KORESPONDENCJA VASSULI Z KONGREGACJĄ NAUKI WIARY
List Vassuli do Czytelników
Rzym, 30 marca 2003
Drodzy Czytelnicy „Prawdziwego Życia w Bogu”
Od r. 2000 mam zaszczyt korespondować z J. E. kard. Józefem Ratzingerem,
Prefektem Kongregacji Nauki Wiary. 6 lipca 2000 roku przedstawiłam mu moją
pokorną prośbę o poddanie moich pism obszerniejszemu badaniu przez Kongregację i
o umożliwienie mi udzielenia odpowiedzi na zastrzeżenia zawarte w Nocie z 6
października 1995. Jego Eminencja zechciał dać mi taką możliwość przez ojca
Prospero Grecha, który przekazał mi 4 kwietnia 2002 list zawierający pięć pytań,
na które miałam odpowiedzieć. Następnie, 26 czerwca 2002, moje odpowiedzi na te
pytania zostały powierzone Kongregacji Nauki Wiary.
Obecnie kard. Ratzinger poprosił mnie o opublikowanie jego pytań i moich
odpowiedzi. Jestem szczęśliwa, że mogę się nimi z wami podzielić. Są one wyrazem
mojego oficjalnego stanowiska.
Modlę się o to, by publikacja tego dokumentu służyła dialogowi prawdy i miłości,
tak ważnemu nie tylko dla ekumenizmu, i by sprawiła, że łaski Boga przyniosą
owoce w Kościele.
Niech Bóg was błogosławi, Vassula
List O. Prospero Grecha do Vassuli
4 kwietnia 2002
Droga Pani Ryden,
6 lipca 2000 r. skierowała Pani list do J. E. kard. Ratzingera w związku z Notą
Kongregacji Nauki Wiary dotyczącą jej pism. Jego Eminencja zapoznał się z Pani
pismem i razem ze współpracownikami postanowił dać możliwość wyjaśnienia sensu
pewnych twierdzeń zawartych w Pani publikacjach. W związku z tym zostałem
oddelegowany, aby skontaktować się z Panią osobiście – zarówno przez rozmowę jak
i listownie – aby Kongregacja miała jasne pojęcie o dokładnej interpretacji tych
twierdzeń.
Chciałbym, aby było jasne od początku, że jako osoba nie należąca do Kościoła
rzymskokatolickiego nie podlega Pani jurysdykcji tejże Kongregacji, zatem nie
cenzuruje ona Pani osoby. Ponieważ jednak wielu katolików podąża za „Prawdziwym
Życiem w Bogu”, mają oni prawo poznać, o jaką doktrynę i o jakie praktyki chodzi
w Pani pismach. Jesteśmy równocześnie świadomi Pani dzieł miłosierdzia,
wysiłków, jakie Pani podejmuje, aby doprowadzić wszystkich chrześcijan do
jedności z biskupem Rzymu, jej wielkiego oddania Błogosławionej Dziewicy Maryi,
przedstawiania Boga jako Boga miłości, nawet niechrześcijanom. Wiemy o Pani
sprzeciwie wobec racjonalizmu i zepsucia chrześcijan. Pani ostatnie pisma wydają
się też porzucać pewne niejasne wyrażenia, jakie zawarte były w pierwszych
publikacjach.
Będę jednak wdzięczny, jeśli zechce Pani odpowiedzieć, możliwie najjaśniej, na
kilka pytań, aby dopomóc Kongregacji w wyrobieniu sobie jasnego pojęcia o Pani
działalności.
1. Wie Pani dobrze, że zarówno dla Katolików jak i dla Prawosławnych jest tylko
jedno objawienie: objawienie Boga w Jezusie Chrystusie, które jest zawarte w
Piśmie Świętym i w Tradycji. W Kościele katolickim nawet takie objawienia
„prywatne” jak te, które miały miejsce w Lourdes czy w Fatimie, choć bardzo
poważane, nie stanowią przedmiotu wiary. Czy zatem uważa Pani swe pisma za
objawienia i jak mają być one przyjmowane przez Pani słuchaczy i czytelników?
2. Należy Pani do Kościoła prawosławnego i napomina Pani często kapłanów i
biskupów tego wyznania do uznania Papieża i do zawarcia pokoju z Kościołem
rzymskim. Dlatego też, niestety, nie jest Pani przyjmowana w niektórych krajach
Pani wyznania. Dlaczego podejmuje Pani taką misję? Jakie ma Pani pojęcie o
biskupie Rzymu i jaką widzi Pani przyszłość dotyczącą jedności chrześcijan?
Czytając Pani dzieła, ma się czasem wrażenie, że stawia się Pani ponad obydwoma
Kościołami, nie angażując się w żadnym z nich. Na przykład wydaje się, że
przyjmuje Pani Komunię św. w obydwu Kościołach, katolickim i prawosławnym, lecz
w Pani statusie małżeńskim zachowuje Pani zasadę oikonomea. Jak już wspomniałem,
tych uwag nie należy rozumieć jako nagany odnoszącej się do Pani osoby. Nie mamy
absolutnie prawa osądzać Pani sumienia, lecz rozumie Pani naszą troskę o
katolików, którzy idą za Panią i mogliby te postawy zinterpretować w sposób
relatywistyczny i doznać pokusy lekceważenia dyscypliny swego Kościoła.
3. W Pani pierwszych pismach jest, według Noty, pewne pomieszanie terminologii
odnoszącej się do Trójcy Świętej. Jesteśmy pewni, że Pani zgadza się z
nauczaniem swego Kościoła. Czy byłaby Pani w stanie pomóc nam w wyjaśnieniu tych
pojęć? Kiedy zajmujemy się sprawami dotyczącymi wiary, czy nie byłoby pożyteczne
posługiwać się oficjalną terminologią istniejących katechizmów, aby uniknąć
zamętu w umysłach czytelników „Prawdziwego Życia w Bogu”?
4. Istnieją też pewne trudności dotyczące protologii i eschatologii. W jakim
sensie dusza miała „wizję Boga”, zanim została wlana w ciało? I jak widzi Pani
miejsce Nowej Pięćdziesiątnicy w historii zbawienia, w relacji do paruzji i do
zmartwychwstania ciał?
5. Czym w rzeczywistości charakteryzuje się ruch „Prawdziwe Życie w Bogu” i
czego wymaga od swoich zwolenników? Jaką posiada strukturę?
Droga Pani Ryden, jest nam przykro, że zakłócamy Pani spokój tymi pytaniami.
Może Pani być pewna, że doceniamy Pani dobre dzieła i dobre intencje. Jednakże w
związku z Pani listem skierowanym do kard. Ratzingera odczuliśmy, iż nasza rola
polega na wyjaśnieniu pewnych niejasności w Pani pismach, które mogły Pani
umknąć. Spoczywa na nas ten obowiązek ze względu na katolickich czytelników,
którzy mogliby przeżywać konflikt sumienia, czytając Pani pisma.
Prosimy, aby Pani odpowiedziała bez pośpiechu. Byłoby pożądane, żebyśmy, Pani i
ja, spotkali się, aby odbyć kilka nieformalnych rozmów, zanim Pani cokolwiek
napisze. Proszę się modlić, aby Duch Święty Panią oświecał i proszę szukać rady
u wszystkich kierowników duchowych i teologów, na jakich może Pani polegać.
Jesteśmy przekonani, że nasze pytania pomogą Pani również zrozumieć głębokie
implikacje Pani pism, aby mogły być łatwiej zaakceptowane zarówno przez
katolików jak i przez prawosławnych. Jestem do Pani dyspozycji, aby wyjaśnić ich
znaczenie.
Jego Eminencja przekazuje Pani swe pozdrowienia i ufa, że da mu Pani
zadowalającą odpowiedź, aby ułatwić mu zadanie ustosunkowania się do prośby
zawartej w Pani liście.
Szczerze Pani oddany w Chrystusie,
O. Prospero Grech, OSA
Radca Kongregacji Nauki Wiary
List Vassuli Ryden do O. Prospero Grecha
Dotyczy: Odpowiedzi Vassuli Ryden na list o. Prospero Grecha z 4 kwietnia 2002,
napisany w imieniu J. E. kard. Józefa Ratzingera, Prefekta Kongregacji Nauki
Wiary.
Drogi Ojcze Prospero Grech,
Najpierw chciałabym podziękować za danie mi okazji do udzielenia odpowiedzi na
pytania dotyczące moich pism i mojej działalności – pytań wyrażonych z pełnym
szacunkiem w Ojca liście z 4 kwietnia 2002, a odnoszących się do zarzutów
zawartych w Nocie z 1995 r.
Jestem świadoma roli i odpowiedzialności za badanie duchów (por. 1 J 4,1),
spoczywającej na waszej świętej Kongregacji. Przez te lata uświadomiłam sobie w
pewnym stopniu złożoność zadania rozeznawania oraz to, jak bardzo jest ono
delikatne. Sama bowiem spotkałam na mojej drodze ludzi, którzy do mnie
podchodzili twierdząc, że także mieli doświadczenia Boga, i chcieli je łączyć z
moimi. Z roztropności i z poczucia odpowiedzialności przyjęłam za zasadę, że nie
będę tego brać pod uwagę. Dlatego właśnie doceniam znaczenie waszej pracy
chronienia wiernych przed wszystkim, co szkodliwe. Cenię wasz wysiłek
zmierzający do zachowania wiary nieskażonej przez zwodnicze doświadczenia i do
obrony prawdziwych charyzmatów, które przynoszą Kościołowi wiele korzyści.
Jestem również wdzięczna za danie mi okazji do wyjaśnienia i rzucenia światła na
pewne wyrażenia, które mogły wydawać się mało jasne, ponieważ zostały napisane
stylem obrazowym i poetyckim lub symbolicznym. Mam świadomość, że niezwykły jest
fakt, iż ja, prawosławna grecka, przemawiam do chrześcijankatolików. Nie chcę
jednak wprowadzać przez to zamętu, lecz pragnę raczej pokornie, aby to był mój
mały wkład w uśmierzenie niesnasek pomiędzy braćmi chrześcijanami.
Przekonana o waszej życzliwości, o dobrej woli i zrozumieniu w odniesieniu do
moich ograniczeń w wyrażeniu całej panoramy treści, zawartej w 121 tomach dzieła
zatytułowanego „Prawdziwe Życie w Bogu”, odpowiem, jak potrafię najlepiej,
całkowicie szczerze i w pełni świadomie, na postawione mi pytania.
Pytanie 1:
Związek pomiędzy „Prawdziwym
Życiem w Bogu” a Objawieniem
Wie Pani dobrze, że zarówno dla Katolików jak i dla Prawosławnych jest tylko
jedno objawienie: objawienie Boga w Jezusie Chrystusie, które jest zawarte w
Piśmie Świętym i w Tradycji. W Kościele katolickim nawet takie objawienia
„prywatne” jak te, które miały miejsce w Lourdes czy w Fatimie, choć bardzo
poważane, nie stanowią przedmiotu wiary. Czy zatem uważa Pani swoje pisma za
objawienia i jak mają być one przyjmowane przez Pani słuchaczy i czytelników?
Nigdy nie uczestniczyłam w lekcjach katechizmu, a tym bardziej – w wykładach z
teologii, i na początku wezwania i mojego nawrócenia nie znałam żadnych
wspomnianych tutaj teologicznych niuansów. O tych subtelnościach byłam pouczana
stopniowo podczas łagodnego prowadzenia przez Ducha Świętego.
Na samym początku tego wezwania byłam zdezorientowana i bardzo wcześnie, gdy
ukazał mi się mój anioł, zapytałam go: „Nie rozumiem. Mamy już Biblię, po cóż
nam więc te orędzia?”
Mój anioł odpowiedział: „Masz więc wrażenie, że wszystko zostało dane w
Biblii?”. Odpowiedziałam: „Tak, to dlatego nie widzę powodu dla tego
wszystkiego. Nie widzę w tym nic nowego.”
Wtedy anioł powiedział: „Bóg chce wam dać te orędzia.” Zapytałam: „Czy jest
jakiś szczególny powód, żebym to była ja?”
Anioł odpowiedział: „Nie. Bóg kocha was wszystkich. Te orędzia są po prostu
wezwaniem i przypomnieniem wam, jakie są wasze źródła” (7.08.1986).
Pewien protestancki duchowny powiedział mi kiedyś, że nie ma żadnego powodu, aby
Bóg chciał do nas mówić teraz, gdy mamy Biblię. Zmieszana powiedziałam do
Chrystusa: „Panie, duchowni odmawiają słuchania czy uwierzenia, że Ty możesz w
ten sposób się objawiać, poprzez mnie. Mówią, że Ty, Jezus, przyniosłeś nam całą
Prawdę i że oni niczego innego nie potrzebują jak tylko Pismo Święte. Innymi
słowy, według nich, wszystkie te Dzieła są fałszywe.”
Oto odpowiedź Chrystusa:
„Powiedziałem wam wszystkim, że Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle
w Moim Imieniu, wszystkiego was nauczy i przypomni wszystko, co wam
powiedziałem. Nie daję wam żadnej nowej nauki. Przypominam wam jedynie Prawdę,
prowadząc do pełnej Prawdy tych wszystkich, którzy się zagubili.
Ja, Pan, zadbam o to, abyście dzięki poruszeniu tymi Przypomnieniami czuwali i
Mój Święty Duch, Pocieszyciel, zawsze będzie wśród was jako Przypomnienie Mojego
Słowa. Nie dziwcie się więc, kiedy Mój Święty Duch mówi do was. Te przypomnienia
są wam dawane z Mojej Łaski, by was nawrócić i przypomnieć Moje Drogi.”
(20.12.1988)
W innym fragmencie, 11 lat później, nasz Pan poprosił mnie o napisanie:
„Wszystkie te przesłania pochodzą z Góry i są natchnione przeze Mnie. Można ich
używać z korzyścią dla pouczenia i dla odparcia błędu. Można się nimi posługiwać
dla pokierowania Kościołem w stronę Jedności i dla pokierowania życiem ludzi,
dla pouczenia ich o tym, że mają być świętymi. Otrzymujesz je dla lepszego
wyjaśnienia Objawienia, jakie zostało wam dane. Są niewyczerpanym źródłem
zdumiewającej łaski dla was wszystkich, aby was wszystkich odnowić.”
