Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga IV - Trzeci rok życia publicznego

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

160. JEZUS OPOWIADA PRZYPOWIEŚĆ O PODZIELENIU WODY
Napisane 5 sierpnia 1946. A, 8862-8879

 Z pewnością rozeszła się wieść o tym, że Nauczyciel jest i będzie przemawiał dziś wieczorem. Otoczenie domu mrowi się od ludzi. Rozmawiają ze sobą cicho, wiedząc, że Nauczyciel wypoczywa. Nie chcąc Go budzić, czekają cierpliwie pod drzewami chroniącymi ich przed słońcem, ale nie przed jeszcze silnym upałem. Nie ma chorych, a przynajmniej tak mi się wydaje. Jak zwykle są jednak dzieci, więc Anna, aby je uspokoić, rozdziela owoce.

Jezus jednak nie śpi długo. Ukazuje się, odsuwając zasłonę i uśmiechając się do tłumu, kiedy słońce jest jeszcze wysoko ponad horyzontem. Jest sam. Apostołowie prawdopodobnie śpią jeszcze. Jezus kieruje się ku ludziom, przebywającym przy niskim obmurowaniu studni. Z pewnością służy ona do nawadniania drzew tego sadu, gdyż małe kanały wychodzą jak wachlarz od zbiornika, kierując się w różne miejsca ku drzewom. Siada na niskiej cembrowinie i zaraz zaczyna mówić.

«Posłuchajcie tej przypowieści.

Pewien bogaty pan miał wielu ludzi. Byli jego poddanymi, rozproszonymi w licznych miejscach jego posiadłości. Nie wszystkie posiadały wodę i żyzne ziemie. Były miejsca, które cierpiały z braku wody. Bardziej zaś niż ziemia cierpieli ludzie. Teren bowiem był porośnięty drzewami, które wytrzymywały suszę, ale ludzie cierpieli bardzo z powodu tego, że woda była rzadkością. Bogaty pan, przeciwnie, miał tam, gdzie mieszkał, obfite jezioro, do którego wpływały podziemne wody.

Pewnego dnia pan zdecydował się odbyć podróż po swoich posiadłościach. Zobaczył, że niektóre – położone najbliżej jeziora – miały wody pod dostatkiem. Inne zaś, oddalone od niego, były jej pozbawione. Miały jedynie tyle wody, ile zesłał im Bóg z deszczami. Ujrzał też, że ci, którzy mieli obfitość wody, nie byli dobrzy wobec swych braci, którym jej brakowało. Skąpili im nawet wiadra wody, tłumacząc się obawą, że sami zostaną jej pozbawieni. Pan się zastanawiał. Powziął decyzję: „Zwrócę wody mego jeziora w stronę najbliższych [posiadłości] i wydam nakaz, aby już nie odmawiano wody moim oddalonym sługom, którzy cierpią z powodu wysuszenia ziemi.”

Od razu rozpoczął prace. Kazał wykopać kanały, które poprowadziły dobrą wodę z jeziora ku najbliższym posiadłościom. Nakazał w nich zbudować wielkie zbiorniki i połączyć doprowadzoną wodę z zapasem wody, która była w tym miejscu. Wyprowadzono z nich mniejsze kanały, zasilając inne, bardziej oddalone zbiorniki. Potem pan zawołał mieszkańców tych miejsc i powiedział im:

„Pamiętajcie, co uczyniłem. Nie zrobiłem tego po to, aby wam dać nadmiar, lecz po to, aby za waszym pośrednictwem okazać łaskawość tym, którym brak nawet tego, co niezbędne. Bądźcie więc wy miłosierni, jak ja jestem miłosierny.”

I pożegnał się z nimi.

Minął jakiś czas i bogaty pan postanowił rozpocząć nową podróż po swych posiadłościach. Ujrzał, że te, które były najbliżej, wypiękniały. Nie było w nich już samego tylko bogactwa pożytecznych roślin, lecz także rośliny ozdobne, zbiorniki, baseny, fontanny umieszczone w domach i gdzieniegdzie także w sąsiedztwie domów.

