

René Lejeune
Pontyfikat Jana
Pawła II:
jeden z najdłuższych i najowocniejszych
16
października 1997 roku weszliśmy w 20 rok pontyfikatu Jana Pawła II.* To dobra okazja,
żeby dokonać bilansu.
Potrzebował swego świętego Jana Chrzciciela: papieża o
łagodnym uśmiechu, Papieża 33 dni. Przypominam sobie straszne ogłoszenie o jego
śmierci. Byłem z misją na Malcie. Mieszkałem w hotelu nad zatoką. Rano, o świcie,
włączyłem radio: „The pape John Paul I has passed away during the night!"
Papież Jan Paweł I umarł dzisiejszej nocy. Płakałem jak dziecko, tak bardzo zdobył
sobie serca ten mąż o nadzwyczajnej delikatności, który umiał rozmawiać z dziećmi
równie dobrze jak z uczonymi.
Jego przeznaczeniem było przebywanie przy Bogu, a nie przy
ludziach, jego braciach. Jedynie Bóg wie, co mógł przynieść Kościołowi swą
słodyczą, uśmiechem, pokorą. W każdym razie przynosi nam to teraz swoim
wstawiennictwem u Pana.
Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte przyniosły
zawieruchę pustoszącą Kościół – Oblubienicę Chrystusa. Trzeba mu było człowieka
solidnego jak skała, aby utrzymać ster i go wyprostować. Tym człowiekiem był
kardynał Wojtyła. Ten polski kapłan – bogaty wiedzą filozoficzną i teologiczną
rozległą i głęboką – miał przynieść Kościołowi prócz niej bardzo cenną
wiedzę, nabytą przez bezpośredni kontakt z dwoma ideologiami, które spustoszyły nasze
stulecie. W młodości poznał pierwszą: faszyzm, w wieku zaś dojrzałym, doświadczył
i stawił czoła drugiej: komunizmowi. On będzie w sposób niezaprzeczalny jedną z
przyczyn upadku tego szatańskiego bożka czasów współczesnych.
Tak, Włoch o cudownym uśmiechu, Jan Paweł I, jak gwiazda,
która przebiegła niebo, przygotował drogę dla Papieża przybyłego ze wschodu.
Sądzę, że bez pontyfikatu liczonego w dniach – a dni tyle, ile lat życia Chrystusa
– ostatniego z długiej serii papieży - Włochów, wybór Papieża-Polaka byłby nie do
pomyślenia. Ciąg papieży tej samej narodowości wcale nie dawał świadectwa o
uniwersalizmie Kościoła. Dziś, w miarę upływu lat wierni Kościoła katolickiego
zdają sobie coraz lepiej sprawę z tego, że Karol Wojtyła jest człowiekiem, którego
potrzebowała nasza epoka napięć i przyspieszeń, wyzwań i prowokacji. Epoka, w której
niepodzielnie królują media. On zaś stał się mistrzem także w tej dziedzinie...
MOCNY DUCH
Ze swą intelektualną formacją i duchową koncentracją
Jan Paweł II osadzony jest w tym stuleciu jak skała w pejzażu. Stanowi on całkowite
przeciwieństwo pochlebców, którzy przyciągają dziś społeczeństwo, oraz myśli,
którymi za wszelką cenę karmi się dzisiejszego człowieka manipulowanego przez
własną niewiedzę.
Najpierw: formacja filozoficzna. Papież przeszedł szkołę
mocną i najwyższej jasności, jaką jest myśl tomistyczna. Święty Tomasz z Akwinu
nadal uczy sztuki dobrego myślenia, wprowadzając w metodę ścisłego rozumowania. To
myśl szanująca myśl przeciwnika, ciążąca ku dialektyce szczerej i przejrzystej,
która przeciwstawia jej swoją własną myśl, aby ją umocnić. Cały czas będąc
prowadzonym przez Gwiazdę Pasterza, którą jest teologia, wiecznego i niezmiennego
Logos. Filozofia, którą karmił się duch Karola Wojtyły jest „służebnicą
teologii", a nie zabawką zmieniającą się w zależności od mody, od prądu
wytworzonego przez ludzkiego ducha, podążająca za wiatrem dominującym w danej chwili
jak chorągiewka na dachu. Wada tak często demaskowana przez św. Pawła.
