jego słowo i życie wzbudziły echa wśród ludu.
Biskup Poitiers wzywa go, aby objął posługę w wielkim
szpitalu dla ubogich. Organizuje na nowo życie duchowe w małym anarchicznym światku, w
którym chorzy są lekceważeni, a leczenie ograniczane. Wiesza krzyż w wielkiej sali,
gromadzi swe „córki", by z nimi odprawić nabożeństwo. Zmienia się atmosfera.
Spotykają się wielkie dusze, wśród nich Maria Ludwika Trichet, córka Prokuratora
królewskiego, która przywdziewa suknię z ciężkiego szarego sukna. Rodzą się
„Córki Mądrości". To działanie, oczywiście, spotyka się z opozycją.
Św. Ludwik wyjeżdża więc do Paryża, do Sâlpetiere,
posługuje się tymi samymi metodami i... dziękują mu za pracę po 5 miesiącach. Biedny
kapłan zmuszony jest schronić się pod schodami przy ulicy Pot-de-Fer i żyć tam jako
pustelnik przez 6 miesięcy. Pod naciskiem chorych wzywają go ponownie do Poitiers. Jest
tolerowany zaledwie przez rok...
W 1705 roku rozpoczyna nadzwyczajny okres życia,
całkowicie poświęcony działalności misyjnej. Jak wielcy poprzednicy wzywa mężczyzn
i niewiasty, którzy przybiegają tłumnie, do porzucenia samych siebie, a napełnienia
się Bogiem, do przylgnięcia do Boga przez „święte niewolnictwo". Św. Ludwik
dorzuca do tego własny osobisty rys: Bożą Mądrość, którą posiąść powinna każda
wznosząca się dusza.
PRZEDWIECZNA MĄDROŚĆ
Ludwik Maria Grignion de Montfort zredagował w 1703 utwór
Miłość Przedwiecznej Mądrości. W tym roku odłączył się od kościoła św.
Sulpicjusza z powodu niezgodności wizji i metod apostolskich. Gorąco poszukuje Boskiej
Mądrości, aby przyoblec w nią duszę, jakakolwiek nie byłaby cena. Czyta wiele,
autorów tak wrażliwych jak on: Bondon, Nepveu, Saint-Jure. A przede wszystkim medytuje w
Biblii Księgę Mądrości. Czyta w świetle własnego ukrzyżowanego życia. Ludwik Maria
odkrywa, że najwyższa Mądrość ma siedzibę w szaleństwie Miłości, tej, która
doprowadziła aż na Krzyż Boga wcielonego w Jezusie. Aby osiągnąć Bożą Mądrość
człowiek musi przyjąć oczyszczenie przez doświadczenie. Tak staje się siedzibą
godną Mądrości. Czułe i doskonałe nabożeństwo ku Najświętszej Dziewicy pomoże mu
potężnie w osiągnięciu tego skarbu. Cała duchowość montfortiańska znajduje się w
tej fundamentalnej intuicji. Poświęcenie samego siebie Jezusowi Chrystusowi, wcielonej
Mądrości, przez ręce Maryi, pozwala na osiągnięcie tego najwyższego dobra. Stawszy
się „Tronem Mądrości" przez wcielenie, Maryja przyspiesza wznoszenie się Swych
dzieci ku Bożej Mądrości. Jednak jak zawsze w historii zbawienia w Jezusie Chrystusie,
nie można posiąść wiecznej i wcielonej Mądrości bez przechodzenia przez krzyż. Wraz
z radykalizmem Ewangelii, Ludwik Maria znajduje radość w ciężkich krzyżach, jakie
nakładają nań nie tylko wrogowie Chrystusa, lecz także przyjaciele Pana, na czele z
biskupami i kapłanami. „Jestem bardziej niż kiedykolwiek doprowadzony do nędzy,
upokorzony, ukrzyżowany. A jednak ludzie i demony wydają mi wojnę bardzo miłą i
słodką. Niech rzucają na mnie oszczerstwa, niech mnie wyśmiewają, niszczą mi
opinię, niech mnie zamykają w wiezieniu – to są drogocenne dary! To wykwintne dania!
Ach, kiedyż zostanę ukrzyżowany dla świata i zgubiony?"
„Tylko Bóg" to jego dewiza; „złożyć całą
mądrość w ranach Chrystusa" – to zasada jego życia.