„Uczyniliście z tych mieszkań domy bogaczy – zauważył pan. – Nawet ja nie posiadam tylu zbędnych pięknych rzeczy”. I zapytał: „A inni przychodzą? Czy dawaliście im w obfitości? Czy małe kanały zasila woda?”

„Tak. Mieli wszystko, o co prosili. Ale są wymagający, nigdy nie są zadowoleni, nie mają ani roztropności, ani umiaru. Przychodzą prosić o każdej godzinie, jakbyśmy byli ich sługami, i musimy się bronić, aby chronić to, co posiadamy. Już ich nie zadowalały kanały i małe zbiorniki, przychodzili do dużych.”

„To dlatego zamknęliście posiadłości i umieściliście w każdej dzikie psy?”

„Dlatego, panie. Wchodzili bez uprzedzenia, usiłowali nam wszystko odebrać i wszystko niszczyli...”

„Czy jednak naprawdę dawaliście im [wodę]? Wiecie, że dla nich to uczyniłem i że z was zrobiłem pośredników pomiędzy jeziorem a ich wysuszonymi ziemiami? Nie rozumiem... Kazałem z jeziora wziąć dość, aby było dla wszystkich, lecz bez rozrzutności.”

„A jednak, wierz nam, że nigdy nie odmówiliśmy im wody.”

Pan skierował się ku bardziej oddalonym posiadłościom. Wielkie drzewa, przyzwyczajone do suszy ziemi, były zielone i ulistnione. „Powiedzieli prawdę” – stwierdził pan, widząc z daleka, jak poruszają się na wietrze. Ale zbliżył się i ujrzał pod nimi ziemię spaloną, niemal umarłą trawę, którą skubały z trudem wyczerpane owce, piaszczyste ogrody w pobliżu domów. Potem zaś zobaczył pierwszych rolników, cierpiących, o rozpalonych od gorączki oczach, poniżonych... Spojrzeli na niego i oddalili się, jakby ze strachu. Zaskoczony taką postawą pan przywołał ich do siebie. Podeszli więc drżący.

„Czego się boicie? Czyż nie jestem waszym dobrym panem, który zatroszczył się o was i który dzięki przewidującym pracom przyniósł wam ulgę, żeby nie brakowało wam wody? Skąd te chore oblicza? Dlaczego te ziemie są tak wysuszone? Dlaczego stada tak niewielkie? I dlaczego mam wrażenie, że się mnie boicie? Mówcie bez obawy, powiedzcie waszemu panu, co wywołało wasze cierpienie?”

Jeden mężczyzna przemówił w imieniu wszystkich:

„Panie, spotkało nas wielkie rozczarowanie i ogromny smutek. Obiecałeś nam pomoc, a utraciliśmy nawet to, co mieliśmy przedtem, i straciliśmy ufność pokładaną w tobie...”

„Jak to? Dlaczego? Czyż nie kazałem doprowadzić wody do najbliższych posiadłości, dając nakaz, żeby wam pozwolono z niej korzystać w obfitości?”

„Tak powiedziałeś? Naprawdę?”

„Oczywiście, oczywiście. Gleba uniemożliwiła mi doprowadzenie wody bezpośrednio tutaj, ale przy dobrej woli mogliście dojść do małych kanałów przy zbiornikach. Mogliście iść tam z bukłakami i osłami, aby nabrać tyle wody, ile byście chcieli. Czy nie macie dość bukłaków i osłów? I czyż ja bym wam ich nie dał?”

„Proszę! A ja to mówiłem! Powiedziałem: ‘To niemożliwe, że pan wydał nakaz odmówienia nam wody’. Gdybyśmy poszli!... Baliśmy się. Oni nam mówili, że woda była nagrodą dla nich, my zaś zostaliśmy ukarani.”

