Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Rozważania Różańcowe

–   ROZWAŻANIA RÓŻAŃCOWE I O MARYI   –

12. ZNAK ŚWIATŁOŚCI

Napisane 28 listopada 1943. A, 1061-1078

Mówi Jezus:

«Charakterystycznym znakiem Mojego narodzenia się na świecie była światłość. Wiele razy jakieś wydarzenia wiążą się ze zjawiskami, które nazywacie przypadkowymi zbieżnościami i tak je tłumaczycie. Tymczasem są to zapowiedzi, wezwania Boże, dla przyciągnięcia waszej uwagi ku pewnemu faktowi ważnemu dla jakiegoś okresu w dziejach świata lub dla życia jednostki. Wy zaś kierujecie uwagę na tysiące bardziej lub mniej potrzebnych rzeczy.

Ja byłem „Światłem”. Dlatego światło Mnie poprzedzało, otaczało, zapowiadało, prowadziło Mnie i doprowadzało do Mnie czystych sercem. Wydawało się – jak ci powiedziałem – że światłość emanowała z Maryi, gdy na osiołku, ubogim środku podróżowania ludzi biednych, podążała w skupieniu drogami Palestyny. Mówiłem ci innym razem, że ten, kto ma w sobie Boga, wydziela jakby fale światła i zapachu, nie tylko duchowo. Wewnętrzny Skarb staje się widoczny dla innych istot. Wylewa się z noszącej Go żywej szkatuły. Gdy tak jest, mówicie: „Ten ma w sobie coś szczególnego. Co za oblicze! Jaka postawa! To święty!”

Maryja była Cała Święta i nosiła Świętego świętych. Dlatego posiadała doskonałość ludzkiej świętości już tak zbliżoną do Boga, że była niemal równa świętości Jej Boga. Posiadała Doskonałość Boga, który się oblekł ciałem, prosząc, by Go karmiła Swą dziewiczą krwią, by Go uformowała, by Mu była schronieniem na dziewięć miesięcy Jego kształtowania się jako człowieka.

Bóg karmił się Maryją. Bóg-Człowiek ukształtował się dzięki Maryi. Od Mojej najsłodszej Matki przejąłem cechy fizyczne i moralne: słodycz, łagodność, cierpliwość. Ojciec dał Mi Doskonałość, ale Ja chciałem przyjąć od Błogosławionej, która była Moim czystym gniazdem, szatę fizyczną i najcenniejszą szatę moralną charakteru.

Maryja była najświętsza ze wszystkich stworzeń, jakie posiadała ziemia. Dlatego wydzielała świętość – nie jak zamknięte naczynie, z którego przenikają cząsteczki zapachu, lecz jak rozpalona gwiazda, wydzielająca wonie i promienie nadprzyrodzonej mocy.

Chrzciciel poruszył się w łonie swej matki, otrzymując falę Łaski, która promieniowała z Maryi. Przez to został uświęcony. Ta emanacja była tak mocna, że pokonała barierę ciała, za którą kształtował się owoc Zachariasza i Elżbiety, żeby być Moim ewangelizatorem. Ewangelia znaczy „Dobra Nowina”. Jan przekazał ludziom „Dobrą Nowinę” o Mojej obecności wśród ludzi. Nie popełniam więc błędu, gdy go nazywam „Moim ewangelizatorem”. To wyjaśnienie jest dla lubujących się w podważaniu słów.

Także w tych, którzy bezpośrednio podchodzili do Maryi, były widoczne skutki tego spotkania. Pozostawiała bowiem za Sobą smugę oddziaływującej świętości. Ci, których serca nie odpychały Łaski, podchodzili do Niej, otrzymując zaczątek przeznaczonej im świętości. Gdy już człowiek wszystko pozna, wtedy zobaczycie, że pomiędzy pierwszymi idącymi za Synem Maryi, było wielu takich, którzy mieli z Nią przypadkowe spotkania. Zostali obmyci i przeniknięci Łaską, która z Niej się wylewała. Poznacie wtedy liczne cuda, dokonane przez Całą Piękną i Pełną Łaski.

Maryja nawraca teraz najtwardsze serca i ratuje najbardziej zaciętych grzeszników. To Gwiazda, która ponownie wzniosła się do Nieba. Jednak czas Jej mocy nie zaczął się w dniu Wniebowzięcia, kiedy się uniosła, żeby na nowo spocząć na Moim Sercu. Uczyniła dla Mnie piękniejszym Raj, dopełniła go, gdyż odtąd jest w nim Mama, którą nieskończenie kochałem i której wszystko zawdzięczam jako człowiek. Otrzymała moc w zamian za wszystko, co od Niej miałem. Uświęcanie ludzi za pośrednictwem Maryi zaczęło się od chwili, w której Duch uczynił Ją Matką, a Syn Boga przyjął ciało w Jej błogosławionym łonie.

