Świadectwa czytelników "Prawdziwego Życia w Bogu" z listów do Wydawnictwa

Wszystkie listy są przechowywane w archiwum, jednak ponieważ Czytelnicy nie pisali ich w celu opublikowania, dlatego w większości przypadków zachowujemy ich anonimowość:


CO UCZYNIŁ PAN BÓG W MOIM ŻYCIU

DZIĘKI LEKTURZE KSIĄŻKI

«PRAWDZIWE ŻYCIE W BOGU»?


 Pieśń Bożej Miłości...

Witajcie ukochani przez Boga !

Przed paroma laty sam dźwięk słowa Vassula powodował u mnie alergię, co prawda nic o niej nie słyszałem, nie przeczytałem ani jednego tomu „Prawdziwego Życia w Bogu”. Wystarczyło mi prześmiewcze „świadectwo” pewnego franciszkanina, by nabrać odrazy do misji i pism Vassuli. Okazuje się, że do czasu...

Pewnego dnia będąc na adoracji w kaplicy u zaprzyjaźnionej małej siostry Jezusa znalazłem w skrzyni z książkami tom orędzi Najświętszego Serca Jezusa skierowanych do Vassiliki. Początkowa obawa przerodziła się jednak w lekturę, ostrożną, ale uważną. Jakie było moje zdumienie, jaka radość, że oto w tym wszystkim odnajduję siebie. Od wielu lat bowiem dialog z Kościołem prawosławnym, jego duchowość, piękno ikon i liturgii stanowił centrum mojego życia. I teraz widzę wezwanie do jedności, prośbę o ujednolicenie dat Wielkanocy. Opór zniknął niemal natychmiastowo... zacząłem czytać wszystkie tomy po kolei... to było i jest niesłychane doświadczenie.

Pieśń Miłości, którą są w stanie zrozumieć i przyjąć małe serca. Słyszałem, że często ten język dla niektórych wydaje się być czymś niemożliwym, nie na miejscu, dla mnie to jak najbardziej do przyjęcia, że Bóg do szaleństwa zakochany w człowieku śpiewa mu przez dłonie Vassuli najpiękniejszy kantyk, jak bardzo bliski duchowi Pieśni nad Pieśniami. Cieszy mnie to, że Vassula jako prawosławna może ubogacać naszą wspólnotę Kościoła katolickiego. A jaką ogromną radością było, gdy rzeczona siostra podarowała mi komplet 14 tomów orędzi wraz z lekturami towarzyszącymi... studencki budżet nie jest w stanie pozwolić sobie często na taki wydatek, a tu proszę... mam komplet. Dziękuję całemu wydawnictwu „Vox Domini” za ten trud włożony w ich przekład, wydanie drukiem. Dziękuję za zaangażowanie na rzecz rozpowszechniania orędzi Serca Jezusowego. Głęboko wierzę, że napotykane przez Was cierpienia i przeciwności są jedynie wezwaniem do głębszej ufności Sercu naszego Boga i cementują to Boże dzieło. Za to wszystko, niech Życiodajna Trójca będzie w Was uwielbiona, a Serce Jezusa znane i kochane.

Szczęść Wam Boże!

Łukasz

 To nie jest zwykła książka...

 Jestem od 23 lat siostrą zakonną w Zgromadzeniu Sióstr Misjonarek Św. Rodziny. Z książką Prawdziwe Życie w Bogu zetknęłam się po raz pierwszy w styczniu 1994 roku i już po paru dniach odkryłam, że nie jest to zwykła książka. Doświadczyłam w niej głębokiej Obecności Boga i zrozumiałam, że „dotykam” Nadprzyrodzoności. Uwierzyłam, że w Orędziu mówi do mnie Pan Bóg i zaczęło mnie to wszystko „wciągać” siłą nie do odparcia. Słowa samego Boga pełne ognia i miłości trafiały mi wprost do serca i pozwalały doświadczyć radości bycia z Nim w nieznany mi dotychczas sposób. Ogromną radością było dla mnie odkrycie, że treść Orędzia dokładnie pokrywa się, współbrzmi z charyzmatem zgromadzenia zakonnego, do którego należę. Jego Założycielka, błogosławiona Bolesława Lament, przejęła się bardzo pragnieniem Bożego Serca „aby wszyscy byli jedno” i nadała ekumeniczny charakter rodzinie zakonnej, do której należę.