Olbrzymi apostolat wśród ludu podjęty przez Ludwika
Marię wchodzi od r. 1705 w fazę misji przez niego zamierzonych: radykalne ubóstwo,
„całkowita zależność od ludu". On wie, że bez Boga człowiek nie może nic w
swej zepsutej naturze. Jednak dzięki działaniu Bożej łaski człowiek zraniony
grzechem, przyobleka się w światłość i czyni cuda. I Bóg tak bardzo kocha
człowieka, że płonie pragnieniem ujrzenia go świętym w tym świecie, a chwalebnym jak
On w drugim.
Uzbrojony w różaniec, którego nigdy nie porzucał i
podnosząc ponad głową wielki krucyfiks w czasie mówienia do tłumów, Ludwik Maria
wywoływał wśród słuchaczy płacz nad Jezusem Ukrzyżowanym i nad własnymi nędzami.
Niezliczone tłumy gromadziły się wokół niego, zafascynowane tym młodym kapłanem o
kanciastej twarzy i płomiennym spojrzeniu. Jego sława rozszerzyła się jak pożar
buszu. Proszą go o przybycie na całym zachodzie Francji, od St.Lo do La Rochelle, od
Angers do Brest. Jego miłosierdzie jest śmiałe i nie zna granic. Podczas misji – tak
samo jak niedawno w Poitiers, przemierzał z osłem targowiska zbierając dary dla ubogich
– tak i teraz żebrze wsparcia dla biednych i odrobiny dla siebie: ubogi pośród
ubogich. Nie zaspokaja go nakarmienie ciał, troszczy się jeszcze bardziej o dusze.
Widać go dającego zdecydowane razy dyscypliną, z którą się nie rozstaje, chłystkom,
którzy naprzykrzają się praczkom. Innym razem rzuca się między dwóch mężczyzn
walczących na szable. Wdziera się nawet siłą do speluny, w której błaga
grzeszników, by się nawrócili i ratowali swe dusze. Rozpalony Chrystusem, Ludwik Maria
odrzuca wszelką przezorność, wszelką trwożliwą ostrożność. Dusza warta jest
więcej niż wszelkie skarby świata. Nie ma nic cenniejszego do zaofiarowania Jezusowi
jak dusze wyrwane grzechowi.
Zawsze w drodze, na wzór Mistrza, udaje się do Rzymu.
Oczywiście – pieszo. Nic nie mając nie może podróżować dyliżansem. Wiosną 1706
roku przechodzi przez Loretto. 6 czerwca przyjmuje go Papież Klemens XI, uznaje jego
działalność apostolską. Ludwik Maria otrzymuje tytuł «misjonarza apostolskiego».
Następca Piotra jest bardziej przenikliwy niż liczni biskupi, którzy przegonili go ze
swych diecezji. Biskupi zakazują wkraczania na teren swych ziem jednemu z największych
świętych w historii Kościoła!
ZNISZCZYĆ TĘ KALWARIĘ!
Po powrocie do Francji Ludwik Maria na nowo przemierzał
wioski, szczególnie w regionie Nantes. Okoliczności doprowadziły tego niezwykłego
misjonarza do szczególnego projektu.
W kwietniu 1709 roku przybył do Pontchâteau, do serca
księstwa Coislin. Jak zwykle poruszył do głębi parafian wielkiego miasteczka.
Stwierdził jednak, iż są oni szczególnie wrażliwi na przesłanie Bożej miłości,
która przez miłość osiąga szczyt w Ukrzyżowaniu. W jego sercu zrodziła się myśl.
Czyż nie można by wznieść w tym szczególnym miejscu, pomiędzy Nantes a Vannes w
odległości kilku mil (5) od oceanu wielkiej Kalwarii? Widać by ją było z
daleka i przypominałaby ludziom źródło ich zbawienia. Jego entuzjazm bez trudu udziela
się ludziom. Pontchâteau i cały region mobilizują się. W odległości jednej mili od
miasteczka, przy drodze Herbignac, blisko osady La Madaleine i kaplicy utworzonej ze
starego lazaretu, przez cały rok rodzi się dzieło zaskakujące potęgą i nadzwyczajnym
rozmiarem. Setki dobrowolnych pracowników przyciągają niezliczone wózki z ziemią z
ogromnego rowu wykopanego wokół przyszłej Kalwarii. Setki innych usypują ziemię,
która podnosi się w mgnieniu oka pośrodku okrągłego rowu. To na tym wzniesionym
ludzką ręką wzgórzu, które stało się wspaniałą Kalwarią, stawiają w końcu trzy
krzyże, wierną do końca Maryję Dziewicę stojącą u stóp krzyża, na którym umiera
Jej Syn. Z tej wysokości, dominującej nad obszerną równiną Dolnej Loary, otwiera się
zachwycający widok na niekończące się horyzonty. Wspaniałe miejsce, aby umieścić na
nim Krzyż Pana!