Józef – sycąc się tą emanacją świętości Maryi – stał się niemal podobny do Pełnej łaski. Sprawiedliwy wylewał łzy szczęścia z powodu przepełniającej go radości, mistycznej radości kontemplującego, gdy pochylał się nad cudem objawienia się Boga. Adoracja i milczenie były cechami świętego Józefa... i pełen czci szacunek dla Błogosławionej, której był naturalnym opiekunem... i miłość...

Była to pierwsza czysta miłość małżonków – miłość, jaka powinna istnieć między ludźmi według zamiaru Stworzyciela: miłość bez zmysłowego żądła i bez błota przebiegłości, miłość naturalna i zarazem anielska. W duszy Adama i jego dzieci, zgodnie z zamysłem Stwórcy, miała przebywać anielska czystość ducha połączona z ludzką tkliwością. W miłości małżonków nie miało być robaka pożądliwości i miała ona wydawać dzieci w czystych łożach, tak jak kwiat rozwija się bez grzechu z noszącej go łodygi.

Być czystym nie oznacza rezygnowania ze związku małżeńskiego. Oznacza wypełnianie go z myślą o Bogu. On zaś z dwóch rozumnych istot zwierzęcych czyni dwóch małych stworzycieli. Małżonkowie mają uczynić z małżeństwa święte stwarzanie cieszące się kołyską, lecz nie splamione żądzą, tak samo jak Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę – nie dając im podstępnej myśli ani nie wkładając w ich źrenice cielesnego światła, które by ujawniło przed niewinnymi ciało.

Małżonek szlachetny i kochający w sposób święty, pragnie stać się podobnym do współmałżonka. Kto bowiem kocha, ten pragnie stać się podobnym do ukochanej istoty. Stąd związek małżeński dobrze rozumiany jest wzajemnym podnoszeniem się. Nie ma bowiem człowieka całkowicie przewrotnego. Aby więc wspinać się we wspólnych zawodach po schodach świętości, wystarczy coś poprawić u każdego, mając na względzie dobro drugiego. Ze świętością małżeńską i jednostkową jest jak z rośliną, która wypuszcza pędy coraz wyżej i pnie się, pnie się ku lazurowi Nieba. Dziś – jedna cnota. Jutro z tej cnoty wyrasta inna, coraz wyższa, a z ludzkich cnót wzajemnego podtrzymywania się [małżonkowie] wznoszą się na szczyty nadprzyrodzonego heroizmu.

Józef, święty i czysty małżonek Świętej i Czystej, uczył się dzień po dniu – jak dziecko od nauczycielki – upodabniania się do Boga. Ponieważ zaś w jego sprawiedliwym sercu nic nie stawiało barier Łasce, dlatego dzień po dniu stawał się coraz bardziej podobnym do swojej ukochanej Nauczycielki. Stawał się dzięki temu podobnym do Boga, którego najdoskonalszą kopią była Maryja.

W świętą noc światłość przebudziła Józefa, który modlił się z tak wielką siłą, że doszedł do otoczenia siebie mistyczną barierą, izolującą duszę od tego, co zewnętrzne. Wcześniej grotę z trudem oświetlało małe ognisko z suchych gałęzi, które już dogasało, gdyż go nie podsycano. Teraz rozlało się tu spokojne światło, które stopniowo powiększało się – niemal jak blask księżyca, który najpierw ukrywał się za zasłoną z obłoków, a potem wyłonił się z nich i zniżył się czysty, żeby posrebrzyć ziemię.

Maryja też była w światłości, na kolanach, oparta na piętach. Ja się bowiem rodziłem, gdy Ona się modliła. Maryja ze łzami i z uśmiechem całowała Moje dziecięce ciało. Niewiele było słów, nawet teraz. Tylko zwykłe: „Józefie!” i pokazanie mu Owocu Jej świętego łona.

Bóg najpierw odkupił rodzinę. W małżeństwie Maryi i Józefa Przedwieczny odbudował ją taką, jaką ją zamierzył. Dwoje kochających się święcie, w święty sposób, spotkało się w pochyleniu nad nowonarodzonym. W pocałunku, jakim się darzą nad tą kołyską, nie ma rozwiązłości, lecz wzajemna wdzięczność i obustronna obietnica kochania się miłością wzajemną, która wspomaga i pociesza.