I opowiedzieli dobremu panu, że rolnicy z korzystnie położonych posiadłości powiedzieli im, że pan – aby ukarać sługi z jałowych ziem, którzy nie potrafili osiągnąć wyższych plonów – wydał zakaz wydzielania im nie tylko wody ze zbiorników, ale także z prymitywnych studni. Przedtem mieli do dwustu miar wody na dzień dla siebie i dla swoich ziem, przynoszonej z mozołem długą drogą. Teraz zaś mieli jej jedynie pięćdziesiąt miar. Aby otrzymać taką ilość wody dla ludzi i zwierząt, musieli chodzić do strumyków sąsiadujących z błogosławionymi miejscami, tam gdzie woda wylewała się z ogrodów i ze zbiorników. Nabierali tam wody zmąconej i umierali. Umierali od chorób i z pragnienia, umierały też ich ogrody i owce...

„O! Dość tego! Muszę z tym skończyć. Weźcie wasze sprzęty i bydło i chodźcie za mną. Trochę się zmęczycie, bo jesteście tak wyczerpani, ale potem nastanie pokój. Pójdę powoli, abyście mogli za mną nadążyć, pomimo waszej słabości. Jestem dobrym panem, ojcem dla was, i troszczę się o potrzeby moich dzieci”. I powoli udał się w drogę, a za nim – smutny tłum jego sług i zwierząt. Szli jednak szczęśliwi dzięki pociesze miłości ich dobrego pana.

Doszli do ziem dobrze zaopatrzonych w wodę. Kiedy tam przybyli, pan wybrał kilku spośród najsilniejszych i powiedział im:

„Idźcie prosić w moje imię o coś dla zaspokojenia pragnienia.”

„A jeśli poszczują nas psami?”

„Jestem tu. Nie bójcie się. Powiedzcie, że was wysyłam i żeby nie zamykali serc na sprawiedliwość, gdyż wszystkie wody należą do Boga, a ludzie są braćmi. Niech zaraz otworzą kanały.”

Poszli, a pan był w tyle. Stanęli pod jakimiś drzwiami, a pan ukrył się za murem ogrodzenia. Zawołali. Przybiegli dzierżawcy.

„Czego chcecie?”

„Okażcie nam miłosierdzie, umieramy. Pan wysyła nas z nakazem nabrania wody, którą doprowadził dla nas. Mówi, że to Bóg mu ją dał, a on dał ją nam, bo jesteśmy braćmi. I mówi, że macie zaraz otworzyć kanały.”

„Cha! Cha! – odpowiedzieli okrutni ze śmiechem. – Bracia? Ta zgraja żebraków? Umieracie? Tym lepiej. Obejmiemy wasze ziemie i doprowadzimy do nich wodę. Tak, doprowadzimy ją i uczynimy z nich żyzne ziemie. Woda dla was? Głupcy! Woda jest nasza”.

„Litości, umieramy. Otwórzcie, to rozkaz pana.”

Źli dzierżawcy naradzili się, a potem powiedzieli:

„Zaczekajcie chwilę.”

Potem szybko odeszli. Wrócili i otwarli, ale mieli ze sobą psy i grube kije... Biedacy wystraszyli się.

„Wejdźcie, wejdźcie... Teraz nie wchodzicie, choć wam otwarliśmy? Potem powiecie, że nie jesteśmy wspaniałomyślni...”

Jeden nieroztropny wszedł i grad uderzeń kijami posypał mu się na plecy, a biegające psy rzuciły się na pozostałych. Pan wyszedł zza muru:

„Cóż czynicie, okrutni! Teraz poznałem was i wasze zwierzęta i ukarzę was.” I strzałami z łuku powalił psy, a następnie wszedł, surowy i rozgniewany.

„To tak wykonujecie moje polecenia? To po to dałem wam te bogactwa? Zawołajcie wszystkich waszych domowników, chcę do was przemówić. A wy – pan zwrócił się do spragnionych sług – wejdźcie z żonami i dziećmi, z owcami i osłami, z gołębiami i innymi zwierzętami. Pijcie, orzeźwijcie się i nazbierajcie tych soczystych owoców. Korzystajcie. Sprawiedliwość jest w sercu dobrego pana i sprawiedliwość dosięgnie wszystkich.”