Następnie – jest u niego wiedza teologiczna szeroka i
pewna. Teologia niezmienna Jana Pawła II jest zbudowana na mocnej podstawie wiary
określonej i przekazanej przez apostołów, którzy zaczerpnęli ją z Serca Jezusa
Chrystusa. Wiele wydziałów teologii katolickiej oddala się dziś od niej pod wpływem
metod wymyślonych przez nauki ludzkie, spragnione nowości.
To wcale nie oznacza, że autentyczna teologia katolicka
powinna wypowiadać przez pokolenia te same pojęcia i określenia, to bowiem by
oznaczało zmianę uczelni teologicznych w szkoły papug. To znaczyłoby zaprzeczyć
cennym doniesieniom, jakie przynosi wiedzy doskonalenie egzegezy, odkrycia archeologiczne
lub postęp nauki w takiej dziedzinie jak lingwistyka. To oznaczałoby przede wszystkim
zaprzeczyć działaniu Ducha Świętego, który daje ludziom przez wieki wciąż nowe
światła o starych prawdach odlanych w brązie przez Słowo Boże. Ksiądz Wojtyła,
któremu powierzono w roku 1953 nauczanie teologii na uniwersytecie w Lublinie, z biegiem
lat zdał sobie sprawę z konieczności przemian w nauczaniu Kościoła i również z
nakazu stworzenia odnowionego klimatu: słuchania. Reżim komunistyczny skupiony jedynie
na swej ideologii, do której zraziła się większość polskiego społeczeństwa,
pomógł mu – przez kontrast – w tej przemianie, jaką określił Jan XXIII, w kilka
lat później, słynnym słowem, jakim było aggiornamento (dostosowanie do dnia
dzisiejszego). Nie polega ono na wywróceniu wiary, lecz na odkurzeniu wiecznego diamentu
wiary, włożeniu go równocześnie w nową oprawę, aby był w harmonii z otoczeniem
kulturowym. Wiara działająca jest wiarą dobrze zakorzenioną w kulturze.
Nieszczęśliwe doświadczenie wiary kultury łacińskiej w XVII wieku sztucznie
umiejscowionej w tysiącletniej kulturze Chin spowodowało katastrofalną stratę imperium
środka świata na wiele wieków. Imperator Chin gotów był przyjąć Dobrą Nowinę
Jezusa Chrystusa, lecz przyobleczoną w szaty i tradycje chińskie, jakie przyniósł mu
genialny ojciec Ricci, jezuita. Ksiądz Wojtyła widział jasno, że w nowej epoce, trzeba
było nowych szat dla okrycia niezmiennego i nieskończenie cennego diamentu wiary,
świętej doktryny odziedziczonej po pierwszym kręgu chrześcijan, zgromadzonych wokół
Chrystusa, w których sercach Duch Święty złożył z całą wszechmocą ziarna wiary.
KARMIĆ WIARĘ
Wiedza nie wystarcza, trzeba ją jeszcze karmić. Jedyne
źródło pokarmu: modlitwa. Jan Paweł II jest człowiekiem modlitwy. Każdego dnia
zatraca się na długie godziny w medytacji Słowa Bożego, w kontemplacji. Na modlitwie
Bóg przemawia do duszy. Przedwieczny nie mówi w burzy, lecz w delikatnej bryzie, w
milczeniu. Mówi chętniej w zachwycającej wizji dostojeństwa gór niż na przestronnych
i ponurych równinach. W tym być może znajduje się tajemnica miłości Papieża do
samotności gór. Jako młody kapłan pociągał za sobą swych studentów na wędrówki,
które – bardziej niż okazją do sprawdzenia siebie – były szansą znalezienia się
twarzą w twarz z Boskim majestatem. Ks. Maliński, przyjaciel Papieża z czasów
młodości opowiada w książce „Mój przyjaciel Karol Wojtyła", że to, co go
uderzało w wędrówkach, jakie przedsiębrał wraz z młodym profesorem teologii w
towarzystwie studentów, to była modlitwa:
„Mieliśmy się wspiąć na pierwszy szczyt - pisze.