Gdy weszli pierwsi pasterze, znaleźli dwoje Świętych, wciąż połączonych w miłości i adoracji. Józef, mężczyzna dojrzały, wyglądał jak ojciec Dziewicy i Dziecka, tak bardzo w jego postawie była widoczna wolna od zmysłowości czułość, którą – niestety – widać jedynie w oczach ojców.

I tak Światłość była już na ziemi. Z otwartych Niebios światłość zstępowała wraz z aniołami, gasząc swą rajską wspaniałością blask gwiazd w tę pogodną noc. Nie zauważyli jej jednak uczeni, bogaci, zajęci przyjemnościami. Światłość zbudziła tylko pokornych pracowników, którzy wykonywali swą pracę.

Praca zawsze jest święta, na czymkolwiek polega. Praca króla, który podpisuje zarządzenia nie jest większa od pracy wieśniaka, który orze ziemię, lub pastucha, który czuwa nad stadem. To Obowiązek. To Wola Boża. Dlatego zawsze jest wzniosła. Dlatego [dzięki niej] zdobywa się taką samą nagrodę lub taką samą karę nadprzyrodzoną. I nie ocali was przed karą ani nie pozbawi was nagrody: noszenie korony lub trzymanie kija z wikliny. Kto spełnia swój obowiązek, wypełniając przez to Najświętszą Wolę, temu Bóg się objawia i bierze go na świadka Swych cudów.

Także pasterzom objawił się Bóg. Zostali oni powołani do dawania świadectwa o Bożym cudzie. W światłości – która stała się już promieniejąca, gdyż całe Niebo było nad grotą i w niej – Emmanuel stał się widoczny dla innych – po rodzinie – odkupionych na ziemi: dla pracujących.

Bóg bowiem przyszedł uświęcić oprócz Rodziny – pracę. Praca, nad którą zaciążyło przekleństwo po grzechu Adama, stała się błogosławieństwem dla człowieka od chwili, w której Syn Boga zechciał stać się pracownikiem wśród ludzi.

Światłość przyszła na świat. Nie mogła ona jednak zamknąć się w nędznej grocie ani ograniczyć się do betlejemskiej wioski. Światłość rozproszyła się od wschodu na zachód, z północy na południe. Nie powiedziała hulakom o swym ukazaniu się ani słowa nie rzekła swym blaskiem wesołkom. Przemówiła natomiast do tych, którzy – czyści w sercach i spragnieni Prawdy – korzyli najświatlejszy umysł do stóp Boga i czuli się drobinami przy Jego Świętości.

Światłość ukazała się tym mocnym, którzy z potęgi swego umysłu uczynili narzędzie duchowych zdobyczy. Napełniając iskrzeniem cztery strony firmamentu, wezwała ich do adorowania jej. Światłość ukazała się też możnym, gdyż Bóg przyszedł, żeby uświęcić potężnych – po Pracownikach i Rodzinie – a wraz z możnymi – Wiedzę. Bóg jednak nie ukazał się ani złym możnym, ani bezbożnym uczonym. Nie ich obsypał błogosławieństwami. Zrobił to dla tych, którzy z daru potęgi i wiedzy uczynili sobie środek nadprzyrodzonego wzrostu, a nie – ucisku ludzi i zaprzeczania Bogu.

Bóg jest Królem także dla królów. Bóg jest Nauczycielem także dla nauczycieli. Światło znalazło wielu nauczycieli na ziemi, lecz tylko dla nauczycieli pragnących Boga Światło stało się czymś pociągającym. I zawsze tak jest. Łaska działa tam, gdzie jest pragnienie posiadania jej. Działa tym mocniej, aż do stania się Słowem i Obecnością, im żywsze jest pragnienie posiadania jej i bycia przez nią posiadanym.

Z bardzo odległych krain przyszli przed Króla królów możni. Prowadziło ich to jedyne, które godne jest być oznaką Boga: światłość. Mędrcy należeli do pierwszych z niezliczonych tłumów, które przez wieki będą podejmować mistyczny marsz ku Bogu.

Nie byli to możni z Palestyny. Nie byli to ci, którzy uznawali siebie za strażników Bożych tajemnic i rozporządzeń, lecz – dalecy. Postanowienia i tajemnice Boże pozostawały dla możnych Palestyny niezrozumiałe, gdyż nie było w nich świętości. Znaki zaś niebieskie i słowa Księgi były według nich zwykłymi meteorami i prostymi słowami, bez większego nadprzyrodzonego znaczenia.

Przyszedłem jako Światłość na świat: Światłość dla świata, Światłość do świata. Wezwałem świat ku Światłości. Cały świat. I wzywam go. Wzywam go od dwudziestu stuleci, bez ustanku. Nie przestaję sprawiać, że nad waszymi ciemnościami rozbłyska Moje Światło. Gdybyście umieli wznieść się ponad zaporę mgły – jaką rozpostarliście nad światem – ujrzelibyście Boskie Słońce, zawsze promieniejące i życzliwe dla ludzi, dla wszystkich ludzi.

I nie ma się czemu dziwić, że was już wyprzedzili ci, którzy są najdalej od katolickiego Rzymu. Z trzech punktów ziemi Kasper, Melchior, Baltazar, na grzbietach cierpliwych wielbłądów, przybyli do Światła świata, którego nie widzieli rodacy Syna Maryi. Afrykańczycy, Azjaci, Australijczycy zbliżyli się do Krzyża, który wy odrzuciliście. I oni was przewyższą.

W ostatnim dniu, kiedy wszystko, co odnosi się do czasu i ludzi zostanie oświetlone z każdej strony, ujrzy się pustkę niewdzięczności, którą pozostawiliście wy, katolicy od wieków. Tymczasem inni: bałwochwalcy i heretycy, zachwyceni Chrystusem, Świętym Panem, przyjdą z duszami uczynionymi dziewiczymi przez Łaskę.

Ileż przejawów ciemności w cywilizowanym świecie! To wasza hańba i wasza kara. Nigdy nie wolno wam było ani nigdy nie możecie sobie pozwalać na odrzucanie i wypieranie się Światła danego wam jako pierwszym. Ciemności was zabijają, a wy nie chcecie ich porzucić. Stąd bierze się wszelkie dręczące was zło, które przychodzi jak obrzydliwe nocne zwierzę i karmi się waszą krwią, waszym cierpieniem. Już Mnie nie chcecie. Już Mnie nie rozumiecie. Nawet ci z „Mojego domu” już Mnie nie rozpoznają. Ja też z trudem ich poznaję, tak bardzo oszpeciły ich liczne choroby ciała i umysłu.

To pierwsza niedziela Adwentu, która zwiastuje przyjście Światłości na świat. Dziś proszę was, dzieci: jeśli z powodu upodlenia waszych dusz nie ośmielacie się już patrzeć na Mnie, Odkupiciela i Sędziego, gdyż boicie się Bólu, a Sprawiedliwość was przeraża, spójrzcie na Mnie jako na małe dziecko na kolanach Maryi. Małe dziecko rozdaje tylko pieszczoty i uśmiechy.

Ulitujcie się nad Moją nagością i ubóstwem. Nie ubrania jednak ani pieniędzy pragnę, lecz miłości: waszej miłości. Nie chcę złota ani kadzidła. Chcę tylko waszej miłości. Chcę jej, gdyż kochać i znać Mnie – to Życie i Prawda. Jak Maryja zrodziła Mnie przez działanie miłości, tak Ja pragnę was zrodzić przez miłość. Moja miłość jest żywa i działająca, lecz potrzeba także waszej miłości.

Przyjdźcie do Mnie i przyjmijcie Mnie do siebie. Otworzę w was potoki Światła i Łaski. Sprawię, że staniecie się synami Boga, jak Ja Nim jestem. Błogosławieni, którzy przyjmują Moje Światło. Ja będę w nich. Będę przebywał w nich, w ich duchu. Słowu bowiem nie potrzeba siedziby glinianej, lecz żywej. Ono chce zamieszkać w duchu człowieka.

Chwała Pana objawia się tym, którzy Mnie przyjmują. A gdzie Ja jestem, jest ze Mną Ojciec i Duch. Chwała Pana objawia się im w pełni, ogarnia ich radością, a Łaska jest ich życiem. I jest ponad nimi Boskie Ojcostwo, Braterstwo, Miłość, dając im przedsmak wiecznego szczęścia, jak słońce na wyżynach nieba.

Maryja w blasku Swej ekstazy ofiarowuje Mnie waszej miłości. Pochylcie czoła przed Miłością, która stała się Ciałem. Ona porzuciła Niebiosa, ażeby przyjść i was zabrać do Nieba. Przyszła w czasie wojny, aby wam przynieść Pokój.»

W języku polskim tekst ten został opublikowany w zbiorze blisko 30 dyktand o Matce Bożej

w książce «Rozważania Różańcowe i o Maryi».


 


Przekład: "Vox Domini"