I gdy spragnieni biegli do cystern i zanurzali się w basenach, a zwierzęta szły do zbiorników i gdy wszystko ich cieszyło, inni przybiegali zewsząd zatrwożeni.

Pan wspiął się na obmurowanie zbiornika i powiedział: „Podjąłem te prace i uczyniłem was wykonawcami moich rozkazów i dzierżawcami tych skarbów, gdyż wybrałem was na moje sługi. Nie sprawdziliście się w próbie. Wydawaliście się dobrzy. Powinniście takimi być, gdyż pomyślność powinna czynić dobrym, wdzięcznym wobec dobroczyńcy, a ja was zawsze traktowałem łaskawie, powierzając wam te dobrze nawodnione ziemie. Tymczasem obfitość i mój wybór wywołały twardość waszych serc i wyjałowiły je bardziej niż te ziemie. Całkowicie wysuszyliście [wasze serca] i sprawiliście, że są bardziej chore niż ci ludzie paleni pragnieniem. Oni bowiem dzięki wodzie mogą wyzdrowieć, wy zaś przez egoizm spaliliście waszego ducha i niełatwo wyzdrowieje, i z wielkim trudem powróci do was woda miłości. Teraz nakładam na was karę. Idźcie na ich ziemie i cierpcie to, co oni cierpieli.”

„Litości, panie! Litości dla nas! Chcesz, abyśmy tam zginęli? Masz dla nas, ludzi, mniej litości niż my dla zwierząt?”

„A oni kim są? Czy nie są ludźmi, waszymi braćmi? Jaką litość wy okazaliście? Prosili was o wodę, a wy dawaliście im razy kijami i szydziliście [z nich]. Prosili was o to, co należy do mnie, i co ja wam dałem, a wy odmawialiście mówiąc, że to jest ‘wasze’. Czyja jest woda? Nawet ja nie mówię, że woda w jeziorze jest moja, choć jezioro istotnie należy do mnie. Woda jest od Boga. Kto z was stworzył choćby jedną kroplę rosy? Idźcie!... A wam, którzyście cierpieli, mówię: ‘Bądźcie dobrzy. Czyńcie to, co chcieliście, aby wam czyniono [por. Mt 7,12Łk 6,31]. Otwórzcie pozamykane przez nich kanały i pozwólcie płynąć wodzie, jak tylko będzie to możliwe. Ustanawiam was moimi szafarzami dla tych winnych braci. Im zaś daję możliwość i czas na ocalenie siebie. I to bardziej Najwyższy Pan niż ja powierza wam bogactwo Swych wód, abyście się stali [narzędziami] opatrzności dla cierpiących niedostatek. Wielki będzie wasz pokój i miłość Boga oraz moja zawsze będzie z wami, jeśli będziecie umieli czynić to z miłością i sprawiedliwością, zadowalając się tym, co konieczne. To, co macie w nadmiarze, dawajcie nieszczęśliwym. A będąc sprawiedliwymi nie nazywajcie waszym tego, co jest darem otrzymanym czy raczej powierzonym wam.”

To koniec przypowieści i wszyscy mogą ją zrozumieć. Mówię wam tylko, że bogaty jest szafarzem bogactwa, które Bóg udziela mu, nakazując rozdzielać je cierpiącym. Rozmyślajcie nad zaszczytem, jakim was Bóg obdarzył, wzywając was do współudziału w dziele Opatrzności wobec biednych, chorych, wdów, sierot. Bóg mógłby wywołać spadający na drogi biednych deszcz pieniędzy, ubrań, żywności. Jednak wtedy odebrałby bogatemu wielkie zasługi: miłości wobec braci. Nie wszyscy bogaci mogą być mądrzy, ale wszyscy mogą być dobrzy. Nie wszyscy bogaci mogą troszczyć się o chorych, grzebać umarłych, odwiedzać złożonych niemocą i więźniów. Jednak wszyscy bogaci albo po prostu ci, którzy nie są ubodzy, mogą dawać chleb, kubek wody, szatę, jakiej się już nie nosi, [pozwolić ogrzać się] przy ogniu człowiekowi drżącemu z zimna, przyjąć pod dach tego, który nie ma domu i przebywa pod gołym niebem w słońcu i w słocie. Biedny to człowiek, któremu brak tego, co konieczne do życia. Inni nie są biedni. Mają może ograniczone środki, lecz są bogaci w porównaniu z tymi, którzy umierają z głodu, niedostatku, zimna.