(30.07.1999)
Wierzę, że jest tylko jedno Objawienie, i nigdy niczego przeciwnego nie mówiłam
ani nie znajdziecie tego w tekstach orędzi. Nie oczekuję też tego, by czytelnicy
„Prawdziwego Życia w Bogu” uznali orędzia za ważniejsze od Pisma Świętego.
Jestem pewna, że nic w książkach „Prawdziwe Życie w Bogu” nie może nakłaniać do
innego myślenia moich słuchaczy lub czytelników. Kiedy daję świadectwo, cały
czas cytuję liczne fragmenty Pisma Świętego, czasem nawet częściej niż same
orędzia.
W sposób jasny i stały orędzia nakłaniają do skoncentrowania się na Piśmie
Świętym i do życia według przekazywanej w nim prawdy. Są one aktualizacją i
przypomnieniem jednego i jedynego Objawienia w Chrystusie, zawartego w Piśmie
Świętym i w Tradycji, przekazywanego przez Kościół, są jedynie skierowaniem ku
temu Objawieniu. Zapiski te nigdy nie prowadziły czytelników do stawiania
orędzia ponad Biblią, a ich świadectwa ukazują, że pomogły im lepiej zrozumieć
Słowo Boże. Wiemy jednak, że Bóg może nam przypomnieć Swe Święte Słowo, kiedy
wie, że jest to konieczne dla korzyści Kościoła. Łaski tego rodzaju – bo to są
łaski – rozjaśniają lub uwypuklają jakąś prawdę już znaną, umożliwiając jej
lepsze zrozumienie.
Można się zastanawiać, dlaczego Bóg wybrał do otrzymania „przypomnienia Jego
Słowa” kogoś tak ograniczonego i niegodnego, nie mającego żadnej orientacji w
sprawach Kościoła i nie interesującego się nim w ogóle, kogoś, kto nigdy nie
pragnął Boga. Czyż kapłani i teologowie nie są do tego wezwani? Tak, uważam, że
są do tego powołani. Nigdy w żaden sposób nie zamierzałam konkurować z kapłanami
i z teologami, wezwanymi przez Boga do wypełnienia swoich zadań. Jednak jestem
przekonana, że Bóg powołał mnie naprawdę, w nieoczekiwany sposób Swoim
bezpośrednim działaniem.
Niedawno dowiedziałam się, że Sobór Watykański II podkreślił wagę tego, by
świeccy uczestniczyli w rozszerzaniu Dobrej Nowiny przez różne dary, jakich Bóg
udzielił swemu Kościołowi. W Lumen Gentium Sobór jasno stwierdza, że świeccy
uczestniczą w prorockiej misji Chrystusa, gdyż Zbawiciel „pełni swe prorocze
zadanie aż do pełnego objawienia się chwały – nie tylko przez hierarchię, która
naucza w Jego imieniu i Jego władzą, ale także przez świeckich, których po to
ustanowił świadkami oraz wyposażył w zmysł wiary i łaskę słowa” (KK 35).
Zatem każda osoba świecka ma do odegrania rolę w służbie Ewangelii – według
charyzmatu, jakiego Bóg jej udzielił. Dzięki otrzymanym darom każdy jest
bezpośrednio świadkiem i żywym narzędziem misji samego Kościoła, „według miary,
jaka jest mu udzielona przez Chrystusa” (por. Ef 4,7).
W wielu dziełach z dziedziny katolickiej teologii fundamentalnej istnieje
rozróżnienie między Objawieniem, będącym dla nas wyłącznie przedmiotem refleksji
(Objawienie pisane z dużej litery), oraz objawieniem stanowiącym nasze osobiste
doświadczenie (objawienie pisane z małej litery lub objawienia, w liczbie
mnogiej). Kiedy mówię o moim skromnym doświadczeniu jako o „objawieniu”, mam na
myśli objawienie pisane z małej litery, czyli takie, które jest osobistym
doświadczeniem.
Nie rozumiem mojego doświadczenia jako objawienia doktrynalnego, które w jakiś
sposób chciałoby konkurować z Objawieniem. Tak samo jak inne „objawienia
prywatne” lub „objawienia prorockie” moje dzieło niczego nie dodaje do Depozytu
Wiary. Wezwanie, jakie Bóg do mnie skierował, ma na celu ukazać pełnię prawdy
Depozytu Wiary, aby w nią głębiej wejść i według niej żyć.
Konstytucja Dei Verbum Soboru Watykańskiego II jasno określiła, że Objawienie
publiczne jest pełne i doskonałe i że „nie należy się już spodziewać żadnego
nowego objawienia publicznego przed chwalebnym ukazaniem się Pana naszego Jezusa
Chrystusa” (KO 4). Jednak Dei Verbum równie jasno stwierdza, że lud Boży stale
potrzebuje pogłębiania tej prawdy: „Tradycja ta, wywodząca się od Apostołów,
rozwija się w Kościele pod opieką Ducha Świętego. Wzrasta bowiem zrozumienie tak
rzeczy, jak słów przekazywanych, już to dzięki kontemplacji oraz dociekaniu
wiernych, którzy je rozważają w sercu swoim (por. Łk 2,19 i 51), już też dzięki
głębokiemu, doświadczalnemu pojmowaniu spraw duchowych, już znowu dzięki
nauczaniu tych, którzy wraz z sukcesją biskupią otrzymali niezawodny charyzmat
prawdy. Albowiem Kościół z biegiem wieków dąży stale do pełni prawdy Bożej, aż
wypełnią się w nim słowa Boże.” (KO 8).
Jego Eminencja, kard. Józef Ratzinger, wypowiedział się bardzo jasno o relacji
pomiędzy chrześcijańskim proroctwem a Objawieniem, stwierdzając, iż teza –
według której proroctwo miałoby się zakończyć wraz z kontemplowaniem Objawienia
w Chrystusie – ujawnia niewłaściwe rozumienie. Stanowisko to wyraził w wywiadzie
o chrześcijańskim proroctwie i ponownie w komentarzu do dokumentu ujawniającego
trzecią tajemnicę fatimską. Pozwalam sobie zacytować dosłownie jego wywiad:
„Objawienie to w istocie Bóg, który daje nam Siebie, który z nami współtworzy
historię, który nas jednoczy i nas gromadzi; to wydarzenie spotkania, które
posiada w sobie również wymiar komunikacyjny i strukturę poznawczą: wymiar,
który ma implikacje w porządku poznania prawdy i Objawienia. To w swoim sensie
właściwym oznacza, że Objawienie osiągnęło swój cel wraz z Chrystusem, gdyż,
według pięknego wyrażenia św. Jana od Krzyża, kiedy Bóg wypowiedział się
osobiście, nie ma już nic do dodania. Nie można powiedzieć nic więcej niż Logos.
On zaś jest pośrodku nas w sposób całkowity i Bóg nie może nam dać ani
powiedzieć nic większego niż On Sam. To jednak, że ta pełnia Bożego daru z
Siebie, a mianowicie, że On, Logos, jest obecny w ciele, oznacza też, że my
musimy nadal przenikać tę Tajemnicę. I to łączy się ze strukturą nadziei.
Przyjście Chrystusa jest początkiem coraz głębszego poznawania i stopniowego
odkrywania tego, co jest dane w Logosie. Jest to więc nowy środek wprowadzania
człowieka w całą prawdę, która się ofiarowuje, jak stwierdza Jezus w Ewangelii
św. Jana, kiedy mówi o zstąpieniu Ducha Świętego. Uważam, że chrystologia
pneumatyczna zawarta w mowie pożegnalnej Jezusa jest bardzo ważna dla naszego
tematu. Chrystus wyjaśnia bowiem, że Jego przyjście w ciele jest jedynie
pierwszym krokiem. Rzeczywiste przyjście Chrystusa dokonuje się w miarę, jak On
– już nie związany z jakimś konkretnym miejscem przez ciało ograniczone
przestrzenią – przychodzi w Duchu do wszystkich jako Zmartwychwstały i sprawia,
że wnikanie w prawdę nabiera coraz większej głębi. Dla mnie osobiście jasne
jest, że – właśnie wtedy, gdy ta chrystologia pneumatyczna determinuje czas
Kościoła czyli czas, w którym Chrystus przychodzi do nas w Duchu – element
prorocki jako pierwiastek nadziei i przypomnienia nie może oczywiście być
nieobecny lub zniknąć” (30 JOURS dans l’Eglise et dans le monde, styczeń 1999,
str. 6768).
W żaden sposób nie roszczę sobie pretensji do tego, by moje pisma posiadały
status lub autorytet zbliżony do Pisma Świętego. Biblia jest natchniona w sposób
nieomylny. Wierzę jednak pokornie, że Pan mnie dotknął przez bezpośrednie
działanie w mojej duszy, abym pracowała z Nim, i pomaga mi, kiedy jestem wezwana
do pisania. Nie jest to jednak natchnienie w takim samym znaczeniu jak w
przypadku Pisma Świętego i jego rezultatem nie jest nieomylność. To jednak wcale
nie oznacza, że w moich pismach muszą się znajdować błędy doktrynalne. Jestem
pewna, że ich nie ma.
W swojej książce „Chcę widzieć Boga” ojciec Maria Eugeniusz przypomina nam, jak
Bóg może się dostosować do duszy: „To bezpośrednie Boże działanie, zasadzając
się na człowieku, którym się posługuje, dostosowuje się cudownie do warunków
życia psychologicznego duszy. To dostosowanie Boże powinno być podkreślone jako
ważna cecha Jego interwencji. Bóg, który się zgadza mówić językiem ludzkich
znaków, aby nam udzielić Swego światła, posuwa tę uległość aż do dostosowania
się do naszych temperamentów i do naszych szczególnych potrzeb w wyborze tych
znaków, aby nas w sposób bardziej pewny dosięgnąć. Do wiary, która zachowała swą
czystość i swą prostotę, będzie mówił przez znaki zewnętrzne i promienne, które
ją poruszą. Dla wiary, którą racjonalizm uczynił ostrożną i krytyczną, będzie
miał język bardziej intelektualny.”
Kardynał Ratzinger powiedział, że „przetwarzanie na słowa i obrazy kontaktu
wewnętrznego z Bogiem, nawet w przypadku autentycznej mistyki, zależy zawsze od
możliwości ludzkiej duszy i jej ograniczeń.”
Jeśli chodzi o mnie to doświadczam Słowa Bożego bez wysiłku, inaczej mówiąc: w
żaden sposób tego nie wymuszam. Ono po prostu przychodzi. Otrzymuję te
przesłania (wewnętrzne słowa) w dwóch postaciach. Chciałabym zaznaczyć, że nie
zamierzam tu w żaden sposób twierdzić, iż wiem doskonale, jak wyrazić to
zjawisko i jak Bóg może czynić takie rzeczy. Następujące wyjaśnienie jest
najlepsze, jakie mogę dać:
1. (Pierwszy sposób:) za pośrednictwem wewnętrznych słów, czyli lokucji.
Słyszane przeze mnie słowa są rzeczywiste – o wiele wyraźniejsze, niż gdybym je
słyszała uszami. Jedno słowo może zawierać ogrom znaczeń, trudnych do szybkiego
przetłumaczenia na język ludzki. Słowa lub boskie pouczenia dawane mi dla
kształcenia nie są udzielane w taki sposób, w jaki dokonuje się szkolne
nauczanie. Ono bowiem – zwykle z powodu ograniczonego czasu – nie zawiera nieraz
pełnego wyjaśnienia, może ulec zapomnieniu, z powodu ludzkiej ułomności, lub
może nie być wcale zrozumiane. Słowa lub pouczenia Boże natomiast są udzielane w
takim czasie i wyryte w duchu w taki sposób, że trudno je zapomnieć. Rozszerzane
przez nie światło jest ogromne, promieniuje z wielką siłą wszędzie, dając w
jednej chwili bogactwo poznania o wiele większe niż samo słowo. Dawane słowo
podobne jest do szerokiej rzeki, rozdzielającej się na inne odnogi, które
prowadzą wszędzie, w różne miejsca, wypływając jednak z jednej rzeki. Każde
normalne nauczanie w szkole wymagałoby ode mnie całych miesięcy, aby się czegoś
nauczyć.
Kiedy doznaję tego tak silnego doświadczenia słów, mam równocześnie świadomość,
że forma pisana i sposób, w jaki mam wyrazić te słowa, zawsze zależą od
ograniczonych możliwości mojego języka i form wyrazu.
2. (Drugi sposób:) otrzymuję słowa Boże przez światło zrozumienia w moim umyśle,
choć nie jest wypowiadane żadne słowo. To tak jakby Bóg przekazywał swą myśl
mojej myśli. Wiem od razu, co Bóg chce lub co chciałby powiedzieć. Wtedy muszę
zapisać to „nie wyrażone orędzie” tak dobrze, jak potrafię, dobierając własne
słowa. Tutaj, w Rzymie, dowiedziałam się, że czasem św. Brygida Szwedzka pisała
swe przesłania w podobny sposób.
Dlaczego Pan wybiera tę szczególną formę zapisywania orędzi, przez ujmowanie
mojej dłoni? Tego naprawdę nie wiem. Kiedy pytałam Go o powody, Pan odpowiedział
tylko: „bo taki sposób mi się podoba”. Nie wiem więc, dlaczego tak się dzieje.
Chciałabym jednak dodać, że niektórzy teolodzy, będący zarazem grafologami,
badali te pisma i określili je jako „hieratyczne”, opisując wiele zasadniczych
różnic zachodzących między sposobem, w jaki ja piszę, a tak zwanym pismem
automatycznym.
Później dowiedziałam się, że znani mistycy, tacy jak św. Teresa z Avila,
doświadczali uniesienia ciała (lewitacji), a czasem – części ciała. Sądzę, że w
moim przypadku chodzi o rodzaj łagodnego uniesienia mojej dłoni. Ufam też, że
Pan ma z tym związane jakieś szczególne zamiary.
PYTANIE 2:
Moja relacja jako prawosławnej
do Kościoła rzymskokatolickiego
Należy Pani do Kościoła prawosławnego i napomina Pani często kapłanów i biskupów
tego wyznania do uznania Papieża i do zawarcia pokoju z Kościołem rzymskim.
Dlatego też, niestety, nie jest Pani przyjmowana w niektórych krajach Pani
wyznania. Dlaczego podejmuje Pani taką misję? Jakie ma Pani pojęcie o biskupie
Rzymu i jaką widzi Pani przyszłość dot. jedności chrześcijan?
Czytając Pani dzieła, ma się czasem wrażenie, że stawia się Pani ponad obydwoma
Kościołami, nie angażując się w żadnym z nich. Na przykład wydaje się, że
przyjmuje Pani Komunię św. w obydwu Kościołach, katolickim i prawosławnym, lecz
w Pani statusie małżeńskim zachowuje Pani zasadę oikonomea. Jak już wspomniałem,
tych uwag nie należy rozumieć jako nagany odnoszącej się do Pani osoby. Nie mamy
absolutnie prawa osądzać Pani sumienia, lecz rozumie Pani naszą troskę o
katolików, którzy idą za Panią i mogliby te postawy zinterpretować w sposób
relatywistyczny i doznać pokusy lekceważenia dyscypliny swego Kościoła.
Motywacja dla podjęcia
dzieła zjednoczenia
Nie sądzę, żebym kiedykolwiek miała odwagę lub zapał stawić czoła prawosławiu,
aby je doprowadzić do zrozumienia pojednania, jakiego Pan od nich pragnie,
gdybym nie doświadczała Jego Obecności. Nie zniosłabym też sprzeciwów, krytyk i
prześladowań, jakich doświadczyłam z ich powodu.
Na samym początku Bożej interwencji byłam całkowicie zbita z tropu i obawiałam
się, że jestem zwodzona. Ta niepewność była naprawdę największym krzyżem, gdyż
nigdy w swoim życiu nie słyszałam, że Bóg może mówić do ludzi. Nie znałam też
nikogo, kogo mogłabym o to zapytać. Z tego powodu usiłowałam odrzucić to
zjawisko, lecz to doświadczenie mnie nie opuszczało. Później, w miarę upływu
czasu, upewniłam się i nabrałam ufności, że to wszystko jest wyłącznie dziełem
Boga, gdyż zaczęłam dostrzegać w tym Jego Rękę. Dlatego właśnie porzuciłam lęk
przed sprzeciwami i krytykami. Pomimo mojej niewystarczalności całkowicie
zaufałam naszemu Panu, wiedząc, że On dopełni tego, czego mi brak, i że Jego
dzieło zawsze zostanie uwieńczone chwałą.
Nie jest łatwo podchodzić do kapłanów, zakonników i biskupów prawosławnych, aby
uznali Papieża i aby szczerze pojednali się z Kościołem rzymskim. Powiedział mi
to Pan w jednym z orędzi. To tak, jakby się chciało płynąć pod silny prąd.
Widziałam jednak, jak Pan cierpi z powodu naszego podzielenia, nie mogłam więc
odmówić Mu spełnienia Jego prośby, kiedy mnie prosił o niesienie tego krzyża.
Przyjęłam zatem tę misję, choć przechodziłam (i nadal przechodzę) przez wiele
doświadczeń.
Na zadane mi pytanie: „Dlaczego podejmuje Pani tę misję?”, moja odpowiedź jest
następująca: ponieważ zostałam wezwana przez Boga. Uwierzyłam i odpowiedziałam
Mu. Chcę spełnić wolę Bożą.
Jedno z pierwszych słów Chrystusa było: „Czyj dom jest ważniejszy: twój dom czy
Mój Dom?” Odpowiedziałam: „Twój Dom, Panie”. On mi powiedział: „Ożyw Mój Dom,
upiększ Mój Dom i zjednocz go.” (23.04.1987)
Niektórzy greccy hierarchowie prawosławni odrzucają mnie całkowicie, jedni
dlatego, że mi nie wierzą,3 inni – ponieważ jestem kobietą, a jeszcze inni – z
powodu przekonania, że jako kobiecie nie wolno mi mówić. Niektórzy mnisi nie
dowierzają mi mówiąc, że jestem z pewnością koniem trojańskim wysłanym i
opłaconym przez Papieża lub nawet unitką. Wielu nie chce słuchać o żadnym
pojednaniu czy ekumenizmie. Mają mnie za heretyczkę, gdyż modlę się z katolikami
rzymskimi. Uważają to za stawianie siebie ponad Kościołami, bez przynależności
do któregokolwiek z nich. Jednak ja w pełni i całkowicie należę do mojego
Kościoła. Nie jest ani herezją, ani grzechem życie na sposób ekumeniczny przez
modlitwę wspólną z innymi chrześcijanami, dla przyczyniania się do zjednoczenia.
Według naszego Pana, w orędziach, kluczem do jedności jest pokora i miłość.
Jednak wielu ludzi Kościoła nie posiada tego klucza. Wielu prawosławnych
greckich – począwszy od świeckich i zwykłych kapłanów aż po mnichów żyjących w
klasztorach na odludziu – uważa Kościół katolicki za heretycki i niebezpieczny.
Tego uczy się ich od urodzenia, choć jest to fałszywe. Uważam jednak, że ich
zaciętość może ustąpić przez metanoję i moc Ducha Świętego, który każe im się
ugiąć, oraz dzięki modlitwie wiernych. Gromadząc się, prosimy Boga o tę
przemianę serc.
Nie chodzi jednak o to, by tylko oni się ugięli. Każdy musi się ugiąć w pokorze
i miłości. Ludzie żyjący w każdym Kościele muszą chcieć umrzeć dla własnego „ja”
i dla swej zaciętości. Wtedy, dzięki temu aktowi pokory i posłuszeństwa
prawdzie, Obecność Chrystusa w nich rozbłyśnie. Wierzę, że dzięki temu aktowi
pokory przeszłe i obecne słabości Kościołów zostaną wymazane i nastanie jedność.
Nigdy nie straciłam nadziei na zbliżenie się prawosławnych i dlatego właśnie
wciąż powracam do nich, aby im dać moje świadectwo. Daję im świadectwo,
przypominając słowa naszego Pana: „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze,
we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś
Ty Mnie posłał” (J 17,21).
Pomimo przeszkód powstało w Atenach i na Rodos kilka grup ekumenicznej modlitwy,
do których przyłączyli się też kapłani prawosławni. Wszystkie te grupy
modlitewne zaczęły od odmawiania Różańca, a potem: innych modlitw. Tak więc nie
spotkałam się wyłącznie z odrzuceniem ze strony hierarchii prawosławnej. Pan dał
mi wielu przyjaciół należących do duchowieństwa greckoprawosławnego.
Biskup Rzymu
Otrzymałam od naszego Pana wewnętrzną wizję trzech żelaznych prętów,
symbolizujących trzy zasadnicze odłamy chrześcijaństwa: chrześcijan katolików,
prawosławnych i protestantów. Pan wzywa ich do ugięcia głów, aby mogło dokonać
się zbliżenie. Muszą się pochylić, aby się spotkać.
Fragment ten mówi o tym, co jest konieczne do osiągnięcia jedności, za którą
tęskni Pan, jak dał temu wyraz w modlitwie skierowanej do Swego Ojca: „aby
stanowili jedno”. Nie ma tu jednak mowy o jedności na poziomie ontologicznym,
która miałaby wymagać zatarcia różnic między poszczególnymi wspólnotami
chrześcijańskimi nawet w tym, co stanowi w nich prawdę powierzoną przez
Chrystusa Swemu Kościołowi. Nie jest prawdziwy zarzut, jakobym miała utrzymywać,
iż wezwanie do pokory wobec siebie bracichrześcijan zawiera w sobie ideę
panchrześcijańskiej jedności, która miałaby zostać osiągnięta przez kupczenie
prawdą (na wzór handlarza, który sprzedaje i kupuje), prowadzące do jej
ujednolicenia i zrelatywizowania. Przeciwnie, często mówiłam o tym, jak ważna
jest wierność prawdzie.
Samo orędzie – bardziej jeszcze niż moje słowne wypowiedzi – nie jest niczym
innym jak wezwaniem do życia prawdą Ewangelii, do trwania przy jedynym
Objawieniu Chrystusa, jak to już zostało powiedziane powyżej. Orędzia
wielokrotnie ostrzegają przed postawą przeciwną. „Fałszywy ekumenizm” został w
nich przedstawiony jako koń trojański, który ma na celu wprowadzenie
pozbawionego życia obrazu Chrystusa: „Ta obrzydliwa podobizna o nieharmonijnych
kolorach, ten obraz, który ci kupcy próbują wam dać do uczczenia i naśladowania,
to nie jestem Ja. Ten obraz stanowi wytwór zepsutej ludzkiej przebiegłości,
zmierzający do zniszczenia pojęcia Mojej Świętości i Mojego Bóstwa. To fałszywy
ekumenizm, wyzwanie wobec wszystkiego, co święte. Cierpię z powodu grzechów tych
kupców.” (22.10.1990)
Wiele orędzi mówiących o jedności łączy ze sobą dwa witalne aspekty ekumenizmu:
postawę duchową – polegającą na pokorze i miłości wobec innych chrześcijan – z
bezkompromisowym poszukiwaniem prawdy Chrystusowej. Przykładem może być
fragment, w którym Dziewica Maryja mówi o strukturach jedności: „Królestwo Boże
nie polega na samym wypowiadaniu słów ustami. Królestwo Boże to miłość, pokój,
jedność i wiara w sercach; to Kościół Pana, zjednoczony w Jeden Jedyny we
wnętrzu waszych serc. Klucze Jedności to Miłość i Pokora. Jezus nigdy was nie
nakłaniał do podzielenia się. On nie pragnął rozbicia Swego Kościoła.”
(23.09.1991)
Później, tego samego dnia, Jezus mówi o strzeżeniu prawdy: „Broń Prawdy zawsze,
aż do śmierci. Od czasu do czasu staniesz się przedmiotem dotkliwej krytyki, ale
zezwolę na nią tylko w takim stopniu, jaki wystarczy, by twoja dusza pozostała
czysta i uległa.” (Temat ten powraca w innych orędziach, np. 5.6.1992;
25.9.1997; 22.6.1998).
Uczestniczyłam w różnych spotkaniach z katolickim duchowieństwem w USA, w
Holandii, a szczególnie w Szwajcarii, gdzie panuje liberalizm i silne
nastawienie antypapieskie. To ja musiałam bronić Stolicy Piotrowej i wyjaśnić,
jak tylko potrafiłam najlepiej, jej znaczenie – posługując się mocnymi orędziami
danymi przez Chrystusa – oraz ukazać im, jaki zamęt panuje w ich umysłach. Na
koniec wielu kapłanów przyszło mi powiedzieć, jak bardzo cenili sobie
wyjaśnienia. Było jednak dwóch takich, którzy się z tym nie zgadzali i
stwierdzili, że jestem bardziej katolicka niż katolicy.
Oprócz fragmentów dotyczących jedności pomiędzy Kościołami istnieje również
wiele innych orędzi, skierowanych szczególnie do licznych kapłanów katolickich,
którzy buntują się przeciw Papieżowi. Pragną one skłonić ich do okazywania mu
wierności.
Oto jeden przykład:
„Ja, Pan, nie chcę żadnego podziału w Moim Kościele. Dla Mnie zjednoczycie się i
pod Moim Imieniem będziecie Mnie kochać. Idźcie za Mną i świadczcie o Mnie.
Będziecie się wzajemnie miłować, jak Ja was kocham. Zjednoczycie się i staniecie
się już tylko jedną owczarnią pod jednym Pasterzem. Jak wiecie o tym wszyscy,
wybrałem Piotra i jemu powierzyłem władzę. Jak o tym wszyscy wiecie, dałem mu
klucze królestwa niebieskiego.4 Prosiłem Piotra o to, by pasł Moje baranki i
Moje owieczki i aby ich strzegł. Ta władza została dana przeze Mnie. Nie
chciałem, abyście wy zmieniali Moją wolę.” (19.03.1988)
Inne orędzie, mówiące o przyszłości jedności, porusza ten temat jeszcze
wyraźniej:
„Włożę wtedy w rękę Piotra żelazne berło, którym będzie bronił Moje owieczki.
Tym zaś, którzy nie wiedzą i zadają sobie pytanie: „Dlaczego powinniśmy mieć
przewodnika?”, mówię: Czy kiedykolwiek widzieliście lub słyszeliście o owczarni
bez pasterza? Ja jestem waszym Boskim Pasterzem i wybrałem Piotra, aby strzegł
Moich baranków aż do Mojego Powrotu. Nałożyłem na niego tę odpowiedzialność. Po
co więc wszystkie te kłótnie? Po co te wszystkie próżne dyskusje? Tym zaś
wszystkim, którzy nie znają jeszcze Moich Słów, mówię, aby przeczytali je w
Pismach. Znajdują się w świadectwie Jana, Mojego Ucznia. Zjednoczę Mój Kościół i
otoczę was Moimi Ramionami w jednej owczarni, bo dziś, rozwijając zbyt wiele
wspólnot, jesteście wszyscy rozproszeni w grupach, podzieleni.
Rozczłonkowaliście Moje Ciało, a tak NIE MOŻE BYĆ! Wszystkich was zjednoczę...”
(16.05.1988)
Inne przesłania mówią o Papieżu jako o Namiestniku Chrystusa lub Namiestniku
Kościoła. Oto przykład:
„Módlcie się za cały Kościół, bądźcie kadzidłem Mego Kościoła. Rozumiem przez
to, że będziecie się modlić za tych wszystkich, którzy głoszą Moje Słowo: za
Namiestnika, który Mnie reprezentuje; za apostołów i proroków dzisiejszych
czasów, zarówno za kapłanów, osoby zakonne jak i świeckich, aby gotowi byli
zrozumieć, że wy wszyscy, których wymieniłem, jesteście częścią Jednego Ciała,
Mojego Ciała” (10.1.1990). Inne orędzia: 1.6.1989, 2.3.1990, 10.10.1990,
18.3.1991, 20.4.1993, 20.12.1993, 15.4.1996, 22.10.1996, 20.12. 96.
Teksty orędzi nie zawierają żadnej wzmianki o roli Piotra w odniesieniu do
patriarchatów, dlatego nie mogę o tym nic powiedzieć. Wiem jednak, że sam
Papież, w swej encyklice Ut unum sint, otwiera dyskusję (dotyczącą tej kwestii)
w następujący sposób: „Jest jednak faktem znamiennym i pocieszającym, że kwestia
prymatu Biskupa Rzymu stała się obecnie przedmiotem studiów, już podjętych lub
planowanych, podobnie jak znamienne i pocieszające jest to, iż kwestia ta
pojawia się jako zasadniczy temat nie tylko w dialogach teologicznych, które
Kościół katolicki prowadzi z innymi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi, ale
również na szerszym forum całego ruchu ekumenicznego.
Niedawno uczestnicy piątego światowego zgromadzenia Komisji Wiara i Ustrój,
powołanej przez Ekumeniczną Radę Kościołów, które odbyło się w Santiago de
Compostela, zalecili, aby „ponownie przestudiowała ona kwestię powszechnej
posługi chrześcijańskiej jedności”. Po stuleciach gwałtownych polemik inne
Kościoły i Wspólnoty kościelne coraz uważniej przyglądają się w nowym świetle
tej posłudze jedności” (Ut unum sint, 89)
Ta sama encyklika potwierdza konieczność zjednoczenia się Wschodu z Zachodem: „W
tej perspektywie Kościół katolicki nie pragnie niczego innego, jak tylko pełnej
komunii między Wschodem i Zachodem. W dążeniu tym czerpie natchnienie z
doświadczenia pierwszego milenium. W tym okresie bowiem „rozwój różnych
doświadczeń życia kościelnego nie przeszkadzał temu, że utrzymując wzajemne
kontakty, chrześcijanie mogli nadal żywić przekonanie, iż bez względu na to, w
jakim Kościele by się znaleźli, są zawsze we własnym domu; ze wszystkich bowiem
Kościołów wznosiła się, w przedziwnej różnorodności języków i głosów, pochwała
jedynego Ojca przez Chrystusa w Duchu Świętym; wszystkie gromadziły się, by
sprawować Eucharystię, stanowiącą serce i wzorzec wspólnoty; nie tylko jej
duchowości czy życia moralnego, ale również samej struktury Kościoła, w którym
różnorodne posługi i służby są sprawowane pod przewodnictwem Biskupa, następcy
Apostołów. Pierwsze sobory są wymownym świadectwem tej trwałej jedności w
różnorodności.” (Ut unum sint, 61)
Choć pisma orędzi nie mówią o sprawach strukturalnych dotyczących Wschodu i
Zachodu, to jednak znajdują się w nich liczne wzmianki o znaczeniu Kościoła
Wschodu. W nowszych orędziach zdecydowane podkreślenie roli Piotra łączy się z
ideą odnowy duchowej, która mogłaby być zainspirowana przez Kościół Wschodu.
Stąd staje się jeszcze bardziej oczywiste, że Chrystus potrzebuje do oddychania
Swoich dwóch płuc, czyli obecności wschodu i zachodu w Kościele: „A ty, Domu na
Zachodzie, uświadomiłeś sobie, dzięki światłu Mego Ducha, że ciało potrzebuje
dwóch płuc,7 aby w sposób swobodny oddychać, i że Moje Ciało tylko z jednym
płucem jest niedoskonałe. Módl się, by Mój ożywiający Duch połączył was razem.
Jak bardzo jednak będę musiał przedtem cierpieć.” (27.11.1996)
Inny podobny fragment: „Módl się, aby dom na Wschodzie i dom na Zachodzie
połączyły się razem jak dwie ręce, które łączą się w czasie modlitwy: jak dwie
ręce podobne do siebie, pełne piękna, kiedy są splecione, wzniesione do Nieba na
modlitwie. Niech te dwie ręce należące do tego samego ciała pracują razem,
dzieląc się wzajemnie swymi zdolnościami i bogactwami... Niech te dwie Ręce
wzniosą się razem... Ach, kiedyż te dwie Ręce Mego Ciała podniosą Mnie wspólnie
przy Ołtarzu...” (15.6. 95)
Jeszcze inny fragment mówi o roli Wschodu w połączeniu dwóch domów dla
zjednoczenia Ciała Chrystusa: „Chwała zabłyśnie na Wschodnim Brzegu. To dlatego
mówię Mojemu Domowi na Zachodzie: zwróć swe oczy na Wschód. Nie płacz gorzko nad
odstępstwem i nad zniszczeniem twego Domu. Nie ulegaj panice, ponieważ jutro
będziesz jadł i pił razem z Moim kiełkiem na Wschodnim Brzegu. Mój Duch was
zjednoczy. Czy nie słyszałaś, że Wschód i Zachód utworzą jedno Królestwo? Czy
nie słyszałaś, że Ja mogę ustanowić jedną datę?
Przygotowuję się do wyciągnięcia Mojej Ręki, by wyryć na kawałku drewna te
słowa: „Brzeg Zachodni: Dom Piotra i wszystkich, którzy są mu wierni”. Potem na
innym kawałku drewna wyryję: „Brzeg Wschodni: Dom Pawła i wszystkich tych,
którzy są mu wierni”. A kiedy członkowie tych dwóch Domów zapytają: „Panie,
teraz powiedz nam, co zamierzasz uczynić?”, odpowiem im: „Wezmę kawałek drewna,
na którym wyryłem imię Pawła oraz wszystkich jemu wiernych, i przyłączę do niego
kawałek drewna z imieniem Piotra oraz jego wiernych i zrobię z nich jedną laskę.
Z dwóch uczynię jedną laskę i poniosę ją jako jedną. Połączę je razem Moim Nowym
Imieniem. To będzie most pomiędzy Zachodem i Wschodem. Moje Święte Imię scali
most, abyście przez ten most wymieniali się tym, co posiadacie. Już nie będą
sami wyznawać wiary, lecz razem, a Ja będę królować nad nimi wszystkimi.”
To, co zaplanowałem, nadejdzie. Gdyby ludzie mówili ci, córko, że znaki te nie
pochodzą ode Mnie, powiedz im: „Nie lękajcie się. Czy nie słyszeliście, że On
jest równocześnie Świątynią i Kamieniem Obrazy? Skałą, która może rozbić dwa
Domy, lecz i wznieść je jako Jeden Jedyny Dom?” (24.10.1994) I to orędzie w
niczym nie umniejsza roli i autorytetu Piotra, lecz podkreśla wagę ponownego
zjednoczenia wschodnich i zachodnich części Ciała Chrystusa, aby świat uwierzył.
Przyszłość jedności chrześcijan
Choć orędzie wyraźnie ukazuje prymat Piotra, biskupa Rzymu – znany zarówno w
tradycji wschodniej jak i zachodniej – to jednak nie ma w nim mowy o sprawach
jurysdykcji. Sądzę, że nie zostałam powołana do wypowiadania się na ten temat,
zatem powstrzymuję się od czynienia tego w jakikolwiek sposób.
Celem mojego wezwania – oprócz wpływania na budowanie jedności i umacniania jej
struktur wewnętrznych – jest potwierdzanie znaczenia Papieża i branie w obronę
Jego Stolicy przed tymi wszystkimi, którzy ośmielają się odmawiać mu
posłuszeństwa i buntują się przeciw niemu. Fundamentem jedności jest jedność
bazująca na duchowości. Orędzie stanowi wezwanie do jedności zarówno intra nos,
jak i extra nos, czyli jest wezwaniem do umacniania dynamiki jedności tak w
łonie poszczególnych Kościołów partykularnych, jak i pomiędzy nimi.
Nie wiem, jakie będą przyszłe struktury zjednoczonego Kościoła, gdyż Pan nie
mówił mi o tym ani też nie obdarzył mnie żadnym światłem na ten temat. Uważam
jednak, że jedność przyjdzie przez duchowość. Mam wrażenie, że podczas różnych
ekumenicznych zgromadzeń został mi dany przedsmak łaski przyszłej jedności. I
tak na przykład w marcu 2000 r. Pan pozwolił naszym grupom modlitewnym spotkać
się w Jego rodzinnym mieście, Betlejem. Przybyło 450 osób – z ponad 55 krajów i
z 12 różnych kościołów – na międzynarodowe spotkanie, by modlić się o pokój i
jedność. Byliśmy zgromadzeni jak jedna rodzina. Obecnych było 75 przedstawicieli
duchowieństwa z 12 różnych kościołów, a także duchowni z Ziemi Świętej, którzy –
słysząc o tym modlitewnym spotkaniu – również się do nas przyłączyli. To
ekumeniczne spotkanie koordynowało wielu Izraelitów i Palestyńczyków, których
poruszyły pisma „Prawdziwe Życie w Bogu”. Uwierzyli w odkupienie Chrystusa i w
Jego zbawczy plan realizowany za naszych dni i chętnie pomogli w zorganizowaniu
tego spotkania.
Wiemy, jak obecnie Palestyńczycy i Izraelici walczą ze sobą, zatem ich
pojednanie było znakiem mocy Ducha Świętego. Połączył On ludzi z tych dwóch
narodów w działaniu na rzecz spotkania dla pokoju pomiędzy podzielonymi
chrześcijanami. Jak mówi Pismo Święte: „Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju
ci, którzy zaprowadzają pokój.” (Jk 3,18). Oto pouczenie dla nas wszystkich.
Przeżyliśmy i dany nam został przedsmak tego, do czego będzie podobna pewnego
dnia jedność pomiędzy chrześcijanami. Przemówienia o jedności wygłosili duchowni
z różnych Kościołów. Ich słowa brzmiały tak, jakby były wypowiadane jednym
głosem i w jednym duchu. Podczas ich przemówień odczuliśmy wielkie pragnienie
zjednoczenia się wszystkich. Widzieliśmy i byliśmy świadkami pragnienia jedności
zarówno przez świeckich i przez duchownych. Równocześnie odczuliśmy wielkie
zewnętrzne rany, jakie nasz podział zadał Ciału Chrystusa.
Większość z nas jest zmęczona tym podziałem, gdyż nie jest on zgodny z prawem
miłości naszego Pana. Jeszcze bardziej zmęczony widokiem naszego rozbicia jest
sam Chrystus. Okrzyki radości wszystkich tych ludzi z różnych narodów, razem
zespolone, wzywające do pełnej jedności chrześcijan, ukazały, że podział ten
jest nie tylko grzechem, ale i antyświadectwem.
Największym grzechem przeciw jedności są oddzielne daty Wielkanocy. Jakże dobrze
będzie kiedyś, tego samego dnia, zawołać wspólnie: „Christos Anesti”. Wszyscy
razem mówimy: „bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi”. Jezus Chrystus
pojednał nas swoją krwią, jakże więc możemy niszczyć tę jedność? „On bowiem jest
naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył
rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań,
wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie jednego
nowego człowieka, wprowadzając pokój” (Ef 2, 1415). Jakże możemy mówić Bogu
„nie”, skoro On chce naszego zjednoczenia? Czy nasze serca są aż tak
zatwardziałe? Czy zapomnieliśmy o słowach Ojca Świętego, który powiedział: „to,
co nas dzieli, jest mniejsze w porównaniu z tym, co nas łączy”15? Powinniśmy
więc zbierać te elementy (wspólne) i wyrównywać drogę wiodącą ku pełnej
jedności.
Eucharystia Święta i interkomunia
Katechizm Kościoła Katolickiego cytuje wypowiedź św. Augustyna dotyczącą
Eucharystii. Wykrzykuje on z zachwytem: „O sakramencie pobożności! O znaku
jedności! O więzi miłości!” Św. Augustyn, In evangelium Johannis tractatus,
26,6,13; por. Sobór Watykański II, konst. Sacrosanctum Concilium, 47. Im
boleśniej dają się odczuć podziały Kościoła, które uniemożliwiają wspólne
uczestnictwo w uczcie Pana, tym bardziej naglące są modlitwy zanoszone do Niego,
by nastały dni pełnej jedności wszystkich wierzących.” (KKK 1398).
Pan przynagla nas do pojednania i zjednoczenia się. Pewien znany kardynał
katolicki powiedział niedawno prawosławnemu duchownemu o moich przyjaciołach z
Nowego Jorku, którzy uczestniczyli we Mszy św. sprawowanej przez niego w Rzymie
– i takie jest również moje przekonanie – że powinno być możliwe osiągnięcie na
nowo jedności wokół Stołu Pańskiego pomiędzy katolikami i prawosławnymi, gdyż
posiadamy te same sakramenty i mamy w istocie tę samą wiarę, choć przyobleczoną
w różniące się sformułowania słowne i otoczoną różnymi przejawami pobożności.
Poznałam płomienną miłość naszego Pana, głębokości Jego pragnienia doskonałej
jedności Jego Ciała i wierzę, że On cierpi z powodu naszego braku miłości i
komunii. Nie mam więc większego pragnienia od tego, by ujrzeć Jego Ciało
ponownie zjednoczone. Jestem przekonana, że my, chrześcijanie, jeśli
rzeczywiście kochamy Jezusa Chrystusa, powinniśmy czynić wszystko, co w naszej
mocy, aby przyczynić się do pojednania oddzielonych od siebie członków Ciała
Chrystusa.
Wiem jednak, że osiągnięcie jedności nie jest łatwe. Dojdzie do niej jedynie
przez cud naszego Pana, ale my powinniśmy uczynić wszystko, co możemy, aby ją
przybliżyć. On obiecał, że da nam jedność, która będzie dziełem Ducha Świętego.
Jak powiedziałam już raz w 1992 r., dokona się to tak nagle, jak nastąpił upadek
muru berlińskiego:
„Miłosierdzie i Sprawiedliwość czyni takie cuda, jakich nie było już od wielu
pokoleń... A jedność przyjdzie na was jak Jutrzenka i tak nagle, jak upadek
komunizmu. Przyjdzie od Boga, a wasze narody nazwą ją Wielkim Cudem,
Błogosławionym Dniem waszej historii.” (10.01.1990)
Kościół Chrystusa jest jeden w tym znaczeniu, że Chrystus jest jeden i posiada
tylko jedno Święte Ciało. To ludzie Kościoła się podzielili. Jeśli chrześcijanie
będą zdolni pokonać negatywne przeszkody, jakie ich dzielą – a które, według
Biblii, są zaprzeczeniem naszego trwania w jedności wiary, miłości i pobożności
– wtedy Ojciec spełni prośbę Swojego Boskiego Syna, który modlił się słowami:
„aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni
stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał.” (J 17,27)
Czekając na tę łaskę, próbuję jak najlepiej stosować się do obowiązujących
obecnie zasad i jestem przekonana, że nie wyrządzam szkody sumieniu żadnego
członka Kościoła.
W postawionym przez Ojca pytaniu znajduje się następujący fragment: „Czytając
Pani dzieła, ma się czasem wrażenie, że stawia się Pani ponad obydwoma
Kościołami, nie należąc do żadnego z nich”.
Nie ma w dziele („Prawdziwe Życie w Bogu”) nic takiego, co mogłoby sugerować, że
stawiam siebie ponad dwoma Kościołami. Mogą, jak to Ojciec napisał, takie myśli
podsuwać raczej moje praktyki. Jeśli chodzi o moją wiarę, to jestem prawosławną
w pełni należącą do mojego Kościoła. Kiedy znajduję cerkiew prawosławną, nigdy
nie zaniedbuję uczestniczenia w niej we Mszy św. niedzielnej, chyba że jej nie
ma, jak to było w Dakce, kiedy mieszkałam w Bangladeszu. Przed moim przybyciem
do Rzymu, gdzie mieszkam obecnie, przebywałam przez 11 lat w Szwajcarii. W każdą
niedzielę chodziłam do naszego prawosławnego kościoła. Grecki kapłan z Lozanny,
o. Aleksander Iossifides, jest moim świadkiem oraz wierni, którzy przychodzili
do cerkwi i widzieli mnie w niej regularnie, oczywiście z wyjątkiem dni, kiedy
byłam w podróży.
Za granicą, podczas moich podróży, gdy podporządkowuję się programowi ustalonemu
dla mnie na czas dawania świadectwa, czasem – ale chcę dodać: rzadko – zdarza
się, że kapłani katoliccy lub miejscowi biskupi, którzy mnie zaprosili do
dawania świadectwa, umieszczają w programie publiczną Mszę św. w tym samym
miejscu, do którego przybywam, aby przemówić. Wtedy zostaję na Mszy św. – gdyż
stanowi ona część programu – i przyjmuję Komunię św.
Tutaj, w Rzymie, mieszkam w dużej odległości od centrum i bardzo daleko od
mojego kościoła prawosławnego greckiego, który tam się znajduje. Jest też
cerkiew prawosławna słoweńska w Tre Fontane, do której uczęszczam, ale ponieważ
wcale nie rozumiem tego języka i ponieważ połowę mojego czasu zajmują mi
podróże, pozwalam sobie od czasu do czasu przyjmować Komunię św. w sanktuarium
Matki Bożej Miłości, usytuowanym w odległości 3 km od miejsca zamieszkania.
Sądzę, że Sobór Watykański II pozwala mi na to, co przypomina również Katechizm
Kościoła Katolickiego: „Pewna jedność in sacris, a więc w Eucharystii, jest ‘w
odpowiednich okolicznościach i za zgodą kościelnej władzy... nie tylko możliwa,
ale i wskazana’” (KKK 1399).
W dekrecie Orientalium Ecclesiarum Soboru Watykańskiego II jest napisane: „można
chrześcijanom wschodnim, którzy w dobrej wierze pozostają odłączeni od Kościoła
katolickiego, udzielać sakramentów pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych –
jeśli dobrowolnie o to poproszą i będą mieli należytą dyspozycję.” (DKW 27)
Kodeks Prawa Kanonicznego oświadcza: „Szafarze katoliccy godziwie udzielają
sakramentów pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych członkom Kościołów
wschodnich, nie mających pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, gdy sami o nie
proszą i są odpowiednio przygotowani. Odnosi się to także do członków innych
Kościołów, które według oceny Stolicy Apostolskiej, gdy idzie o sakramenty, są w
takiej samej sytuacji, jak wspomniane Kościoły wschodnie.” (KPK 844 §3).
Encyklika Ut unum sint Papieża Jana Pawła II powtarza te stwierdzenia, odnosząc
się do Dekretu Orientalium Ecclesiarum: „Ze względu na bardzo ścisłe więzi
sakramentalne między Kościołem katolickim a Kościołem prawosławnym Dekret
Orientalium Ecclesiarum podkreślił: ‘praktyka duszpasterska wykazuje, że jeśli
chodzi o braci wschodnich, można i powinno się wziąć pod uwagę różne sytuacje
poszczególnych osób, kiedy to ani jedność Kościoła nie jest zagrożona, ani nie
występuje niebezpieczeństwo, którego należy uniknąć, lecz przynagla konieczność
zbawienia i dobro dusz. Dlatego Kościół katolicki, stosownie do okoliczności
czasu, miejsca i osób, nieraz stosował i stosuje łagodniejszy sposób
postępowania, dając wszystkim środki zbawienia i świadectwo miłości między
chrześcijanami przez uczestnictwo w sakramentach i innych czynnościach i
rzeczach świętych’.”
Jeśli chodzi o relacje z kościołami zreformowanymi, to sprawa jest bardziej
złożona. Wielu wiernych wyznania protestanckiego czyta „Prawdziwe Życie w Bogu”
i przechodzi na katolicyzm, dokonując osobistego wyboru – głównie z powodów
związanych z Eucharystią.
Jezus nie porusza w orędziach problemu ważności ich sakramentów, lecz przynagla
protestantów do pokochania na nowo Jego Matki i do uznania roli Piotra: „Vassulo,
nadszedł czas zjednoczenia Mego Kościoła. Zjednoczcie się, umiłowani. Przyjdźcie
odbudować te starodawne ruiny. Odbudujcie Moją starą Fundację, Fundację
wzniesioną Moją Własną Ręką. Czcijcie Moją Matkę, jak Ją czczę Ja, Słowo będące
ponad wszystkim. Czyż mogę nie pragnąć, byście wy – proch i popiół – uznali w
Niej Królową Niebios i czcili Ją? Sprawia Mi ból zauważanie, że dziś Moje
stworzenie w niewielkim stopniu uznaje Jej znaczenie. Liczni Moi uczniowie,
którzy całkowicie odłączyli się pod imieniem Lutra, powinni powrócić do Piotra.”
(22.12.1987)
W innym fragmencie Chrystus napomina tych wszystkich chrześcijan, którzy nie
potrafią dostrzec wielkości tajemnicy Eucharystii i Bożej Obecności Chrystusa,
który się w niej znajduje: „I tak mówię do tych kościołów, których duchowieństwo
nie przyjęło Mojej Tajemnicy: „Odzyskajcie rozum i szukajcie Mnie gorliwie,
zapanujcie też nad waszą niechęcią do Mojej Matki. Niech cały rodzaj ludzki wie,
że Moje Ciało i Moja Krew pochodzą od Mojej Matki. Tak, Moje Ciało pochodzi od
Najświętszej Dziewicy o czystej krwi. Niech będzie błogosławione Jej Imię! Aby
ocalić wszystkich pokornych ziemi, którzy Mnie przyjmują, i aby im dać życie
niezniszczalne, stałem się Chlebem i dałem wam Siebie. Przez tę Komunię uświęcam
tych wszystkich, którzy Mnie przyjmują, przebóstwiając ich, aby się stali ciałem
z Mego Ciała, kością z Moich Kości. (...) Dzięki Mojemu Bóstwu przebóstwiam
ludzi... (...)
Teraz Ja jestem sądzony przez ludzi. Szata, która może was przyoblec,
przyozdabiając was po królewsku, przekształcając was, przebóstwiając was, jest
odrzucona przez te kościoły, które nie potrafią pojąć Mojej Tajemnicy...”
Dziś na nowo wołam w Niebiosach: „Bracia, dlaczego niszczycie Moje Bóstwo? Jeśli
sądzicie, że jesteście tymi, którzy wiedzą, co jest sprawiedliwe, zatem dlaczego
wasz duch ograbia Mój Kościół? Zapraszam was do (...) celebrowania Mszy i do
wzięcia udziału w Boskiej Tajemnicy w sposób, jaki naprawdę Ja ustanowiłem.
(...)”
Te kościoły głoszą, że jestem chwalebnym Królem, potwierdzają Moją moc,
ogłaszają Moją budzącą lęk potęgę, wyśpiewują Mi swe pochwały, uznają Moją
Wszechmoc i potężne cuda, lecz staję się przeszkodą, kiedy chodzi o zmierzenie
wspaniałości Mojego Bóstwa i Mojej obecności w Eucharystii.” (16.10.2000)
Status małżeński
Nieco dalej, w postawionym mi pytaniu dotyczącym przyjmowania Komunii św. w
Kościele rzymskokatolickim, znajdują się słowa: „rozumie Pani naszą troskę o
katolików, którzy idą za Panią i mogliby te postawy zinterpretować w sposób
relatywistyczny i doznać pokusy lekceważenia dyscypliny swojego Kościoła.”
Zacytowany przeze mnie wyżej kanon Kodeksu Prawa Kanonicznego wyjaśnia, że
jestem w całkowitej zgodności z prawem kanonicznym Kościoła katolickiego. Nie
widzę więc żadnej przyczyny, dla której wierni katolicy mieliby reagować w
sposób relatywistyczny.
Nie sprzyjam rozwodom i nie usiłuję szerzyć pośród katolików doktryny, według
której ponowne małżeństwo osoby rozwiedzionej powinno być dopuszczone. Mój
rozwód i moje ponowne cywilne małżeństwo miały miejsce przed moim nawróceniem.
Po moim nawróceniu – w świetle orędzi „Prawdziwe Życie w Bogu” – odkryłam, że
moja sytuacja małżeńska nie jest uregulowana. Nikt jednak, poza mną, o tym nie
wiedział. To ja sama tę sytuację publicznie z żalem ujawniłam. Przedstawiłam ją,
chociaż nie była znana nikomu. Uświadomiwszy sobie moją sytuację, zwróciłam się
do władz mojego Kościoła w Lozannie i przeszłam przez proces pełnego
wyjaśnienia, zgodnie z prawosławnymi regułami dotyczącymi małżeństwa. Zatem,
jako chrześcijanka pra
wosławna, będąca w zgodzie ze swoim Kościołem i z jego zasadami – podobnie jak
każdy inny chrześcijanin prawosławny – mogę przyjmować Eucharystię w moim
własnym Kościele i w Kościele katolickim, o czym mówią wspomniane wyżej zasady.
W żaden sposób nie lekceważę zasad Kościoła katolickiego odnoszących się do
małżeństwa.
Dla informacji dołączam do tego dokumentu świadectwo mojego ślubu (aneks 1).
Pytanie 3:
Zarzut pomieszania terminologii
dotyczącej Osób Najświętszej Trójcy
W Pani pierwszych pismach, jak zauważyła „Nota”, jest pewne pomieszanie
terminologii odnoszącej się do Trójcy Świętej. Jesteśmy pewni, że Pani zgadza
się z nauczaniem swego Kościoła. Czy byłaby Pani w stanie pomóc nam w
wyjaśnieniu tych pojęć? Kiedy zajmujemy się sprawami dotyczącymi wiary, czy nie
byłoby pożyteczne posługiwać się oficjalną terminologią istniejących
katechizmów, aby uniknąć zamętu w umysłach czytelników „Prawdziwego Życia w
Bogu”?
W związku z tym chciałabym spróbować wyjaśnić, najlepiej jak tylko potrafię,
dylematy językowe. Przypominam jednak, że nie jestem teologiem, który byłby w
stanie słowa otrzymane z wysoka wyrazić przy pomocy oficjalnej, specjalistycznej
terminologii.
To oczywiste, że nasz Pan wyrażał się w sposób dla mnie zrozumiały,
przystosowując się do mnie, aby do mnie dotrzeć. Nie mówi do mnie, posługując
się terminologią teologii scholastycznej. Jednak nie czynił tego ani Jezus,
kiedy był na ziemi i powiedział: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30), ani też
św. Paweł, który napisał: „Pan zaś jest Duchem” (2 Kor 3,17). Do Bernadetty w
Lourdes Maryja zwracała się w lokalnym dialekcie, który nie był poprawnym
francuskim. Z książek zajmujących się Pismem Świętym dowiedziałam się, że
istnieją znaczne różnice pomiędzy wyrafinowaną greką św. Łukasza a prostym
językiem św. Marka.
Św. Katarzyna ze Sieny, w swoim Dialogu, wyraziła się raz w ten sposób: „Ty,
wiekuista Trójco, jesteś Stwórcą, a ja stworzeniem. W odrodzeniu, którego
dokonałeś we mnie przez krew Syna Twego Jedynego, ujrzałam, że rozmiłowałeś się
w piękności swojego stworzenia”. Chociaż nazwanie Chrystusa „Synem Trójcy” brzmi
heretycko, to jednak przyjmujemy ten fragment w możliwie najlepszym sensie...
To zupełnie normalne, że Chrystus posłużył się moim poziomem słownictwa, a nie
językiem teologicznym. Często wyrażałam się słowami pochodzącymi z mojego
osobistego doświadczenia Boga. Mówiłam to, co
odczuwałam, posługując się słowami, które nasuwały mi się spontanicznie, bez
większej krytycznej refleksji nad tym, jak może to zabrzmieć dla moich
słuchaczy. Nie zastanawiałam się nad ewentualnym ryzykiem błędnego zrozumienia
mnie. Przedstawianie słowne Bożych tajemnic było dla mnie dość trudne –
zwłaszcza tych, które można było wyrazić językiem tradycyjnym. Teolodzy
posługują się słownictwem, które zostało starannie dopracowane w ciągu
wielowiekowych dyskusji.
Nie wiem dokładnie, do jakich fragmentów orędzi odnosi się zarzut (pomieszania
terminologii dotyczącej Osób Najświętszej Trójcy). Mogę jedynie domyślać się, że
chodzi może o fragmenty, w których Chrystus jest nazwany „Ojcem”, chociaż jest
On Synem Ojca. Otóż te fragmenty objawień nie przedstawiają doktryny o
ontologicznej (relacji) Osoby Chrystusa (do Ojca). To raczej język uczuciowy i
„ojcowski” – taki sam, jakim posługiwał się Jezus w odniesieniu do Swoich
uczniów, kiedy mówił do nich: „Dzieci...” (J 13,3). Zresztą Izajasz opisywał
Mesjasza jako „Przedziwnego Doradcę, Boga Mocnego, Odwiecznego Ojca” (Iz 9,5).
Nigdy, od samego początku (otrzymywania orędzi), nie myliłam Ojca, Syna i Ducha
Świętego. Jednak postawa Chrystusa wobec mnie nosiła piętno ojcowskiej miłości i
kiedy w jakimś momencie nazwałam Jezusa „Ojcem”, stało się tak z powodu Jego
ojcowskiego sposobu przemawiania do mnie. Było to tak, jak dzieje się w chwili,
gdy ojcowie wyjaśniają i pouczają o niektórych sprawach swoje dzieci: cierpliwie
i z miłością, dla ich wzrostu i rozwoju. Oto przykład takich słów Chrystusa:
„Wzrastaj duchowo, Vassulo. Wzrastaj. Twoje zadanie polega na przekazywaniu
wszystkich orędzi danych przeze Mnie i Mojego Ojca. Mądrość cię pouczy.” Wtedy
odpowiedziałam: „Tak, Ojcze.” Jezus powiedział na to: „Jak dobrze jest słyszeć
cię nazywającą Mnie Ojcem! Tęskniłem, aby usłyszeć to słowo z twoich ust:
Ojcze.” (16.02.1987).
W Litanii do Najświętszego Imienia Jezus znajduje się wezwanie: „Jezu, Ojcze na
wieki”. W sekwencji z Mszy św. na Zesłanie Ducha Świętego nazywamy Ducha
Świętego: „Ojcem ubogich” (Przyjdź, Ojcze ubogich).
Wybrałam jeszcze św. Symeona Nowego Teologa, aby wskazać na kilka dodatkowych
podobieństw. Jest on teologiem i świętym bardzo cenionym i bardzo ważnym dla
mojej tradycji prawosławnej. Oto, co powiedział: „Dla surowych odgrywa On
(Chrystus) rolę kochającego Ojca, który czuwa nad wychowaniem Swoich dzieci” (Traité
éthique 4,275279).
Być może zarzut (mieszania terminologii) odnosi się też do pewnego początkowego
orędzia, przez które Pan chciał mnie pouczyć o jedności Trójcy Świętej. Orędzie,
które być może jest poddawane w wątpliwość, brzmi następująco: „Ja jestem Ojcem
i Synem. Czy teraz rozumiesz? Ja jestem Jeden, jestem Wszystkim w Jednym, Ja
jestem Wszystkim w Jednym.” (2.03.1987). Tu nasz Pan chciał mi dać poznać
doskonałą i ontologiczną jedność Najświętszej Trójcy – to mianowicie, że Trzy
Boskie Osoby są nierozdzielne i że są całkowicie jednym ze względu na Swoją
naturę. O tym mówi św. Symeon w swoim hymnie (45,721): „Trzej w jednym, jeden w
trzech..., skądże mógłbym wiedzieć, Panie, że mam takiego Boga, Nauczyciela,
Obrońcę, Ojca, Brata i Króla...?”
Stopniowo, z czasem, cała moja „nieoficjalna” terminologia skrystalizowała się,
a więc jeśli coś może się wydawać niejasne (w jednym miejscu), wyjaśnia się
nieco dalej. Warto przypomnieć tutaj, jak – już dawno – Papież Benedykt XIV
zauważył kontrowersyjne fragmenty w pismach Ojców Kościoła i świętych i
oświadczył: „...Zdarza się często, że to, co jakiś autor wyraża w sposób
niepełny lub niejasno w jednym miejscu swego dzieła, zostaje wyłożone jasno,
dokładnie i wyraziście w innym miejscu... należy więc poszukiwać intencji autora
nie na podstawie jakiegoś pojedynczego zdania, lecz w oparciu o cały kontekst
dzieła. Życzliwość powinna towarzyszyć surowości, a osąd punktów niezgodnych
powinien być dokonywany nie na podstawie jakiegoś jego jednego możliwego
znaczenia, lecz w oparciu o prawdopodobieństwo (całej) nauki” (Constitution de
l’introduction de l’Index).
Opowiadałam o tym, jak Jezus w jednym z pierwszych przesłań prosił mnie o
narysowanie Trójcy Przenajświętszej. Opisałam to w ten sposób, że miałam wizję
światła. Potem jedno światło wyszło z niego, następnie drugie i tak były trzy
światła. Dopisałam: „Zatem Syn jest w Ojcu, stanowią Jedno. Najświętsza Trójca
jest Jedna i Ta Sama. Jest w Trzech Osobach, ale One stanowią Jedno. Wynika z
tego, że Bóg jest Jeden.” (24.11.1987).
Dowiedziałam się, że to stwierdzenie używa metafory z Credo Nicejskiego, które
stwierdza, że Syn jest zrodzony z Ojca, Światłość ze Światłości. Odtąd obraz ten
stał się charakterystyczny dla myśli chrześcijańskiej. I tak np. Symeon Nowy
Teolog pisze na ten temat: „Ten, który był na początku, przed wszystkimi
wiekami, zrodzony z Ojca, i z Duchem, Bóg i Słowo, troisty w jedności lecz,
jedno światło w trzech” (Hymn 12,1418).
Czasem to Bóg Ojciec mówi (w orędziach) i ze słów takich jak „Mój Syn Jezus”
itp. jasne staje się dla każdego czytającego, który zna Biblię, że to
rzeczywiście przemawia Ojciec. Potem może się zdarzyć, że tego samego dnia mówi
do mnie jeszcze Chrystus, aby kontynuować orędzie. I znowu znający Biblię
czytelnik zrozumie, że to przemawia Chrystus, gdyż mówi o Swoich Ranach na
Krzyżu. Co się tyczy orędzi rozpoczętych np. przez Ojca, a kontynuowanych
później przez Syna, to zwykle zawierają moją notkę: Później. Tam, gdzie nie
dodałam tej wskazówki, pomocnej dla czytelnika, zrozumienie, Kto mówi w danym
momencie, wydawało mi się tak oczywiste i jasno wynikające z wypowiadanych słów,
że pozostawiłam tekst taki, jaki był.
Od żadnego spośród tysięcy czytelników nie otrzymałam nigdy listu proszącego
mnie o wyjaśnienia na ten temat i nikt nigdy nie mówił mi, że jest
zdezorientowany. Jedynie dwóch kapłanów w USA zinterpretowało to orędzie w
najgorszy z możliwych sposobów. Opublikowali oni swe komentarze wiele razy w
rozmaitych czasopismach, nawet się ze mną nie konsultując.
W jednym fragmencie pism „Prawdziwe Życie w Bogu” Chrystus powiedział: „Ja
jestem Trójcą” (11.04.1988). Tu Chrystus identyfikuje się z naturą Trójcy, która
jest jedna. Chrystus jest oczywiście jedną z Osób Trójcy. Tutaj mówi On jako
jedyny Bóg, gdyż Ten jest jeden przez naturę posiadaną przez każdą z Trzech
Osób.
Istnieje też inny fragment „Prawdziwego Życia w Bogu”, w którym Chrystus mówi:
„Bądź błogosławiona, Moje dziecko. Ja, twój Święty Ojciec, kocham cię. Ja jestem
Najświętszą Trójcą.” Potem dodał: „Dobrze rozpoznałaś!”. Kiedy Jezus mówił “Ja,
twój Święty Ojciec...” rozpoznałam Jezusa “potrójnego”, jakby był to obraz osoby
odbity trzy razy: jedna wychodziła z drugiej – identyczne i podobne (jeden,
niepodzielny, o jednej istocie, czyli o jednej substancji)”.
„Jestem Najświętszą Trójcą, Wszyscy w Jednym” (11.04.1988).
Jeśli się bierze pod uwagę tylko pierwsze stwierdzenie, przypisywane Jezusowi,
można się zastanawiać, czy nie zidentyfikował się On z Ojcem, a w następnym – z
całą Trójcą. Jeśli jednak czyta się dalej, jasno widać, że tak nie jest.
Chrystus usiłował mnie pouczyć o jedności Trójcy Przenajświętszej i o tym, że
trzy Osoby są nierozdzielne i że stanowią całkowicie jedno. Fundamentalna
jedność Trójcy nie pochodzi jednak z tego, że Trzy Osoby są nierozdzielne (jak
nierozłączni przyjaciele!), lecz z faktu, że każda z Nich posiada tę samą Boską
naturę, jedyną, a różnią się One od Siebie jedynie przez Swoje wzajemne relacje.
W innym orędziu „Prawdziwego Życia w Bogu” Chrystus poucza mnie, jak Trójca
Święta jest rozpoznawana w każdej z nich z powodu posiadania jednej i tej samej
natury: „...czyż nie jestem Hojny? Czyż nie jestem Najwyższy? Miejcie zatem
ufność, bo jesteście w Ramionach waszego Ojca. Ja, Najświętsza Trójca, jestem
Jednym i Tym Samym (ze względu na naturę)” (25.07.1989).
Dla wyrażenia tego zgodnie z myślą tradycji Kościoła prawosławnego pożyteczne
byłoby ponowne posłużenie się książką wielebnego Bazylego Kriwoszeina o św.
Symeonie. W niej jest to lepiej wyrażone, niż ja potrafię to uczynić. A sam św.
Symeon mówi: „Chociaż określamy Cię wieloma różnorodnymi imionami, Ty jesteś
jednym bytem... To byt jeden (tň ęn), to jedna natura w trzech Hipostazach
(Osobach), jedyne Bóstwo... ponieważ mój Bóg, to nie trzy byty, lecz jedna
jedyna Trójca. Jednak Jeden jest Trzema, co do Hipostaz (Osób), współistotnych
Jedna Drugiej ze względu na naturę, o absolutnie tej samej potędze, tej samej
istocie, zjednoczonych bez pomieszania w sposób, który przekracza nasz umysł, i
w relacjach wzajemnych – oddzielnych, jednak bez rozdzielenia. Trzy w Jednym i
Jeden w Trzech.” (Hymn 45.721)
W innym jeszcze fragmencie „Prawdziwego Życia w Bogu” Chrystus kładzie nacisk na
Ich Boską Jedność: „JaJestemTymKtóryOcala, Ja jestem waszym Odkupicielem. Jestem
Najświętszą Trójcą, wszystkim w Jednym, jestem Duchem Łaski...” (28.07.1989)
Tu Jezus powiedział mi, że jest w Ojcu wraz z Duchem, jak Ojciec i On są w
Duchu. On, Syn, jest wieczny i pozostaje wiecznie w Ojcu, wraz z Duchem Świętym.
Warto tutaj przypomnieć sobie słowa Chrystusa: „Bóg jest duchem; potrzeba więc,
by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4,4). O dużej wadze
są też słowa św. Pawła: „Pan zaś jest Duchem, a gdzie jest Duch Pański – tam
wolność” (2 Kor 3,17).
Ojciec nigdy nie jest oddzielony od Syna lub od Ducha Świętego ani Syn nie jest
oddzielony od Ojca i Ducha, jak też Duch nigdy nie traci jedności z Tym, od
którego pochodzi. Tę właśnie prawdę podkreśla wyrażenie: „Ja Jestem Najświętszą
Trójcą, Wszyscy w Jednym”, i inne, podobne do tych, które znajdują się w
orędziach. W jednym z fragmentów „Prawdziwego Życia w Bogu” wyjaśniam: „Zatem
Syn jest w Ojcu, stanowią Jedno. Najświętsza Trójca jest Jedna i Ta Sama. Jest w
Trzech Osobach, ale One stanowią Jedno. Wynika z tego, że Bóg jest Jeden.”
(23.11.1987)
Chciałabym jeszcze lepiej wyjaśnić dwa wyrażenia, które pojawiają się często w
pismach „Prawdziwe Życie w Bogu”. Chrystus mówi: „...jedno, jak Najświętsza
Trójca jest Jedna i Ta Sama” (10.10.1989). Lub inne wyrażenie: „Módlcie się, by
Moja trzoda była jedna, jak Ja i Ojciec Jednym i Tym Samym jesteśmy”.
(29.03.1989) Chodzi tu o ważną sprawę dotyczącą posługiwania się przez Chrystusa
słowami „ten sam”. Istnieje różnica znaczenia, kiedy tłumaczy się to na język
włoski lub francuski. Chciałabym podkreślić, że zdarzały się niedoskonałości w
przekładzie, za to jednak nie mogę ponosić odpowiedzialności. W tekście
angielskim (język oryginału pism) the same nie oznacza „identyczna osoba”, lecz
„podobna”, w znaczeniu: posiadająca tę samą jedną naturę, czyli jedną
substancję.
Są także fragmenty, w których mówią po kolei Osoby Najświętszej Trójcy, albo
mówi Ona jednym głosem. Ale nawet wtedy istnieje jasność. Na przykład w
następującym fragmencie (22.12.1990):
„...twoje przerażone wołania przeszyły niebiosa, dochodząc do Najświętszej
Trójcy...
‘Moje dziecko!’ – odpowiedział w całym Niebie pełen radości Głos Ojca.
Potem Syn powiedział: ‘Ach!... Sprawię, że ona wniknie teraz w Moje Rany i dam
jej spożywać Moje Ciało i Moją Krew. Poślubię ją i ona stanie się Moją na całą
wieczność. Ukażę jej Miłość, którą mam do niej, jej wargi będą odtąd Mnie
spragnione, a jej serce stanie się Wsparciem dla Mojej Głowy.’
Zaraz potem odezwał się Duch Święty: ‘A Ja, Duch Święty, zstąpię na nią, aby
odkryć przed nią Prawdę i Nasze głębiny. Przez nią przypomnę światu, że
największym darem ze wszystkich jest MIŁOŚĆ.’
Potem cała Trójca zawołała jednym głosem: ‘Świętujmy więc! Niech całe Niebo się
raduje!’”
Tajemnica Trójcy Świętej – Jej jedności, pomimo rzeczywistej odmienności każdej
z Trzech Osób w Ich wzajemnych relacjach – jest jedną z wielkich tajemnic wiary
chrześcijańskiej. To jednak, że Trójca stanowi nieskończoną tajemnicę, nie może
wywoływać w nas lęku przed wychwalaniem Jej cudów i przed mówieniem o Niej, choć
język ludzki nigdy nie zdoła wyrazić (w pełni) piękna i ogromu Tego, który jest
Jeden, lecz w Trójcy. Misterium bowiem Przenajświętszej Trójcy jest centrum
naszej wiary, stoi ponad innymi jej tajemnicami i rzuca na nie swoje światło.
Bardzo wyraźnie podkreśla to Katechizm Kościoła Katolickiego:
„Tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum wiary i życia chrześcijańskiego. Jest
tajemnicą Boga w sobie samym, a więc źródłem wszystkich innych tajemnic wiary
oraz światłem, które je oświeca. Tajemnica ta jest najbardziej podstawowym i
istotnym nauczaniem w ‘hierarchii prawd wiary’. ‘Cała historia zbawienia nie
jest niczym innym, jak historią drogi i środków, przez które prawdziwy i jedyny
Bóg, Ojciec, Syn i Duch Święty, objawia się, pojednuje i jednoczy ze sobą ludzi,
którzy odwracają się od grzechu’” (KKK 234)
Pytanie 4:
Protologia i eschatologia
Istnieją też pewne trudności dotyczące protologii i eschatologii. W jakim sensie
dusza miała ‘wizję Boga’, zanim została wlana w ciało? I jak widzi Pani miejsce
Nowej Pięćdziesiątnicy w historii zbawienia, w relacji do paruzji i do
zmartwychwstania ciał?
Protologia
Nie wierzę w żadną formę reinkarnacji. Przeciwnie, pisma moje wyrażają sprzeciw
wobec reinkarnacji i New Age: „Doktryny szatana uczą was wiary w reinkarnację,
podczas gdy nie ma reinkarnacji. Zachowują one zewnętrzny pozór pobożności, lecz
odrzuciły wewnętrzną moc: Świętego Ducha i Świętą Komunię” (19.04.1992).
Być może w pytaniu znajduje się aluzja do następującego fragmentu orędzi:
„Wtedy, w tym oślepiającym Świetle, twoja dusza ujrzy to, co w ułamku sekundy
widziała niegdyś, w samym momencie stworzenia... Zobaczą: Tego, który jako
pierwszy wziął was w Swoje Ręce, Oczy, które jako pierwsze was ujrzały. Zobaczą:
Ręce Tego, Który ukształtował was i pobłogosławił... Zobaczą: Najbardziej
Czułego Ojca, waszego Stwórcę” (15.09.1991).
To jeden z fragmentów napisanych językiem poetyckim i mistycznym. Z tego, co w
nim jest powiedziane, w żaden sposób nie wynika preegzystencja duszy. Mówi on
raczej o tym, jak Bóg błogosławi i kocha każdą duszę od pierwszej chwili jej
stworzenia. Wierzę, że jesteśmy stworzeni na obraz Boży i że posiadamy w głębi
duszy Jego odbicie. Z tego powodu ludzkie istoty w sposób naturalny dążą ku
swemu Stwórcy, który jako Jedyny może je zaspokoić, jak mówi św. Augustyn:
„Uczyniłeś nas, Panie, dla Siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie
spocznie w Tobie”. Najważniejsza treść, jaką chcę przekazać przez to zdanie jest
następująca: nosimy obraz Boga w głębi naszej istoty od chwili naszego poczęcia.
Eschatologia
Zarzucono mi, że jestem obrońcą jakiejś formy błędnego millenaryzmu, pragnąc
ustanowienia nowego porządku, materialnych „Nowych Niebios i Ziemi Nowej” –
jeszcze przed Drugim Przyjściem Chrystusa. Nie jest to prawdą i nie można tego
znaleźć nigdzie w orędziach. Jestem świadoma, że Kościół katolicki potępił ten
rodzaj millenaryzmu, jak o tym pisze w Katechizmie Kościoła Katolickiego:
„To oszustwo Antychrysta ukazuje się w świecie za każdym razem, gdy dąży się do
wypełnienia w historii nadziei mesjańskiej, która może zrealizować się wyłącznie
poza historią przez sąd eschatologiczny. Kościół odrzucił to zafałszowanie
Królestwa, nawet w formie złagodzonej, które pojawiło się pod nazwą
millenaryzmu, przede wszystkim zaś w formie politycznej świeckiego mesjanizmu,
wewnętrznie perwersyjnego’.” (KKK 676)
W pismach „Prawdziwe Życie w Bogu” wiele jest miejsc, w których pojawiają się
takie określenia jak Nowe Niebiosa i Nowa Ziemia oraz Druga Pięćdziesiątnica lub
czasem Nowa Pięćdziesiątnica, lecz powinny one być pojmowane jako metafory.
Urzeczywistnienie się tych słów nie może być oderwane od naszej historii, jakby
ustanawiające jeszcze przed Drugim Przyjściem Chrystusa nową ekonomię historii.
Słowa te wyrażają głęboką nadzieję, że Chrystus odnowi nas od wewnątrz, mocą
Ducha Świętego. Będzie to odnowa wiary i odnowa Kościoła, za którą tak bardzo
tęsknimy. A oczekiwanym owocem tej odnowy będzie uleczenie rozłamu w Ciele
Chrystusa.
Już Papież Jan XXIII przewidywał taką odnowę, kiedy modlił się o Drugą
Pięćdziesiątnicę: „O, Duchu Boży... odnów w naszych czasach Swoje cuda, takie
jak Druga Pięćdziesiątnica”.
Również nasz obecny Papież Jan Paweł II posługiwał się tymi określeniami przy
wielu okazjach, jak np. w swoim liście do przewielebnego Ojca Józefa Chalmersa,
przełożonego generalnego Braci Karmelitów, w dniu 8 września 2001: „Przyzywam
nad wami obfitości łask Bożych. Niech Duch Święty zstąpi na was, jakby w Drugiej
Pięćdziesiątnicy, i niech was oświeci, abyście odkryli wolę waszego miłosiernego
Ojca Niebieskiego. Dzięki temu będziecie mogli przemawiać do mężczyzn i kobiet w
sposób dla nich zrozumiały i skuteczny” (por. Dz 2,113).
Podobnie i moje pisma wyrażają w języku metaforycznym odnowę wiary, aby Pan mógł
wznieść Swój Tron i zbudować Swoje Królestwo w naszych duszach: „Przyjdźcie i
dowiedzcie się: Nowe Niebiosa i Nowa Ziemia będą wtedy, gdy wzniosę w was Mój
Tron, gdyż każdemu, kto pragnie, dam darmo wody ze Zdrojów Życia” (3.04.1995;
por. Ap 21,6).
Wierzę, że obiecana nam odnowa już się rozpoczęła. To tylko dzięki łaskawości
Boga Jego miłosierdzie jest nad nami, aby wylać Swego Ducha na całą ludzkość –
jak nigdy przedtem w historii. I będzie wzrastać nadal, a łaska rozbłyska dziś
nad nami jak promienie słońca, aby nas uzdrowić.
Pan dał mi przywilej ujrzenia stanu wiary chrześcijan naszych czasów. To żałosne
– i jest to najłagodniejsze określenie. Gorycz przepełnia wiele orędzi,
opisujących odstępstwa, które ogarnęły świat chrześcijański. Ale Pan daje nam
nadzieję mówiąc, że nastąpi (nastaje) odnowa, przemienienie i powrót do życia
dzięki działaniu Ducha Świętego. Dzięki łasce Ducha Świętego pojawi się
pragnienie Boga.
Oto kilka przykładów: „Mój Święty Duch wyrwie was z waszego wielkiego
odstępstwa, aby was poślubić. Nędza waszej epoki złuszczy się z was, bo Moimi
Własnymi Rękami zdejmę z was śmiertelny całun, aby przyodziać was w strój
weselny” (20.10.1990). „Całe stworzenie uczynię nowe (por. Ap 21,5). Odnowię was
wszystkich Moim Świętym Duchem” (27.6.1991).
Moje pisma nie mówią, kiedy to się stanie ani w jakim stopniu Pan zbuduje to
Swoje Królestwo, którego się spodziewamy i o które prosimy, kiedy mówimy w
modlitwie Pańskiej: Przyjdź Królestwo Twoje. Wierzę, że ono już się w nas
rozpoczęło, ale jego wzrost wymaga naszej ciągłej współpracy i naszej dobrej
woli. Wierzę, że odnowa już się rozpoczęła, lecz postępuje powoli jak przypływ
morza, którego nikt nie potrafi zatrzymać.
Nowa Pięćdziesiątnica lub Druga Pięćdziesiątnica to nadzieja na naszą odnowę.
Jest to wylanie Ducha Świętego, który odnowi stworzenie. W „Prawdziwym Życiu w
Bogu” jest ono porównywane z dwudziestym pierwszym rozdziałem Apokalipsy. Oto
jeden fragment:
„Przyjdźcie i dowiedzcie się: Nowe Niebiosa i Nowa Ziemia będą wtedy, gdy
wzniosę w was Mój Tron, gdyż każdemu, kto pragnie, dam darmo wody ze Zdrojów
Życia. Pozwólcie Memu Świętemu Duchowi przyciągnąć was do Mojego Królestwa i do
Życia Wiecznego. Niech zło nie zdobywa już władzy nad wami i niech nie
doprowadza was do śmierci (...). Pozwólcie Mojemu Świętemu Duchowi uprawiać
waszą ziemię i utworzyć w was ziemski Eden. Niech Mój Święty Duch uczyni w was
Nową Ziemię, aby wasza ziemia rozkwitła i aby przeminęła wasza pierwsza ziemia,
która była własnością szatana. Wtedy Moja Chwała na nowo rozbłyśnie w was i
wszystkie Boskie ziarna – zasiane w was przez Mojego Świętego Ducha – wykiełkują
i wypuszczą pączki w Moim Boskim Świetle. (...) Pozwólcie więc Memu Świętemu
Duchowi przemienić wasze dusze w Raj, w Nową Ziemię, na której – w was –
uczynimy Sobie Nasze Mieszkanie. (...)”
Zapytałam Pana: „A co z Nowymi Niebiosami, Panie?”
„Nowe Niebiosa? One również będą w was, kiedy Mój Święty Duch będzie kierował
wami w świętości. Mój Święty Duch, dzielący ze Mną Tron, zabłyśnie w waszych
ciemnościach jak wspaniałe słońce na niebiosach. Słowo będzie wam dane, abyście
wyrażali myśli i przemawiali tak, jak Ja chcę, abyście myśleli i mówili.
Wszystko będzie wyrażane zgodnie z Moim Obrazem i Moją Myślą. Wszystko, co
uczynicie, będzie na Nasze podobieństwo, bo Duch waszego Ojca będzie w was
mówił. Z Moim Świętym Duchem wasz nowy świat pójdzie zdobywać dla Mojej Chwały
resztę gwiazd (to symbolizuje ludzi) oraz tych, którzy nie zachowywali Mojego
Prawa i byli całkowicie oddaleni – jak cień błądzący w ciemnościach – nie
poznawszy nigdy tej nadziei i świętości, jakie zachowałem dla waszego czasu.
Nowe Niebiosa, ołtarzu, będą wtedy, gdy Mój Święty Duch zostanie wylany na was
wszystkich z góry, z wysokości Niebios.
Tak, ześlę Mego Świętego Ducha na was, aby uczynić Niebo z waszych dusz i abym w
tym Nowym Niebie został po trzykroć otoczony chwałą. Drogi tych, którzy
otrzymali Mojego Świętego Ducha, zostały wyprostowane. Tak samo ich ciemności i
mroki zostaną oświetlone i odnowione jak gwiazdy błyszczące i oświetlające ich
ciemności na wieki, na zawsze. Wkrótce ta ziemia i te niebiosa znikną, bo
jaśniejąca chwała Mojego Tronu rozbłyśnie nad wami wszystkimi.” (3.04.1995)
Jak można zauważyć, wszystko to jest [wyrażone] językiem symbolicznym i
poetyckim, który opisuje odnowę lub Nową Pięćdziesiątnicę. Wyjaśniałam ludziom,
że nigdy nie powinni oczekiwać od Boga wydarzeń sensacyjnych, gdyż Bóg pracuje
raczej w sposób dyskretny, choć Jego język może być wyrazisty i potężny. Nowa
Pięćdziesiątnica, jak wiele wydarzeń, nie powinna być oczekiwana jako widzialne
płomienie ponad naszymi głowami lub coś podobnego. Kiedy Bóg zaczyna działać,
czyni to w tak łagodny i dyskretny sposób, że wielu z tych, którzy oczekiwali
wydarzeń sensacyjnych, nie zauważa ich od razu.
PYTANIE 5:
Czy „Prawdziwe Życie w Bogu”
jest ruchem?
Czym w rzeczywistości charakteryzuje się ruch „Prawdziwe Życie w Bogu” i czego
wymaga od swoich zwolenników? Jaką posiada strukturę?
„Prawdziwe Życie w Bogu” nie jest
ruchem, lecz apostolskim wezwaniem.
„Prawdziwe Życie w Bogu” nie jest ruchem i nie ma też swojej siedziby. To po
prostu wezwanie do pojednania i do jedności skierowane do wszystkich ludzi,
kimkolwiek są. Apel ten nie odnosi się jedynie do chrześcijan. Stanowi on
wezwanie także do niechrześcijan, aby stali się chrześcijanami. Po przeczytaniu
natchnionych pism „Prawdziwe Życie w Bogu” – których duchowość jest
kontemplacyjna, trynitarna i całkowicie nasycona chrześcijaństwem – wielu
wyznawców judaizmu, muzułmanów, buddystów i hinduistów przyjęło chrzest.
Chrystus prosił Ojca o to i powiedział: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za
tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie” (J 17,20).
Tak więc przez łaskę Bóg otwiera teraz wiele drzwi. Od początku było mi też
powiedziane, że pojawi się również i to apostolskie dzieło. „Bóg da ci Swój
Pokój i Swoją Moc, gdy nadejdzie czas ujawnienia orędzi. Bóg zechce, abyś dała
te orędzia wszystkim” (mój anioł powiedział to 6.08.1986). „Nie powinnaś się
bać. Będziesz pracować dla Jezusa Chrystusa. Pomożesz innym wzrosnąć duchowo”
(mój anioł – 7.8.1986). „Gdy zostaniesz napełniona Moim Świętym Duchem, wtedy
będziesz umiała prowadzić do Mnie innych i będziecie coraz liczniejsi” (Jezus,
5.09.1986) „...Dzięki temu, że ciebie wezwałem w ten sposób, zamierzam
poprowadzić także innych: tych wszystkich, którzy Mnie opuścili i którzy Mnie
nie słuchają. Z tych powodów to wezwanie jest w formie pisanej.” (Ojciec,
18.11.1986)
Mnisi buddyjscy z Hiroszimy także chcieli poznać to przesłanie i zaprosili mnie,
abym dała świadectwo w ich świątyni. Był tam również obecny biskup katolicki.
Działo się to w dniu upamiętniającym zrzucenie bomby atomowej. Otrzymali
przesłanie całkowicie chrześcijańskie. Potem ofiarowałam im wielki różaniec do
powieszenia na murze świątyni, dla medytacji, i figurę Matki Bożej z Fatimy,
którą umieścili w krużganku swojej świątyni.
Pewni wyznawcy judaizmu, którzy przeczytali orędzia „Prawdziwe Życie w Bogu”,
poprosili o chrzest, a jeden z nich przetłumaczył na hebrajski pierwszy tom
„Prawdziwego Życia w Bogu”. Obecnie jest on przygotowywany do druku.
Niedawno grupa z Bangladeszu chciała, żebym dała świadectwo przed mieszkańcami
Dakki, na wolnym powietrzu. Zaprosili też imama z meczetu, który przyjął ich
zaproszenie do otwarcia spotkania modlitwą. Było tam wielu muzułmanów. Obecni
byli przedstawiciele hinduistów i buddystów oraz kapłani katoliccy. I tym razem
przesłanie było całkowicie chrześcijańskie, wyjęte z natchnionych pism
„Prawdziwe Życie w Bogu”. Główne świadectwo, jakie dałam, ukazywało Boga jako
Miłość, wzywało do zawarcia pokoju z Nim i z bliźnim, do pojednania się i do
uczenia się wzajemnego szacunku. Po tym spotkaniu dwóch muzułmanów poprosiło o
chrzest i stało się chrześcijanami. „Chcę, aby wszystkie narody usłyszały Moje
Słowa. Pouczę cię i wskażę ci drogę, którą masz iść.” (10.01.1987).
Pouczenia
o charakterze kontemplacyjnym
Wielu wierzy w Boga, lecz Go nie zna. Natchnione pisma „Prawdziwe Życie w Bogu”
uczą czytających poznawać Boga i rozumieć Go. Zachęcają nas one do głębokiej
więzi z Bogiem, która nas doprowadzi do życia w pełnej jedności z Nim. Wierni,
zjednoczeni z Chrystusem przez Ducha Świętego, są wezwani do tego, by żyć tym
samym życiem – życiem Chrystusowym. Pismo Święte mówi: „Mędrzec niech się nie
szczyci swą mądrością, siłacz niech się nie chełpi swą siłą ani bogaty niech się
nie przechwala swym bogactwem. Raczej chcąc się chlubić, niech się szczyci tym,
że jest roztropny i że Mnie poznaje” (Jr 9,2223).
Formowanie się grup modlitewnych
Pisma „Prawdziwe Życie w Bogu” uczą nas modlitwy serca i przemieniania naszego
życia w ustawiczną modlitwę, którą jest stałe życie w Bogu i Boga w nas.
Zawierają też gorące wezwanie do formowania grup modlitewnych na całym świecie.
W ponad 60 krajach, w których zostały zorganizowane spotkania z dawanym przeze
mnie świadectwem, uformowały się obecnie grupy modlitewne. W każdym z tych
krajów jest ich wiele. We Francji na przykład istnieje 48 grup modlitwy
ekumenicznej, które czerpią natchnienie z duchowości „Prawdziwego Życia w Bogu”.
W większym kraju, Brazylii, takich grup jest ponad 300. Każda grupa modlitewna –
bez względu na to, czy jej członkowie są katolikami, prawosławnymi, luteranami,
anglikanami lub baptystami – zaczyna swe spotkanie od odmówienia Różańca.
„Jakże tęsknię za tym dniem!... Za dniem, kiedy wyślę cię do całej ludzkości
jako Mój dar. Oni także nauczą się Mnie kochać i bardziej Mnie zrozumieją.
Mądrość podzieli Swe dary z całą ludzkością.” (Jezus, 25.01.1987)
Zachęta do przyjmowania
sakramentów i wierności pouczeniom
Kościoła
Czytając pisma „Prawdziwe Życie w Bogu”, uczymy się stałej wierności Kościołowi.
Powtarzam ludziom: „Gdyby was wyrzucono z kościoła, wejdźcie przez okno, ale
nigdy nie porzucajcie Kościoła”. Orędzia uczą nas nawiedzania Najświętszego
Sakramentu i adorowania Jezusa. Wzywają nas do przyjmowania sakramentów Kościoła
i do zachowywania Tradycji; uczą wyrzekania się siebie, pokutowania, poszczenia,
a przede wszystkim – korzystania z sakramentu pojednania. Rozbudzają w nas
pragnienie uczestniczenia we Mszy św., nawet codziennie, jeśli to możliwe.
Wyjaśniają nam też wagę Komunii św. „Przez tę Komunię uświęcam tych wszystkich,
którzy Mnie przyjmują, przebóstwiając ich, aby się stali ciałem z Mego Ciała,
kością z Moich Kości. Kiedy spożywacie Mnie, który jestem Bogiem, wy i Ja
stajemy się jednym ciałem i jednoczymy się duchem. Stajemy się krewnymi, gdyż Ja
mogę was przemienić w bogów przez uczestnictwo. Dzięki Mojemu Bóstwu
przebóstwiam ludzi...” (Jezus, 16.10.2000).
Dzieła: domy miłosierdzia
tworzone przez czytelników
W 1997 roku, gdy przebywałam na Placu Narodzenia w Betlejem – po otrzymaniu
łaski ujrzenia naszej Świętej Matki – usłyszałam także Jej wyjaśnienie, że
duchowy pokarm nie wystarczy i że trzeba także pomyśleć o biednych i nakarmić
ich.
Gdy tylko ogłosiłam to naszym grupom modlitewnym, wielu wyraziło chęć udzielenia
mi pomocy w otwieraniu domów miłosierdzia dla wydawania posiłków ubogim. Domy
nazywają się Beth Myriam. Jeden z nich znajduje się w Bangaldeszu, cztery – w
Wenezueli, trzy – w Brazylii, dwa – na Filipinach. W Kenii jest sierociniec.
Wkrótce zostanie otwarty Beth Myriam w Puerto Rico, jeden w Indiach i jeden w
Rumunii oraz sierociniec na Ukrainie. (Dołączam do tego dokumentu szczegółową
informację w Aneksie 2).
Całą pracę wykonują wolontariusze. Domy Beth Myriam funkcjonują jedynie dzięki
darom. Wszystkie powstały w wyniku miejscowych inicjatyw, są domami lokalnymi i
nie są powiązane ze sobą żadnymi strukturami, posiadają autonomię. Osoby z grup
modlitewnych zajmują się nie tylko podawaniem biednym do stołu, lecz zapewniają
im również opiekę medyczną oraz ubrania, a dzieciom – nauczanie. Działanie tych
domów, które zawsze mają charakter ekumeniczny, łączy się ze stałą modlitwą.
„Ustanów Nasze Beth Myriam wszędzie, gdzie możesz. Podnieś uciśnionych i wspomóż
sierotę. Ochroń Mnie, pomóż Mi, wydobądź Mnie z rynsztoku, daj Mi schronienie i
nakarm Mnie. Zdejmij ze Mnie brzemię i przynieś Mi ulgę w zmęczeniu. Podtrzymaj
Mnie i dodaj Mi otuchy. Wszystko, co czynisz jednemu z najmniejszym Moich braci,
Mnie czynisz... Błogosławię tych, którzy podtrzymują Moje życie. Niechaj
wytrwają w cnotach i miłości. Ja jestem z wami.” (Jezus, 22.4.2002)
Wezwanie do ewangelizowania
Niektórzy czytelnicy „Prawdziwego Życia w Bogu” – poruszeni przez nie – czują,
że powinni dawać świadectwo na całym świecie, aby mieć udział w rozszerzaniu
Dobrej Nowiny. Stawszy się uległymi narzędziami Ducha Świętego, który udziela im
łaski słowa i zmysłu wiary, są teraz zdolni do tego, by iść i dawać świadectwo
na całym świecie, zapraszać ludzi do modlitwy i formowania grup modlitewnych.
Celem jest doprowadzenie ludzi do przemiany swego życia i do prowadzenia życia
będącego stałą modlitwą. Kilka osób z grupy modlitewnej z Dakki poszło do
muzułmańskich wiosek i czytało orędzia. Wielu mieszkańców uwierzyło i teraz
pragną stać się chrześcijanami. „Pragnę z każdej duszy uczynić Żywą Pochodnię
płonącą Miłością. Uczcij Mnie teraz i ewangelizuj z miłością dla Miłości.”
(27.01.1989)
Kult Najświętszej Panny
„Prawdziwe Życie w Bogu” prowadzi nas do tego, byśmy się stali dziećmi Matki
Boga, której Niepokalane Serce zawsze trwa w doskonałej jedności z Najświętszym
Sercem Jezusa i nigdy się od Niego nie odłącza. Wiemy o tym, że nasza Matka jest
nam podporą. Każdy uczestnik grupy modlitewnej – czy to protestant, czy
kalwinista, czy jeszcze ktoś inny – otrzymuje pouczenie o kulcie Matki Bożej i
świętych oraz o modlitwie do nich. „Czy nie zauważyłeś, jak Moje Serce wzrusza
się i zawsze wyróżnia Jej Serce? Jakże temu Sercu, które nosiło waszego Króla,
mógłbym odmówić czegokolwiek, o co Mnie prosi? Wszyscy wierni, czcijcie Jej
Serce, bo oddając cześć Jej Sercu Mnie czcicie.” (25.3.1996)
Stowarzyszenia „Prawdziwe Życie w Bogu”
Jeśli w niektórych krajach istnieją stowarzyszenia „Prawdziwe Życie w Bogu”, to
dzieje się tak jedynie ze względów prawnych, związanych ze wsparciem tego dzieła
ewangelizacyjnego oraz z drukiem książek. Założyliśmy te stowarzyszenia w
niektórych krajach jedynie po to, aby być w zgodzie z lokalnym prawem i na
przykład móc założyć skrytkę pocztową pod nazwą „Prawdziwe Życie w Bogu”. Nigdy
jednak nie myślałam o zakładaniu jakiegoś ruchu.
Dzieło zostało już przetłumaczone na 38 języków i nie otrzymałam żadnego
wynagrodzenia z racji praw autorskich. Wyjątkiem jest tylko wydawnictwo Editions
du Parvis, które uważa to za swoją zasadę. Pieniądze te służą dziełom
miłosierdzia, pokryciu kosztów zakupu książek i wydatkom, związanym z podróżami
dla dawania świadectwa w krajach Trzeciego Świata, które nie mają środków na ich
sfinansowanie.
Inne rodzaje działalności
Co dwa lata członkowie grup modlitewnych zgłaszają się dobrowolnie, aby pomóc mi
w przygotowaniu międzynarodowego sympozjum ekumenicznego. Równocześnie jest to
dla nas pielgrzymka. Do dnia dzisiejszego odbyły się cztery takie spotkania.
Największe miało miejsce w roku 2000 w Ziemi Świętej – w czasie, kiedy był tam z
wizytą Ojciec Święty. Przybyło 450 osób z 58 krajów. Było 75 duchownych z 12
różnych Kościołów. W 2002 roku spotkanie miało miejsce w Egipcie.
W tym wszystkim miłuję Dom Pana, a przede wszystkim kocham Boga. Jestem Jego
dłużniczką za łaski, jakich mi udzielił. Pewnego razu powiedział mi: „Dałem ci
darmo, dlatego dawaj darmo”. Tak też próbuję postępować. Przekazuję te słowa
darmo każdemu, kto chce słuchać.
Jeszcze raz dziękuję za danie mi możliwości wyjaśnienia problemów związanych z
moimi pismami i moją działalnością. Strona internetowa http://www.tlig.org może
udzielić jeszcze więcej informacji.
Proszę łaskawie o przekazanie moich pozdrowień Jego Eminencji Kardynałowi
Józefowi Ratzingerowi, Biskupowi Tarcisio Bertone oraz Gianfranco Girotti, a
także Ich Ekscelencjom z Rady Kongregacji Nauki Wiary, dziękując im raz jeszcze
za danie mi tej możliwości rzucenia światła na moje dzieło. Mam nadzieję, że
uczyniłam to w spodziewany sposób. Jestem gotowa odpowiedzieć ustnie lub
pisemnie na wszystkie inne pytania, które mogłyby się jeszcze zrodzić. Wyrażam
też gotowość przyjęcia wszystkich innych sugestii Ojca, pomocnych dla
wyjaśnienia niektórych wyrażeń zawartych w książkach „Prawdziwe Życie w Bogu”.
Jeśli to konieczne, mogę umieścić te wyjaśnienia w nowych wydaniach książek.
Przesyłam Ojcu moje gorące pozdrowienia i najserdeczniejsze życzenia.
Szczerze oddana w Chrystusie,
Vassula
Rzym, 26 czerwca 2002
[powrót do strony
głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie
zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site
strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"]
[email] [kilka słów o Wydawnictwie]