Pogoda była wspaniała, jesień mieniła się cudownymi kolorami. To rozmawialiśmy, to
pogrążaliśmy się w milczeniu. I nagle wszyscy znaleźliśmy się na kolanach w
wysokiej trawie, modląc się. Przy księdzu Karolu obecność Boga była wyczuwalna.
Każdego dnia odmawialiśmy różaniec, śpiewaliśmy pieśni, wszyscy uczestniczyliśmy
we Mszy św. odprawianej przez Karola. Te Msze polowe odbywały się to w pobliżu
namiotów, to w domu wieśniaka, to na odwróconej do góry dnem łodzi."
Widzimy, że ksiądz Karol był z natury pasterzem dusz.
Pozostał nim również jako najwyższy pasterz Kościoła. Jak był nim dla grupy
młodych, tak jest nim w odniesieniu do niezmierzonych tłumów jako Papież, którym się
stał. Młodzi otaczali go w Lublinie i w Krakowie. Teraz czynią to nadal setkami i
tysiącami w Manilii, Denver, w Paryżu. Zjawisko takie świadczy dziś w Kościele o
niematerialnym promieniowaniu świętości. Świat potrzebuje świadków takich jak
proboszcz z Ars, mała karmelitanka z Lisieux, Padre Pio, Mamma Rosa z San Damiano lub
Matka Teresa...
To czego młodzi szukają przy Janie Pawle II to mocne
słowo, niewzruszone, które wskazuje szczyty. Oni są znużeni schlebianiem, poddawaniem
się najniższym instynktom, złudom publicystycznym. Czyż Jan Paweł II nie jest wzorem
pasterza? Wzorem do naśladowania dla każdego biskupa, który chce być skuteczny w
oddziaływaniu, dla każdego kapłana zatroskanego o owoce swej ewangelizacji.
Frossard zapytał pewnego dnia Papieża, które słowa
najbardziej lubił z Ewangelii. Jan Paweł II odpowiedział mu bez wahania: „Prawda was
wyzwoli". Chrystus przyszedł wyzwolić człowieka, On, który jest Prawdą.
Instynktownie młodzi wyczuwają, że ten starszy człowiek mówi prawdę, niezmiennie tę
samą prawdę. Świat zaś szepcze nam do uszu ciepłym głosem stewardessy schlebiające
kłamstwa, przedstawiane jako prawda danej chwili. Ze stolicy, na której zasiada, oraz w
czasie licznych pielgrzymek wokół globu papież bez przerwy głośno i bez zmęczenia
obwieszcza te same prawdy, tę samą Prawdę, przez wspomnienie na bardzo poważne słowa
apostoła: „Biada mi, jeślibym nie głosił Ewangelii" (1 Kor 9,16). Tak, biada
Piotrowi, jeśliby nie ewangelizował społeczności, która powróciła do praktyk i
haseł pogańskich. Z tego powodu przemierzył 700 tysięcy kilometrów, czyli jakby 17
razy okrążył ziemię lub dwa razy odbył podróż na księżyc. Wygłosił 1500
przemówień. Który Papież w historii dokonał więcej?
„To są podróże wiary, w centrum których znajduje się
zawsze rozmyślanie nad Słowem Boga i głoszenie Go, wezwanie do Maryi, to okazje do
wędrownej katechezy" – mówił w wystąpieniu do Kurii 28 czerwca 1980.
Widzimy z tych słów, że Papież miał taki plan od
początku swego pontyfikatu. Pragnął pomnożyć te podróże miłości, pokoju i
powszechnego braterstwa.
BEZ WZGLĘDU NA OFIARY...