Odchodzę. Nie mogę już wyświadczać dobra biednym tych okolic. I Moje serce cierpi na myśl, że tracą Przyjaciela... Zwracam się więc do was – a wy wiecie, kim jestem – i proszę o to, żebyście byli opatrznością dla biednych, którzy zostaną bez swego miłosiernego Przyjaciela. Rozdajcie jałmużny i kochajcie ich w Moje Imię, na wspomnienie Mnie... Bądźcie Moimi kontynuatorami. Mojemu strapionemu sercu przynieście ulgę przez [danie Mi] obietnicy, że zawsze będziecie Mnie widzieć w biednych, że przyjmiecie ich jako najprawdziwszych reprezentantów Chrystusa. On bowiem jest ubogi i chciał być ubogi z miłości do tych, którzy są najbardziej nieszczęśliwi na ziemi, i po to, aby przez Swe niedostatki i trawiącą [Go] miłość wynagrodzić niesprawiedliwe marnotrawstwo, rozrzutność i egoizm ludzi.

Pamiętajcie! Miłość, miłosierdzie spotka się w wieczności z wynagrodzeniem. Pamiętajcie! Miłość, miłosierdzie uwalnia od win. Bóg przebacza wiele temu, kto kocha. A miłość do potrzebujących, którzy nic nie mogą dać w zamian, jest miłością najbardziej zasługującą w oczach Boga. Zapamiętajcie do końca życia słowa, które do was mówię, a będziecie zbawieni i szczęśliwi w Królestwie Boga.

Niech Moje błogosławieństwo zstąpi na tego, który przyjmuje słowo Pana i wprowadza je w czyn.»

W czasie przemawiania Jezusa apostołowie, Margcjam i uczniowie wyszli cicho z domu. Uformowali zwartą grupę za ludźmi. Gdy Jezus kończy mówić, podchodzą do Niego. Przechodząc przyjmują jałmużnę od ofiarowujących ją. Zanoszą pieniądze Jezusowi.

Za nimi przemyka się mężczyzna. Wygląda na cierpiącego i bardzo biednego. Podchodzi z głową tak pochyloną, że nie mogę dojrzeć jego twarzy. U stóp Jezusa uderza się w pierś i jęczy:

«Zgrzeszyłem, Panie, i ukarałeś mnie. Zasłużyłem na to, lecz udziel mi Twego przebaczenia, nim odejdziesz. Miej litość nad Jakubem grzesznikiem!»

Podnosi twarz i rozpoznaję wieśniaka obdarzonego raz łaską, a potem ukaranego za zatwardziałość wobec dwojga sierot. Poznaję go dlatego, że wymienił swe imię, gdyż wygląd ma wyniszczony.

«Moje przebaczenie! Kiedyś bardziej [niż je otrzymać] chciałeś wyzdrowieć i niepokoiłeś się, gdyż twoje ziarno było zepsute. Oni je dla ciebie zasiali. Czy jesteś może bez chleba?»

«Mam go dość.»

«Czy to może nie jest już przebaczeniem?»

Jezus jest bardzo surowy.

«Nie. Wolałbym umrzeć z głodu, ale odczuć w duszy pokój. Z tą odrobiną, jaką miałem, usiłowałem wynagrodzić... modliłem się i płakałem... Ale tylko Ty możesz przebaczyć i dać pokój memu duchowi. Panie, proszę Cię tylko o przebaczenie...»

