Serce Jezusa i Maryi"Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych..." (Hbr 4,7)



 «GŁOS PANA» – Pismo ewangelizacyjne nr 3 (68) 2001

http://www.voxdomini.com.pl sklep@voxdomini.com.pl

ISSN 1232-7492
Mapa witryny


strony 10-16

W numerze 3/2001:

l Ojcowie Kościoła: św. Jan Chryzostom - str. 2-4 l Nowe Orędzia z Naju - str. 5-6; l Kim jest Julia Kim? - str. 6-7 l Maria Szymanowska: "Stać się Jego Odbiciem" - str. 8-9 


Nowenna zawierzenia Najświętszemu Sercu Jezusa

O, Panie Jezu Chryste, Twojemu Najświętszemu Sercu powierzam tę intencję..... Spójrz tylko na mnie i uczyń to, do czego nakłania Cię Twoje Serce... Niech Twoje Najświętsze Serce zdecyduje...

Liczę na Nie... Pokładam w Nim ufność... Rzucam się w Jego Miłosierdzie.

Panie Jezu! Ty mnie nie zawiedziesz. Najświętsze Serce Jezusa, ufam Tobie. Najświętsze Serce Jezusa, wierzę w Twoją Miłość do mnie. Najświętsze Serce Jezusa, przyjdź Królestwo Twoje.

O Najświętsze Serce Jezusa, prosiłem o wiele łask, lecz błagam żarliwie o tę. Weź ją, umieść ją w Twoim Najświętszym Sercu. Kiedy Ojciec Przedwieczny zobaczy ją pokrytą Twą Drogocenną Krwią, nie odrzuci jej. To nie będzie już więcej moja prośba, lecz Twoja, o Jezu.

O Najświętsze Serce Jezusa, ufam Tobie. Niech nigdy nie doznam zawodu. Amen.


Orędzia Matki Bożej dla parafii w Medziugorju i dla świata

z 25 kwietnia 2001:

Drogie dzieci, dziś znowu zapraszam was do modlitwy. Drogie dzieci, modlitwa czyni cuda. Kiedy jesteście zmęczeni i chorzy i kiedy nie znacie sensu waszego życia, weźcie różaniec i módlcie się, módlcie się, aż modlitwa stanie się dla was radosnym spotkaniem z waszym Zbawicielem. Ja jestem z wami, oręduję za wami i modlę się z wami, drogie dzieci. Dziękuję, że odpowiedzieliście na Moje wezwanie.

z 25 maja 2001:

Drogie dzieci! W tym czasie łaski wzywam was do modlitwy. Drogie dzieci, pracujecie wiele, ale bez błogosławieństwa Boga. Błogosławcie i szukajcie mądrości Ducha Świętego, aby was prowadził w tym czasie, abyście rozumieli łaskę tego czasu i żyli nią.

Nawróćcie się, drogie dzieci, i uklęknijcie w ciszy waszych serc. Postawcie Boga w centrum waszego bytu, abyście w ten sposób mogli świadczyć z radością o pięknie, jakiego Bóg bez przerwy udziela waszemu życiu. Dziękuję, że odpowiedzieliście na Moje wezwanie.

1
Vox Domini



René Lejeune

Ojcowie Kościoła: Święty Jan Chryzostom (355-407), czyli szaleństwo dla Chrystusa 

Epoka

W roku 380, 28 lutego, ukazuje się w Rzymie dziwny edykt: cesarz Teodozjusz, ostatni z wielkich imperatorów rezydujących w stolicy imperium Cezarów, poleca:

„Wszystkie nasze narody są zobowiązane do podporządkowania się wierze przekazanej Rzymianom przez apostoła Piotra, tej wierze, którą wyznaje papież Damazy i biskup Piotr z Aleksandrii, to znaczy do uznania Najświętszej Trójcy – Ojca, Syna i Ducha Świętego.”

Tym zaś, którzy się nie poddadzą temu nakazowi, imperator grozi:

„Bóg zemści się na nich i my także”.

Taka jest wiara imperatora. Jedność jego ziem należących do wielu narodów nie jest zachowywana przez wspólny im kult pogański, w sercu którego znajdował się imperator Rzymu. Odtąd chrześcijaństwo ma zachować tę jedność. Symbioza między państwem i religią jest całkowita; wywołuje ona procesy korzystne i równocześnie poważne niedogodności.

Korzyść. Ponieważ imperium jest u schyłku i rozpada się szybko, dlatego biskupi, pasterze całego ludu, będą mogli zastąpić swoim autorytetem upadający autorytet świecki potężnej rzymskiej machiny administracyjnej.

Niedogodność. Rozdział władzy świeckiej od religijnej – dwa miecze – którego pragnął Chrystus, zostaje usunięty.

Teodozjusz wstąpił na tron cesarski rok wcześniej. Będzie rządził przez 15 lat, zachowując na jakiś czas jedność imperium przez zatrzymanie w rzymskiej armii barbarzyńskich przywódców.

Co do Kościoła, wchodził on w swój złoty okres. Prześladowania, powstrzymane przez Konstantyna w 314 roku, były już tylko odległym bolesnym wspomnieniem.

Pochodzenie

W tym przełomowym roku ogłoszenia wiary chrześcijańskiej religią państwową Jan Chryzostom miał 25 lat.

Jego życie jest dobrze znane. Żadnego autora chrześcijańskiego nie uhonorowano tyloma biografiami, poczynając od życiorysu napisanego przez biskupa Palladiusza z Helenopolis, który ukazał się kilka lat po śmierci tego Ojca Kościoła. Pozostaje on najlepszym aż po ostatni, opublikowany w końcu okresu bizantyńskiego.

Jan urodził się w Antiochii około 355 roku. Jego matka Antuza była niewiastą pobożną. Wywodziła się ze szlachty. Została wdową w wieku 20 lat, kiedy Jan był jeszcze zupełnie mały. To ona przekaże dziecku swoje odbicie.

Gruntowne wykształcenie i droga do kapłaństwa

Troszcząc się o właściwe wychowanie syna, Antuza powierzy go najwybitniejszym nauczycielom w Antiochii, na czele z Andragatiusem, który otwarł szkołę filozoficzną. Jan ociera się też o sofistę Libaniosa, przeciwko którego wielosłowiu zbuntuje się w wieku 18 lat. Młodzieniec ten bowiem ma inteligencję wyjątkową. Nie znosi sztucznej retoryki swego mistrza. Pragnie jasności zakorzenionej w prawdzie, podczas gdy poganin Libanios naucza swoich uczniów sztuki z pozoru poprawnego i logicznego rozumowania, ale jego celem jest wprowadzenie zamętu w umysły i wprowadzenie w błąd słuchaczy. Oto sofistyka.

Jan delektuje się natomiast nauczaniem biskupa Antiochii, św. Melecjusza. Biskup zaś jest zauroczony błyskotliwą inteligencją młodego wyznawcy chrześcijaństwa, a jeszcze bardziej – szlachetnością jego charakteru. Wyposażony w prorocze spojrzenie, biskup Melecjusz przewiduje nadzwyczajną przyszłość Jana. Dopuszcza go w wieku 18 lat do przyjęcia sakramentu „kąpieli odrodzenia” – jak nazywano chrzest. Po nim przez 3 lata Jan posługuje biskupowi. Po tym okresie zostaje lektorem. Jego nauczycielem jest teolog Diodor z Tarsu.

Jan jest młodym człowiekiem spragnionym absolutu. Poddaje się surowym umartwieniom. Pragnie się wycofać, aby prowadzić życie pustelnicze. Jego matka błaga go, aby nie uczynił jej wdową po raz drugi. Głuchy na matczyną prośbę wycofuje się w góry, bliskie Antiochii, gdzie przyłącza się do starca eremity. Pozostaje tam przez dwa lata, żyjąc bardzo skromnie i czuwając w bezsenne noce. Taki rytm życia osłabia jego układ trawienny, następuje blokada nerek. To zmusza go do powrotu do Antiochii, gdzie prowadzi życie nieco bardziej rozsądne w sferze fizycznej. Jednak te dwa lata samotności pozwoliły mu zgłębić Ewangelię i odkryć w całej pełni prawa Chrystusa.

W roku 381 Jan przyjmuje święcenia diakonatu. W pięć lat później zostaje kapłanem. Ma 30 lat. Biskup Flawian, odkrywszy talenty oratorskie nowego kapłana powierza mu misję głoszenia Słowa Bożego we wszystkich kościołach Antiochii dla pobudzenia wiary wspólnoty chrześcijańskiej. Jana otacza szybko sława największego mówcy w Kościele. To właśnie oznacza przydomek „chryzostom”, czyli „złotousty”. Ten tytuł będzie się mu nadawać od VI wieku.

Tak trwa szczęśliwy i błogosławiony okres jego życia. Będzie trwał dwanaście lat. Ta aktywność dla Chrystusa, wypełniająca całe jego życie, zostaje brutalnie przerwana w roku 397.

Walczący biskup

Nektariusz, patriarcha Bizancjum, umarł w roku 397. Sława zaś Jana przekroczyła już dawno granice Antiochii. Imperator, który pragnął nadać blask siedzibie Bizancjum, nazwanej teraz Konstantynopolem – na pamiątkę Konstantyna – postanawia, że nowym patriarchą będzie znany kapłan z Antiochii – Jan. Jednak Jan jest temu zdecydowanie przeciwny. Zna wielkość tego zadania. Miasto jest osłabione moralnie i wiara w nim obumiera. Imperator jednak nie daje za wygraną. Kiedy nie udaje mu się osiągnąć swojego celu przez perswazję, ucieka się do przebiegłości. Każe go po prostu porwać i doprowadzić przemocą do Konstantynopola. Jan dociera do miasta wycieńczony, po odbyciu drogi liczącej jakieś tysiąc kilometrów na koniu... Imperator nakazuje biskupowi Aleksandrii, Teofilowi, bezzwłoczne udanie się do Konstantynopola, aby udzielił sakry biskupiej Janowi z Antiochii. Teofil poddaje się rozkazowi cesarza, jednak to właśnie on będzie najbardziej zaciętym przeciwnikiem patriarchy Jana...

Nowy przywódca Kościoła Konstantynopola staje przed gigantycznym zadaniem. Podejmuje je jednak z taką samą pasją, jaka charakteryzowała go w chwili buntu przeciwko nauczycielowi – sofiście. Najpierw wytyka nadużycia, a następnie – pragnie umocnić moralność. To nie będzie rzeczą łatwą. „Kościół stale się reformuje”. Tak, Kościół musi stale być reformowany, aby zasłużyć na swój przywilej bycia Oblubienicą Chrystusa. Dzisiaj, tak samo jak i za czasów Jana...

Biskup zaczyna od samego siebie. Czyż nie powinien dać przykładu? Żadnego przywiązania do jedzenia, żadnych wystawnych posiłków. Wszelki przepych znika z biskupiego pałacu. Jego poprzednik podjął przygotowania pod budowę niezwykłej bazyliki. Kolumny z marmuru są już wyrzeźbione, jednak nowy biskup sprzedaje je i dzieli zyskane w ten sposób pieniądze pomiędzy ubogich. Zamiast bazyliki buduje liczne przytułki dla chorych, biednych i cudzoziemców. Będą nimi kierować dwaj kapłani znani z cnotliwego życia. Chorzy i ubodzy są szanowani jak królowie. Pomaga im grupa medyków, kucharzy i zakonników. Krótko: biskup wciela Ewangelię w życie. Przypominając sobie o wdowieństwie i trudnościach, jakie jego matka musiała pokonywać, patriarcha Jan organizuje posługę na rzecz wdów, posługę istniejącą zresztą od pierwszego pokolenia chrześcijan, w wierności nauczaniu Pana. Tą posługą kierują diakonisy, które poddaje rygorowi życia pełnego ofiar i wyrzeczeń. Tym, które są niezadowolone, Jan radzi wyjść za mąż.

Drugim celem jest umocnienie duchowieństwa. To było bardzo potrzebne. Konkubinaty, alkoholizm, chciwość, przywiązanie do dobrego jedzenia, podporządkowanie bogaczom i kurtyzanom, grzech, czyni spustoszenie wśród bizantyjskiego kleru. Tak samo jest z zakonnikami. Wielu błąka się tu i tam, żyjąc z żebrania lub ze zdzierstwa. Jan gani takie postępowanie i zmusza ich do poddania się władzy kościelnej lub do odejścia.

Lawina reform, choć ucieszyła wiernych chrześcijan, sprawiła, że podnieśli się przeciwko biskupowi wszyscy błądzący i libertyni Konstantynopola, na czele z syryjskim mnichem Izaakiem, znanym ze swoich wybryków.

W kazaniach, pełnych realizmu i żaru, biskup chłoszcze też bogaczy i kurtyzany. Ukazuje zepsucie obyczajów z taką mocą i dokładnością, że wszyscy grzesznicy rozpoznają się w obrazie wymalowanym pędzlem słów biskupa-reformatora.

A oto oddziały Gotów obległy Konstantynopol i dokonują aktów przemocy w okolicach miasta. Aby ocalić miasto od splądrowania, biskup daje barbarzyńcom skarby swoich kościołów. Narzekanie wzmaga się bez przerwy zarówno pośród możnych świeckich, jak i w łonie duchowieństwa oraz w środowisku cesarskim. Wystarczy już tylko odrobina, aby woda się przelała.

Dwa incydenty rozpętają burzę przeciw niemu. Jeden jest związane z biskupami. Ponieważ wybiera ich kolegium kapłańskie, wielu nowych biskupów oskarża się o to, że zapłacili za swój wybór. Sytuacja związana z tymi podejrzeniami jest poważna w Azji Mniejszej. Jan decyduje się więc tam udać. Filary wiary, którym są biskupi, mogą być nieskazitelne, aby nie można ich było atakować. Jan nakazuje w Efezie wybrać diakona Izydora, człowieka godnego i doskonałego, dla zachowania czystości wiary. Nakazuje mu usunięcie ze stanowiska sześciu biskupów oskarżonych o nadużycia. Potem powraca do Konstantynopola, pozostawiając za sobą niechęć i wrogość, szczególnie pośród bogatych i potężnych. Zniszczenie siedliska żmij nigdy nie jest pozbawione niebezpieczeństwa.

Potem jeszcze poważniejsza przeszkoda wznosi się na jego drodze. Orygenes, wielki głos z Aleksandrii, w którym Jan rozpoznaje brata trawionego jak on przez zafascynowanie Chrystusem, wyraził kilka poglądów zbyt śmiałych, które zresztą zostaną potępione przez Kościół. Orygenes stał się w ten sposób zwolennikiem zbawienia powszechnego, utrzymując, że wszystkie stworzenia rozumne, bez wyjątku, będą pewnego dnia uczestniczyć w szczęściu Boga. Biskup Jan jest proszony o potępienie Orygenesa. Odmawia. Nie chce potępiać. Co gorsza, przyjmuje w Konstantynopolu 70 mnichów egipskich oskarżonych o sprzyjanie Orygenesowi i jego poglądom. I tak Jan znajduje się w otwartym konflikcie z biskupem Aleksandrii, który go wyświęcił. Czara się przelewa. Zaczynają się knowania przeciwko niemu w celu o pozbawienia go urzędu. Cesarzowa Eudoksja jest także przeciwna Janowi, gdyż wychłostał on bez oszczędzania jej próżność i jest próżność zbytkowną.

Odrzuciwszy potępienie Orygenesa odmawia równocześnie udania się przed nielegalny synod zwołany, aby go osądzić. Tak więc osądzają go zaocznie i pozbawiają urzędu. Cesarz dodaje do tej kary skazanie Jana na wygnanie. Wszystko to bez liczenia się z „głosem ludu”, który określa się przecież mianem „głosu Bożego”.

Lud Konstantynopola odrzuca z obrzydzeniem ten pozór sądu. Domaga się stanowczo powrotu swego biskupa. Cesarz poddaje się! Jan powraca i wygrywa: utwierdza jeszcze bardziej moralność chrześcijańską, jej ścisłość i czystość. Przyjęty tryumfalnie przez ludność po powrocie z wygnania, wznawia swe płomienne, polemiczne mowy, sprzeciwiając się korupcji i przepychowi, smagając na przykład złotą statuę cesarzowej Eudoksji, którą dopiero co postawiono. Cesarzowa, małżonka cesarza Arkadiusza, która wstąpiła na tron Cesarstwa Wschodniego w roku 395, chciałaby śmierci tego niepokojącego ją biskupa. To kobieta ambitna i energiczna. Wpłynęła na swego męża – słabego i niezdecydowanego. Patriarcha mógł kontynuować tak długo swą duchową i moralną krucjatę tylko dlatego, że wpływowy doradca i sekretarz cesarza, Eutrop, chronił biskupa Jana. Niestety, intrygi Eudoksji osiągnęły w końcu skutek, doprowadzając do wypędzenia Eutropa w 399 roku. Wtedy cesarzowa wznawia ataki na patriarchę. To prawda, on nie pozostawiał ich bez odpowiedzi. I tak w święto św. Jana Chrzciciela porównał cesarzową do Herodiady mówiąc: „Na nowo Herodiada dusi się ze złości, na nowo ona tańczy, na nowo domaga się głowy Jana na misie.”

To już zbyt wiele dla domu cesarskiego. Cesarz nakazuje biskupowi Janowi złożenie urzędu. Patriarcha odmawia. Zakazuje się mu więc wstępu do wszystkich kościołów patriarchatu. Kapłani pozostają jednak wierni swojemu biskupowi. Cesarz pod presją swej małżonki chce z nim skończyć.

W czasie świąt paschalnych w 404 roku wojsko przemocą wkracza do kościołów, chcąc zatrzymać biskupa. Leje się krew.

9 lipca 404 roku, po ostatnim nabożeństwie w katedrze Świętej Mądrości, biskup Jan udaje się po raz drugi na wygnanie. Idzie pod eskortą wojska. Kiedy opuszcza miasto, lud powstaje w jego obronie, pożary ogarniają miasto, bliscy i przyjaciele biskupa są tropieni i wtrącani do więzienia. Na tron patriarchy Konstantynopola wstępuje uzurpator. To gorzki owoc tajnego porozumienia władzy duchownej z władzą świecką.


2-3
Vox Domini

Walka i męczeństwo na wygnaniu

Przywódca oddziału ma rozkaz zaprowadzić pozbawionej funkcji patriarchę do serca Anatolii, o dobry tysiąc kilometrów od Bizancjum. Jan zostaje zamknięty w twierdzy Arabissos. Tak niebezpieczny agitator, mówca, który zapalał tłumy wiernych, a drażnił satrapów i potężnych, został zmuszony do milczenia.

Z wnętrza swego więzienia kontynuuje jednak nadal swą niezmordowaną prorocką walkę przy pomocy pióra. Zachęca do ewangelizowania pogan. Posyła misjonarzy do regionów, które aż do tej pory pozostały na marginesie głoszenia Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa. Wielu z jego misjonarzy poniesie tam śmierć męczeńską.

Jan naraża się jeszcze bardziej pisząc do biskupów Zachodu, informując ich o niesprawiedliwości nie do przyjęcia, której jest ofiarą. Prosi ich o pomoc. Wygnany patriarcha myli się jednak co do ich odwagi i jasności widzenia. Nie znajdując żadnego oddźwięku pośród współbraci, zwraca się do wielkich patrycjuszowskich rodzin Rzymu, zwłaszcza do kobiet, których wspaniałomyślność jest mu znana. Błaga o obronę wiary i autorytetu Kościoła.

Patriarcha ostro spogląda na władzę, a opierając się na Ewangelii i na słowach Apostoła Pawła, uznaje, że ma prawo do działania na mocy nakazu Boga. To on, prawny patriarcha może sprawować władzę biskupią, a nie uzurpator, który zajmuje jego siedzibę.

Zemsta cesarzowej

Tym razem cesarzowa Eudoksja dusi się naprawdę ze złości. Ponieważ nie udało się jej unieszkodliwić siewcy „nieładu”, pomimo że zamknęła go w głębi Anatolii, chce go umieścić na tyle daleko, aby nie mógł już jej szkodzić. Nakazuje deportować go w miejsce niedostępne, o jeszcze jeden tysiąc kilometrów na wschód. Na wiosnę 406 roku, po trzech latach spędzonych w twierdzy Arabisson, biskup zostaje wysłany pod eskortą do twierdzy Kukuzy, na granice Armenii. Nowa Herodiada dosięgła więc głowy swego Jana...

Podróż pieszo przewidziano na wiele miesięcy. Eskorta ma nakaz nie oszczędzać pięćdziesięcioletniego mężczyzny, przeciwnie, należało go wystawić celowo na zmęczenie i nadludzki wysiłek. Nakaz jest przestrzegany ściśle; podróż jest straszna. 14 września 407 roku wygnaniec jest zupełnie wyczerpany. Eskorta właśnie dotarła przed małą kaplicę. Patriarcha błaga, żeby pozwolono na małą przerwę. Przywdziewa białą komżę i przyjmuję komunię. Potem żołnierze słyszą, jak mówi po cichu: „Niech Bóg będzie uwielbiony przez wszystko.” I biskup Jan, przyszły święty Jan Chryzostom, pada, oddając Panu swą duszę nieustraszonego wojownika ożywionego przez całe swe życie szaleństwem dla Chrystusa. Szaleństwem upartym, które nie godziło się na żaden kompromis w swoim ewangelicznym radykalizmie. Kiedy wieść o śmierci męczennika za wiarę dochodzi do Konstantynopola, sumienie odpowiedzialnych budzi się. Eudoksja umiera w tym samym roku. Zgubny wiatr jej intryg uspokaja się. Wkrótce tron w Konstantynopolu obejmie nowy cesarz. Teodozjusz II, syn i następca Arkadiusza, wstępuje na tron na kilka miesięcy po śmierci wygnanego patriarchy. To władca światły, który będzie panował w Bizancjum przez 42 lata. Powstanie uniwersytetu, skrócenie Kodeksu teodozjańskiego, zwołanie Soboru Efeskiego, zwycięstwo nad Persami – oto wydarzenia znaczące czas jego długiego panowania. Zaczyna się marzyć o rozkwicie religijnym, jaki Jan Chryzostom mógł dać temu panowaniu, gdyby dane mu było żyć jeszcze przez trzy lata na swej biskupiej stolicy...

Pisma św. Jana Chryzostoma

Po św. Janie pozostały jego pisma. Są znaczące zarówno co do objętości, jak i co do jakości. Żaden Ojciec Kościoła nie pozostawił po sobie tak wielkiego dzieła. Chryzostom to dla historii chrześcijaństwa Dante, Goethe albo Wiktor Hugo. Nadzwyczajna czystość stylu, szlachetność myśli – oto ich główne cechy. Wielki erudyta uważa, że „jego dzieło wyraża jego attycką duszę”. Św. Jan Chryzostom napisał wiele traktatów, liczne listy i ogromną ilość kazań. Jego pisma są cenne nie tylko jako znacząca część świata duchowego Ojców Kościoła, stanowią one również skarbnicę dla poznania życia społecznego, politycznego i kulturalnego Bizancjum i Antiochii. Są nawet źródłem archeologicznym nie do pogardzenia. Ogromna ilość manuskryptów, które zachowały się do naszych czasów, świadczy o wyjątkowej renomie tego wielkiego ducha.

W swoich kazaniach Jan Chryzostom jest prawdziwym „lekarzem dusz”, wydającym trafne diagnozy i polecającym skuteczne środki zaradcze. On umiał, z wysokości ambony, przykuć uwagę i dotknąć serc. Homilie, odnoszą się do Starego Testamentu, a w szczególności do Księgi Rodzaju, Psalmów i proroka Izajasza. Porusza w nich wady i cnoty, dobry sposób modlenia się, nie tylko w kościele, ale i w rodzinie chrześcijańskiej, kapłaństwo, życie w dziewictwie itp.

Jego komentarze do Ewangelii według św. Mateusza i św. Jana, w liczbie 178, stanowią najstarszy tekst z okresu patrystycznego. Homilie trwają od dziesięciu do piętnastu minut, gdyż tyle trwa – według niego –„uwaga użyteczna” słuchaczy. Wskazówki tej żaden mądry kaznodzieja nie powinien lekceważyć. Św. Jan Chryzostom pokazuje w sposób przekonywujący, że Stary i Nowy Testament noszą piętno tego samego Ducha Świętego. Jezus, to co najważniejsze, oświetla niezrównanym światłem Swojego Boskiego Słowa; wypełnia lukę i uzupełnia żydowskie Prawo. Tłumaczenie przypowieści z Ewangelii wywołuje wrażenie jeszcze dzisiaj.

Homilie do Ewangelii według św. Jana odpowiadają na błędne argumenty arian; ci bowiem opierają swoją naukę głównie na czwartej Ewangelii. Opierają na niej błędną naukę o istotnej – według nich – różnicy między Ojcem i Synem. Te homilie Chryzostoma są też bardziej polemizujące. Rozwija w nich naukę o prawdziwej Kenozie, czyli uniżeniu się Syna Bożego.

55 homilii wyjaśniających Dzieje Apostolskie to jedyny pełny komentarz przekazany przez pierwsze tysiąclecie. Homilie bazujące na listach św. Pawła liczą się na setki. Jak we wszystkich pismach św. Jana Chryzostoma, tak i te charakteryzuje krystaliczna jasność. Stanowią skarby mądrości, zaskakując przy tym pięknem formy oraz precyzją wyrażania myśli.

W pismach św. Jana Chryzostoma uwidocznia się też pewna nowoczesność tonu i myśli, która czyni tego wielkiego pisarza wizjonerem, prorokiem przyszłych czasów. Aż do powrotu Chrystusa. To w ten sposób homilia 23, będąca komentarzem do Listu do Rzymian, stanowi trwały traktat o chrześcijańskiej myśli politycznej. Jan rozróżnia między autorytetem władzy, który jest pochodzenia boskiego i możliwym jej wypełnieniem, a [konkretną formą] władzy i jej wypełnieniem, będącym pochodzenia ludzkiego. Autorytet domaga się posłuszeństwa i podporządkowania bezwarunkowego, lecz nie każda forma sprawowania władzy.

Kilka słów o panegirykach i jego traktatach. W pochwale św. Pawła, Jan wyraża swój podziw bezgraniczny i entuzjazm dla Apostoła Pawła. Pod jego piórem Paweł z Tarsu jest jak zmartwychwstały, staje się żywym wzorem doskonałości chrześcijańskiej. Inne panegiryki odnoszą się do wielkich postaci ze Starego Testamentu jak i do świętych biskupów i męczenników.

Pośród traktatów żaden nie był tak często wydawany ponownie jak ten, który odnosi się do kapłaństwa. „U każdego, kto przeczytał tę książkę, serce rozpaliło się miłością do Boga” – pisze Izydor z Peluzjum, kilka lat po śmierci Chryzostoma. Traktat ten cechuje wzniosłość myśli, czystość wyrażenia, piękno stylu. Pozostaje „jednym z najcenniejszych skarbów literatury patrystycznej” (J. Quasten). Któż by uwierzył, że to arcydzieło zostało zredagowane w czasie, kiedy Jan był zaledwie diakonem. Miał wtedy 25 lat! Św. Hieronim czytał je w 392 roku. Każdy kandydat do kapłaństwa powinien się pochylić długo nad tym dziełem. Każdy kapłan powinien przeczytać wiele razy je w ciągu swego kapłańskiego życia...

Konkluzja

Ten Ojciec Kościoła jest wielkim świętym z powodu swego ewangelicznego życia, gorliwości w obronie czystości wiary, odwagi nie znającej kompromisów w obliczu władzy cesarskiej, w obliczu każdej władzy świeckiej. Jego nauczanie jest jasne, przyjemne w formie oraz pewne, przetrwało przez wieki i niezwykle się upowszechniło. Wielki biskup! Bardzo wielki pasterz owiec, powierzonych mu przez Pana. Głos potężny rozbrzmiewający przez wieki. Św. Jan Chryzostom pozostaje nauczycielem dla każdego chrześcijanina zatroskanego o postęp na drodze świętości.

René Lejeune

Przekład z franc. za zgodą Wydawnictwa du Parvis, Stella Maris nr 339, str. 6-9.


4
3/2001



Nowe Orędzia w Naju: «Kiedy składacie z siebie heroiczną ofiarę, czas oczyszczenia ulega skróceniu...»

Orędzie Pana Jezusa przekazane Julii w Naju 28 lutego 2001, w Środę Popielcową.

Julia:

Około godziny 2.30 w nocy zapaliłam świece i zaczęłam odmawiać różaniec. Około 3.00 ukazał mi się Jezus w białej szacie. Całe ciało było zakrwawione i krew przenikała przez Jego szatę. Wyglądał naprawdę biednie i byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co robić. Jezus podszedł powoli do mnie i przemówił miłym głosem:

– Moja córko! Moja droga mała duszo! Nie bądź zbytnio zaskoczona. Jeszcze teraz przelewam Moją Krew dla ocalenia świata zepsutego przez grzech, gdyż nie chcę, aby choćby jedno z Moich dzieci na tym świecie zostało potępione i całkowicie się zatraciło.

Nie liczy się intensywność Miłości, jaką chcę im dać, większość Moich dzieci już w najwyższym stopniu zepsutych, jest pełna egocentryzmu i uporu wywołanego przez pychę. Są duchowo zaślepione i głuche. Obrażają Boga przez swe zniewagi i niewdzięczności, zamiast przyjąć Moją Miłość, która poprowadziła Mnie do poświęcenia dla nich Mojego Ciała. To dlatego Moje Serce jest złamane ze smutku i krwawi tak dzień po dniu.

Spójrz, Moja córko! Oni mówią, że nas kochają, Moja Matkę i Mnie, lecz ani się prawdziwie nie nawracają, ani się szczerze nie modlą. Błagają Nas i chwytają się Nas jak boi ratunkowej, kiedy są w próbie. A po otrzymaniu łask, o jakie prosili, ich wdzięczność jest bardzo krótka. Nie dają nawet jałmużny Niebieskim Żebrakom, wracają do swego nędznego życia i stają się cierniami, które ranią Moje Najświętsze Serce.

Och! Z niepokojem czekałem, że małe dusze zdejmą Mnie z Krzyża! Ale Moje liczne dzieci na tym świecie, wielka część duchowieństwa i zakonników, a nawet Moje dzieci, które szczególnie wezwałem, przybiły Mnie do Krzyża.

Zamiast Mnie zdjąć z Krzyża pozostają jak śpiące i łączą swe siły z demonicznymi. W konsekwencji błądzą w złym kierunku, nadymają się z pychy i próżności. I trzymając w rękach nożyczki dobrze wyostrzone z chciwości i egoizmu szarpią na kawałki, dla swej korzyści Moją szatę i Moje Ciało. Moje Serce i Serce Matki nie przestają się spalać/wyczerpywać i od dawna stały się jak wulkany, które wybuchły.

Julia: Drogi panie! Jestem nic nie znacząca i pozbawiona siły. Co mogłabym zrobić? powiedz mi.

– Moja droga córko, która musisz cierpieć! Jesteś małą duszą. Powiedziałem do apostoła Pawła, że „moja Moc w słabości się ukazuje” (por. 2 Kor 12,9)

Jeśli sobie przypomnisz, że Moja matka i Ja jesteśmy zawsze z tobą, nawet w twej słabości, kiedy ofiarowujesz stale i hojnie wszystkie twe cierpienia za nawrócenie grzeszników, wynagrodzisz i pocieszysz Moje zranione Serce i zranione Serce Mojej Matki, Jej, która błaga was ze łzami i z krwawymi łzami. Naprawisz też w ten sposób Moje rozszarpane odzienie.

Julia: Wtedy Pan dał mi coś, mówiąc:

– Teraz, Moja córko, przyjmij to.

Julia: Dostałam coś do moich dwóch dłoni, co następnie trzymałam w mojej lewej ręce.

– To jest Moja lniana szata, która została zmoczona Moją Krwią i rozerwana jeszcze podczas Mojego Biczowania z powodu grzechów Moich licznych dzieci.

To nożycami wyostrzonymi pożądliwością i egoizmem Moja szata została rozszarpana przez tych, którzy dla ich własnego zadowolenia i z sercem zimnym i zdradzieckim chcą jedynie otrzymywać, nie dzieląc się z bliźnim, kochając jedynie samych siebie.

Przypominając wam, że Moja Matka i Ja jesteśmy każdego dnia tak miażdżeni i wiedząc, że My cierpimy nawet w tej chwili zniewagę i ból z powodu grzeszników przynajmniej wy z sercami pełnymi szczerych modlitw, skruchy i miłości spójrzcie na ten zniszczony materiał i walczcie bez przerwy z waszym egoizmem. Stańcie się małymi duszami i przemieńcie wasze życie w modlitwy.

Czyniąc to staniecie się jak obcęgi i kleszcze, które wyjmują ciernie i gwoździe zanurzone tak głęboko w Moim najświętszym Sercu i w Sercu mojej Matki. Staniecie się także jak igły dla naprawienia Naszych Najświętszych Serc i Mojego rozerwanego ubrania. To będzie dla Niej i dla Mnie wielka pociecha.

Zatem spróbujcie nie wpaść w rozpacz i zniechęcenie i pamiętajcie, że kiedy roztaczacie bardziej żywo siłę miłości i kiedy oddajecie siebie wiernie aż po heroizm, czas oczyszczenia zostaje skrócony. Zawsze czuwajcie i módlcie się. Do zobaczenia!

Julia: Kiedy Jezus skończył mówić podjęłam na nowo modlitwę różańcową. Nie ośmielałam się patrzeć na to, co mam w ręce. Potem zasnęłam. Obudziłam się około godziny 4.00 i wciąż nie patrzyłam na to, co mam w dłoni.

Około 7.30 zawołałam moją rodzinę i moich przyjaciół. Zanim ktokolwiek spojrzał, ja sama rozwarłam dłoń, drżąca i pełna bojaźni i ujrzałam kawałki zniszczonej tkaniny poplamionej krwią. Wszyscy byli zaskoczeni i przyglądali się z uwagą. Jedna kobieta, znająca się na tkaninach powiedziała: „To wygląda jak materiał utkany z bardzo delikatnych nitek”.

Patrzyliśmy wszyscy i obiecaliśmy, że rozgnieciemy nasz egoizm jeszcze bardziej i że będziemy stale przemieniać nasze życie modlitwami, stając się małymi prostymi duszami, aby naprawdę pocieszyć Pana i Jego Świętą Matkę.

 

*

Orędzie Najświętszej Panny dane Julii w Naju w dniu 1 kwietnia 2001

Julia: Około godziny 7 rano, podczas modlitwy usłyszałam łagodny głos naszej Błogosławionej Matki.

– Moja córko! Moja droga córko! Moi synowie i Moje umiłowane córki, którzy zostaliście wybrani, aby Mi pomóc w tych czasach niebezpieczeństw! Śpieszcie się, aby się stać małymi dziećmi ujmijcie Moje dłonie bez jakiegokolwiek ludzkiego względu. Trzymajcie mocno Moje dłonie, gdyż Ja, wasza Niebieska Matka jestem liną jednoczącą Niebo i ziemię. Nie zniechęcając się, nie wpadając w rozpacz ani nie patrząc w tył spieszcie się, aby się przebudzić, modlić i wynagradzać, żyć życiem poświęconym, czyniąc nieustanne wysiłki, aby je przemienić w modlitwę.

Z wielkim niepokojem mówiłam was już, że kielich Bożego gniewu przelewa się i wylewa. Teraz nie ma już czasu do stracenia. Wiele z Moich dzieci mówi, że Mnie zna, tak jak wy, których wybrałam, a są ślepe i głuche. Nie idziecie wiernie za radami, jakie Ja, wasza Niebieska Mama wykrzyczałam wam tak głośno, że Moje gardło się zakrwawiło i nie przemieniacie waszego życia w modlitwy.

Przeciwnie, jesteście napełnieni pychą i ludzkim rozumowaniem i w związku z tym niezdolni rozpoznać działanie demona, który ukrywa się pod niewinnymi pozorami. Prowadzicie do podziałów (pomiędzy sobą) i łączycie swe siły z demonicznymi. Serce waszej Mamy, która to widzi, cierpi z tego powodu głębiej niż gdyby je rozrywano.

Jednakże jeszcze nie jest za późno, spieszcie się, aby uchwycić Moje dłonie. Gdybyście przynajmniej wy, którzy zostaliście wezwani odrzucili przyjemności zmysłowe, gdybyście przyjęli wiernie zaniepokojone Wezwania Mojego Syna Jezusa i Moje, jeśli je zrealizujecie w waszym życiu, przyśpieszycie zwycięstwo Najświętszego Serca Mojego Syna i Mojego Niepokalanego Serca. Naśladujcie Mnie więc. Chcę przyjąć w Moim Niepokalanym Sercu i ofiarować Panu małe kwiatki i nasiona męczeństwa, jakie możecie bez przerwy ofiarowywać przez wasze ofiary. Odważnie czyńcie więc to, co w waszej mocy.

Wtedy ujrzycie, że bliski jest dzień, w którym Bóg, który jest Miłością i który was kocha tak bardzo, przemieni kielich Swego Gniewu w kielich Błogosławieństwa i ponownie zbuduje to, co zostało zniszczone przez szatana. Wtedy ci, którzy się wam sprzeciwiali i krytykowali was, zamilkną.

Moje dzieci, które wybrałam! teraz cierpicie, lecz pamiętajcie, że przygotowałam wam miejsce w Królestwie Niebieskim, okażcie moc miłości, aby nie stracić żadnego z cierpień, jakie znosicie idąc za Mną. Trwajcie heroicznie w wierności i wspaniałomyślnie ofiarujcie wasze troski. Czas jest bliski, w którym wasz płacz zamieni się w radość.



5
Vox DominiJukia Kim i ks. Spies


Kim jest Julia Kim, zaufana powiernica Maryi?

 

Julia, licząca w 2001 roku 55 lat, jest panią domu żyjącą w małżeństwie z Julianem. Oboje – wraz z ich czworgiem dzieci: Różą, Tomaszem, Teresą i Filipem – przyjęli chrzest w czasie świąt Wielkanocnych 1981 roku. Zanim małżonkowie Julia i Julian wstąpili do Kościoła katolickiego, wszędzie – a przede wszystkim w wyznaniu protestanckim – szukali właściwej drogi wiary. Ostatecznie przyjęli wiarę katolicką, gdyż najbardziej odpowiadała ich pragnieniom.

Zanim figura Matki Bożej zaczęła wylewać łzy, Julia pracowała w salonie fryzjerskim. Od tej pory musiała go zlikwidować. Oddawała się też różnym posługom apostolskim w swej parafii, w Naju, poświęconej Matce Bożej Różańcowej.

Na polecenie swego spowiednika, ks. R. Spiesa, belgijskiego misjonarza w Korei Południowej, Julia prowadzi od stycznia 1987 roku dzienniczek. Z niego pochodzą następujące cytaty: 

«Cztery pierwsze lata mego dzieciństwa przeżyłam szczęśliwie w harmonijnej rodzinie: z moim ojcem, nauczycielem w Kwangdzu, mamą, z młodszym o dwa lata bratem i dziadkiem. Wojna koreańska, rozpoczęta 25 czerwca 1950 roku, przyniosła mojej rodzinie nieszczęście. Gdy wkroczyły wojska komunistyczne, cała moja rodzina rozproszyła się. Ojciec i dziadek znaleźli się w komunistycznym więzieniu i już nie wrócili. Nigdy nie dowiedzieliśmy się niczego o ich losie. Czy zostali zabici albo czy deportowano ich do Korei Północnej?

Od czwartego roku życia łzy stały się moimi ciągłymi towarzyszami. Byłam bojaźliwa, samotna, pełna wątpliwości, nie mogłam się należycie rozwijać i pracować nad sobą.

Wszyscy byli zakłamani; niebo było zaciemnione; czułam się samotna i błąkałam się po naszym domu, wołając ciągle ojca, którego straciłam.... Gdy mój młodszy brat umarł w wieku trzech lat, zostałam sama z mamą. Trudności i problemy nie omijały nas. Wyjechaliśmy do miasta Kwangdzu. Mama wiele pracowała, chcąc umożliwić mi wykształcenie. Szkołę skończyłam w wieku 18 lat. W 1972 roku, mając 25 lat, poślubiłam Juliana. Mamy czworo dzieci...»

Ks. R. Spies, jej spowiednik i tłumacz – Julia bowiem pisze w języku koreańskim – dołącza od siebie dodatkowe wyjaśnienia:

Już jako młoda żona i matka, Julia zaczyna znosić dolegliwości różnych chorób. Kilka razy przebywa w szpitalu, zostaje jednak zwolniona do domu, gdzie może już tylko czekać na śmierć. Pragnie jednak być zdrowa, by pomagać swej matce i utrzymać czworo jeszcze małych dzieci.

Ostatecznie jednak godzi się z sytuacją bez wyjścia. Pisze: «Lekarze myśleli, że nie ma już innego wyjścia, jak czekać na śmierć. Gdy znów wróciłam do domu, moi krewni czynili wszystko, co tylko było możliwe. Ale i to nie przynosiło żadnej poprawy. Wówczas pogodziłam się z losem... Postarałam się nawet o cyjanek i napisałam testament z uwagami dla tej, która byłaby drugą żoną mego męża. W tym właśnie czasie, za pośrednictwem mego męża, Bóg wzywał mnie do Kościoła.»

Gdy potem przez jakiś czas poszukiwała właściwej drogi do Boga, poszła ostatecznie za radą znajomego do koreańskiego księdza cieszącego się dobrą opinią i zaczęła uczestniczyć w lekcjach religii.

„Jeśli Bóg istnieje – powiedziała temu kapłanowi – to jest On dla mnie zbyt okrutny. Co takiego popełniłam, żebym musiała wypić ten gorzki kielich?”

Miała na myśli śmierć. Kapłan odpowiedział jej: „Czy nie wie pani, że cierpienie jest o wiele większą łaską niż zdrowie? Pani tę łaskę otrzymała w swym chorym ciele. Proszę mi wierzyć, mnie tak wielka łaska nie została udzielona!”

Julia pisze dalej:

«Był to dla mnie głos samego Ducha Świętego usłyszany z ust tego kapłana. W tym samym momencie poczułam, jak moje lodowate ciało stało się gorące i zaczęłam się nadmiernie pocić.... Trzy dni po moim spotkaniu z owym kapłanem miałam sen albo usłyszałam głos, który mówił do mnie: «Zbliż się do Biblii; słowa Biblii są rzeczywiście żywymi słowami.» Kiedy obudziłam się, była godzina trzecia nad ranem. Otworzyłam Biblię w przypadkowym miejscu i natrafiłam na opowiadanie o kobiecie cierpiącej na krwotok. Mówiła sobie: «Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa.» Jezus powiedział jej: «Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła.»1  Uwierzyłam tym słowom Jezusa i pomyślałam, że właśnie zostały do mnie skierowane. Rzeczywiście zostałam całkowicie uzdrowiona, jeszcze w czasie mojego katechumenatu.

...Mój mąż był niezmiernie szczęśliwy, że powstałam z martwych, i wziął mnie dwa razy w podróż mówiąc, iż jest to nowa podróż poślubna. Mogliśmy ponownie otworzyć salon fryzjerski, choć nie mieliśmy ani grosza na wynajęcie jakiegoś pomieszczenia. Pan sam nawiedził nas i obdarzył o wiele hojniej łaskami, niż mogliśmy sobie tego życzyć.

...W kwietniu 1982 roku ofiarowałam na nowo moje cierpienia Panu. Powiedziałam Mu: «Panie, chociaż z powodu choroby musi cierpieć moje tak mało ważne ciało, to i tak będę szczęśliwa, jeśli te cierpienia choćby tylko w jakiejś mierze będą mogły służyć Twoim planom.» Od tego czasu dręczyło mnie cierpienie, a Jezus zaczął mi pokazywać Swoje otwarte Serce na wiele sposobów.

Innym razem, gdy znajdowałam się w domu rekolekcyjnym u sióstr, ukazał mi się Jezus o trzeciej godzinie nad ranem. Jego pierś była otwarta, tak że mogłam widzieć przebite, krwawiące Serce. Zawołałam: «Panie, co mogę uczynić dla Twego zranionego Serca?» Pan odpowiedział mi: «Przez każdy grzech popełniany przez grzeszników rwie się Moje Serce na kawałki. Wy, którzy Mnie znacie, powinniście wynagradzać Memu tak rozdartemu Sercu.»

W następnym okresie musiałam przebywać kilka razy w szpitalu... Za każdym razem Jezus udzielał mi łaski, bym mogła dla Niego cierpieć. Rozważałam także w tym czasie Siedem Boleści Maryi.

W maju 1985 roku stanęłam znów w obliczu śmierci. Gdy z jednego szpitala zostałam przeniesiona do drugiego, ofiarowałam swe cierpienia za nawrócenie grzeszników. Wstawałam o piątej rano, by do siódmej rozważać cierpienia Pięciu Ran Jezusa i Siedmiu Boleści Matki Bożej. W ten sposób mogłam kontynuować w szpitalach moje życie modlitwy.

....Gdy opuściłam po raz ostatni szpital, musiałam posługiwać się respiratorem, który uciskał mi piersi i utrudniał oddychanie. W czasie pobytu w szpitalu mogłam jeść tylko ryż, po opuszczeniu go byłam już w stanie przełknąć trochę kaszy jaglanej. W ten sposób mogłam składać w darze coraz więcej ofiar i cierpień.

Byłam gotowa dziękować Bogu nawet wtedy, gdyby zechciał mnie wezwać do Siebie. Nasze dzieci były już duże, mieliśmy oszczędności... Czego miałabym się bać, skoro całkowicie zdałam się na wolę Bożą?

...29.VI.1985 roku pojechałam autobusem z innymi parafianami do wsi Kkot-Tongnai.»2 

Wioska ta, pomimo swej pięknej nazwy, przedstawiała nieopisaną nędzę. Koreański ksiądz przyjmuje tam bezdomnych, porzuconych, niepełnosprawnych. Opiekuje się nimi oraz wszystkimi innymi żyjącymi w skrajnej nędzy. Julia i jej towarzysze byli głęboko poruszeni tak wielką nędzą mieszkańców i próbowali każdego pocieszyć dobrym słowem. Julia powiedziała potem, że w każdym z tych mieszkańców widziała Jezusa.

Po powrocie z wioski figurka Maryi w jej domu zaczęła płakać normalnymi, a z czasem także krwawymi łzami. Od 18 lipca 1985 roku Julia otrzymywała orędzia od Maryi oraz Chrystusa. Poniżej przytoczono obszerne wyjątki z tych, które usłyszała w latach 1985-1990. Dalsze są już opublikowane w całości. Jedne skierowane są wyłącznie do Julii i ich celem jest pomoc w jej uświęceniu; inne powinny zainteresować ogół wiernych; wreszcie niektóre odnoszą się do wszystkich ludzi i należy je podać do wiadomości całemu światu.

Maryja ukazuje Swej zaufanej powiernicy drogę duchowego dziecięctwa, którą kroczyła św. Teresa z Lisieux. Maryja poucza ją, że nasze modlitwy i czyny, nasze cierpienia przyjęte dobrowolnie oraz pokuta wysługują duszom zbawienie, jeśli to wszystko ofiarowujemy z miłością i pokorą Bogu i Maryi.

Matka Boża prosi Julię o życie w posłuszeństwie. Największą radość sprawia Jej chętne przyjmowanie przez Julię choćby najmniejszego cierpienia. Maryja prosi także często Julię, by łączyła się z Jej cierpieniem zadawanym Jej przez ludzkie grzechy. Najświętsza Panna mówi często o strasznych boleściach, które przeżywa, z powodu popełnianych na całym świecie morderstw milionów niemowląt w łonach matek. Maryja cierpi również dotkliwie z powodu odrzucania Boga przez tak wielu ludzi; obojętności wielu ludzi wobec cierpień Jej Syna; z powodu pogardy wobec Niej samej oraz z powodu nienawiści, pychy, nieczystości i wszelkich niesprawiedliwości dokonujących się codziennie na całym świecie.

Wraz ze Swym Synem Najświętsza Panna pragnie uratować możliwie jak największą liczbę swych dzieci. Przez łzy chce pokazać nam Swój ból bardzo wyraziście. Te łzy mogą widzieć wszyscy, natomiast orędzia otrzymuje tylko sama Julia.

Orędzia, które przeznaczone są dla całego świata, zwracają nade wszystko uwagę na wartość modlitwy i konieczność nawrócenia się. Pod tym względem są one całkowicie zgodne z nauką Ewangelii i z tym, co już wiele razy było zaakcentowane w licznych objawieniach Maryi na całym świecie.

Jej kierownikiem duchowym został misjonarz belgijski, związany z placówkami Księży Salezjanów w Korei – ks. Raymond Spies. Znając prostotę i głęboką wiarę Julii, przekonany o prawdziwości orędzi i w obliczu niezaprzeczalnych znaków szybko podjął starania zmierzające do rozpowszechnienia orędzi Matki Bożej Płaczącej z Naju. Jego relacje ukazały się w wielu językach (po francusku, niemiecku, wietnamsku, węgiersku). Przed dwoma laty dokonano przekładu z polskiego na litewski.

---------

1 Por. Mt 9,20n.

2 Wieś Kwiatów.


W języku polskim dostępne są 2 publikacje:

«Moje Serce jest Arką Zbawienia» Pełny tekst orędzi otrzymanych w latach 1985-1997 i kilkadziesiąt kolorowych zdjęć cudów i znaków w Naju (13 zł)

«Nadeszła godzina próby» Orędzia z lat 1995-1997 i kilkadziesiąt kolorowych zdjęć cudów eucharystycznych ( 6 zł).


6-7
3/2001


Maria Szymanowska (1901-1983): «Stać się Jego Odbiciem»

W pierwszych tygodniach nowego wieku rozpoczynającego trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa – 25 stycznia 2001 roku – minęło 100 lat od dnia urodzin Marii Szymanowskiej, jednej z polskich kandydatek na ołtarze. Swoim życiem wykazała, że można osiągnąć doskonałość chrześcijańską w stanie świeckim. 50 lat pracowitego, oddanego Bogu i ludziom życia poświęciła działalności pedagogicznej, a ostatni, kilkunastoletni okres – ofiarnej służbie Bolesnej Królowej Polski w Licheniu. Pomimo licznych chorób i zaawansowanego wieku była wydatną pomocą kustosza sanktuarium, ks. Eugeniusza Makulskiego. Oddana tej pracy bez reszty poświęca Matce Bożej inteligencję i uzdolnienia literackie, a przede wszystkim wspaniałomyślne, gorące serce. Spod jej niestrudzonych rąk codziennie wychodzą dziesiątki listów problemowych, wlewających nadzieję w udręczone, zranione serca, które w cierpieniach życia szukają umocnienia i pociechy u Bolesnej Matki. W tym błogosławionym trudzie sekretarzowania Licheńskiej Pani, w ofiarnej pracy pod Jej wejrzeniem, odczytała Maria wolę Bożą wobec siebie i wypełniła ją do końca. Tam dopaliła się lampka jej cichego, pokornego życia, życia autentycznego świadka Ewangelii Jezusa Chrystusa.

22 kwietnia 1983 roku odeszła do Domu Ojca, a utrudzone chorobami i pracą ciało spoczęło w cieniu świątyni Bolesnej Królowej Polski, której bez wytchnienia służyła do końca swoich dni.

Nad jej grobem ks. Eugeniusz Makulski powiedział: „Sanktuarium licheńskie nie byłoby tym, czym jest obecnie, gdyby nie jej ofiarna, niestrudzona praca. Była ogromną pomocą w najtrudniejszym okresie budowy sanktuarium.”

Pod wieczór jednego z pracowitych, styczniowych dni 1974 roku, Maria doświadcza szczególnej „Godziny Łaski”, jak sama określa to przeżycie. Jest 25 stycznia - rocznica jej urodzin. Zmęczona wielogodzinną pracą kontempluje piękno licheńskiego sanktuarium odbijającego się w pobliskim jeziorze opromienionym blaskiem zachodzącego słońca. Doznaje w duszy intensywnego dotknięcia Ducha Świętego, które rzuca promień światła na drogę jej życia duchowego, napełniając serce nowym zapałem do jeszcze pełniejszego oddania się Bogu. Doświadczenie to utrwala na podręcznym skrawku papieru: „Jest późny wieczór ‘mojego dnia’ – pisze – dnia moich urodzin. Podobało się Bogu powołać mnie do bytu, abym już istniała na wieki. Cóż za zawrotna tajemnica planów Bożych, Jego Mądrości i Wszechwiedzy, która wiedząc, ile Łask Jego będę marnowała, jednak nie cofnęła ode mnie Swojej stwórczej Dłoni!... Czuję, że ta chwila, którą obecnie przeżywam, jest może przez kogoś wymodloną Godziną Łaski. Jest jakimś bardzo mocnym zrozumieniem, że każda sekunda naszego bytu na ziemi ma być, musi być wciąż nowym nawróceniem! Niezależnie od tego, jak było przedtem! Owszem, im było gorzej, w tym pełniejszym, mocniejszym ma się to stać zrywie. Ale zryw ten ma być nie tylko ‘akcją’, walką naszej własnej małości ze swoim ‘nie’, ale musi być uciszeniem. Uciszeniem tak wielkim, aby Bóg mógł być z dnia na dzień, z chwili na chwilę pełniej, jaśniej, głębiej odbity w nas. Bo On ma w nas róść! Bardzo pragnę, abym była Jego odbiciem bez reszty! Nie tym zabagnionym, wykoślawionym przez wichry zła, ale odbiciem w uciszeniu...”

Patrząc z perspektywy lat na życie Marii Szymanowskiej trzeba stwierdzić, że stała się czytelnym świadkiem zjednoczenia z Chrystusem: stała się nim przez naśladowanie Jego oddania woli Ojca. Tak jak pragnęła stała się Jego wiernym odbiciem, „odbiciem w uciszeniu”. Kiedyś pisała: „Wszystko polega na tym, aby odnaleźć Boga tam, gdzie jesteśmy, a nie tam, gdzie moglibyśmy być... On jest w naszych obowiązkach, w naszych krzyżykach, w ludziach, którzy nas otaczają... Jest przez swoją najświętszą Wolę.”

O. Stefan Miecznikowski, jezuita, jeden z kierowników duchowych Marii, znający ją dogłębnie, tak syntetyzuje program jej życia duchowego:

„W osobowości Chrystusa zafascynował ją przede wszystkim jeden rys, który stał się głównym motorem jej życia wewnętrznego: Jego oddanie Woli Ojca. Wola Boża – to był program jej życia, który podjęła z heroiczną wiernością. Szukała tej woli Bożej we wszystkim: w dobrej i złej doli dostrzegała rękę Ojca, który nigdy nie opuści swego dziecka – zawsze pragnie jego dobra. Złożyła ślub pełnienia woli Bożej, gdziekolwiek tę wolę pozna. I można wierzyć, iż temu heroicznemu programowi była wierna”. Umiłowanie woli Bożej, wierne jej pełnienie na każdy dzień zaowocowało autentyczną świętością: zjednoczeniem z Chrystusem tak głębokim, że promieniowała nim na otoczenie. Stała się tak, jak pragnęła – Jego odbiciem.

s. Teresa Barbara Wroczyńska O.C.D.


8
3/2001


Drogi Twoje, o Panie

 

Drogi Twoje, o Panie,

to – drogi Krzyża...

gdy się natura nasza

miażdży... uniża...

 

Gdy noc zalega wkoło

i w naszej duszy...

gdy wszystko nam

co chwila wali się... kruszy...

 

To Twoje drogi krwawe,

mój dobry Panie!...

bo tylko one wiodą –

na Zmartwychwstanie...

 

Jestem przy Tobie,

Idę przy Tobie, o Chryste!

Prowadź! daj łaskę!..

Przygotuj gody

– wieczyste...

 

Maria Szymanowska

Kalisz, 1969

Godziny łaski

 

Nie wszystko, co tak boli

do dna nędznej duszy,

nie wszystko, co chwilami

zda się w proch rozkruszy,

nie wszystko, co się kryje

przed ludzkim wejrzeniem

nie wszystko można,

o! nie wszystko

wyrazić zwierzeniem...

 

Nie wszystko, co przenika

straszną raną męki,

nie wszystko, co tak długo

czeka zbawczej ręki,

nie wszystko, co się jękiem

wyrywa chwilami,

nie wszystko to wyrazić

można – bodaj łzami...

 

Jest bowiem

straszna niemoc

dziwnego milczenia,

co się pieczęcią kładzie

na zbolałej duszy,

której nic nie przełamie

i nic nie rozkruszy!

Nic! – ogrom wielkiej

Mocy Bożego

dotknienia!..

Bo w duszy jest tajemna,

cicha gdzieś świątnica,

gdzie Pan tylko słucha...

pociesza... nasyca...

Tam kończa się już słowa

i tylko – Święta... Boża

wzmacnia duszę Mowa...

 

Maria Szymanowska

Kalisz, 1937

 

O! Ty, która:

Pokonujesz Przestrzeń...

Łagodzisz ból i smutek...

Koisz tęsknotę...

Zastępujesz w s z y s t k o.

 

Wiem, że

jesteś przy nas...

pamiętasz...

czuwasz...

 

Wiedz, o! Maryjo,

że i my:

jesteśmy przy Tobie...

pamiętamy...

czuwamy...

My – Twoi –

n a z a w s z e!...

 

Maria Szymanowska

Licheń, listopad 1979



9
Vox Domini

Powrót do strony głównej Wydawnictwa "Vox Domini"
Powrót do początku tej strony

 Archiwum pisma "Vox Domini"

 

Pełna wersja pisma drukiem w prenumeracie pocztowej


[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]