Podróże prowadzą go od Francji po Brazylię, od Maroka po
Japonię, do Indii i do Korei, a nawet na Kubę, do Fidela Castro. On jest rzecznikiem
nowego i wiecznego Przymierza. Podejmuje dialog nie tylko z katolikami i braćmi
chrześcijanami odłączonymi czy nawet ze „starszymi braćmi" w wierze, jakimi są
żydzi, lecz jeszcze ze wszystkimi braćmi - ludźmi wszelkich religii, dostrzegając
wartości duchowe buddyzmu lub żarliwość islamu. „Kościół Jezusa Chrystusa odczuwa
głęboką potrzebę nawiązania kontaktu ze wszystkimi religiami" (21 lutego 1981, w
Japonii). „Pragniemy wzmocnienia duchowych podstaw, na których musi oprzeć się
społeczność ludzka" – ogłosił w Urbi et Orbi 18 października 1978. „Jako
pasterzy ludu wierzących nasza posługa przynagla nas do strzeżenia, obrony i głoszenia
prawdy bez względu na ofiary" – powiedział w Puebla, 28 stycznia 1979.
Ofiara, która omal nie kosztowała go życia, to była ta z
13 maja 1981, na Placu św. Piotra, zaledwie w dwa i pół roku po wyborze na urząd
Najwyższego Pasterza. Miał on zresztą przeczucie ryzyka, na jakie był narażony, kiedy
głosił na wsze strony nagą prawdę: „Nie jeden raz zapytujemy się z drżeniem, czy
nienawiść nie pokona miłości, wojna – pokoju, zniszczenie – budowania" –
mówił 30 maja 1980 r. na placu przed bazyliką Notre-Dame w Paryżu. Na rok przed
zamachem, zachęcił gwardię szwajcarską po złożeniu przysięgi, do modlitwy o to, by
„Bóg oddalił przemoc i fanatyzm od murów Watykanu".
13 maja ręka Mehmeta Ali Agcy, uzbrojona z powodu
fanatyzmu, oddała strzały do Jana Pawła II, wobec 40 tys. pielgrzymów zgromadzonych na
Placu św. Piotra. To kiedy błogosławił tłum, po ojcowsku, rozległa się nagle seria
wystrzałów i człowiek w bieli osunął się do białego jeepa, a wystraszone gołąbki
poderwały się do lotu trzepocząc skrzydłami. Chwila zamętu, wstrzymany oddech, potem
zgiełk rozpaczy i szloch wypełniły plac, na którym bije serce świata...
W kilka minut później Jan Paweł II został oddany rękom
chirurgów, po spowiedzi i przyjęciu sakramentu chorych... „Zostań z nami, Karolu
Wojtyło, bo noc już zapada!" – głosił Il Giorno, nazajutrz...
W cztery dni później heroiczne przesłanie, godne
Chrystusa na krzyżu: „Modlę się za brata, który mnie uderzył. Szczerze mu
wybaczyłem." I kończy to przesłanie słowami: „Tobie, Maryjo, powtarzam, Totus
tuus ego sum" – Jestem cały Twój, Maryjo! 13 maja data uprzywilejowana
Najświętszej Panny. Któż by wątpił, że 13 maja 1981 roku papieża najbardziej
maryjnego w historii ocaliła Maryja? Powtórzenie w tych bolesnych okolicznościach
dewizy pontyfikatu to znak poddania się Maryi i znak Jej błogosławieństwa.
Kto uzbroił rękę Ali Agcy? KGB za pośrednictwem tajnych
służb bułgarskich? Fanatyzm samotnika skazanego w Turcji na śmierć za zabicie 1
lutego 1979 dyrektora dziennika „Milliyet"? Poryw psychopaty? Bez wątpienia już
nigdy się tego nie dowiemy. „Czuję się zobowiązany do zabicia papieża dla
zaprotestowania wobec milczenia świata w obliczu śmierci tysięcy niewinnych ludzi
zabitych przez imperialistycznych morderców amerykańskich i sowieckich w różnych
krajach globu, od Afganistanu po Salwador" – takie wyznanie wiary znaleziono na
kartce papieru w kieszeni Ali Agcy po jego aresztowaniu, które omal nie zakończyło się
zlinczowaniem przez tłum.
W rok później Ojciec Święty wszedł do celi Ali Agcy, w
centrum karnym w Rebbibii. Film z tego niezwykłego spotkania przekazał obraz
wstrząśniętego skazańca, na którego twarzy widać było niewyrażalną światłość.
Przebaczenie wywołuje cuda. Cała tajemnica wiary chrześcijańskiej odbija się w tym
cudownym twarzą w twarz...
STERNIK O PEWNEJ RĘCE
Czyż wielkim wydarzeniem tego pontyfikatu nie jest ujęcie
w rękę doktryny Kościoła powszechnego wraz z jego prądami, sprzeciwami, siłami
odśrodkowymi?
Fałszywi prorocy mnożą się. To Küng, Pohier,
Schillebecks, Curan, Mc Neill, Legrain i inni. Jan Paweł II ucisza jeden za drugim te
głosy niezgodne, potwierdzając swą władzę. On otrzymał klucze Królestwa, on
korzysta z nakazu Chrystusa, by umacniał braci w wierze: on, Papież, a nie teolog,
który zabłąkał się w swym dociekaniu. Media oczywiście radują się z tego całą
duszą! Głoszą „postępowanie oraz zasady tajne i inkwizytorskie" Papieża,
który przeszkadza mediom właśnie poprzez wpływ, jaki wywiera na ludzi. Uczelnie,
teolodzy, pisma katolickie „wolne i niezależne" prześcigają się w atakach na
„oligarchiczną władzę z przeszłości". Niewzruszony Jan Paweł II pozwala im
ujadać. On podąża naprzód swoją drogą. Zmęczone środki masowe przekazu zajmują
się w końcu innymi sprawami. Kto jeszcze mówi dziś o tych fałszywych prorokach o
ariańskim duchu? Osobisty charyzmat Jana Pawła II odrzuca w cień, z którego nigdy nie
powinni wychodzić, błyskotliwych intelektualistów bardziej łakomych pierwszych miejsc
na scenie mediów niż surowej wierności niezmiennej doktrynie.
W dwudziestym roku tego pontyfikatu zdecydowanego i
świetlistego pontyfikatu Kościół jest raczej uspokojony, bardziej zjednoczony wokół
Piotra, a przede wszystkim wzbogacony o natchnione, wspaniałe teksty od encykliki
„Redemptor hominis" (1979) przez „Dominus et vivificantem" (1986) po
„Veritatis splendor" (1993) i niezliczone pouczenia o charakterze homilii i
katechez. Napomnienia dla młodych, dla świeckich o ich misji w świecie i w łonie
Kościoła, zwarte teksty o godności człowieka i jego autentycznej wolności, o
działaniu społecznym Kościoła, o rodzinie, chorych, duchownych, sakramentach,
ekumenizmie, uczelniach katolickich, powołaniach, o Dziewicy Maryi. Trzeba by wielu
stron, aby je wszystkie wymienić! Jest w jego pontyfikacie bogactwo, z którego przez
pokolenia będzie można czerpać. Bibliografia tych tekstów jak i dzieł o życiu tego
papieża zajmuje ponad sto stron!
Wszystkie jego wysiłki niestety nie osiągają tak szybkich
rezultatów, jakich Jan Paweł II by pragnął. Odnosi się to m. in. do ekumenizmu. Czy
rok 2000 będzie świętowany w już pozszywanej tunice, czy jeszcze w świętej tunice
wciąż rozdartej, między innymi z powodu braci prawosławnych, od których tak niewiele
nas dzieli? Czy upłynie jeszcze wiele czasu, nim Europa Benedykta, Cyryla i Metodego,
będzie Europą dwóch płuc oddychających razem? Wiele ran pozostaje jeszcze żywych.
Proroczy gest wykonał Papież Paweł VI, który ucałował stopy patriarchy
Konstantynopola Atenagorasa. Gest ten jednak wcale nie został zauważony przez świat
prawosławny. Świat ten niezbyt jest jeszcze skłonny do przebaczenia, którego znakiem
był gest Pawła VI. Będzie go musiało powtórzyć wielu innych, ażeby wyrwać
(szczególnie naród grecki) ze sloganów powtarzanych z pokolenia na pokolenie...