Jezus przygląda mu się uważnie... Podnosi jego głowę, gdyż mężczyzna ją spuścił, i bada go Swymi wspaniałymi oczyma, nieco pochylony nad nim... Potem mówi:

«Idź. Przebaczenie otrzymasz lub nie. Będzie to zależeć od tego, jak będziesz żył w czasie, jaki ci pozostaje.»

«O! Mój Panie, nie tak! Przebaczałeś większe winy...»

«Ale to nie były osoby, które otrzymały dobrodziejstwa takie jak ty, i nie zgrzeszyły wobec niewinnych [dzieci]. Biedny to zawsze świętość, lecz największą świętością są wszystkie sieroty i wdowy. Nie znasz Prawa?...»

Mężczyzna płacze. Chciałby natychmiastowego przebaczenia.

Jezus nalega:

«Upadłeś dwa razy i nie spieszyłeś się z podniesieniem się... przypomnij sobie. Bóg też może sobie pozwolić na to, na co sobie pozwoliłeś ty, człowiek. Bóg jest zawsze bardzo dobry, dlatego ci mówi, że nie odmawia ci całkowicie przebaczenia, lecz je uzależnia od twego sposobu życia aż do śmierci. Idź.»

«Pobłogosław mnie chociaż... Abym miał więcej siły być sprawiedliwym» [– prosi Jakub.]

«Już udzieliłem błogosławieństwa.»

«Nie, nie tak. Pobłogosław szczególnie mnie. Widzisz moje serce...»

Jezus kładzie mu dłoń na głowie i mówi:

«Już powiedziałem, ale niech ten gest przekona cię, że nawet jeśli jestem surowy, to cię nie nienawidzę. Moja surowa miłość jest po to, aby cię ocalić. Traktuję cię jak przyjaciela nieszczęśliwego nie dlatego, że jesteś biedny, lecz dlatego że byłeś zły. Przypomnij sobie, że cię kochałem, że współczułem twemu duchowi. Niech to wspomnienie uczyni cię spragnionym posiadania Mnie za przyjaciela, który nie będzie już surowy.»

«Kiedy, Panie? Gdzie Cię znajdę, skoro mówisz, że odchodzisz?»

«W Moim Królestwie» [– odpowiada mu Jezus.]

«W jakim Królestwie? Gdzie je założysz? Pójdę tam...»

«Moje Królestwo będzie w twoim sercu, jeśli będziesz dobry, a potem – w Niebie. Żegnaj. Odchodzę, bo zbliża się wieczór, a muszę pobłogosławić tych, których opuszczam.»

I Jezus żegna go, zwracając się następnie do uczniów i do gospodarzy domu, których kolejno błogosławi. Potem, po oddaniu pieniędzy Judaszowi, wchodzi na drogę...

Udaje się w kierunku południowo-zachodnim, w stronę Kafarnaum. Ogarnia Go zewsząd zieleń pól...

«Zbyt wiele chodzisz, Nauczycielu! – woła Piotr – Jesteśmy zmęczeni. Przeszliśmy już tak wiele stadiów...»

«Bądź dobry, Szymonie. Zaraz ujrzymy Korozain. Wejdziecie tam i pójdziecie do kilku zaprzyjaźnionych domów, a przede wszystkim do wdowy. Powiecie małemu Józefowi, że chcę się z nim widzieć o świcie. Przyprowadzicie Mi go na drogę wiodącą do Giszali...»

«A Ty nie wejdziesz do Korozain?»

«Nie. Ja idę się modlić na górę.»

«Jesteś wyczerpany, jesteś blady. Dlaczego o Siebie nie dbasz? Dlaczego nie pójdziesz z nami? Dlaczego nie wchodzisz do tego miasta?»

Zasypują Go pytaniami. Ich miłość jest czasem męcząca. Jezus jest jednak cierpliwy... i cierpliwie odpowiada:

«Wiecie to! Dla Mnie modlitwa jest odpoczynkiem, a zmęczeniem – przebywanie pośród ludzi, kiedy nie jestem tam po to, aby uzdrawiać lub ewangelizować. Pójdę więc na górę, tam gdzie byłem już wiele razy. Znacie to miejsce.»