Prace kończą się w 1710 roku. Serce szerz ludzkich
przepełnia radość i duma. Podobnie – Świętego. Zakończone dzieło jest jeszcze
bardziej wstrząsające niż to, dokonane przez pustelników na Mont-Valérien, u bram
Paryża, które Ludwik Maria tak bardzo podziwiał zimą 1703 r. podczas swej posługi u
pustelników. Odtąd marzył o wzniesieniu podobnej Kalwarii w rodzinnej Bretanii. I oto
marzenie spełnione. Kalwaria naszego zbawienia, na której Jezus i Maryja przedstawiają
całe cierpienie odkupionego świata i jego nadzieję. Krzyż wznosi się w górę, ku
Niebu, pomiędzy krzyżami złoczyńców. Na Kalwarię prowadzi ślimakiem dróżka,
ogrodzona murem. Dzień uroczystego otwarcia Kalwarii wyznaczono na 14 września, kiedy
Kościół świętuje dzień Podwyższenia Krzyża Św. Radość jest wielka w regionie
Pontchâteau, echo niesie radość daleko, aż do Nantes, Vannes, St.Nazaire. Oczekuje
się niezliczonych tłumów na tej uroczystości tak szczególnej i wyjątkowej.
Ale nadchodzi nieszczęście! W przeddzień wieczorem, Jego
Ekscelencja, biskup Nantes, zakazuje otwarcia Kalwarii. Ludwik Maria jest jak powalony...
Natychmiast udaje się pieszo do Nantes. Przybywa tam o godzinie 6 rano, chcąc nakłonić
biskupa do ponownego rozważenia niewytłumaczalnej decyzji! Próżne wysiłki! Biskup de
Bauveau zadaje świętemu dodatkową rozdzierającą męczarnię: nakaz zrównania
Kalwarii z ziemią... Ludwik powraca z zamarłą duszą do Pontchâteau. Przybity tak
okrutną niesprawiedliwością staje w obliczu niezliczonego tłumu zgromadzonego wokół
Kalwarii i zaczyna płakać...
CO SIĘ STAŁO?... (6)
Ludwik Maria, płomienny apostoł miał pomiędzy swymi
licznymi wrogami Piotra de la Chauveliere, sędziego z Pontchâteau (7). Ten
urzędnik sprawiedliwości otrzymał pełnomocnictwa z rąk Piotra de Cambout’a, pana w
księstwie Coislin. Cambout zabawiał się rozpustą w Paryżu... Kalwaria dawała okazję
Chauvelier’owi, libertynowi, okazję do pokonania tego znienawidzonego Grignion’a.
Uknuł intrygę. Powiedział rządcy Bretanii, że Kalwaria jest w rzeczywistości
fortecą, otoczoną fosą i podziemnymi pomieszczeniami, przeznaczonymi na schronienie
Anglików w razie napaści. Rok wcześniej toczyła się morska walka, niedaleko stąd,
blisko wyspy Met pomiędzy Anglikami i Francuzami...
Strategia sędziego poskutkowała. Ponieważ w tej epoce
były w Bretanii ogniska zapalne i kryjówki, Król bez wahania nakazał zrównać
Kalwarię z ziemią. I tak się stało rzeczywiście: zniszczono ją całkowicie, ale...
nie na zawsze. Rozpacz tłumu i zgorszenie, jakie wywołało to świętokradztwo były
przekazywane z pokolenia na pokolenie. I nie było to daremne. W roku 1812 lud pobudzony
wiarą zbudował na nowo Kalwarię, jeszcze potężniejszą niż ta pierwotna. Kalwaria
stała się miejscem bardzo gorliwych pielgrzymek (8).
ZAŁOŻYCIEL I JEGO DZIEŁA
Jak wspomnieliśmy, 2 lutego 1703 roku Maria Ludwika Trichet
porzuciła eleganckie stroje i przywdziała ubogi, zwykły, szary strój. Akt ten uważa
się za początek założenia Zgromadzenia Córek Mądrości. W tym samym roku Ludwik
Maria zaczął pisać „Miłość Przedwiecznej Mądrości".
Mądrość Boża nie jest mądrością ludzi. Dewiza
„tylko Bóg" całkowicie oddaliła Ludwika Marię od ludzkiej „mądrości".
Radykalizm jego pomysłów, zachowania i metod pozwala zrozumieć, dlaczego wzbudzał tak
wiele nienawiści.
Na widok swej córki tak szczególnie dziwacznie ubranej
Pani Trichet padła zemdlona. Nakazała Marii Ludwice, która nie była jeszcze
pełnoletnia, natychmiast rozebrać tę burkę, która „hańbiła" rodzinę. Maria
Ludwika od Jezusa pospieszyła poradzić się swego kierownika duchowego.
«Nie pozwalam. To pochodzi od demona.» – stwierdził.
«Moja córko – powiedział innym razem Święty Marii
Ludwice przyjmującej odwiedziny swej matki – Proszę iść do chorych!» «Moja córka
należy do mnie – protestowała matka – i chcę z nią porozmawiać». «Nie, nie –
odpowiedział kapelan – córka już do pani nie należy. Ona należy do Boga.» Tak,
„tylko Bóg" i jako pierwsi – ubodzy. „Córki" Świętego żyją tak samo
jak biedni: czarny chleb, zwykłe dania ugotowane z mięsa zebranego przez żebrzących w
domach szlachty i burżuazji. Pewnego dnia proszący o jałmużnę powracają ze
skwaśniałą zupą, w której pływają resztki chleba i mięsa oraz kości poruszające
się od robactwa. Siostra Maria Ludwika od Jezusa walczy z mdłościami. «Moja córko –
mówi ojciec Ludwik Maria, który ujrzał to wchodząc – mam nadzieję, że dla
pokonania swej delikatności zje córka dziś na kolację cały talerz tej zupy.»
Jedynie dusza dobrze zahartowana jest odporna na tego
rodzaju traktowanie. Maria Ludwika od Jezusa do takich należy. I jedynie dusze wielkie
wytrzymują w otoczeniu Świętego. Myją ubogich, piorą ich bieliznę, czyszczą i
cerują cuchnące ubrania, pielęgnują rany, często zakażone. Jako jedyna zapłata:
miłość Pana. W chwili śmierci Świętego liczba Córek Mądrości nie przekracza 4.
Dziś zaś liczy się je na tysiące, zaangażowane w szpitalnictwie i szkolnictwie.
Święty z Montfort był także w 1712 u początków
Towarzystwa Kapłanów Maryi – Montfortianów – i braci Ducha Świętego. W 1716 roku,
kiedy Ludwik Maria gaśnie, ma wokół siebie jedynie dwóch kapłanów i czterech braci.
Cudowna duchowa płodność Świętego pomnożyła ich od tamtego czasu w setki, ze
znaczącym plonem męczenników: grupa Córek Mądrości poszła jedna za drugą na szafot
w Nantes. 49 montfortianów wylało krew w Hiszpanii w czasie rewolucji w latach 1936-39.
W środę, 1 kwietnia 1716 roku Ludwik Maria Grignion de
Montfort przybywa do St.Laurent-sur-Sevre. 5 kwietnia rozpoczyna misje. Liczy na to, że
poruszy tłumy i doprowadzi do Boga wiele dusz, jak podczas wszystkich swych misji.
Olbrzym apostolski czuje jednak, że opuszczają go siły. Ma 43 lata, jego duch jest
wciąż tak samo zdobywczy, ale jego biedne ciało jest wyczerpane latami nadludzkich
wysiłków i niezrównanej ascezy. Udaje mu się jeszcze zakończyć misje w St.Laurent.
Umiera jak żołnierz na polu bitwy, 28 kwietnia 1716 roku, o godz. 8 wieczorem. Jego
sarkofag znajduje się w Bazylice w St.Laurent-sur-Sevre.
Od tego czasu Święty ten nie przestaje dokonywać cudów.
Przykład pomiędzy setkami: Mówiąc Frossardowi o „Traktacie o prawdziwym
nabożeństwie do Najświętszej Panny" Jan Paweł II stwierdził: „Lektura tej
książki zaznaczyła w moim życiu zdecydowany zwrot... nabożeństwo mojego dzieciństwa
i wieku dorastania skierowane do Matki Chrystusa ustąpiło miejsca nowej postawie,
nabożeństwu, które przyszło z głębi mojej wiary, jakby z samego serca
rzeczywistości trynitarnej i chrystologicznej."
Kanonizowany 20 lipca 1947 r. przez Piusa XII św. Ludwik
Maria Grignion de Montfort nadal oświeca umysły, nawet największych. Niezliczone dusze
prowadzi z Maryją i przez Nią do Jezusa, aby je przedstawić umiłowanemu Ojcu.
René Lejeune
Stella Maris, 10/1996 nr 319, str. 1-5; Tłum.: E.B. w: „Vox Domini" nr 2/97, str. 1-4
Z Traktatu o doskonałym nabożeństwie do
Najświętszej Maryi Panny
św. Ludwika Grignion de Montfort
Rozdział 3: ROLA MARYI PRZY DRUGIM PRZYJŚCIU CHRYSTUSA PANA
1. Skromna rola Maryi przy pierwszym
przyjściu Chrystusa Pana
Przez Maryję rozpoczęło się zbawienie świata i przez
Maryję musi się ono dopełnić. Przy pierwszym przyjściu Jezusa Chrystusa Maryja prawie
wcale się nie ukazywała, aby ludzie, którzy o osobie Jej Syna mało jeszcze byli
uświadomieni, nie przywiązywali się zbyt ziemskim i przyrodzonym uczuciem do Maryi,
oddalając się przez to od prawdy. Gdyby Maryja była więcej znana, niezawodnie by to
nastąpiło z powodu cudownego Jej wdzięku, którym Najwyższy także na zewnątrz Ją
ozdobił. Toteż Dionizy Pseudo-Areopagita pisze, że kiedy Ją ujrzał, z powodu Jej
tajemniczego uroku i niezrównanej piękności byłby wziął Ją za bóstwo, gdyby wiara,
w której był ugruntowany, nie pouczyła go, że tak nie jest.
Natomiast przy drugim przyjściu Jezusa Chrystusa Maryja
musi być znana i przez Ducha Świętego objawiona, by przez Nią Chrystusa poznano,
kochano i Mu służono, albowiem powody, dla których Duch Święty ukrył swoją
Oblubienicę za Jej życia ziemskiego, dając w Ewangelii tak szczupłe o Niej objawienie,
już istnieć nie będą.
2. Dlaczego Maryja wystąpi
szczególnie przy drugim przyjściu Chrystusa Pana?
Bóg zatem pragnie Maryję, Arcydzieło rąk swoich, w owych
czasach ostatnich objawić i odsłonić:
1) Ponieważ sama ukrywała się na tym świecie i w swojej głębokiej pokorze uniżała
się poniżej prochu, uzyskawszy u Pana Boga, u Apostołów i Ewangelistów to, że
zamilczeli o Jej życiu.
2) Ponieważ Maryja jest Arcydziełem rąk Bożych, tak na ziemi przez łaskę, jak w
niebie przez chwałę, Bóg chce, by Go za to wielbiono na ziemi i wśród żyjących
wysławiano.
3) Ponieważ Maryja jest Jutrzenką, poprzedzającą i odsłaniającą Słońce
sprawiedliwości, Jezusa Chrystusa, dlatego powinna być poznana i objawiona, by przez to
Jezus Chrystus był uwielbiony.
4) Ponieważ Maryja jest drogą, którą Jezus Chrystus przyszedł do nas po raz pierwszy,
będzie nią i wtedy, kiedy Chrystus przyjdzie powtórnie, choć nie w ten sam sposób.
5) Ponieważ Maryja jest środkiem pewnym, drogą prostą i niepokalaną, by dojść do
Chrystusa i znaleźć Go niezawodnie, dlatego dusze, które mają szczególną
zabłysnąć świętością, muszą znaleźć Jezusa przez Maryję.
Kto znajdzie Maryję, znajdzie Życie (Prz 8,35), to znaczy Jezusa Chrystusa, który jest
Drogą, Prawdą i Życiem (J 14,6). Nie można jednak znaleźć Maryi, nie szukając Jej;
nie można Jej szukać, nie znając Jej, gdyż nikt nie szuka ani nie pragnie, czego nie
zna. Konieczną jest więc rzeczą, by Maryję znano więcej niż kiedykolwiek, ażeby
Trójca Przenajświętsza jak najwięcej była znana i wielbiona.