W roku 2000, jeśli Bóg obdarzy go życiem, Jan Paweł II
będzie miał 80 lat. W roku 1900 Leon XIII miał lat 90!
Następstwa zamachu w roku 1981 oraz wstrząsający rytm
życia i pracy, jaki Karol Wojtyła przyjął w czasie 20 lat pontyfikatu, wycieńczające
podróże, następujące jedna po drugiej, wszystko to znacznie osłabiło jego organizm,
który w roku 1978 miał twardość skały. Coraz bardziej znać na tym Papieżu
cierpienie. Jakakolwiek jednak będzie przyszłość, dziedzictwo tego człowieka
pozostawiane Kościołowi jest ogromne. Wystarczy go by natchnąć całe pokolenia
chrześcijan.
Kościół będzie coraz piękniejszy i silniejszy na
fundamentach położonych przez tego człowieka, którego Opatrzność postawiła w
Kościele w czasie wielkich niebezpieczeństw i w epoce głębokiego kryzysu.
Jan Paweł II jest sługą dobrym Kościoła Jezusa
Chrystusa, skałą w każdym doświadczeniu, na jakiej Pan wzniósł zgromadzenie
wiernych. To Papież końca tysiąclecia i – miejmy nadzieję – świtu przychodzącego
tysiąclecia. Kościół dzięki niemu jest mocny i scalony łaską Pana i cnotą tego
męża wielkiej wiary, potężnego, który potrafił autorytet moralny papiestwa wynieść
na poziom niespotykany od średniowiecza.
Oto jeszcze jeden przykład:
1 grudnia 1989 roku opancerzony Ził przekroczył białą
linię oznaczającą granicę pomiędzy Włochami a 40-hektarowym najmniejszym państwem
świata. We wnętrzu samochodu: sekretarz generalny Komunistycznej Partii ZSRR ze swą
małżonką: Michaił Gorbaczow. Ził stanął na dziedzińcu św. Damazego. 30 osób z
gwardii szwajcarskiej oddaje honory halabardami. Biskup Monduzzi, prefekt domu papieskiego
przyjmuje wybitnych i niezwykłych gości. Jan Paweł II okazuje szczególny szacunek:
przyjmuje Gorbaczowa w wielkiej sali tronowej zamiast w swej prywatnej bibliotece.
Michaił Gorbaczow jest wzruszony nawet bardziej niż Raisa, jego małżonka, ubrana w
żywą czerwień, wbrew obowiązującym zasadom... Jan Paweł II zwraca się do przywódcy
ZSRR po rosyjsku. Od miesiąca brał intensywne lekcje języka rosyjskiego. Dwaj
mężczyźni spotykają się sami. Rozmawiają przez 80 minut. Po wyjściu z ich
otoczonego tajemnicą spotkania w cztery oczy: konferencja prasowa. Sceny te zobaczy
miliard telewidzów. „Przeżywamy właśnie znak czasów bogaty w obietnice na
przyszłość" – mówi rozpromieniony Papież. Ze swej strony Michaił Gorbaczow
wygłasza pochwałę: „Właśnie doszło do naprawdę wspaniałego wydarzenia".
Potem zwierzy się kardynałowi Nowego Jorku: „Więcej dowiedziałem się w ciągu tej
godziny z Papieżem niż w czasie 10 lat studiowania marksizmu".
Z pewnością po raz pierwszy Michaił Gorbaczow znalazł
się w obecności istoty całkowicie wolnej i oddanej Duchowi Świętemu.
Wolność i zdanie się na Ducha Świętego: właśnie te
słowa podsumowują 20 lat pontyfikatu już dziś stanowiące kamień milowy w historii
2000 lat istnienia Kościoła.
R. Lejeune
Artykuł pochodzi ze Stella Maris, 12/1997, nr 332, str. 12-14. Przekład: E. B. za zgodą Wyd. du Parvis; w: „Vox Domini" nr 1-2/98, str. 23
[powrót do wykazu BIOGRAFII] [powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości]
[ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia
on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i
święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe
Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła
Katolickiego] [ciekawe linki religijne w
różnych językach] [przeszukiwanie witryny
"Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]