«Przy drodze do Joachima?»

«Tak. Wiecie, gdzie Mnie znaleźć. O świcie wyjdę wam na spotkanie...»

«A... pójdziemy do Giszali?»

«To dobra droga, żeby dojść do syrofenickich granic. Powiedziałem w Afek, że tam dojdę. Pójdę tam więc.»

«To znaczy... nie pamiętasz, jak było ostatnio?»

«Nie obawiaj się, Szymonie. Zmienili się. Na razie oddają Mi cześć...»

«O! Zatem kochają Cię?»

«Nie. Nienawidzą Mnie bardziej niż kiedyś. Ale ponieważ nie potrafią pokonać Mnie siłą, próbują osiągnąć to podstępami. Próbują zwieść Człowieka... A kusząc, posługują się [obietnicą] zaszczytów, nawet jeśli są fałszywe. A nawet... Podejdźcie tu wszyscy do Mnie» – mówi następnie do tych, którzy szli razem, widząc, że Jezus rozmawia z Piotrem. Gromadzą się. Jezus mówi:

«Powiedziałem Szymonowi i mówię to wszystkim, bo nie mam tajemnic przed Moimi przyjaciółmi... [por. J 15,15] powiedziałem Szymonowi, że Moi wrogowie zmienili sposób szkodzenia Mi. Nie zmienili jednak sposobu myślenia o Mnie. Przedtem posługiwali się zniewagą i groźbą, a teraz posługują się [obietnicami] zaszczytów... wobec Mnie i z pewnością także wobec was... Bądźcie silni i mądrzy. Nie pozwólcie się oszukać kłamliwymi słowami, podarkami, zwodzeniem. Przypomnijcie sobie, co mówi Księga Powtórzonego Prawa: „podarek zaślepia oczy mędrców i psuje słowa sprawiedliwych”. Przypomnijcie sobie Samsona. Był Bożym nazirejczykiem od urodzenia, od łona matki, która go poczęła i uformowała we wstrzemięźliwości na rozkaz anioła, żeby się stał sprawiedliwym sędzią dla Izraela. A jak się skończyło tak wielkie dobro? No jak? I przez co? I czy także w innych wypadkach to nie przez zaszczyty i pieniądze, przez niewiasty opłacone w tym celu, zostaje pokonana moc i staje się zabawką w ręku wrogów? Strzeżcie się więc teraz, czuwajcie, aby was nie zaskoczono kłamstwem i abyście nie służyli nieprzyjaciołom, nawet nieświadomie. Umiejcie zachować wolność jak ptaki. One wolą jeść owoce i odpoczywać na gałęziach, niż przebywać w złotych klatkach i mieć obfity pokarm oraz wygodne gniazdo, ale doznawać zniewolenia przez kaprysy ludzi. Pamiętajcie, że jesteście Moimi apostołami, a zatem sługami Boga, jak Ja jestem sługą jedynie Woli Ojca. Będą usiłowali was zwieść, być może już to uczynili, wykorzystując u każdego z was słaby punkt, gdyż słudzy Zła są sprytni, pouczeni przez Przebiegłego. Nie dowierzajcie ich słowom, gdyż nie są szczere. Gdyby tak było, powiedziałbym wam jako pierwszy: „Powitajmy ich jako dobrych braci”. Nie, nie należy ufać ich działaniom. Trzeba się modlić za nich, żeby się stali dobrzy. Ja to czynię. Modlę się za was, aby was nie zwiodła ta nowa wojna, i za nich, aby skończyli knuć spiski przeciw Synowi Człowieczemu i znieważać Boga, Jego Ojca. Wy zaś Mnie naśladujcie. Jeśli chcecie mieć Mnie za przyjaciela, proście wiele Ducha Świętego, żeby wam udzielił światła, abyście widzieli jasno i byli czyści. Zanim was opuszczę, chcę was umocnić. Przebaczam wam grzechy, jeśli dotąd grzeszyliście. Odpuszczam wam wszystko. Bądźcie w przyszłości dobrzy. Bądźcie dobrzy, mądrzy, wstrzemięźliwi, pokorni i wierni. Niech łaska Mojego odpuszczenia was umocni... Dlaczego płaczesz, Andrzeju? A ty, dlaczego się niepokoisz, Mój bracie?»