6) Maryja musi w owych czasach ostatecznych więcej niż kiedykolwiek zajaśnieć
miłosierdziem, mocą i łaską. Musi zajaśnieć miłosierdziem, by przyprowadzić do
owczarni Chrystusowej i miłośnie przygarnąć biednych grzeszników i zbłąkanych,
którzy się nawrócą i powrócą do Kościoła katolickiego. Musi zajaśnieć mocą
przeciw nieprzyjaciołom Boga, przeciw bałwochwalcom, schizmatykom, mahometanom, Żydom i
zatwardziałym bezbożnikom, którzy będą się strasznie buntować i wytężą wszystkie
siły, by tych, którzy się im przeciwstawią, skusić i doprowadzić do upadku przez
obietnice lub groźby. Wreszcie musi zajaśnieć łaską, by dodać otuchy i męstwa
dzielnym szermierzom i wiernym sługom Jezusa Chrystusa, którzy będą walczyć za Jego
sprawę.
7) Wreszcie musi Maryja stać się groźna jak zbrojne zastępy (Pnp 6,10), straszna jak
wojsko gotowe do boju przeciw szatanowi i jego wspólnikom, głównie w owych czasach
ostatnich, gdyż szatan wiedząc dobrze, że mało, o wiele mniej niż kiedykolwiek
pozostaje czasu (zob. Ap 12, 12), by gubić dusze, będzie podwajać codziennie swe
wysiłki i zakusy. Niebawem wznieci okrutne prześladowanie i pocznie zastawiać straszne
zasadzki na wierne sługi i na prawdziwe dzieci Maryi, które o wiele trudniej pokonać mu
niż innych.
3. Walka ostateczna między Maryją
a szatanem
Do tych właśnie ostatnich i okrutnych prześladowań
szatana, które wzmagać się będą z dnia na dzień aż do przyjścia Antychrysta,
odnosi się głównie owa pierwsza i sławna przepowiednia i owo przekleństwo, które
Bóg rzucił na węża w raju ziemskim.
Warto je tu wytłumaczyć na chwałę Najświętszej
Dziewicy, dla zbawienia Jej dzieci i zawstydzenia szatana.
Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a Niewiastę,
pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo Jej. Ona (9) zmiażdży ci głowę, a ty
czyhać będziesz na Jej piętę (Rdz 3,15 Wlg).
Tylko jeden raz położył Bóg nieprzyjaźń, ale
nieprzyjaźń nieprzejednaną, która trwać będzie do końca świata i wzmagać się
nieustannie: to nieprzyjaźń między Maryją, czcigodną Matką Bożą, a szatanem,
między dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i wspólnikami Lucyfera.
Maryja, Najświętsza Matka Boża, jest największą nieprzyjaciółką, jaką Bóg
przeciwstawił szatanowi. Już w raju ziemskim tchnął Bóg w Nią, choć wtedy istniała
tylko w myśli Bożej, tyle nienawiści do tego przeklętego nieprzyjaciela Bożego, dał
Jej tyle zręczności do ujawnienia złośliwości tego piekielnego węża, tyle siły do
zwyciężenia, zdeptania i zmiażdżenia tego pysznego bezbożnika, że on nie tylko lęka
się Jej więcej niż wszystkich aniołów i ludzi, ale poniekąd więcej niż samego
Boga. Nie znaczy to, jakoby gniew, nienawiść i potęga u Boga nie były nieskończenie
większe niż u Najświętszej Maryi Panny, gdyż doskonałości Maryi są przecież
ograniczone. Raczej tłumaczy się to tym, że po pierwsze: szatan w swojej pysze cierpi
nieskończenie więcej, że zwycięża go i karze nikła, pokorna służebnica Pańska,
której pokora upokarza go bardziej niż potęga Boża, po drugie: Bóg dał Maryi tak
wielką władzę nad szatanami, że jak często sami zmuszeni byli wyznać przez usta
opętanych, więcej boją się jednego Jej westchnienia za jakąś duszą niż modlitw
wszystkich świętych; więcej boją się jednej Jej groźby niż wszelkich innych mąk.
Co Lucyfer stracił przez pychę, Maryja odzyskała przez
pokorę. Co Ewa zgubiła i zaprzepaściła przez nieposłuszeństwo, Maryja uratowała
przez posłuszeństwo. Słuchając węża, Ewa zatraciła siebie wraz ze wszystkimi swymi
dziećmi i wydała je w ręce szatana. Maryja przez swoją doskonałą wierność Bogu
ocaliła siebie i wszystkie swoje dzieci, i poświęciła je Majestatowi Bożemu (św.
Ireneusz).
Bóg położył nie tylko nieprzyjaźń, lecz
nieprzyjaźnie, bo nie tylko pomiędzy Maryją i szatanem, ale i pomiędzy potomstwem
Najświętszej Dziewicy a potomstwem szatana. Znaczy to, że Bóg położył
nieprzyjaźń, odrazę i skrytą nienawiść między prawdziwymi dziećmi i sługami
Najświętszej Dziewicy a dziećmi i niewolnikami szatana. Nie kochają się oni wzajemnie
i żadnej nie ma między nimi wewnętrznej łączności. Dzieci Beliala (10),
niewolnicy szatana, miłośnicy świata - bo to na jedno wychodzi - prześladowali dotąd
i w przyszłości prześladować będą bardziej niż kiedykolwiek wszystkich, co należą
do Najświętszej Dziewicy, jak niegdyś Kain prześladował brata swego Abla, a Ezaw
brata swego Jakuba. Wyobrażają oni potępionych względnie wybranych. Jednakże pokorna
Maryja zawsze odnosić będzie nad pysznym szatanem zwycięstwa i tak świetne triumfy,
że zetrze jego głowę, siedlisko pychy. Po wszystkie czasy Maryja odsłoni jego
wężową złośliwość, odkryje piekielne jego zamysły, unicestwi jego diabelskie
zamiary, a osłaniać będzie do końca wieków swe wierne sługi przed jego okrutnymi
pazurami.
Ale moc Maryi nad wszystkimi szatanami zabłyśnie przede
wszystkim w czasach ostatecznych, kiedy to szatan czyhać będzie na Jej piętę, to
znaczy na wierne Jej dzieci i pokorne Jej sługi, które Ona do walki z nim wzbudzi. W
oczach świata będą oni mali i biedni, poniżeni, prześladowani i uciskani, podobnie
jak pięta w porównaniu do reszty członków ciała. Lecz w zamian za to będą bogaci w
łaski Boże, których im Maryja obficie udzieli; będą wielcy i możni przed Bogiem; w
świętości zostaną wyniesieni ponad wszelkie stworzenie przez swą gorącą
żarliwość, a Bóg tak potężnie podtrzymywać ich będzie swoją mocą, że wraz z
Maryją głęboką swą pokorą miażdżyć będą głowę diabła i staną się sprawcami
triumfu Jezusa Chrystusa.
Wreszcie Bóg pragnie, by Jego Najświętsza Matka była
obecnie więcej znana, bardziej kochana i bardziej czczona niż kiedykolwiek. Nastąpi to
niewątpliwie, jeśli wybrani rozpoczną za łaską Ducha Świętego tę wewnętrzną i
doskonałą praktykę; którą im zaraz przedstawię. Wtedy ujrzą, o ile wiara na to
pozwala, tę piękną Gwiazdę Morza, by pod Jej kierunkiem mimo burz i rozbojów morskich
dopłynąć szczęśliwie do portu. Wtedy poznają wspaniałość tej Królowej i
poświęcą się całkowicie Jej służbie jako poddani i niewolnicy z miłości.
Doświadczą Jej słodyczy i pieszczot matczynych i kochać Ją będą czule jako ukochane
dzieci. Poznają miłosierdzie, którego Maryja jest pełna; poznają, jak bardzo
potrzebują Jej pomocy i będą uciekać się do Niej we wszystkim, jako do swojej
ukochanej Orędowniczki i Pośredniczki u Jezusa Chrystusa. Zrozumieją, że Maryja jest
najpewniejszym, najkrótszym i najdoskonalszym środkiem, by dojść do Jezusa Chrystusa,
i oddadzą się Jej z duszą i ciałem, niepodzielnie i bez zastrzeżeń, by zupełnie i
niepodzielnie należeć do Jezusa Chrystusa.
4. Apostołowie czasów ostatecznych
Lecz kimże będą owi słudzy, niewolnicy i dzieci Maryi?
Będą to kapłani Pańscy, co jak ogień gorejący będą rozpalać wszędzie żar
miłości Bożej.
Będą jako strzały w ręku mocarnej Maryi (zob. Ps 127,4),
by przebić Jej nieprzyjaciół. Będą jako synowie pokolenia Lewi, którzy dobrze
oczyszczeni ogniem wielkich utrapień, a ściśle zjednoczeni z Bogiem, będą nosić
złoto miłości w sercu, kadzidło modlitwy w duszy i mirrę umartwienia w ciele.
Dla biednych i maluczkich będą oni wszędzie dobrą wonią
Chrystusową; dla „wielkich" zaś tego świata, dla bogaczy i pysznych, będą
wonią śmierci (por. 2 Kor 2,14-16).
Będą jak chmury gromonośne, które za najmniejszym
powiewem Ducha Świętego polecą w dal, by rozsiewać słowo Boże i nieść życie
wieczne, nie przywiązując się do niczego, nie dziwiąc się niczemu, nie smucąc się
niczym. Grzmieć będą przeciw grzechowi, huczeć przeciwko światu, uderzą na diabła i
jego wspólników i przeszyją obosiecznym mieczem słowa Bożego (Ef 6,17) na życie lub
śmierć wszystkich, do których Najwyższy ich pośle.
Będą to prawdziwi apostołowie czasów ostatecznych,
którym Pan Zastępów da słowo, moc działania cudów i odnoszenia świetnych zwycięstw
nad Jego nieprzyjaciółmi.
Będą spoczywać bez złota i srebra, a co ważniejsze, bez
troski „pośród innych kapłanów i duchownych" - „inter medios cleros", a
jednak będą mieli srebrzące się skrzydła gołębicy (Ps 68,14), by z czystą
intencją chwały Bożej i zbawienia dusz udawać się wszędzie, dokąd Duch Święty
zawoła. A wszędzie, gdzie głosić będą słowo Boże, pozostawią po sobie tylko
złoto miłości, będącej doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13,10).
Wiemy wreszcie, że będą to prawdziwi uczniowie Jezusa
Chrystusa, idący śladami Jego ubóstwa, pokory, wzgardy dla świata, miłości
bliźniego. Będą nauczali jak iść wąską drogą do Boga w świetle czystej prawdy,
tj. według Ewangelii, a nie według zasad świata, bez względu na osobę, nie
oszczędzając nikogo, bez obawy przed kimkolwiek ze śmiertelnych, choćby
najpotężniejszym. W ustach będą mieli obosieczny miecz słowa Bożego (Hbr 4,12; Ef
6,17); na ramionach nieść będą zakrwawiony proporzec Krzyża, w prawej ręce
krucyfiks, różaniec w lewej, święte imiona Jezusa i Maryi na sercu, a skromność i
umartwienie Jezusa Chrystusa zajaśnieje w całym ich postępowaniu.
Takimi oto będą owi wielcy mężowie, którzy się
pojawią, a których Maryja ukształtuje i wyposaży na rozkaz Najwyższego, by Królestwo
Jego rozprzestrzeniali nad krainą bezbożnych, bałwochwalców i mahometan. Kiedy i jak
to się stanie?... Jedynemu Bogu to jest wiadome. My zaś milczmy, módlmy się, prośmy,
wyczekujmy: Czekając oczekiwałem Pana (Ps 39/40/, 2 Wlg).
Wykorzystano przekład "Traktatu..." H. Bronsfordowej (Wydawnictwo
"Maryja" przy Fundacji "Nasza Przyszłość" Toruń 1996)
Przypisy:
1) Dziś – Montfort-sur-Meu.
2) Z rodziny tej wyszło 3 kapłanów i 2 siostry zakonne. (Inne źródła podają, że 2
kapłanów i 6 sióstr zakonnych - przyp. tłum.)
3) Podobnie jak reformy wprowadzone przez Sobór Watykański II zostaną w pełni
przyjęte i zrealizowane dopiero w XXI w.
4) Rękopis drogocennej książeczki odnaleziono dopiero w r. 1842. Odniosła cudowny i
trwający do dziś sukces w całym chrześcijańskim świecie.
5) Miara, która wynosiła 3,898 km.
6) Szczegóły tej sprawy poznano dopiero w r. 1936, gdy proboszcz z Nantes, ks. Bourdeaux
przeprowadzał dochodzenie, korzystając z archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Znalazł dokumentację dotyczącą Kalwarii.
7) Na zachodzie sędzia był królewskim przedstawicielem sprawiedliwości.
8) Kalwaria w Pontchâteau stała się z czasem przeogromnym dziełem: 30 pomników,
groty, freski, mieszczą się w parku (15 ha). Prawdziwa żywa katecheza. Przyjmują tam
pielgrzymów księża montfortianie.
9) Ludwik posługuje się tekstem Wulgaty. W oryg. hebrajskim w tym miejscu jest
„ono".
10) Belial - w ST synonim nieprawości, szatan; w NT w brzmieniu Beliar - przeciwnik
Chrystusa, Antychryst przypis za Biblią Tysiąclecia.
[powrót do wykazu BIOGRAFII] [powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości]
[ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia
on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i
święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe
Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła
Katolickiego] [ciekawe linki religijne w
różnych językach] [przeszukiwanie witryny
"Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]