Matka Bolesława zakochana w Eucharystii i Najświętszym Sercu Pana Jezusa założyła zgromadzenie, którego siostry poświęcają swe życie w intencji zjednoczenia chrześcijan i zwycięstwa wiary za naszą wschodnią granicą. Gdy głębiej weszłam w Orędzie Prawdziwe Życie w Bogu, bardziej pokochałam charyzmat mego zgromadzenia. Charyzmat ten ożył w moim sercu i stał się bardzo bliski, dużo bliższy niż dotychczas. Pragnę kochać, modlić się, cierpieć w intencji jedności Kościoła, bo tego pragnie Serce Pana Jezusa i Jego Matki, bo tego pragnie Ojciec Święty, tak bardzo zjednoczony z Krzyżem Chrystusa i Maryją - Matką Kościoła.

Orędzie Prawdziwe Życie w Bogu sprawiło, że bardziej pokochałam Ojca Świętego, lepiej zrozumiałam Jego naukę, istotę chrześcijaństwa i Kościoła. Zapragnęłam być posłuszną Ojcu Świętemu za każdą cenę. Orędzie sprawiło, że bardziej zrozumiałam i pokochałam Pismo Święte, gdyż to Boże Dzieło jest potężną Interpretacją Starego i Nowego Przymierza. Jest ono głęboko osadzone w Bożym Objawieniu i ku niemu prowadzi. Orędzie sprawiło, że bardziej pokochałam Kościół Wschodni i czuję całkowitą, duchową jedność z Vassulą, przez co doświadczam w dużej mierze, czym będzie przyszła jedność chrześcijan. Orędzie sprawiło, że bardziej i inaczej pokochałam bliźniego.

Jak to się stało, że bardziej pokochałam Kościół, Pismo Święte, Ojca Świętego, charyzmat swego zgromadzenia, że bardziej pokochałam człowieka, również tego nieprzyjaznego?

Stało się tak dlatego, że dzięki Orędziu bardziej pokochałam samego Boga w Trójcy Jedynego. Orędzie, jeśli się je właściwie traktuje i czyta z odpowiednim nastawieniem, wprowadza człowieka w cudowną przygodę osobistej miłości i więzi z Bogiem samym - przygodę wciąż dynamiczną, niezwykłą, świeżą i uszczęśliwiającą, wprowadza w prawdziwe życie z Bogiem i w Bogu. Orędzie to, wprowadza na drogę głębokiej odnowy i wewnętrznego otwarcia się na przemieniające działanie Ducha Świętego. Osobiście doświadczam, że to Boże Dzieło prowadzi do głębokiej modlitwy pełnej prostoty i szczerości oraz oddania się Sercom Jezusa i Maryi. Pozwala przeżywać wszystko z Jezusem, w Jego Obecności, w Jego kochającym towarzystwie - wszystko z Nim i dla Niego - z miłości i dla Miłości. Orędzie to uczy mnie właściwie przeżywać wszelkie doświadczenia, bóle, cierpienia, uczy zawierzenia Bogu, cokolwiek się dzieje, uczy jak przyjmować cierpienie i czynić je darem miłości dla Boga i innych, uczy jak wielbić Boga wśród utrapień. To z kolei prowadzi do głębokiego pokoju, którego świat dać nie może. Pokój dany przez Jezusa wypiera z serca lęki, rozdrażnienia, pozwala radować się chwilą obecną i za wszystko oddawać Bogu chwałę. Pokój serca rodzi cierpliwość, miłość i przebaczenie w stosunku do bliźnich i siebie. Pan Jezus nie tylko uczy, ale uzdalnia do przebaczania - daje Swoją moc, a czyni to wszystko krok po kroku, prowadząc nas jak małe dzieci - delikatnie i z miłością. Orędzie pomaga mi poznawać samą siebie, stawać w prawdzie, z radością korzystać z Sakramentu Pokuty, w którym Jezus uzdrawia moją chorą duszę, a potem karmi mnie Swoim Ciałem. Czuję się ogarnięta Jego cudowną miłością również wtedy, gdy przychodzi duchowy ucisk, oschłość, bo nie chodzi tu o same uczucia, ale o jedność z Chrystusem przez wiarę. Doświadczam też, że Pan Jezus poprzez Orędzie niszczy korzeń wszelkiego grzechu, którym jest pycha, że wszelkie upokorzenia są dla nas skarbem.

Doświadczam wreszcie, że Orędzie pozwala realnie spojrzeć na świat i Kościół z jego ranami, bólami, nazwać rzeczy po imieniu, a jednocześnie ze spokojem patrzeć w przyszłość, gdyż Jezus jest Jedynym Panem świata i historii. Pomimo zapowiedzi bolesnego oczyszczenia, Orędzie tchnie nadzieją na bliski triumf Serc Jezusa i Maryi... tchnie Duchem Świętym, Jego Ogniem i Miłością.

I jeszcze parę słów o znakach potwierdzających prawdziwość Orędzia. Bóg daje mi te znaki, abym nie wątpiła, że to On jest Autorem tego Dzieła. Znaków tych otrzymuję bardzo wiele, wspomnę tylko niektóre. Od wielu miesięcy Pan Jezus sprawia, że sytuacje dnia idealnie współgrają z „przypadkowo” otwartym tekstem Orędzi. Np. wracam po spowiedzi, otwieram któryś z tomów i czytam: „To Ja mówiłem do ciebie przez usta twego spowiednika”. Doświadczenie to towarzyszy mi codziennie i jest wspaniałe. Pytam: „Panie Jezu, co Ty na to...?” i z góry wiem, że w tekście otrzymam konkretną odpowiedź.

Wchodzę więc w żywy dialog z Jezusem i rośnie moja miłość do Niego. Gdy o tym piszę odczuwam radość. Od paru miesięcy z grupą ludzi jesteśmy zaangażowani w pewien sposób w rozpowszechnianie idei Orędzi - doświadczamy przy tym niezwykłych, cudownych wprost znaków, że to Jezus kieruje całą sprawą, a nie my.

W sierpniu 1995 roku - jako bardzo konkretny znak na prawdziwość Orędzi, doznałam fizycznego uzdrowienia z poważnego schorzenia kręgosłupa. Uzdrowienie przyszło zupełnie niespodziewanie, dokonało się w przeciągu paru sekund i było znakiem nie tylko dla mnie samej.

Należę do grupy modlitewnej związanej z Orędziem. Od października 1995 organizujemy co miesiąc Mszę Świętą o uzdrowienie. Wielu uczestników Eucharystii doświadcza - ja również - konkretnych uzdrowień duchowych i fizycznych. Sam Jezus nie wiadomo jak i kiedy leczy nasze dusze i ciała i jestem głęboko przekonana, że ma to wszystko ścisły związek z Prawdziwym Życiem w Bogu... czyż mogę jeszcze wątpić, że sam Bóg jest Obecny w tym dziele...? (s. L.)

 Ta lektura otworzyła mi oczy na moje życie...

 Jestem mężatką. Mam obecnie 35 lat i trzech synów. Mieszka z nami mój teść. Jest to człowiek wyjątkowo religijny i rozmodlony. Z nim najczęściej rozmawiam na tematy religijne. Dzięki niemu zaczęłam czytać Prawdziwe Życie w Bogu, we wrześniu 1994 roku. Jako katolicy stwierdziliśmy po przeczytaniu 7 tomów, że jest to lektura wyjątkowo cenna i wartościowa. Dlatego postanowiłam dać świadectwo, pisząc o odczuciach związanych z tą lekturą i jej wpływem na moje życie oraz moją postawę.

Nigdy wcześniej żadna książka nie wywarła na mnie tak silnego wrażenia i nie oddziałała tak emocjonalnie - zwłaszcza na stan mojej duszy. Uważnie czytałam każdą stronę i coraz bardziej byłam spragniona dialogu Vassuli z Jezusem. Często miałam wrażenie, że ta rozmowa dotyczy bezpośrednio mnie.

Lektura ta otworzyła mi oczy na moje dotychczasowe życie i obudziła na głos Bożej Miłości, którą zobaczyłam zranioną, znieważoną i odepchniętą przez człowieka. Przekonałam się, że Miłość Boża względem nas jest niepojęta, szczególna, miłosierna, bo Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy z naszymi wadami i słabościami. W Jego Miłości jest dla nas ratunek i nasze schronienie.

Wtedy zapragnęłam zbliżyć się całym sercem do Boga. Zaczęłam analizować swoje życie, swoją wiarę i dostrzegłam, jak bardzo jestem oddalona od Boga.

Wiele rzeczy wydarzyło się w moim życiu. Było ono trudne i zawiłe. Wiele cierpiałam na duszy i na ciele. Pogrążałam się w beznadziejności i rozpaczy i tylko bolesne doświadczenia kierowały moje myśli ku Bogu. Teraz zrozumiałam, że Bóg był wtedy przy mnie, bo to, co przeżywałam oczyściło mnie i uwolniło od krępujących więzów z rzeczami nieistotnymi, które niszczyły moje życie. Teraz jestem bardziej spokojna i na wszystko patrzę zupełnie inaczej: swoją własną niemoc, nicość i słabość oparłam na Miłości Bożej. Ona jest moim wsparciem i siłą do pokonywania trudnej drogi życiowej. Nie sposób wyliczyć, jak bardzo pomogła mi w tym przeczytana lektura Prawdziwe Życie w Bogu. Ona pokazała mi bezmiar miłości Jezusa wobec ludzkiej niedoli, osamotnienia i zagubienia. Ona przyczyniła się do rozbudzenia moich pragnień. Od tego czasu kupiłam Pismo Święte, wiele książek religijnych, modlitewników, kaset video i magnetofonowych. Korzystam z wielu czasopism religijnych, a w moim domu rozbrzmiewa Radio Maryja. Dzięki Bożej Opatrzności byłam na spotkaniu z Vassulą w Poznaniu wraz z mężem i teściem. Odbyłam potem dwie pielgrzymki do Lichenia i do Częstochowy. Zapisałam się do kółka różańcowego, a w domu posiadam ołtarzyk (z figurką Matki Bożej i wizerunkiem Serca Jezusowego), by zapraszał do modlitwy każdego, kto spojrzy w tę stronę.

Po przeczytaniu tych książek mam teraz zupełnie inny stosunek do spowiedzi, bo zrozumiałam, że tu Jezus szczególnie na mnie czeka z otwartymi ramionami, by podźwignąć mnie z moich upadków i by dać siły do odnowy i lepszego jutra.

Gdy przyjmuję Eucharystię czuję się uleczona ze wszystkich moich zranień. Mając w sercu Jezusa, czuję się pewniej i bezpieczniej. Pragnę świadczyć swą postawą i życiem wobec wszystkich, że to co dobre zawdzięczam Bogu. On dał mi schronienie w Jezusie i Maryi. To oni prostują teraz moje ścieżki i nadają kształt mojemu życiu. Oni są moimi najwierniejszymi przyjaciółmi. 33 lata przeżyłam jakby w uśpieniu, bez rozeznania, co jest ważne i istotne w życiu. Dopiero lektura Prawdziwe Życie w Bogu sprawiła, że przez ostatnie 2 lata zakiełkowało we mnie pragnienie Bożej Miłości. Wydaje mi się, że lektura ta wydaje dobre owoce.

Wkrótce po rozpoczęciu czytania tej książki otrzymałam niespodziewanie dobrą pracę, w grudniu 1994. Poprawiło to znacznie trudną sytuację materialną naszej rodziny, bo od wielu lat byłam bezrobotna. Wpłynęło to także na możliwość realizowania moich pragnień religijnych, miałam już bowiem pieniądze na finansowanie materiałów niezbędnych do poszerzania wiadomości w tym kierunku. Przekonałam się, że z Bogiem wszystko jest możliwe. Bez większych trudności pogodziłam pracę zawodową z obowiązkami wobec rodziny. Codziennie znajduję czas na lekturę religijną i medytację, na modlitwę. Kiedy zajdzie potrzeba służę innym i na wszystko mam teraz czas i siły. Czasami myślę, że wystarczyło jedno ciche westchnienie, by Bóg w Swej łaskawości dał mi wszystko, co jest niezbędne do wzrastania w Jego Miłości.

Oczywiście jestem ciągle słaba i często upadam, ale podtrzymuje mnie Miłość Boża, którą często odczuwam i która okazuje się być hojna nawet dla takich grzeszników jak ja. Nie sposób opisać tego, co czuję i jak wiele zmieniło się w moim życiu. Bardzo więc ubolewam, kiedy napotykam negatywne oceny książki Prawdziwe Życie w Bogu, bo one zagłuszają głos Bożej Miłości, czyniąc go niemym. A przecież ta lektura do wielu przemawia, przemienia serca i przynosi wiele dobrych owoców. Ja sama jestem tego przykładem. Gdyby nie ta książka, nie wiem, czy kiedykolwiek doszłabym do takich rozważań i pragnień, które tak bardzo zbliżyłyby mnie do Boga. Teraz prawdziwie wierzę, ufam i pokładam nadzieje w Miłosierdziu i Miłości Bożej.

Poprzez to świadectwo chciałabym podziękować Bogu Wszechmogącemu za bezmiar otrzymanych łask i za Vassulę, która sieje ziarno otrzymane od Pana. B.

 Przepełniła mnie miłość do Boga...

 To wszystko było w zamyśle Pana i wierzę w Jego ogromną miłość do nas. Ten piękny Hymn „Prawdziwe Życie w Bogu” to wielki dar, jaki mogliśmy otrzymać w ostatnich czasach. Na pewno moje słowa pisane nie potrafią oddać tego, co naprawdę przeżyłam, jak się zmieniłam i jak bardzo jestem przepełniona miłością do mego Pana, Boga Umiłowanego Jedynego.

W 1995 r. znalazłam się w takiej sytuacji, że musiałam wyjechać za granicę. Wcześniej wyjechał tam ksiądz - brat serdecznej koleżanki. Pan Bóg wiedział, że jeśli zostanę w tym samym mieście, to nic z tego nie będzie i wysłał mnie do W. Daleko - jak na pustynię - od Polonii i znajomych. Byłam tam samiuteńka. Dawano mi telefony, adresy i propozycje, ale nigdy nic z tego nie wychodziło. Miałam tylko przyjaciela księdza, który mieszkał daleko. Pocieszał mnie, czasem przyjeżdżał w odwiedziny i przywoził jakieś pisma. Były to pisma przeważnie katolickie. Właśnie w nich wyczytałam informacje o książce „Prawdziwe Życie w Bogu”. Myśl o tej książce była tak silna, że nie dawała mi spokoju. Przy następnej wizycie zapytałam go o tę książkę. Chcę nadmienić, że został on wybrany na wysokie stanowisko w Rzymie. To wspaniały człowiek. Kiedy przyjechał następnym razem, przywiózł mi „Prawdziwe Życie w Bogu” tom VI. Zaczęłam czytać. To był prawdziwy wstrząs dla mnie, człowieka grzesznego i słabego. Nikt i nigdy w życiu nie przemówił do mnie z taką miłością. Płakałam tak bardzo, że wstawałam rano z popuchniętymi oczami. Postanowiłam wtedy napisać do wydawnictwa «Vox Domini» z prośbą o przysłanie mi brakujących tomów. Jestem ogromnie wdzięczna wydawnictwu za wszelki trud. Otrzymywałam książki na bieżąco i czytałam. Płakałam, cieszyłam się, przepraszałam mego Pana, modliłam się i znów płakałam. Wydawało mi się, że serce mi pęknie. Pokochałam Vassulę jak moją siostrę. Kiedy zobaczyłam jej zdjęcie w tomie VI, powiedziałam sobie: jakaż ona podobna do Jezusa! Modlę się za Vasilikę i pragnę ją zobaczyć.

Kilkanaście lat temu, a więc przed zapoznaniem się z Orędziami, miałam sny (widziałam na przykład walące się wieże kościoła, ciągle byłam w jakichś labiryntach, z których nie mogłam wyjść, widziałam koniec świata i wojny), których nie rozumiałam. Dopiero Orędzia Umiłowanego Jezusa dały mi odpowiedź. Ukazały mi moją nicość, zagubienie, grzeszność, a także jak świat jest pogrążony w złu. Zrozumiałam bezgraniczną Miłość Jezusa do nas wszystkich. Zrozumiałam, jak bardzo pragnie On, żebym była Jego dzieckiem. Jak bardzo mnie kochał i kocha. Przemówił do mnie jak najczulszy Ojciec. Przemówiła do mnie również Mateczka Przenajświętsza Swoim matczynym sercem. Dziękuję Panu Bogu za ten ogromny dar i łaskę, że te książki dotarły do mnie. Wszystkie tomy przeczytałam już trzy razy. Staram się pożyczać je innym. Gdy mi jest ciężko albo smutno to otwieram książkę i zaraz znajdę słowa pocieszenia. Mój Jedyny Pan jest teraz moim życiem, szczęściem, radością i wszystkim. Jest moją największą Miłością. On sam przyszedł do tej biednej nicości, jaką jestem, aby ratować moją duszę.

Jestem już w Polsce. Dzisiaj dziękuję Panu Bogu za to doświadczenie i za to, że wysłał mnie tak daleko, żeby dotrzeć do mojego serca. Gdyby tak się nie stało, kto wie, czy jeszcze nadal bym nie błądziła. Chwała Panu. Chwała Panu za to, że rozpalił moje serce tak ogromną miłością do Siebie i Maryi, że dużo się modlę, należę do Koła Żywego Różańca, poszczę, pielgrzymuję, czytam prasę i książki katolickie, modlę się za innych.

Dziękuję Panu Bogu za ten piękny Hymn Miłości i Pokoju. Za wszelką Dobroć, Miłość i Miłosierdzie i proszę, by błogosławił wszystkim, którzy Go kochają i przyczyniają się do Jego Chwały.

Jezu Umiłowany, wierzę w Ciebie, uwielbiam Cię, ufam Tobie i kocham Cię nade wszystko. Mateczko Przenajświętsza - kocham Cię całym sercem. Niech będzie Bóg uwielbiony.

D.

Moje życie jest w Jego Rękach!

 Przyjaciółka pożyczyła mi orędzia „Prawdziwego Życia w Bogu”, Vassuli Ryden. Obecnie czytam czwarty tom i nie wyobrażacie sobie, jaki wpływ mają na mnie te przesłania.

Na początku potrafiłam przeczytać nie więcej niż dwie strony na raz. Orędzia poruszyły mnie do głębi. Wylewałam mnóstwo łez i czułam, że cała się oczyszczam w czasie szlochu, jaki towarzyszył łzom. Czułam, że te orędzia zostały napisane dla mnie. Przez chwilę myślałam, że może jestem szalona, ale wkrótce zdałam sobie sprawę, że tak nie było. Zdałam sobie sprawę z tego, że nasz Bóg jest Panem wszystkiego. Uświadomiłam sobie, że moje życie jest w Jego rękach, w każdym momencie, że należę do Niego, ponieważ jestem Jego stworzeniem. Nauczyłam się też być Mu wdzięczną za możliwość posiadania dużej rodziny, choć z tego powodu musiałam stawić czoła wielu trudnościom.

Dzięki tym orędziom zdałam sobie sprawę z tego, że jestem winna Bogu moje codzienne życie. Uświadomiłam sobie, jak pełen miłosierdzia jest nasz Bóg. On cierpliwie czeka na nas przez długi czas, abyśmy się zmienili i wrócili do Niego. Doszłam do wiedzy, że prawdziwa miłość wzywa nas do bycia blisko Niego i do życia w Nim. Zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele czasu marnujemy na błahostki i że musimy zostawić to wszystko i oddać się życiu w MIŁOŚCI. Owoce naszej pracy stworzyły świat bez Światła i bez Miłości. Stworzyliśmy świat, na którym toczą się wojny, panuje głód, śmierć grozi i dotyka młodych, starych i nienarodzonych. Zanieczyściliśmy ziemię. Kraje bardziej rozwinięte wykorzystują słabsze i wiele pieniędzy trwoni się na zbrojenia. Nasza technologia jest raczej wykorzystywana dla zysku, a nie dla korzyści innych. Nie troszczymy się o Ziemię, którą nasz Ojciec nam podarował. Wszyscy widzimy, że to prawda. Moja dusza chce ukryć się w panicznym strachu widząc, jak niszczymy się wewnętrznie. Naszym sloganem jest: „Dobre jest to, co jest możliwe”. Schodzimy więc z Bożych dróg, dróg Ojca, który błaga o naszą miłość. Jak żebrak, On puka do naszych drzwi w każdym momencie, dzień i noc, szukając naszej miłości. On kocha nas jak Ojciec, bo jesteśmy Jego małymi dziećmi, ale większość z nas odwraca się plecami do Niego, który daje nam całą swoją miłość każdego dnia.

Mam nadzieję, że moja wiara w Boga Miłości jest teraz mocna. Wiem, że powrócimy do Niego tylko poprzez miłość, ponieważ to MIŁOŚĆ nas dziś wzywa. S.

 Myślałam, że nie ma dla mnie ratunku...

 Mam 18 lat. Chciałabym Wam opisać moje pierwsze zetknięcie z orędziami Vassuli. Najważniejsze jest to, że w wieku 15 i pół lat całkowicie odsunęłam się od Kościoła (choć nadal wierzyłam w Boga). Nie zauważałam, że coraz bardziej pogrążam się w grzechach. Nikt nie był w stanie na mnie dobrze wpłynąć. Można by powiedzieć, że zaczęłam podziwiać złych ludzi, wręcz naśladować ich. W domu zaczęły się problemy, stresy, awantury. Nie potrafiłam poskromić swoich nerwów.

Jeżeli chodzi o szkołę, to przez dwa lata byłam miła dla wszystkich, ale w duszy śmiałam się z ich naiwności. Niemal całej klasy nienawidziłam. Z powodu swojej niewiedzy o życiu popadłam na dno moralne. Od jakiegoś roku zrozumiałam, jaka jestem bezwartościowa i że źle rozumiałam świat w wieku 15-16 lat. Całkowicie zepsułam sobie opinię pośród niektórych ludzi. Żyłam przez to w zakłamaniu. Przestałam doceniać wszystkie uczucia, głównie miłości. Bałam się, aby ktoś mnie nie skrzywdził. To samo dotyczy przyjaźni, przywiązania. Znienawidziłam siebie, nie potrafiłam akceptować swoich czynów. Przez to znienawidziłam cały świat i wszystkich ludzi. Wiele nocy przepłakałam, zastanawiając się, dlaczego taka jestem. Błagałam i prosiłam Boga o pomoc. Ale prosiłam bez wiary.

Swoje smutki na ogół zatapiałam w czymś innym. Czułam się samotna i niezrozumiana. Przez dwa lata nie byłam w spowiedzi. Przez gromadzące się we mnie grzechy odczuwałam w swym wnętrzu coraz większy ciężar. Ciągle byłam w apatii. Szukałam lekarstwa, ale wiedziałam, że nigdzie go nie znajdę. Zwątpiłam w sens życia. Chciałam ze sobą skończyć. Myślałam, że nie ma dla mnie ratunku i że i tak pójdę do piekła. Nie chciałam dłużej męczyć się na tym świecie, tylko po to, aby po śmierci cierpieć więcej. Nie popełniłam samobójstwa, chociaż brakował mi do tego jeden krok. Coś mnie odepchnęło, przestraszyłam się ciemności. Jednak nadal wyśmiewałam się z wszelkich uczuć.

Od września tego roku postanowiłam, że pójdę do spowiedzi, ale bałam się, że ksiądz mnie wyrzuci z kościoła i długo odkładałam tę chwilę. Dla wszystkich byłam niedostępna, opryskliwa. Absolutnie przestałam KOCHAĆ. Znienawidziłam to słowo. Odczuwałam równocześnie potrzebę rozmowy z Bogiem. Jednak nie modliłam się, nie czytałam Pisma Świętego. Chodziłam jedynie do kościoła. Czułam się nieswojo, nawet nie słuchałam, co mówi ksiądz. To było gdzieś na początku listopada. Przyśniło mi się, że zaprzedałam duszę szatanowi. Przez niecały tydzień jakoś tak wydawało mi się to śmieszne. Jednak gdy w szkole puścili nam film o satanistach, to się przestraszyłam. Doszłam do wniosku, że szatan czuje się swobodny w moim ciele.

Któregoś dnia po pewnym wydarzeniu bardzo się zasmuciłam, zdając sobie coraz bardziej sprawę, że jestem niczym. W końcu sięgnęłam po Biblię. Nie pamiętam, jaki to był fragment. W każdym razie Pan Jezus mówił o Swoim nadejściu, o potrzebie nawracania. O tym, że kocha każdego i gdy ktoś żałuje za Swoje grzechy - On przebacza. Poczułam się dosyć dziwnie, w tym fragmencie było też odniesienie do mnie. Powoli uświadamiałam sobie, że Pan Jezus naprawdę mnie kocha, że nie po to pozwolił mi się urodzić (miałam umrzeć podczas narodzin), abym skończyła tak marnie. Nie wiem, jak to się stało, ale gdy przyszłam ze szkoły 22 listopada 1995 roku zauważyłam na parapecie kuchni siódmy tom „Prawdziwego Życia w Bogu”. Mama kupiła te książki w czasie wakacji. Wtedy się z nich śmiałam, choć w ogóle nie wiedziałam o czym są. Po obejrzeniu tyłu okładki i pierwszych stron postanowiłam przeczytać pierwszy tom. Gdy doszłam do Zeszytu 1-6 zaczęłam płakać. Zdziwiłam się, że Pan Jezus mnie kocha: taka grzesznicę. Wydawało mi się to niemożliwe. Przeszło mi przez myśl, że to jakieś oszustwo. Odłożyłam na bok książkę, nie spuszczając jej z oczu. Myślałam, że mnie wewnętrznie „rozerwie”. Równocześnie mnie odpychało, jak i ciągnęło do tej książki. Ktoś mi mówił: ty nie możesz tego czytać, jesteś zła, niegodna. A drugi wewnętrzny głos mówił: proszę, czytaj dalej. Nawoływał, aby dalej czytała. Przemogłam się, znowu zaczęłam czytać. Ta sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy. Dokładnie pamiętam, jak odczułam czyjąś obecność, ktoś starał się mnie pocieszyć. Tego dnia przeczytałam około 160 stron. Bardzo trudno czytało mi się o miłości, którą tak ostatnio znienawidziłam. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jakim jestem niczym: ile jest we mnie zła. Najbardziej jednak bolał mnie fakt, że przez moje grzechy cierpiał Jezus. Moje cierpienia stały się nieważne. Jak mogłam tak ranić Pana Jezusa? Całą noc płakałam. Postanowiłam pójść do spowiedzi. Stwierdziłam, że te Orędzia trzeba czytać z czystym sercem. (...) Napiszę jeszcze, że mnie - podobnie jak Vassuli - przyśnił się Jezus prosząc o nawrócenie. Dwa razy przyśnił mi się w podstawówce. Trzeci raz - w tym roku, w czasie wakacji. Zwracał się bezpośrednio do mnie: abyśmy się nawracali, wierzyli w Ewangelię. Mówił, że wkrótce powróci i pytał, dlaczego świat jest taki zły. Był bardzo smutny. Teraz rozumiem, że odnalazłam to, czego szukałam. nie chcę zawieść Pana Jezusa, pragnę wytrwać w Jego Miłości.

Jestem szczęśliwa, że odnalazłam Pana Jezusa, ale i jestem przygnębiona bardziej niż kiedyś. Już nie płaczę tylko nad sobą, ale nad światem, nad ludźmi. Wszędzie widzę grzech, zło.

Adriana


k02.gif (967 bytes) Vassula o swoim charyzmacie
k02.gif (967 bytes) Kasety audio
k02.gif (967 bytes) Kasety video
k02.gif (967 bytes) Całość Orędzi (on line)
k02.gif (967 bytes) Witryna Międzynarodowego Stowarzyszenia "True Life in God"

[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]