«Bo to wydaje mi się pożegnaniem...» – mówi Andrzej.

«I myślisz, że to tak niewieloma słowami was pożegnam? To tylko rada na te czasy. Widzę, że wszyscy jesteście zaniepokojeni. Tak nie powinno być. Wzburzenie mąci pokój. W was zawsze powinien być pokój. Jesteście na służbie Tego, który jest Pokojem, i On kocha was tak bardzo, że wybrał was na Swe pierwsze sługi. Kocha was. Powinniście więc zawsze myśleć, że On zawsze wam pomoże, nawet kiedy zostaniecie sami. Pokój to Bóg. Jeśli będziecie wierni Bogu, On będzie w was. A z Nim w sobie czegóż możecie się lękać? A któż będzie mógł was odłączyć od Boga, jeśli sami nie doprowadzicie się do utracenia Go? Jedynie grzech odłącza od Boga. Ale reszta: pokusy, prześladowania, śmierć – nawet śmierć – nie oddalają od Boga. Pokusy jeszcze bardziej z Nim łączą, gdyż każda przezwyciężona pokusa sprawia, że o jeden stopień wspinacie się ku Niebu. Prześladowania sprowadzają na was podwojenie opiekuńczej miłości Boga. A śmierć świętego lub męczennika jest jedynie złączeniem się z Panem Bogiem. Zaprawdę powiadam wam, że z wyjątkiem synów zatracenia nikt z Moich wielkich uczniów nie umrze, zanim nie otworzę bram Niebios. Nikt więc z Moich wiernych uczniów – po przejściu z tego mrocznego wygnania do świateł innego życia – nie będzie musiał czekać na objęcie Boże. Nie mówiłbym wam tego, gdyby to nie było prawdą. Widzicie, nawet dziś zobaczyliście kogoś, kto po zbłądzeniu powrócił na drogi sprawiedliwości. Nie trzeba było grzeszyć. Bóg jest jednak miłosierny i przebacza okazującemu skruchę. A człowiek, który się nawraca, może przewyższyć nawet tego, kto nie zgrzeszył, jeśli jego skrucha jest całkowita, a cnota – pojawiająca się po okazaniu żalu – heroiczna. Jak przyjemnie będzie znaleźć się na wyżynach Nieba! Ujrzę was, jak wstępujecie ku Mnie. Wybiegnę wam na spotkanie, aby was uścisnąć i poprowadzić do Mego Ojca, mówiąc: „Oto jeden z Moich umiłowanych. On zawsze Mnie kochał, kochał więc Ciebie, odkąd mu o Tobie powiedziałem. Teraz przyszedł. Pobłogosław go, Mój Ojcze, i niech Twe błogosławieństwo będzie jego promienną koroną”. Moi przyjaciele... Przyjaciele tutaj, przyjaciele w Niebiosach. Czy wam się nie wydaje, że każda ofiara jest lekka dla otrzymania tej wiecznej radości? Już się uspokoiliście. Rozstańmy się tu. Ja wchodzę na górę, a wy bądźcie dobrzy... przekażmy sobie pocałunek...»

Całuje ich kolejno. Judasz płacze w Jego objęciach. Ten, który zawsze chce być pierwszy, czekał, chcąc być na końcu. Trwa w objęciach Jezusa, a całując Go wiele razy, szepcze Mu do ucha:

«Módl się, módl się, módl się za mnie...»

Rozstają się. Jezus idzie w stronę wzgórza, a inni udają się do Korozain, które już bieleje pośród zieleni drzew. 



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini"